Kwi 062020
 

Wczoraj najwyraźniej nie zostałem zrozumiany. Jeśli opisuję specjalnie jakąś książkę, która od dłuższego czasu zalega magazyn i mimo swojej jakości, nie może się sprzedać, to czynię to właśnie po to, by poprawić jej sprzedaż. Piszę to wprost i obcesowo, nie dlatego, że obejrzałem parę odcinków dr House’a i podłapałem jego manierę, ale dlatego, że nie widzę innej możliwości upłynnienia tego co leży w magazynie. Może nie byłoby tego wstępu, gdybym przemawiał do ortodoksyjnych żydów i próbował im, za pomocą jakichś głodnych gadek, wcisnąć książkę katolickiego księdza. No, ale przecież wszyscy wiemy, że jest inaczej. Rozumiem, że ilość tego tytułu mogła niektórych przerazić, bo ze 104 egzemplarzy leżących w magazynie, sprzedałem wczoraj raptem jeden. Pomyślałem więc, że dziś spróbujemy z tytułem, który jest już dostępny w nader skromnej ilości. W zasadzie go nie promowałem, a powinienem. No, ale teraz, jak już prawie nic nie zostało, spróbuję. Zacznę jednak od kwestii bibliotek.

Oto Przemek, który jest wybitnym zupełnie handlowcem postanowił, że spróbuje sprzedać moje książki do wielkopolskich bibliotek. Próbowałem mu tłumaczyć, że to się nie może udać, albowiem biblioteki są dziś narzędziami bardzo perfidnej cenzury. Ich dyrektorzy zaś to po prostu dawni urzędnicy z Mysiej, którzy w dodatku udają, że nie rozumieją swojej roli. I rzeczywiście stało się tak, jak przewidziałem, Przemek został grzecznie bardzo wysłuchany, po czym otrzymał odpowiedź odmowną. Nie lzia, jak mawiają gdzieniegdzie, w różnych okolicach globu. Dziś po prostu niektórych autorów się do bibliotek nie wpuszcza, a wszystko po to, by krzewić wiedzę prawdziwą i prawdziwą wrażliwość. Tę, której próbki ostatnio tu zamieściłem w postaci nagrań przemawiającej Chutnik i Rusinka. Były jednak takie szczęśliwe czasy, kiedy autorów z bibliotek wyrzucano. I bohater dzisiejszej notki, Teodor Jeske-Choiński, ziemianin z Wielkopolski, był właśnie takim pisarzem. Jego książki zostały w roku 1951 usunięte z bibliotek, a jego samego skazano na zapomnienie. Co za szczęśliwy człowiek – muszę to powiedzieć – skazali go na zapomnienie, a nie udawali, że nigdy nie istniał. Coś fantastycznego! Jak widzimy jednak postęp od tamtego czasu odniósł kilka znaczących sukcesów i mowy dziś nie ma o tym, by jakiś autor, na przykład ksiądz Marian Tokarzewski, był skazywany na zapomnienie. Jego po prostu nie ma i nigdy nie było. A skoro tak, nie ma potrzeby interesować się jego książkami. No chyba, że jest w nich coś o Piłsudskim, albo o żydach. Bo tylko to może być dziś bezstresowo przyswojone. Dlaczego? Zaraz wytłumaczę na przykładzie niektórych dzieł naszego dzisiejszego bohatera. Jeske-Choińskiego wyrzucono z ludzkiej pamięci dlatego ponoć, że pisał źle o żydach. Mało tego, on reprezentował jeszcze ortodoksyjny katolicyzm i trendy zwane wstecznymi. Nienawidził rewolucji i postępu, a do tego jeszcze otwarcie występował przeciwko socjalizmowi, także niepodległościowemu. Napisał nawet na tę okoliczność specjalną książkę „Po czerwonym zwycięstwie”. Ktoś powie, że to niesamowite, albowiem on się zajmował dokładnie tym, czym my się tutaj zajmujemy, podpierając się jeszcze do tego pismami księdza Mariana Tokarzewskiego. Tak rzeczywiście jest, a ponieważ ja, spirytus movens tego całego zamieszania, jestem do tego wszystkiego zabobonnym Murzynem, dodam, że Teodor Jeske-Choiński urodził się tego samego dnia co ja – 27 lutego. Co za niezwykły zbieg okoliczności! Nie będę jednak ukrywał, że myśli moje biegną innymi szlakami niż myśli pana Teodora i innych narzędzi używam do opisywania zjawisk, których on nie lubił, a my także z nimi nie sympatyzujemy.

Wyszydzanie Jeske- Choińskiego i mówienie o nim z przekąsem, jest rzeczą bardzo łatwą, albowiem był to człowiek totalnie zaangażowany w swoją pracę i misję, a przez to nieodporny na różne pułapki i emocje. Pisał też w czasach, które miały swoją manierę, nie całkiem dziś akceptowaną. Inaczej niż ksiądz Marian Tokarzewski, który był odporny na czasy, maniery i style, traktując je z lekceważeniem, w masie i pojedynczo.

Teodor Jeske-Choiński był pisarzem przenikliwym i estetyzującym. To się na nim zemściło, bo kiedy już skazano go na zapomnienie, a to w rzeczywistości PRL oznaczało, że stał się autorem przeznaczonym dla ścisłych komunistycznych elit, parę osób postanowiło zrobić na nim kariery, albo trafić parę groszy. Ja nie mówię od razu, że wszyscy ci ludzie byli Żydami, co to to nie. No, ale fakt pozostaje faktem, że w końcu lat pięćdziesiątych wydawnictwo Śląsk wydało dwie jego książki – Gasnące słońce i Ostatni Rzymianie. W roku 1983 nasz ulubieniec Janusz Mikke, wydał, w drugim obiegu rzecz jasna, w swojej Oficynie Liberałów, antysocjalistyczny pamflet Po czerwonym zwycięstwie. No, a po roku 1989 było już z górki. To nie znaczy, że Jeske- Choiński stał się bardzo popularny. Przywrócono go po prostu pamięci. Ponieważ cały jego dorobek, stoi w zasadzie w opozycji do jakości i wartości, którymi karmi się dzisiejszy świat, dalej mówi się o nim półgębkiem. Kiedyś w Poznaniu poznałem wnuka Teodora Jeske-Choińskiego, ale nie było czasu, żeby pogadać. Dziś jego książki wydaje Wydawnictwo Diecezjalne w Sandomierzu, ale książek tych nie ma w bibliotekach. Nie może ich tam być, albowiem socjalizm idąc od sukcesu do sukcesu, podmienił w międzyczasie magicznie pojęcie osobistej wolności i w to miejsce wstawił coś innego. Ja nie będę mówił co, bo nie chcę używać brzydkich wyrazów.

Sami widzicie jaki jest los pisarzy, którzy głośno i bez krępachy wyrażają swoje sympatie i uprawiają krytykę dominujących w kulturze prądów. Albo się ich skazuje, albo się ich okrada. I to jest w zasadzie wszystko. Dziś doszło do tego jeszcze jedno narzędzie – nieistnienie. Nie mam więc złudzeń co do tego, jaki będzie los mój i moich książek, jak już odłożę łyżkę i mnie zakopią. Gorszy. Nie martwię się tym jednak, albowiem nigdy nie planowałem żadnej swojej pośmiertnej kariery. Jedyne co mnie niepokoi to złodzieje, ale z tymi musimy się borykać już teraz, więc może uda się wypracować jakieś instrumenty zapobiegające kradzieży.

Tak się jednak składa, że światem nie rządzą żydzi, ale Pan Bóg i gołym okiem widać, że biblioteczna cenzura, połączona z uporczywym lansem zmanierowanych idiotów, jest dramatycznie nieskuteczna. Jeśli działa to tylko dlatego, że ludzie są uczeni bezwładu i poddawani obróbce poprzez tanie bardzo ekscytacje. Nie da się sprzedać książek do bibliotek, to prawda. No, ale kto dziś chodzi do biblioteki? Przecież Polacy nie czytają, o czym przynajmniej cztery razy do roku informuje nas gazownia.

Opisany wyżej stan może oczywiście trwać dość długo, ale debil prędzej czy później zdemaskuje się na gruncie prostych oczywistości – patrz Mróz Remigiusz – a doświadczenia, także ciężkie, które są udziałem wszystkich unieważnią propozycje płaskie i nieciekawe – patrz Bonda. Wsiową filozofię Twardocha, załatwia lustro w łazience. I nic tu nie trzeba dodawać.

Ja zaś proponuję

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/terror-teodor-jeske-choinski/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/z-kronik-klasztoru-i-kosciola-o-o-bernardynow-w-zaslawiu/

  27 komentarzy do “Biblioteka jako narzędzie cenzury i pośmiertny los pisarzy”

  1. „Ludzie lubią być oszukiwani” także w kwestiach książek. Na półce nowości w bibliotekach królują „bestsellery empiku”

    Pokrewną rzeczą jest to, że „Ludzie lubią być oszukiwani” także w kwestii emocji, a na tych się dziś gra niemiłosiernie. Ostatnio TVP emituje 2 część „Stulecia Winnych” wg powieści Grabowskiej pod kierownictwem scenariuszowym ŁEPKOWSKIEJ. 70% pozmieniane w stosunku do książki, przerysowane wszystko. Uderzenie w twarz w książce tam w filmie łączy się z gwałtem. Wątek homoseksualizmu Iwaszkiewicza który wywołał oburzenie bohaterki w filmie pominięty. Donosiciel Polak z książki w filmie jest dodatkowo sadystą gorszym od Niemców, a mąż bohaterki który jej nie kocha w filmie dodatkowo okradł Żyda.

  2. Ja przez Łepkowską to używam drugiego imienia, bo krew mnie zalał kiedy powiedziano 5 lat temu … o ma pani imie jak …

  3. rynek biblioteczny  jest trudny, może trzeba poczekać na emeryturę gorliwego urzędnika, ale to chyba za banalne, zmowa czy nakaz jest głębszy

    Małe książki o wielkich sprawach – w kilku kompletach poszły w świat, niech no tylko zakwitną jabłonie tzn minie pandemia i zacznie się sprzedaż…

  4. Czyli, taka jest popularna, że ludzie imię Ilona (zresztą bardzo ładne) kojarzą w pierwszej kolejności z nią.

    Masz rację, pandemia teraz zawala wszystko, nie ma co liczyć na większe zakupy książek, trzeba odczekać.

    Wspomnę też, że Łepkowska to prowodyrka „Korony królów” czyli jednej wielkiej porażki. Obejrzałem dwadzieścia kilka odcinków wzięty na uczucia patriotyczne (polski serial hist. o średniowieczu!). Oczywiście jej styl, jedna z dwórek królowej zakochała się w królu Kazimierzu, liczy na schadzkę i tam ją gwałcą przypadkowi mężczyźni. Myślę – no tak, trzeba docisnąć widza.

    Kurcze za komuny zrobili „Królowę Bonę” – bez fajerwerków, wielkiej kasy, tylko wnętrza i kostiumy. Ale jaka opowieść, jaki scenariusz. Naprawdę dziś się nie da?

  5. Biblioteki nie mają na stanie „Czarnego Ptasiora” Joanny Siedleckiej a „Malowanego Ptaka” Jerzego Kosińskiego mają w nadmiarze. Widać kruczowłose bibliotekarki są wrażliwe na kolory. Może spróbować z tytułem „Tęczowa zaraza ☺

  6. 27 lutego urodziła się również moja mama i żona zaczyna być groźnie , w każdym razie już wiem że nigdy nie zrozumiem Coryllusa.

    W bibliotece Domu Kultury małego miasteczka na Podlasiu miałem niedawno fajne spotkanie z jego dyrektorką i wójtem gminy. Ludzie tam twardo stąpają po ziemi a jednocześnie są ciekawi i sympatyczni. Wspomnienia Milewskiego, Woyniłłowicza, Tokarzewskiego itp są trochę stamtąd , a ludzie chętnie czytają o sobie. Może tam szukać czytelników a nie po gorszej stronie Wisły.

  7. Proszę się nie rozpędzać . Milewski , Tokarzewski i Wojniłłowicz stoją u mnie na półce a mieszkam nad Odrą.

  8. chyba nie o to w tekście chodziło

  9. Przepraszam, już zwalniam , ale nie mogę się powstrzymać i zapytam, po której stronie Odry. Wiem , będę się smażył w piekle.

  10. Przecież napisałem że nigdy nie zrozumiem Coryllusa.

  11. Zgdonie z dostępną wiedzą geograficzną przytłaczająca większość miast leżących nad Odrą jest w granicach RP, a ja nie napisałem zza Odry.

  12. Sam siebie wyrzucam. Zasłużyłem.

  13. Ks. Tokarzewski cytował opis  pogrzebu księcia Janusza Sanguszki. Bardzo mi się podobał ten opis egzekwii. Po przejrzeniu życiorysu księcia podejrzewam, że x. Tokarzewski nie na darmo to uczynił. Podejrzewam, że nie dlatego, że zmarł dobrodziej klasztoru w Zasławiu.

  14. Pracowałem w Bibliotece Raczyńskich w Poznaniu w latach 1996-2002. Niestety beton nie do przebicia. Dział Gromadzenia brzydził się wprowadzać niektórych pozycji na fiszki w szufladkach i jest to faktem.
    Co ciekawe, podlinkowałem książki o Łodzi ze strony Kliniki Języka na media łódzkie na FB… były tam widoczne może 2 minuty… Czyli liczy się nie treść a kanał dystrybucji oraz polecający…

  15. a ta poczwara to szczęście ludzkości a na ilustracji … Lenin

    Skojarzył mi się dowcip opisany we wspominkach autora, który wojnę i po wojnie do Chruszczowa spędził w większości w Workucie, takie nowelki o życiu łagru z 20 generałami niemieckimi w tle,  co to oni byli oddelegowani do czyszczenia latryn .. no ale z tamtych nowelek pamiętam dowcip:

    „Stalin w piekle po brodę w smole, a obok Hitler w smole tylko po pas. Stalin skarży się Lucyferowi na tę niesprawiedliwość. Lucyfer wrzeszczy: Hitler wy znowu Leninu na plecy wlazszy. Won nazad.”

  16. Ależ, brat mojej teściowej miał na imię Adolf i cóż miął zrobić, więcfunkcjonował jako Adolek.

  17. KAROL ŻOJDŹ: Wszyscy ludzie króla. Zygmunt III Waza i jego stronnicy w Wielkim Księstwie Litewskim w pierwszych dekadach XVII wieku

    https://wydawnictwo.umk.pl/pl/products/5104/wszyscy-ludzie-krola-zygmunt-iii-waza-i-jego-stronnicy-w-wielkim-ksiestwie-litewskim-w-pierwszych-dekadach-xvii-wieku

  18. Tak, liczy się kanał dystrybucji, dlatego właśnie moja codzienna praca jest tak ważna

  19. Teodor bardzo przenikliwy, ale w pewne rejony jednak się nie zapuszczał. My się zapuścimy

  20. Wmówienie ludziom, że jedząc gó…no stają się wyjątkowi jest zaskakująco proste

  21. Fałszywe intencje zawsze kryją się za przeskalowanymi emocjami

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.