Kwi 272021
 

Co jakiś czas zastanawiamy się tutaj w jakim właściwie celu publicyści prawicowi przyjmują zaproszenie Moniki Jaruzelskiej i siedzą z nią przy kawie przez godzinę albo i dłużej, dyskutując o kwestiach, które z istoty są dla nich nie rozwiązywalne?

W zasadzie wszyscy wskazują na to, że wykuwa się właśnie i hartuje stal przyszłych politycznych układów. Ja bym może nawet powiedział, że wykuwa się stal przyszłych politycznych obręczy, które założone zostaną na szyję tego i owego. No, ale program cieszy się niesłychaną popularnością i dziś nikt nie myśli o takich przykrych rzeczach. Ja go co prawda nie oglądam, bo jak wiecie straszne obrazy nie są dla mnie i zbyt wielkie natężenie emocji na ekranie powoduje, że zamykam oczy, ale fakt jest faktem.

Co takiego sprzedaje pani Monika, że to się tak bardzo podoba? Ten sam towar, który swego czasu sprzedawała Irena Dziedzic w programie Tele Echo – wyższą kulturę. Skąd ją bierze? Z rodzinnej tradycji, której przecież nikt nie podważa. Jej tata, sławny generał, pochodził przecież z rodziny o tradycjach ziemiańskich, a dwór w Kurowie, chyba nawet jeszcze stoi. I to panią Monikę upoważnia do tego, by występować w sztafażu tradycji i kultury. No, ale – o czym wszyscy pamiętamy – tata pani Moniki był też szefem komunistycznego państwa, wprowadził stan wojenny, który nie każdemu się podobał, a także podlegali mu ludzie o tak niepięknej konstrukcji psychicznej i równie problematycznych odruchach, jak generał Grzegorz Korczyński. O ile wiem, tata pani Moniki nie uczynił zbyt wiele, by swojego podwładnego powstrzymać przed różnymi wyskokami. Ta część dziedzictwa, nie jest w programach zatytułowanych jakże inspirująco – Towarzyszka panienka – zbyt silnie eksponowana, ale jest obecna, bo nie sposób jej ukryć. Kolega mój, który zadzwonił tu w niedzielę, by pogadać o noachitach, ku mojemu zdziwieniu, wskazał, co takiego powstaje na styku tych dwóch obszarów. Jaka jest część wspólna tradycji ziemiańskiej i wojskowej, dworu i gabinetu, towarzyszy i panów? Otóż jest nią towarzystwo. Choć może lepiej byłoby napisać – Towarzystwo. I tym właśnie w istocie zajmuje się Monika Jaruzelska, konstruowaniem nowego towarzystwa. Ono zaś, na pewno będzie miało jakąś rolę do spełnienia i to jest wiadome, albo tylko intuicyjnie wyczuwalne dla ludzi, którzy salonik towarzyszki panienki odwiedzają. Na czym opierać się będzie dobór tego towarzystwa wskazywać mogą ostatnie sekwencje rozmowy Moniki Jaruzelskiej z Grzegorzem Braunem. Kto oglądał ten wie. W towarzystwie tym, jak w każdym, obowiązywać będą zapewne jakieś hierarchie, ale ośrodek rozdzielania chryzmatów będzie tylko jeden – sama pani Monika. Zastanawiające jest tylko to, jakiego rodzaju profity spodziewają się uzyskać ludzie, którzy do towarzystwa się załapią. I nie mówię tu o panu, który prowadzi sobie program biceps dla Polski, ale o takim Marcinie Roli na przykład. Niewiele już zostało do pochłonięcia przez tę niesamowicie prymitywną formułę, którą wymyślił. W zasadzie tylko dekonstrukcja wypowiedzi ministrów i premiera, a także ekspertów od covid. Z drugiej strony, co oni mają robić? Jak ktoś nie został zaproszony przez Monikę Jaruzelską, jak Rafał Brzeski na przykład, to Tysol składa mu ofertę, by opowiedział coś o kosmitach śledzących US Navy.

Sprawy więc mają się tak – rząd zabiera na swój pokład tylko ludzi bezwzględnie lojalnych, to nic, że owa lojalność wyrażana jest wyłącznie w deklaracjach, a w godzinie próby rozsypie się jak domek z kart. Nie jest to ważne, albowiem chodzi zawsze o to samo – o zachowanie pozorów. Gwarancje zaś stabilności nie zależą od lojalności nawet bardzo dużych i wpływowych grup. Pozory jednak muszą być zachowane, stąd tak ważne jest kto co mówi i jakimi symbolami w tej komunikacji się posługuje.

Ci którzy mają do rządu jakieś wąty, albo nie mają, ale chcą wyrazić różne sugestie, bo taka jest ich wewnętrzna, ekspresyjna natura, nie mogą się załapać, nawet jeśli ich wpływ na masy jest widoczny i mierzalny. Psują bowiem wizerunek propagandowy i łamią zasadę najważniejszą – zachowania pozorów. No i dla nich swoją szalupę podstawia Monika Jaruzelska, osoba, która organizuje towarzystwo według najlepszych, wywodzących się jeszcze z XIX wieku wzorów. I tam chcą się załapać wszyscy. Część, bo nie widzi swojej szansy, część bo widzi ją, ale czuje się skrzywdzona przez oficjalne czynniki, a część z przekonania, że teraz oto można wreszcie dokopać Pisowi, bo jesteśmy w kupie, a na czele stoi pani Monika. Wszystkie te aspekty mają jedną wspólną cechę – bezradność. Ludzie ci, zgłaszają akces do wykonywania czegoś, o czym na razie nie mają pojęcia i po prostu czekają na instrukcje – żeby im ktoś powiedział co mają robić, a wtedy zrobią. Na razie ograniczają się do subtelnych i mniej subtelnych rozważań o nadchodzącym, nowym totalitrayzmie.

Ich zachowania na pewno nie mają nic wspólnego z polityką. Towarzystwo bowiem, takie z jakim mieliśmy do czynienia w okresach minionych, nie służy polityce, służy dyscyplinowaniu polityków nie posiadających gwarancji. Czy Pis ich nie posiada? Bezczelność niektórych polityków dobrej zmiany wskazuje, że jednak tak. Cała więc gromada osób, które zamustrowały na kuter Moniki Jaruzelskiej musi czekać, aż te gwarancje zostaną cofnięte. Nie ma innego wyjścia. Do tej pory zaś będzie budować wizję alternatywnego prowadzenia działań politycznych, kreować całe światy i śledzić kosmitów podążających tuż za wielkimi okrętami amerykańskiej marynarki.

Przyznać jednak trzeba, że oferta Moniki Jaruzelskiej jest dużo lepsza niż ta, którą PiS ma dla swoich ludzi, nie spełniających standardów i nie godzących się na zachowywanie pozorów. Tam nie ma krzty zrozumienia dla takiej postawy i każdy kto wyrazi choćby cień jakiejś wątpliwości nie może liczyć na litość. W małej łódeczce pani Moniki, nastrój jest inny zgoła, wiosenny i świąteczny, nawet jeśli dzielnemu kapitanowi w spódnicy zdarzy się raz i drugi postraszyć któregoś z majtków. A to, że coś tam w papierach po tacie zostało, a to, że za burtę można wypaść, a to, że nie każdy będzie mógł się załapać na różne profity, jak już postać świata tego zacznie się zmieniać naprawdę i nieodwołalnie. Na razie jednak towarzystwo powstałe ze zbioru pamiątek dworkowych i starych, zaśniedziałych już dobrze medali, wręczanych przez towarzysza Breżniewa, ma się dobrze i tworzy zgraną paczkę luźno ze sobą związanych przyjaciół. Czekajmy aż ktoś im powie, że nadszedł czas wypełnienia zobowiązań.

  21 komentarzy do “Charyzmaty Moniki Jaruzelskiej”

  1. Tomasz Sommer nigdy nie przystąpi do Towarzystwa z Mokotowa czy z alternatywnego Krakowa, bo generalnie woli Goralenvolk oraz prowokacyjne powroty do Jedwabnego. Facet preferuje wieś.

  2. Volk góralski u Moniki znajdzie.

    Może pójdzie za Pitoniem. https://youtu.be/9p20oYbXUso

  3. Ostracyzm, gdzie się podział ostracyzm!?!

    Nie ma towarzystwa  nie ma ostracyzmu.

    Ostracyzm zagospodaruje i w swoim czasie przysposobi Monika. Obejmie nim Gabriela i wszystkich co nie rozumieją Realiów.

  4. Dzień dobry. Zasadniczo się zgadzam, choć mam wrażenie, że niczego nowego się nie buduje, bo wszystko dawno zbudowane, tylko trzeba robić wrażenie, że coś się tworzy nowego. Nic się nie tworzy, zmienia się tylko scenografie i inne szczegóły, jak ludzi na przykład. Wielu ludzi w Polsce ma sentyment do tradycji ziemiańskiej, no to proszę bardzo, zawsze kogoś takiego się znajdzie, jak Pani Monika, a wcześniej jej tata. Ja sam pamiętam w środku stanu wojennego opowieści moich rozemocjonowanych ciotek-szperaczek, wynajdujących niby to tajne szczegóły z biografii generała mające stanowić dowód, że to jednak porządny człowiek, ba! Nasz! Po to to jest. Żeby nie było niczego – jak Pan zwykle słusznie twierdzi. Kto się na tych tam dworkach i czamarkach nie rozumie – zawsze może dołączyć do przaśnego mainstreamu, czy to pod sztandarem toruńskim, czy to noachicko-tęczowym. Jest wybór. I nie ma.

  5. Wiesz, ja mogę przemówić takim językiem, że żaden ostracyzm mi nie straszny…ostracyzmować to Monika może Pitonia.

  6. Kto nie tworzy, ten nie tworzy…

  7. – proszę wybaczyć, nie tak to miało zabrzmieć. Oczywiście są ludzie, którzy chcą coś tworzyć, nawet potrafią, robią to i mają odbiorców – Jak Pan. Bardzo to szanuję i korzystam. Ale po tamtej stronie jest zabetonowana struktura i awatary – jak p.Monika – wyświetlane na twardej ścianie mogą zmylić tylko bardzo naiwnych. No i może skłonić ich do ujawnienia swoich myśli i uczuć – co zostanie kiedyś z pewnością wykorzystane.

  8. Pitoń chodził wszędzie, nawet na strajki kobiet, więc występ u Jaruzelskiej nie jest miarodajny. Może ma dość swojej żony?

  9. No dobrze, politycy tu pasują.
    Ale gdzie tu ksiądz Malina w układance „towarzystwa”?

  10. Twój format jest zakreślony ostracyzmem mainstreamu. Mnie się marzy ostracyzm totalny, rytualny, koszerny, gitowski. Kto chodzi do Moniki ten jest nieczysty, trefny, kiepski.

    A propos trefny. Takiego kolesia znalazłem w Watykanie.

    https://popeleadership.org/en/guide-page/?u=Tomasz.Trafny

    Organizuje papieskie klasy mistrzostwa w przywództwie z takimi tutorami:

    https://popeleadership.org/en/guides-all/

    a wśród nich

    https://popeleadership.org/en/guide-page/?u=Boguslaw.Kott

    ten sam:

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Bogus%C5%82aw_Kott

     

    Czego my się Moniki czepiamy.

  11. Wydaje mi się, że politycy PiS gwarancji nie posiadają. Lepiej gwarancji nie posiadać, one zawsze są na czas określony, a potem i tak trzeba zapłacić.

    Lepiej kupować towary i usługi wysokiej jakości, czyli prowadzić politykę nie w myśl zasady mierny ale wierny lecz brać kreatywnych fachowców na wszystki szczeble, nie odpornych na myślenie, z percepcją, bardzo dobrze opłacać – ponieważ za pracę wykonywaną na Chwałę Bożą trzeba solidnie płacić, dużo płacić i to jest utrzciwe.

    A jak pracuje sìę dla urojonych zdobyczy czyli zamiennika, to każde gwarancje kończą się tak samo.

  12. Dla mnie osobiscie swiat by sie zawalil dopiero wtedy, gdyby do Jaruzelskiej poszedl Pan Nikt.

    Na razie jest spoko i nie widze zagrozenia w tych spotkaniach.

    Najczesciej sa tam zapraszani znani autorzy ksiazek, tworcy idei (Kukiz), profesorowie, ksieza, politycy, dziennikarze.

    Marcin Rola bylby w stanie napisac ksiazke, ale mu sie nie chce, natomiast Piton pewnie moglby wyrzezbic w drewnie jakies chinskie znaki, jakas maksyme konfucjanska. Grzegorz Braun wiadomo – rezyseruje, ale tez kreci sie blisko literatury i ostatnio takze polityki.

    Co niektorzy mogliby sie poczuc pominieci, zignorowani przez celebrytke, ale przeciez Rafal Mossakowski z CEPolska jeszcze nie byl w willi Jaruzelskiego, a przeciez obraca sie wsrod ksiazek. W czasie wykladu o generale Denikinie R.M. omylkowo sugerowal, ze pamietniki Denikina wydal Gabriel Maciejewski, a byl to w rzeczywistosci inny wydawca o tym samym nazwisku, tylko mniej znany, a zatem autorzy i wydawcy w kazdej chwili moga zostac zaproszeni do domu generala nawet omylkowo i wtedy pojawilby sie problem typu savoir vivre, to znaczy czy wypada odmowic?

  13. Zielona karta i Nikodem Dyzma jest w Salonie. Nie porzucajcie nadziei! Non lasciate ogni speranza!

  14. Ojciec Adam Szustak był już czy dopiero się wybiera do towarzyszki. Jego kolega Terlikowski już był.

  15. Annasz i Kajfasz założyli fan club Jezusa z Nazaretu, niezłe

  16. A gdyby ona zaprosiła  profesora B. Wolniewicza? , gdyby przyszedł , to byłby spektakl !

  17. Za Wikipedią:

    Bogusław Wolniewicz (ur. 22 września 1927 w Toruniu, zm. 4 sierpnia 2017 w Warszawie)”

  18. Wikipedia:

    Był zdeklarowanym niewierzącym (przedstawiał się jako „rzymski katolik – niewierzący”)

    prawa noachickie:

    Ktokolwiek żyje według tych praw, ale nie uznaje ich Boskiego pochodzenia, stosując się do nich z przyczyn intelektualnych lub etycznych nazywany jest w literaturze rabinicznej „mądrym nie-Żydem”
    Eutanazja[edytuj | edytuj kod]
    Bogusław Wolniewicz uważał, iż legalizacja eutanazji to nieuchronna konsekwencja przełomu biomedycznego, jaki dokonał się w II połowie XX w. Krytykował postawę Kościoła katolickiego, który ostro się temu sprzeciwia. Argumenty przeciwko legalizacji eutanazji uznawał za chybione i/lub demagogiczne. Zdaniem Wolniewicza w niektórych sytuacjach, gdy życie jednostki staje się bezsensowną udręką, powinna ona mieć pełne prawo, by zadecydować o zakończeniu swojej egzystencji. Jednocześnie uważał, że nie powinni się tym zajmować lekarze, a przede wszystkim rodzina chorego lub w przypadku jej braku dowolna osoba przez niego wskazana, która zgodzi się wziąć w tym udział. Funkcja lekarza w procedurze miałaby się ograniczać do uznania, że stan chorego jest nieodwracalny (w przypadkach wątpliwych rozstrzygnięcie powinno się odbywać na korzyść osoby chorej w zgodzie z jej wolą) i do wypisania stosownego środka na receptę, którego zażycie skutkuje śmiercią”
    Dla mnie >mądry nie-Żyd< jest palantem. Eutanazja jest zagadnieniem ekonomicznym i prawnym, a nie medycznym. Lekarze i rodzina nie powinna miec w tej sprawie nic do powiedzenia.

  19. Dlaczego palant?

    Wikipedia:

    W dyskursie publicznym z krytyką spotkał się także ekspresyjny sposób wypowiedzi Wolniewicza (np. stosowanie takich terminów jak „półinteligent”, „neokanibalizm” czy „mengelizm” na określenie przeciwników światopoglądowych).

    W ciagu ostatniego roku premier i minister zdrowia dokonali z wdziekiem prestidigitatora, w swietle fleszy i bezkarnie okolo stu tysiecy eutanazji i zapewne podpadaja pod „mengelizm”, ale skoro profesor Wolniewicz byl zwolennikiem eutanazji, to tez sam pod to pojecie podpada.

  20. Wiem, że prof.Wolniewicz nie żyje ale wyobrażam sobie tę rozmowę. Dużo byśmy się o pani Monice dowiedzieli

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.