Książki

 

Hipolit Korwin Milewski. Wspomnienia. Tom II

Z czego dotychczas i od przeszło pięciuset lat składała się ta narodowość? Z dwóch prawie równych sobie części: tej, którą w końcu XIV wieku przyniosła w posagu królowa Jadwiga, i tej, którą przyniósł W. książę Władysław Jagiełło. Zupełnie nierówne w samym początku tego związku, zrównały się prawie stopniowo w ciągu czterechset lat częściowo drogą infiltracji, częściowo drogą asymilacji, i właśnie wtedy, kiedy w końcu XVIII wieku Państwo zostało rozczłonkowane, było już dokonane zjednoczenie narodu.

Mówię tak dlatego, że wbrew szablonowym demagogicznym twierdzeniom wartość, produkcyjność i twórczość większych narodów nigdzie nie zależała i jeszcze nie zależy od gatunku jego plebsu. Zależy wyłącznie od jego warstwy czołowej, tak zwanej elity, stosunkowo nielicznej; bez jej kilkusetwiekowej pracy i wysiłków ten plebs jeszcze by się składał z prawdziwego stada dwunożnych stworzeń okrytych zwierzęcymi skórami, żyjących pod szałasami z gałęzi, broniących swego życia od drapieżników za pomocą kamieni lub kołów drewnianych. Otóż w końcu XVIII wieku, jeśli plebs kresowy różnił się swoją gwarą domową i po części obyczajami od rdzennie polskiego, to warstwa czołowa i tu, i tam była do takiego stopnia zlana i zrównana, jak się tego jeszcze wtenczas nie zauważało między południowymi i północnymi Francuzami lub Niemcami.

Fragment tekstu

Cena: 46,00 PLN

Ładowanie... Aktualizacja koszyka…

Codzienność dawnej Francji. Życie i rzeczy w czasach ancien regime’u

Wydaje się w Polsce różne dziwne książki, które nie mają szansy zaistnieć na rynku. Ja je tu zbieram i prezentuję. I tak w magazynie Muzeum Wilanowskiego znalazłem rzecz, która ucieszy nasze serca. Jest to księga zatytułowana „Codzienność dawnej Francji. Życie rzeczy w czasach ancien regime’u”. Śmiało można rzec, że jest to po prostu podręczna encyklopedia niepiśmiennego francuskiego barona, którą każdy taki baron powinien mieć na swojej półce. To nic, że nie potrafi czytać, ona się zawsze przyda, żeby sobie przypomnieć, jak wyglądało życie, zanim w roku 1788 w Londynie, na cześć „chwalebnej rewolucji” roku 1688, powstało sławne Towarzystwo Rewolucji skupiające samych, szczerych angielskich przyjaciół Francji. Chciałbym zwrócić uwagę czytelnika na fragment poświęcony higienie, bo jest on bardzo znamienny i demaskatorski. Oto w XVII wieku papież wypowiedział się bardzo krytycznie o instytucji łaźni publicznej, albowiem miejsca te miast służyć higienie stały się domami schadzek. Papież wezwał więc, by z tych łaźni korzystać zgodnie z ich przeznaczeniem, czyli, żeby się tam myć, a nie szukać przygód. Co z tego zrozumieli ówcześni intelektualiści? No tyle, że nie muszą się kąpać. Potem zaś dokręcili do tej obłąkanej myśli serię teorii opisujących zły wpływ wody na organizm. Kiedy gdzieś około roku 1780 zorientowali się, że śmierdzą, oskarżyli o to Kościół, wołając, że to papież zabronił im się myć. Co było później wszyscy wiemy. Szczerze zachęcam do lektury. 

Liczba stron 686, oprawa twarda, format B5

Cena: 70,00 PLN

Ładowanie... Aktualizacja koszyka…

John Quincy Adams. Listy o Śląsku

Tak oto korespondencję przyszłego prezydenta USA, korespondencję dotyczącą całego Dolnego Śląska opisywał angielski wydawca tych listów. Mimo skrajnej lapidarności tego wstępu, daje nam on sporo wiedzę na temat charakteru misji Adamsa na Śląsku.

 

Listy te pisane były z miejscowości i w dniach, z których są datowane, przez najstarszego syna świętej pamięci prezydenta Stanów Zjednoczonych, w tym czasie amerykańskiego ambasadora w Berlinie, do jego brata Thomasa Boylstona Adamsa z Filadelfii. Jasnym będzie z ich lektury, że pierwotnie nie były przeznaczone na widok publiczny, lecz młodszy pan Adams, na prośbę pewnych dżentelmenów o wyrafinowanym smaku, którym je pokazał, pozwolił by zostały opublikowane w „Port Folio”, gazecie o różnorodnej zawartości ukazującej się w stolicy za Atlantykiem. Z tego czasopisma są one teraz przedrukowywane i przedstawiane publiczności brytyjskiej jako wierny obraz interesującej prowincji Śląska nakreślony piórem dżentelmena, uczonego i męża stanu.

Pall Mall, 24 czerwca 1804 r.

Oprawa twarda, ilość stron 431, wymiary 28×24 cm

Cena: 90,00 PLN

Ładowanie... Aktualizacja koszyka…

Średniowieczne herezje dualistyczne na Bałkanach. Źródła słowiańskie

Do czego porównamy heretyków? Czy do kogoś ich upodobnimy? Gorsi są bowiem od głuchych i ślepych bożków, ponieważ idole są z kamienia i drzewa, nie widzą ani nie słyszą. Heretycy, mając myśli człowiecze, z własnej woli ukamienowali się, nie poznawszy prawdziwej nauki. Lecz czy do demonów ich porównać? Gorsi są od demonów. Demony bowiem boją się krzyża Chrystusowego, heretycy zaś rąbią krzyże i tworzą z nich swoje narzędzia. Demony boją się oblicza Pana namalowanego na desce; heretycy zaś nie kłaniają się przed ikonami, ale nazywają je bożkami.

 

Fragment tekstu. Format B5, oprawa miękka stron 267, ilość dostępnych egzemplarzy 30.

Cena: 35,00 PLN

Ładowanie... Aktualizacja koszyka…

Varia numizmatyczne

Kolejna popularnonaukowa publikacja Dariusza Marzęty dotycząca numizmatyki. Tomik zawiera następujące artykuły: Reformy monetarne w średniowieczu, Początki szeląga, Mennictwo państwa krzyżackiego, Katalog podstawowych odmian krzyżackich szelągów okupacyjnych i lennych, Szwedzkie szelągi okupacyjne, Jak rozpoznawać boratynkowe mennice, Historia polskiego szeląga, Rzecz o łamaniu ósmego przykazania, Pojedynczy hak menniczy na szelągach Zygmunta Wazy bitych w latach 1595-1596.

Cena: 28,00 PLN

Ładowanie... Aktualizacja koszyka…

Nawet koza białogłowa do przedszkola pójść gotowa

Pierwsza w naszej ofercie książeczka dla dzieci. Oto co pisze o niej autorka Katarzyna Kania Stróżewska

Idealna książka dla dziecka! Zarówno tego, które za chwilę przekroczy próg przedszkola, jak i tego, które już jest dumnym przedszkolakiem. Prawdziwy Staś i prawdziwe zdjęcia ze Stasiowej przygody na wsi u babci Lusi i dziadka Antka. A także porady dla rodziców, jak wesprzeć w tej ważnej chwili swoją pociechę. Warto by tę książkę poznali również szkolni pedagodzy – dzięki niej będą niemalże czytać w myślach swoich podopiecznych. Do książki dołączona jest płyta z piosenką dla dzieci i zakładka.

Cena: 32,00 PLN

Ładowanie... Aktualizacja koszyka…

Punkt Lagrange’a

Zdecydowałem się dołączyć do naszej oferty powieść współczesną. To pierwszy eksperyment tego rodzaju, jaki tu przeprowadzam, zobaczymy jak czytelnicy nań zareagują.

Gabriel Maciejewski

O autorze:

Jacek Szczyrba, rocznik 1971, absolwent warszawskiego ASP, projektant wzornictwa przemysłowego, grafik, architekt. „Punkt Lagrange’a” jest jego debiutem literackim i jednocześnie próbą zmierzenia się z nowym spektrum materii twórczej.

Punkt Lagrange’a” Jacka Szczyrby to powieść polityczna, a raczej polityczno-sensacyjna, rozgrywająca się na tle ostatniego dwudziestopięciolecia. Na jej kolejnych stronach, przewijają się różnorodne, barwne postacie: dawnych, choć wciąż aktywnych, pracowników służby bezpieczeństwa; byłych opozycjonistów; pewnego dociekliwego księdza; podwójnego (a może i potrójnego?) emerytowanego szpiega; historyka szpiegowskich wojen; gangsterów i nie zawsze trzeźwych biznesmenów; handlarzy bronią, ich cichych mecenasów; pięknych kobiet…

Poprzez pogmatwane zaułki dynamicznej akcji, niczym mantra przewija się nachalne, choć i dziwnie nieirytujące pytanie, skierowane jakby wprost, bezpośrednio w stronę czytelnika: dlaczego świat jaki oglądasz przez szklaną szybę telewizora tak mało przypomina świat za oknem? Dlaczego to co takie ładne i kolorowe tak czasem wiele traci przy bliższym kontakcie?

Czy to Cię nie zastanawia? Nie chcesz, nie chciałbyś odkryć prawdy o rzeczywistości, w której żyjesz? Dokąd to nowe odkrycie Cię doprowadzi? Na to pytanie odpowiedzą (być może) ostatnie strony powieści.

Cena: 28,00 PLN

Ładowanie... Aktualizacja koszyka…

Hipolit Korwin Milewski. Wspomnienia. Tom I

Pracowaliśmy, siedząc na ławce i pochyleni nad pulpitami pod nieustannym dozorem albo “maitre d’etude” czyli klasowego dozorcy na pensji, albo w liceum pod okiem p. profesora – zimą jedenaście, a latem jedenaście i pół godzin dziennie. Mianowicie: zimą o pół do szóstej, a latem o piątej trąba archanioła w postaci ogromnego dzwonu wypędzała nas z łóżka, 1/2 godziny na toaletę, potem przygotowanie lekcji i repetycja, o siódmej i pół śniadanie – do wyboru biała kawa lub czekolada z bułką i masłem, i marsz do liceum. Tam dla 1800 uczniów dwie tylko, wprawdzie ogromne bramy, jedna (nasza) od rue du Havre, druga od ulicy Caumartin, otwierały się nie na głos dzwonu, lecz bębna, 5 minut przed 8. Punkt o ósmej przed drugim bębnem 1 800 malców już siedziało w trzydziestu audytoriach, albowiem klasy były rozdzielone każda na trzy tzw. dywizje – i profesor w todze i sędziowskiej czapce rozpoczynał lekcje. Pięć minut po 8 trzecie bębnienie i zamknięcie bramy. Kto w ciągu szkolnego roku więcej niż dwa razy w porę nie przybył bez uprzedniego zawiadomienia ze strony rodziców lub dyrektora pensjonatu, był nielitościwie wykluczany z liceum. W ciągu moich 7 lat w liceum Bonaparte zdarzył się tylko jeden taki wypadek. Dla tego, który taką szkole przebył, już na całe życie “rendez-vous” o 4.30 nie oznacza tak, jak dla 29 milionów moich kochanych rodaków, coś między obiadem a kolacją: to oznacza czwartą 29 minut i 60 sekund.
Takich jedenastogodzinowych dni roboczych mieliśmy, po odliczeniu niedziel, letnich wakacji – i bardzo krótkich, na wszystkie święta, Boże Narodzenie, Nowy Rok, Zapusty, Wielkanoc, Wniebowstąpienie, urlopów, razem 255 dni, czyli 2 805 godzin pracy umysłowej rocznie. Jak się przekonałem potem, jeden z moich siostrzeńców, bardzo gorliwy uczeń, miał w gimnazjum rosyjskim w Wilnie 165 dni roboczych po 7 godzin z przygotowaniem – razem 1155 godzin, czyli daleko mniej niż połowę. Jak jeszcze później rachowałem z młodym p. Platerem z Dąbrownicy, uważanym w petersburskiem liceum za lepszego ucznia, tam się miało dzięki wszystkim dniom galowym tylko 105 dni roboczych po 7 godzin, a więc 735 godzin pracy rocznej. To, daleko więcej niż różnica programu lub zdolności nauczycieli, daje pojęcie o poziomie wykształcenia młodych ludzi we Francji w mojej młodości i w byłym zaborze rosyjskim. A wszakże p. Clemenceau, Thiers, Guizot, Lamartine, Chateaubriand itd., którzy wszyscy to “przepracowanie umysłowe” przeżyli, w osiemdziesiątym roku życia wcale jeszcze “ramolciami” nie byli. Zalecam ten rachuneczek naszym łatwowiernym mateczkom, które się tak łatwo dają rozczulać mniemanym wyczerpaniem umysłowym swoich małych figlarzy.
Podstawowymi zasadami naszego wychowania i wykształcenia były: co do nauk, rywalizacja; mieliśmy w liceum tygodniowe konkursy w rozmaitych przedmiotach, w których klasowano uczniów podług piśmiennych wypracowań, a w końcu roku wszystkie paryskie licea wysyłały do Sorbony po 5 przedstawicieli każdej klasy na tzw. konkursy generalne – których rezultaty ogłaszano we wszystkich gazetach; a rozdawanie nagród pod przewodnictwem Ministra Oświaty, poprzedzane jedną łacińską mową, wypowiedzianą przez któregoś z młodych profesorów i jedną francuską, wypowiedzianą przez jakąś znakomitość naukową lub literacką, stanowiło dla całej wykształconej publiczności paryskiej uroczystość, która ją interesowała w większym stopniu niż dziś popisy sportowe.
Obok niezawodnych korzyści, jakie przynosił ten system konkursowy, może jemu to trzeba przypisać jedyną, moim zdaniem, ujemną stronę nauczania w ówczesnych liceach paryskich. Liceum Bonaparte, położone w pięknej dzielnicy, cieszyło się specjalną protekcją władz cesarskich i komplet profesorów był pierwszorzędny. Z moich nauczycieli pp. Wiktor Duruy (historyk), Manuel (poeta), Greard (pedagog), Perrens – krytyk i historyk, zostali członkami Akademii francuskiej. Błąd był w tym: w każdej klasie było nas około sześćdziesięciu uczniów, których można było rozdzielić na trzy mniej więcej grupy. Dwudziestu czołowymi (do których brat i ja należeliśmy) profesorowie zajmowali się bardzo starannie, następną grupą już znacznie mniej, a ostatnią wcale nic. Nie czuli, że ich krzywdzili, ponieważ przejściowych egzaminów z klasy do klasy nie było.

Fragment tekstu. Książka liczy 486 stron.Format B5 oprawa twarda

Cena: 52,00 PLN

Ładowanie... Aktualizacja koszyka…

Cristiada

W powierzchownych analizach historycznych rewolucje przedstawiane są jako zrywy ciemiężonego ludu, natomiast ruchy kontrrewolucyjne jako te, które są dyrygowane i przeprowadzone przez elity społeczne. Jednak historia meksykańskich cristeros (chrystusowców) udowadnia coś zupełnie innego: że współczesne wielkie ruchy kontrrewolucyjne wyrastają wprost z ludu. Francuscy wandejczycy, hiszpańscy karliści, portugalscy migueliści albo meksykańscy cristeros są dowodem na istnienie prawdziwego kontrrewolucyjnego społeczeństwa. Większość podobnych inicjatyw powstaje bez wsparcia najważniejszych środowisk danej epoki, czy to świeckich, czy kościelnych. Często zdarza się, że ludność chwyta za broń w akcie sprzeciwu wobec rewolucji, bo tak dyktuje im sumienie, wbrew wszelkim prognozom i politycznym kalkulacjom. Meksykańscy cristeros, pomijając udział requetés w Hiszpańskiej wojnie domowej (1936-1939), mogą być uważani za ostatnich wielkich krzyżowców XX wieku. Są reprezentantami chrześcijańskiego ludu, który nie zgadza się na unicestwienie przez rewolucję modernistyczną. Prawa antyklerykalne Callesa i brak reakcji ze strony katolickich elit doprowadzają do zbrojnego powstania – w którym wezmą udział chłopi i prości ludzie – znanego jako “Cristiada”. Katolicy zostali przez swoich wrogów pogardliwie nazwani “Chrystusami Królami” (Cristos Reyes) bądź Chrystusowcami (cristeros), ponieważ ich znakiem rozpoznawczym był wiszący na piersi krzyż, meksykańska flaga z intronizowaną Matką Bożą z Guadalupe i wojenny okrzyk: Niech żyje Chrystus Król! Niech żyje Matka Boża z Guadalupe!

Cena: 25,00 PLN

Ładowanie... Aktualizacja koszyka…

Sebastian Polonus. Mistrz z Abruzzo

Sebastian „Polonus”. Mistrz z Abruzzo” to opowieść o pochodzącym z Wyszogrodu polskim artyście Sebastianie Majewskim, który osiadł we włoskim regionie Abruzzo i tam zasłynął jako najlepszy malarz wielu dzieł sakralnych. Kariera „Polonusa” (tak się podpisywał) to przypadek bez precedensu! A rzecz działa się w wieku XVII…
Krystian Brodacki odwiedził z aparatem fotograficznym różne miejscowości Abruzzo związane z Majewskim, starając się dowiedzieć jak najwięcej o losach naszego rodaka, w jego pierwszej Ojczyźnie Polsce niemal zupełnie nieznanego. Co gorsza, jego dzieła są dziś w fatalnym stanie, a niektóre przepadły bezpowrotnie.

Cena: 46,00 PLN

Ładowanie... Aktualizacja koszyka…