Mar 182019
 

Sprawdzałem wczoraj co japońska wiki ma do powiedzenia na temat epoki heian. Oczywiście nie czytam po japońsku, więc kliknąłem opcję tłumaczenia i pojawił się natychmiast tekst polski, o dziwo znacznie bardziej zrozumiały niż tłumaczenia angielskie. Uderzyły mnie tym tekście już pierwsze słowa, brzmiały tak – pokój służalczość wobec silniejszych. To jest moim zdaniem dziwne i demaskatorskie, jeśli oczywiście będziemy traktować serio automatyczne tłumaczenia. Musimy to jednak czynić, bo mamy inne opisy tej epoki i widać z nich wyraźnie, że epoka heian nie cieszyła się szczególną estymą kronikarzy, klęska zaś rodu Taira uznana została przez późniejszych dziejopisów za właściwe i należyte ułożenie się spraw w cesarstwie. Coś takiego jak krytyka opisów, nie mówię o krytyce źródeł, tak naprawdę nie istnieje, albowiem wszystkie teksty traktowane są jak oderwane od realiów komunikaty. Nie można inaczej, albowiem badania nad poszczególnymi fragmentami zajęłyby historykom długie lata i musiałby mieć charakter interdyscyplinarny. Na to nie ma ani pieniędzy, ani też chęci. Tak więc za dobrą monetę przyjmuje się intencje autorów i nie ma znaczenia czy chodzi o kronikarzy z epoki kamakura opisujących wcześniejsze czasy czy o Galla Anonima. Tak więc do publiczności trafia komunikat następujący – epoka heian to czas pokoju ale też służalczości wobec silniejszych. Tak jakby w epoce kamakura służalczość została raz na zawsze wyeliminowana z zachowań Japończyków wszystkich stanów. Może jednak powinienem dołączyć do tego jakąś glossę, może trzeba by po prostu przy interpretacji unikać emocji w opisach i wyrazów nieadekwatnych do okoliczności, które relacjonowane są w tekście? Sam nie wiem. Nieważne, mamy to co mamy, nie możemy jednak na tym poprzestać, bo trzeba dowiedzieć się jak było naprawdę. Służalczość i pokój to są dwa niespecjalnie pasujące do siebie wyrazy, ale możemy zaryzykować hipotezę, że pokój okazał się na tyle trwały, że członkowi roku Taira cieszyli się jeśli nie sympatią, to na pewno zyskali szacunek. I nikomu nie przychodziło do głowy, by wszczynać bunty i tumulty. Potem sprawy zmieniły obrót, a czas pokoju trzeba było jakoś napiętnować i kronikarze – ciekawe, od kogo się to zaczęło – wymyślili tę służalczość. Wojna domowa kończąca epokę heian to początek wszystkich wyrazistych elementów znanej nam japońskiej kultury wojennej. Jeden z członków klanu Minamoto popełnia pierwsze seppuku. Łucznicy klanu Minamoto ostrzeliwują łodzie klanu Taira dając tym samym początek tradycyjnemu, japońskiemu łucznictwu konnemu. Przykłady pewnie można by mnożyć. Chodzi o to, że cała kultura japońska jaką znamy i do jakiej przywykli Japończycy, wywodzi się z tamtych czasów i ma swoje źródło w klęsce klanu Taira i zwycięstwie klanu Minamoto. To znamienne. Nikt bowiem nie zastanawia się, jak wyglądała kultura, cywilizacja i wojna przed katastrofą Tairów, przyjmując że wyglądała ona prawie tak samo, tylko była gorsza, bo miała w sobie element służalczości. To jest opis dalece nieadekwatny i odciągający naszą uwagę od spraw istotnych, które poruszyłem tu wczoraj. Oto zarządzenie ziemią zostaje nagle, za zgodą wszystkich ludzi o czymś decydujących, z wyjątkiem klanu Taira, zamienione na zarządzanie wojną. Płyną z tego, jak sądzę, określone i niemałe korzyści, ale jest też ryzyko. I w tym właśnie ciasnym splocie ryzyka i korzyści tworzy się tradycyjna japońska kultura. Kultura, która doprowadziła Japonię do II wojny światowej i została odrzucona, jako nieskuteczna w konfrontacji z białymi diabłami. Warto przypomnieć, że z klanu Minamoto wywodziły się wszystkie wielkie, rządzące Japonią rody, z klanem Tokugawa na czele. Warto też przypomnieć, że to Yeyasu Tokugawa, po całych stuleciach wojen wewnętrznych narzucił krajowi pokój, odebrał samurajom broń, zdegradował ich i wpuścił do kraju obcych. Konkretnie zaś Anglików, przybyłych na holenderskich statkach. Nie bał się oskarżenia o służalczość, albowiem wiedział, że podlegli mu propagandyści oświetlą jego działania właściwie i zgodnie z tym czego sobie życzył. Pół tysiąclecia wcześniej klan Taira nie zadbał o odpowiednią oprawę propagandową swoich działań i teraz musimy czytać w wiki o tej służalczości. Chciałem podkreślić wyraźnie ten moment – izolacjonizm Japonii oznaczał dynamiczną równowagę wewnętrzną, czyli wspominane tu już kilkakrotnie zarządzanie wojną. Jak rzutowało ono na produkcję żywności, ale przede wszystkim tekstyliów, nie wiem, ale warto by to może zbadać. Wojna jak wiemy ma poważny wpływ na przemysł włókienniczy, albowiem wystarczy wpędzić w zasadzkę dwa tysiące ludzi, żeby pozyskać intratne zlecenie na dwa tysiące nowiutkich uniformów dla zastępujących ich rekrutów. Tradycyjne zaś tekstylia japońskie, to nie jest, jak pamiętamy byle co. To są kwestie poważnych wtajemniczeń, poważnej praktyki i, jak mniemam poważnej ochrony, która aranżowana jest na poczet poważnych zysków. Istotne jest także to, pokój klanu Tokugawa nastał w chwili kiedy u brzegów Japonii pojawili się obcy. To ważny moment, bo pokój klanu Taira był związany z izolacjonizmem wobec Chin i wojenną aktywnością przeciwko Ajnom. Tak więc element zagrożenia zewnętrznego istniał i stymulował procesy wewnętrzne. Kiedy go zabrakło jakaś spora, dynamiczna i w coś inwestująca grupa zaczęła tracić prestiż, pieniądze i znaczenie. No i zapewne stanęła wobec sytuacji bez wyjścia, z której wydobyła się w znanym nam sposób, utrzymując swoje wpływy przez wiele setek lat poprzez zarządzanie wewnętrzną dynamiką. Myślę, że to zarządzanie jest kluczem do zrozumienia Japonii. Mogę się oczywiście mylić, ale mam głęboką intuicję, że tak właśnie jest.

Przejdźmy teraz do Broniarza i naszych rodzimych, nieadekwatnych opisów. Dawno temu, kiedy premierem Słowacji był niejaki Mecziar słyszałem taką anegdotę – ktoś jechał pociągiem przez ten kraj i nagle zauważył na dworcowej toalecie wielki, wykonany sprayem napis – MECZIAR JE KOKOT. Co znaczy słowo kokot po słowacku, każdy łatwo się domyśli. Opis ten był jak najbardziej adekwatny, albowiem pan Mecziar miał w sobie rzeczywiście coś z kokota. Ja osobiście uważam, że o wiele większy kokot jest z towarzysza Broniarza, czego dowody składa on w zasadzie co dnia, wypowiadając kwestie, o które nikt wcześniej, widząc jego dobrotliwą twarz nie śmiał nawet go podejrzewać. Do konfrontacji z Broniarzem media wysyłają wiceministra edukacji, który zachowuje się w sposób dalece nieadekwatny, tak jakby nie rozumiał co się dzieje. Otóż Broniarz chce rzeczywiście doprowadzić do tego strajku, albowiem niewiele ma do stracenia. Nikt go nie zabije, nikt mu nie ubliży, nikt nawet nie wyciągnie mu żadnego szwindlu z przeszłości. Szansa zaś na to, że stanie się bohaterem dużej, zdyscyplinowanej i wpływowej grupy ludzi jest spora. Jeśli bowiem Broniarz raz doprowadzi do strajku, nikt już później nauczycieli przed strajkiem nie powstrzyma. To już będzie łatwe, ale potrzebny jest ktoś, kto da sygnał. Broniarz świetnie się do tego nadaje, albowiem Broniarz je kokot i ma zapewniony byt na emeryturze. Poza tym zawsze może dostać jeszcze jakąś ciepłą posadkę. Żeby zatrzymać Broniarza, potrzebny jest przede wszystkim adekwatny opis przeszłości, to znaczy tych zachowań naszego kokota, które doprowadziły do takiego stanu, w jakim nauczyciele znajdują się dzisiaj. Bo to przecież nie PiS doprowadził ich na skraj rozpaczy, albowiem PiS rządzi ledwie trzy lata. Broniarz zaś jest szefem związku od lat kilkunastu i to on porozumiewał się wcześniej z tymi wszystkimi rządami, które nauczycieli traktowały jak śmieci i nie dawały im szansy na godne życie. Dziś Broniarz udaje, że on nie miał z tym wszystkim nic wspólnego i szykuje się do szarży. Ministerstwo zaś próbuje go obłaskawić, tak jakby był jednym z wielu uczciwych urzędników zajmujących się pionem edukacji, tak jakby rzeczywiście dbał o sprawy nauczycieli i nie traktował ich jak oszustów wespół z minister Kluzik parę lat temu. To jest moim zdaniem niezwykłe, mam na myśli tę trudną solidarność ministerstwa edukacji z Broniarzem. Wracam jednak do opisów epoki heian i czytam, że w wojnie domowej Gempei wiele rodzin podzieliło się i walczyło po obydwu stronach konfliktu. Ciekawe jak to rzutowało na tę wymienioną w wiki służalczość? Dziś polskie ministerstwo jawnie zagrożone strajkiem próbuje bronić polskich dzieci jawnie zagrożonych brakiem promocji, poprzez medialny opis Broniarza, sugerujący, że jest to człowiek, który może posunął się za daleko, ale w rzeczywistości jest uczciwy i dobry. Ostatnią zaś rzeczą jaką należy zrobić jest usunięcie go ze stanowiska szefa związku. A to właśnie musi się stać. Dopiero wtedy bowiem będzie można rozmawiać z nauczycielami normalnie. Czy takie okoliczności kiedyś nastąpią? Myślę, że tak, bo nikt nie jest wieczny, nawet Broniarz. Nie stanie się jednak prędko. Podobnie jak nieprędko doczekamy się adekwatnego opisu stanu nauczycielstwa polskiego, opisu, który powstanie bez udziału związkowców, za to z udziałem dyrektorów szkół. Popatrzmy teraz na rzecz całą z punktu widzenia strategii. Z kim na obszarze edukacji zawierali sojusze politycy PO i SLD? Z aspirującymi rodzicami, którzy nie zajmowali się swoimi dziećmi. To było wygodne, albowiem rodzice tacy są najgłośniejsi i dają gwarancję, że poczynione na ich rzecz ustępstwa zostaną wykorzystane w pełni. To znaczy, że ludzie ci przyślą dzieci do szkolnej świetlicy w przerwie pomiędzy Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem, bo tak…bo mogą. To nic, że inne dzieci, dzieci nauczycielskie pozbawione będą wtedy towarzystwa i opieki swoich mam, nie ma to znaczenia. Popatrzmy teraz z kim zawiera strategiczny sojusz PiS na tym samym obszarze – z nauczycielami pozostającymi poza związkiem i domagającymi się podwyżek. To niby dobrze, ale gdzieś tkwi błąd. No jasne, że tkwi – ludzie ci nie zabierają zwykle głosu i nawet nie wiedzą jak to zrobić, albowiem przywykli, że wszystko załatwia za nich Broniarz. To znaczy on nic nie załatwia, ale za to pokazują go w telewizji i wystarczy. Błąd polega na tym, że PiS także próbuje się komunikować ze swoim strategicznym partnerem na obszarze edukacji za pomocą Broniarza. Jak to wpływa na Broniarza? Szampańsko. Widzimy ten efekt każdego dnia. Broniarz rządzi, ministerstwo demonstruje cały wachlarz słabości, a nauczyciele czekają na wynik konfrontacji, żeby przyłączyć się do zwycięzcy i znów żyć w spokoju. Czy to jest dobra metoda na sukces? To nie jest nawet dobra metoda na klęskę. O sukcesie szkoda w ogóle gadać. Broniarz je kokot i od tego powinniśmy zacząć. Potem zaś zrobić o nim reportaż i wyemitować go zaraz po „Koronie królów”.

Zapraszam na stronę www.prawygornyrog.pl

  18 komentarzy do “Broniarz je kokot czyli nieadekwatność opisu”

  1. Broniarz jedynie podnosi stawkę negocjacji ze środowiskiem SLD, to jest jego rola.

  2. Może czegoś nie rozumiem, ale czy to nie jest idealny czas (czaskowizmy w Wawie,  różne broniarze itd.) na założenie nowej organizacji/związku, konkurencyjnej dla gangsterskiej grupy Broniarza, obstawionych ludźmi PiS, a jeszcze lepiej PiS i Kościoła? Moim zdaniem lepszego momentu nie będzie.

  3. Czy nie rozumiesz, że nikt takiego związku nie założy, bo ludzie PiS i Kościoła są zakolegowani z tamtymi i nie chcą im zrobić krzywdy?

  4. Dziękuję za ten wpis. Jak zwykle niezwykle trafny opis realiów.

    No i ludzie spreparowani przez telewizję zapewne z przyjemnością uwierzą że tu chodzi o walkę z PiSem. I zapragną żeby ktoś walczył za nich. I będzie jak zwykle.

  5. Drogi Coryllusie, pozwól, że sprostuję: epoka Heian to przez blisko 150 lat dominacja rodu Fujiwara i okres, w którym następuje oddzielenie władzy cesarskiej, bezpośredniej, od władzy rzeczywistej. Pojawiają się regenci i kanclerze spoza rodziny cesarskiej, abdykujący cesarze i rody z nimi powiązane sprawujący realną władzę. Urzędnicy rosną w siłę a cesarz coraz bardziej „panuje ale nie rządzi” (taka japońska odmiana „chwalebnej rewolucji”). Okres dominacji Taira to jedynie 25 lat. To się skończy w epoce Kakamura pierwszym szogunatem Minamoto. Współcześnie określenie heian kojarzy się z czymś pięknym i doskonałym.

  6. Dodam jedynie, że to piękno i doskonałość wiąże się bezpośrednio ze stylem i założeniem architektonicznym nowo zbudowanej stolicy – Kioto oraz napływem bogactw (kulturalnych i materialnych) z Chin.

  7. Przepraszam drogi Coryllusie za dzisiejsze niezborne wpisy ale piszę z łoża boleści. Cała szlachta Japonii była poddana systemowi przydziału ryżu (kokudaka). Jednostką miary było „koku”. Wprowadził to poprzednik Ieasu Tokugawy, Hideyoshi Toyotomi. W zależności od miejsca w hierarchii można było mieć dużo ryżu lub mało a to = mieć dużo lub mało samurajów. Ryż był przydzielany oczywiście jako ziemia do uprawy ale też w postaci samego ryżu. Właściciele ziemscy mieli wybór – albo zostawali na wsi albo przenosili się do miasta i stawali się zawodowymi samurajami. Podatek wymierzany w ryżu to 12 -13%.  Podobnie ukształtowano przydziały ubrań jedwabnych, niezwykle prestiżowych. Oczywiście rzepy, ogórków, kapusty można było sobie mieć po kokardę. Również ubrań bawełnianych. Ale ryżu i kimon jedwabnych nie

  8. A propos przekładów i języków obcych… Jakiś czas temu zaoferowałem, że przetłumaczę na angielski Pańskie nagranie dotyczące Irlandii. Zgodnie ze sztuką najpierw przedstawiłem transkrypcję po polsku. Zob. https://www.youtube.com/watch?v=8VCt58laaKk – czekam na akceptację tekstu polskiego, żeby ruszyć z przekładem na angielski.

  9. jeśli nauczyciele to usługodawcy, to świadczą usługi w ich przypadku usługi edukacyjne.

    Jeśli nie sklasyfikują  uczniów, to tym samym, nie dostarczą nauczycielom, swoim kolegom uczącym w wyższych klasach roczników uczniów – usługobiorców. Koledzy ci nie będą mieli kogo nauczać, zostaną bez uczniów, no to co dalej ? Niech wybiorą czy idą strzyc czy zostają w zawodzie.

    Podczas wakacji rozłupać tą edukację Broniarzową na fragmenty, w zdecydować kto z uczniami,  kto przeciwko uczniom,  dać sierpień na nauczycielskie opamiętanie.

  10. A Broniarza oskarzyc – medialnie i faktycznie – o nierealizowanie ustawy o edukacji, bo nieuzasadniony brak promocji dla tych co na promocje zasluzyli to bezprawne dzialanie. A nikogo wiecej nie tknac, i dac podwyzke nauczycielom ile PO dawalo.

    PS jak uzywam arg ze za PO jakos nikt nie krzyczal o strajku za 1000 to slysze ” a bo PO dawalo podwyzki”

  11. Dobre…

    … nawet bardzo dobre… czyli zlapal Kozak  Tatarzyna, a Tatarzyn za leb trzyma  !!!

    A z tymi zlodziejskimi  ZEROWISKAMI zwanymi szumnie „zwiazkami zawodowymi”  to ma Pan racje… to dziadostwo zwiazkowe powinno byc rozwalone w proch i pyl… tak  zz nauczycielskie… stoczniowe… czy weglowe…

    … dobrze zyja tylko takie  SZUJE  i  ZLODZIEJE  jak  broniarze… dudy… i  inne dominiki  !!!

  12. U mnie w mieście na kopalni szefowie związków dostają pensje z kopalni. Więc kogo taki gość będzie się słuchał ? Dyrektora. Tacy są po to, aby grilla zorganizować i wódeczkę za pieniądze ze składek, gdy na kopalni wzrastają złe nastroje.

  13. W ostatnich dniach media całego postępowego świata obiegła wiadomość, ze kury zadziobały lisa, który [udając kokota] wdarł się do kurnika. Dlatego, w nawiązaniu do dzisiejszego tekstu o służalczości, proponuję alternatywny news, z kokotem przebranym za obrońcę szkoły.

  14. Dokladnie…

    … moze wreszcie dotrze do ludzi czym sa te dete „zwiazki zawodowe” i  te PIJAWKI  w nich i na ludziach zerujace… komu i czemu te  PASOZYTY  „sluza”  !!!

    A to co odstawia w kurwizorze ten stary  KNUR,  DEGENERAT i HIPOKRYTA  broniarz  to  juz  jest  naprawde  chucpa  nie  z  tej  ziemi… nauczyciele  to  go  powinni  NA  KOPACH  WYNIESC  z tego „zwiazku”… tego  SPRZEDAWCZYKA  za to wieloletnie „ukladanie sie” z  POpaprancami  !!!

  15. Tak jak mówisz, dać podwyżki tyle ile PO dawało, cały Mokotów zarządzany przez Platformę a pretensje o kasę składane do rządu, niech im Czaskoski dołoży z funduszy Rabieja, będzie to chyba lepsze wydatkowanie kasy na nauczycieli niż na postępowe związki i postępowe parady.

  16. Pewien znany profesor wyliczył, że pensja nauczycieli w 1993 roku miała wartość równą cenie zakupu 700 sztuk gazet (pewnie „GW”) i taką też wartość ma teraz, czyli zakupu 700 szt. gazet…

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.