sty 232022
 

Kultura to sprzęgnięcie na stałe pojęć estetycznych i politycznych, a następnie wykorzystywanie tego zestawu praktycznie w długofalowych projektach, przy zachowaniu wielkiej dyskrecji.

Co to jest antykultura? To oderwanie pojęć estetycznych od pojęć politycznych, nadanie jednym i drugim osobnej dynamiki i zbudowanie wokół nich jakichś hierarchii orzekających o zagadnieniach, których pojąć z istoty nie mogą.

Futrowanie tych układów to w zasadzie działalność najezdnicza. Mająca utrzymać obszar gdzie obydwie grupy pojęć są rozłączone w stanie permanentnej zależności. Najważniejszą kwestią, od której zaczyna się podbój jest wyłączenie guzika z napisem dyskrecja. Potem już idzie z górki. Każdy bowiem rości sobie prawo do rozumienia i orzekania, nawet jeśli za jego myślami nie podąża żadne działanie. To zaś, aby można było ocenić je należycie musi mieć efekt i charakter długofalowy. Każde inne bowiem, dorywcze i obliczone na krótką metę, będzie antykulturą.

Jeśli przyjmiemy tę definicję przyznać musimy, że w Polsce nigdy nie było żadnej kultury. Były jedynie próby tworzenie takowej, zaczynające się zawsze na dworze króla, w zakonach, albo w obrębie grup działających celowo, w długiej perspektywie czasowej, posiadającej stosowne dla tych działań fundusze. Antykulturę poznajemy po tym, że dzieli się ją na różne odmiany kultury. Mamy więc kulturę ludową, sztabową, młodzieżową i wszystkie inne kultury, będące w istocie zaprzeczeniem tego pojęcia. Służące bowiem do obsługi emocji związanych z kontrolowanym podbojem. Zrozumienie tego jest poza wszelkimi możliwościami, albowiem każda grupa reprezentująca antykulturę dysponuje stosownym budżetem który żywi jej liderów, osobników zaburzonych, domagających się uwagi i nie wytwarzających niczego poza zgiełkiem. Wśród postaw szczególnie promowanych w rzeczywistości, gdzie rządzi antykultura, na pierwsze miejsce wysuwają się te związane z orzekaniem o polityce, oderwanej od pojęć estetycznych. Doszliśmy do tego, że samo skojarzenie polityki z pojęciami estetycznymi budzi śmiech, albowiem polityka rozumiana jest dziś, jako działalność demaskująca, wskazująca pewne poczynania, jest więc w istocie publicystyką polityczną, małpowanie polityki prawdziwej, bez zrozumienia jej zasad. Są ludzie, którzy wierzą, że można kogoś czegoś – zachowań politycznych najpewniej – nauczyć poprzez ciągłe powtarzanie fraz z zakresu politycznej publicystyki. Nie można albowiem ta odrywa się od dyskrecji i pojęć estetycznych. Ja ich tu nie będę definiował, albowiem nie ma to sensu, nie istnieje bowiem żadne miejsce, a którym można by przećwiczyć i dojrzeć realne efekty sprzęgnięcia tych dwóch obszarów pojęć i zastosowania ich dla osiągnięcia wymiernych bardzo korzyści. Nie finansowych oczywiście, bo te uzyskuje się w antykulturze za pomocą powtarzania na sposób małpi różnych rytuałów. Takie zachowanie uznawane bywa za przejaw kultury. I każdy zapewne domyślił się kto małpuje kulturę najbardziej wyraziście.

Efektem działań określanych tu jako kultura, jest powstawanie jakości, które są bezwzględnie i bez niczyjego pośrednictwa rozpoznawane i oceniane indywidualnie jako dobre, a do tego wywołują przemożną chęć naśladowania ich w sposób jeszcze doskonalszy. Dlatego każdy z łatwością zrozumie, co to jest kultura, a co nią nie jest. Pod warunkiem jednakowoż, że nie pokłada głupiej wiary w osobników parających się naśladownictwem, którzy pożegnali się z dyskrecją, pojęciami estetycznymi i uprawiają tak zwaną czystą politykę, czyli mówią jak jest. Ta upadlająca i degradująca nas wszystkich postawa ma wielu zwolenników, którzy są jak paczki makulatury – przeznaczeni na przemiał. Nie rozumieją tego jednak i uważają, że treści, które powtarzają, będąc podwójnie wtórni, czyli naśladując osoby małpujące kulturę, mają jakieś znaczenie. Nie mają.

Do czego prowadzi usunięcie z opisanego układu pojęcia dyskrecja? Do całkowitego i nieodwołalnego zaburzenia komunikacji. Bez dyskrecji przestajemy cokolwiek rozumieć, nie powstają żadne kulturowe kody, nie tworzą się wokół nich grupy pogłębiające ich znaczenie i podkreślające ich precyzję w nazywaniu rzeczy i zjawisk. Pozostaje tylko uporczywe pragnienie zrozumienia, które nigdy nie zostanie zaspokojone. Zostaje ono w pewnym momencie zastąpione przemożną chęcią emitowania komunikatów własnych, nie popartych żadną refleksją, a opierającą się jedynie na bardzo powierzchownych spostrzeżeniach. Zwykle towarzyszy temu agresja. Im mniej rozumie dany osobnik, im więcej pragnie zrozumieć, nie pojmując jednocześnie, że zgubił drogę do rozumienia, tym większą agresję demonstruje.

Ktoś może powiedzieć, że żyjemy w czasach, kiedy pojęcia estetyczne są jednak połączone z polityką. Tak, ale na takiej samej zasadzie, na jakiej połączone były części ciała monstrum, które stworzył doktor Frankenstein. Próbuje się je łączyć, albowiem ktoś kto ten plan wdraża doskonale rozumie, że nie ma skuteczności bez połączenia pojęć estetycznych i politycznych. Czyni to jednak bez dyskrecji i krótkoterminowo, a jego celem jest deprawacja dużych grup ludzi, którzy sądzą, że obcując z bardzo słabymi pod względem komunikacyjnym projektami wkraczają w rejony niespotykanej jakieś intelektualnej sublimacji. Złudzeniu temu ulegają ludzie, którzy mają nawet spore doświadczenie życiowe, ale nie rozumieją, że komunikacja, czyli pojęcia estetyczne nie istnieją bez polityki. Są zestawem absurdalnych, bezsensownych gadżetów, które mogą zwrócić czyjąś uwagę tylko wtedy kiedy zastosowane są bez dyskrecji. I to takie właśnie sytuacje mamy dzisiaj. Żyjemy w świecie zorganizowanym wokół projektów z zakresu antykultury, a im bardziej kto usiłuje podnosić kwestie kultury i jej istoty tym ciemniej się robi pod tą latarnią.

Antykultura to rewolucja, albowiem ona obiecuje wszystkim wyjaśnienie wszystkiego tu i teraz. Nie żaden raj na ziemi, jak się dawniej wydawało, ale po prostu udzielenie odpowiedzi na wszystkie pytania, a jeśli się to nie uda, unieważnienie tych kwestii, które znajdują się poza jej możliwościami. Żyjemy w okolicznościach, w których działają tysiące małych rewolucji, dewastujących wszelkie próby stworzenia kultury opartej na połączeniu polityki, pojęć estetycznych i dyskrecji w perspektywie długofalowej. A przecież nic innego nie ma znaczenia. Każdy to, mam nadzieję, rozumie. Pokusa jednak, by stracić cierpliwość i zrobić coś głupiego, albo chociaż powiedzieć, tylko dla zwrócenia na siebie uwagi, bądź włączenia się w jeden z nurtów antykultury, jest przemożna.

Mam nadzieję, że uda mi się rozwijać ten temat dalej, albowiem powyższy tekst, jak wiele już wcześniej, powstał w zasadzie bez mojego udziału, w tempie superexpresowym, zacząłem go bowiem pisać dwadzieścia po ósmej. W każdym razie spróbuję to kontynuować.

Na koniec ogłoszenie. Jutro, jak Bóg pozwoli, zrobimy jakąś antykwaryczną wyprzedaż

  5 komentarzy do “Co to jest kultura?”

  1. Nie wiem czy Jacek Woźniakowski był właściwym człowiekiem do tłumaczenia takich zawiłości

  2. Jak połączyli estetykę z polityką to wyszedł im Stanisław August Poniatowski.

  3. Woźniakowski nie jest z kręgu literackiego mojej młodości, ale skoro sam podsunął mi skojarzenia obrazowe oparte na kulturze polemiki, to oddaję mu zasługę. Moje podejście do kultury jest bardzo utylitarne. Uważam ją za język komunikacji dostępny na różnych poziomach dla różnych środowisk. Na przykład bierna kultura językowa mojego kota jest zadziwiająca, ale aktywna ogranicza się do „Proszę”, „Dziękuję”, „Uważaj”. Ale nie ogranicza się do wydawania dźwięków. Ma też pazury i zęby. To też część komunikacji.

    Metafizycznie zdefiniowałbym kulturę jako wodę życia dla świątyni wykutej w skale.

    Petra w Jordanii

  4. O polityce i estetyce (komunikacji) polecam film „Nie patrz w górę” z Leonardo di i Meryl S. na Netfliksie. Najbardziej zdumiewające w nim to, że ma się wrażenie, iż akcja toczy się w Polsce…

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.