sty 202022
 

Nawet przez jeden moment nie uwierzyłem nigdy w to, że rotacje na stanowiskach dyrektorskich w instytucjach państwowych mają jakieś merytoryczne podstawy. Wszystko to są zmiany w istocie towarzyskie i środowiskowe. Chodzi o to, kto będzie zarządzał zasobem uznanym za cenny i wykorzystywał go propagandowo oraz patrzył spokojnie, jak zasób ów niszczeje, jeśli akurat nie będzie propagandzie potrzebny. W przekonaniu tym utwierdza mnie wszystko właściwie, zaś najbardziej gawędy o kompetencjach i profesjonalizmie zwalnianych i nowo mianowanych dyrektorów. Opowiem dziś w związku z tym kilka anegdot, całkiem powierzchownych i nieważnych, pochodzących z czasów dość odległych. Osoby, które w nich wystąpią znane mi były przelotnie i słabo, ale na tyle mocno zaznaczyły się w mej pamięci, że kiedy dziś padają ich nazwiska, otwiera się w niej jakaś klapka i wyskakuje obrazek.

Oto gazownia ogłosiła, że szef Filmoteki Narodowej, Dariusz Wieromiejczyk został zwolniony ze stanowiska, albowiem w jakimś festiwalu filmów kobiecych czy podobnej bzdurze, zezwolił na wyemitowanie filmu o produkcji wibratorów. A także innego – o przemocy domowej. Tekst o tym napisał Czuchnowski, co jasno wskazuje, że materiał zawiera wyłącznie kłamstwa i przeinaczenia. Dlaczego zwolniono Wieromiejczyka nie wiadomo, i pewnie nie dowiemy się tego nigdy. Moim zdaniem stało się tak dlatego, że ktoś inny – jakaś inna grupa – chce wydzierżawić od ministerstwa tę całą Filmotekę i urządzać tam jakieś hucpy.

Kiedy usłyszałem nazwisko Dariusza Wieromiejczyka przypomniało mi się, że pracował on dawno, dawno temu w tak zwanym Życiu z kropką, super-ultra prawicowym dzienniku, którzy rzucił rękawicę Gazecie Wyborczej. W dzienniku, któremu szefował super- hiper prawicowy naczelny – Tomasz Wołek. W tym samym dzienniku pracował wtedy Marek Budzisz, szef działu ekonomicznego i kilka jeszcze osób, a zaglądał tam stale Igor Janke. Ja to dokładnie pamiętam, albowiem zajmowałem tam najniższe w hierarchii stanowisko jakie może istnieć w redakcji – byłem archiwistą prasowym. Igor Janke, jak chciał mieć chwilę spokoju, przychodził na poddasze, do tego archiwum i tam przesiadywał. O Dariuszu Wieromiejczyku i jego zarobkach w tym całym Życiu z kropką krążyły legendy. Podobno zarabiał aż trzy tysiące złotych miesięcznie i nikt z tej biednej tłuszczy dziennikarskiej, która wymieniała po cichu uwagi na jego temat, ćmiąc szlugi tuż przy drzwiach archiwum prasowego, nie rozumiał dlaczego akurat on ten majątek inkasuje miesiąc w miesiąc, a nie oni. Ja też nie rozumiałem, albowiem płacili mi wtedy osiemset złotych i musiałem dorabiać pisząc jakieś głodne kawałki po gazetach. W dodatku ciągle obawiając się, że to gdzieś wypłynie, a ja – pracując w jednej redakcji – nie mogę przecież świadczyć usług innej. O Dariuszu Wieromiejczyku, krążyły zaś legendy, że dodatkowo pracuje on w jakiejś agencji reklamowej. Łał! Agencja reklamowa, w połowie lat dziewięćdziesiątych, to brzmiało prawie jak lot na Karaiby z piękną modelką u boku. No, albo coś podobnego….Nie wiem czy to wszystko była prawda, ale dla dziennikarzy skrobiących te żenujące teksty, które kazał im pisać Tomasz Wołek, Wieromiejczyk był naprawdę jakimś ciężkim problemem.

Potem raz jeszcze zetknąłem się z tym panem, kiedy poszukiwałem pracy, pod koniec lat dziewięćdziesiątych. Nie mając w ogóle widoków na nic. Trafiłem do agencji reklamowej, w której on rzeczywiście był kimś ważnym. No, ale wiecie jak to jest – człowiek nie posiadający perspektyw przychodzi do innego człowieka, który ma zapewniony święty spokój i pełny komfort. Za oknem była zima, wiał wicher, a agencja była na dalekim Żoliborzu. Ja mieszkałem na Mokotowie, w wynajmowanym mieszkaniu. Kiedy przyjechałem na tę rozmowę byłem zziębnięty i raczej mało przekonujący. Roboty nie dostałem. Całe szczęście, bo nie wiem gdzie bym dzisiaj był. Powinienem więc podziękować Dariuszowi Wieromiejczykowi za to, że mnie wtedy wywalił.

Wczoraj przeczytałem, że na stanowisku szefa Filmoteki Narodowej zastąpi go Robert Kaczmarek, reżyser współpracujący dawniej z Grzegorzem Braunem, o którym WP napisała, że ma poglądy katolicko-narodowe, a on sam ponoć określił dotychczasowy zarząd Filmoteki, jako marksistowski. Kurcze blade, wiele się na tym świecie zmieniło – pomyślałem – od kiedy Wieromiejczyk był człowiekiem legendą w najbardziej prawicowym piśmie, które głosiło – a jakże – poglądy katolicko-narodowe, a jego naczelny pracował wcześniej w periodyku pod tytułem Królowa Apostołów.

Miałem także okazję poznać Roberta Kaczmarka, przedstawił nas sobie Grzegorz Braun, a było to już w czasach, kiedy byłem sławnym blogrem. Okazało się, że zarówno Kaczmarek jak i Braun mają jakiś kłopot z dystrybucją kolejnego filmu. Już nie pamiętam co to było, w każdym razie sprawy te rozgrywały się gdzieś w epoce pomiędzy Eugeniką, a Lutrem, szmat czasu wstecz. Wymyślili więc, że ja napiszę książkę, którą się wraz z filmem wstawi do księgarń i w ten sposób rozwiązany zostanie problem dystrybucji. Ponieważ na wszystkie absurdalne i wariackie pomysły reaguję zawsze w identyczny sposób – akceptacją i zgodą – stało się tak również w tym przypadku. Czynię to świadom, że ludzie, którzy takie rzeczy wymyślają, nie są w stanie ich zrealizować, a jeśli zaczną, natychmiast walnie ich w głowę tkwiący w całym przedsięwzięciu absurd, a oni zostaną zmuszeni do poszukiwania jakiegoś frajera – podwykonawcy, który będzie musiał ratować ich własną samoocenę. Rozstaliśmy się w uśmiechach, a Robert Kaczmarek wręczył mi nawet swoją wizytówkę. Oczywiście nie miałem zamiaru pisać żadnej książki, albowiem system dystrybucji książek przez hurtownie i księgarnie, których było wtedy trochę więcej niż dziś, był mi doskonale znany i jasne było, że nie tylko ja, ale także Kaczmarek z Braunem nigdy nie zobaczą żadnych, włożonych w to przedsięwzięcie pieniędzy. A gdzie jeszcze mówić o zyskach. W swojej nieopisanej głupocie jednak, próbowałem tłumaczyć Grzegorzowi Braunowi, żeby Kaczmarek otworzył stronę internetową, tam zainstalował sklep, umieścił w nim wszystkie produkty Brauna i promował to gdzie się da. Były to czasy, kiedy wiatr wiał w żagle wszystkim, którzy cokolwiek robili w internecie. Na pewno by się udało. Braun tylko kręcił głową i próbował mi coś tłumaczyć, ale używał przy tym języka tak hermetycznego, niepojętego wręcz, że najpierw zacząłem coś podejrzewać, a potem w ogóle odpuściłem ten temat. Zdaje się chodziło o to, że obaj panowie wierzyli w moce handlu hurtowego i liczyli, że ktoś odbierze od nich dużą ilość produktów, wręczając gotówkę przy tym. Wątpili zaś w sprzedaż detaliczną, która kojarzyła im się ze stratą czasu i niepotrzebnym rozmienianiem się na drobne. Później okazało się, że Robert Kaczmarek ma stronę ze sklepem. Zajrzałem tam i przestałem cokolwiek rozumieć. Była to biała strona, a jej czerwony tytuł wyglądał tak: AAAAAAAAAAAAAA coś tam, coś tam…Nie uwierzyłem, że to widzę, bo moja własna strona – coryllus.pl – choć mocno ułomna, wyglądała dużo lepiej. Nie chcę tu szydzić z pełniącego obowiązki dyrektora Filmoteki Narodowej, Roberta Kaczmarka, a jedynie wskazać, że być może jest on całkiem pozbawiony wyczucia biznesowego, ale za to ma duże zdolności administracyjne. Tylko dlaczego został reżyserem filmowym w takim wypadku? No nic, nie moja sprawa, każdy kieruje swoim życiem, jak umie. Miejmy nadzieję, że na nowym stanowisku poradzi sobie, jak nikt dotąd i uratuje zbiory Filmoteki Narodowej przed dewastacją, na którą ponoć naraził je marksista Wieromiejczyk.

Na koniec kilka słów w tonacji poważnej. Proszę Państwa, jest oczywiste, że żaden z dyrektorów państwowych instytucji kulturalnych nie ma nawet – w najbardziej ogólnych zarysach – pojęcia jakimi narzędziami dysponuje i jak mógłby je wykorzystywać dla tak zwanego dobra publicznego. Piszę „tak zwanego”, bo samo użycie tego zwrotu w zestawieniu z działalnością tych instytucji jest po prostu niestosowne. Jest jeszcze gorzej, bo nawet gdyby ktoś z nich chciał postąpić w procesie zarządzania zgodnie z racją stanu rozumianą poważnie, do ochrony której powołane są przecież instytucje kulturalne, zostałby z miejsca oskarżony o same najgorsze rzeczy. Poza tym byłby towarzyskim nieboszczykiem i nikt by z nim nie gadał, tak jak bandyci w filmach nie gadają z ludźmi, którzy zdradzili tajemnice gangu. A nie dość, że nie gadają, to jeszcze usiłują ich zabić. W tym przypadku – instytucji państwowych – nie byłoby tak drastycznie. Skończyłoby się na ostracyzmie, bardzo co prawda poważnym, ale jednak ostracyzmie. Żeby utrzymać konwencję i powagę ludzie dzierżawiący piony kulturalne w administracji państwowej używają retoryki politycznej. Oskarżają jeden drugiego o marksizm albo o poglądy katolicko-narodowe. Ufając, że ta dekoracja kogoś przekonuje. Być może tak jest, każdy ma prawo do błędów i pomyłek. Mnie nie przekonuje, nigdy mnie nie przekonywała i to się raczej nie zmieni. Dziękuję za uwagę.

Przypominam o promocji, która trwa do końca stycznia, a także o zbiórce na patronite, gdzie gromadzę fundusze na projekt dotyczący wojny z Chmielnickim https://patronite.pl/Coryllus?podglad-autora

Aha, ważna sprawa – od lutego będę musiał podnieść cenę książki o Jedwabnem, bo wydawca sprzedaje ją znacznie drożej niż ja. https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/jedwabne-historia-prawdziwa/

Niestety okazało się, że łatwo się nie wydobędę z pułapki, jaką było podpisanie umowy z pocztą na cały rok, przy zastrzeżeniu wolumenu sprzedaży. Tak, jak napisałem wczoraj fala dewastująca rynki, w tym rynek książki, dociera wszędzie z różnym opóźnieniem. Nas dotknęła w tym roku. Muszę więc ogłosić kolejną promocję, która potrwa do końca stycznia. Potem ceny wrócą do poprzedniego stanu. Obniżam też ceny niektórych książek z rynku. Bardzo dziękuję tym wszystkim, którzy zrozumieli dokładnie na czym polega problem i składają po kilka zamówień na pojedyncze książki.

Oto lista tytułów z obniżonymi cenami:

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/jedwabne-historia-prawdziwa/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kosciol-w-krzyzanowicach-fundacja-hugona-kollataja/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kredyt-i-wojna-tom-i-2/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/biznes-w-kraju-dziadow/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/zle-czasy-pamietnik-stanislawa-karpinskiego-z-lat-1924-1943/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/stulecie-krakowskich-detektywow/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/feliks-mlynarski-biografia/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/jak-nakrecic-bombe/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/czerwiec-polski/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/imperium-czyli-gdzie-pada-cien-na-ss-mantola/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/twoj-pierwszy-elementarz/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kto-sie-boi-angielskiego-listonosza/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/rock-and-roll-czyli-podwojny-nokaut/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/stanislaw-poniatowski-kasztelan-krakowski-ojciec-stanislawa-augusta/

 

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-iii/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-ii/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-i/

 

sty 192022
 

Nie wiem, który już raz piszę, że tak zwana publicystyka polityczna służy stymulowaniu egotyzmu panów wchodzących w wiek średni. Szczególnie jeśli dotyczy prognoz wojennych i analizy – jakże dokładnej – sytuacji w armii. Tak, jakby od armii cokolwiek zależało.

Otrzymałem dziś w nocy taką oto wiadomość

https://forsal.pl/transport/aktualnosci/artykuly/8335949,pkp-koleje-ukrainskie-blokuja-transport-kolejowy-do-polski.html

Mogę tylko żałować, że wcześniej nie zastanowiłem się co to dokładnie znaczy – kłopoty z papierem do drukarni. Teraz już wiem. W tej informacji komentarze istotne są tak samo jak tekst główny, demaskują bowiem obsesje tkwiące w głowach ludzi, którzy z pasji bądź zawodowo zajmują się kwestiami tak poważnymi jak transport. Poza tym tylko w komentarzach pojawia się informacja, że koleje ukraińskie będą przez najbliższe 10 lat zarządzane przez DB. To prawda? Ja nie wiem, albowiem kwestie transportu mnie nie zajmowały do tej pory, nie mam bowiem żadnej możliwości, by je oceniać i o nich orzekać. Jeśli od dawna było wiadomo, ze Deutsche Bahn zarządzać będą kolejami ukraińskimi, jak można było w ogóle budować tę idiotyczną narrację o wojnie? Jeśli to prawda, żadnej wojny na Ukrainie nie będzie, a jeśli ktoś w Europie jest zagrożony, to Polska, którą Niemcy zamierzają poddusić nieco, za pomocą takiej choćby blokady. To nie jest zwyczajna rzecz, jak można wnosić z tonacji tego tekstu. Może jednak ktoś bardziej kompetentny będzie w stanie wyjaśnić nam tutaj konsekwencje takiego stanu i możliwości przeciwdziałania? Mniej więcej potrafimy sobie wyobrazić co to znaczy zatrzymanie transportu z Azji. Pytanie co ono oznacza? Czy to jest próba jakiegoś krótkoterminowego wymuszenia, związana – strzelam – z Turowem, czy to jest długotrwały trend, który zmieni poważnie kształt transportu kolejowego w Polsce. Niech ktoś z ekspertów to wyjaśni. Bo jak nie ma kolei, albo nie działa ona tak jak trzeba, to armia nowego wzoru nie ruszy się z miejsca i będzie tak samo przydatna, jak armia królestwa Wizygotów w dzień najazdu arabskiego, tysiąc dwieście lat temu. Oczywiście opowiadanie o zagadnieniach transportu, nie jest tak bezwzględnie sexy, jak nadawanie o armii i jej możliwościach operacyjnych. No, ale my tutaj – jak mawiał Moryc Welt – robimy interes, nie romans i nie małżeństwo.

Trzeba teraz zadać pytanie, czy to jest tak, jak piszą w komentarzach, że transport z Azji ma być puszczony przez Węgry, które dogadały się, jak widać ze wszystkimi, czy to tylko bluff? Nie wiem. Wydaje mi się, że niemożliwe jest całkowite przekierowanie tranzytu przez Ukrainę na granicę węgierską, no, ale co ja mogę wiedzieć… Kolejne pytanie brzmi – czy w rządzie Morawieckiego jest ktoś, kto ogarnia kwestie transportu? Czy też może mamy tam samych specjalistów od sylwestra marzeń? Pytam, jako laik, bo w mojej ocenie – człowieka, który się nie zna – coś takiego jak strata 30 proc w przewozach z kluczowym partnerem handlowym to jest casus belli i należy zorganizować – przynajmniej – jakieś nadzwyczajne zebranie, które zajmie się wyjaśnieniem tej sprawy. Ktoś powie, że jest jeszcze transport lotniczy. Na razie jest, ale jak się zacznie ta wojna, co ją prorokuje Bartosiak, to może go nie być. Czy ktoś pomyślał o takich kwestiach spisując swoje proroctwa i emitując je w sieci? Czy w ogóle istnieje jakiś podcast, w którym ktoś omawia kwestie transportu? I mówi, na przykład, kto zarządza jakimi kolejami? W życiu nie przyszło mi do głowy, że możliwe jest coś takiego, jak zarządzanie kolejami w dużym państwie przez przewoźnika z innego państwa. Kiedyś mówiło się, za Tuska, że PKP, zostaną przejęte przez DB. No, ale nie zostały.

Jeśli rzeczywiście tak jest, Ukraina kupiła sobie – jak mniemam – 10 lat spokoju. Pytanie kto za ten spokój zapłacił, bo na razie wygląda, że my. Niemcy co prawda nie przepuściły samolotu z brytyjską bronią, lecącą do Kijowa, ale jakie to ma znaczenie? Na Ukrainie jest broń niszcząca czołgi, pewnie jest jej na tyle dużo, by wstrzymać rosyjską ofensywę – ewentualną – na czas potrzebny do uzyskania przez Niemcy kolejnych dyplomatycznych korzyści. Jeśli konflikt nie wybuchnie, a jestem przekonany, że nie wybuchnie, Niemcy i tak dostaną swoje. Co na to Polska? Będziemy wozić chiński papier dla drukarni z Węgier? Czy przewieziemy go samolotami? W mojej, być może naiwnej ocenie, obszar, który jest izolowany i odcinany od dróg komunikacji staje się ziemią niczyją. Przyszłym terenem konfliktu. Jeśli kryzys w transporcie się utrzyma, jeśli okaże się, że to nie krótkotrwała aberracja, można się spodziewać samych najgorszych rzeczy. W Wiadomościach zaś wczoraj, dwóch czy trzech nawet ekspertów, w tym Miłosz Manasterski, oceniało twitterowy wpis Krystyny Jandy, w którym pochwaliła się ona wycieczką do Hiszpanii, gdzie miała odpoczywać od „polskiego piekła”. Ponawiam więc pytanie – czy w rządzie, w PiS w ogóle i w mediach rządowych, jest jakiś specjalista od transportu, który może w interesujący i przystępny sposób wyjaśnić ludziom, jak istotne są te kwestie i jakie zagrożenia w nich się kryją? Bo reklamę Jandzie mogę zrobić nawet ja, chadzamy wszak do tego samego fryzjera.

Upiorne moim zdaniem jest to, że informacje z istotnych dziedzin, podawane są i kolportowane przez niszowe portale, gdzie zagląda stosunkowo niewiele osób. Media zaś głównego nurtu wyżywają się w histerii, w dodatku reaktywnej.

Jeśli przeczytacie komentarze, pod tym tekstem, być może rzuci Wam się w oczy to, co i ja zauważyłem. Poza kilkoma merytorycznymi wpisami są tam same emocje. Ten mechanizm jest na pewno stymulowany, a dobrze jest też zwrócić uwagę, że prócz emocjonalnych wpisów antyukraińskich, które całkowicie pomijają wspomniany zarząd DB nad kolejami tego kraju, mamy tam jeszcze kilka komentarzy posługujących się retoryką antykościelną i antykościelną nowomową. To jest dziwne. Nie zwracałem do tej pory uwagi na komentarze pod tekstami tego rodzaju, ale od dziś się to zmieni. Jeśli bowiem mamy tam takie wykwity, to znaczy, że cała publicystyka sieciowa służy stymulowaniu manifestującego się tu obłędu. Wszystkie te cudownie uproszczone analizy, szerokie jak chińska autostrada, służą karmieniu troli, niczemu więcej. Potem zaś będzie płacz i zgrzytanie zębów, a także ucieczka przez Zaleszczyki.

Przypominam o promocji, która trwa do końca stycznia, a także o zbiórce na patronite, gdzie gromadzę fundusze na projekt dotyczący wojny z Chmielnickim https://patronite.pl/Coryllus?podglad-autora

Aha, ważna sprawa – od lutego będę musiał podnieść cenę książki o Jedwabnem, bo wydawca sprzedaje ją znacznie drożej niż ja. https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/jedwabne-historia-prawdziwa/

Niestety okazało się, że łatwo się nie wydobędę z pułapki, jaką było podpisanie umowy z pocztą na cały rok, przy zastrzeżeniu wolumenu sprzedaży. Tak, jak napisałem wczoraj fala dewastująca rynki, w tym rynek książki, dociera wszędzie z różnym opóźnieniem. Nas dotknęła w tym roku. Muszę więc ogłosić kolejną promocję, która potrwa do końca stycznia. Potem ceny wrócą do poprzedniego stanu. Obniżam też ceny niektórych książek z rynku. Bardzo dziękuję tym wszystkim, którzy zrozumieli dokładnie na czym polega problem i składają po kilka zamówień na pojedyncze książki.

Oto lista tytułów z obniżonymi cenami:

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/jedwabne-historia-prawdziwa/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kosciol-w-krzyzanowicach-fundacja-hugona-kollataja/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kredyt-i-wojna-tom-i-2/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/biznes-w-kraju-dziadow/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/zle-czasy-pamietnik-stanislawa-karpinskiego-z-lat-1924-1943/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/stulecie-krakowskich-detektywow/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/feliks-mlynarski-biografia/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/jak-nakrecic-bombe/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/czerwiec-polski/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/imperium-czyli-gdzie-pada-cien-na-ss-mantola/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/twoj-pierwszy-elementarz/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kto-sie-boi-angielskiego-listonosza/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/rock-and-roll-czyli-podwojny-nokaut/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/stanislaw-poniatowski-kasztelan-krakowski-ojciec-stanislawa-augusta/

 

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-iii/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-ii/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-i/

sty 182022
 

Okazało się, że jeszcze trochę ich jest w magazynie

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/uzbrojenie-w-polsce-sredniowiecznej-1450-1500/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/zakon-niemiecki-jako-corporatio-militaris/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-26-ostatni-poswiecony-prusom/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-6-cudownie-odnaleziona/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-24-austro-wegierski/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-23/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-2-cudownie-odnaleziony/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kwartalnik-szkola-nawigatorow-nr-19-ukrainski/

sty 182022
 

Wczoraj przeszła przez Grodzisk zimowa burza z piorunami. Trwała może piętnaście minut. Stałem w oknie swojego biura, w pokoju na piętrze. Na moich oczach zerwało druty na słupach przy szkole, co połączone było z niezwykłymi efektami wizualnymi – iskry, wyładowania, trzaski. Potem piorun, całkiem cicho, walnął w odgromnik, który jest na dachu biura. Coś błysnęło za oknem i już nie było prądu. Nie było go cały dzień, a do tego okazało się, że nie można wcale skontaktować się z energetyką. Na połączenie z konsultantem trzeba było czekać ponad godzinę. Dopiero około jedenastej w nocy udało mi się połączyć z miłą panią, która pełniła dyżur na infolinii. Zapytałem o prąd w biurze i usłyszałem to, co Jan Himilsbach od właściciela warsztatu samochodowego w filmie „Brunet wieczorową porą” – jutro kochany, jutro… No więc mamy jutro, a ja piszę tekst w domu, bo wiem, że do wyziębionego biura i tak nie ma co jechać. Dzień wczorajszy nie sprzyjał refleksjom, nawet na tematy bieżące, muszę więc napisać coś podsumowującego, nasze uporczywe boje, z końcówki roku 2021 i początku nowego – 2022. Oto wczoraj, mam nadzieję, że skutecznie i nieodwołalnie wyekspediowaliśmy do drukarni książkę, składającą się z analiz i zapisków majora Zbigniewa Sujkowskiego, zatytułowaną Bitwa o Warszawę 1944. Jest to drugie wydanie tej książki, która ukazała się, całkiem bez rozgłosu, w roku 2013, staraniem Pani Danuty Francki, córki autora. O czym jest ta książka większość czytelników się domyśla, a kim był autor, każdy może sobie przeczytać w wikipedii. Będę o tym jeszcze pisał, ale nie chcę zaczynać zbyt wcześnie, bo nie wiem, kiedy zakończy się druk. Nie można ekscytować się czymś, czego fizycznie nie ma. Podsumowując jest to druga w kolejności, a trzecia w ogóle, dostępna w języku polskim monografia Powstania Warszawskiego.

Wczoraj, dostałem też, przetłumaczone z ukraińskiego pierwsze rozdziały pewnej chyba nieistniejącej powieści, całkowicie skazanego na zapomnienie ukraińskiego autora. Akcja powieści, z której zachowało się tylko kilka rozdziałów, albowiem reszta, wyekspediowana na Ukrainę z Paryża, przepadła w tak zwanej zawierusze dziejowej, rozgrywa się we Francji. Nie mogę napisać o czym jest ta powieść, żeby nie psuć zabawy. Jeszcze dużo pracy przede mną, albowiem młodzi tłumacze, których zatrudniam nie czytają wszystkich kodów, skrótów i oczywistości. Tak więc pracy redakcyjnej będzie sporo. Czekam na niemieckie tłumaczenie broszury napisanej przez radziwiłłowskiego oficera – Niemca – który zrelacjonował pierwsze miesiące wojny z Chmielnickim, nazywając pułkownika Krzywonosa wprost Szkotem. I nie chodzi bynajmniej o to, że był on jednym ze szkockich kupców zadomowionych w Rzeczpospolitej, jak się wydaje wielu ludziom. W połowie lutego powinienem mieć też tłumaczenia hebrajskie, tekstów Izaaka Carcassoni, dotyczące wykupu żydowskich jeńców z rąk Tatarów przez diasporę ze Stambułu. Do tego dojdą jeszcze tłumaczenia francuskie.

Zaległy numer nawigatora ukaże się w lutym, a zaraz po nim, w kwietniu będzie kolejny, ten dotyczący Chmielnickiego i spraw związanych z wojną kozacką. Piszę to, już kolejny raz, bo wielu ludziom wydaje się, że wystarczy zebrać trochę pieniędzy na patronite, a reszta zrobi się sama, niejako w przelocie. Niestety tak nie będzie. Jak wszyscy już zauważyli poprawiła się jakość naszych podcastów. Mam nadzieję, że weszliśmy w pewną rutynę i ta jakość już z nami zostanie, a jeśli będą jakieś zmiany, to na lepsze. Jedyne co musimy podkręcić to dynamikę edycji nagrań, czyli muszą się one ukazywać częściej. W przygotowaniu są cztery kolejne. Oby zostały wyemitowane jak najszybciej. Mam nadzieję, że dynamika nowości, które będą się ukazywać w tym roku przyspieszy produkcję i emisję nagrań. Zaraz zabieram się za redakcję tekstu o Ryksie Śląskiej, cesarzowej Hiszpanii, leży u mnie, przetłumaczony z francuskiego, już od listopada. Mam zamiar wydać go w serii z białą sową. Dwa rozdziały książki o krucjacie dziecięcej także są gotowe. To duże rozdziały i trzeba napisać jeszcze trzy, żeby kolejna książka z sową była gotowa do druku. Spróbuję się z tym uporać do końca stycznia, ale obiecać nie mogą, bo jakieś sprawy mogą mnie odciągnąć od pracy. Pod koniec przyszłego tygodnia jadę do Wrocławia, na kolejny wykład w Akademii Duchowości Karmelitańskiej. Będę opowiadał o tym, co z grubsza stanowi treść drugiego tomu Kredytu i wojny. W kwestii uczestnictwa w tym wykładzie proszę chętnych o kontakt z ojcem Antonim Rachmajdą.

Michał Radoryski, jeszcze latem i wczesną jesienią, napisał trzynaście rozdziałów książki Zbigniew Nienacki vs Umberto Eco. Z tego co zdążył mi powiedzieć, książka będzie o tym, że diabeł wcielony w pułkownika Przymanowskiego wysyła Nienackiego i Umberto Eco na poszukiwanie Świętego Graala. Niestety coś oderwało Michała do pracy i książka leży. Postaram się przekonać go, żeby uporał się z nią w lutym i może uda się ją wydać w marcu, albo w kwietniu.

Jeśli chodzi o plany na pierwszy kwartał tego roku to w zasadzie tyle. Nie wiem, czy uda się zrealizować wszystkie, bo mamy przecież kryzys na rynku papieru drukarskiego. Obiecano mi co prawda, że przestojów nie będzie, ale kto tam może wiedzieć, jak się sprawy rozwiną. Musimy brać pod uwagę różne niespodzianki i ograniczenia. Jak wszyscy widzą, w tych okolicznościach, ciężko mi jest – nie zdradzając planów wydawniczych i nie paląc dowcipów – pisać na blogu coś głębszego i mniej dotyczącego spraw bieżących. Musicie mi to wybaczyć. Postaram się, ale muszę też kiedyś odpocząć i jakoś się zrelaksować, a okazji do tego jest naprawdę mało. Mam nadzieję, że od wiosny wrócę także do nagrywania podcastów z Michałem, w jego sklepie. Trzeba jednak zrealizować najpierw opisane wyżej założenia i plany, a przynajmniej spróbować. Jeśli uda się zrobić choć ¾ planu, to będzie już wielki sukces.

Pogoda na dziś zapowiada się dobrze, nie ma wiatru i nic nie wróży nawałnic z piorunami. Może uda mi się więc posiedzieć w spokoju i popracować nad jakimś tekstem. Życzcie mi tego wszyscy. Upraszam kolegę Umami, żeby nie czynił tu żadnych publicznych poszukiwań związanych z wymienionymi dziś nazwiskami i nie linkował niczego. Tak będzie naprawdę lepiej dla opisanych projektów i całej naszej bandy.

Przypominam o promocji, która trwa do końca stycznia, a także o zbiórce na patronite, gdzie gromadzę fundusze na projekt dotyczący wojny z Chmielnickim https://patronite.pl/Coryllus?podglad-autora

Aha, ważna sprawa – od lutego będę musiał podnieść cenę książki o Jedwabnem, bo wydawca sprzedaje ją znacznie drożej niż ja. https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/jedwabne-historia-prawdziwa/

Niestety okazało się, że łatwo się nie wydobędę z pułapki, jaką było podpisanie umowy z pocztą na cały rok, przy zastrzeżeniu wolumenu sprzedaży. Tak, jak napisałem wczoraj fala dewastująca rynki, w tym rynek książki, dociera wszędzie z różnym opóźnieniem. Nas dotknęła w tym roku. Muszę więc ogłosić kolejną promocję, która potrwa do końca stycznia. Potem ceny wrócą do poprzedniego stanu. Obniżam też ceny niektórych książek z rynku. Bardzo dziękuję tym wszystkim, którzy zrozumieli dokładnie na czym polega problem i składają po kilka zamówień na pojedyncze książki.

Oto lista tytułów z obniżonymi cenami:

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/jedwabne-historia-prawdziwa/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kosciol-w-krzyzanowicach-fundacja-hugona-kollataja/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kredyt-i-wojna-tom-i-2/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/biznes-w-kraju-dziadow/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/zle-czasy-pamietnik-stanislawa-karpinskiego-z-lat-1924-1943/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/stulecie-krakowskich-detektywow/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/feliks-mlynarski-biografia/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/jak-nakrecic-bombe/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/czerwiec-polski/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/imperium-czyli-gdzie-pada-cien-na-ss-mantola/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/twoj-pierwszy-elementarz/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kto-sie-boi-angielskiego-listonosza/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/rock-and-roll-czyli-podwojny-nokaut/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/stanislaw-poniatowski-kasztelan-krakowski-ojciec-stanislawa-augusta/

 

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-iii/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-ii/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-i/

 

 


sty 172022
 

Nie da się uniknąć bieżączki, tym trudniej im więcej obowiązków się na człowieka zwala. Tak więc dziś będzie trochę aktualności, a jutro może coś bardziej ekscytującego. Jak to kiedyś stwierdziliśmy, akademia, ku swojemu nieopisanemu zadowoleniu została pozbawiona swoich funkcji przez media. Mam na myśli funkcje statutowe, czyli nauczanie młodzieży. Kiedyś mogliśmy się jeszcze zastanawiać, czy to źle czy dobrze, ale dziś widzimy, że przejęcie obowiązków edukacyjnych przez media, w tym media społecznościowe, zostało przyjęte przez akademików z uczuciem ulgi i zadowolenia. Przecież im się nic nie stanie, nie muszą się niczym przejmować, uniwersytetów nie zlikwidują, nadadzą im tylko nowe funkcje i wyznaczą inne zadania. Budżety też pozostaną na swoim miejscu, o cóż więc chodzi? W zasadzie o nic. Nie ma się czym przejmować, chciałem dziś tylko dać w miarę uczciwy opis stanu, w jakim się zaleźliśmy, po wyznaczeniu wspomnianych wyżej priorytetów. Otóż wykłady akademickie i ćwiczenia zostały zdemaskowane, albo wręcz zamieniły się w bardzo słabe podcasty. Uwypukliło to zdalne nauczanie. Tej katastrofy nie można niczym przykryć i hańba ta pozostanie niezmazana. Jakby tego było mało, ktoś kazał profesorom Nowakowi i Kucharczykowi nadawać na YT, jakieś treści w formie podcastów właśnie. Nie postarał się ów ktoś o reżysera i nie zadbał o scenariusz, a w związku z tym podstawowa funkcja podcastu, jaką jest promowanie treści i autora została w tych wystąpieniach zanegowana. Przykro mi to pisać, ale tak jest. Ponieważ w naturze ludzkiej leży małpowanie, czyli bezmyślne naśladowanie postaw i zachowań mających określone, przeważnie głębokie przeznaczenia, akademia jest już od dawna małpowana na YT. Okay, okay, można rzec, że od wielu dekad uniwersytet małpuje sam siebie, nie ma więc powodu, do tego, się szczególnie jakiś pieklić na małpowanie dokonywane przez dziennikarzy, którzy chcą być jak wybitni profesorowie, a w najgorszym wypadku, jak Bogusław Wołoszański. Ten ostatni musiał się sam uaktywnić, mimo siódmego krzyżyka na karku, bo ilość osób naśladujących jego styl i wymowę, a także gesty, przekroczyła już wszelkie dopuszczalne ilości.

Dokąd to prowadzi? Do unieważnienia podcastu jako nośnika treści. To jeszcze chwilę potrwa, ale blisko jesteśmy momentu, kiedy autorzy podcastów historycznych, naśladujących wykłady akademickie, zaczną parodiować sami siebie. Stanie się to niezależnie od jawnie parodystycznych kanałów, które poprzez śmieszną-niby formułę też chcą coś popularyzować. Te zamienią się w coś, czego w żaden sposób wytrzymać się nie da, bo niech mi nikt nie mówi, że ogląda kanał gościa z oczami na brodzie, który się nazywa Historia bez cenzury, czy jakoś podobnie.

Formaty podcastów historycznych są łatwe do przewidzenia i opierają się częściowo o schemat, który został po raz pierwszy zaprezentowany na tym blogu, a właściwie o dwa schematy. Pierwszy dotyczył spraw gospodarczych – nie mówcie mi, że ktoś przede mną poruszał te kwestie w sieci – drugi zaś ingerencji Brytyjczyków w politykę Europy Wschodniej. Ten drugi schemat był długo podtrzymywany przez Grzegorza Brauna, który został nawet uznany za „odkrywcę” treści związanych z polityką brytyjską na wschodzie. Okay, ja sobie nie roszczę prawa do niczego, albowiem wiem, że czego bym tu nie opublikował, zostanie to natychmiast ukradzione i przerobione na kaszankę, którą poprzedzi prezentacja w tonie podniosłym opisująca autora podcastu, jako osobę niezwykłą. O tak, jak tutaj, kiedy Jan Piński opowiada czego się dowiedział od Jędrzeja Giertycha na temat Powstania Styczniowego

https://www.youtube.com/watch?v=h0byyn2TPH4

Po tym i po innych, podobnych wystąpieniach, widzimy, że mowy nie może być o jakimś wyjściu poza schemat, który został przyswojony, a nie samodzielnie odkryty. Im więcej autor mówi o swoich zasługach, tym będzie z tym gorzej. Podcasty bowiem służą, w rozumieniu ludzi którzy je prowadzą i wymyślają, do tego, by utrwalić jakiś schemat przekazu, a następnie realizować się w nim i zarabiać w ten sposób, czy tylko choćby zwiększać sobie klikalność. Można to nazwać ubijaniem piany. Ponieważ takie zachowania są całkowicie poza mną i moimi naturalnymi odruchami, muszę robić coś innego. To na pewno nie przyciągnie wielu oglądających, którzy lubią słuchać tych piosenek, które już znają i które śpiewa jakieś podcastowy Karel Gott, najlepiej z tytułem, albo chociaż taki co go pokazują w telewizjach od czasu do czasu. Przyciągnie za to sępy. Na to się musimy przygotować. Sępy same niczego nie zrobią, muszą jeść padlinę, karmić się czymś co leży, nie rusza się bo zostało opanowane, przytrzymane i wskazane. Tym niestety, będziemy się zajmować. No, ale możemy tez przy tym wskazać na ludzi, którzy tą naszą pracą będą się karmić. I w ten sposób będziemy czynić.

Osobną sprawą, są obecne na YT podcasty duchownych. Pół biedy kiedy księża nagrywają je sami i przemawiają do nas z pozycji kaznodziei, który ma za sobą studia teologiczne i jeszcze ileś tam lat kapłaństwa. Gorzej jest, kiedy duchowni ustawiają sobie kogoś do polemiki, a najgorzej kiedy spotykają się z kimś, kto im, przepraszam za słowo, basuje. Ilość rzekomych subtelności i specjalnych wyrażeń, które mają podkreślić głębie wywodu jest w takich podcastach przerażająca. Tego jest tak wiele, że po pięciu minutach słuchania, człowiek jest całkowicie pewien, że ma do czynienia z oszustami. I mowy nie ma, żeby dał się im do czegoś przekonać. Pomijam już naturalne u wszystkich słuchających takich rzeczy przekonanie, że oni i tak wiedzą lepiej niż ten ksiądz i tak docierają głębiej, a ich tak zwane wnętrze jest obszarem, którego tylko ktoś niesłychanie głupi nie chciałby poznać. Myślę o tak zwanych zwykłych ludziach, którzy się czasem zapędzą i włączą sobie pogadankę tego czy innego księdza. Nie mówię, że od razu Szustaka.

Nie chciałbym tu nikomu niczego doradzać, zwłaszcza, że sam puszczam na YT podcasty, ale wato by może skonfrontować się, mówią o duchownych, z ludźmi, z krwi i kości. Bez użycia kamer i urządzeń nagrywających. To może być ciekawe doświadczenie. Ja tak czasami robię, wiele moich wystąpień nigdy nie zostało zarejestrowane, a ludzie wychodzili wyraźnie zadowoleni.

Konkluzja nie będzie wesoła, albowiem muszę wskazać, że tak zwana działalność popularyzatorska, która ujawnia się w podcastach, aktywizuje spore grupy osób, które nigdy się ani historią, ani nawet książką nie interesowały. No, ale wskutek łatwości dostępu do treści, coś tam zaczynają rozumieć. Nas jednak to nie powinno zajmować, albowiem co innego jest ważne – to mianowicie, kiedy oni na powrót rozumieć przestają. Myślę iż zadaniem ludzi produkujących podcasty takie, jak ten tu zamieszczony i podobne jest niedopuszczenie do tego, by ich target dotarł do punktu, w którym przestanie znów rozumieć o czym jest mowa. Ten punkt jednak jest niebezpiecznie blisko, albowiem podcastowe formaty działają na fałszywym paradygmacie. Naszym zadaniem jest go przybliżać. Im szybciej nowy konsument treści historycznych zetknie się z wielką tajemnicą tym lepiej. Zawróci wtedy, ale miejsca na treść, którą konsumował już tam nie będzie. Jeśli ktoś nie zrozumiał o czym tu napisałem, tym lepiej.

Przypominam o trwającej do końca miesiąca promocji.

Niestety okazało się, że łatwo się nie wydobędę z pułapki, jaką było podpisanie umowy z pocztą na cały rok, przy zastrzeżeniu wolumenu sprzedaży. Tak, jak napisałem wczoraj fala dewastująca rynki, w tym rynek książki, dociera wszędzie z różnym opóźnieniem. Nas dotknęła w tym roku. Muszę więc ogłosić kolejną promocję, która potrwa do końca stycznia. Potem ceny wrócą do poprzedniego stanu. Obniżam też ceny niektórych książek z rynku. Bardzo dziękuję tym wszystkim, którzy zrozumieli dokładnie na czym polega problem i składają po kilka zamówień na pojedyncze książki.

Oto lista tytułów z obniżonymi cenami:

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/jedwabne-historia-prawdziwa/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kosciol-w-krzyzanowicach-fundacja-hugona-kollataja/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kredyt-i-wojna-tom-i-2/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/biznes-w-kraju-dziadow/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/zle-czasy-pamietnik-stanislawa-karpinskiego-z-lat-1924-1943/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/stulecie-krakowskich-detektywow/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/feliks-mlynarski-biografia/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/jak-nakrecic-bombe/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/czerwiec-polski/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/imperium-czyli-gdzie-pada-cien-na-ss-mantola/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/twoj-pierwszy-elementarz/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kto-sie-boi-angielskiego-listonosza/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/rock-and-roll-czyli-podwojny-nokaut/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/stanislaw-poniatowski-kasztelan-krakowski-ojciec-stanislawa-augusta/

 


https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-iii/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-ii/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-i/

 

sty 162022
 

Tak zwane prace naukowe, szczególnie zajmujące się zagadnieniami oceny jakiegoś zjawiska bądź wypadków przez pryzmat współczesnych im, a także późniejszych opisów zawierają, wstawiane co chwilę zdanie – ten i ów autor nie był obiektywny, albowiem przyjmował w swoich relacjach punkt widzenia jednej tylko strony.

Jeśli sprawa dotyczyłaby jakichś zagadnienie z dziedziny nauk ścisłych, można by się było tym przejąć i pochwalić autora za spostrzegawczość oraz właściwą ocenę. Gdy chodzi jednak o wypadki tak poważne jak wojna z kozakami, która wybuchła w roku 1648, ogłaszanie uwag, że jakiś polski autor nie rozumie racji tychże kozaków jest po prostu kokieteryjnym obłędem. Rzutuje to na całą polską historiografię z wyjątkiem tej najwcześniejszej, która jest skażona w inny sposób. Zestawienie zaś tych dwóch metod, które pokrótce opiszę, powoduje, że o sprawie interesującej wszystkich, o której wszyscy coś tam słyszeli, nie wiemy nic. Jeśli zaś mamy podnosić zarzut obiektywności, można by równie dobrze zapytać, dlaczego Chmielnicki i jego ludzie nie próbowali przyjąć obiektywnego oglądu spraw i rzucili się z nożami na małą armię koroną, a wcześniej okantowali króla Władysława, zabierając mu jego pożyczone od żony pieniądze? Takich pytań jednak nikt nie stawia, albowiem inaczej jest ustawiony paradygmat badawczy. To szyderstwo, albowiem wszyscy wiemy, że jest to paradygmat propagandowy, nie badawczy. Ma on wdzięcznych wielbicieli, którzy – ni cholery nie rozumiejąc z tego co się tam, w latach pięćdziesiątych XVII wieku, na Ukrainie wyrabiało – puszczają na YT różne „kresowe” pogadanki o bohaterach. Zastanawiając się przy tym, dlaczego ta nienawiść zatruła krew pobratymczą. Spróbujemy to zmienić. Skończyłem górniczego nawigatora, jeszcze tylko korekta, skład i odjazd do drukarni. No i można się zająć nowymi wyzwaniami, których jest sporo. I dotyczą one nie tylko projektu „Chmielnicki”.

Dziś pokrótce wspomnę o autorach pierwszych relacji opisujących wojnę z kozakami i późniejsze najazdy, które były – w mojej subiektywnej ocenie – częścią tego samego planu, zdewastowania Rzeczpospolitej i podzielenia jej na mniejsze kawałki pod zarządem banków niderlandzkich. Celem tychże było wyrwanie tego obszaru spod wpływów Wenecji. Sprawa się nie udała, albowiem upadek Polski i Litwy oznaczałby likwidację republiki nad laguną, wykolegowanej już i tak z handlu atlantyckiego. No, ale dość uogólnień, pora na konkrety. Pierwszą relację dotyczącą wypadków roku 1648 i lat późniejszych zostawił niejaki Joachim Pastorius. Autor wydanej w Lejdzie historii Polski do roku 1572. Konia z rzędem temu, kto znajdzie jakieś tłumaczenie tego na polski z opracowaniem i aparatem naukowym. Nie lepiej jest z historią wojny kozackiej, napisaną po łacinie. Można ją odnaleźć tylko w jakichś ukraińskich archiwach. Żeby ktoś, z ciekawości czystej, sprawdził co ten Pastorius nam napisał, nie można nawet marzyć. Pewnie są jakieś rozproszone fragmenty w dziełach tak zwanych wybitnych historyków, opatrzone kretyńskimi komentarzami, ale kto by tego szukał. Życie Pastoriusa to jeden festiwal zmian. Pan ten był luteraninem najpierw, potem antytrynitarzem, następnie kalwinem, na koniec zaś, jak umarła mu żona i okazało się, że Polska jednak nie upadnie, został katolikiem i wyrobił sobie posadę nadwornego historyka Jana Kazimierza. Na koniec został duchownym i kanonikiem warmińskim, jak Kopernik wcześniej. No i leży oczywiście we Fromborku. Kiedy dowiedział się, że wybuchła wojna z kozakami, wyjechał od razu do Gdańska. Uznał po prostu, że czas nadszedł i należy znaleźć się tym miejscu, które będzie pod kontrolą jego patronów z Amsterdamu. W opisach internetowych i książkowych Pastorius występuje jako wybitny historyk, najpierw na dworze brandenburskim, a potem polskim. I to właśnie, ten sposób analizy postaci – jak swego czasu pisał Toyah – nazywamy obłędem. Niestety tego rodzaju obłęd nie podpada pod żadną terapię, a do tego jest uważany za zasługę. Kiedy czytamy o tych relacjach polskich na temat wojny z Chmielnickim uderza nas jedno – całkowita, absolutna dezinformacja. Trwająca w dodatku przez wieki. Jak można, będąc historykiem XVII wieku, nie zaciekawić się oryginalnym tekstem Pastoriusa? No i tym, dlaczego on wydał swoją historię Polski w Lejdzie? Jak to dlaczego? Kazali mu zrobić wstępne rozpoznanie przez podziałem kraju i zrobił. Wziął pieniądze i przyjechał na dalsze „prześpiegi”. Zupełnie jak współcześnie nasz ukochany Norman Davies, również wybitny historyk.

Książę Albrycht Radziwiłł, który sporo tekstu poświęcił wojnie, chwalony jest za to, że stara się ukazać prawdę czasu. To znaczy pisze, że po Beresteczku Jan Kazimierz klęczał na ziemi bez poduszki. Łał! Normalnie reportaż Mariusza Szczygła odsłaniający ponurą prawdę o polskiej prowincji! Takich szczegółów jest tam więcej, nie ma tylko wyjaśnienia, co w obozie kozackim robił patriarcha Jerozolimy.

Pamiętnik Bogusława Kazimierza Maskiewicza, został wydany w powojennej Polsce raz. Można go jeszcze kupić na allegro. Maskiewicz był w oddziałach Jeremiego Wiśniowieckiego, które maszerowały przez Ukrainę, a na wieść o bitwie pod Żółtymi Wodami napisał – Chmielnicki jakiś zebrał kupę hultajstwa. To był prosty żołnierz więc można mu takie rzeczy wybaczyć. Należy jednak stwierdzić, że taki był właśnie w Polszcze poziom rozumienia spraw, które zaczęły się rozgrywać w roku 1648 i mowy nie było, by ktokolwiek panom braciom wyjaśnił, co dzieje się naprawdę. Dziś mamy trochę łatwiej, ale dezinformacja nakręcana przez pożytecznych i opłaconych idiotów działa w najlepsze.

Relacja Wojciecha Miaskowskiego, który był jednym z trzech komisarzy wyznaczonych przez Jana Kazimierza do negocjacji z Chmielnickim, towarzyszących wojewodzie Kisielowi, była wydana ostatni raz w XIX wieku. Są to, z tego co można się zorientować zapiski dziennikarskie, bez żadnej politycznej głębi. No, ale także nie wydane za naszych czasów.

Joachim Jerlicz pisał swój pamiętnik w Kijowie, był to prawosławny szlachcic, który ledwo przeżył najazd kozaków na dwór jego ojca. Obiekt ten został gruntownie zniszczony, a młody Jerlicz uciekł i schronił się w Ławrze Peczerskiej. Najlepsze jest to, że pamiętniki pisał też jego ojciec. Niestety – ubolewają badacze – zostały one zrabowane przez kozaków. Zrabowane przez kozaków!!!! Ludzie obrońca wiary prawosławnej, znany policji Bohdan Ch, wysyła swoich ludzi, by rabowali dwór wiernego cerkwi, majętnego szlachcica. Każe ten dwór doszczętnie spalić, a za najbardziej cenny przedmiot w tym obiekcie uznaje zapiski starego właściciela! Co w nich było?! Skoro pada stwierdzenie – zostały zrabowane – to znaczy, że gdzieś potem wypłynęły i są, albo były, zanim ktoś „zniknął” je po raz drugi. Co w nich było?! – ponawiam pytanie. O tym by coś na ten temat napisano po polsku – poza wstydliwym stwierdzeniem faktu – nie ma mowy. Relacja młodszego Jerlicza, jest dostępna na stronach ukraińskich. Napisano ją po polsku, ale jej wydanie wymaga udziału historyków, którzy jakoś ten tekst opracują.

Następny w kolejce jest Samuel Grądzki, jawny agent niderlandzki i szpieg Rakoczego, który swobodnie korzysta z różnych wrażliwych danych w Polsce i uznawany jest za dociekliwego badacza, pragnącego jedynie oddać prawdę w swoich pismach. Jego relacja napisana jest po łacinie i nigdy nie została przetłumaczona, ani opracowana. Można ją za to łatwo znaleźć poprzez link w wikipedii.

Na koniec powiem jeszcze tylko, że przy Janie Kazimierzu, czynny był cały czas niejaki Dupont, oficer artylerii, szpieg Mazariniego, który zostawił również relację z wojny kozackiej, także nigdy nie przetłumaczoną. Dalej nie będę pisał, bo weszlibyśmy na grunt naprawdę grząski. Do tego zaś musimy się przygotować. Zleciłem już tłumaczenia z ukraińskiego, hebrajskiego, francuskiego i rosyjskiego. Nie wiem czy uda się w pierwszym rzucie, do nowego nawigatora, przetłumaczyć, jakieś niederlandzkie dokumenty, ale co się odwlecze to nie uciecze. Wszystko, z Bożą pomocą, ukaże się, wraz z kilkoma autorskimi tekstami, w kwietniu.

Przypominam o składce na patronite https://patronite.pl/Coryllus?podglad-autora

No o wymuszonej przez okoliczności promocji, która potrwa do końca stycznia

Niestety okazało się, że łatwo się nie wydobędę z pułapki, jaką było podpisanie umowy z pocztą na cały rok, przy zastrzeżeniu wolumenu sprzedaży. Tak, jak napisałem wczoraj fala dewastująca rynki, w tym rynek książki, dociera wszędzie z różnym opóźnieniem. Nas dotknęła w tym roku. Muszę więc ogłosić kolejną promocję, która potrwa do końca stycznia. Potem ceny wrócą do poprzedniego stanu. Obniżam też ceny niektórych książek z rynku. Bardzo dziękuję tym wszystkim, którzy zrozumieli dokładnie na czym polega problem i składają po kilka zamówień na pojedyncze książki. 

Oto lista tytułów z obniżonymi cenami:

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/jedwabne-historia-prawdziwa/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kosciol-w-krzyzanowicach-fundacja-hugona-kollataja/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kredyt-i-wojna-tom-i-2/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/biznes-w-kraju-dziadow/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/zle-czasy-pamietnik-stanislawa-karpinskiego-z-lat-1924-1943/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/stulecie-krakowskich-detektywow/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/feliks-mlynarski-biografia/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/jak-nakrecic-bombe/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/czerwiec-polski/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/imperium-czyli-gdzie-pada-cien-na-ss-mantola/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/twoj-pierwszy-elementarz/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kto-sie-boi-angielskiego-listonosza/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/rock-and-roll-czyli-podwojny-nokaut/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/stanislaw-poniatowski-kasztelan-krakowski-ojciec-stanislawa-augusta/

 

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-iii/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-ii/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-i/

sty 152022
 

Niestety okazało się, że łatwo się nie wydobędę z pułapki, jaką było podpisanie umowy z pocztą na cały rok, przy zastrzeżeniu wolumenu sprzedaży. Tak, jak napisałem wczoraj fala dewastująca rynki, w tym rynek książki, dociera wszędzie z różnym opóźnieniem. Nas dotknęła w tym roku. Muszę więc ogłosić kolejną promocję, która potrwa do końca stycznia. Potem ceny wrócą do poprzedniego stanu. Obniżam też ceny niektórych książek z rynku. Bardzo dziękuję tym wszystkim, którzy zrozumieli dokładnie na czym polega problem i składają po kilka zamówień na pojedyncze książki.

Oto lista tytułów z obniżonymi cenami:

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/jedwabne-historia-prawdziwa/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kosciol-w-krzyzanowicach-fundacja-hugona-kollataja/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kredyt-i-wojna-tom-i-2/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/biznes-w-kraju-dziadow/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/zle-czasy-pamietnik-stanislawa-karpinskiego-z-lat-1924-1943/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/stulecie-krakowskich-detektywow/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/feliks-mlynarski-biografia/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/jak-nakrecic-bombe/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/czerwiec-polski/

sty 152022
 

W ciągu ostatnich dwóch dni, nie tylko tutaj, w SN, ale także w przestrzeni publicznej ujawniły się pewne kwestie, na które chciałbym zwrócić uwagę. Dają one bowiem pewną nadzieję na przyszłość i na nowo nadają sens naszym działaniom. Otóż – jestem o tym przekonany – nie można produkować treści nie troszcząc się o walor, który określiłem jako głębia strategiczna. Nie potrafię go opisać jednym zdaniem, a więc opis musi być dłuższy. Zacznę znów od blogów politycznych. Dlaczego one istniały tak długo, choć przecież prowadzili je ludzie całkiem nieznani? Umówmy się – nikt nie przychodził tam z powodu Warzechy i wykwitów jego myśli. Istniały dlatego, że skala poruszanych tematów i ich głębia były znacznie przeskalowane w stosunku do wszystkiego co było poza blogami. Różnorodność tych tematów także była zaskakująca i ona się manifestowała całkiem bez lęku. Oczywiście, właściciele salonu24 mogli go w każdej chwili zlikwidować, zależało to tylko od nich, ale wiemy, że wtedy wszyscy poszliby na jakąś inną platformę. Poza tym – zwykle tak bywa – różnym cwaniakom zdawało się i zdaje nadal, że wykorzystując potencjał frajerów zarobią na tym i jeszcze zyskają poklask. Tym stał się salon dzisiaj. Miejscem, w którym istoty zaburzone i dysfunkcyjne usiłują coś ugrać na aktywności blogerki elig. Podobnie jak inne media społecznościowe, w pogoni za kontentem, salon pozbył się głębi strategicznej, na rzecz zawartości płaskiej i nie interesującej nikogo. Mnie to zachowanie dziwi i pisałem już o tym kilka razy. Osobiste doświadczenia, które wyniosłem z pracy w mediach wskazują bowiem, że takie zachowania kończą się degradacją. Być może o to chodzi i w procesie tej degradacji udaje się wycisnąć z platformy jakieś miliony, no ale w ten sposób zachowują się aferzyści, to jest metoda Dalenieckiego z powieści Noce i dnie. Wiem, wiem, jestem frajerem, a tamci wiedzą lepiej. W końcu chodzi o pieniądze i o to, by dobrze się bawić na biznesowych eventach w towarzystwie Janusza Palikota. A propos, pochrzaniło mi się – święto Palikotów, płatne po osiem stówek od łba, jest 21 lutego, a premiera filmu Gierek 21 stycznia. No, ale niewiele to zmienia w ogólnej ocenie zjawisk.

Wróćmy do moich osobistych doświadczeń. Pisałem o tym wiele razy, ale wszyscy jakoś zapominają, jaki był ich charakter. Otóż przez pięć lat – powtarzam – przez pięć lat robiłem prawie wszystkie hot spoty na portalu wwww.o2.pl, pod dwunastoma pseudonimami. Generowałem klikalność o jakiej się nikomu wtedy poza cycatymi blondynkami nie śniło. Mając za sobą to dyskretne, ale jakże poważne doświadczenie wszedłem do salonu24. Bardzo przepraszam, ale kto mi mógł podskoczyć? Warzecha? Czy może Leski? Zachowywałem się bardzo spokojnie i grzecznie przez cały czas, do samego unieważnienia platformy. Portal www.o2.pl, wskutek decyzji politycznych, chyba, bo przecież mnie tam nie było, zjawiałem się tylko po to, by podpisać umowę, także został unieważniony. Jego zawartość była systematycznie spłaszczana i wreszcie nie można tam było pisać o niczym. Istotne było to, że w jednej i drugiej platformie zjawiłem się z ulicy, a zostałem albowiem potrzebowali frajera, który będzie im naganiał oglądających. Tak jest zawsze. Tak jest też dzisiaj ze wszystkimi możliwymi mediami, które pozbawiają się głębi strategicznej, rozumianej po prostu, jako możliwość swobodnego poruszania się w treści i rozbudowywania jest w różnych często niespodziewanych kierunkach, zawsze z zyskiem dla siebie i platformy. Zamiast tego media te, w osobach redaktorów-kretynów stawiają na kontent płytki jak kałuża. Chcą w ten sposób przyspieszyć działanie treści propagandowych, które – wzięli za to owe mityczne miliony – muszą tłoczyć do głów ciemnej tłuszczy. Istotną jakością jest dla tych redaktorów podejmowanie decyzji personalnych. I tylko to się liczy. To jest poważna aberracja psychiczna, która doprowadza zawsze do katastrofy. Można to nazwać pychą, ale nie uzyskamy wtedy dokładnego opisu zjawiska. Nie istnieje bowiem skuteczna propaganda podawana w taki sposób jak to widzimy dzisiaj. Ona mogła istnieć w ZSRR do śmierci Stalina, kiedy szefem bezpieki był Beria, a w każdym bloku na jednego uczciwego przypadało dwóch donosicieli. Współcześni kapitanowie internetowych okrętów nie rozumieją tego, a związku z tym prostym faktem, prowadzą swoje jednostki wprost w pola minowe. I tak jest zawsze. Skuteczna propaganda potrzebuje bowiem głębi strategicznej. Dlatego istnieje Hollywood i Bollywood i inne wooody.

Teraz ważna kwestia – nie można konkurować z płytkim kontentem składającym się z propagandy za pomocą innego płytkiego kontentu składającego się z propagandy o przeciwnym wektorze. Ja wiem, że nikomu tego nie wytłumaczę, ale to nawet lepiej. Nie należy tłumaczyć tylko robić swoje. Pamiętając przy tym, że jesteśmy frajerami z ulicy, których nikt nie dopuści do prawdziwych tajemnic. To otrzeźwiająca i niezwykle inspirująca świadomość. Od takiej konstatacji rozpoczyna się proces ubogacania duchowego i intelektualnego. Co jest po przeciwnej stronie każdy wie – Igor Janke przekonujący ludzi, że wytłumaczy im zawiłości tego świata. Jakby miał o nich jakieś pojęcie.

Dlaczego tym ludziom jest tak trudno to zrozumieć? Bo państwowe budżety i nie tylko one przeznaczane są na systemowe ogłupianie. W istocie jest to stymulowanie emocji gwiazd medialnych. Kurski nigdy nie zrozumie, że scenariusz filmu o Stanisławie Marusarzu, zrobiony z kiepskich bardzo witzów, odstręczy ludzi, albowiem ich przyrodzona wrażliwość tego nie zniesie. Film o Gierku nie wywoła nostalgii, tylko zażenowanie, albowiem grający główną rolę aktor to istota ciężko zaburzona, która w prawdziwym życiu ma kłopot z poprawnym wysłowieniem się. To wszystko jednak stwarza okoliczności pozwalające na zagospodarowanie pieniędzy i kupienie za nie złudzenia, że ludziom się podobało. Oczywiście, skala tego zjawiska jest przytłaczająca. I nie możemy z tym konkurować, na zasadach, które tamci proponują. Przypomnę jednak, ze dawno, dawno temu, w Internecie, który był inny niż dziś, jako frajer z ulicy potrafiłem – nie będąc osobą promowaną, a raczej sekowaną – zdominować dwa portale. Wszystko się zmieniło – powie ktoś. Oczywiście, my też się zmieniliśmy. Mamy więcej doświadczeń, jesteśmy rozsądniejsi, mądrzejsi i widzimy sprawy nieco inaczej. Ja na przykład widzę, że zjawisko, które obserwowałem już wcześniej stale się intensyfikuje. Mam na myśli upraszczanie kontentu. To jest odpowiedź mediów na brak zainteresowania widza. No, a widz ma swoje sprawy i nie da się za nim nadążyć, trzeba stanąć, zastanowić się i zbudować jakiś program autorski. To jedyna droga. Na YT rekordy popularności bije nagranie z Krupówek, na którym widać grających Cyganów. No, ale przecież nie chodzi o to, by wszędzie ich pokazywać. Powtarzałem to tysiąc razy – musi być sztuka. Ludzie od mediów zaś, jak kiedyś Janek Pospieszalski w telewizji, prowadząc program Swojskie klimaty, uważają, że musi być parodia sztuki, w dodatku nachalnie dydaktyczna.

Symbolem opisanych tu zjawisk może być jawne oszustwo, traktowane przez media jako najlepszy żart nowego roku. Mam na myśli tak zwaną książkę o Kaczyńskim, której nikt nie widział na oczy. Reklamuje to Szczygieł, ze swoim wdziękiem – pardon – srającego na trawnik psa, który błaga wzrokiem, żeby mu pozwolili skończyć. W sieci możemy przeczytać, że ta niby książka ma 100 stron, zawiera samą prawdę i jeszcze do tego jest tam coś o kobietach. Wszyscy klaszczą i uważają, że zrobili komuś psikusa. To jest właśnie kwintesencja zjawiska, które opisałem. Ponieważ nastąpiła ostateczna demaskacja „wybitnych” autorów ze środowiska istot najbardziej wrażliwych i okazało się, że nie mają oni nic do powiedzenia, a w związku z tym muszą mówić już samą, gołą prawdę. Muszą wskazać jaki jest ich największy problem. Tym jest oczywiście Jarosław Kaczyński. Gdyby go nie było, ich życie dalej usłane byłoby różami.

Podobne wykwity zdarzają się też gdzie indziej Mazurek ze Stanowskim wydali wiersze imitujące poezję Jasia Kapeli. Sprzedali to i zarobili, a teraz się tym chwalą. To jest początek końca z czego oni nie zdają sobie sprawy. No, ale to nie jest nasz problem.

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy uaktywnili się tu ostatnio, pisząc i rysując. Dziękuję, że odciągają uwagę czytelników od spraw płytkich, bieżących, błahych i nie ważnych w istocie. W ten sposób bowiem powstaje strategiczna głębia, w której można swobodnie pływać obierając kurs na różne wyspy – bezludne, szczęśliwe, pełne ludożerców i wszelkiej przygody. Dziękuję.

Przypominam też, że okoliczności zmusiły mnie do zorganizowania nadprogramowej wyprzedaży. Oto ogłoszenie z wczoraj:

Trochę się zagapiłem i nie dostrzegłem, że fala pandemiczna odbije się na naszym segmencie rynku dopiero w tym roku. Kłopot nie polega na tym, że zarobiliśmy mało w ciągu roku, ale na tym, że podpisaliśmy umowę z pocztą iż wyślemy określoną ilość przesyłek do końca stycznia 2022. Jeśli tego nie zrobimy, stracimy zniżki, będziemy musieli zapłacić karę i umowa na przyszły rok, o ile ją podpiszemy, nie będzie wcale korzystna. Czy to zrobimy czy nie, nie będzie miało znaczenia dla wysokości stawek za przesyłkę. W każdym wypadku wzrosną. Tak więc postanowiłem drastycznie obniżyć ceny niektorych tytułów – swoich i Toyaha, które i tak zalegają magazyn. Do końca miesiąca – zostało 2 tygodnie musimy wysłać 500 przesyłek. Niektóre książki są po 15 zł. Jeśli ktoś może i chce pomóc, niech składa zamówienie. Wiele od tego zależy. Uczulam też Toyaha, by nie wykupował hurtem swoich książek i nie domagał sie przesłania ich w jednym pudełku, bo mu ich nie wyślę. Chodzi o to, by wyekspediować jak najwięcej przesyłek, im mniejsze tym lepiej. Promocja trwa do końca miesiąca. Potem wszystko wraca do normy. 

Oto lista przecenionych tytułów

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/imperium-czyli-gdzie-pada-cien-na-ss-mantola/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/twoj-pierwszy-elementarz/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kto-sie-boi-angielskiego-listonosza/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/rock-and-roll-czyli-podwojny-nokaut/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/stanislaw-poniatowski-kasztelan-krakowski-ojciec-stanislawa-augusta/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/pamietniki-wloscianina-jan-slomka/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-iii/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-ii/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-i/

 

 

sty 142022
 

Trochę się zagapiłem i nie dostrzegłem, że fala pandemiczna odbije się na naszym segmencie rynku dopiero w tym roku. Kłopot nie polega na tym, że zarobiliśmy mało w ciągu roku, ale na tym, że podpisaliśmy umowę z pocztą iż wyślemy określoną ilość przesyłek do końca stycznia 2022. Jeśli tego nie zrobimy, stracimy zniżki, będziemy musieli zapłacić karę i umowa na przyszły rok, o ile ją podpiszemy, nie będzie wcale korzystna. Czy to zrobimy czy nie, nie będzie miało znaczenia dla wysokości stawek za przesyłkę. W każdym wypadku wzrosną. Tak więc postanowiłem drastycznie obniżyć ceny niektorych tytułów – swoich i Toyaha, które i tak zalegają magazyn. Do końca miesiąca – zostało 2 tygodnie musimy wysłać 500 przesyłek. Niektóre książki są po 15 zł. Jeśli ktoś może i chce pomóc, niech składa zamówienie. Wiele od tego zależy. Uczulam też Toyaha, by nie wykupował hurtem swoich książek i nie domagał sie przesłania ich w jednym pudełku, bo mu ich nie wyślę. Chodzi o to, by wyekspediować jak najwięcej przesyłek, im mniejsze tym lepiej. Promocja trwa do końca miesiąca. Potem wszystko wraca do normy.

Oto lista przecenionych tytułów

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/imperium-czyli-gdzie-pada-cien-na-ss-mantola/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/twoj-pierwszy-elementarz/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kto-sie-boi-angielskiego-listonosza/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/rock-and-roll-czyli-podwojny-nokaut/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/stanislaw-poniatowski-kasztelan-krakowski-ojciec-stanislawa-augusta/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/pamietniki-wloscianina-jan-slomka/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-iii/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-ii/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-i/

sty 142022
 

Wysłuchałem wczoraj fragmentu jakiegoś starego wywiadu, który człowiek nazwiskiem Zych prowadził z Lisickim. Myślę, że dopiero teraz w całej jaskrawości dotarło do mnie jak ważną rolę pełniły blogi polityczne. Jeśli mieliśmy czterystu blogerów różnej klasy, wśród których dominowało dziesięciu liderów, to w całym wielkim obszarze politycznej dyskusji nie mógł się ostać dłużej żaden fejk ani prowokacja. Nawet jeśli ci blogerzy cały czas byli zwalczani przez administrację za pomocą fałszywych kreacji ściąganych ze świata dziennikarskiego, albo podstawianych w osobach znajomych właścicieli salonu24. To nie miało znaczenia. Wystarczyła niewielka w sumie grupa, która nie bawiła się kłamstwem i kokieterią. Przejdźmy jednak do konkretów. Wczoraj na portalu WP pojawiło się zdjęcie premiera zmierzającego gdzieś korytarzem i napis – Uchodźcy mieli przysłonić polexit. Kliknąłem w to i pojawiła się reklama pralki Whirlpool. Potem powtórzyłem to raz jeszcze i wyszło to samo. Jeśli więc została zadekretowana gdzieś narracja, że PiS chce polexitu, choć wiemy, że nie chce, to będzie ona grzana na chama i nie ma siły, która by ten proceder wstrzymała. Myślę, że dwa dni szyderstw na blogach załatwiłoby tę sprawę na cacy. Twitter nie pomoże, albowiem ilość wpisów, jaka się tam przewala przez cały czas unieważnia to medium, jako siłę sprawczą. Dlatego blogerzy musieli odejść. Częściowo oni sami są winni swojej marginalizacji. Wyjaśnię to, a będzie to wyjaśnienie także odpowiedzią na pytanie, dlaczego my tutaj nie możemy pełnić takiej funkcji, jak kiedyś salon. Otóż salon był powszechnie akceptowanym tłem, w którym mogli się spotkać politycy i dobrzy autorzy z sieci. Ci autorzy uważali, że pisanie w tym samym miejscu, w którym piszą dziennikarze to jest nobilitacja. I dalej tak uważają. Byłem jedyną osobą, która nie widziała w tym żadnej nobilitacji, a czasem wręcz degradację. Parę razy wymieniałem uwagi z blogerką elig, która mi tłumaczyła, że ona nie chce robić tych wszystkich rzeczy, które ja robię, albowiem chce sobie tylko popisać. I tu tkwi problem. Słowo jak pamiętamy czasem staje się ciałem, a do tego ma swoją wagę. Ujęcie tematu inne niż standardowe, dokonane z wprawą i logiką dewastuje trwale i nieodwołalnie nawet bardzo przemyślną propagandę. Tego się ludziom wyjaśnić nie da, bo oni chcą sobie tylko popisać, albo pokiwać się w rytm tych samych co zwykle melodii. I każdy kto im da taką możliwość będzie uważany za dobroczyńcę. Przypomnę w tym miejscu złośliwie, mając w pamięci wyczyny popularyzatorów historii, że w Oświęcimiu też była orkiestra umilająca więźniom pobyt.

Błędem blogerów była wiara w to, że dziennikarzom zależy na tym, by promować dobre teksty. Wierzyli oni także i nadal wierzą w to, że chodzi o to, by w miłej atmosferze przyjacielskiej dyskusji dochodzić do jakichś wniosków.

Powtórzę – kilka tekstów wysokiej jakości może rozwalić paradygmat propagandowy, a na pewno poważnie go nadwyrężyć. I parę takich cudów się dawniej w salonie24 dokonało. Dziś – na co wskazuje reklama pralki pod tekstem o polexicie – wracamy do czasów sprzed istnienia blogów politycznych. Być może wrócimy do czasów jeszcze dawniejszych, na co wskazuje choćby aktywność profesora Friszke, wczoraj tu zalinkowanego. Możemy nawet wrócić do czasów kiedy nie będzie wolno mówić o Katyniu, a przecież większość z nas te czasy pamięta. Odsuwamy jednak myśl o tym nucąc piosenkę – jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie…

Wróćmy teraz do początku i zdradźmy o czym mówił Lisicki. Otóż wskazywał on, że od lat sześćdziesiątych uniwersytet przestał pełnić rolę wszechnicy, a stał się miejscem, gdzie produkowana jest lewicowa propaganda. Jak na konserwatywnego myśliciela katolickiego, to trochę słabo, albowiem uniwersytet przestał pełnić rolę wszechnicy, kiedy przestał być instytucją kościelną, a nie w latach sześćdziesiątych. Potem Lisicki ubolewał, że lewica, mówiąc o wolności słowa i tolerancji, wprowadza jawny zamordyzm i to jest coraz bardziej widoczne. No, ale na szczęście można o tym mówić i Lisicki mówi. Powinni puścić z offu jakąś melodyjkę, żeby mógł się jeszcze pokiwać w rytm. Myślę sobie, że tacy mózgowcy jak Lisicki od dekady walczący z lewicową propagandą, mogliby już ogłosić jakieś pierwsze sukcesy, a niechby były nawet dyskusyjne, a nie pieprzyć bez przerwy o tym, jak ich lewica dusi, tłamsi i nie pozwala na wolność słowa. To koledzy Lisickiego z konserwatywnych redakcji, przywiązani do wartości liberalnych zadusili blogosferę polityczną, a dziś płaczą, że nie ma wolności. Ani Lisicki, ani żaden z nich nie chce żadnej wolności, bo ta wolność byłaby dla nich niczym tlen dla organizmów beztlenowych. Zginęliby wszyscy od razu. Lisicki chce, by umożliwiono mu bredzenie o szkole frankfurckiej, again, again, and again…Bez przerwy. Przed dekadę, a nawet krócej, można bowiem opracować nie jedną ale kilka strategii komunikacyjnych, które unieważnią założenia wszystkich lewicowych szkół z frankfurcką na czele. Tylko, że ani Lisicki, ani żaden inny myśliciel nie postrzega kontynuatorów tej szkoły i lewicy w ogóle, jako zła. To jest po prostu ich lustrzane odbicie. Wrogiem i złem jesteśmy my, albowiem nie mamy stosownych certyfikatów, a zabieramy głos, stawiamy pytania, odwracamy pojęcia, potrafimy pisać w przeciwieństwie do Lisickiego i jego kolegów ubijających pianę z powtarzalnych treści, a do tego mamy audytorium. Dlatego właśnie nie warto walczyć o wolność słowa, bo to jest semantyczna pułapka, w którą wpadają wszyscy. Oznacza ta formuła bowiem tyle, że każdy kto walczy musi najpierw wskazać zagrożenie. Następnie zaś – nie może być inaczej – musi opisać i zareklamować swoją bezsilność. Po cóż by było walczyć, gdyby była siła? To tamci mieliby wtedy problem. Na koniec zaś tego mechanizmu, dostaje pakiet argumentów contra, które w istocie są reklamą i potwierdzeniem mocy przeciwnika. To jest główne zadanie Lisickiego i jego kolegów. W tym czasie profesor Friszke zawraca Wisłę kijem i idzie mu to całkiem składnie. Próby polemizowania z nim podjęte w ramach jakichś programów IPN, dyskusji prowadzonych przez Woyciechowskiego, w których biorą udział Jan Żaryn i Leszek Żebrowski nie mają żadnego sensu, albowiem umacniają tylko narrację Friszkego i czynią ją równoprawną. Jedynym sensownym argumentem przeciwko bredniom, które tu były zalinkowane tu wczoraj jest Cherezińska. Nie wiem kto jej pozwolił na napisanie książki o Brygadzie Świętokrzyskiej, ale takie pozwolenie z pewnością było. Książka ta była szeroko reklamowana na zasadzie – skoro nie ma nic innego nie będzie to, a Cherezińska jest przecież wybitną autorką. To jest nędzna autorka, promowana przez środowisko, które nie chce sukcesu, chce wzmocnienia swoich wrogów. Pani ta zaczynała karierę od książki Byłam sekretarką Rumkowskiego, a potem chwaliła się publicznie znajomością z Szewachem Weissem. Sprawa jest więc prosta – jeśli ktoś udzielił pani Eli uwierzytelnień na napisanie tej książki, trzeba zapytać Friszkego, czy czasem nie był to prof. Weiss. To powinno mu zamknąć gębę na dłużej. Żadne inne argumenty nie wchodzą w grę. Gadanie zaś o wolności słowa, w chwili kiedy poza słupami dziennikarskimi nie mającymi nic do powiedzenia, stymulującymi jedynie emocje za pomocą coraz bardziej zdewaluowanych treści, jest absurdem. Przestańcie walczyć o wolność słowa, zacznijcie publikować ważne dokumenty i dyskutować o nich we własnym gronie, czyńcie to póki jest internet. Nie oglądajcie się na profesorów, na ich wiekopomne publikacje, których nikt nie czyta i czytał nie będzie, a nawet jeśli to nie będzie wiedział z kim o nich potem gadać, ani po co. Jeśli któregoś dnia tamci zapukają do waszych drzwi, uzbrojeni, choćby tylko w nakaz przeszukania, będziecie wiedzieć, że naprawdę, ale to naprawdę walczyliście o wolność słowa. Innych nagród w tej walce nie ma, i dobrze jest nie robić sobie z tego tytułu złudzeń. Wolność słowa to wasza wolność, nie wolność artysty na scenie czy sławnego autora z akademii na prelekcji poświęconej Brygadzie Świętokrzyskiej.

sty 132022
 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/o-wielka-polske-na-wojennym-wychodzstwie-stronnictwo-narodowe-wobec-rzadu-gen-wladyslawa-sikorskiego-1939-1943/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/dzienniki-cichociemnego-1939-1942/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/przede-wszystkim-polska-zapiski-amerykanskie-z-lat-1952-2010/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/pierwsza-niemiecka-okupacja/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/krol-bez-korony-wladyslaw-herman-ksiaze-polski/

sty 132022
 

Niezawisły i wolny sąd Rzeczpospolitej uniewinnił pisarza Żulczyka od zarzutu obrazy prezydenta tejże Rzeczpospolitej. To jest niezwykłe, albowiem powtarza się już kolejny raz. Oto dawno, dawno temu Janusz Palikot, domagający się publicznie wypatroszenia Lecha Kaczyńskiego, także został uniewinniony i nie doszukano się w jego zachowaniu niczego nagannego. Dlaczego ja znów się zajmuje jakimiś takimi glizdami jak Żulczyk? Przyjdzie zaraz valser i znowu będzie mi robił wyrzuty, że marnuję czas na durniów. Otóż powodów jest przynajmniej kilka. Ot choćby ten – dostałem dziś taki link:

https://twitter.com/olasempruch/status/1481020364323012609?t=4PVkF-L-Ig19zeuf3lTQow&s=19

To jest zapowiedź święta kapitalizmu, którego gościem, jednym z kilku, będzie Janusz Palikot, uniewinniony od zarzutu znieważenia głowy państwa. Na tym jednak nie koniec, albowiem na imprezie pojawi się także Sławomir Mentzen. Prócz nich będą tam również nieznani mi ludzie, o nazwiskach brzmiących całkiem egzotycznie – Burnejko i Nietubyć. Cały zestaw wygląda więc tak: Palikot, Nietubyć, Burnejko, Mentzen, choć może lepiej wyglądałoby to tak: Mentzen, Burnejko, Nietubyć, Palikot. Sam nie wiem. Prócz wymienionych panów znajdzie się tam jeszcze cała gromada frajerów, którzy będą słuchać o tym, jak to pracą i pomysłami można dojść do milionów. Oczywiście wejście jest płatne – 800 zł od osoby. To niezwykłe – tak uważam i niech nikt więcej nie czyni pod moim adresem żadnych uwag dotyczących wysokości wpłaty za konferencję, na której mamy samych patentowanych profesorów. Za jedyne osiem stówek, będzie można posłuchać czegoś, co wyglądałoby znacznie lepiej i bardziej malowniczo w wykonaniu zespołu jakuckich szamanów. Po wszystkim pan Mentzen mógłby podawać gościom piwo z własnego browaru.

Impreza ta, co nie jest bez znaczenia, ale wydaje się być przypadkiem, odbędzie się 21 stycznia, czyli w dzień premiery filmu pod tytułem „Gierek”. Co za zbieg okoliczności i jaka demaskacja jednocześnie.

To, co teraz napiszę może wywołać uśmiech politowania, ale zastanawiam się czy pan Mentzen nie brzydzi się występować z kimś takim, jak Janusz Palikot? W końcu Palikot zachowywał się w sposób urągający obyczajom i powadze funkcji posła, w dodatku jeszcze spotkało się to z akceptacją sądu. Czy ktoś aspirujący do takiej powagi, a poseł Mentzen chyba taki właśnie jest, może bez skrępowania brać udział w takich występach? Sam nie wiem. Poza tym, czy biznesmeni, którzy osiągnęli sukces mają w ogóle czas i chęci, by dzielić się swoim szczęściem z przypadkowymi ludźmi? Myślę, że nie, a więc w dwóch przynajmniej przypadkach, pokazy te, które będą polegały na tym, że wymienieni panowie opowiadać będą jakieś żarty, mieć będą charakter wystąpień politycznych. Przeciwko komu skierowanych, to chyba jest jasne. Wypada więc w tym miejscu zadać pytanie – czy osoby, które wezmą w tym udział łączy coś jeszcze poza pasją do robienia pieniędzy, dynamiką wewnętrzną, której zawdzięczają sukces i wielką pracowitością? Ja tego nie wiem. Tak, tylko pytam. Mógłbym też w zasadzie zapytać, dlaczego nie zaproszono Małgi Kubiak i kogoś z jej otoczenia, w końcu ona również osiągnęła biznesowy sukces.

Można by w zasadzie, na upartego, postawić także pytanie czy posłowi Braunowi nie przeszkadza, że jego partyjny kolega – poseł Mikke – otacza się mormonami? Jawnie bluźniącymi panu Jezusowi sekciarzami, którzy produkują kłamstwa o charakterze piramidalnym. A w dodatku śmieją się prosto w twarz ludziom, którzy im zwracają uwagę. W takich postawach i zaniechaniach manifestuje się istotnie wyzwana hierarchia wartości. I nic niestety nie może tej prawdy zamazać. Przecież nie wierzymy w to, że Palikot i reszta opowiedzą tym biednym frajerom, jak naprawdę doszli do pieniędzy. Będą opowiadać standardowe dyrdymały, okraszając to jakimiś czerstwymi żartami, których celem będzie przekonanie publiczności, że opowiadający jest taki sam i wiódł takie samo życie, jak ci co go słuchają. To jest nieprawda i wystarczy zajrzeć do wiki, żeby się o tym przekonać.

Jeszcze jest czas i w zasadzie można by było na tę fantastyczną imprezę zaprosić Żulczyka, który właśnie zapisał nową, chlubną kartę walki o wolność słowa, przeciwko politycznym opresjom. Ktoś może rzec, że przesadzam…Obawiam się jednak, że nie. Wolność bowiem i swoboda są dla każdego człowieka wartością niezbywalną i najważniejszą.

Jakoś tak się jednak składa, że do granic tej wolności docierają jedynie prowokatorzy podobni do Żulczyka i rzutcy biznesmeni, którzy z lekkością ważki, przerzucają się z jednej aktywności biznesowej do drugiej. Takie rewelacje można wyczytać w życiorysach panów Burnejko i Nietubycia. Mnie to zawsze zastanawiało, ale odpowiedź jest chyba bardzo prosta, jej wykonanie jednak znajduje się poza moim zasięgiem. Żeby zarabiać pieniądze trzeba myśleć o pieniądzach, a nie o produktach, które się oferuje klientom. Taką postawę przyjmują naiwniacy, a nie poważni ludzie interesu. No, a jeśli ta postawa komuś nie odpowiada, zostaje mu jedynie łączenie biznesu z polityką. Inaczej do prawdziwych pieniędzy nie dojdzie.

Ostatnio zamieściłem tu link do nagrania, w którym człowiek nazwiskiem Najman – pierwszy raz o nim usłyszałem i pierwszy raz go zobaczyłem – prezentował byłego już gangstera Andrzeja Zielińskiego – Słowika. Sieć zawrzała oburzeniem i nawet Stanowski potępił takie zachowania, za co zebrał oklaski. Powiedział, że mafia pruszkowska, którą kierował Słowik była rakiem na zdrowym ciele państwa, czy coś podobnego. Już dokładnie nie pamiętam. Szczerze mnie to zdziwiło, albowiem owo święto kapitalizmu, prezentowane w linku powyżej niczym się moim zdaniem nie różni od gali organizowanej przez Najmana. Tym może, że tylko, że za patrona współcześni kapitaliści i wolnościowcy wzięli sobie Edwarda Gierka. Nikt przecież nie uwierzy, że ta premiera i ta gala spotkały się jednego dnia przypadkiem.

Uroczyście obiecuję z tego miejsca, że jak już skończę zaległy numer nawigatora, nie będę się zajmował takimi pierdołami i różnymi wykwitami. Naprawdę. No, ale czasem okoliczności człowieka zmuszają. Dziś jeszcze muszę zrobić kolejną inwentaryzację. Wszystko się przeciąga niestety.

sty 122022
 

Tak, jak zapowiedziałem, nie mamy na razie nowości. Być może zmieni się to niebawem, ale kiedy dokładnie, tego nie wiem. Musimy więc handlować książkami z rynku. Taki los. Postaram się wybierać takie pozycje, które, moim zdaniem, mają znaczenie zawsze i podnoszą tematy niezwykle aktualne również dziś. Nie w rozumieniu do jakiego przyzwyczaiły nas media oczywiście. Będę też wybierał takie książki, które występują w nakładach homeopatycznych. To nie będzie trudne, albowiem większość książek dziś występuje w takich nakładach. Z wyjątkiem dzieł prorockich, rzecz jasna. Tych jest najwięcej, podobnie jak wskazówek dotyczących skarbów ukrytych w niedostępnych górach, krążących po Śląsku w XVIII wieku.

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/smierci-nie-udalo-sie-pokonac-historia-biologiczna-ksiazat-radziwillow-na-birzach-i-dubinkach-koniec-xv-wieku-xvii-wiek/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/rzeczpospolita-obojga-narodow-a-ukraina-stosunki-dyplomatyczne-w-latach-1648-1659/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/tybet-i-tunquim-w-pismach-fryderyka-szembeka/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/ex-india-lux-romantyczny-mit-indii-leszka-dunina-borkowskiego/


sty 122022
 

Nie tylko ja mam takie wrażenie. Oto toczy się jakaś gra w Kazachstanie, w wymienieni wyżej specjaliści od stosunków międzynarodowych, wojen, służb specjalnych i wielkiej polityki, dalej dyskutują nad możliwością wybuchu konfliktu na Ukrainie. Zapewne mają w tym kilka celów, ale ja nie potrafię ich rozpoznać. Jeden za to widzę wyraźnie. I nie tylko oni próbują go zrealizować. Wszyscy eksperci wieszczący wojnę, a przybywa ich w tempie wykładniczym, uważają, że wojna przyniesie im popularność medialną i będą mogli – całkiem już bez opamiętania – pieprzyć o niej we wszystkich możliwych stacjach. Oczywiście chodzi o to, by wojna wybuchła daleko, ale nie za daleko, by toczyła się ślamazarnie, a także, by było w niej jak najwięcej ofiar cywilnych. Wtedy wszyscy prorocy mniejsi mogliby zawołać – a nie mówiliśmy! I całkowicie pewni swojego bezpieczeństwa, zacząć straszyć ludzi różnymi okropnościami. Nic więcej się dla nich nie liczy.

Na białej furii doprowadzają mnie, wypowiadający się w radiu Wnet cwaniacy, którzy mówią – Europa zachodnia gotowa jest zaakceptować dominację Rosji nad wschodnią częścią kontynentu. Pomijam już opisane wyżej motywacje, które temu towarzyszą. Kluczowe jest co innego. To mianowicie, że rosyjska dominacja nad wschodem Europy, oznacza rosyjską dominację nad całą Europą. To, że nie możemy tego powiedzieć wprost i przekaz ten nie przebija się do mediów, zawdzięczamy wyłącznie rosyjskim agentom i pożytecznym idiotom. Stworzyli oni hierarchię ekspercką, gówno znających się na czymkolwiek cwaniaków, która ma wykupiony abonament na opowiadanie różnych mądrości specjalnym żargonem. Młodsi to nawet potrafią ów żargon parodiować, a po sieci krąży mnóstwo memów składających się z przypadkowych zbitek słownych emitowanych bez przerwy poprzez karminowe usta Bartosiaka. To także niestety nie ma mocy i nie powoduje zamulenia przekazu proroków, albowiem mają oni cały czas silne wspomaganie i są na fali. Tę falę ktoś wzbudził, no, ale jasne jest, że ona zostanie kiedyś wygaszona. Nie wiem tylko przy jakiej okazji, nie jestem ekspertem po prostu i nie potrafię wskazać co może być rzeczywistą motywacją dla tych ludzi, poza oczywiście przemożnym pragnieniem wymądrzania się w mediach i skupiania na sobie uwagi.

Zastanówmy się teraz co oni mają na myśli mówiąc – dominacja nad Europą środkową? To znaczy, mniemam, nad Polską i krajami bałtyckimi. Taki format został stworzony w Niemczech, gdzie politykom wydaje się, że jakby Rosja zajęła Polskę i Bribałtykę, to Niemcy mogliby rządzić Czechami, Słowacją i Węgrami. Jest to oczywisty absurd, który ujawniłby się dopiero po tym, jak zostałby urzeczywistniony. Rosjanie nie po to wchodzą do Europy, żeby się dogadywać z Niemcami. Tak mogłoby dawniej, jak dynastia niemiecka siedziała na tronie w Petersburgu, a połowa korpusu oficerskiego armii carskiej składała się z Niemców. Oni wchodzą do Europy, po to, by wypchnąć z niej Amerykanów, zająć całe Niemcy oraz by złożyć jakieś propozycje Brytyjczykom. Tego się niestety Niemcom wytłumaczyć nie da, dlatego właśnie nie można w ogóle dopuszczać myśli o jakiejś zmianie stosunków. A co dopiero ogłaszać z entuzjazmem, że coś mogłoby się zmienić na naszą niekorzyść, bo zachód chętnie by taki stan zaakceptował. Trzeba być skończonym durniem, żeby się popisywać takimi komunikatami.

Wszyscy eksperci zachowują się w taki sposób, jakby jedyną dopuszczalną paralelą obecnie przez nich interpretowanych zdarzeń, które jeszcze nie nastąpiły, był wrzesień 1939. Zachowują się tak, jakby nie było ładu powojennego, który był największym triumfem Rosji sowieckiej, do której to otwarcie nawiązuje Putin, z czym wszyscy się zresztą zgadzają. Nie chodzi o odbudowę imperium Mikołaja I, w zgodzie z Niemcami, ale o podporządkowanie sobie Berlina, a także zorganizowanie we Francji i we Włoszech struktur, które – jak w latach pięćdziesiątych i później partie komunistyczne tych krajów – będą miały wpływ na rządy. W rzeczywistości zaś będą te rządy paraliżować. One zaś, bez pomocy USA nie będą w stanie zrobić nic, co byłoby sprzeczne z wolą Moskwy. Gdyby taka sytuacja zaistniała dzisiaj byłaby jeszcze łatwiejsza do przeprowadzenia, albowiem mamy UE i w ogóle nie trzeba rozdrabniać sił. Wystarczy zainstalowanie swoich ludzi w kluczowych miejscach struktury.

Uważam, że sama dyskusja na ten temat już nas degraduje, jako ludzi. Degraduje ona także wszystkich polityków w Polsce i degraduje naród oraz kraj. Tego nie pojmą nigdy wymienieni tu z nazwiska osobnicy, albowiem niczego nie rozumieją. Poza oczywiście tym, że trzeba Polaczków trochę postraszyć, a potem na fali tego strachu nabić sobie lajków i zrobić klikalność na YT. To wszystko. Jest to zachowanie głupie, skrajnie nieodpowiedzialne, a emitowane komunikaty nie mają żadnego związku z polityką i realiami. Są propagandą, którą ktoś postanowił sączyć za pomocą nowego kanału dystrybucji, albowiem wszystkie poprzednie przestały funkcjonować. Media publiczne zajął rząd, media prywatne zajęła opozycja i programy rozrywkowe. Pozostał internet, który był rozproszony. Należało więc doinwestować kilku panów i stworzyć im warunki do emitowania komunikatów komuś potrzebnych.

Tłem tych rewelacji mają być powielane nie wiem który już raz mądrości Zychowicza na temat historii najnowszej, będące w istocie przemielonymi treściami Stanisława Cata Mackiewicza. Ludzie tego nie wiedzą, albowiem nic nie czytają, a do ich świadomości przebija się jedna tylko data – wrzesień 1939. Podbijana bez przerwy przez troli komentujących różne wystąpienia.

Mam inne propozycje – może pogadajmy o tak zwanych latach ołowiu? Może wyjaśnijmy młodszym pokoleniom kim był Georges Marchais, może opowiedzmy kto i dlaczego porwał Aldo Moro, a także jak to się stało, że w Polsce, za Gierka, produkowano samochody na licencji FIATA. Czy to się uda? Pewnie nie, albowiem gadanie o wojnie i przeżywanie swojego własnego, wyimaginowanego bohaterstwa daje największego kopa emocjonalnego. A propos kopa – co takiego – warto może ich o to zapytać – zrobią eksperci, jak ta Europa wschodnie już zostanie podporządkowana Rosji? Co oni zrobią? Uciekną, podpiszą lojalki, zaczną donosić na kolegów, żeby dostać dodatkowy przydział chleba? Niech to wyjaśnią. Skoro prorokują wojnę, mogą też owe proroctwa bardziej uszczegółowić. To ich z pewnością ubogaci.

O wspomnianych kwestiach, i nie tylko o nich można sobie poczytać w genueńskim numerze kwartalnika Szkoła nawigatorów.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-27-genuenski/

sty 112022
 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/hipolit-korwin-milewski-wspomnienia-tom-i/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/hipolit-korwin-milewski-wspomnienia-tom-ii/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/sw-maksymilian-kolbe-pisma-czesc-i/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/47-lat-zycia/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/cristiada/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/z-kronik-klasztoru-i-kosciola-o-o-bernardynow-w-zaslawiu/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/alchemicy-gabriel-maciejewski/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/pamietnik-podlaskiego-szlachcica/


sty 112022
 

Niewielu chyba zdaje sobie sprawę, że większość prac popularyzatorskich, które maja wzbudzić zainteresowanie ludzi historią, to wyczyny o charakterze rytualnym. Oznacza to iż nie mają one sensu poznawczego, ale służą temu, by utrwalać błędne schematy wyprodukowane przez kogoś w przeszłości, przeważnie ze złą wolą. Oparte są one na schemacie, który – w założeniu – ma im zapewnić przewagę, albowiem jest bezwzględnie atrakcyjny. To znaczy miał kiedyś taki być albowiem dziś jest już trywialny. Przypomnę, że żyjemy w czasach, kiedy porzucono myśl o tym, by cokolwiek poddawać procesowi sublimacji, dominuje proces wulgaryzowania, który objął wszystkie dziedziny przekazu. Od filmów porno do zawodów sportowych z udziałem transwestytów udających dziewczyny. Jak na tym tle można zainteresować kogoś historią, której bohaterami są jacyś młodzieńcy przeżywający przygody polityczno-erotyczne? Kogo to niby ma obejść? W sieci pełno jest nagrań, gdzie różni, przeważnie obarczeni sporą nadwagą i słabo dbający o wygląd młodzieńcy, usiłując „zarazić” słuchaczy i widzów swoimi obsesjami na temat historii. Nie rozumieją oni, że powinni zacząć od wizyty u fryzjera, wyciśnięciu wszystkich wągrów z twarzy i obcięciu paznokci, tak by jednak trochę wystawały ponad koniec palca, a nie wyglądały jak obgryzione. Dopiero potem można zacząć myśleć o aranżowaniu jakichś występów. No, ale trzeba by też pomyśleć o jakimś sformatowaniu treści. To bowiem, co jest dziś prezentowane zwykle nie odbiega do mielenia w kółko spostrzeżeń Cata-Mackiewicza, ewentualnie jego brata. W pogadankach tych jest miejsce na wszystko tylko nie na wyjaśnienie istotnych przyczyn kryzysów jakich doświadczyło nasze państwo w przeszłości. Są więc omawiane techniki gwałtu zbiorowego i takich samych egzekucji. Opowiada się tam o tym, jak ten i ów władca się prowadził i jakie głupstwa popełniał. Opisuje się różne okropności i horrenda, wychodząc z założenia, że to, w połączeniu z niechlujnym wyglądem prowadzącego zaowocuje wielką ilością lajków i subskrypcji. Tak się oczywiście nie dzieje, ale prowadzący te pogadanki nie szukają winy w sobie. Przeciwnie, przekonani są iż odbiorca, niewykształcony i ograniczony, nie rozumie jak głębokie i poważne treści oni przekazują. Nie chcę tu dalej szydzić, ale podkreślić jedynie, że tak zwane wzbudzanie zainteresowania historią, ma w Polsce wymiar rytualny i nie służy niczemu. Jest jednym z wielu falszywych kultów. Podobnie jak doraźna publicystyka polityczna polegająca na wróżeniu z fusów kiedy i gdzie wybuchnie III wojna światowa. Co ja w takim razie proponuję? Otóż na dziś mam szaradę do rozwiązania. Nie będę tu pisał dokładnie o co mi chodzi, bo zaraz jakiś popularyzator wpadnie na pomysł, że przecież można to zagospodarować skoro leży odłogiem i wskazać jako owoc swojej niezwykłej przenikliwości. Tak więc będą zagadki. Najpierw taka oto – do czego służą państwa neutralne? Nie musicie zgadywać bo to Wam akurat wyjaśnię. Chodzi o to, byście wskazali, jakie państwa neutralne doprowadziły do upadku i ruiny Rzeczpospolitą, a także jakie państwo pierwsze wprowadziło w życie formułę neutralności. Teraz wskazówki. Na początku XVII wieku jedno z państw europejskich uznało niepodległość innego państwa. To, które uznało prowadziło wojnę z innym krajem. Po uznaniu niepodległości tego pierwszego państwa, kraj z którym uznający prowadził ową wojnę wyraził natychmiast chęć zawarcia pokoju. Ten zaś miał być negocjowany przez przedstawicieli nowo powstałej republiki. Napisałem – republiki?! O wciórności! Miałem nie podpowiadać! Pokój ów negocjowali rzecz jasna jawni handlarze bronią i lobbyści przemysłu zbrojeniowego. Nie muszę dodawać, że reprezentowali oni państwo neutralne – ową nowo powstałą republikę. Do tego bowiem powołuje się państwa neutralne, by tam w spokoju można było testować nowe rodzaje broni. Pokój oczywiście zawarto, kraj który poprosił neutralnych handlarzy bronią o asekurowanie traktatu, natychmiast zwrócił się do nich o kredyt na kolejną wojnę z innym krajem, który owej republiki jeszcze nie uznał. Wydawało się dość oczywiste, że kredyt dostanie. Okazało się jednak, że nie. Lobbyści zbrojeniowi nie przyznali kredytu krajowi, który chciał natychmiast po zawarciu pokoju z uznającym republikę królestwem, roszczącym sobie również prawa do neutralności, zacząć przygotowania do nowej wojny. Ciekawe o co poszło? Może o to, że na terenie państwa, które miało być zaatakowane przez jedno wrogie mocarstwo wsparte kredytem z neutralnej republiki i sprzętem oraz zaciągami z roszczącego sobie pretensje do neutralności królestwa, położony był największy port, w którym koncentrował się cały handel Europy wschodniej? Można tego domniemywać, ale powodów mogło być jeszcze kilka. W roku 2014 dwa państwa zjednoczonej Europy świętowały okrągłą rocznicę wzajemnego porozumienia i wejścia na drogę neutralności. Obchody te przeszły zupełnie bez echa w krajach, z których jeden był ową neutralnością futrowany jak gęś kaszą, a drugi ponosił konsekwencje tegoż, wierząc jednocześnie, że jeden przynajmniej z tych dwóch krajów nie jest mu wrogi.

Można się bowiem łatwo domyślić, że choć odrzucono prośbę o kredyt w tym konkretnym roku, to już w dwie dekady później, przyznano go z tym samym przeznaczeniem – na wojnę. Wiele musiało się zmienić. Nie wiemy jednak dokładnie co takiego, albowiem to nie interesuje popularyzatorów historii, a poważni profesorowie też chyba o tych sprawach nie piszą. Nie są to dla nikogo rzeczy ciekawe i pociągające, albowiem nie podnoszą w żaden sposób zainteresowania ich osobami. A pewnie też są na tyle złożone, że raczej mało kto jest w stanie wyłożyć je w sposób sensowny. Ja też tego nie zrobiłem, no, ale uczyniłem to celowo i z premedytacją. Mam nadzieję, że mi wybaczycie i będziecie się dobrze bawić zgadując kto był kim i jaką rolę pełnił.

Historia jest ponoć nauką, a nie zbiorem kultowych formuł, które należy wypowiadać ze stosownym namaszczeniem i odpowiednią modulacją głosu. Dołóżmy więc do tej nauki parę cegiełek. Spróbujmy wyprodukować nowe schematy, które pozwolą nam na budowanie interesujących narracji, bez uciekania się do prymitywnych chwytów, powtórzeń wydumanych koncepcji, nie istniejących nigdy i nigdzie poza głowami ich autorów. Ja zabieram się za ostatni tekst do nawigatora, który ma już miesiąc obsuwy. Potem zaraz biorę się za następny, który mam nadzieję będzie absolutną rewelacją.

sty 102022
 

W zasadzie tekst ten mógłby nosić tytuł „O interpretacjach bardzo powierzchownych”, ale zostańmy przy tym co jest. Na wstępie powiem jeszcze tylko, że wobec tego, co wyrabia się dookoła, co jest publikowane, pokazywane w telewizji, emitowane w internecie i w radio, bardzo żałuję wszystkich tych momentów, kiedy poganiałem Jacka Drobnego, żeby szybciej pisał, bo muszę wydać kolejny numer, a ktoś tam inny odmówił współpracy, albo napisał nie na temat. Jest mi z powodu tych moich niestosownych zachowań niezmiernie przykro.

Teraz do rzeczy. Oto społeczeństwo polskie można podzielić na ludzi, którzy zbierają się do emigracji, ale nigdy nie wyemigrują, bo im się – nie wiadomo na jakiej podstawie – zdaje, że mogą być potrzebni w kraju i krajowi. Na tych, którzy posiadłszy jakieś praktyczne umiejętności, intuicyjnie rozumiejąc co się święci i święcić będzie, uciekają w jakieś odległe nieraz miejsca, żeby tam schronić się i żyć „jak ludzie”. Trzecią grupą są elity, które teraz koniecznie musimy zdefiniować. Kim są polskie elity? Nie jakieś tam mityczne elity z przeszłości, ale elity które możemy wskazać i odnaleźć w zapiskach i na innych nośnikach pochodzących z ostatnich dwustu lat. Otóż są to ludzie, którzy z entuzjazmem współpracują z zaborcą, a także usiłują tym entuzjazmem zarazić wymienione wcześniej grupy. Elity polskie skupiają się na tak zwanej kulturze, albowiem są bardzo ograniczone, a mają przy tym aspiracje. To każe im budować hierarchie całkiem fikcyjne, w których nie liczą się osobiste zalety, ale jakieś nie wiadomo na czym budowane tradycje. To znaczy wiadomo, ale ujawnienie tego wymagałoby natychmiastowych rozstrzygnięć, bardzo ambarasujących, czego każdy chce uniknąć. Dawno, dawno temu istniała jeszcze grupa Polaków, którzy współpracowali z zaborcą niechętnie, a czynili to albowiem nie było innych okoliczności. Zaliczam tu w poczet tej grupy Hipolita Milewskiego i Edwarda Woyniłłowicza. Ludzie ci, przez fakt iż świadomi byli okoliczności i nie kryli się z tym, zostali skazani na zapomnienie. Poza tym nie zajmowali się oni kulturą w sposób charakterystyczny dla elit obecnych. Taki Milewski na przykład, za własne pieniądze zbudował teatr w Wilnie i wydawał tam pismo. Elity, które go zastąpiły niczego nie budują, co najwyżej podnajmują, a o tym, by na cokolwiek wydać własne pieniądze nawet nie myślą. Dlatego właśnie są elitami.

Do rzędu osób ze ścisłej elity artystycznej, intelektualnej i politycznej nawet należy Pani Małgorzata Kubiak, która na poniższym nagraniu opowiada o tym, jak jej przyjaciel reżyserował bardzo patriotyczne przedstawienie.

https://www.youtube.com/watch?v=cf4CyBEpN7o&t=504s

Tym przyjacielem był Pan Bohdan Poręba, człowiek zasłużony dla kultury polskiej i dla polskości w ogóle. Teraz niestety, przez fakt, że kraj znajduje się pod żydowską okupacją, jak twierdzą niektórzy patrioci, nieco zapomniany. Że, co? Że ja się całkowicie mylę, albowiem pokazana tu Pani Małgorzata Kubiak jest jedną z pozytywnych bohaterek Gazety Wyborczej? A w związku z tym żadnej żydowskiej okupacji być nie może? Lepiej zastanówcie się co mówicie. O czym mówi Pani Małgorzata? No o tym, że próby do patriotycznego filmu Bohdana Poręby zatytułowanego „Zmartwychwstanie”, odbywały się w lokalu Le Madame (Ten kobieta), któremu szefował zapomniany już nieco Krystian Legierski, jak wielokrotnie mogliśmy się przekonać czytając artykuły w Gazecie Wyborczej i w innych elitarnych mediach, człowiek wielce zasłużony dla kultury i polskości w ogóle. Scenariusz tego przedstawienia napisała Pani Lusia Ogińska, autorka patriotycznych wierszy, a także książek dla dzieci, z których jedna opowiadała o tym, jak koń majora Hubala uratował wiezione w nieznane, w zaplombowanych wagonach, dzieci z Zamojszczyzny. Nie znam szczegółów, powtarzam tylko to, co wiem o fabule tej książki w bardzo ogólnych zarysach. Pani Lusia Ogińska była prywatnie żoną jednego z najwybitniejszych polskich aktorów czyli Ryszarda Filipskiego, zapamiętanego głównie z roli majora Hubala, w filmie „Hubal” reżyserowanym przez wspomnianego już Bohdana Porębę.

Czym był lokal Le Madame każdy mniej więcej wie. Przez wiele lat spotykali się tam przedstawicie polskich elity zatroskani o kulturę, która wyraźnie podupadała, albowiem w kraju ujawniły się elementy faszystowskie, katolicko-faszystowskie i jeszcze jakieś, ale te już były tak straszne, że brakuje mi słów, by je opisać. To z nimi właśnie walczył, wielokrotnie widziany w tym lokalu nigeryjski ( czy też może ghański?) poeta nazwiskiem Simon Mol, wyróżniony kiedyś przez elitę polską tytułem antyfaszysta roku. Aż szkoda, że nikt nie pomyślał o tym, że warto byłoby żeby nagrodę Simonowi Molowi wręczył Bohdan Poręba. Jakaż by to była piękna uroczystość.

Dlaczego ja napisałem, że elity artystyczne są także elitami politycznymi? Uczyniłem to, albowiem Pani Małgorzata Kubiak w zalinkowanym nagraniu ujawniła niesamowitą wręcz informację. Oto twierdzi ona iż jest wnuczką generała Wieniawy, albowiem jej ojciec, wybitny poeta Tadeusz Kubiak, był jego nieślubnym synem. I tak właśnie, proszę Państwa, na naszych oczach przeszłość i przyszłość podały sobie ręce. Czy to nie jest piękne?

Jakby tego było mało wspomniane tu przedstawienie czy też film, a może śpiewogrę, bo już trudno się doprawdy połapać czym ów akt twórczy był dokładnie – mam na myśli owo Zmartwychwstanie – zostało pokazane w telewizji Trwam. Ja doskonale rozumiem entuzjazm wszystkich, którzy kibicują ojcu Rydzykowi i jego mediom, naprawdę rozumiem, ale wybaczcie nie mogę być duchem z Wami. Chciałbym kroczyć swoją drogą i oddawać się, może rzeczywiście bardzo prymitywnej i mało związanej z lokalnymi kultami, dewocji. Pozwólcie mi na to, bardzo proszę. Jakoś nigdy nie miałem zbyt wiele przekonania dla mediów Ojca Tadeusza, a teraz to już całkiem mi przeszło.

Jak widzieliśmy w listopadzie, a pewnie jeszcze zobaczymy niebawem, wskazana przez Panią Małgorzatę Kubiak tradycja polskich elit ujawniła się i będzie ujawniać w nowych formułach. Będą one zaczerpnięte wprost z teatru ulicznego, do którego zaangażowani zostali, (a pewnie jeszcze kogoś dobiorą), wybitni aktorzy, także związani wcześniej z mediami toruńskimi. To z całą pewnością nie jest przypadek. Wystąpienia tych artystów, bardzo przemyślnie splecione, z wystąpieniami amatorów, naturszczyków ogarniętych entuzjazmem dla polskości, Polski w ogóle i jej kultury, nadadzą życiu publicznemu w kraju całkiem nowy sznyt. Wzbudzi on, jak przypuszczam, wielki entuzjazm patriotycznej młodzieży, która na pewno zechce – powodowana patriotycznym uniesieniem – wziąć w nich udział.

Oj cieszyć się będzie w niebiesiech antyfaszysta roku Simon Mol. Nie mówcie mi, że nie. Jeśli ktoś zechce zaprzeczyć tej interpretacji różnych aspektów życia publicznego, którą tu zaprezentowałem, niech się lepiej zastanowi. Wszystkie ujawnione przykłady świadczą bowiem o duchowym i intelektualnym bogactwie polskich elit, a także o ich różnorodności. I jak w sztafecie pokoleń, nurtów i środowisk, które podnoszą polskość i polską tradycję, a także patriotyzm na wyżyny, do tych już uznanych, dołączają nowi, którzy też zasługują na wyróżnienie i pamięć. O proszę, tu jest przykład: https://twitter.com/tylko_prawda_/status/1479938349498568704?s=19

Jeśli się komuś to nie podoba, a jak wiemy malkontentów było u nas zawsze mnóstwo, może emigrować. O ile ma oczywiście jakiś fach w ręku. Niech nie myśli jednak ów dureń, że środowiska Polaków żyjących na emigracji przyjmą go z otwartymi ramionami. Przecież na emigracji, od dawna żyje Pani Małgorzata Kubiak, oraz setki osób jej podobnych, które tam właśnie – na obczyźnie – pielęgnują polską tradycję. Ci zaś, którzy nie chcą emigrować, niech lepiej przygotują dłonie do klaskania i już zaczną trenować, albowiem kiedy rozpocznie się prawdziwy festiwal patriotyzmu i troski o ojczyznę, nikt nie będzie mógł szukać wymówek, dla opuszczonych wzdłuż szwów spodni rąk.

sty 092022
 

Wczoraj odbył się pogrzeb Jacka Drobnego. W całym kościele były tylko trzy osoby bez masek: ja, moja żona i poseł Braun. Jeśli oczywiście nie liczyć księży celebransów, których było sześciu. Nabożeństwo prowadził ksiądz biskup Adam Bałabuch, a homilię wygłosił były rektor Świdnickiego Seminarium Duchownego, obecnie proboszcz parafii św. Piotra i Pawła w Świebodzicach, ksiądz Tadeusz Chlipała. Podaję te szczegóły albowiem homilia księdza Tadeusza była niezwykła z punktu widzenia komunikacyjno-literackiego, właśnie ze względu na to, że zawierała mnóstwo szczegółów na temat życia Jacka, o których wielu obecnych nie miało pojęcia. Była także bardzo ładnie napisana i wygłoszona jak należy. Mając w pamięci wiele innych homilii i wystąpień jakie słyszałem na pogrzebach, można rzec, że była normalna. Ujmująca życie zmarłego we właściwe i poważne ramy. Pomyślałem nawet, że gdyby ktoś pomyślał o nakręceniu filmu na temat powojennej historii Polski, ujętej jako jedno życie, mógłby za podstawę scenariusza przyjąć tę homilię. Film byłby wesoły raczej, z kilkoma retrospekcjami opowiadającymi o tym, skąd mieszkańcy Kresów i Polski w ogóle wzięli się pod Ślężą i we Wrocławiu. Wielu bowiem już wkrótce nie będzie o tych sprawach pamiętać. Potem można by pokazać całe, zwyczajne, a jednocześnie zaskakujące życie Jacka, który będąc dzieciakiem pracował przy wyładunku mebli w jednym ze świdnickich sklepów, a potem został prezydentem miasta. Tłem do tego wszystkiego mogłyby być manewry armii radzieckiej na pobliskich poligonach i jej obecność w mieście. Byłby to normalny, ciekawy film o normalnym człowieku i jego życiu, z którym wielu mieszkańców nie tylko Śląska i ziem zachodnich mogłoby się utożsamić. Jak dobrze wiemy taki film nie powstanie, albowiem w Polsce nie kręci się filmów po to, by ludzie poczuli, że są na właściwym miejscu, że są ważni, potrzebni i mogą coś zrobić ze swoim życiem, tak jak Jacek – ponieważ są zdolni, pracowici, pełni zapału, nie chodzą na kompromisy i myślą przez cały czas o wytyczonym celu. Filmy w Polsce kręci się po to, by pokazać ludziom, że są nikim, że nie powinni znajdować się tu gdzie rzucił ich los, że są gorsi od najgorszej mierzwy i najlepiej by było gdyby zniknęli. No, ale oni nie znikają, odbiera im się tylko głos i miłych rzeczy na swój temat nie mogą posłuchać nigdy. Czasem może to być udziałem ich rodzin, na uroczystościach pogrzebowych, jak trafi się ktoś taki, jak ksiądz Tadeusz, który potrafi napisać i wygłosić dobrą homilię o życiu zmarłego. Można więc rzec, że utwierdzanie nas w wyborach i przekonaniach dokonuje się wyłącznie w przestrzeni sakralnej, bo nie publicznej.

Ksiądz Tadeusz, jak mi wyznał potem, starał się unikać w tej homilii kwestii politycznych. I słusznie, ale przecież nie można ukrywać, że przed rozpoczęciem nabożeństwa wygłoszony został list pożegnalny od premiera Mateusza Morawieckiego, na mszy obecnych było kilku ministrów – ja zauważyłem minister Zalewską i ministra Murdzka. Byli też parlamentarzyści, no ale nie mogłem nikogo rozpoznać poza posłem Braunem, bo tylko on nie miał maski. Przypomniałem sobie też, co Jacek opowiadał o swojej pracy na stanowisku dyrektora w jednej z dużych państwowych firm. Przyszedł tam i zarządził audyt, bo chciał, żeby było normalnie, tak jak tę normalność rozumiał w oparciu o przepisy i prawo. Wywalili go w niedługim czasie. Całą tę historię, zapewne bardzo dramatyczną, streścił mi w dwóch zdaniach. Potem już nigdy o tym nie rozmawialiśmy, bo miałoby to wszelkie cechy aberracji. No, a gadaliśmy ze sobą po to, żeby było normalnie.

Kiedy wyszliśmy z kościoła, przez całą drogę na cmentarz niebo było zachmurzone i ciężkie. Kiedy zakończyły się celebracje przy grobie, kiedy wszyscy znów się rozpłakali, a trumna zaczęła zjeżdżać w dół, wyszło słońce. Cmentarz jest na górce, a naprzeciwko niej rozciąga się cały masyw Ślęży. Stare, pogańskie góry, pod którymi sześciu katolickich księży, w tym jeden biskup, żegnało, w otoczeniu bliskich i przyjaciół, jednego z wiernych. Takiego, który słowo Boże rozumiał jako plan na życie w normalności. W homilii ksiądz Tadeusz powiedział, że kiedy Jacek był internowany mógł czytać jedynie Biblię. Był wtedy młodym człowiekiem i wszystko co tam przeczytał, zostało z nim na zawsze. Traktował to bardzo serio, albowiem kiedy skończył jedne studia – geografię, zaczął kolejne – filozofię, a potem chciał dostać się na studia doktoranckie prowadzone przez księdza Józefa Tischnera. Nie został jednak przyjęty.

Kiedy pożegnaliśmy Jacka, pogoda była już prawdziwie wiosenna, z drogi prowadzącej do Świdnicy, widać było cały masyw wschodnich Sudetów, nie wiem, które konkretnie szczyty, ale Śnieżnik to chyba na pewno, bo była tam jakaś wyjątkowo wielka góra. Ślęża zaś aż się w tym słońcu świeciła.

W czasie pożegnalnego przyjęcia dowiedziałem się o tym, jak to było z Jackiem. O tym, że wyszedł z domu do karetki o własnych siłach, pocałował żonę na pożegnanie i został przewieziony do szpitala w Świebodzicach. Leżał tam przez sześć kluczowych dni, a kiedy go stamtąd zabrali do Wałbrzycha, saturacja wynosiła 36. No, a on ciągle był przytomny. Nie leżał pod respiratorem, ale był podłączony pod ECMO. Było to już w szpitalu we Wrocławiu, gdzie przewieziono go z Wałbrzycha. Niestety dostał sepsy i zmarł. Do szpitala zabrał ze sobą książkę o pracach pielęgnacyjnych w winnicy. Myślał, że będzie ją czytał w czasie rekonwalescencji.

Kiedy tam siedziałem podchodzili do mnie wszyscy bliscy Jacka, cała rodzina i znajomi i mówili, że czytają te blogi. Nie wiedziałem co zrobić i co powiedzieć. On wszystkim kazał tu zaglądać i czytać teksty i komentarze. Czytała i czyta to jego żona, mama, siostra, jego teściowa i teść, szwagier, dzieci i w ogóle całe otoczenie. Ludzie ci rozsyłali jeszcze te teksty znajomym z rekomendacjami Jacka.

– Matko – myślę – znęcałeś się na tymi wszystkimi osobami, każąc im czytać różne kawałki w Szkole nawigatorów?!

Tak, jak napisałem wcześniej, Jacek tu odpoczywał, dla niego właśnie tu było normalnie, bo wszyscy rozmawiali o ważnych i poważnych sprawach, nie tracąc czasu na głupstwa. Tak to widział. Czy tak jest naprawdę? Nie będę tego oceniał.

Pamiętam jak kiedyś do niego przyjechałem, a zgubiłem jeszcze drogę, gdzieś się pod tą Ślężą zabłąkałem, ale w końcu dotarłem. On posadził mnie przy stole, usiadła też jego żona Renata, sam również zajął miejsce i bez żadnych wstępów zaczął mi opowiadać o resztówce królestwa Wizygotów, która ostała się na północy Hiszpanii po najeździe muzułmańskim.

– Kurde – myślę – taki świat drogi przejechałem, jeszcze się zgubiłem, a Ty o Wizygotach od razu? Może bym zjadł pieroga najpierw….Na szczęście pozwolił mi jeść, więc jadłem i słuchałem o tych Wizygotach, ale nic mądrego nie potrafiłem wtrącić. Było normalnie…Było…