Maj 302014
 

Przeczytałem dziś rano, że sławna aktorka Małgorzata Foremniak, była prześladowana przez tak zwanego stalkera. To jest stosunkowo nowy zawód w show biznesie i poświęcę mu teraz kilka słów. Stalker to gość, który podnosi sobie samoocenę nachodząc tak zwane gwiazdy i czyniąc z ich życia koszmar. Dlaczego wspomniane gwiazdy na to pozwalają? Otóż stalker nie przychodzi do nich z gołymi rękami, choć może ręce nie są tutaj słowem adekwatnym, w każdym razie nie przychodzi bez oferty. On przynosi ze sobą – w najgorszym razie – miłość czystą i nieskalaną. W trochę gorszym przypadku pieniądze, w takim lepszym nieco pieniądze, kontakty z producentami i mafią. A w najlepszym wszystko naraz: miłość czystą, pieniądze, kontakty z producentami i mafią, a na dokładkę jeszcze znajomość z Ryszardem Kaliszem i wybranymi redaktorami prawicowych mediów. Zaopatrzony w te charyzmaty prosi stalker gwiazdę już o to rękę, już to o wieczną przyjaźń, lub – jeśli ma pewność, że gwiazda zainteresowana jest wyłącznie seksem i pieniędzmi – wali tak zwaną prawdą po oczach i wtedy tabloidy dopiero mają o czym pisać. Gwiazda widząc, że chłop się stara – o ile ma jakąś tam reputację – zaczyna myśleć o karierze i małżeństwie. Jeśli reputacji nie ma, cała sytuacja jest dla nas – biernych obserwatorów – niczym rozbłysk meteoru na nocnym niebie, a potem te kawałki co zostaną zamiata się pod dywan. No i gwiazda szuka nowych przygód. Z gwiazdą posiadającą reputację jest gorzej, bo zanim ona w ogóle rozpozna, że ten gość co przyłazi pod dom i mówi, że ferrari zaparkował w śródmieściu, bo są korki, jest stalkerem, zdąży już wyobrazić sobie i przeżyć nie tylko małżeństwo z nim, ale także swoją karierę zakończoną w wieku lat 90, gwałtowną śmiercią w basenie swojej rezydencji w Palm Beach. Takie są właśnie gwiazdy, pokazać im pożyczony samochód i od razu mdleją. Stalking nie polega bowiem na tym, że się ma pieniądze, zna mafię i Kalisza, tylko na tym, że się o tym opowiada i czyni z tego narzędzie nakręcające spiralę emocji. To nie jest łatwe, wie o tym każdy sprzedawca bezpośredni. Dawno, dawno temu, stalkerzy epatowali jedynie uczuciami, bo nie rozumieli jeszcze jak naiwne i głupie są gwiazdy. Takiego rzekomo zakochanego łatwo było przegnać, choćby psem. Inaczej jest z tymi co gadają o pieniądzach i na takiego faceta trafiła właśnie Małgorzata Foremniak. Miał wszystko, a do tego jeszcze znał ludzi z branży, którzy twierdzili, że inwestuje on we włoskie firmy producenckie. No i pani Małgorzata, od słowa do słowa zaczęła wiązać z tym panem swoją przyszłość. Wiązała i wiązała, a także – jak napisał portal WP – pan ów stał się jej bardzo bliski. No, ale z obiecanych kontraktów nic nie wynikało, a czas leciał. No i w końcu przyszedł dzień, kiedy aktorka przyłapała swojego amanta na fikcyjnej rozmowie telefonicznej z jakimś producentem. To znaczy on gadał do słuchawki po włoskowatemu i prawierosyjsku, bo wiadomo kim są szefowie firm producenckich w Italii, i udawał, że załatwia jej kontrakt? Na co liczył? Na to, na co zawsze liczy każdy wariat, na dodatkowe pięć minut frajdy. Sprawa się oczywiście odkryła, bo przecież nie napiszę, że rypła i teraz wszyscy biegają do sądów i Foremniak chce odszkodowania. Środowisko zaś gwiazd i gwiazdorów rozkłada ręce i mówi – a taki był z niego porządny człowiek, popatrz pani popatrz….
No, ale nie o Małgorzacie Foremniak miałem dziś pisać, posłużyła mi ona jedynie jako pretekst i pewna paralela. A może parabola…? Nie ważne…Chodzi o to, że zbliża się 4 czerwca i z tej okazji będą organizowane różne obchody. Jeden z czytelników podesłał mi w związku z tym tekst, gdzie z grubsza program tych obchodów jest opisany i ja go tu zaraz omówię. Gdyby nie wiadomość z tym załącznikiem nie pamiętałbym, że ten 4 czerwca to coś ważnego, ale wobec tego co przed nami nie można pozostawać obojętnym. Oto pismo zatytułowane „Metro” donosi, że 3 czerwca rozpocznie się festiwal „Wyłącz system”. Chodzi o to, że różni ludzie, dziś obecni w polityce, wyłączyli system w roku 1989 i teraz my to będziemy czcić tym festiwalem. W miarę jak robię się stary i różne głupstwa, które kiedyś były moim udziałem przypominam sobie z coraz większym wstydem, podnoszę znaczenie słowa „stosowność”. No i słowo to ciśnie mi się na usta, kiedy czytam o tym festiwalu. Czytam i czytam i mam wrażenie, że program układał chyba sam Frasyniuk, bo nikt inny nie wymyśliłby tych horrendów.
Imprezę otworzy premiera albumy „Wszystko od nowa” Anny Beaty Bohdziwicz. Ja zwracam na to zdanie Waszą uwagę. Do niedawna imprezy otwierał premier, a teraz otworzy ją premiera. I to nie byle jaka, bo premiera albumu. Nie wiem kim jest ta Bohdziewicz, ale podejrzewam, że gwiazdą, bo rozmawiać będzie z nią z okazji otwarcia premierą, aż trzech facetów, jeden profesor i dwóch doktorów.
4 czerwca zaś będzie tak zwana kulminacja, czyli piknik na skwerze księdza Twardowskiego. Przewidziano tam liczne atrakcje takie jak gra uliczna „Ministerstwo przekształceń językowych”. Uczestnicy, jak pisze autor artykułu, tworzą nowe wyraz i szukają nowych sensów w popularnych kalkach językowych. Tak wiecie, żeby było do śmiechu. Mieliśmy ministerstwo przekształceń własnościowych, a teraz mamy ministerstwo przekształceń językowych. Zabawne, prawda? Od razu przypomina mi się stary kawał, o tym jak to jedzie dwóch facetów pociągiem, jeden się nazywa Przegródka, a drugi Półka. No i pan Półka mówi: a wie pan, że ja potrafię wymyślać bardzo zabawne wierszyki do nazwisk? A jakie – pyta pan Przegródka. O takie: Przegródka, Przegródka, chodźże do ogródka. Przegródka wysłuchał wierszyka, zasępił się i powiedział, że on też tak potrafi. No to dawaj pan – Półka na to. A Przegródka: Półka, Półka, ty stary ch…ju.
No więc my jesteśmy dziś w sytuacji pana Przegródki. Oni mówią; ministerstwo przekształceń językowych, a my na to: okrągły stół ty stary……Inaczej się nie da, bo żadne niuanse nie wchodzą już w grę od dawna.
W Domu Spotkań z Historią odbędzie się wystawa fotografii Jerzego S. Majewskiego, pod tytułem „25xWarszawa”. Jerzy S. Majewski to jest słynny warsawianista z gazowni, który od 25 lat opisuje z tak zwaną swadą i znawstwem, to co i tak wszyscy wiemy i widzimy. Ja podziwiam takich ludzi, bo trzeba nie mieć ani jednego organu wewnętrznego, żeby przez 25 lat przynudzać w sposób tak idealnie płaski. Po Majewskim będzie niejaka Olga Chajdas, która wyreżyserowała słuchowisko pod tytułem „Polo połyk”. Ja nie chcę wiedzieć o czym jest to słuchowisko, ale to właśnie w tym miejscu zacząłem się zastanawiać, czy za wszystkim nie stoi jednak Frasyniuk. Słuchowisko to powstało w wyniku inspiracji książką Szczygła pod tytułem „20 lat nowej Polski w reportażach Mariusza Szczygła”. Będą też filmy, na przykład film pod tytułem „Czy wolność potrzebuje reklamy”. To jest, jak piszą w „Metro” cykl wywiadów o wolnej Polsce, przepytywani są tam: Waldemar Dąbrowski, Jerzy S. Majewski, Jerzy Owsiak i Tadeusz Rolke. Moim zdaniem udział w tym przedsięwzięciu tego całego Majewskiego, który robił wrażenie miłego chłopaka, jest absolutnie demaskatorski. Najlepsze będzie jednak wieczorem. W teatrze „Wars” na rynku Nowego Miasta zaprezentowany zostanie spektakl pod tytułem „Herosi transformacji”, przedstawienie przygotowała grupa teatralna o nazwie „Pożar w burdelu”. I sami powiedzcie, czy ja nie mam racji z tym Frasyniukiem? „Pożar w burdelu” przygotował sztukę „Herosi transformacji”. Przysięgam, że tego nie wymyśliłem, ani ja ani nikt z naszego środowiska, to idzie naprawdę, w prime time, 4 czerwca, wieczorową porą. Grupa ‚Pożar w burdelu” pokaże nam jak niespokojne były deszcze tamtej wiosny i jak mocno potargały sad. Ciekawe kto zagra generała Jaruzelskiego. Od 5 czerwca zaś w podziemiach Pałacu Prezydenckiego oglądać będzie można wystawę poświęconą Tadeuszowi Mazowieckiemu zatytułowaną „Człowiek dialogu”. Tego też nie wymyśliłem. Herosi, pożar w burdelu i człowiek dialogu na koniec. Wszystko jak w życiu, najpierw walka, potem rozrywka, a na koniec, gdy emocje opadną „kawa, papieros, dyskusja”, że zacytuję fragment własnej książki. Cały ten festiwal potrwa do 8 czerwca i aż boję się myśleć co oni tam jeszcze przygotowali.
No, ale po co ja zacząłem od tej Foremniakowej? To proste, my też jesteśmy w rękach stalkerów. Oni też nam powiedzieli, że mają kontakty we włoskich firmach producenckich, a teraz gadają przez plastikowy telefon i dokładnie słychać co mówią: buongiorno mamma mia, bordello bum bum, arrivederci cosa nostra….
Wszystkim, którzy wybierają się na tych „Herosów transformacji” życzę miłego odbioru i wspólnych śpiewów z Frasyniukiem. A może i jakiś inny heros się trafi….

No i zapraszam na stronę www.coryllus.pl

  16 komentarzy do “Bantustan tańcuje czyli pożar w burdelu”

  1. jak Ty nie możesz napisać , ze sprawa się rypła …. to ja wcale nic nie mogę napisać…. bo jak wiesz poszukuję zawsze określeń omijających takie słowa …… a tu nie mam …. no nie mam słów …

    nie znam wymienionych u Ciebie nazwisk … poza Mazowieckim Frasyniukiem iiiiii tyyyym z owsikami czy jakoś….

    Czy ja jestem z księżyca , czy oni ??????M

  2. W salonie tekst się nie włącza, nie wiem dlaczego.

  3. Ten 4 czerwca to nieprzypadkowo jest koło 1 czerwca 😉

  4. Pożar w magazynie robi się wtedy, kiedy chce się ukryć manko i oszwabić ubezpieczalnię, czyli wszystkich pozostałych składkowiczów.

    Pożar w burdelu robi się wtedy, kiedy chce się ukryć dowody zbrodni i wyprowadzić premiera kuchennymi drzwiami.

  5. Salon ledwie zipie: strony się nie ładują, komentarze nie wchodzą. Wczoraj już im się serwer rozjechał; do dziś nie naprawione. Jadą na rezerwie(backupie) czy cuś.

    Symbolem transformacji są dla mnie metalowe barierki blokujące ruch samochodowy i parkowanie na chodnikach. Pierwsze zamówienie przetransformowanego magistratu (nie powiem, jakiej dzielnicy Warszawy) opiewało na dostawę tychże części. Za 160-krotną cenę ich produkcji.

    W Grecji. Dostawa via Cypr.

  6. Czekałem na tekst w salonie, ale się zniecierpliwiłem i weszłem tutaj. Bingo!

  7. O kurcze Toyah też coś napisał, ale u siebie! Salon24 się zawiesił!

  8. 4 czerwca – a premier z prezydentem dialogują, popijając piwo u Abrahama.

  9. chcesz powiedzieć , ze on TAM mówi sam do siebie …..

    budzi to moje podejrzenia , że Bóg Wszechmogący narazie z nim nie rozmawia ?

    NOOOOOOOO

    a trzech księży , w tym jeden biskup się wstawiało do PANA

    ?????????????????????????????????????

  10. Rzeczywiście, stalking to nowa forma prześladowcza w kulturze zachodniej, dla mnie trochę podejrzana, jak wszystko co nowe. Stalker byłby więc tym, kto stalkuje, jednak po raz pierwszy termin ten pojawił się w powieści Strugackich „Piknik na skraju drogi” i nadal występuje w fantastyce rosyjskiej. Stalker jest tu skrzyżowaniem przemytnika, komandosa, najmity do zadań specjalnych.
    W takim znaczeniu zastosowanie go do pani Foremniak (której jakoś nie kojarzę, pewnie z mojej winy) jest nieco groteskowe. Ale czyż tylko to?

  11. Pewnie przyjdzie Kulczyk z kolegami I Urban sie zjawi w stroju Batmana, nawet pasowalby mu, wyglada na starego nietoperza. Moglby zagrac w polskiej wersji „Nosferatu wampir”, orginalny film Herzoga siada przy tym.

  12. Metro to gazeta reklamowa koncernu AGORA.

    @tpraw
    Weszłeś, bo blisko było?
    Gdyby było daleko – to byś wszedł ? 😉

  13. Coryllus……..Ten dzień … i Twój tekst .. i w tle ten pogrzeb …. Pogrążamy się coraz bardziej w absurdzie …

    Ludzie muzyki , nasi i obcokrajowcy którzy ZASZCZYCILI nas kupując tu domy ..

    Takim miejscem są Jaworki za Szczawnicą . Funkcjonuje tam tzw Muzyczna Owczarnia ….
    W rozwidleniu dróg … karczma ,, owczarnia .. w niej jam sesion ….

    I tam ma swój domek mały np Kuba Badach /chyba że sprzedał po ślubie ?/ …. i tam wśród wielu wybitnych postaci zamieszkał / czasowo , ale domek mały kupił / Nigel Kennedy ….

    Władze miejscowe tak były z tego szczęśliwe , że ze 2 lata temu nowo zbudowany most w Jaworkach otrzymał imię Nigela Kennedy’ego …….

    Niech żyje …….nie wiem … co by tu krzyknąć …… szaleństwo ?

  14. Jak ci zagraniczni wymawiają takie polskie słowa: Szczawnica, muzyczna, owczarnia, przecież to niemożliwe, aby to wymówić. Albo takie coś : dużo dżdżu.
    Powiatowym urzędnikom w Jaworkach się nie dziwię. Dla Nigela to ja bym zmieniła nazwę ulicy Okólnik w Warszawie na Aleję Nigela Kennedy`ego. takie moje szaleństwo
    Dzień się kończy ten Badach przez Ciebie wspomniany nasunął mi myśl aby się przed snem napić jogurtu. Idę do lodówki.
    Wszystkim pa

  15. taaaa …. jogurtu … TEGO jogurtu ? ……. żyjesz jeszcze …….???

    bo to tak ludzie piją nieuważnie …. jeden to wypił cykutę nawet 🙂

  16. bardzo lubię jazz jako formę … i Nigela też…

    tylko oni myśleli , że w Polsce taka cicha kraina ……. przd światem uciekli w klimaty …. ci obcokrajowcy teraz się budza po trochu ……niektórzy

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.