Cze 082019
 

Nie mam żadnych istotnych wspomnień związanych z tym dniem, ale myślę, że nawet te nieistotne coś znaczą i symbolizują. Najważniejsze nieistotne wspomnienie dotyczące tego dnia, nie jest w ogóle związane ze mną, ale z moim zmarłym tragicznie kolegą Marcinem. To był niezwykle uzdolniony i bardzo bystry chłopak, mieszkał w Warszawie i jak wszyscy ekscytował się wyborami. Ponieważ był do tego uzdolniony plastycznie, postanowił sam, nie pytany przez nikogo zaprojektować plakat wyborczy. No i zaprojektował – był to blankiet recepty, na której, w miejscu gdzie lekarze zapisują dziś paracetamol, widniało słowo Solidarność, uwiecznione charakterystyczną czcionką. Rodzica Marcina pokazali ten projekt komuś, kto był bardzo blisko komitetów wyborczych. Chcieli się pochwalić, jakie mają zdolne dziecko. W niewiele dni później okazało się, że identyczny plakat zaprojektował jeden z zatrudnionych przez stronę solidarnościową grafików. Marcin miał o to żal. Bo wydawało mu się, że kto jak kto, ale ludzie Solidarności powinni zachować się bezwzględnie uczciwie. Projekt ten nie jest dziś chyba przypominany nigdzie, a to chyba z tego względu, że wiele osób wie jak było i może przywołać nazwisko prawdziwego autora.

Byłem jeszcze w technikum kiedy miasto, gdzie mieściła się szkoła, czyli Biłgoraj, odwiedził Władysław Frasyniuk i rzucił tam hasło „Nowe czasy wymagają nowej prasy”. Ja nie miałem wtedy pojęcia, że kiedykolwiek będę pracował w gazecie i wyraziłem głębokie niezainteresowanie wizytą Frasyniuka. Nie chcę tu podnosić jakości moich intuicji, ale coś musiało być jednak na rzeczy.

Szczepkowską oglądałem tak jak wszyscy w telewizorze, ale był to telewizor stojący na stołówce, czarno-biały jeszcze, hałas dookoła był straszny i informację o tym, że zakończył się komunizm słyszałem bardzo niewyraźnie. W tym samym telewizorze oglądałem wystąpienia Jacka Kuronia, który, zważywszy na zachowania pewnych kolegów, wydawał mi się wówczas człowiekiem w pełni normalnym i zrównoważonym. Kiedy dziś, siedząc spokojnie w domu, nie widząc w zasadzie nikogo i nie mając porównania z żadnymi innymi zachowaniami, oglądam stare nagrania z Kuroniem, mam ochotę uciekać. Zamknięcie się w jednym pomieszczeniu z tym człowiekiem, to musiała być katastrofa. Osobnik, który w jednej sekundzie potrafi zmienić się z dobrotliwego wujka w agresywnego alkoholika jest co najmniej podejrzany. A o tym, by powierzać mu jakieś aktywa, na przykład władzę, nie może być nawet mowy. No, ale wtedy, dawno temu wszystko wydawało się inne. I nawet Kuroń mógł uchodzić za człowieka sympatycznego i zrównoważonego.

Na pierwszym roku studiów jeżdżąc pociągiem do domu, często widziałem w przedziale solidarnościowego posła z Lublina pana Lipko. Nie wiem co się z nim stało, ale w następnej kadencji posłem już chyba nie był. Pamiętam jak kiedyś, jadąc w przedziale z nim i jakimś jeszcze starszym człowiekiem, chyba pracownikiem któregoś z uniwersytetów, przysłuchiwałem się ich dyskusji. Rozmawiali o utworzeniu straży miejskiej i sytuacji międzynarodowej. Obaj byli ludźmi zatroskanymi o los kraju i chyba raczej traktowali to wszystko serio. Potem gadali jeszcze o Kadafim i martwili się czy nie wywoła on światowego konfliktu, w wyniku którego mogliby stracić wszyscy. O kimś takim jak Saddam Hussajn nikt wtedy nie rozmawiał, albowiem myśli ludzi były jeszcze w poprzedniej epoce i wszystko oceniali oni przez pryzmat przeszłości. Rok później wszystko się zmieniło i z kolei o Libii wszyscy zapomnieli. No, ale w dziewięćdziesiątym Kadafi był dla nich elementem pewnej wizji, którą pozostawiła po sobie komuna wszechświatowa. O takich kwestiach jak potencjał ludnościowy Libii nikt wówczas nie myślał. Kiedy sobie przypominam te fragmenty rozmów, programów telewizyjnych, mam wrażenie, że wtedy nikt nie myślał. Powszechny entuzjazm zastępował myślenie. Pamiętam późniejsze wystąpienie Wałęsy, w czasie którejś z kolejnych rocznic 4 czerwca, kiedy to Wałek powiedział wprost, że on miał całkowitą świadomość czym skończą się te strajki i nigdy tego nie ukrywał. Wiedział, że gospodarka zostanie rozwalona, że polskie produkty zostaną wypchnięte z rynków, a dotyczyć to będzie wszystkich produktów od statków począwszy na lnie kończąc. Na to bowiem opiewał cały ten układ – żeby zamienić narody Europy wschodniej w konsumentów produkcji zachodnich fabryk, a także w niewolników obsługujących coraz bardziej niewydolny system. Zapewne nie było innego wyjścia, podobnie jak nie było możliwości, by wyjaśnić ludziom, jak ten świat wygląda naprawdę, a naprawdę to znaczy, jak on wygląda z punktu widzenia gospodarki globalnej. Nikt wtedy by w to nie uwierzył i nikt nie chciałby tego słuchać. Ludzie bowiem wierzyli w samodzielność i siłę komunizmu, który zagrażał całemu światu, siebie zaś postrzegali, jako tych bohaterów, którzy – niczym Piłsudski w roku 1920 – zagrożenie to zlikwidowali. Inne niż literacko-heroiczne narzędzia poznania przeszłości i współczesności nie wchodziły wtedy w grę. Czy dziś można próbować zmienić optykę tamtych czasów i w ogóle całą wizję historii? Pewnie można, ale nikt tego słuchał nie będzie. Ludzie osadzeni w rolach bohaterów, wizjonerów i herosów nie wyrzekną się tego nigdy. Jedyne na co mogą się zgodzić to jakieś drobne korekty wizerunku. Nic więcej.

Pozostaje jednak pytanie o naturę sporu, który toczymy. To znaczy, czy rozróżnienie, który to już raz czynione, na zdrajców i patriotów, na oszustów i męczenników, nie odwraca czasem naszej uwagi od spraw najistotniejszych? Cały bowiem problem, w mojej ocenie, problem 4 czerwca i dni późniejszych, a także tak zwanego obalenia komunizmu, polega na tym, że każdy chce być po stronie zwycięskiej. Im szybciej płynie czas i zacierają się kontury przeszłości, tym bardziej rośnie liczba zwycięzców. I widać już wyraźnie, choćby w czasie ostatnich obchodów, że nie ma różnicy pomiędzy Kwaśniewskim, a Wałęsą. Ktoś powie, że to było widać już wcześniej. Być może, ale teraz, owo zatarcie konturów, może przybliżyć nas do jakości dotąd nieznanej. Możemy dzięki niemu wyjść z pułapki układu – zdrajca-bohater i spojrzeć na sprawę inaczej. No tak – zawoła ktoś – ale wtedy okaże się, że wszyscy, którzy uwierzyli w koniec komunizmu, okazali się frajerami. Uważajmy, żeby nie okazało się iż ów lęk przed oskarżeniem o frajerstwo, jest jedyną jakością, jaka nam po „upadku komuny” pozostała. Lepiej zmienić optykę i jasno stwierdzić, że mechanika przewrotów nie ma nic wspólnego z poezją romantyczną i pieśniami zaangażowanych politycznie bardów. Ci ostatni są wręcz wynajmowani przez ciemne siły do uwiarygodnienia gospodarczych przekrętów. Lepiej nie rozdzierać szat i nie lamentować nad tym, jak strasznie daliśmy się oszukać, ale – jak mówią słowa piosenki – milczeć przytomnie i patrzeć. Może to coś da….kto wie….?

Zapraszam wszystkich na stronę www.prawygornyrog.pl

  14 komentarzy do “Całe szczęście już po 4 czerwca”

  1. mój teść, prosty chłop ze wsi, zawsze mówił, że „Wałęsa to przekręt, bo Matkę Boską w klapie nosi”.

  2. bo klasycy tych przewrotów doskonale wiedzieli że „mechanika przewrotów” to baza czyli realne ofiary fizyczne czy ekonomiczne a bardowie to par excellence tzw. nadbudowa . Obecnie widać że sentyment i wiara wielu jest przywiązana raczej do tej nadbudowy artystycznej, „intelektualnej”. Odarcie ich z tej metafizycznej drzemki i pokazanie brutalnych sił leżących u podstaw powoduje ataki histerii czego najlepszym exemplum jest aktorka Janda .

  3. entuzjazm aktualny, przypomina tamten. Takie samo grono fanatyków, które jeszcze niedawno bało się otworzyć buzię i biernie przyglądało się rozkradaniu, atakuje bezwzględnie każdego, kto choćby wspomni o potknięciach obecnej władzy

  4.  
    Szkoda, że Rafał Ziemkiewicz użył niefortunnego sformułowania o strzelaniu do LGBT i że poniósł konsekwencje, a przecież bezpieczniej byłoby omawiać temat wykorzystywanej seksualnie 17-latki z Holandii, której śmierć nie była klasyczną eutanazją ani klasycznym samobójstwem. Jest to zdarzenie tak znaczące i symboliczne, że na jego kanwie można by stworzyć całkiem nowy nomen omen – kanał internetowy, na którym dyskutowano by o problemach nastolatków, kanał o roboczym tytule „dozwolone do lat 18” albo „tylko nie mów nikomu”. Tylko właśnie nikomu to nie przyszło do głowy i świadczy o ubogim warsztacie dziennikarskim i braku przebiegłości u osób, które osiągnęły popularność.
     
    Sądzę nawet, że lepiej byłoby wybrane wypowiedzi młodej Holenderki czytać z ambony zamiast niektórych listów biskupów. Ksiądz profesor abp Marek Jędraszewski na wykładzie w Zakopanem w ten piątek stwierdził, że „małżeństwo staje przeciwko gender”, ale nie wskazuje, która wizja jest lepsza. Wykład jest okraszony cytatami z Jana Pawła II. Język tego wykładu jest skrajnie zagmatwany, trudny w odbiorze i nieskuteczny, a wystarczyłoby przecież przy każdej okazji przypomnieć, że tylko katolik może być dobrym człowiekiem. Czego oni się boją?
     
    Mamy taką doktrynę III RP: OTAKE Polskie walczylim i OTAKE Polskie mamy, więc Wałęsa jako robotnik nie mógł zrobić nic więcej. Jeżeli pamiętamy ideały Sierpnia, to chodziło o poprawę zaopatrzenia, 2.000 PRL-owskich złotych podwyżki dla każdego i przywrócenie do pracy pani Walentynowicz. Dostaliśmy wolne soboty, ale mamy obowiązek robienia zakupów w niedzielę.
     
    Grzegorz Braun bardzo jednoznacznie odniósł się do postawy hierarchów Kościoła na terenie USA, którzy zablokowali wykład pani dr Ewy Kurek i posła Winnickiego. Notabene, pani Kurek pewnie do końca stawałaby w obronie Żydów, nawet podczas swojej egzekucji.

  5. Zwycięzcami transformacji i wejścia Polski do struktur UE,  jest gromadka Kiejkucka,  głosami polskiej opozycji oddelegowana do konfitur PE.

    Nawet nie Wałek, choć wydaje się, że prezydentura była nagrodą za zasługi. Z perspektywy czasu, rolą Wałka było stworzyć trampolinę dla prezydentury Kwaśniewskiego, tak jak Kodziarstwo stało się  trampoliną dla posłowania  Kiejkutów w PE.

  6. Mniszysko i Umami piszą na SN że byli pod wrażeniem zmian transformacyjnych, ja pamiętam że kiedy Kwach wygrał prezydenturę z Wałkiem, to rano w poniedziałek płakałam gorzkimi łzami jak to ten zakłamany komuch Kwach, będzie np. do Katynia jechał. No i potem się okazało że oczywiście prezydent Kwach był w Katyniu i „był sobą” ze swoją filipińską przypadłością. No i odebrałam to pijaństwo Kwacha,  jako straszne upokorzenie i co ? Potem te mecze tenisowe z Ałganowem… itd… I co ?

    Po latach upływających widać,  nie pierwsze nasze/moje  upokorzenie i nieostatnie (vide sprawa z 10.04.2010) i na ostatek te ośmieszające nas rezultaty wyborów do PE (Kiejkuty w Brukseli), ale obiecuję już o nich nie pisać.

  7. Takie evergeeny są — jak sama nazwa wskazuje — zawsze na czasie.

  8. „Gromadka kiejkucka” czyli magdalenkowa to wykonawcy i kto lepiej z nich (był) jest umocowany ten ma większe konfitury.

  9. Prezydent Duda, już to kiedyś pisałem, jest też z tego samego rozdania.

  10. >Zapewne nie było innego wyjścia…

    Wokół 4 czerwca 1889 w USA czyli Klęska to okazja dla padlinożerców

  11. u nas podobni kolekcjonerzy nazywani są hienami cmentarnymi

  12. „Oszukali!!! Oszukali!!! Oszukali!!!” – taka bidna ta Polska, że już Ferrari na ulicach Stolicy nie robią na nikim wrażenia. Reprywatyzowane kamienice w Warszawie za PO szły za grosze  – podobnie zresztą jak działki od Kościoła za PIS… – psy szczekają karawana jedzie dalej 🙂

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)