cze 172016
 

Jestem we Wrocławiu, ale wziąłem laptop. Jakie to szczęście prawda? Spróbuję więc króciutko coś napisać, bo mam zaraz poważne obowiązki do wykonania, a ojciec Antoni za nic nie chce mnie z nich zwolnić.

Mam pod ręką ciekawą i wielce pouczającą książeczkę „Nienawiść wyznaniowa tłumów w czasach Zygmunta III”. Napisał ją zasłużony krakowski historyk, pochodzący z Rzeszowa Wacław Sobieski. Jest to rzecz pod wieloma względami absolutnie wstrząsająca (matko, ależ ja się powtarzam, wszystko czego się nie dotknę jest wstrząsające). No, ale sami popatrzecie na metodę badawczą tego wychowawcy tytanów, człowieka podążającego za prawdą, nieposkromionego wroga proganady historycznej i każdej innej. Pisze ów Sobieski, że za Zygmunta III nasiliła się nietolerancja tłumów. Podkreślam tłumów…co on uważa za tłum? Oto jednego roku, nie chce mi się sprawdzać którego, żacy poznańscy wychowankowie jezuitów napadli na świątynie protestancką w tym mieście. Ilu ich było? Aż trzystu…jak na XVII wieczny Poznań to sporo. Po czym można było poznać, że to wychowankowie jezuitów? Nie za bardzo wiadomo, bo wszyscy byli zamaskowani. No, ale źródła taką informację podają i wybitny badacz Wacław Sobieski ją nam powtarza. Licząca trzysta osób, zamaskowana bojówka, niszczy luterski zbór, a źródło historyczne Sobieskiego, czyli takaż luterska propagitka oskarża o to jezuitów. I tak się proszę Państwa tworzy historię prawdziwą bez mitów. Tak się prowadzi rzetelne badania. Bo – jak to bez przerwy powtarzałem w Świdnicy – jeśli nie ma źródeł, nie ma historii. Usłyszałem ten bon mot z ust pewnego profesora, a kiedy próbowałem zawrócić ten strumyk kijem w czasie pogadankiw Dzierżoniowie, jedna pani zapytała czy ja jestem zwolennikiem pisania historii bez źródeł. Trochę się zdziwiłem. Opowiedziałem o tych katalogach niewydanych rękopisów i zacząłem domagać się, by je opracować jak najszybciej i wydać. Pani się uspokoiła. No, ale kiedy nie ma źródeł to nie ma historii. To prawda, ale czy w okolicznościach odwrotnych – kiedy są źródła jest historia? Jak widać, a mogę się mylić, bo oceniam tylko jedną pracę, jednego, choć wybitnego historyka, także jej nie ma. Jest propaganda.

Idźmy jednak dalej. Kolejnego razu, w Krakowie, żacy z akademii napadli na inny zbór luterski z zamiarem spustoszenia go. Tak mocno się starali spustoszyć ten zbór, że po ich stronie padło aż 20 trupów, a po stronie ceklarzy, czyli miejskich pachołków zaopatrzonych w półhaki, ani kawałka nieboszczyka nie było widać. Bardzo zasmucił się nad losem biednej luterskiej świątyni badacz Sobieski, ale słowa o pogrzebie tych dwudziestu nie napisał.

Z drobnych incydentów wymienić należy także wstrętnego Skargę, który demonstracyjnie szedł ulicą Wilna ubrany w czarny habit i przez to zmusił pewnego prostestanta do wymierzenia sobie policzka. Następnie zaś nie wyciągnął z tego faktu konsekwencji, ale publicznie wybaczył zniewagę, przez co nie udało się ceklarzom wileńskim ubić ani jednego żaka.

Mamy też pewnego Włocha, który podpuszczony przez ministrów ze zboru poleciał sprofanować ołtarz w święto Bożego Ciała i wykrzykiwał różne nieprzystojne rzeczy przeciwko Przenajświętszej Panience. Ściągnięto go z tego ołtarza i zawleczono do lochu, a następnie sąd miejski, podkreślam – miejski – skazał go na śmierć. Wyrok wykonano, a następnie o śmierć tego biedaka oskarżono jezuitów.

Wacław Sobieski przechodzi sam siebie kiedy pisze o tym czego domagali się kalwini i luteranie związani węzłem konfederacji warszawskiej. Otóż taki Stanisław Stadnicki na przykład perorował, że wolność będzie wtedy kiedy każdy szlachcic będzie mógł narzucić chłopom i mieszczanom w swoich dobrach swoje własne wyznanie. Sobieski wspomina o tym mimochodem, a my czytając to ze smutkiem myślimy o głębokim humanitarnym podejściu do życia, reprezentowanym przez Kalego, bohatera powieści „W pustyni w w puszczy”. To i kilka innych wyskoków pana Stadnickiego, gorącego wyznawcy wiary kalwińskiej, rzuca inne zgoła światło na jego sobiepaństwo i warcholstwo tak często podkreślane przez historyków. Chciał, w mojej rzecz jasna, subiektywnej ocenie, którą niektóre koleżanki, nazywają często pseudohistorycznymi teoriami, otworzyć drogę to powstania rozmaitych agnetur w dobrach prywatnych, co wiązałoby się – dla tych najbardziej zdecydowanych – z pobieraniem subsydiów z dworów obcych. Cóż by bowiem, po przeforsowaniu takiego prawa, szkodziło Stadnickiemu przekonwertować na anglikanizm i zostać głównym biskupem powszechnego, anglikańskiego kościoła w Polszcze? Nic. Jeszcze by dostał na to dotację, to jest chciałem rzec, wziąłby z tego tytułu brzydką łapówkę od dworaków Jakuba I. No, ale historyk Sobieski nie rozwija tego tematu. My jednak wiemy, wystarczy bowiem porównać książkę Sobieskiego z książką Jakuba Basisty, jak działało w tym samym czasie prawo na Wyspie, jakie mogły być intencje protestantów domagających się od polskiego króla wolności. Były to intencje czarne i podstępne, a książka Sobieskiego, człowieka wprost wrogiego Kościołowi, utwierdza nas w tym silnie. Tym silniej im więcej aktów nietolerancji tłumu opisuje autor.

Dlaczego Wacław Sobieski był wrogiem Kościoła? Ponoć jego tata sprzeniewierzył jakąś gotówkę kościelną, ale niech mnie tropiciel poprawi, bo wczoraj z nim o tym gadałem i mogłem coś pokręcić. Byłem zmęczony.

Wacław Sobieski, był ponadto działaczem niepodległościowym, członkiem różnych ważnych organizacji, ale w pewnym momencie przekonwertował z socjalizmu na endecyzm i został endekiem wrogim Kościołowi. I to jest proszę Państwa obłęd szczególnego rodzaju, który wart jest osobnej notki, by nie powiedzieć osobnego atlasu omawiającego poszczególne przypadki tej przypadłości.

I teraz ważna rzecz – to Wacław Sobieski rozpoczął opisywanie bitwy warszawskiej tak, by pomniejszyć rolę Piłsudskiego i powiększyć rolę Sikorskiego i Weyganda. Ja tu nie będę rozniecał dyskusji na te temat, bo wiem, że wielu jest ludzi, którzy za jedną i drugą wersję oddaliby życie. Powiem tylko, że postawa Wacława Sobieskiego i jego zadziwiająca chęć przysłużenia się Polsce, tak jak ją sobie wyobraża mały Wacuś, unieważnia w zasadzie wszystkie rozsnuwane przezeń teorie. Oczywiscie piłsudczycy rzucili się nań zaraz, a taki Pruszyński Ksawery domagał się nawet osadzenia Sobieskiego w Berezie.

Jakby tego było mało wyhodował jeszcze Sobieski następców, a wśród nich rozpoznajemy znanego nam już z czasów dyskusji na temat II tomu Baśni Henryka Barycza – historyka niepokornego, który napisał biografię swego mistrza pod tytułem „Historyk gniewny i niepokorny”. Jak widzimy źródła memu „niepokorny”, tak dziś nadużywanego są jasne. Niepokorny to taki, co kłamie w imię racji, które uważa za wyższe. Dziś najjaskrawszym tej postawy przykładem jest Targalski. Krew z krwi i kość z kości. Tenże Barycz wsławił się napisaniem biografii Jana Kochanowskiego, która nosi tytuł „Z zaścianka na Parnas”….piszę to i nie wierzę w to co piszę….z zaścianka na Parnas….Mistrzostwo świata po prostu.

Wychowankiem Sobieskiego był także Oskar Halecki autor pracy na temat unii florenckiej, podnoszący zalety tej unii i biadolący nad nieszczęśliwym jej końcem.

Muszę przerwać w tym miejscu, bo się za bardzo denerwuję. Dziś wieczorem o 19.00 przy Ołbińskiej 1 mam wieczór autorski poświęcont Księdzu Marianowi Tokarzewskiemu i Edwardowi Woyniłłowiczowi. Zapraszam. Jutro pogadanka w Brzgu dolnym na temat obecności złota w Kościele.

Zapraszam na stronę www.coryllus.pl. Do księgarni Przy Agorze, do sklepu FOTO MAG i do księgarni Tarabuk

  34 komentarze do “Zadziwiający pan Sobieski”

  1. Sobieski jak Sikorski – wykorzystuje nazwisko do lansu 😉

  2. Psychologia tłumu
    Gustaw Le Bon
    1985r

  3. to nie to,….

  4. I tamte czasy miały swoich coryllusów.

    «Sądzę że wszystkie rozruchy były mozolnie inscenizowane w miastach […] Co to za nienawiść i ruch ludowy, w którym biorą udział przeważnie studenci?» (z listu F. Bujaka do S. Zakrzewskiego).

    Cyt.za
    http://www.ipsb.nina.gov.pl/index.php/a/waclaw-jakub-konstantyn-sobieski

  5. Nie podałeś wczoraj szokującej liczby opisującej armię zagrażającą imperium brytyjskiemu
    „W chwili kasaty zakonu liczył on 2341 jezuitów, 56 kolegiów, 20 rezydencji i 65 stacji misyjnych”
    City przestraszyło się 2341 Avengersów.
    Termopile to był pikuś.
    Brakowało mi też wątku Komisji Edukacji Narodowej i płynnego pozbawienia nas edukacji klasycznej wychowującej do świętości na rzecz edukacji (przepraszam za wyrażenie) obywatelskiej

  6. Czepiasz się, ludzie na mecz chcieli zdążyć

  7. podpowiadam, nie czepiam się – Twój wykład – Twoje reguły,
    „Tumult Kielecki” też bym podpowiedział 😛

  8. Bo największą zbrodnią Uniwersytetu Krakowskiego do XVIII wieku było to, że był uczelnią podlegającą pod Kościół i oparta na „scholastycznym”(o ile oczywiście można jeszcze o scholastyce mówić w XVIII wieku) programie nauczania. Co oczywiście powodowało to, że jego zbrodnia się jeszcze bardziej powiększała gdyż przez taki a nie inny program nauczania był tenże uniwersytet na bardzo słabym poziomie naukowym.
    Na szczęście przyszły zbawienne czasy KENu, który uwolnił z wpływów Kościoła Uniwerek i mogła się tam zacząć nauka na całego.

  9. „Stanisław Stadnicki na przykład perorował, że wolność będzie wtedy kiedy każdy szlachcic będzie mógł narzucić chłopom i mieszczanom w swoich dobrach swoje własne wyznanie. (…) otworzyć drogę to powstania rozmaitych agnetur w dobrach prywatnych, co wiązałoby się – dla tych najbardziej zdecydowanych – z pobieraniem subsydiów z dworów obcych”.

    Chodzi oczywiście w aspekcie społecznym o zabranie człowiekowi zbawienia. Rozebranie człowieka ze św. Tomasza (osobowości, godności i podmiotowości – w skrócie) i zabranie św. Augustyna – czyli wolnej woli. Protestantyzm czy to w wydaniu kantyzmu czy Okham na którego nałożono Locka czyli nominalizm. W tej herezji protestanckiej, która opiera się na biblii (nie dekalog i przykazanie miłości – luźny fragment jak pozostałe księgi) – jako coś najważniejszego – człowiek zapędzany jest do roboty – przez pracę ma się zbawić. Tania siła robocza, która ma pracować bo inaczej nie będą zbawieni – zdejmując przykazania wprowadzamy min. rozwiązłość moralną. Zabieramy faktycznie zbawienie i nie ma miłosierdzia.
    Kościół katolicki zajmował się min. edukacją (w tym pozytywną selekcją dla państwa i kościoła), leczeniem, technologią i produkcją żywności czy posiadał ziemię.

    Skoro nie ma dekalogu to w aspekcie gospodarczym musimy zabrać tym „heretykom katolickim” to wszystko i to zrobiono. Zmiany własnościowe. Mimo to szlachta sobie radziła, jak na tzw. zachodzie heretycy szlacheccy rabowali i przejmowali technologię od kościoła czyli się bogacili – gotówka wpływała.

    Natomiast w aspekcie politycznym nadzór i kontrola nad podmiotowością człowieka przeszedł w ręce organizacji i instytucji jawnych i tajnych (formalnych i nieformalnych). Czyli min. edukacja, leczenie, kontrola poprzez kredyt nad własnością i produkcją, a w późniejszym etapie nazwijmy to innowacyjnością w drugi i trzecim rozwoju cywilizacji (przemysł i tzw. usługi).
    Tak więc w przeszłości polityka była prowadzona na dworach królewskich i szlacheckich i diecezjach. Współcześnie rolę przejęły partie.

    Natomiast na studiach po dzień dzisiejszy jest przekaz – jacy to Ci protestanci geniusze, a katolicy debile. Po dzień dzisiejszy np. na politologi (ciekawe czy na Uniwersytecie u ojca dr Tadeusza Rydzyka jest) nie ma nauczania o kimś takim, jak Wawrzyniec Goślicki. Natomiast oczywiście jest Lock i pozostali protestanci.

    Tak więc z punktu widzenia herezji i dworów królewskich które za tym stały – takie państwo jak I RP – bogate i zasobne, gdzie człowiek był podmiotem (nawet chłop – tzw. komornik) i z takim obszarem i niezadłużone, gdzie największy grzesznik mógł się nawrócić (min. wyspowiadać) i do tego nie musiał być zbawiony, aby się natyrać – nie miało prawa w ich ujęciu istnieć. Trzeba było to zniszczyć i tak od Okhama próbują niszczyć. Aż przy pomocy min. jurgieltu (narzędzie) i głupoty naszych elit – zniszczyły.

    Szokujące jest to, że przemilcza się coryllusa i pamiętniki, które wydaje przez ponoć prawicową władzę, która nie wstydzi się swoich korzeni (katolicyzmu a może jak Piłsudski traktuje to instrumentalnie). To dlaczego się brzydzi I RP?
    A tak jest inaczej nikt by coryllusa starał się nie przemilczeć. Choć głupcy nie wiedzą, że w obecnej dobie internetu – jest to nie możliwe.

  10. Ta totalna walka z „herezją katolicką” trwa nieustająco. Ot wczorajszy przykład. Trafiła w moje ręce książeczka pt. „Róże w garażu” Agnieszki Tyszki (AkapitPress), to takie niby wspomnienia z wakacji grupki przedszkolaków i uczniów. Nie powiem, książeczka starannie wydana, większy stopień pisma, duże marginesy, ładna okładka, papier szary ale ujdzie. A do tego z adnotacją o wyróżnieniu tej książki nagrodą im. Kornela Makuszyńskiego. Nic tylko kupować.
    No ale w środku znajdziemy m.in. takie kwiatki jak w poniższym cytacie (s.7-8):

    […] Mama się nie spieszy i ciągle się uśmiecha. Teraz jeszcze częściej, bo jest tu ze swoją najlepszą przyjaciółką Anią. Siedziały razem w szkole, w której było pełno zakonnic. Aż czarno od ich sukienek. Ja bym tak nie chciała. Nie lubię czarnego. I zakonnic, bo pachną mydłem rumiankowym, a rumianek wywołuje alergię. Tym sposobem Mama i Ciocia mają alergię na zakonnice, ale tylko na niektóre (tak słyszałam). Ja nie lubię rumianku, za to lubię mieć koleżankę, ale wcale nie muszę iść do takiej czarnej szkoły, żeby ją mieć. Wystarczy, że moja Ciocia i Mama tam były, że się zaprzyjaźniły i że urodziły Agę i mnie w tym samym roku […].

    Ilość nagromadzonych wątków opisujących tak barwne tematy i postaci jak : czarna szkoła (nawiązanie do powyższego cytatu, znaczenie pejoratywne), wróżki, czarownice, baby jagi jest w tej książeczce, że tak powiem, nadreprezentatywna. Razi także nowoczesny język przypisywany tutaj dzieciom oraz nowomowa a także dziwna maniera pisania przypadkowych słów tekstu wielkimi literami. Nawet nie chce mi się jej dalej opisywać tej książki. To nie jest zbiór lekkich opowiadań dziecięcych wspomnień wakacyjnych, to propaganda.
    Ta książka powinna być oznaczona różowym nagłówkiem: W imię postępu!

    Może przesadzam,ale dawno nie spotkałem książeczki dla dzieci (pierwsza czytanka) z tak perfidnym przesłaniem. Kornel Makuszyński, chyba przewraca się w grobie.

  11. Absolutnie wstrząsająca jest – że pozwolę sobie użyć określenia Gospodarza – trwałość mentalności oświeceniowej jaka wśród nas (nie piszę o blogowym środowisku) panuje. Jakże bezwiednie w powszechnym odbiorze, aby zrozumieć jakieś wydarzenia sięgamy po optykę oświeceniową! To jest porażające !!! Dla mnie prof. Wacław Sobieski jest klasycznym przykładem tej postawy.
    Dopóki nie strącimy z piedestałów oświeceniowych mędrców (Kołłątaje i Staszice precz!), dopóki nie rozbijemy tę oświeceniową optykę, dalej nie będziemy umieli popatrzeć na naszą historię z właściwej perspektywy. Dalej inni będą po nas orać. Jestem święcie przekonany, że socjalizm, o którym z taką przenikliwością pisze Gospodarz, nie zaszczepi się w umyśle, który najpierw nie został choćby wzruszony ideami oświecenia i jego optyką.

    Remedium jest proste. Patrzeć na naszą historię z rzymskiej perspektywy. To co osłabia w historii naszą więź ze stolicą św. Piotra jest złe i z góry podejrzane.
    A więc precz z frakami! Niech żyją kontusze!

  12. No taki całkiem „oświeceniowy” to on nie był, bo byśmy musieli na ten przykład takiego Michalkiewicz też tak nazwać.
    Tu próbka:
    https://wirtualnapolonia.com/2016/05/04/prof-waclaw-sobieski-polityka-zydow-w-polsce-i-wobec-polski-i-konferencja-zydoznawcza-warszawa-xii-1921/

  13. Jeszcze przed chwilą Kapustka*** młody był największym dobrem narodu i władcą Polski, teraz zdetronizował go Michał Pazdan. Burdel jak za Stanisława Leszczyńskiego – nowy król co trzy dni.
    O samym meczu trudno powiedzieć coś odkrywczego – miał być Grunwald, a były Płowce; czyli remis, ale polskie podręczniki i Tygodnik Kibica zapiszą zwycięstwo. Jedyny Grunwald niestety był na TVP 2. https://www.facebook.com/notes/melodroma/najwi%C4%99kszy-polski-wynalazek-pi%C5%82karski-czyli-zwyci%C4%99ski-remis/1097205340352131

  14. „A więc precz z frakami! Niech żyją kontusze!”

    I habity, Ojcze.

  15. Niby wiadomo, proszę Ojca, co trzeba zrobić i jakich używać „medykamentów”, by stanąć w prawdzie, ale niestety Mniszyska i Coryllusy w pojedynkę prawie przedzierają się przez ugór pozostawiony przez te wszystkie KENy, oświecenia, modernizmy i inne z piekła rodem wynalazki. Nie znam ani nauczyciela ani duchownego (nie mówię o tych, których można spotkać w Internecie), który mówiłby swoim uczniom kim był ten czczony wszędzie Hugon, albo jak to było naprawdę z Tadeuszem Kościuszką czy Józefem Piłsudskim.
    W seminariach nie uczy się łaciny (przynajmniej tak twierdzi znajomy ksiądz), a młodzi księża (w najlepszych intencjach) zakładają „Kręgi biblijne” gdzie zebrani świeccy na chybił trafił wybierają jakiś fragment Pisma Świętego i opowiadają „co Autor miał na myśli” nawiązując przy tym do zdarzeń, które miały miejsce w ich życiu… Włos na głowie się jeży! Eh!
    Dobrze mieć Ojca tutaj!
    Szczęść Boże!

  16. Dziś przypadkiem odkryłem. Czy znany jest tutaj ten pan: https://www.youtube.com/watch?v=IGcRBiReYug Ciekawe rzeczy opowiada

  17. Pewien czas temu umieściłem propozycję dla valsera, aby rozważył zaproszenie dr n. med. Jerzego Jaśkowskiego na organizowane niezależne Targi książki w Bytomiu, również pod kontem spotkania z autorem bardzo ciekawych artykułów i książek.
    Jest to człowiek bezprecedensowy i bezkompromisowy.
    . Myślę, że warto było… może w następnym roku?
    Dr. Jerzy Jaśkowski jest tak samo ,,przemilczany” i ,,banowany”, jak np. Jerzy Ulicki-Rek,
    czy choćby gospodarz tego bloga.

  18. Tak to wybitny autorytet. Warto czytać jego artykuły. Dziękuję za link do filmu, bo nawet nie wiedziałam, że jest tam sporo filmów z Dr. Jerzym Jaskowskim
    Pan Prof. Mirosław Dakowski umieszcza na swoim blogu jego artykuły, i inne ciekawe rzeczy, na różne tematy, również.

  19. Czy może pan tu nie wrzucać Jaśkowskiego?

  20. Co pan opowiada? Valser nie ma zamiaru zapraszać Jaśkowskiego, bo targi nie są po to, by lansować przemilczanych. Mnie jest dobrze z tym przemilczeniem, a Jaśkowski niech się zajmie wydawaniem książek jak chce zrobić coś dobrego.

  21. Ja sobie nie życzę obecności Jaśkowskiego na moim blogu. Okay?

  22. Jeżeli chodzi o zasłużonych historyków, jak pochodzący z Rzeszowa Wacław Sobieski i w dochodzeniu do prawdy. Prawdą jest to, co możemy potwierdzić przynajmniej z dwóch niezależnych źródeł. Taką metodę stosują rzetelni dziennikarze i doskonale znaną w kryminalistyce w spisywaniu zeznań świadków. A reszta to opisy zabarwione poglądami, wyobrażeniami i korzyściami autora, jakie może odnieść przy pisywaniu lub opisywaniu różnych historii. W takim przypadku fikcja miesza się z faktami.

    To tak na mój chłopski rozum.

  23. Tak Pan trzymaj. To po dzisiejszym spotkaniu na Ołbinie u Karmelitów:
    http://kukuela.blog.pl/2016/06/17/tak-pan-trzymaj/ . Pozdrawiam

  24. Prawda historyczna dotyczy obiektów dużych i drogich – jak państwa lub ich zbiory.

    Profesjonalista wynajęty lub wybrany przez władcę sam wytwarza wiele „niezależnych” źródeł, źródła faktycznie niezależne deprecjonuje lub niszczy, niszczy, utajnia, usuwa lub ukrywa źródła materialne – w tym pisane. Dla obiektów takich jak państwo jest to możliwe i wykonalne – i co najważniejsze praktykowane.

    Nie mamy historycznych źródeł „ze świadka” (poza spisanymi zeznaniami sądowymi) – ponieważ świadkowe nie żyją. W sądzie pisemne zeznanie, oświadczenie, zawiadomienie nie ma wartości – ponieważ obowiązuje zasada ustności procesu. W życiu też ją dobrze stosować, bo ona z życia wynika.

    Oznacza to, że w kwestii historycznej zawsze będziemy skazani na wnioskowanie i samodzielne ocenianie (dociekanie prawdy) – o ile czytamy zbiór spisanych faktów (ale nie samych faktów) i opinii.
    Prawdziwe są, o ile prawdziwe w sensie formalnym (nie sfałszowane) są jedynie i to też z zastrzeżeniami – dokumenty gospodarcze – pożyczki, spisy towaru, spisy dóbr, dokumenty bankowe, zamówienia, umowy etc. Reszta to opinie i oceny.

    W Starożytnym Rzymie zgodne zeznanie wszystkich świadków uważano za niewiarygodne.

    Czasem jeden świadek/autor mówi/pisze prawdę – i tylo jeden, a inni nie, chociaż by i zgodnie.
    Prawdą jest to, co jest prawdziwe -a nie to, co mówi większość.

    Ja rozumiem Pana intencję – ale jak ustali Pan niezależność żródeł i to w przeszłości?

    Pełna niezależność wymagałaby, aby źródła nie wiedziały o sobie, były w ścisłym sensie rozłączne.Wymagałaby, aby badacze korzystali z niezaleznych źródeł (każdy z innych) – co w przypadku istotnych zdarzeń historycznych jest niemożliwe.

    Ważne jest nie tylko co kto mówi – ale kto mówi (pisze). Np. historycy uniwersyteccy (i tzw. lemingi) uważają wszystkie źródła kościelne za niewiarygodne – bo skażone „ideologią”. Wiarygodne sa tylko źródła „świeckie”.

    W sądzie do oceny stosuje się tzw. zasadę wiedzy i doświadczenia życiowego, która może obalić zgodne zeznania kilku świadków. Stosuje się też zasadę, że logiczny ciąg wielu poszlak (poszlak!) pozwala na wyciąganie wniosków stanowczych.

    Świadkowie w sądzie na ogół kłamią, albo się mylą. Pierwsza sprawa w sądzie, w której Pan będzie głównym aktorem, grającym własną głową wyleczy Pana z wiary w sądy, świadków i względną łatwość dojścia do prawdy przez tę instytucję.
    Salomon był dobrym sędzią, bo był mężem bożym i człowiekiem mądrym – a nie dlatego, że miał dobre procedury. Tzn. nie polegał na zgodnych zeznaniach świadków, a na takim zadaniu pytania, by prawda wyszła na jaw.

    Tu, na tym blogu takie pytania właśnie zadajemy, nie uzurpując sobie salomonowej mądrości.

    Istnieje, nie zawsze respektowany prymat dowodu materialnego nad dowodem „ze świadka” – czyli dokumenty są bardziej prawdziwe niż zeznania.

    Dlatego dokumenty ukrywa się, niszczy i fabrykuje – a świadków tworzy.

    Dla oceny faktów i budowanych narracji bardzo istotne jest, jaki „silnik aksjologiczny” ma autor, będący źródłem.
    Tzn. czy, ujmując w skrócie uznaje świat za twór Boga, istnienie związków przyczynowo skutkowych, istnienie sensu – czy też jest wyznawcą świata jako absurdalnego i przypadkowego za jaki de facto uznają świat ateiści.

    Ci pierwsi przy deficycie wiedzy staraja się dociec przyczyny – ci drudzy większość wydarzeń przypisują przypadkowi. Ponieważ deficyt faktów w historii występuje zawsze – narracje będą różne, przy tych samych faktach pewnych.

    My, tutaj – ufamy ludziom Kościoła – bo uznajemy ich za żyjących w prawdzie. Komuś musi Pan ufać – bo sam nie jest w stanie sprawdzić wsystkich faktów.

    Dlatego ufamy np. Woyniłlowiczowi – a nie takim, co zmieniali wiarę i żony jak rękawiczki czy byli na pensji u obcych.

    Ja to testowałem na ludziach młodych – bez doświadczenia – którym sie wydawało, że dotrą i poznają fakty – czyli – w ich ocenia – prawdę, porównując i wartościując źródła. Ich wnioski w wielu sprawach – oczywistych, znanych np. z osobistego doświadczenia ludzi starszych – bywały absurdalne i idiotyczne.

    Dziennikarze korzystają z dwóch źródel, by sobie nabić blachę na d… gdy zostaną pozwani – a nie by dociec prawdy, bo są żółnierzami propagandy lub emitentami własnych zapatrywań.
    Czasem piszą prawdę – czasem nie.

    Jest też zasada – follow the money – a kto płaci – wymaga.
    I na koniec – niepiśmienni czasem lepiej rozumieją historię, niż profesorowie. Tj. są bliżsi prawdy. Niepiśmiennemu nie ma kto i za co płacić „w kwestii historii” – a on sam nie ma kogo i po co okłamywać. Tyle, że niepiśmienni nie zostawiają świadectw – chyba, że rozumiemy metaforycznie tę niepiśmienność.

  25. Na ojcach Jezuitach mścili się wrogowie za kontrreformację. Gdyby nie ta ówczesna kontrreformacja, to zasadne jest pytanie, czy my dzisiaj w Polsce w ogóle moglibyśmy jeszcze liczyć na uniknięcie wylądowania w piekle.

    Wspomina pan Gabriel o Piłsudskim i słusznie nie chce oceniać tej barwnej postaci /dla „ostrożności procesowej”/. Wprawdzie w przededniu Bitwy Warszwskiej oddalił się był z pola walki, ale generalnie jego zasługi dla odrodzenia polskiej państwowości są nieocenione i nadal niezbadane jak należy. Te mity, że był jeno gburem cholerykiem, wymyślającym każdemu w niewyszukanych słowach i jedynie człowiekiem żołnierskiego czynu bez żadnej strategii, którą robił za niego Dmowski. Oraz bardzo słuszne zarzuty o socjalizm i delikatnie pisząc brak wyczucia spraw ziemiaństwa polskiego na kresach…

    Tak się dziwnie złożyło, że w pamięci mojej rodziny zachowały się fakty ogromnie zmieniające spojrzenie na tę postać. Poszperam w rodzinym archiwum w wolnej chwili, może coś tam jeszcze dodatkowego znajdę i może coś gdzieś o tym napiszę kilka słów…

    Pan Gabriel napisał: „Niepokorny to taki, co kłamie w imię racji, które uważa za wyższe. Dziś najjaskrawszym tej postawy przykładem jest Targalski.”.

    Wszystko zatem do góry nogami: odwrócenie pojęć, żeby jeszcze bardziej otumaniać otumanianych, czysta talmudyczna robota..
    Innymi słowy chodzi o zasadę pochodzącą bezpośrednio z talmudu: >>cel uświęca środki<<.

    Zasadą zaś podporzadkowaną Władztwu Praw Naturalnych /Praw Bożych wobec ludzi niewinnych/ jest zawsze i niezmienne "cel nigdy nie uświęca środków".

    Dzisiaj się to ludziom niezwykle myli. Przykładowo nawet niektórzy uważający się za dobrych chrześciajan nie mogą pogodzić chrystusowego "miłuj nieprzyjaciół" z koniecznościa zabijania wroga napadającego na ojczyznę /po przekroczeniu granicy/. Nie mogą po prostu zrozumieć, że jako uczniowie Jezusa Chrystusa zabijamy wroga z miłością, z największym szacunkiem dla jego zwłok, z wielkim żalem w sercach. Ale zabijamy czy jakkolwiek unieszkodliwiamy z absolutnej konieczności – bez jakiejkolwiek doń nienawiści – i się nie wahamy jeśli zbytnio i niepoprawnie zawinił wobec naszych Praw Naturalnych. Jak król Jagiełło po bitwie pod Grunwaldem, gdy gorzko płakał zobaczywszy martwego wielkiego mistrza jak by nie było katolickiego jeszcze zakonu.

  26. „Z dwóch niezaleznych źródeł.”

    Ba, lecz które są niezależne przed kilkuset laty. Nawet dziś różne źródła piszą różne rzeczy zgodnie czy niezgodnie i nic z tego nie wynika. Wielu kłamie jak najęci, inni piszą prawdę lecz tylko częściową, aby ktoś potem składając to w puzzle wyszedł na manowce. Przecież obserwujemy to nieuzbrojonym okiem: dla zdrowotności to w ogóle radzę omijać najgłośniejsze publikatory szerokim łukiem, a TV i nadajniki radiowe po prostu bez żalu wywalić na śmietnik.

    Histria tworzona bieżąco jest totalnie zakłamana.

    Z tego można wnioskować, że dawniej było co najmniej tak samo.

    A jeszcze musimy brać pod uwagę rozwój cywilizacyjny i typ danej cywilizacji.

    Przykładowo w pasożytniczych pseudocywilizacjach muzułmańskiej opraz talmudycznej – na obszarach przez nie zdominowanych – kłamstwo jest środkiem prowadzącym do „dobrego celu” zgodnie z ichnią zasadą >> cel uświęca środki<<.

    W naszej tkwiącej od tysiąca lat w podświadomości ludu polskiego cywilizacji monarchicznej łacińskiej zasada Panowania Ich Wysokości Praw Bożych czyli Praw Naturalnych teoretycznie wykluczała kłamstwo. Ale skądinąd wiemy, że ewidentnie np. zatarg Bolesława II Szczodrego z biskupem Stanisławem – nawet pozbawieni źródeł – widzimy jak na dłoni, że ów wielki polski władca podświadomie tkwił jeszcze całą swoją osobowością w cywilizacji panującej na ziemiach polskich zanim nastała monarchiczna cywilizacja łacińska. A tą poprzedniczką była: dość okrutna cywilizacja obozowa zwana turańską. Znamy ją z dominacji pośród ludu Prusów, którzy porabali na kawałki św. Wojciech patrona Polski. Dzisiaj zachowała się w Europie w dominującej postaci na Ukrainie, gdzie dominuje pośród większości ludu. Mylnie jest to postrzegane wśród wielu współczesnych Polaków za "narodowy szowinizm", tymczasem ludzie ci naprawdę uważają się za gorących patriotów swojej ojczyzny i naprawdę nie rozumieją o co nam Polakom chodzi, bo w takiej cywilizacji – w takiej wynikającej z niej mentalności – tkwią od stóp po czubki głów. I trzeba pamiętać, że archetypy cywilizacyjne są gigantycznie uporczywie trwałe. Normalnie z najwyższym trudem ulegaja zmianie – gdy jest wielka dobra wola – po kilkuset latach "przyzwyczajenia się" do nowej cywilizacji. A wcześniej chyba jak stanie się jednostkowy cud porównywalny z nawróceniem Szawła na Pawła.

    Nie starcza dwa źródła, jeszcze trzeba nam wiedzieć, czy pochodzą z naszej najlepszej na śwecie monarchicznej cywiliacji łacińskiej, stworzone przez jej autentycznych wyznawców, w dobrej wierze /tj. prawda – cała prawda – i tylko prawda/ i dodatkowo, czy na pewno są autentyczne, a to już jest każdorazowo prawie niemożliwe do udowodnienia.

  27. Bardzo dobrze ujęte. Kopiuję sobie, ku pamięci.

  28. to wlaśnie jest życie snem;- aby ktos kogoś zaprosił/lansował/… no bo to no bo tamto;- a co samemu nie łaska wdzierać do świdomości społęcznej z oznaczonymi i mierzalnymi celami? – mądrzy są wszyscy ale jak przychodzi do realizacji/dzialania/.. to czakanie na tych co to wylansują niczym czekanie na Pana Godot’a

  29. to jest b.trafna wypowiedź i oddaje realia w 100%

  30. zmiana znaczenia pojęć, nienawiść, pogarda, kasa i jakakolwiek forma władzy nad czymkolwiek, tworzenie 'bożków’ różnorakiego autoramentu, … to jest obnażany i obnażony mechanizm na przestrzeni lat i czasów nam obecnych;- taka forma tworzenia i używania wymyślanej i używanej 'broni’ do osiągania celów; wszystko jest 'bronią’ na tym padole;- od falszywych zeznan poczynając a na idiotyzmach ustawowych kończąc; popatrzcie na tych co tymi 'broniami’ władają mniej lub bardziej skutecznie;- i wtedy powstaje pytanie: co jest 'bronią’ w tej wojnie [w tych wojnach]? coryllusowi udaje się pokazać co jest 'bronią’ i jak odkrywa się, że to jest 'broń’ i to skuteczna

  31. Juz widze jak Valser… nabiera „rozpedu” coby tych wszystkich
    „zamilczanych” lansowac… i laskawie prosic do wziecia udzialu
    w Targach, ktore robi… za swoje wlasne pieniadze… nie ogladajac sie
    na dotacje, na granty.

    To dopiero jest bezczelnosc tych „wyksztalcunych”… czekac
    na zaproszenia, gledzic 10 razy „jedno i to samo”… popijac i zakaszac,
    dobrze zaplacic… i jeszcze zeby panienki klaskaly…

    … sie doczekalismy „eteligencji”… bezbronnej, biednej i zagubionej
    jak dzieci we mgle…

  32. Doskonaly komentarz… trafnoscia panskiej oceny jestem lekko „oszolomiona”, pewnie
    dlatego, ze… „przytrafilo mi sie” dokladnie… identycznie… te czesc panskiego komentarza
    potwierdzam wlasnym bardzo bolesnym doswiadczeniem…

    … proces moj trwal 6 lat !!! Wygralam w I instancji… znaczna sume, po to by w apelacji
    „przegrac”… prawie wszystko!

    … „Pierwsza sprawa w sadzie, w ktorej Pan bedzie glownym aktorem, grajacym
    wlasna glowa, wyleczy Pana z wiary w sady, swiadkow i wzgledna latwosc dojscia
    do prawdy przez te instytucje”…

    Dokladnie tak dzieje sie we Francji !… a dzis nie ma nawet szans na tzw. dojscie
    do prawdy… to sa realia na… 200% !!!

  33. Witaj w klubie!

    Ladnie napisane… odwagi i konsekwencji… i zdrowia przede wszystkim…

    … to najlepszy wybor z mozliwych,

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.