Paź 242019
 

Rozmawiałem wczoraj z moim, nie widzianym od dawna kolegą. Te rozmowy są zawsze bardzo inspirujące i ja się po nich czuję wyjątkowo dobrze. Gadaliśmy o różnych sprawach a na stole leżała książka prof. Roszkowskiego zatytułowana „Rozbite zwierciadło. Koniec cywilizacji chrześcijańskiej”, czy jakoś podobnie. Ja o tej książce słyszałem już wcześniej i nie miałem zamiaru jej czytać, albowiem jeśli ktoś taki jak Roszkowski, przymierza się do takiej syntezy, to znaczy, że zwariował i uległ powszechnej manii tworzenia opera magna. Tak jak wszyscy wokół, którzy nie mają nic do powiedzenia, ponadto, co można wywnioskować z pobieżnej lektury codziennych newsów. Kolega mój określił tę książkę, jako nieco ubogaconego Karonia. Ja zaś dodać mogę od siebie, że nie rozumiem, skąd w ludziach, którzy nigdy nie poświęcili ani jednej poważniejszej myśli kwestiom warsztatowym, wzięło się nagle to ciśnienia na opus magnum? Jaki opus? Jakie magnum?

Kolega mój, lubi sobie omawiane rzeczy pogłębić i mówi tak – oni wszyscy – a miał na myśli środowisko akademickie, z którego został kiedyś wykluczony – pisząc te nędzne syntezy, wskazują na dwa źródła cywilizacji – na to rzekome judeochrześcijaństwo, które jest fikcją i na antyk. Umyka im jeden ważny i duży obszar, który jest w równym stopniu częścią cywilizacji europejskiej co pozostałe, a na pewno w większym niż judaizm. To barbaricum – świat barbarzyńców żyjących poza limes, z którego wzięły się gadżety takie jak mit arturiański na przykład, ze wszystkimi jego konsekwencjami. Połączenie chrześcijaństwa z barbarią stworzyło – według mojego kolegi cywilizację europejską, a nie połączenie tegoż chrześcijaństwa z judaizmem, który był przez nie zwalczany i sam się odgryzał ostro, opanowując w Europie różne polityczne struktury jawne i niejawne. Takie jak choćby imperium tureckie. Ja powyższe powtarzam za moim kolegą, bo sam nigdy bym takich wniosków nie mógł sformułować, ze względu na różne osobnicze ograniczenia. Mogłem to jednak od razu porównać z sytuacją jaką mieliśmy na ostatniej konferencji, również niezwykle inspirującą, kiedy to profesor Dariusz Adamczyk powiedział, że nauka to jest nieustająca weryfikacja i falsyfikacja. Dwa elementy, którym czegoś brakuje. Nie można bowiem w nieskończoność weryfikować czegoś, a następnie – po dodaniu nowych danych pochodzących z tekstów albo wykopalisk – ponownie falsyfikować na nową modłę. To znaczy, można, ale efektem będzie stworzenie bardzo hermetycznego i wsobnego środowiska, które nie będzie miało kontaktu z najważniejszą grupą, do której rzekomo adresuje swój przekaz -z czytelnikiem. Ktoś powie, że akademikom czytelnik jest niepotrzebny. To nieprawda, potrzebny im jest student, a ten, bez oczytania nie przyjdzie we wskazane miejsce, bo gawęda oparta na dwóch słupach – falsyfikacji i weryfikacji nie uwiedzie go wcale. I myśmy to zrozumieli w Turznie, ale głośno tego nie wyartykułowaliśmy. Zrobił to dopiero wczoraj mój kolega. Tak jak w ocenie źródeł cywilizacji potrzebny jest element trzeci – barbaria, tak w metodologii także jest on potrzebny i to jest intuicja. Kłopot z intuicją jest taki, że każdy może ją mieć, bo to jest dar od Boga. Można oczywiście, kierując się intuicją coś, pardon, chlapnąć, ale można też, po pobieżnym zapoznaniu się z jakimś zagadnieniem, wskazać niewidoczne dotąd jego sensy. To się wielokrotnie zdarzało. Intuicja jednak, szczególnie intuicja dyletantów, zagraża spójności środowisk akademickich. Może nie tyle zagraża, co jest interpretowana jako zagrożenie. To jest interpretacja buszmeńska, co oczywiste, i zgubna, a ja z tego miejsca dziękuję Dariuszowi Adamczykowi, za to, że w rozmowie ze mną podkreślił wagę i rolę popularyzacji. Prócz jawnej wrogości, z jaką niektórzy akademicy traktują intuicję, mają oni tendencję do jej zawłaszczania, poprzez posługiwanie się pewnymi symbolami i znaczeniami. Ja to wyjaśnię na przykładzie. Znajoma była ostatnio na spotkaniu z Cenckiewiczem, gdzie kwestie te były silnie uwypuklone, oczywiście mimowolnie, bo organizatorzy byli przekonani zapewne, że dają publiczności fantastyczny show. Spotkanie poświęcone było najnowszemu dziełu Sławomira Cenckiewicza czyli tej rzekomej biografii Ignacego Matuszewskiego. Oto nie można było zadawać Sławomirowi Cenckiewiczowi pytań z sali. Mogli to czynić jedynie trzej obecni na niej profesorowie, którym – jako godniejszym – przypadł w udziale ten zaszczyt. Oni zaś – wiem to z drugiej ręki, proszę więc mnie poprawić jeśli się mylę – podkreślali jedynie związki Matuszewskiego z wybitnymi poetami międzywojnia, bo to były dla nich kwestie najistotniejsze. Moja znajoma oceniła to w sposób jednoznaczny – wszyscy profesorowie usiłowali zdegradować publiczność kwestiami miałkimi i łatwo, w ich ocenie, przyswajalnymi. Po zakończeniu prelekcji i serii pytań od wybrańców, znajoma podeszła do Sławomira Cenckiewicza i zapytała go o udział Matuszewskiego w negocjacjach prowadzonych w Rydze, a dotyczących granicy wschodniej. On zaś odpowiedział – jak sobie pani przeczyta to się pani dowie. To jest, w mojej ocenie, dość charakterystyczne podejście do czytelnika, jakże różne od tego, co mogą obserwować uczestnicy naszych konferencji, gdzie taka sytuacja jest nie do pomyślenia, a przecież bywają tam specjaliści z różnych dziedzin, nie tylko historycy, z dorobkiem i wiedzą znacznie przewyższającą to co do tej pory było udziałem prof. Sławomira Cenckiewicza. Postawę tę można ocenić prosto i jednoznacznie, ale ja tego nie uczynię, albowiem uważam, że owa postawa sygnalizuje problem głębszy. Problem, który częściowo opisał prof. Adamczyk a uzupełnił mój kolega wczoraj – wersyfikacja i falsyfikacja, a do tego zawłaszczanie intuicji poprzez obecność wyznaczonych do zadawania pytań ludzi. Gdzie tu jest miejsce na dochodzenie do prawdy i edukację? Ja go nie widzę podobnie jak nie dostrzegam nigdzie śladów tego jakiegoś judeochrześcijaństwa.

Taka konstrukcja, jak opisana wyżej służy jedynie emitowaniu treści propagandowych i utrwalaniu ich w głowach ludzi, którzy nie mogą niczego sami zweryfikować, bo odebrano im podmiotowość. Zlikwidowano rynek treści popularyzatorskich, wyznaczając do zarządzania nim, jakichś „godniejszych”, jakiegoś młodego Łysiaka i Pawlickiego, a do tego jeszcze zatrzaśnięto drzwi akademii. To nie wszystko jednak – treści, które się zza tych drzwi wynosi są poddane obróbce infantylizującej, a wszystko to odbywa się tak serio, że w zasadzie normalny człowiek nie wie co powiedzieć. I milczy po prostu, bo cóż ma robić, kiedy osoby uzbrojone we wszystkie buszmeńskie charyzmaty usiłują zrobić zeń durnia, w dodatku publicznie.

  20 komentarzy do “Buszmeni i prorocy końca cywilizacji”

  1. Polska ze swoją historią przypomina mi trochę pasiekę. Jest czas, gdy mieszkańcy gromadzą majętność by dalej cyklicznie pojawiał się jakiś „pszczelarz”, który wyczyści zgromadzone zapasy i dalej „w koło Macieju”. To taka moja oparta na intuicji refleksja.

  2. Bardzo ładnie napisane. Jako prosty człowiek (bez kontaktu z żadną akademią) nie jestem w stanie ocenić prawdziwości (prawdopodobieństwa) zawartych w tekście opinii (chociaż ta o barbarii ciekawa i – jak dla mnie – odkrywcza). Razi wspomniane na początku nieprzeczytanie dzieła prof. Nowaka i budowanie na tym nieprzeczytaniu daleko idących wniosków z samego tytułu. Nie pamiętam już jakich wniosków (pamięć złotej rybki), a ponowne czytanie to już z byt duży wysiłek (wykazuję spore podobieństwo do leniwca).

    Sukcesów!

  3. Nie negując oczywistego wkładu barbarii w kształtowanie cywilizacji europejskiej — a raczej ducha znacznej części Europejczyków — warto pamiętać to, przed czym sam przestrzegałeś, a mianowicie sztuczność „odkryć” etnicznych okresu kształtowania współczesnych europejskich nacjonalizmów (te wszystkie Osjany itp.) tworzonych ad hoc na potrzeby bieżącej polityki państw w XVIII i XIX w. Myślę, że ów wkład ma charakter znacznie bardziej podstawowy — w sensie elementarny — niż strywializowany mit arturiański. Stanowi on część elementarnych „cegiełek”, z których budowana jest zbiorowa świadomość etniczna, na podłożu której dopiero powstają, z której się wyłaniają i ewoluują byty tak złożone i niepodstawowe jak mity, legendy, podania, piosenki, bajki etc. Ślady owego wkładu barbariańskiego widoczne są w języku, w szczególności w nazwach geograficznych, w kodach emocjonalnych, nawet przetrwałych elementach tradycyjnych struktur społecznych, które nie zdołały się całkiem zatrzeć mimo z górą tysiącletniego nadkładu historycznego — politycznego, religijnego i społeczno-ekonomicznego, mimo wojen, migracji, mieszania się ludności.

  4. Mój dwuletni syn tak samo zareagował, gdy się ostrzygłem.

  5. Z tym terminem ju-chrze to zwykłe zawłaszczanie kultury. I to powinno się automatycznie nasuwać. A o barbarii, a konkretniej wikingach, już parę lat temu pisał na swoim blogu Triarius.

  6. Myślę że kluczową dla europejskości rycerskość ma korzeń barbarzyński. Nie jest to twór ani żydowski ani antyczny. Żydzi i Antyk to pragmatyzm. Honor, będący esencją rycerskości, to wartość wniesiona przez barbarzyńców. Nawet u Greków przedklasycznych bohaterem wartym eposu  jest Odys nie Hektor.

  7. À le  jaja  !!!

    Wszystkiego bym sie spodziala, ale nie tego, ze u Cenckiewicza  UPOWAZNIONE  bedo  3  profesUry  do zadawania mu pytan… malo nie zaksztusilam sie jablkiem  !!!

    Znakiem tego ten promowany wlasnie  GNIOT  Cenckiewicza nadaje sie  TYLKO  NA  PAWLACZ…  jak  cala tFUrczosc  Sakiewiczowych  tlumokow.  Dobrze sie stalo, ze Pana znajoma postanowila zdac relacje z tego detego  „wieczoru autorskiego”  DLA  IDIOTOW,  bo to naprawde  niebywale  KURIOZUM  !!!

  8. No jaja, dyskusja taka „per procura”, upoważniony profesor jest godny a słuchacz z sali czyli taki wypeniacz (profan) zada głupie a może kłopotliwe pytanie, a autor (doskonały) do czytelniczki opryskliwe może powiedzieć:  jak pani kupi to się pani dowie. Dobrze że użył słowa „Pani”.

  9. Jaka judeo – chrześć.? Kiedy ten naród od judeo wolał się z tymi drugimi ochrzczonymi nie mieszać i nie dość że tworzył getto, czyli mieszkał osobno to i  interesy czyli sposób na życie miał dyskretny, nie nachalny. Nie rzucający się w oczy tym ochrzczonym.

    Jakaś europejska wojaczka, jakieś rycerstwo,  jakieś pola bitwy w Europie,  czy jakiś udział w  malarstwie europejskim ? Do XIX wieku po stronie judeo  nie słyszałam o takich osiągach. Nie wiem co by uprawniało do takiego określenia judeo – chrześcijańskie …

  10. Ja nie trywializował bym jednak roli tzw. protoplastów przedchrześcijańskiego Izraela. Myślę, że mogli być oni pozytywnym wzorem dla bohaterów innych tworzących się narodów. Problem w tym, że kiedy ktoś słyszy widzi lub czyta „judeo” to najczęściej kojarzy się to z gettem itd.

  11. Cywilizacja Zachodu to synteza chrześcijaństwa z „barbarią” spoza limes? Toż to dokładnie to, co mówi Spengler! (Czyli super w moich oczach, gdyby ktoś nie wiedział.)

  12. miało być „wypełniacz” sali, w której profesor opowiada o książce którą właśnie napisał i wydał

  13. Nie należy mylić żydów biblijnych z żydami nowożytnymi, nie mają bowiem jedni wiele wspólnego z drugimi. Żydzi biblijni byli dobrze zorganizowanym, niebywale aktywnym plemieniem lewantyńskim, które poprzez wynalazek monoteizmu zyskało lokalną przewagę konkurencyjną i mocno zalazło za skórę ówczesnym potęgom regionalnym. Na tyle mocno, że musiało zostać wreszcie wypędzone i rozproszone. Religia jednak okazała się dostatecznie mocna i atrakcyjna, by rozprzestrzeniać się dalej, choć dopiero jej chrześcijańska wersja zaliczyła prawdziwy boom, dominując znaczną część świata i stając się podwaliną dla najpotężniejszej w dziejach cywilizacji. Żyjemy u schyłku, zarówno tej cywilizacji, jak i, jak się wydaje w perspektywie doczesnej, tej religii. Ale religie są transcendentne i każdy kto wierzy, jest przekonany, że to tylko chwilowy kryzys, a Bóstwo interweniuje w ten czy inny sposób, by okazać swą zwierzchność nad doczesnością.

  14. Tak mi się przypomniało na temat źródeł cywilizacji europejskiej. Pewien Włoch – taki, moźna zaryzykować, włoski Coryllus – popełnił „baśń” pt. „Baltic origins of homeric tales” (w google.books są dostępne obszerne fragmenty). Jest tam więc nieoparta sugestia,źe „nie barbaria” teź wywodzi się z barbarii,  nie „wielkolechickiej co prawda (i na szczęście), aleć zawsze nordyckiej (hiperborejskiej). Poczytać warto. Polecam.

  15. Berberia była przede wszystkim materiałem wsadowym formującej się cywilizacji, która to odrąbywała po kawałku różne berberyjskie cechy, by wyrzeźbić cywilizacje europejskie, lecz do dziś wszystkiego nie zdążyła wygładzić wszystkiego i już nie zdąży, bo umiera.

  16. _”Nie należy mylić żydów biblijnych z żydami nowożytnymi, nie mają bowiem jedni wiele wspólnego z drugimi. Żydzi biblijni byli dobrze zorganizowanym, niebywale aktywnym plemieniem lewantyńskim, które poprzez wynalazek monoteizmu zyskało lokalną przewagę konkurencyjną i mocno zalazło za skórę ówczesnym potęgom regionalnym. „_

    Genetycznie to na pewno nie mają, ale wloką za sobą ten berberyjski, zwierzęcy wręcz model życia zbiorowego, z góry obliczony na koegzystencję z innymi bez Prawdy. Poza świadomością ludzi, do których domów się przybłąkali z zamiarem „błyskotliwym” – wyżreć wszystko, zostawić produkty przemiany kapitału gospodarza gdzie popadnie.

    A co do „wynalezienia” monoteizmu, to na pewno nie byli oni. Uny o ile w ogóle w cokolwiek to wierzyły w monolatrię 🙂

  17. „Znakiem tego ten promowany wlasnie  GNIOT  Cenckiewicza nadaje sie  TYLKO  NA  PAWLACZ…  jak  cala tFUrczosc  Sakiewiczowych  tlumokow”   

    To nie są idioci, tylko jak słusznie zauważył autor powyższego wpisu zręczni propagandyści zatruwający bardzo skutecznie Polskę i Polaków już od 1945 roku.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.