Sty 222018
 

Od trzech dni wymieniam z naszym nieocenionym Georgiusem uwagi na temat rodziny Hohenzollern von Ansbach. Rotmeister przygotowuje w tym czasie specjalny, protestancki numer nawigatora, w którym znajdą się same teksty archiwalne i same sensacje. Ja też jedną znalazłem, czym się pochwalę, żeby nie było potem, że najczarniejszą robotę zwalam na innych i wydaję tylko polecenia. Stalagmit zaś przygotowuje numer starożytny. Nie wiem, który będzie pierwszy, to zresztą nie ma znaczenia. Mają być to dobre numery i tyle. Nie pędzimy do nikąd przecież. Postanowiłem, że sprawa Sacco zostanie rozwinięta przez nasze wydawnictwo we wszystkie strony. Jak rotmistrz skończy z numerem protestanckim zajmie się nowym, całkowicie poświęconym Sacco. Do tego powstanie komiks i książka. Nie wiem ile czasu zajmie ten projekt, ale na pewno wyrobimy się przed rokiem 2027. Z ogłoszeń mam jeszcze jedno – dziś o 14.30 będę gadał z Józefem o polityce brytyjskiej w II połowie XX wieku.

No, a teraz już lecimy. Wracamy w stare koleiny, niestety nie możemy tego zostawić, albowiem nowoczesna polityka zaczyna się w Europie wraz z pojawieniem się na scenie Georga i Albrechta Hohenzollern, dojrzewa zaś ona w relacji tej rodziny z domem panującym w Niemczech. My to niby wiemy, bo to jest historia nam najbliższa, która toczyła się a naszym terenie i w przytomności naszych przodków, także tych żyjących całkiem niedawno. Niby wiemy, a nie wiemy. Jak pamiętamy wszyscy pierwsza wydana po polsku biografia Albrechta Hohenzollern von Ansbach ukazała się w roku 2010, napisał ją Jacek Wijaczka z Torunia. Nakład tej pracy jest nieznany, bo szacowne wydawnictwo Uniwersytetu Mikołaja Kopernika nie uznało za celowe podzielić się z nami tą informacją. We wstępie zaś mamy aż trzy kłamstwa. Pisze nam autor, że Albrecht nie cieszył się i nie cieszy do dziś zainteresowaniem historiografii polskiej, mimo że wymieniają go wszystkie podręczniki szkolne. Pisze nam też, że jego praca ma charakter popularyzatorski, co kłóci się jawnie z nieznanym i najpewniej nikłym jej nakładem. Do tego jeszcze ten rzekomo popularyzatorski charakter pracy, służy autorowi za pretekst do niezamieszczenia pełnej bibliografii. Zostawia nam jedynie wybór literatury, co jest moim zdaniem dość dziwne, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że jest to wydawnictwo uniwersyteckie. Moim zdaniem autor chce ukryć te źródła i wymienia, jak sam pisze, tylko publikacje łatwo dostępne. Ja teraz nie będę nikomu zawracał głowy takim zleceniem, ale przyjdzie czas, że skompletujemy taką bibliografię i wydamy swoją biografię Albrechta, a może i Georga. Mamy więc takie oto filary, na których zbudowana jest nasza niewiedza na temat jednej z kluczowych postaci naszej historii – niechęć badaczy, pragnienie rzekomego spopularyzowania przez Jacka Wijaczkę postaci księcia pruskiego oraz ukryte źródła do jego historii. Za tym wszystkim kryje się intencja fałszywa i łatwo rozpoznawalna. Poza tą fałszywą intencją jest jeszcze oczywiście nieudolność, towarzysząca stale wydawcom i autorom z wyższych uczelni, a także – komiczna i krępująca z mojego punktu widzenia – chęć zaistnienia na rynku. Wszystko to w dodatku nie istnieje naprawdę, istnieje jedynie w wyobraźni autora, któremu wydaje się, że jest niezależnym badaczem, wydaje mu się, że coś popularyzuje, wydaje mu się, że przez oznajmienie tego światu może sprzedać więcej egzemplarzy swojej książki, która przecież nie została przeznaczona do sprzedaży.

Pisałem tu wczoraj o pozorach i konieczności ich zachowywania. Czy Jacek Wijaczka i jemu podobni zachowują konieczne pozory? Nie. To jest złudzenie. To są ludzie pełni podziwu dla niemieckiej nauki, są przy tym świadomi tego, że stanowią jedynie grupę podwykonawców, którym ta nauka coś zleca i to w ściśle określonych zakresach, za które nie można wyjść. Oni słuchają poleceń i tyle. Gdyby zachowywali pozory, naśladowaliby naukę niemiecką, najwierniej jak tylko można. To zaś oznacza, że w Polsce byłoby już sześć a nie jedna, biografii Albrechta i po jednej każdego z jego braci. To jest właściwy sposób na zachowanie pozorów w naszej sytuacji. Pilne uczenie się od najlepszych, jak nam to kiedyś zalecał Krzysztof Kłopotowski. Ci zaś, którzy pilnują, by nikt nie poznał pełnej listy źródeł do historii Albrechta i jego rodziny leżeliby wtedy na OIOM-ie i patrzyli z niepokojem w ten dziwny monitor z zieloną kreską, który tak śmiesznie pika, kiedy człowiek jeszcze żyje, a zaczyna piszczeć kiedy już umarł.

Prawdziwą intencją Jacka Wijaczki było, jak sądzę, pragnienie, by zdobyć na tej biografii jakieś punkty, przekonać studentów, że chciał dobrze, a przy tym jeszcze nikomu się nie narazić. I to się mu w pełni udało. No, ale my się przecież nie musimy tym przejmować, podobnie jak nie musimy się przejmować całą akademią. Dodam jeszcze tylko, że tak jak w warstwie stylowej, literackiej prac historyczny istnieje podział na facecjonistów i opłakujących utraconą republikę, tak jeśli idzie o metodę mamy podział na Wijaczków i Święchy. Czyli na tych co wiedzą i nie chcą powiedzieć i na tych co nic nie wiedzą, a mają przymus mówienia. Wszyscy oni realizują pewne zlecenia, których celem jest odbiorca, czyli czytelnik. Nie może być inaczej, bo książka musi trafić do czytelnika, tak jak strzelba u Czechowa zawsze musi wystrzelić. Stąd intencje są zawsze łatwo rozpoznawalne po treści i metodzie, a także – jak w przypadku Jacka Wijaczki – po deklaracjach zawartych we wstępie, całkowicie go demaskujących.

Gdzie tajemnica tajemnic spytacie. W bibliografii. A także częściowo we wstępie, bo Jacek Wijaczka zdradza nam, że pierwszy zarys biografii księcia Albrechta napisany został w roku 1925 przez Bronisława Dembińskiego. Nosi on tytuł „Ostatni wielki mistrz zakonu niemieckiego i pierwszy książę pruski”. Kim był Bronisław Dembiński możecie przeczytać tutaj https://pl.wikipedia.org/wiki/Bronis%C5%82aw_Dembi%C5%84ski Zarys biografii wręcz zapiera dech, profesor trzech uniwersytetów, ziemianin, człowiek ukształtowany przez tradycję, działacz polityczny, a wręcz rzec można akuszer polskiej niepodległości napisał na temat Albrechta aż 32 strony. Ja szydzę celowo, albowiem nie mam już ani serca, ani cierpliwości do nich wszystkich. Znajdujemy w tym tekście taki oto passus:

Tajemnica pokrywa pierwsze związki w. mistrza Zakonu niemieckiego z Lutrem, krzewicielem niemieckiego ducha, tajemnica skrupulatnie i zręcznie zachowywana. Albrecht nie zostawił w tej mierze żadnych śladów w swej bogatej korespondencji. Luter sam przekazał wiadomości o pobycie niezwykłego swego gościa. Albrecht przybył do Wittenbergi z Berlina dnia 29 XI 1523, widocznie nęcony postacią głośnego już Lutra, ale nie chodziło tylko o zaspokojenie ciekawości. Przejęty duchem czasu, zajmował się teologicznemi zagadnieniami, różne zadawał pytania o władzy papieża, o soborach, a co może nie jest przypadkowem, o prawie małżeńskiem. Reguła Zakonu również stanowiła przedmiot dyskusji, przy której był obecny Melanchton. Luter wypowiedział swe zdanie w odezwie do „panów niemieckiego Zakonu”, a obecnie już wprost wzywał mistrza aby głupią i przewrotną regułę rzucił (stulta confusaque regula), pojął żonę, a w ziemi pruskiej świeckie uczynił państwo. Tego samego doradzał Melanchton. Albrecht uśmiechnął się i nie odpowiedział. Wymowne milczenie wywołało wrażenie, że rada podoba się jemu i że pragnie jak najprędzej zmiany (ut id quam primum mutaretur). Nagła zmiana była jednak w tej chwili niemożliwą.

Tajemnica skrupulatnie i zręcznie zachowywana…ho, ho tak, tak…Oznacza to, że profesor nie traktuje serio cytatów z Lutra przez siebie samego umieszczonych w tym tekście, albowiem zdaje sobie sprawę, że Marcin Luter to mitoman próbujący zawsze i wszędzie podkreślić własne znaczenie. Zdradza nam jednak rzecz najważniejszą – kwestia powstania księstwa Pruskiego jest tajemnicą i musi tajemnicą pozostać. Musi nią pozostać na zawsze, a to z kolei wiemy już od Jacka Wijaczki. Albrecht, to niesamowite, jak on w metodzie jest podobny do cesarza Karola V, nie zostawił w korespondencji żadnych śladów dotyczących motywów kierujących go ku Lutrowi i głoszonym przez niego kłamstwom. Wijaczka jednak podsuwa nam różne tropy. Albrecht został wykolegowany z dziedziczenia dóbr we Frankonii przez synów swoich braci, albowiem powołali się oni na jego stan duchowny, będący czystą fikcją, który wykluczał go z dziedziczenia. Albrecht miał poza tym plany matrymonialne, które realizował w Niemczech, a także chciał, jeszcze za życia Georga przejąć Mazowsze i przyłączyć je do Prus. Miało się to odbyć za pomocą zręcznych mariaży. We wszystkich tych planach król Polski Zygmunt traktowany jest jak osoba niepełnosprawna umysłowo, co najpewniej było prawdą.

No, ale to było później. W roku 1523 istnieją jeszcze Węgry, Georg nie jest dziedzicem Opola i Raciborza, Rzym jest cały i nikt się nie spodziewa, że może zostać zniszczony. Ostrożność Albrechta jest więc zrozumiała. Trudno tylko uwierzyć w to, że on pojechał do Wittenbergi zaciekawiony Lutrem. Ponoć, czego nie potwierdza prof. Dembiński, ale informacja ta znajduje się w angielskiej wiki, pośrednikiem w spotkaniu Lutra i Albrechta, a także Georga, bo on również przybył do Wittenbergi, na co nikt nie zwraca uwagi, był Florian Geyer, rycerz ze Szwabii, który rok przed wybuchem wojny chłopskiej, a dwa przed spotkaniem Lutra z Albrechtem spędził w Londynie na dworze Henryka VIII. Jeśli dodamy do tego informację, że Dietrich von Schomebrg jeździł do Londynu i Edynburga, by tam agitować przeciwko Polsce, to może coś nam zaświta w głowach. Nam tak, ale nie Wijaczce. On ma bowiem problem, jak pogodzić biografię Albrechta, z ramami, w których pozwolono mu działać. Ukrywa więc nakład i bibliografię, składa serię mydlących oczy deklaracji i jakoś z tego wychodzi. Normalnie zaś, zdziwiłby się pewnie, że ja tu cytuję angielską wiki, która przecież nie jest żadnym źródłem. No, tak, ale coś cytować muszę, skoro prawdziwe źródła się przed takimi jak ja ukrywa. Może więc jeszcze raz zacytujmy profesora trzech polskich uniwersytetów, działających w odrodzonej ojczyźnie, w której wrogość do Niemiec, do rodziny Hohenzollern, a także go samego Albrechta była ugruntowana i głęboka. Proszę bardzo:

Tajemnica pokrywa pierwsze związki w. mistrza Zakonu niemieckiego z Lutrem, krzewicielem niemieckiego ducha, tajemnica skrupulatnie i zręcznie zachowywana.

Do dziś nie znalazł się taki, który by tę tajemnicę rozwikłał i napisał uczciwie jak było. Nie można tego zrobić, powtórzę raz jeszcze, nie tylko ze względu na Niemców. Nie można tego zrobić także ze względu na Kraków, gdzie Niemcy i wynajęci przez nich ludzie napisali fałszywą, nieciekawą i nudną jak flaki z olejem historię Polski, podawaną nam dziś do wierzenia w podręcznikach. Nikt tego nie zmieni, bo wtedy cała narracja oparta na schemacie opisywanym tu niedawno przez tego wariata, którego córka napisała właśnie wydaną przez paulinów książkę o Jasnej Górze, wyparuje jak eter i wszystko trzeba będzie redagować od nowa. No, ale nie może być chyba dla człowieka myślącego gorszej kary niż stać na straży nudy i kłamstwa. Ileż on musi mąk wycierpieć ile kompromisów z samym sobą zawrzeć, żeby normalnie z rana spojrzeć do lustra. To są nieprzeliczone ilości. Dlatego właśnie diabeł dał im do pomocy różnych demaskatorów i facecjonistów, a także Magdę Ogórek. Ludzie ci piszą książki typu „Córki Wawelu”, albo „Klątwy, mikroby i uczeni”. Zamiast prawdy mamy więc stary, sypiący się już format podparty sensacją wyciągniętą nie powiem skąd, żeby nie urazić pań. I tak to już zostanie. My tego za bardzo nie zmienimy, ale co się przy tej robocie ubawimy, to nasze.

Przypominam, że na stronie www.basnjakniedzwiedz.pl trwa promocja książek i czasopism. Baśń czeska i amerykańska po 10 zł, Baśń III po 15, tak samo Łowcy księży oraz Straż przednia. Nawigatory także po 10, ale ubywa ich w zastraszającym tempie, więc trzeba się spieszyć.

  46 komentarzy do “Coryllus i tajemnica tajemnic”

  1. Z wikipedii: „Florian Geyer jest wymieniany w dziele Fryderyka Engelsa „Wojna chłopska” z 1870 r jako wczesny bojownik proletariatu, a narodowi socjaliści nazwali jego imieniem 8. Dywizję Kawalerii Waffen-SS. Również 3. Pułk Straży Granicznej NRD został nazwany jego imieniem.” – ho, ho, ho, tak, tak, tak…

  2. Kraków, gdzie Niemcy i wynajęci przez nich ludzie napisali fałszywą

    wspaniali habsburgowie tak urządzili polską historiografię. Przed wojną i za komuny kontynuowali to tamtejsi autorzy ze stajni tego, który pił z sutka.

  3. Przestań używać tego kretyńskiego zwrotu, bo wylecisz

  4. Ciekawa dysertacja doktorska Kolankowskiego:

    Kandydatura Jana Albrechta Hohenzollerna na biskupstwo płockie 1522–1523

  5. I jeszcze „Z archiwum Królewieckiego: polscy korespondenci ks. [email protected]

  6. Robi się ciekawie, a najciekawsze dla mnie to

    … informacja ta znajduje się w angielskiej wiki, pośrednikiem w spotkaniu Lutra i Albrechta, a także Georga, bo on również przybył do Wittenbergi, na co nikt nie zwraca uwagi, był Florian Geyer, rycerz ze Szwabii, który rok przed wybuchem wojny chłopskiej, a dwa przed spotkaniem Lutra z Albrechtem spędził w Londynie na dworze Henryka VIII. Jeśli dodamy do tego informację, że Dietrich von Schomebrg jeździł do Londynu i Edynburga, by tam agitować przeciwko Polsce, to może coś nam zaświta w głowach

    bo jak wiadomo mnie już nie świta w głowie, tylko widzę to wokół siebie codziennie, a trwa to nie od wczoraj przecież. Ciekaw jestem od kiedy.

  7. Doskonała analiza i tekst.
    10/10.

  8. Pan profesor Wijaczek rozumie bardzo dobrze swoją powinność i słowem się nie zająknie o tym o czym dzięki Coryllusowi & Company możemy się tutaj dowiedzieć. W dobie tzw. ekumenizmu, precyzyjnie określonych grantów na publikacje nie można oczekiwać niczego innego, chłop chce w spokoju doczekać emerytury.

  9. Poza tematem, ale innego sposobu nie mam.

    Po pierwsze, chcę przypomnieć blogowiczom, że  11 lutego 2018 o godzinie 12.00. będzie odprawiona w kościele klasztornym w Wąchocku msza św. Na tę niedzielę przypada wspomnienie N.M.P. z Lourdes. Msza byłaby w następującej intencji:
    dziękczynna za otrzymane łaski, z prośbą o dalszą opiekę N.M.P. nad Gabrielem Maciejewskim, jego zoną Lucyną i dziećmi oraz o Boże błogosławieństwo dla dzieł przez niego prowadzonych.

    Msza św. odprawi się na życzenie pewnej osoby z dalekiej Skandynawii, która pragnie pozostać anonimowa.

    Po drugie 22 kwietnia R.P. 2018 o godzinie 12.00 też w kościele klasztornym w Wąchocku zostania odprawiona inna msza św. Jest intencja jest następująca:
    za wstawiennictwem N.M.P. Królowej Polski, o dar rozeznania i roztropności oraz wszelkie dary Ducha Świętego – dla Pana Gabriela Maciejewskiego – potrzebne do prowadzenia wydawnictwa Klinika Języka, bloga „Baśń jak niedźwiedź” czy innych przedsięwzięć

    Ta msza św. jest zamówiona przez uczestnika, który pochodzi z grodu Kraka.

    Myślę, że po ostatnich dyskusjach na blogach wszyscy rozumiemy, że bez pomocy z nieba rozwalimy się na pierwszym lepszym zakręcie i niewątpliwa inteligencja Coryllusa nic nam nie pomoże wobec tego, który nie przepuszcza żadnej okazji. Dlatego zapraszam do duchowej czy fizycznej łączności w tym czasie, czy to w Wąchocku, czy to w Brzezinach czy na dalekiej Łotwie (dla mnie jest to bardzo wymowne, że właśnie tam w dawnych Inflantach, też odprawiają się msze św. w naszej sprawie).

  10. Pobrałem sobie tę broszurkę prof Dembinskiego i to jest widać bardzo długa tradycja pisania o Albrehcie bez bibliografii.

    Standardy akademickie muszą zostać zachowane.

  11. W myśl zasady:

    Normal
    0

    21

    false
    false
    false

    PL
    X-NONE
    X-NONE

    /* Style Definitions */
    table.MsoNormalTable
    {mso-style-name:Standardowy;
    mso-tstyle-rowband-size:0;
    mso-tstyle-colband-size:0;
    mso-style-noshow:yes;
    mso-style-priority:99;
    mso-style-parent:””;
    mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
    mso-para-margin-top:0cm;
    mso-para-margin-right:0cm;
    mso-para-margin-bottom:8.0pt;
    mso-para-margin-left:0cm;
    line-height:107%;
    mso-pagination:widow-orphan;
    font-size:11.0pt;
    font-family:”Calibri”,”sans-serif”;
    mso-ascii-font-family:Calibri;
    mso-ascii-theme-font:minor-latin;
    mso-hansi-font-family:Calibri;
    mso-hansi-theme-font:minor-latin;
    mso-bidi-font-family:”Times New Roman”;
    mso-bidi-theme-font:minor-bidi;
    mso-fareast-language:EN-US;}

    Rozprawa doktorska musi być potwierdzeniem umiejętności dostrzegania, sformułowania i rozwiązania problemu badawczego. Świadczy ona o tym, że jej autor opanował metody badawcze stosowane w danej dyscyplinie nauki i potrafi się nimi prawidłowo posługiwać, posiada pogłębioną wiedzę teoretyczną i specjalistyczną w zakresie tej dyscypliny, jest samodzielny i dojrzały intelektualnie, wie, co powinien wiedzieć, wie, czego nie powinien wiedzieć, wie czego nie wie, wie co chciałby wiedzieć, wie o co i jak pytać, a zarazem, o co pytać nie powinien

  12. coryllus, nie wiesz, co mi się z postem porobiło? wtf?

  13. Jak się wkleja jakiś tekst z worda to tak się dzieje. Trzeba pisać w okienku samemu bez wklejania.

  14. Tak jest Ojcze.

    Daty zanotowane i melduje lacznosc duchowa.

  15. Koneczny, którego nie lubisz, pisał, że po zaborach przyjęliśmy niemiecką szkołę opisywania historii

  16. to jak żaba co podstawia łapkę kiedy konia kują – proszę nie zapomnijcie i o mnie ja mam tego dnia urodziny,

  17. tzn 11 lutego, kończę ileś  tam lat, no dużo …

  18. W historii Giertychów było napisane, że koronacja na króla Prus miała miejsce w 1701 roku i że żadne z państw nie odniosło się  do tego zdarzenia , milczeli,  aż któryś z Sasów tą koronację uznał  ileś tam lat później,  może nawet kilkadziesiąt lat później . Wieczorem zajrzę do źródeł ksiązkowych

  19. Albrecht przybył do Wittenbergi z Berlina dnia 29 XI 1523, widocznie nęcony postacią głośnego już Lutra, ale nie chodziło tylko o zaspokojenie ciekawości. Przejęty duchem czasu, zajmował się teologicznemi zagadnieniami, różne zadawał pytania o władzy papieża, o soborach, a co może nie jest przypadkowem, o prawie małżeńskiem.”

    „Przejety duchem czasu.” To zabawne sformulowanie. Powazni gracze nigdy sie nie przejmuja duchem czasu. Oni zawsze uwaznie obserwuja szachownice i rozwazaja jaki ruch wykonac.

    Nie lubie gdybac ale tak mi sie wydaje ze gdyby wtedy na tronie polskim zasiadal monarcha z glowa i umial myslec to mozna bylo to rozegrac zupelnie inaczej. Trzeba bylo Albrechta gdzies po cichu zarznac i nie bawic sie w zadne lenna i „holdy”.

    Wcielic Prusy do Korony Polskiej i nie byloby tego oscienia w zywym ciele ktory saczyl po cichu i dyskretnie trucizne przez setki lat. Losy Polski i swiata moglyby sie zupelnie inaczej potoczyc.

  20. >To są ludzie pełni podziwu dla niemieckiej nauki, są przy tym świadomi tego, że stanowią jedynie grupę podwykonawców, którym ta nauka coś zleca i to w ściśle określonych zakresach, za które nie można wyjść. Oni słuchają poleceń i tyle.

    Mowa malborska Hohenzollerna i skonsternowane Krakusy

  21. to po tym wystąpieniu Hohenzollerna, Kossak zrezygnował z malowania na dworze pruskim?

  22. Ja wklejam dłuższe teksty, i nigdy mi się jeszcze takie coś nie zrobiło. Mam LibreOffice.

  23. O ile pamiętam to przed tym wystąpieniem, znał już jego treść

  24. Z niezrozumiałych przyczyn nie ma jeszcze naszego dzisiejszego nagrania…dziwne

  25. „Z niezrozumiałych”? Mówiłeś coś _tak_ niewygodnego?

    Pewnie ferie mazowieckie, mniej rąk do obróbki nagrania. Może dlatego.

  26. Ciekawie poczytać ówczesne gazety.

    To się powinno znaleźć w podręcznikach szkolnych.

  27. Juz sobie zapamietalam…

    … Bog zaplac,

  28. No właśnie https://www.youtube.com/watch?v=WEPWAaJx0mg

  29. Dobre. Jak zwykle za krótkie.

  30. Chlorze, to nie od nas zależy. My tam jesteśmy najmniej ważni

  31. Może dobrze, że krótkie i na dodatek Orzeł starał się ukrócić Twoje wyłożenie tematu, bo nie wiadomo, gdzie mógłbyś zawędrować, a to tematy niebezpieczne.

    Tak się składa, że podczas obiadu obejrzałem dziś na TVP Historia dyskusję historyków o Powstaniu Styczniowym. Pomijając fakt, że duża część była niezrozumiała, bo próbowali się wzajemnie przegadać popisami erudycji, to zachowali się bardzo bezpiecznie, bo za autorytety robili tam Piłsudski i Żeromski. Co prawda na koniec sytuacja prawie wymknęła się spod kontroli, bo padło zdanie, że skutki powstania cofnęły cywilizacyjnie wschodnią Polskę, ale jeden siwy profesor uznał, że dobrze, że się odbyło, bo pokazało Europie…, a jeden przytomniejszy dodał …Syberię. Doczekałem do końcowych napisów w nadziei, że powiedzą co to za PRL-owski siwy staruszek, ale zobaczyłem tylko napis TVP 2010.

  32. W domu znalazłam dwie książki o Hohenzollernach, jedna to prof. Zofii Zielińskiej ” Kołłątaj i orientacja pruska u progu Sejmu Czteroletniego” opis planów  Kołłątaja żeby osadzić Hohenzollernów na tronie polskim, oraz Stanisława Salmonowicza „Fryderyk II”. Nic tam nie ma tam o genezie państwa pruskiego z lat wcześniejszych, o pomyśle Albrechta  na to państwo.

  33. Obejrzalem.

    Tam pada w pewnym momencie wypowiedz na temat Irlandii Polnocnej i IRA. Mozna by sie sklonic rzeczywiscie ku przypuszczeniu ze IRA to takie narzedzie wykreowane przez USA do dyscyplinowania Brytyjczykow. Wlasciwie dzialalnosc IRA (i tzw. Provisional Irish Republican Army) najbardziej nasilona byla podczas zimnej wojny, w latach 1960-1990, gdy istnial ZSRR i gdy Stany holubily Niemcow.

    Ale podczas swojego wystapienia nasz gospodarz stwierdzil ze nie jest mozliwe oderwanie Polnocnej Irlandii od Korony Brytyjskiej bo „tam sa sami protestanci.”

    Ciekawe, ale angielska wikipedia podaje ze wg danych spisowych, w 2011 roku katolicy stanowili 41% populacji Polnocnej Irlandii :

    https://en.wikipedia.org/wiki/Northern_Ireland

  34. No Józek  nie daruję Ci tego włażenia w słowo. No daj gościowi się wypowiedzieć. Jak spotkam Orła w Metrze, to zmieniam wagon, nie będę w tym samym wagonie co Orzeł za to że jest on niegrzeczny wobec zaproszonego, zgrabnie wypowiadającego się Coryllusa.

  35. Coś takiego znalazłem w sieci :

    Spór o historię: Powstanie styczniowe
    Autorytety w dziedzinie historii prezentują swoje opinie na temat różnych wydarzeń historycznych. W programie prowadzonym przez Macieja Zakrockiego dyskutują m.in.: prof. Maria Bogucka, prof. Janusz Tazbir, prof. Henryk Samsonowicz, prof. Andrzej Ajnenkiel, prof. Adam Dobroński, prof. Janusz Odziemkowski, prof. Wojciech Materski oraz prof. Wojciech Roszkowski.
    Powstanie Styczniowe było najbardziej romantycznym polskim powstaniem narodowy. Zryw od początku nie miał szans na powodzenie. Z próby tej zwycięsko wyszły jedynie wartości powstańców – przekonanie, że wolność i niepodległość są bezcenne.
    Może to oni ?

  36. Czy to ten program ?

    https://vod.tvp.pl/video/spor-o-historie,powstanie-styczniowe,13520500

    Występują panowie  Prof. Grzegorz Komski ?, dr Tadeusz Krawczak i dr Janusz Osica

    Już przez sam wstęp trudny mi było przebrnąć.

  37. Poprawdka pan prof. Grzegorz Łukomski

  38. Tak. To ten program.
    Pytanie Zagrodzkiego: Szkoda, że wybuchło?
    Profesor Grzegorz Łukomski: Nie. Przenieśliśmy ideę niepodległości narodowej i państwowej dalej…
    Doktor Janusz Osica: Tak daleko przenieśliśmy, że aż na Syberię.

  39. Powtórka w środę o 11.30 – nazwiska powinny być na początku.  Dzisiaj w tv same brednie – junior Morawiecki gada, że bez tego powstania nic by nie było. Stała konieczność dziejowa  jak zawsze. Nikt nie mówi o kosztach i kto na tym zyskał.

  40. Romantyczne ?  Przed powstaniem zbierano pieniądze na broń, a przecież zakup nie jest łatwy i trzeba to przewieźć. Wcześniej Rosjanie konfiskowali nawet białą broń, więc decyzja o wybuchu to była zwykła ustawka.

  41. Gdyby ktoś chciał to obejrzeć to będzie w środę o 11:30  na TVP Historia

  42. Obejrzałem wczoraj dwa razy, najlepszy odcinek to był.

  43. Dzisiaj był program o powstaniu – Nowe Ateny. W czwartek o 10.35  jest powtórka .

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.