Kwi 072016
 

Kolega Bartek, który pomaga mi na targach powiedział mi wczoraj, że Matyszkowicz urządził w swojej telewizji takie przedstawienie, które się nazywa „Chuligan literacki”. W ostatnim programie omawiał twórczość dwóch ludzi – Wiesława Dymnego i Ireneusza Iredyńskiego. Który to już raz – można spytać? Który to już raz idzie ten numer? Jak byłem młody w księgarni leżały okropne książki z okładką, na której widać było olbrzymią żyletkę firmy Polsiver postawioną na sztorc i gołą, włochatą nogę, jak staje na też żyletce. Nad tym uroczym obrazkiem był napis „Kaskaderzy literatury”. Pewnie już ze 40 lat sączy się w lud te jady, związane z twórczością różnych Stachur i Milczewskich, Iredyńskich i Dymnego, o którym z ostatniej biografii dowiedzieć się można, że był ulubieńcem Cyrankiewicza, kimś w rodzaju błazenka na dworze namiestnika. Okay, każdy może się fascynować czym chce. Nie ma przymusu, żebyśmy wszyscy czytali to samo. No, ale jednak jest, bo oni ten przymus wywołują. Matyszkowicz nie zrobi programu o Czarnyszewiczu, a jeśli zrobi i będzie się on składał z gadania tylko, to równie dobrze mógłby go nie robić. Pamiętam, dawno temu, kiedy z „indeksu” zdjęto Gombrowicza i stał się on objawieniem dla młodych telewizja polska wyemitowała film o nim. Normalnie faceci pojechali do Argentyny i szli po tych miejscach gdzie Gombrowicz bywał. Mieli budżet i mogli poszaleć. Idea filmu była dobra, bo znaleźli jakiegoś pana, który miał być rzekomo synem Gombrowicza i on bardzo dobrze wcielał się w swoją rolę.

Teraz, kiedy wreszcie „nasi” odzyskali telewizję, możemy liczyć co najwyżej na pogadanki o Dymnym i Iredyńskim, jacy byli wielcy i jak tajemniczo umarli. A to jak powiadam szło już ze dwadzieścia razy przynajmniej. Pewnym novum jest ta książka o Krzeczkowskim, jawnie bowiem mówi nam ona, że jesteśmy dokładnie w tym samym miejscu, w którym byliśmy za towarzysza Gomułki, nic a nic się nie zmieniło. Czekam teraz tylko na to, aż z jakiejś centrali przyjdzie rozkaz, że wszelkie inne treści poza oficjalnymi są niedozwolone, bo na tym ucierpi demokracja. Kiedy taki rozkaz przyjdzie zamiotą nas wszystkich pod dywan, a w telewizji od rana do nocy pokazywać będą prace Instytutu Wolności, oraz jego gwiazdy rozprawiające na temat wielkości Krzeczkowskiego.

Teraz słów kilka o samej formule programów literackich. Powtórzę się, ale myślę, że warto. Nędzę tę próbował raz jeden odmienić Piotr Bałtroczyk, któremu pozwolono prowadzić program pod tytułem „Pegaz”. Było to ze dwadzieścia lat temu. Zaprosił jakichś nie znanych ludzi z UW, którzy tak po prostu, bez większych trudów zniszczyli na wizji książki Stefana Chwina. Był to jeden, albo jeden z ostatnich programów prowadzonych przez Bałtroczyka. Nie chodzi w nich bowiem o to, by cokolwiek popularyzować, przypominać, ale o to, by konserwować układ. I w tym Matyszkowicz sprawdza się świetnie. Mógłby może dać inny, mniej idiotyczny tytuł temu programowi, bo z niego taki chuligan, jak ze mnie bokser wagi półciężkiej. No, ale widać aspiruje….

Zastanawiam się czy „nasi” mogą zrobić w ogóle cokolwiek nie ocierając się o kompromitację. Myślę, że nie. Oto film „Smoleńsk” lansowany jest teraz tak, że puszczają newsy o wyrzuceniu z tego obrazu Anny Samusionek. Ja nie wiem dlaczego, ale hipotezę roboczą mam taką. Ta pani, co gra główną rolę, co odstawia tę młodą dziennikarkę, jest dużo słabsza, brzydsza i mniej rozgarnięta niż Samusionek. Co się ujawniło w filmie, bo takie rzeczy zawsze się ujawniają. No i zrobił się dramat, bo jest to – jak sądzę, bo nie wiem na pewno – narzeczona kogoś ważnego. No więc trzeba było tę dominującą Samusionek zdjąć, żeby tamta była bardziej widoczna. Nie jest bowiem łatwo grać młodą dziennikarkę, kiedy się ma 40 lat i konkurencję w postaci bardzo popularnej aktorki serialowej o blond włosach. To jest wręcz dramat i myślę, że są nawet tak wrażliwe aktorki trzeciego planu, które mogłyby tego nie przeżyć. I tak jest ze wszystkim. Każdy produkt pop kultury tworzony jest nie z myślą o odbiorcy, nie z myślą o tym, by był przekonujący, zabawny, ciekawy, ale po to, by występujący w nim aktorzy, dziennikarze, pisarze, mogli podnieść sobie samoocenę. Wobec kogo? No wobec nas, przecież nie wobec aktorów, pisarzy i dziennikarzy popierających PO, bo do tamtych to oni aspirują i chcą być tacy jak oni.

Matyszkowicz chce mieć dobry talk show o literaturze, a jedyne co może, to pogadać z kamerą o Iredyńskim. Gdyby chciał zrobić dobry program o tym nieszczęśniku, zaprosiłby Jadwigę Staniszkis i zapytał ją jak wyglądało jej małżeńskie pożycie z tym pijakiem. Jak szaleć to szaleć. Tak by zrobiono ten program w Ameryce, bo taka formuła sama się narzuca. Mamy kontrowersyjnego pisarza, lansowanego przez tę zgraję pedałów z Andrzejewskim na czele, który żeni się ze wschodzącą gwiazdą polskiej socjologii. Nic tylko kręcić o tym film. No, ale nie można, bo celem filmów i programów jest jeszcze, prócz wyżej wymienionych okropności, utrzymanie spójności środowiska i nadanie mu cech wyjątkowych. Może nie od razu boskich, ale też nie czysto ludzkich. To są wszystko osoby wyjątkowa i za takie powinny być uważane – herosi. Dlaczego? To dość oczywiste. To są takie same dzieci rewolucji jak Kwaśniewski i Miller, Michnik i Kuroń, tyle, że chcą mieć na swoją działalność osobny budżet. Przekonał mnie o tym Cichocki z Gawinem, dyskutując o Krzeczkowskim i o konserwatyzmie.

Czy my możemy coś z tym zrobić? Prócz tego co już robimy chyba nic. Oni nie będą dyskutować o konserwatyzmie ziemiańskim i księżach takich jak Walerian Meysztowicz. To jest wykluczone, z prostego powodu. Natychmiast się zdemaskują, niektórzy mogą przy takiej pogadance po prostu zamienić się w g….o, na oczach widzów siedzących przed kamerami. Nie wierzycie? Poczekajcie aż któryś zaryzykuje. Oby stało się to jak najszybciej.

Liczę na to, ze cała ta prawicowa publicystyka już wkrótce przypominać zacznie kabaretowe programy Bałtroczyka, zwiastun mieliśmy tu zalikowany wczoraj. Myślę, że będzie znacznie gorzej, to znaczy dla nas lepiej. Myślę, że oni zaczną się, mimo budżetów, mimo dostępu do studia, staczać po równi pochyłej. Oszust bowiem, żeby odnosić sukcesy musi być przede wszystkim przekonujący. Takiego, co się łatwo demaskuje, nikt nie będzie zatrudniał, ani wykorzystywał. A propos, słyszeliście, że ostatnio skompromitował się słynny iluzjonista Dynamo? Ponoć coś mu tam nie wyszło na wizji.

Przypominam, że dziś zaczynają się Targi Wydawców Katolickich, mamy bardzo dobre miejsce – stoisko 101. Ci którzy chcieliby kupić Wspomnienia Edwarda Woyniłłowicza powinni się spieszyć, bo przyszła tylko drobna część nakładu. Mamy jakieś może 80 książek i nic ponadto. Reszta przyjedzie we wtorek dopiero. Tak więc kto pierwszy ten lepszy. Targi trwają do niedzieli.

Przypominam wszystkim zainteresowanym zyskami wydawcom, że w dniach 4-5 czerwca odbywać się będą w Bytomskim Centrum Kultury targi książki, dla których okazją jest 1050 rocznica chrztu Polski. Uczestnicy nie płacą za stoisko, zgłaszać zaś swój udział w imprezie mogą pod adresem [email protected]

Ja zaś zapraszam na stronę www.coryllus.pl, do sklepu FOTO MAG, do księgarni Tarabuk i do księgarni Przy Agorze oraz do antykwariatu Gryf przy ul. Dąbrowskiego.

Na koniec jeszcze krótka pogadanka o targach książki w Bytomiu. Przepraszam wszystkich, za to machanie rękami, ale inaczej nie potrafię i do telewizji się jak widać nie nadaję.

http://rozetta.pl/slow-o-targach/

http://rozetta.pl/zaproszenie-na-targi/

  34 komentarze do “Chuligan literacki vs tył wizji”

  1. I.Iredyński – MANIPULACJA – ten tytuł jest pointą tych zjawisk, które są tutaj opisywane;- W.Dymny – każdy kto wie jaki był smak flaszki na Plantach w Krakowie w tamtych czasach to wie jaką iluzją było życie każdego, a inteligentniejsi zawsze mieli świadomość, że to tylko gra i to na słabiutkich scenariuszach;
    dzisiaj także dla większości to tylko gra – amatorska i z powielaną scenografią, scenariusza de facto brak – tylko popłuczyny [od 20 lat to samo i tak samo];- jest decydent, jest budżet to jest i wykonanie- i po co komu rynek dla tej ‚twórczości’

  2. Nie będzie programów na żywo, nie będzie kompromitacji 😉

  3. Przypomniałem sobie życiorys I. Iredyńskiego. Nie wiem co musiałby on zrobić, aby został odstawiony od cyca.

  4. Drogi Coryllusie, każdy produkt kultury pop jest tworzony tylko i wyłącznie w celu podniesienia sprzedaży lub lansu nowych produktów na rynku. A uczestniczący w tych produktach ‚artyści’ są wynajęci w charakterze bądź wciskających towar komiwojażerów, bądź w charakterze wieszaków na ciuchy.
    Podobnie, zadaniem gospodarzy programów nazywanych ‚kulturalnymi’ czy redaktorów takowych periodyków jest sprzedaż reklam. Kontent zaś jest jedynie dopasowaniem do tego zadania. Nie dziwią zatem ci ‚Chuligani…’. Bowiem u podstaw decyzji o uruchomieniu produktu kultury pop (i poniesieniu kosztów) jest zawsze kalkulacja ekonomiczna.
    Tak mówię ja, Jarząbek, trener II klasy.

  5. Trochę poza tematem.

    PIT i 1%

    Zastanawiałem się komu zapisać moje 1%.
    Najpierw padło na Caritas, ale po namyśle zdecydowałem się na fundację pani Błaszczyk Akogo?.

    Po wpływem artykułu, że prof Talar który w Budziku budzi dzieci ze śpiączki otwarcie powiedział, że nie ma czegos takiego jak smierć pnia mózgu. Przypomniały mi się te wszystkie nasze rozważania, i artykuły w Opcji na prawo, i w Polonia Christiana.

  6. Życiorys Iredyńskiego w wiki wprost ‚krzyczy’. Chyba trzeba być obranym z rozumu całkiem żeby tego nie widzieć. Ale nigdy nic z jego ksiażek nie czytałam, co stwierdzam z pewnym zdziwieniem. Coś mnie musiało już w PRLu odpychać od niego, teraz trudno mi sobie przypomnieć.
    Robienie o nim programu???
    Potwierdza to tylko pogląd Coryllusa na „makietowatość” sprzedawanej „kultury”.

    .

  7. Mamy wybór i z niego korzystamy, tak jak chcielibyśmy brać osobisty udział w takich przedsięwzięciach;- jest to forma utożsamiania się – bardzo pozytywna

  8. Ja przeczytałem Manipulację, świeżą jak ciepła bułeczka, i to mi wystarczyło;- komediantów nie brak ale książka śmiech wywołuje podczas lektury;- co ciekawe jedna z opisywanych sytuacji dotknęła mnie później na Mazurach,- Murzyn szedł ulicą i cale miasteczko wyleglo na trotuary i zamarło – tego sie nie da opowiedzieć;- fryzjerka, ktora mnie strzygła rzuciła nożyczki i wybiegła na ulicę no bo idzie Murzyn – toż jak antychryst

  9. Pamiętam takie reakcje 😀

    .

  10. Niestety racja, nasi tak muszą. Boją się słowa misja. Nie potrafią jej sformułować. Nie chcą widzieć i pokazywać wielkich, bo wyjdzie wtedy ich małość, braki warsztatowe i zwykła głupota. Dlatego wolą pokazywać dziwaków, agentów, dewiantów itp. Na tym tle lepiej wyglądają, tak im się wydaje, bo chodzą do kościoła i mniej piją od obrabianych obiektów.

  11. Tez przeczytalam sobie zyciorys tego „herosa” w Wiki… jestem wstrzasnieta. Dzieki Bogu nie
    znam jego „poezji” ani tfurczosci jego kumpli… chyba bylam za mloda, a teraz to nawet jakby
    doplacali… to nie chce.

    Rzeczywiscie „zyciorys” Iredynskiego-pedala… rzuca na kolana… zwykly huligan, gwalciciel
    i… partner zyciowy przez 3 lata socjolog Jadwigi Staniszkis… dzis profesury „czerwona szminka”
    na UW rowniez z „chwalebna” przeszloscia jako KAPUS, KONFIDENT… w zyciorysie!

    Serdecznie wspolczuje studentom UJ, ze maja takie „tuzy” wsrod kadry wykladowczej
    jak m.in. ta pani, ze szczegolna rozpoznawalnoscia… „czerwona szminka”.

    Boze, co za DNO… i KRAINA GRZYBOW !!!

  12. Tak! Oni tak musza! Oni nie maja pojecia co to jest misja… i nie beda miec!

    To jest ta sama cholota… to sa ich dzieci, wnuki i prawnuki !!!… to jest wprost dalsza kontynuacja!
    Zwykle miernoty i beztalencia, na kazdym kroku wychodzi ich malosc i cala nedza.

    Czego sie nie dotkna obraca sie w g.wno… dlatego z cala premedytacja beda pokazywac roznych odszczepiencow, agentow, zbokow, itp., gdyz tylko na tle takich zdemoralizowanych poj.bow oni sami
    moga sie czuc lepsi, moga sie dowartosciowac… w calej swej nicosci i malosci!

    Dla nas jako Polakow, dla chowania naszej mlodziezy… dla naszego dobra i przyszlosci,
    dla poszanowania publicznych pieniedzy… pozostaje ich tylko… zaorac i wszystkich
    jak najszybciej – WON… z publicznej, panstwowej… czyli naszej telewizji!

  13. Czytałam Konopielkę. Dobrze pamiętam, bo w młodej, pustej głowie, wszystko się jeszcze swobodnie ukladalo. Teraz dotarło do mnie dlaczego tak ją lansowali.
    Wieś przedstawiona jako siedlisko prymitywnych typów, brudnych i głupich. Oblesnych i upartych, którzy za nic nie chcą wprowadzić postępu, jaki im dostarcza władza, w osobie młodej „uczycielki”.
    Uczycielka podjęła się walki z analfabetyzmem, ale pokazala także jak jeść, a nawet nowe pozycje seksualne, „i tak na pusto”.
    Żadnych religijnych obyczajów książka nie ukazuje, chyba, że przesmiewczo. Opisuje zaś Podlasie, okolice znienawidzone przez komunę, szczerze i gorąco, aż do tej pory.
    Przy tym łatwo się „Konopielke” czytało, można się było pośmiać, „momenty” były.
    Po prostu trutka. Miłe zlego początki.

  14. W opisie tej ksiązki o Staniszkis, jest, że to książka o jej aborcjach, problemach emocjonalnych i jej „celności”. Boże Święty! biedne dzieci!

  15. Nie czytalam ksiazki, ale musielismy pojsc cala klasa na ten film do kina… chyba do „Moskwy”
    na Mokotowie. Rzeczywiscie jak na tamte lata film mial duza „publicite”… czego wtedy za nic
    na swiecie nie moglam pojac. Bylam filmem zniesmaczona… nie moglam zrozumiec jak
    taka wielka aktorka jak Seniuk mogla zagrac w „takim” filmie… nawet nie pamietam tych
    „momentow”, ale pamietam, ze film byl w wersji czarno-bialej i strasznie prymitywny…

    … tak, po prostu trutka, ale wlasciwie rozumiem to dopiero dzis… szczegolnie
    po pani komentarzu.

  16. Dziekuje za te linki.

    Niestety ksiazki o pani Jadzi juz nie przeczytam.
    Szkoda, ze sie tak pogubila… szkoda, ze nie potrafi z honorem i godnoscia
    zejsc z politycznej sceny, ale chyba zbyt duzo wymagam od takiej starej,
    zepsutej i bezwstydnej pudernicy jaka jest.

    Szkoda corki i wnukow… i tych abortowanych dzieciaczkow.

    Ciesze sie, ze Pan Kaczynski nie powierzyl tej starej q.wie zadnej
    ministerialnej teki!

  17. Czy rzeczywiście bycie poetą wymaga z własnym życiem wadzić się jak: Wojaczek, Stachura, Pułka, Babiński, Szymanowicz…
    Czy poezja zabija?
    Czy poetą można nie być z nadania?
    Czy będąc poetą można wstać, umyć się, zjeść śniadanie, pójść z psem na spacer, wrócić i porozmawiać z żoną, a potem z kawą i papierosami zamknąć się w gabinecie i pisać wiersze aż do obiadu?
    Czy za którymiś drzwiami czai się śmierć samobójcza?
    A może to presja i oczekiwania wydawców postawiły ją tam na straży nakładu?
    Czy poeta może być zdrowy mentalnie?
    Chyba nie warto być poetą, bo z ich wierszy studenci zrobią poezję śpiewaną.

  18. Jak Gospodarza – odwiesili – to jakoś pusto w leszczynie.pl
    j-i-p

  19. Napewno warto… i napewno poezja nie zabija, ale nie wszyscy maja talent do poezji.

    Za duzo jest tych poetow… z nadania, z musu… a juz wstac, zjesc sniadanie, pojsc z psem
    na spacer, wrocic i porozmawiac z zona, a potem z kawa i papierosami zamknac sie w gabinecie
    i pisac wiersze az do obiadu… – to juz chyba tylko „zarezerwowane jest” dla prawdziwych
    szczesciarzy i wybrancow losu… dzis bardzo nielicznych.

  20. To nic nie szkodzi, ze troszke zrobilo sie „jakos pusto”. Dobrze, ze Gospodarz „odwieszony”
    bo na S24 – dyskusje sa… cymes!

    Coz, wiosna sie tez zaczela, wszystko budzi sie do zycia i przyroda i my tez, slonko pieknie
    swieci… ja np. zaczynam byc „bardziej zajeta” praca i obowiazkami wiec sila rzeczy
    bede mniej „aktywna” na blogu u Gospodarza…

    Wydaje mi sie to zupelnie naturalne i normalne, ze czasami czasu zabraknie na komentarze,
    dzis to nasze zycie jest mocno „zmedializowane”… i czasami po prostu nawet z przykroscia,
    ale trzeba z czegos zrezygnowac… zwyczajnie prozaicznie z braku czasu.

  21. Kaskaderzy literatury byli potrzebni, bo w dusznych czasach PRL, czyli przed transformacją, mieli wnieść trochę powiewu wolności i swobody. Stachurę widziałem jako student raz w życiu w Toruniu (Milczewskiego chyba dwa razy, w tym podczas jego spotkania autorskiego w Klubie Odnowa. Stachura mógłby ocalić siebie, gdyby w twórczości poszukiwał Boga … Eksperymentowanie na sobie prowadzi donikąd. Nam, wówczas młodym, podsuwano takie „autorytety”, abyśmy trwali w złudzie, iż mamy wolność i swobodę …. pozdrawiam Mirosław Antoni Glazik (M.A.G.) PS Małgosia i Ja serdecznie zapraszamy do lektury mojego nowego bloga pt. Gawęda jak nasze psy i koty – Małgorzata Izabela Glazik i Mirosław Antoni Glazik (M.A.G.)
    Adres internetowy: http://mirek-glazik.blogspot.com/

  22. Warto przypomnieć też, jeśli mamy traktować misję pisarza czy dziennikarza słowa
    Poświęcając nowe pawilony wystawy misyjnej w Rzymie, Pius XI zwrócił się z następującymi słowami do obecnych tam dziennikarzy:

    „Wy jesteście olbrzymią potęgą. Ale właśnie z tego względu macie też olbrzymią odpowiedzialność. Błogosławię zarówno waszą potęgę, jak i odpowiedzialność. Pierwszą w tym celu, byście jej zawsze używali w dobrych celach; drugą dlatego, byście zawsze mieli zadowolenie i satysfakcję, że potęgi swej użyliście dobrze”.
    Jeśli spytamy o upoważnienie do rozporządzania tak wielką siłą, jaką jest prasa, odpowiedź nie będzie łatwa. Pisarz mówi, naucza, głosi i karci, sam nie zdawszy żadnego egzaminu, nie otrzymawszy specjalnego dyplomu, nie mając ogólnego mandatu. Może on opierać się jedynie na swoim powołaniu, które tworzą pewne uzdolnienia, dyspozycje do zajmowania się wielkimi problemami, sprawami religii i ojczyzny. Dlatego ostatecznym źródłem jego upoważnienia będzie wola Boża. To Bóg przygotowuje teren, a ludzie mają go użyźnić.

    Więcej można przeczytać na:
    http://miroslaw-glazik.blog.onet.pl/2015/09/08/jestem-pisarzem-rzymsko-katolickim/

  23. Zacząłem właśnie szwedzki numer SN a w necie trafiłem na takie coś:
    http://alexjones.pl/aj/aj-polska/aj-publicystyka/item/82900-fundacja-estera-finasowana-przez-miedzynarodowy-syjonizm
    Jasne, że ten cały „alexjones” to ruska agentura, niemniej notka wygląda na rzetelną, z wieloma linkami do samodzielnych poszukiwań.

  24. Czy może się pan lansować gdzie indziej? Na przykład na stronach neokatechumenatu?

  25. Szanowne Panie. Edward Redliński, autor, z którego możemy być dumni. Może nie kadzi, ale mówi jak jest. Oprócz Konopielki zekranizowano też Szczuropolaków (szczęśliwego Nowego Jorku)

  26. Konopielka była lansowana jako pokaz ciemnoty i zabobonów wsi, oderwanie od korzeni narodowych tworzy „naród tutejszych”. Ale chwila refleksji nad tym utworem można ukazać do czego prowadzi tak zwany „postęp” w prostej linii do zezwierzęcenia i upadku. Bo przecież to tylko symbol czy kosić sierpem czy kosą.

  27. jest taki fragment jak odczyniają czary na cielaku i Pieczka wygłasza taki tekst „a diabeł chce zmieniać, ulepszać już jemu mało że krowa cieli się, chce żeby się źrebiła….” (autor antycypuje, gender)

  28. ahahaha, głębokie ukłony Panie Gabrielu

  29. Coz… w skrocie – kolejna zlodziejska fundacja… absolutnie niewiarygodna. Sposob i cel jej powolania i dzialania nie pozostawia zadnych zludzen… jej „charyzmatyczna” aktywistka
    lansujaca sie… w „Pudelku”… jej wyglaszane „zlote mysli” – to zwyczajnie wielka hucpa
    i kompromitacja !

    Wszyscy Polacy, katolicy powinni trzymac sie od tego g.wna… jak najdalej!

  30. Nie mogłem odpowiedzieć skoro świt, ale teraz krótko – nie mam przeglądarki, która wycina obrazki i zostawia tylko tekst. Na S24 okropne są reklamy (wszystkiego, byle czego).

    TU, obok naszej rozmowy mam wyświetlone okładki książek:
    „SMAK KRESÓW”
    „TWOJA DUSZA BYŁA PERŁĄ – POWIEŚĆ”.
    Wiem, że to jest tylko przypadek, ale to jest po prostu piękne !

    Czasami czasu zabraknie i nie pomogą banery (jak na budce niedaleko) 25 h.

    Pozdrawiam.

  31. Nic nie szkodzi, nie pali sie… dziekuje za rekomendacje… i obiecuje, ze
    napewno kupie i przeczytam.

    Panie Marku, w zyciu nie ma przypadkow… to tak jest „tam gdzies” zapisane
    i tak musi byc… i niech tak zostanie.

    Tez pozdrawiam,

  32. Ja akurat tych książek nie kupiłem. Miałem na myśli – jak to nazwać – otoczenie?!
    Kresy kresami, ale z tej serii (dłuuuuugiej) kupiłem o Siedmiogrodzie i Rumunii (nie tylko, ale te były dużą niespodzianką)

    A teraz chiński rebus:
    czy dobra książka jest warta tysiąca podróży ?
    or /lub
    czy tysiąc dobrych podróży jest warte książki ?

    nie jestem sinologiem, ale tak z praktyki.

    pozdrawiam
    Dobrej nocy !

  33. To nic, ale i tak kupie te ksiazki z „otoczenia”, bo jakos dziwnie
    mnie… intryguja juz od dlugiego czasu… no i teraz pan wspomnial
    o tym „otoczeniu”, jakis „przypadek” musi.

    Rebus – dzisiaj wybieram zdecydowanie dobra ksiazke, chociaz
    wiem, ze podroze tez ksztalca…

    Dobranoc,

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.