Gru 272016
 

Dopiero wczoraj przeczytałem tekst mistrza pługa z dnia 14 grudnia, tekst dotyczący mojego komentarza, na moim własnym blogu, w którym to komentarzu napisałem, że mnie mistrz pługa rozczarował.

Po tekście z 14 grudnia i przeczytaniu wszystkich komentarzy moje rozczarowanie tylko się pogłębiło. To jest coś niezwykle zdumiewającego, taka postawa…No i reakcje czytelników na nią. Mam na myśli ten jakże charakterystyczny entuzjazm. Zaraz, zaraz…czy ja się czasem nie narażam mieszkańcom mojego ulubionego miasta? Czy oni, po przeczytaniu poniższego zechcą jeszcze kupować moje książki? Nie wiem, ale powiem Wam wszystkim, nie tylko Wrocławianom, ale dokładnie wszystkim, że mam to w dupie… a tak…w dupie. Kiedy bowiem czytam tekst faceta, który siedzi w Chinach i rozprawia o pobudowaniu we Wrocławiu pomnika Henryka Pobożnego, a do tego powołując się na starożytnych Chińczyków pisze, że wybory estetyczne determinują wszystkie inne, mogę mieć ten cały, towarzyszący jego tekstowi entuzjazm wyłącznie tam gdzie napisałem. Wiecie dlaczego? Już mówię. Oto chciałbym otworzyć we Wrocławiu dwa punkty sprzedaży książek. Zgłaszają się różni ludzie, którym ta sprzedaż mogłaby pomóc, ale mają zwykle słabe lokalizacje. I ja siedząc sobie w Grodzisku rozmyślam o tym, jak tu dać zarobić nieznanym mi jeszcze mieszkańcom Wrocławia, którzy podejmą ryzyko dystrybucji moich publikacji. Ryzyko nie tak wielkie, umówmy się, zważywszy na ciężar tego bloga i plany promocyjne. Jakieś jednak to ryzyko jest. W tym czasie mistrz pługa szydzi ze mnie, że oburzyłem się na jego atak przeciwko obchodom rocznicy koncertu Maxa Redera. Czemu on się tym tak obruszył? Bo ten Reder to Niemiec, a mistrz pługa, ani nikt z komentujących pod jego tekstem, nie zamierza mieć wobec Niemców żadnych kompleksów. Tak właśnie, żadnych….i wcale nie czują nasi mili czytelnicy, że są jakimś tam zaściankiem, bo nie są. Posunął się mistrz pługa do tego nawet, że chciał wymieniać powojenne osiągnięcia Wrocławian, które mogłyby konkurować nie tylko z tym cały Rederem i jego muzyką, ale także z innymi cholernymi Szwabami zamieszkującymi to miasto od stuleci. Nie wymienił jednak tych osiągnięć. No to może ja spróbuję – jeden sukces to Gucwiński, a drugi to Dzieduszycki, małpiarz i kapuś. Nic innego nie przychodzi mi do głowy, a wiecie dlaczego? Bo to ja usiłuje otworzyć w tym mieście punkty sprzedaży książek, a mistrz pługa siedząc w cholernych Chinach opowiada, że zbuduje pomnik Henryka Pobożnego. Ja wiem jak ten pomnik zbudować najłatwiej. Trzeba kupić parcelę w środku miasta i tam za składkowe pieniądze postawić tego całego Henryka. Czy mistrz pługa podejmie takie wyzwanie? Oczywiście, że nie, bo nawet jakby miał pieniądze na tę parcelę, to okaże się, że trzeba przecież dzieciom zapewnić byt, a i żona ma jakieś potrzeby. Tylko taki frajer jak ja może myśleć o czymś tak absurdalnym, jak sprzedaż niesprzedawalnych z wielu punktów widzenia książek w europejskiej stolicy kultury.

Nie wiem czy wy również macie takie doświadczenia, chodzi mi o pewien szczególny rodzaj opinii wygłaszanych przez osoby nie sympatyzujące z Niemcami. Otóż wszyscy oni, a mam tu na myśli tych, których poznałem, wszyscy oni jak już zadeklarują tę swoją niechęć do Szwabów natychmiast zaczynają mówić coś o prawosławiu. Niekoniecznie z sympatią i niekoniecznie z sensem, ale prawosławie wyskakuje zaraz za tymi Niemcami jak diabeł z pudełka. I nasz mistrz się też tego nie ustrzegł, oto od razu właściwie porównał swoją sytuację, Wrocławianina od 5 pokoleń, do jakiegoś swojego kolegi Serba z Australii. Może ja coś źle zrozumiałem, ale wychodzi na to, że rodowity Wrocławianin, taki jak on, jest jak ten prawosławny Serb z Australii…z tym złotem na szyi. No i tak w ogóle to fajny chłopak był, w przeciwieństwie do tego pieprzonego, szwabskiego kompozytora, wobec którego nie mamy przecież żadnych kompleksów. Bo niby skąd mielibyśmy mieć? Pięć pokoleń we Wrocławiu, ho, ho, to nie w kij dmuchał.

Ja nigdy nigdzie nie wyjeżdżałem, przez swoją przyrodzoną tępotę nie mogłem nauczyć się języków obcych i nie mogłem przez to żyć za granicą. Moja rodzina nie opuszczała obszaru położonego po obu stronach dolnego odcinka rzeki Wieprz właściwie nigdy. Moi dziadkowie pochowani są w Nałęczowie, drudzy dziadkowie w Radoryżu Kościelnym, a rodzice w Dęblinie. I nie mam w sobie nawet 1/10 tej pewności, którą ma mistrz pługa pisząc, że jest w 5 pokoleniu Wrocławianinem. Nie mam tej pewności co do swojego osadzenia w krajobrazie, bo wiem, że moje dzieci nie będą już miały ochoty jeździć na te cmentarze i stawiać tam świeczek. A skoro tak, to wszystko przepadnie. I nie ma tu żadnego znaczenia fakt, że siedzimy od lat na terenach tak zwanej Polski etnicznej. A mistrz pługa ma tę pewność i to w dodatku siedząc w Chinach. Ale ja wiem kiedy mu przejdzie, jak zabraknie jego rodziców. To jest bardzo trzeźwiący moment w życiu człowieka, ja mam go już za sobą. Oczywiście, życzę rodzicom mistrza jak najdłuższego życia, a jemu samemu cudownego powrotu do przytomności, zanim oni odejdą.

Czytając ten horrendalny tekst i komentarze pod nim przypomniałem sobie sztukę Michała Bałuckiego pod tytułem „Dom otwarty”. Występuje tam niejaki Fujarkiewicz, który łazi po tym otwartym domu, zajada coś i przedstawia się wszystkim tak mniej więcej – jestem Fujarkiewicz, farmaceuta, skończony farmaceuta. Na co inne szwendające się po tym domu indywidua mówią – doprawdy? A myśmy myśleli, że pan jesteś całkiem zwyczajny człowiek. Mistrz pługa już ze dwadzieścia razy napisał, że jest dyplomowanym urbanistą, a ja uświadomiłem sobie, że nie widziałem w życiu ani jednego jego rysunku. Czy to nie dziwne? Taki na przykład Adam Wycichowski, dziś już świętej pamięci, autor wielu dużych projektów realizowanych w Szwecji, dyplomowany architekt, zabawiał nas tutaj śmiesznymi rysunkami, które komentowały rzeczywistość polityczną. Kiedy przeglądałem te jego prace widać było wyraźnie, że one ewoluowały, by w końcu stać się tą doskonałością, która nas tutaj tak cieszyła. A mistrz pługa nie rysuje. Okay, może nie lubi, ale jak ktoś chce podkreślać czynem i słowem, a także swoją obecnością polskość i polskie osiągnięcia we Wrocławiu, nie powinien przede wszystkim siedzieć w Chinach i tłumaczyć swoich decyzji względami ekonomicznymi. Nie powinien, bo gdyby naprawdę był Wrocławianinem od 5 pokoleń jak twierdzi, bez problemu znalazłby pracę na miejscu. Nie powinien marnować przyrodzonych talentów idąc na łatwiznę, czyli ucząc Chińczyków angielskiego i nie robić z frajdy jaką dla niego są niewątpliwie podróże, męczeństwa dla sprawy.

Najlepsze jest jednak to co mistrz pługa napisał o starożytnych Chińczykach. Napisał to w komentarzu i wielu osobom mogło to umknąć. Dla starożytnych Chińczyków – powtórzmy raz jeszcze – wybory estetyczne determinowały wszystkie inne. Najpierw się z tego trochę pośmiejmy, a potem spróbujmy rzec coś poważnego. Jeśli tak byłoby rzeczywiście, każdy kto interesuje się trochę Chinami, chcąc nie chcąc musiałby żreć psy i zgniłe jajka oraz różne robaki, którymi opychają się Chińczycy. Jego wybory estetyczne bowiem determinowałyby wszystkie pozostałe. Ja rozumiem, że mistrzowi chodziło o wybory polityczne, ale przy takim założeniu jest jeszcze gorzej. Oto starożytny Chińczyk, by pozostać starożytnym Chińczykiem nie miał wyboru, jak tylko zgodzić się na to, że Chiny w każdym swoim aspekcie są tym, co reprezentuje każda aktualna władza. Ponieważ w Chinach rządziła również dynastia mongolska, dla części Chińczyków Chiny, z estetycznego i politycznego punktu widzenia były także Mongolią. Tak się szczęśliwie składa, że z władzą Mongołów zetknął się również Wrocław, ale dla współczesnych mieszkańców Wrocławia, na szczęście, w XIII wieku miasto zdecydowało się jednak na Niemców, a nie na Mongołów i przez to dziś mamy we Wrocławiu to co mamy. Tyle szyderstwa. Teraz trochę bardziej serio. Ponieważ mistrz pługa nie reprezentuje nikogo poza sobą, a póki co nie jest w stanie nawet narysować projektu pomnika Henryka Pobożnego, który chce ustawić w swoim rodzinnym mieście, o tym jak wygląda Polska z estetycznego punktu widzenia decyduje kto inny. On bowiem nie ma żadnej wizji, nie materializuje jej, a tylko gada. We Wrocławiu decydują władze Wrocławia, a w Polsce obecnie PiS i przez to właśnie, w myśl starożytnej chińskiej maksymy, każdy kto ma jakieś wąty do patriotycznych koszulek, książek Sumlińskiego i innych estetycznych aspektów nowej, polskiej rzeczywistości, jest normalnie zdrajcą. Tak by powiedział starożytny Chińczyk. Trzeba przemianować Halę Ludową na Halę im. księcia Józefa Poniatowskiego i zaczynać dzień od nowych kurantów, które powinny wydzwaniać melodię „Hej kto Polak na bagnety”, a nie organizować koncerty ku czci jakichś dawno zapomnianych szwabskich muzyków. Wrocław jest polski i będzie polski i nie ma się co wstydzić…

Tak się składa, że kiedy przyjeżdżam do Wrocławia zawsze słyszę narzekania. Prezydent zły, radni złodzieje, to zrobili nie tak, tamto jeszcze gorzej, most krzywy, domy się walą…a przecież mogło być tak pięknie. No, ale ten cholerny niemiecki konsulat przeszkadza, te pieniądze pieprzone ładowane w tych zdrajców uniemożliwiają patriotom jakikolwiek ruch i przez to jest tak jak jest. Jedni muszą zacisnąć zęby i żyć w tym upokorzeniu na miejscu, a inni decydują się na los wygnańca ekonomicznego w Chinach i stamtąd pouczają nas, maluczkich jak powinniśmy się starać o zachowanie polskości w miastach takich jak Wrocław.

Z Wrocławiem łączy mnie wiele ciepłych wspomnień i emocji. Lubię tam przyjeżdżać, bo jest to miasto z wielkim potencjałem. We Wrocławiu mieszka Pan Marek Natusiewicz, który robi dla naszego wydawnictwa tyle, że starczyłoby tego dla obdzielenia ze trzech niemieckich kompozytorów. Tak się składa, że ojciec Pana Marka, był znanym wrocławskim architektem. Co jakiś czas Pan Marek przypomina mi, że po jego ojcu, który prowadził w telewizji Trwam pogadanki o architekturze, na wzór pogadanek Wiktora Zina, zostało mnóstwo rysunków i szkiców. Ja udaję, że ledwo to słyszę, a Panu Markowi na pewno jest wtedy przykro. Dlaczego tak? Dlaczego ja tego nie wydam po prostu, tak jak wydaję inne rzeczy, nie oglądając się na nic. Powodów jest kilka, najważniejszy to ten, że Wrocławianie nie myślą o tym, by ich miasto stało się stolicą kultury, myślą o tym, jak tu dokopać Niemcom. Myślą o wybudowaniu pomnika Henrykowi Pobożnemu i spierają się o to czy z estetycznego punktu widzenia pomnik Bolesława Chrobrego jest dobry czy słaby. A pamiętajmy, że wybory estetyczne według starożytnych Chińczyków, determinują wszystkie inne. Jeśli więc ja napiszę, że ten Chrobry na pomniku wygląda jak agresywny pederasta, wódz parady równości, usadzony na ośle, to z całą pewnością będę zdrajcą Polski. Gdzie tu, przy takim diapazonie emocji i tak nikłych szansach na realizację czegokolwiek, można myśleć o rysunkach starego Pana Natusiewicza? Toż on te wszystkie szwabskie kamienice rysował? A gdzie projekt pomnika Henryka Pobożnego? A gdzie inne ważne rzeczy?

To jeden powód, dla którego tego nie wydaję. Drugi jest następujący: kiedy siedzę na targach, podchodzą do mnie różni niezwykle zasłużeni mieszkańcy miasta Wrocławia, dyskusja z nimi za każdym razem jest jakimś przeżyciem, a często wyzwaniem. Ja zaś z każdym moim pobytem w tym mieście utwierdzam się, że gdybym wydał tekę rysunków ojca naszego Pana Marka, ci wszyscy ludzie śmiertelnie by się na mnie obrazili. Bo w końcu kim ja do cholery jestem i dlaczego wyskakuję przed szereg? Czy pięć pokoleń mojej rodziny mieszkało we Wrocławiu? Czy tych rysunków nie powinien wydać urząd miasta? Ach nie, bo to niemieccy agenci, oni by zapytali – a kto to był ten Natusiewicz? No to może opozycja? Może „Solidarność walcząca” by to wydała? Nie da rady, oni są zbyt zajęci walką o polskość Wrocławia, tak są zajęci, że nie mają nawet czasu pomyśleć o pomniku Henryka Pobożnego. Trzeci powód dla którego nie wydaję prac Pana Natusiewicza jest taki, że nie mam ich gdzie sprzedać. Kiedy jednak otworzymy we Wrocławiu choć jeden punkt sprzedaży książek, a wierzę, że otworzymy, nawet jak mistrz pługa będzie z nas bardzo szydził i wołał, że to nic nie warte, że szkoda gadać, bo ważniejszy jest pomnik Pobożnego, to wtedy otworzy nam się też pole do negocjacji. No, a jak już te rysunki wydamy, to sprawdzimy na ile Wrocławianie są przywiązani do powojennej kultury swojego miasta, którą przecież sami tworzyli. Ja trochę żartowałem z tym małpiarzem i kapusiem, bo byli przecież w tym mieście ludzie dla kultury istotni, jak choćby Pan Natusiewicz. Tylko czy mistrz pługa o nim słyszał? Jako dyplomowany, wrocławski urbanista powinien, ale przypuszczam, że raczej nie słyszał. No, ale teraz za to usłyszy i będzie mógł się zamyślić raz jeszcze nad powojenną historią swojego miasta.

I jeszcze jedno na koniec. Mistrz pługa przypomina odezwę Fryderyka Wilhelma III zwaną odezwą „Do mojego ludu”. Jest to tekst adresowany do narodów monarchii, w którym władca składa podziękowanie za postawę w czasie najazdu francuskiego. Wymienieni są w nim Litwini, ale nie ma Polaków. Mistrz pługa, jak każdy kto wpadł w pułapkę ahistoryczności, widzi w tym zamach polską tradycję polityczną. Otóż Wilhelm taki zamach rzeczywiście przeprowadził, ale w tej odezwie chodzi o co innego. Polaków się nie wymienia, bo oni stanęli po stronie Francuzów, a Litwinów się wymienia, albowiem Litwini mieszkali także w Prusach Wschodnich. Król zaś dbał bardzo o to, by nikt z jego poddanych nie czuł się pominięty.

I jeszcze coś, prócz pana Natusiewicz, w powojennym Wrocławiu mieszkali też profesorowie ekonomii piszący ważne książki. I ja te książki będę wydawał. A jak już wydam, to może wybiorę się ze spadkobiercami praw autorskich, którzy mi to wydanie umożliwią, na koncert utworów jakiegoś mało znanego niemieckiego kompozytora…

Wszystkim serdecznie dziękuję za wsparcie naszego projektu komiksowego, który mam nadzieję, zostanie wydany już jesienią przyszłego roku. Będzie to wielki album poświęcony spaleniu Rzymu w roku 1527. Do tej pory udało się nam zebrać ¼ środków potrzebnych na produkcję. To wielkie osiągnięcie, szczególnie, że czas mamy przedświąteczny i ludzie mają ważniejsze wydatki niż mój komiks. Dziękuję wszystkim jeszcze raz za poświęcenie i wsparcie naszej sprawy.

 

Mam nadzieję, że do marca uda nam się zebrać całość. Oto numer konta

 

41 1140 2004 0000 3202 7656 6218


Wszystkich tradycyjnie zapraszam na stronę www.coryllus.pl i przypominam, że do 1 stycznia trwa duża promocja na niektóre tytuły. 

Targi Bytomskie odbędą się w przyszłym roku w pierwszy weekend czerwca, wszystkich już teraz serdecznie zapraszam

 

Przypominam, że nasze książki są dostępne w następujących punktach: księgarnia Przy Agorze, sklep FOTO MAG oraz księgarnia Tarabuk  

  49 komentarzy do “Wrocław po najeździe starożytnych Chińczyków”

  1. Jest taka Teka Szkiców starej Czeladzi. Pani Marii Nogajowej. Jest w Śląskiej Bibliotece Cyfrowej, ale też na papierze.
    Trochę zdjęć udaje się wyprosić od prywatnych ludzi. Malutkie nakłady…Tylko dla zachowania, gdyby oryginały przepadły.
    Trudno coś ocalić, bo mało kto rozumie, że potrzeba. Mieszkańcy powinni być zainteresowani…Ale tu akurat – nie są.

    .

  2. a czy ten mistrz od pługa wie, że we Wroclawiu sa burdele i pomnik H../kogokolwiek Pobożnego może być źle odbierany przez klientów? a mniejszości co to do kierowania pobożnością też mają co nieco do oprotestowania? a czy był pobożny właściwie czy nie? a w ogóle to po co facet bredzi i komu chciałby zapier… kasę? wnioskuję, że wystawił swoją kandydaturę na kierownika projektu Pomnik … Pobożnego i zaczyna od Wrocławia i teraz ręka po kasę do decydentow, a nuż kupią frajerzy a potem to i tak wszystkich wysmieje no bo on mistrz pługa to cwaniak nad cwaniaki

  3. Pani Marylo, mieszkańcy większości polskich miast w swej większości to są zainteresowani zupelnie czym innym, jak mawia Michalkiewicz tym by wypić i zakąsić za friko no i by być uznanymi za konsumentow wysokiej k… [kultury] wg własnego odniesienia wartości którymi sa faszerowni na wlasne zyczenie

  4. Mamy w Polsce super tradycję; na ołtarze i pomniki stawiamy partaczy, nieudaczników i ofermy losu. Ten „Pobożny” to jeden z nich. I dlatego ma wielkie szanse zostać świętym i mieć pomnik. Mongołowie pokazali najwyraźniej co o nim sądzą.

  5. jak nie ma się nic do zaproponowania to zawsze się sięga po Chińczyków/Żydów/Niemców/… bo to takie odkrywcze i świeże i nobilitujące, a propos Chin to żydowstwo tam dziedziczy się po ojcu a nie po matce – taki wymóg tamtejszych władców aby był ład w cesarstwie; no i jeszcze jak kilkukrotnie coryllus wskazywal takie odkrycia służą do uwodzenia na poziomie podmiejskim kogo się tylko da

  6. Wiem…. Tylko mi smutno. Ja podobnie jak nasz Gospodarz, mam groby rodziny i nawet pochodzenie z tego jednego wąskiego terenu. I wiem, że wnuki nie będą tym już raczej zainteresowane.
    Ja szukam… Chyba tylko dla siebie. Starzy ludzie wracają do wspomnień młodości. I ja wróciłam. Okazało się , że wyszło z tego hmmm…Hobby? Coś więcej.
    Ale ogarnięcie kilkuset lat nawet tylko historii gospodarczej miejsca…To zajęcie dla sztabu ludzi. A tego nie mam.

    Wiem, wszyscy patrzą na to jak się podpisuję:)
    Sztajer to od nazwy dodanej do nazwiska które w XVIII wieku znikło. Filipczyk.
    Przy komorze celnej rodzina miała zdjęcie i utrzymanie. Handel na kierunku austriackim – Styria. Czyli , co językowo zapomniane – sztajerzy. I przyjęte od tego już nazwisko : Sztajer.
    Myśli Pan, że to jest powszechna wiedza? Nie choć są materiały. Ale po co komu wiedza gospodarcza? To tylko naszego Gospodarza interesuje.I tak.

    .

  7. „…a przecież mogło być tak pięknie. No, ale ten cholerny niemiecki konsulat przeszkadza, te pieniądze pieprzone ładowane w tych zdrajców uniemożliwiają patriotom jakikolwiek ruch i przez to jest tak jak jest…”

    Tak to już jest w tym naszym nieszczęśliwym kraju że jak nie niemiec to ruski przeszkadza…Jak nie unia to gazprom, i jak nie pomnik 4 śpiących to koncert jakiegoś „szwaba”…
    Ale to wszystko nazywa się nic wobec największego zagrożenia które awansowało w tych dniach ustami samego Pana Prezesa na „pucz”. Tym największym zagrożeniem od czasów powojennej Polski jest KOD, który jak wiadomo jest i ruski i niemiecki i żydowski i każdy inny zgodnie z potrzebą mania wroga. Ale nie śmieszny, bo inaczej nie można by było zrzucić na niego odpowiedzialności za własną nieudolność.
    Uważam że podgrzewanie tych wszystkich kotletów, i „zdecydowana odpowiedź” w postaci kontrmanifestacji, marszów i pielgrzymek do miejsc kaźni narodu (by móc się nimi zasłonić i zadumać w przerwie na kolejne widowisko), które zaczynają przybierać formę świeckiego kultu i herezji w końcu się wyborcom znudzi… Zwłaszcza jak władza wydrapie na tyle dużą dziurę w pustej kasie, że nie będzie w stanie niczym jej zasypać. Wtedy pandy przypomną władzy ile jest warta piosenka i chorągiewka i gdzie można sobie wsadzić „dyplomowane” poczucie wyższości budowane wyłącznie na „zmyśle estetycznym” i wyłącznie w teorii.
    Ufam że prędko to się stanie i w końcu uwolnimy się w przestrzeni publicznej od kultu tych wszystkich fałszywych bałwanów (jak to trafnie kiedyś określił gospodarz), a kolejne pokolenia Polaków odnajdą bohaterów w ludziach skromnych ale bogatych w rzeczywisty sukces własną ręką i rozumem uczyniony, który w przeciwieństwie do zostania (P)Osłem, prezesem partii, tudzież szefem „zjednoczonej opozycji” jest czymś co można nazwać prawdziwym budownictwem… Bez sięgania przy tym po dotację i inne formy redystrybucji cudzego zwane „sprawiedliwością społeczną”… tudzież porad „jak żyć” udzielanych z bezpiecznej odległości tym którzy mają czelność podważać utarte i umowne „symbole wielkości”, których owi życzliwi trzymają się jak pijany płotu. W moim mniemaniu z powodu własnych kompleksów właśnie, a ten cały szum pod byle pretekstem podkreślany wielokrotnie takim czy innym dyplomem tylko to potwierdza… Góra stoi.

  8. Tak, chcę okraść podatników. Taki mam sprytny plan. Rozgryzł mnie Pan już w trzeciej linijce.

  9. Większość mieszkańców polskich miast i wsi martwi się tym jak przeżyć ,od wypłaty do wypłaty .

  10. „jak nie ma się nic do zaproponowania to zawsze się sięga po Chińczyków”

    Znów zatopiony. Rozgryza mnie Pan tak szybko, że zastanawiam się czy nie będę musiał zmienić nicka, by móc dalej funkcjonować w internecie. Dokładnie tak jest. Nie mam nic do zaproponowania, na niczym się nie znam, wiec wymyśliłem sobie tych Chińczyków, bo są daleko i nie spodziewałem się, że ktoś mnie złapie na łgarstwach. Jak Pan na to wpadł?!

  11. Dlaczego tak nienawidzisz Polaków?

  12. Jeszcze raz rycerzu, bo widzę, żeś głuchawy – chcesz wylecieć?

  13. Okaz skromności sie odezwał , kon by się uśmiał . Niedowartościowany prymus .

  14. Ale dzięki takim jak ty odzyskują powoli wiarę w siebie? To chcesz nam powiedzieć?

  15. Czy ty nie potrafisz czytać ze zrozumieniem?

  16. Bo oni wszyscy są jak ścięta i wiatrem niesiona trawa w stronę żłobku masz rację Odysie pzdr

  17. Żłobu

  18. Zastanawiam się jak wnukom przekazywać co znaczył psedonim pradziadka i dlaczego ja urodziłem się w 1957 i dlaczego nie obroniliśmy własności i powiem że nie wiem co będzie odpowiedzią

  19. Bo wszyscy Polacy to jedna rodzina i jeszcze jeden i jeszcze raz

  20. Przypisywanie Chinom działania wg kryteriów estetycznych to jakieś horrendum. Może kilka razy w historii. Cała reszta to gwałty i wojny, w których dochodziło do skrajnych depopulacji całych prowincji. Jeśli chodzi o dziedzictwo Wrocławia to cóż, moja Łódź też ma na zapleczu Żydów, Niemców, Rosjan i Polaków i radzi sobie tak, że nowe ulice nzwano: Scheiblerów, Kindermanów, Poznańskich, Grohmanów i innych. Wszystkie w pobliżu parków Moniuszki i Staszica, w których stoją tychże pomniki. Zaś Piotrkowska pełna jest (ohydnych) pomników lodzermenschów.

  21. Ja to mam trochę opisane. Będzie z tego z czasem taka książka na domowy użytek.
    Nawet wnuczka obiecała, że zrobił okładkę komputerowo….Bo umie. Wydrukujemy tyle ile jest osób.
    Nie widzę co więcej. Poza zajęciem dla starszej pani. Czyli mnie.
    Nie spieszy się.

    .

  22. Bo to ma epatować jedwabnym szlakiem miłe w dotyku zwoje jedwabiu i stąd ten mir dla doznań estetycznych jako podstawy podejmowania wszelkich decyzji

  23. Nie podoba mi się jak to Pan załatwia Panie Gabrielu

  24. To niech pan nie czyta tego bloga, to jest prosty wybór. Nie podoba się panu, może pan wyjść. Nikt tu nikogo do niczego nie przymusza.

  25. Reakcja takich jak Ty dowartościowuje mnie z nawiązką… tfuuu

  26. Jestem architektem, by nie zostać zabanowanym, dorzucę taką tylko dygresję – architekci robią to czego ludzie chcą a urbaniści robią to co ludzie muszą chcieć – i nie ponoszą za to żadnej odpowiedzialności.

  27. Czy wszyscy to nie wiem, ale dość po słowie by wiedzieć którzy z nich jakim nosem się kierują… Pozdrawiam.

  28. Wiem o tym, ale dziękuję za przypomnienie.

  29. Myślę że mówi Pan o bardzo specyficznej grupie architektów i urbanistów.
    Ale nawet wśród nich nie ma takich którzy zaczynaliby budowę czegokolwiek (zwłaszcza dla siebie/za swoje) od dachu, albo na podmokłym gruncie, z pominięciem praw fizyki bo „na życzenie klienta”. Tu w grę wchodzą inne „prawa” stąd brak odpowiedzialności.

  30. Panie Gabrielu jak Pan uważa.

  31. Nie o specyficznej, ale myślącej.
    Polecam specyficzny eufemizm kradzieży, ze stanowiska Izby Architektów w sprawie kodeksu urbanistyczno-budowlanego :
    „… Do największych pozytywów Kodeksu należą:( …)
    ZASTĄPIENIE ZASADY WOLNOŚCI ZABUDOWY PRAWEM DO UCZESTNICTWA W TWORZENIU PRAWA LOKALNEGO”

  32. Dokładnie to miałem na myśli… Ordnung must sein! 🙂
    http://farm7.static.flickr.com/6234/6284703078_e97eef85b8.jpg
    Jak to dobrze że człowiek praw fizyki „poprawiać” nie może.

  33. Całe szczęście że pieniądze z pińcetplus nie podlegają egzekucji komorniczej

  34. Panie Gabrielu,

    przyszedł mi na myśl pewien kanał dystrybucji, który chyba nie jest wykorzystywany do sprzedaży książek, a mogłby być. Mianowice automaty, takie z jakich sprzedaje się kanapki czy napoje. Ustawienie takiego automatu nawet w bardzo dobrym miejscu (np. na dworcu) nie powinno być drogie. Przekazuję pod rozwagę.

  35. Może trochę pasuje do urbanistyki wiadomość, że 11 stycznia 2017 roku wchodzi w życie nowa ustawa: „Ustawa Dezubikacyjna”
    Miało być szyderstwo z KOD – ziarzy siedzących po ciemku w sejmie , nie z urbanistów. ‚

  36. ciekawy pomysł, marketingowy rozgłos murowany, podoba mi się i może nawet automaty tematycznie zorientowane [np. wydawca, tematyka, inne]; lub rozwiązania hybrydowe tj. i napoje i książki, wtedy można wykorzystać komercyjnie istniejące serwisy [obsluga, etc]; problem emocji: które książki warto, bo to byłby kiosk/automat z ideologią […]

  37. kiedyś znajomy architekt przekonywał mnie do umieszczenia reklamy na dachu ciężarówki [napis na powierzchni dachu], nie zrobiłem tego ale kilka lat później wylądowałem w sklepie o ktorym moja znajoma dowiedziala się wygladając z okna wieżowca – reklama była napisana/narysowana na poziomym dachu i ukierunkowane na tych co z okien wieżowców na świat spoglądają;- obcowanie z architektami uczy tez pokory co do własnej oceny realności

  38. to właśnie nazywam dążeniem do prawdy pzdr qwerty 😉

  39. Mam pokorę dla architektów i budowniczych… Dla urzędników mieć nie zamierzam.

  40. Ja czekam na ustawę o powszechnej szczęśliwości… Bardzo ważne żeby tak się właśnie nazywała 🙂

  41. Mysle Qwerty, ze nie tylko Ty zastanawiasz sie jak przekazac swoja
    wiedze wnukom… i co wlasciwie i jak im wytlumaczyc… mysle tez, ze
    nie nalezy sie nad tym zastanawiac, tylko po prostu mowic… co one
    zrobia z ta wiedza… czy zrozumieja – to juz inna sprawa…

    … jak mialam nascie lat nie bardzo chcialam sluchac mojego dzis
    sp. taty… to wszystko bylo dla mnie nie do pojecia, bylo stare…
    nawet obciachowe… o czytaniu literatury jego cioci nawet nie chcialam
    sluchac… a cioci mojego taty nie chcialam nawet poznac…

    … a dzis, ponad 30 lat od tamtych wydarzen sama poznaje historie
    swojej rodziny… ale to tata jednak zaszczepil we mnie zainteresowanie. Wiem, ze wiele spraw toczy sie „swoim tokiem”, ktory czasami odkryjemy lub nie… to zalezy juz raczej nie
    od nas samych…

    … ale powiedziec trzeba, a nawet wielokrotnie powtarzac… tak dla
    spokojnosci ducha.

  42. Swietne, Panie Odysie… po prostu swietne !!!

    Tez tak uwazam, ze… upadek ich jest bliski… i mam nadzieje, ze uwolnimy sie od tych wszystkich
    balwanow politycznych, baranow intelektualnych… tudziez calej zgrai falszywcow zatroskanych
    poslow-oslow, „pszyfutcuf” partyjnych struganych z kartofla, kontrmanifestacji poparcia tego
    bezholowia trzymajacego sie jak pijany plotu na skutek wlasnego niemoctwa i nieudacznictwa !!!

    Tak jest… Gora stoi!… do konca!

  43. Pokora zawsze… ale nie dla pasozytniczej biurwokracji i urzedasow!

  44. Jeb.ać, karać, nie wyróżniać. W wolnych chwilach szkolić.

  45. A propos Wrocławia – znów.

    Taki koment znalazłem pod jedna audycją na YT:

    „A może coś na temat spotkania pod Wrocławiem w nocy z piątku na sobotę Tuska, Zdrojewskiego, Ujazdowskiego, Pańskiego ulubieńca Kukiz i jeszcze kilku liderów. Na szczęście nie udało się namówić Gowina do przyłączenia się do puczu, który miał polegać na przegłosowaniu nie przyjęcia budżetu na 2017 r.”

    Ktos coś wie?

  46. Szanowna Pani !
    Pamiętniki mieszkańców Wrocławia/Breslau to byłoby ważne źródło dla historyków.
    Są we Wrocławiu dziennikarki/pisarki zajmujące się tą tematyką, jak pani Fastnacht-Stupnicka.
    Są pieniądze które można próbować wykorzystać jak mikroprojekty do 5000 zł (sektro3)
    Są mediateki z których każda ma inną politykę zakupową ( i bardzo dobrze). Można dotrzeć z pomysłem na wydawanie pamiętników wrocławian/breslauern do radnych miasta.
    Można wreszcie zainteresować konsulat niemiecki, oni mają pieniądze i na projekt pamiętników dawnych i obecnych mieszkańców mogliby nie poskąpić.

    Sam miałem projekt: 70 życiorysów na 70 lat Wrocławia.
    Organizujmy się, na początek może jakieś stowarzyszenie ? My swoje zakładamy 12 stycznia, w czwartek o czwartej Legnicka 65.

    Z poważaniem

  47. Uczestnikow tego nocnego RDV bylo znacznie wiecej… ktos pisal o „misiu” kaminskim, rychu
    czarneckim i byc moze jeszcze innych „pjonkach”… mozna sie domyslac o czym ta „targowica”
    knula…

    … w kazdym badz razie okolicznosci byly mocno niesprzyjajace, a niezalezna.pl od rozumu
    Sakiewicza tematu nie „grzala”… i o tym tajemnym spotkaniu… internet „nie wyl”.

  48. Jako wrocławianin od tylko dwudziestu kilku lat stwierdzam, że niewiele jednak wiesz Coryllusie o wrocławianach i o tym czego oni chcą. Jakieś wyimaginowane pragnienia dokopywania Niemcom, itp. To po pierwsze. A po drugie: bardzo wygodne wymówki żeby nie wydawać rysunków Natusiewicza: bo nie jestem z Wrocławia. Wszystko co wydałeś dotyczy – rozumiem – Twoich stron, prawda?

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.