Lut 152018
 

Wyjeżdżam pół dnia, zostawiam Wam więc fragment książki o pluskwach, dostępnej na stronie basnjakniedzwiedz.pl

 

W dwu ośrodkach rozkwitała kultura w Italii. Z jednej strony na południu, gdzie w królestwie sycylijskim Rogier II po zdobyciu Grecji w r. 1146 sprowadzał do kraju tkaczy i barwiarzy greckich, a razem z nimi zaprowadził hodowlę jedwabnika. Z drugiej w północnej Italii już od IX wieku niektóre miasta jak Lukka były głośne wyrobami tekstylnymi.

W Palermo w XII wieku przemysł barwierski jedwabiu kermesem stał już na wysokim poziomie. Fachowi rzemieślnicy, sprowadzani przez skrzętnego Fryderyka II, rozkrzewiali tu zarówno hodowlę jedwabników i sztukę tkania jedwabiu, jak też i umiejętnego jego barwienia kermesem.

Spadek po Palermo objęły z początkiem XIII wieku Narbonne i Montpellier, gdzie wskutek pobytu papieży i ich dworu w pobliskim Awinionie zapanował zbytek i wzmożony handel przedmiotami luksusu, wśród których kermes jako dostarczyciel barwnika szkarłatnego dla kosztownych tkanin niepoślednią zaczął odgrywać rolę.

Tymczasem słynna już w starożytności Marsylia staje się głównym portem w zakresie handlu kermesem, który w Prowansji zaczyna się, jak to niedługo zobaczymy z oryginalnych dokumentów, potężnie rozwijać. Zbieranie kermesu zostaje tutaj uregulowane szeregiem przepisów, ludność cała zostaje wciągniętą do przymusowych zbiorów, tworzą się charakterystyczne zwyczaje ludowe, związane z uroczystościami rozpoczęcia żniw kermesowych zw. vermellata, słowem produkcja kermesu rozwija się do niebywałego poziomu. Wedle Papona (II p. 356), co powtarzam za Beckmannem (III p. 25), nie znając oryginału, miały zrazu klasztory, podobnie zresztą jak gdzie indziej, ująć w swe ręce przemysł barwierski kermesem, a dzięki umiejętnej organizacji dźwignęły go tutaj na wysoki poziom. Z czasem przeszedł przemysł ten na własność arcybiskupów z Arles, by w okresie rozkwitu w XIII i XIV w. stać się przedmiotem specjalnej opieki królewskiej. Wedle tegoż autora mieli arcybiskupi w Arles w połowie XII wieku w okolicach Saint Chamas i w dalszych stronach swych posiadłości sprzedawać kermes żydowskim kupcom. Czy chodzi tu tylko o objęcie samej dzierżawy zbiorów, czy o sprzedaż gotowego towaru, ze wzmianki niepodobna niestety się zorientować.

Zapewne dzięki wyjątkowo sprzyjającym okolicznościom w XIII wieku przemysł ten tu się wykształcił; być może jednak, że było to nienaruszone, może tylko osłabione, dziedzictwo starożytnego świata, które tu w zakątku się uchowało. W każdym razie, już u zarania XIII wieku sztuka barwiarska jest tu rozwinięta bujnie i to w dwu centrach, w Arles i Montpellier, napotykając na miejscu bogatą obfitość kermesu, a nawet, jak zobaczymy, zasilana jest dowozem czerwca polskiego z dalekich stron, co pragnęlibyśmy tutaj z całym naciskiem podkreślić (Heyd, Koczy). Dowód to, jak znanym i rozgałęzionym musiał być handel prowansalski, który, jak twierdzi Rosa (p. 248), opierał się głównie na farbiarstwie jedwabiu i wełny kermesem, znanym tu w handlu, jak wiemy dzięki Gervasiusowi, pod mianem vermiculus lub grana vermelli. W okresie tym, w XIII i XIV w., dzięki temu przemysłowi staje się Prowansja bogatą, a jej zbytek głośnym w świecie; produkuje ona tkaniny zbytkowne, rywalizujące z powodzeniem z weneckimi.

Początek rozkwitu przemysłu barwierskiego sięga na pewno daleko w przeszłość, tak przynajmniej przedstawia nam tę sprawę zbiór dokumentów tzw. Thalamus parvus, wyd. 1890, i znakomity znawca historii handlu prowansalskiego A. Germain (p. 19-20), w każdym razie już za czasów Wilhelma V w r. 1121 sukna miejscowe o barwie szkarłatu były głośne w świecie handlowym.

Montpellier etait – powiada nam ten sam autor – specialement renommé par ses draps et sa teinture écarlate… Ces draps s’expédiaient la plupart en Orient. Montpellier les y envoyait tantôt directement, tantôt par l’intermédiaire des navires italiens. Leur confection constituait une sorte de travail privilégié.

Przywilej ten, nadany przez Wilhelma VIII w r. 1181 (Petit Thalamus p. 137), stanowił o monopolu barwierskim obywateli Montpellier. W r. 1204 zyskał on nową podstawę w artykule 110 wielkiej Karty, zaprzysiężonej przez Piotra Aragońskiego (Petit Thalamus p. XXXIX i 48):

Nullus extraneus homo aliquos pannos laneos in Montepessulano tingere, potest in grana, vel in aliquo colore.

Co prawda już w roku 1226 częściowo osłabiono te przepisy na korzyść obcych obywateli, którzy osiedli od 5 lat w mieście, względnie weszli co najmniej przed dwoma laty w związki małżeńskie z obywatelką miasta; nowym zaś rozporządzeniem z r. 1251 (Petit Thalamus p. 138-139) i te warunki złagodzono. Później król Jakub I celem uniknięcia spadku cen za tkaniny miejscowe barwione kermesem, którym zarzucano, że są gorsze niż tkaniny wyrabiane w Genui, Lucce i Marsylii, wydał rozporządzenie 4 czerwca 1265, nakazujące powiększenie dozy barwnika przy barwieniu celem uzyskania intensywniejszego koloru (Ibid. p. 262-264). Równocześnie zaczyna wchodzić w użycie marzanna, podczas gdy pierwotnie wolno było barwić na czerwono tylko kermesem, jak to wynika z art. 111 karty z 15 sierpnia 1204 r:

Nullus pannus laneus albus tingatur in roja, ita quod remaneat rubeus, nisi solummodo in grana.

Handel tym towarem szedł daleko, bo do Anglii, na dwór króla Henryka III; np. z r. 1232 mamy:

Rogavit dominus rex Gailardum Colam, quod emi faciat, ad opus domini regis, apud Montempessulanum viginti pannos sericos, et quatuor pannos de scarletta.

Były to tkaniny kosztowne i bardzo poszukiwane. Np. w r. 1345 marszałek Wilhelm de Beaucaire nabywa tu tkaniny dla królowej Jeanne de Bourgogne, żony Filipa Walezjusza, których wartość ocenia Germain (Ibid. p. 223) po 65 fr. za funt wedle stanu waluty francuskiej z połowy XIX wieku.

Dzięki takim zarządzeniom wzrastał przemysł barwierski Montpellier, jak powiada Germain, ciesząc się podwójną opieką: miasta i królewską. Oto np. Jakub I wydaje w r. 1262 zarządzenie, które nas informuje o systemie organizacji tego przemysłu (Germain p. 248):

Noverint universi quod nos Jacobus, Dei gratia rex Aragonum, Majoricam et Valencie, comes Barchinone et Urgelli, et Dominus Montispessulani …item confitemur de te (Johanne Brixoni) habuisse 10 saccos, plenos grane, in quibus habebat VIII sarcinatas et XV libr. de prodicta grana pura et bona ad tingendum scarlatas, quod alumen prodictum atque granam antedictam receperunt pro nobis in nomine nostro Petrus de Fontainis, piperarius Montispessulani, et Guillelmus Arnaldi, notarius nostrae curie predicti loci. Et ad majorem huius rei firmitatem, iterum tibi confitemur quod profatum alumen et granam supradictam habuimus et recepimus, ut plenius scriptum est, propter magnum necessarium nostrum, quod fecimus de consilio et voluntate consulum Montispessulani, quas predictas decem libr. melgor. et alumen predictum ac grana, vel eorundem pretium tibi promittimus ve tuis solvere ad bonam fidem…

Również Jakub II (Germain p. 299-300) wydaje nowe rozporządzenie z dn. 19 stycznia 1296 r., w którym opierając się na dotychczasowych przepisach, dąży do podniesienia wartości tkanin kermesem barwionych.

Oto stwierdzając, że kermes jest najdoskonalszym barwnikiem świata, celem zachowania jego reputacji oraz celem zapobieżenia oszustwom, a nawet podejrzeniom o nie, nakazuje, by szkarłat brano tylko i wyłącznie z kermesu, bez żadnej domieszki, gwarancję zaś czystości ma dać królewski strażnik w formie pieczęci, każda zaś sztuka materii czerwonej, barwionej innym sposobem ma dać opłaty do skarbu 1 denara. Oto klasyczny przykład ustawy protekcyjnej na rzecz kermesu i jego sławy.

Kwitło tedy miasto bujnym niezwykłym życiem1, a z nim razem cała prowincja. W mieście zaś cech farbiarzy doszedł do największego znaczenia, jak to wynika z jego statutu, w r. 1340. Niebawem jednak po ustąpieniu papiestwa, z Avinionu i powrocie do Rzymu, wskutek zamieszek i wojen na terenie Francji, jak też rywalizacji z sąsiednimi miastami, wpływ Montpellier upadł i nigdy się nie dźwignął, przemysł zaś kermesowy wskutek konkurencji z rozwijającą się Florencją nie podołał sprostać sytuacji, stracił sławę i znaczenie, jedynie tylko okolica cała jeszcze przez długie wieki była jednym z głównych dostarczycieli kermesu jako surowca.

W tym samym czasie liczne miasta północnej Italii rozwijają również swój własny przemysł i zaczynają jego produktami coraz śmielej i szczęśliwiej handlować; mnożą się tam fabryki sukna i jedwabiu, jak we Florencji, Genui, Rzymie, Pizie, Lucce, Weronie, Padwie, Mediolanie i last but not least w Wenecji. Italia ówczesna staje się dostarczycielem tkanin z biegiem czasu bezkonkurencyjnym, aż ją pod koniec dziejów średniowiecza zdystansuje północ Europy, odległa Flandria i Anglia, gdzie zresztą już dawno sukna wyrabiano, jak i Francja. Tymczasem jednak, kiedy w XIII wieku z momentem zdobycia Bizancjum przez Krzyżowców zajmie Wenecja Moreę (r. 1205), oraz usadowi się na wyspach, jak na Krecie i innych, wyzyska ona zręcznie istniejącą tu produkcję kermesu, nada jej ścisłą organizację i pokaźnie zasilać będzie przemysł metropolii własnym cennym surowcem. Tak r. 1394, jak pisze wybitny znawca handlu lewantyńskiego W. Heyd (II p. 610), ustanowiono na Krecie urząd specjalny kwestorów, gdzie sortowano zbiory kermesu wedle jakości. »Grana« uznane za nieodpowiednio konserwowane lub poślednie konfiskowano i niszczono, a do handlu szedł tylko towar wybrany i kontrolowany. Podobnie i na południu Morei miejscowość Koron słynęła przez dłuższy czas ze znakomitego kermesu. Taka Lukka celowała w wyrobie nadzwyczaj delikatnych tkanin jedwabnych i to od bardzo dawnych czasów. J. Ptaśnik powtarza za autorem italskim Broglio d’Ajano, że Lucca celowała w tej dziedzinie od bardzo dawnych czasów, bo już w IX wieku jedwab lukeński miał być znany i ceniony (Włoski Kraków p. 29):

…Długo Lukeńczycy umieli sekret wyrabiania swych materyj utrzymywać w tajemnicy, ale następnie z powodów politycznych zmuszeni wyemigrować liczni fabrykanci materii jedwabnych przenieśli tajemnicę i do innych miast włoskich, jak Bolonii, Genuy, Wenecji, Florencji, gdzie wskutek tego sztuka ta stanęła na wysokim stopniu rozwoju.

Kiedy jednak wprowadzono hodowlę jedwabników do północnej Italii, źródła milczą. Pagnini (p. 107) przypuszcza, że Lukka i tu musiała przodować. W każdym razie wiadomym jest, że zbiegowie z Lukki wprowadzili ten przemysł do Florencji w r. 1315.

Potężniejący handel wenecki zyskuje w XIII wieku znakomite oparcie o owe wytwórnie, które zwłaszcza z momentem przeniesienia się mistrzów ze Smyrny, Brussy i Efezu do Italii wskutek wojen na wschodzie, tajniki kunsztu przeszczepiają do Italii.

Warunki stworzone przez wojny krzyżowe umieli Wenecjanie dla siebie wyzyskać, ujmując w swe ręce bez zbytniego oglądania się na państwo bizantyńskie handel z Syrią, Arabami, a nawet przez Morze Czarne z Armenią, skąd nawiązywali pośrednio karawanowe stosunki z dalszymi krajami handlującymi tkaninami, a głównie jedwabiem. W miarę tego rośnie w Italii dobrobyt, wzmaga się zapotrzebowanie na coraz kosztowniejsze tkaniny, niebawem zbytek i luksus za śladem Bizancjum ogarnia i Italię.

Muratori (II Diss. XXX p. 891-899) powołuje się na szereg dokumentów, stwierdzających, że od XII wieku kermes pod różnymi nazwami, najczęściej jako grana, zostaje bardzo często wymieniany jako towar handlowy między Ferrarą i Bologną, między Modeną a Bondeno i Finale, Modeną i Lukką oraz Bologną, Lukką, Pizą i Florencją, z czego się okazuje, że handel ten był bardzo żywy, a zatem towar łatwo i chętnie zbywany. Wiadomości te rozszerza i podtrzymuje M. Rosa (p. 225-226, 244). Najwcześniejsze wzmianki miałyby istnieć z r. 1190.

Od XIII wieku przemysł tkacki, a z nim barwierski, Italii zaczyna słynąć w całym świecie chrześcijańskim. Z rozwojem bowiem kultury wzmaga się niesłychanie popyt na drogocenne materie, które coraz silniej i racjonalniej rozwijający się handel italski rzuca w pokaźnych ilościach na dalekie rynki. W branży tkackiej stają się rozgłośne szlachetne jedwabie, przeróżne tafty, welwety, plusze, atłasy (altembasy), karmazyny, aksamity, safiany, adamaszki, brokaty i różne inne materie o nazwach dzisiaj nam wręcz niezrozumiałych, o najrozmaitszych barwach i odcieniach.

Jak faktycznie przedstawia się szkarłat dawny, czy z czasów starożytnych, czy średniowiecza, właściwie nic nie wiemy. Na tym stanowisku stali historycy technologii z końca XVIII i początku XIX wieku np. Bischoff, Beckmann i Poppe. Tak Beckmann pisze wyraźnie (1792 p. 42):

Von der Zubereitung und der Güte des alten Scharlachs wissen wir freylich nichts, aber da man doch auf vielen alten Teppichen aus dem eilften Jahrhunderte und vielleicht aus noch früberen Zeiten, eine Röthe, die sich bis auf unsere Zeiten besonders schön erhalten hat, antrifft, so kann man wenigstens nicht leugnen, das unsere Vorfahren ihren Scharlach nicht ohne Ursache gelobt haben.

W jednym z dzieł XV, lub jak chce Karabacek (p. 77), ze schyłku XIV wieku, pióra bliżej nieznanego autora Gargioll’iego mamy poza kolorem fioletowym wyliczonych 5 grup barw czerwonych dla jedwabiu, z których każda składa się z całego szeregu dalszych odcieni, są to (p. 78):


Rossi di Zafrone; ponieważ termin ten oznacza szafran (Carthamus tinctorius), ten zaś daje barwę żółtą, przypuszczać więc należy, że chodzi tu o jakąś kombinację barwników z kermesem, czerwcem lub marzanną w zespole barw zwanych: Ali, Angelo, Cerasa, Fiordi Melagrano, Fuoco, Incarnato, Ortensia, Penne d’angelo, Ponso, Porpora, Rosa, Rosa secca, Scarlatto e Vesuvio.

Rossi fini: Chermisi i Fior di pesco.


Rossi falsi di Verzino: Atto chermisi, Atto porpora, Atto ponso, Atto Rosa.


Rossi di Verzino (barwnik roślinny z drzewa barwierskiego): Adrianopoli, Fiametta, Mattone, Palmone, Rosso Ciliegia, Rosso sangue, Rosso vinato, Schizzo di fuoco.

Rossi di Catrame: Solferino e Roscina.

Razem mamy tu 29 odcieni; oczywiście materie różniły się także jakością przędzy między sobą. Wszystko to dowodzi, jaka obfitość musiała istnieć w owych czasach, jaka różnorodność tkanin, jakie w nich zamiłowanie, jaki zbytek. A między wszystkimi rodzajami tkanin najprzedniejsze miejsce zajmują tkaniny barwione przez chermisi. Oto obraz zbytku, bujnego życia i dostatku! Na jakiej drodze technologicznej barwy te osiągano, jakie barwniki służyły do ich osignięcia, tym zajmiemy się później. Że w praktyce oddzielano od siebie poszczególne fabrykaty, że świat ówczesny znakomicie się orientował w różnicach dostarczanych mu towarów, że jedne sorty cenił wyżej, inne mniej, to chyba jest faktem nie potrzebującym tłumaczenia. Na czym jednak istota tych różnic polegała, tego oczywiście świat odbiorców najczęściej nie odgadywał, bo pozostawało to dlań zagadką, rozwiązanie której było mu najzupełniej obojętne, tym więcej, że zagadki tej jako tajemnicy zawodowej w obawie przed niepożądaną konkurencją strzegł zazdrośnie świat wytwórców. Problem ten jednak dla nas istnieje i bodaj w części będziemy starali się go rozwikłać, mając do usług całą późniejszą wiedzę, jaka na tym polu w międzyczasie wykwitła. Na fakt ten historycy kultury mało zwracają uwagi, a przecież fakt to niezwykły. Oto utrzymywaniu się w tajemnicy przemysłu kermesowego sprzyjała niepomiernie okoliczność, iż zarówno w Wenecji, jak i gdzie indziej w Italii i na Wschodzie, przemysłem farbiarskim zajmowali się głównie Żydzi, jak wiadomo, ustawowo i zwyczajowo wyizolowani od społeczeństw miejscowych.

W handlu jednak towar musiał być ściślej określony. A że kermes stawał się stopniowo coraz głośniejszym obiektem, stąd wszelkie niewyraźne dotychczasowe wzmianki o barwniku kermesowym zaczynają milknąć raz na zawsze; język kupiecki nie znosi tajemnic, on musi mówić językiem prostym, zgoła zrozumiałym dla wszystkich, a z tym momentem jakiekolwiek dotychczasowe pomieszanie z purpurą zaniknie doszczętnie, zwłaszcza wobec faktu, że zmienia się moda; przemysł purpurą jako bardzo uciążliwy i ilościowo ograniczony nie może dostosować się do masowych zapotrzebowań i niknie bez śladu w handlu, a rolę purpury coraz powszechniej i niepodzielniej zaczynają obejmować barwniki kermesowe i jak niebawem upewnimy się, czerwcowe. Zwłaszcza wiek XIII i XIV otwiera Wenecji dostęp do Armenii, która właśnie przechodzi swój renesans polityczny i kulturalny, a miasto Trapezunt staje się w miejsce miast syryjskich jednym z głównych centrów wymiany handlowej między rywalizującymi potęgami handlowymi Genuą i Wenecją a wnętrzem kraju, które prowadzi żywy handel tkaninami i wzorzystymi kobiercami oraz jedwabiem. Gdy w drugiej połowie XIV wieku Osmanie zagrożą handlowi lewantyńskiemu obu republik, zacznie się dla nich ciężki okres walk o supremację i rolę handlową, w których przez długie lata nie będzie zwycięzcy, jakkolwiek handel będzie się coraz bardziej ograniczał do zabezpieczonych punktów, aż nastąpi nieprzewidziana klęska dla handlu Italii w formie niespodziewanie odkrytej drogi okrężnej do Indii.

Tymczasem aż do XV w. potężnieje handel italski, który dociera daleko na północ, opanowując rynki skandynawskie, polskie i wschodniej Europy, gdzie kolory szkarłatne czyli amarantowe lub karmazynowe stają się ulubionym i wysoko cenionym towarem. W XV w. docierają Wenecjanie do Moskwy2, Ruś zaś zwłaszcza południowa (Kijów) już w dawnych czasach prowadziła żywy handel z Armenią i Bizancjum; przedsiębiorcza Wenecja rychło zaczyna podbijać sobie nowy i rozległy rynek północnego wschodu Europy. Jako obraz sytuacji, wybiegającej daleko poza zjawisko handlu tkaninami, możemy zanotować z doby wcześniejszej rolę kupca Marco Polo, w czasach zaś późniejszych doniosłą akcję, odegraną przez sprytnego kupca Gian Battista della Volpe z Vicenzy, który pośredniczy w r. 1472 przy zawarciu małżeństwa Iwana Srogiego z ostatnią księżniczką bizantyńską Zoe, znaną później pod imieniem Zofii Paleolog. W jej orszaku przybywa z Italii do Moskwy wraz z rozlicznymi towarami szereg mistrzów, a jakkolwiek mało mamy dowodów, o jakie towary i jakie specjalności przemysłowe tu chodzi, wątpić nie należy, że przemysł barwierski nie mógł być niepożądanym i nieuwzględnionym.

Tymczasem, jak podaje Zanon (III Lett. 6), Rosa (p. 252), Poppe (p. 402), w r. 1429 jawią się w Wenecji przepisy barwierskie, normujące zasady tajemnej dotąd sztuki. W tym czasie mianowicie zostaje w Wenecji zreformowana »Scuola o Compania de Tintori«, która wydaje szereg przepisów, zawartych w »Mariegola cioe Matricola« czyli w specjalnych ustawach barwierskich, wedle których szereg dawnych przepisów zostaje jako niepraktyczne i bezużyteczne zarzuconych, wiele zaś nowych wprowadzonych jako zmierzających do podniesienia sztuki barwierskiej. Później takie rozporządzenia, jak widzieliśmy za wzorem władców w Montpellier, będą częściej się jawić i wpływać stopniowo na reformę, rozwój i jednolicenie się sztuki barwierskiej.

W XIV i XV wieku mamy parę drobnych zapisków dowodzących, że istniał żywy handel między ltalią a postronnymi krajami (Fischer Fr. Chr., Heyd, Simonsfeld, Ptaśnik, Świeykowski). Tak Simonsfeld podaje fakt obrabowania dwu kupców Weneckich z Ransborgu w r. 1330 z towarów, między którymi znajdowało się (p. 31):

125 f verzin… vermilei libre 12 de mari,

czyli handel nie tylko w tkaninach, ale i surowcu szedł na północ. W r. 1432 doża Francesco Foscaro prosi ks. Fryderyka austriackiego o uwolnienie z Insbruku przytrzymanych towarów i o osłonę przed napadami rycerzy łotrzyków majątku kupców weneckich w Ulm, w składzie których wyliczony jest (Ibid. p. 210-211):

uous caputeus paonacii de grana.

Wedle Ptaśnika (Włoski Kraków p. 29) dopiero w XV wieku tekstylny handel italski bije w Polsce towary flandryjskie. Sukna lukeńskie i florenckie, a przede wszystkim jedwabie weneckie i florenckie, zdobywają sobie via dwór królewski szczególne uznanie. W Polsce osiadają liczni kupcy weneccy i florenccy, zbywając tu swe wyroby tekstylne, i jak zobaczymy w swoim miejscu, nabywając surowce, a między innymi i cennego czerwca polskiego.

1. Jeszcze w czasach najnowszych istniała (Germain Hist. comm. I p. 205) w Montpellier ulica nosząca nazwę »De la draperie rouge«.

2. Heyd (II p. 197) malując te stosunki, zgoła fałszywie wymienia marzannę i muszle purpurowe jako obiekt handlowy Wenecji, zamiast mówić o kermesie i czerwcu.

  50 komentarzy do “Czerwiec średniowieczny”

  1. Ładne ale nie aktualne. Teraz ubrania robi się z polimerów ( polietylen, polipropylen .. ect ) w fabrykach gdzie ludzi już, tak jak i krosen, prawie nie ma.

  2. no i dobrze

  3. O tempora, o mores!

    Zmysłowe piękno w 29 odcieniach samej tylko czerwieni (nie licząc innych barw), w dziesiątkach tkanin o niezrozumiałych już nazwach, dzisiejszy świat zastąpił gołymi d… i cyckami, wylewającymi się z poliestrowo – stylonowej bielizny. Co za upadek cywilizacji!

    Namiastka tych wspaniałych barw i tkanin pozostała w średniowiecznym malarstwie tablicowym. Chwała mistrzom pędzla i twórcom farb dla nich!

  4. Tyle kolorów, a „znafcy” wciąż będą mówić o ciemnym średniowieczu.

  5. Jolu, kiedy Pan Bóg otrzymuje od ludzi maleńką cząsteczkę, której sobie życzy, daje ludziom bogactwo, którego nie sposób ogarnąć rozumem. Zasada jest tak prosta, że wielu ją odrzuca, bo uważa prostotę za prostactwo. Jednocześnie każdy człowiek działa zgodnie z zasadą niesprzeczności, bo inaczej nie mógłby oddechu zrobić.

  6. Tradovium czeka na czerwca polskiego.

  7. Niedawno przeglądałem książkę o owadach Polski . Przy czerwcu było napisane, że była to podstawa gospodarki średniowiecznej Polski. Więcej prawdy niż w książkach do historii

  8. Wg „Silesiographia renovata”, w dobrych latach (wiek 16?) samo cło od eksportu czerwca przynosiło 6000 dukatów rocznie do skarbu królestwa, a łączny roczny przypływ gotówki wynosił około 120000 dukatów węgierskich. Nie wiem jak to przeliczyć na euro.

  9. To jakieś 3,5 g złota, cóś koło 120e

  10. Wystarczy pomnożyć przez 3,5 g złota. Uncja złota to 31 g czyli ok. 9 dukatów. Cena jednej uncji to obecnie 1350 $. Czyli wpływy z cła to 900 000 $ a przypływ gotówki to 18 000 000 $.

  11. nam pozostały porwane kolana w bawełnianych spodenkach w kolorze indygo

  12. Bo gdyby G.Braun był żydem to przeprosiny byłyby oczywistością, a tak to przeprosiny wobec nie – żyda są po prostu podkreśleniem wyjątkowości Dżonego De. Znaczy dobrze wychowanego żyda.

  13. Ciekawy i językowo i politycznie tekst. Kto był murzynem?

  14. Ale Johny właśnie napisał, że Braun jest Żydem. Tylko dodał, że nie z tego powodu go przeprasza.

  15. Przemysl, rzemioslo, wynalazki, finanse, relacje miedzyludzkie, rozumienie celu I sukcesu, …….. sa poza horyzontem historykow. Tylko wojny, dynastie, sojusze. Wolnosc I republikanizm, dobrze, ale czemu I jak mialo to sluzyc ?

  16. No i jak tu się z takim nie zaprzyjaźnić?

  17. Oni sami sobie te farby ukręcali. To wiedza wręcz alchemiczna była. Najdroższą farbą był /o ile pomnę/ błękit maryjny, stosowany na płaszcz Matki Bożej. Kręcony ze sproszkowanego lapis lazuli.

    https://pl.wikipedia.org/wiki/B%C5%82%C4%99kit

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Lapis_lazuli

    Pomyłka w technologii ukręcania błękitu skutkuje do dzisiaj – zmiana barwy płaszcza Marii /np. na zielony albo strasznie ciemny – po stuleciach/. Ale o tym pewnie więcej wie Gabriel.

  18. To jest piękny wzór postanowień wielkopostnych: zachowując prostotę serca, unikać bylejakości. I wszelkiej względności, czyli powszechnego dziś alizmu (ale-katolicyzm, ale-moralność, ale -uczciwość, ale-piękno, ale-prawdziwość, ale-odwaga, ale-pracowitość itp.).

    Bo mam nieprzeparte wrażenie, że niestety, z zasadą niesprzeczności to my jesteśmy często na bakier. Zwłaszcza w praktyce. Wtedy często wszystkie zasady stają się nieoczywiste, a każde usprawiedliwienie dobre…

  19. Krótko mówiąc: „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi.”

  20. Aha, moja Mama miała /dawno temu/ swoją panią kosmetyczkę. Onaż robiła sama różne tam specyfiki dla dam, w tym kremy /genialne!/ i… coś takiego czerwonego, w maleńkich pojemniczkach. Służyło to poprawieniu kolorów policzków. Już nie pamiętam nazwy, ale – a! już pamiętam! – koszenile sproszkowane i z czymś ukręcone.

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Kwas_karminowy

    Pani kosmetyczka chyba ściągała te kosznile z Bułgarii.

  21. Pociesza mnie tylko myśl, że po tamtych Mistrzach wciąż pozostało Piękno. Nawet jeśli nieco przebarwione, to wciąż Piękno. Opłacone ciężką pracą i dążeniem do doskonałości. A po takich Sasnalach czy innych kubistach, zostanie tylko kupka śmieci. Oby jak najszybciej!

  22. Żydzi nie przepraszają:

    https://www.youtube.com/watch?v=L-GSfSBD-qg

    To prawda, w Izraelu nigdy nie usłyszałem „przepraszam”.

    Tu chodzi o wzbudzenie wobec Brauna nieufności w środowisku katolików, szczególnie tych tradycyjnych, bo za takiego się Braun podaje, i ogólnie wywołanie dystansu, wzbudzenia nieufności. I to się Danielsowi udało, choć nie jest to jego pomysł. Daniels nie przyjechał tu myśleć, lecz wykonywać rozkazy.

  23. Jakieś czary tu się dzieją! Pisał Krzysiu o zasadzie niesprzeczności, a tu mamy w komentarzach nawet względność czasu! Kossobor ma 2 różne czasy zamieszczenia swojego komentu: 19:57 pod jej nickiem, przy jej komentarzu i 19:36 w mojej odpowiedzi dla niej (T do Kossobor, 19:36). Zaś cud?!

  24. Ale jakie góry forsy wprawiają w ruch sasnale! Sze kręczy!

    Mam taką wizję sajens-fajens: za 200 lat znikną wszelkie dzieła sztuki sprzed ekspresjonistów, dadaistów i inszych takich gówien. Dla ściśle wybranych, w doskonale urządzonych podziemiach i za sowitą opłatą będą wystawiane do oglądania np. średniowieczne Madonny etc.. I możliwość dopuszczenia do oglądania tej sztuki będzie znakiem wybraństwa /i rządzeństwa :)/. Pomysł niniejszym sprzedaję publicznie – może kto zdolny napisze powieść o tym.

  25. Tak. To jest upadek cywilizacji. Niewielki przebłysk tego widać w różnych wiejskich przedwojennych kilimkach barwionych ręcznie. Przemysł włókienniczy wełniany, lniany i bawełniany istniał w Polszcze do mniej więcej połowy lat 90-tych XX w. Potem skorumpowane władze III RP ‚przestały zauważać” dumpingowe ceny na import poliestru z Korei Południowej, który wykończył ostatecznie przemysł tkanin naturalnych w Polsce. Włosi trzymają się standardów i mają produkcję tkanin  z zawartością lnu i jedwabiu.

  26. Nie wydaje mi się. Malarstwo istnieje dzisiaj też i powinniśmy zadbać, aby malarstwo religijne wg starych reguł – istniało nadal.
    Chociaż sądząc po „tryndach” jakie panują w nowoczesnym budownictwie kościelnym – w kościołach też zaczyna brakować miejsca dla pięknych wizerunków Matki Boskiej i Świętych.

    Mam wrażenie, że teraz mamy taką „dziurę czasową” w ludzkiej cywilizacji, która musi się zakończyć. „Wybraństwo” w sensie „konsumpcji ukrytej” istnieje właśnie dzisiaj, głównie chyba jako wyraz histerii nowobogackich, którzy tak naprawdę w warunkach „demokracji” nie bardzo wiedzą – czym mieliby się odróżniać od zwykłych ludzi. Przede wszystkim to oni – nie chcą umierać.

    PS. Po co satanistom średniowieczne obrazy święte? Po co im portrety infantek hiszpańskich?

  27. W dodatku działo się to wszystko w „wiekach ciemnych” czyli w Średniowieczu. Teraz wypada jeszcze raz rzucić okiem na tę całą anty-średniowieczną agitację filmową np. film „Imię róży” albo jakieś inne anglosaskie lub skandynawskie „politgramoty”.

  28. >W jednym z dzieł […] mamy poza kolorem fioletowym wyliczonych 5 grup barw czerwonych dla jedwabiu, z których każda składa się z całego szeregu dalszych odcieni…

    Z dwóch barw królewskich szkarłat był czerwienią jaśniejszą, a karmazyn ciemniejszą, lecz nazwy zależały głównie od handlarzy i od lokalnych zwyczajów, a także ich znaczenie zmieniało się w czasie.

    Poszukując przykładów znalazłem na wiki piękny portret Lukrecji Panciatichi z początku 16. wieku wykonany przez Agnolo Bronzino. Sądzę, że bufiasta część rękawów to szkarłat, a reszta rękawów to karmazyn. Mam kłopot z jej ustami, bo zwykle o ustach mówi się karminowe, ale tu bym je uznał za szkarłatne.

  29. Malarstwo istnieje dzisiaj też i powinniśmy zadbać, aby malarstwo religijne wg starych reguł – istniało nadal.

    Przeca nic innego nie robię 🙂

    Gdy już w oczach i mózgach ludzi zniszczy się pojęcie piękna /nie wspominając już o triadzie platońskiej/, nad czym pracują usilnie instytucje od „kultury”, to przecież piękno pozostanie czymś oczywistym. I ono będzie właśnie dla wybranych i wtajemniczonych. Będzie samym cymesem, że tak powiem. W świecie przekazu masowego prawdziwego piękna nie będzie. Będą sasnale, „Klątwy” i muzyka „konkretna” czy jak jej tam. /Pytałam się wspaniałego pianisty, który historię muzyki ma w palcach i w klawiaturze,  co z tą muzyką „atonalną” czy „konkretną” . Odpowiedział, że to kit i oszustwo./

    Naturalnie zawsze, pokątnie, po domach, będą działać artyści wedle własnej miary /vis maior, dar od Boga/, ale o nich – sza!

    A po cholerę np. Japońcom były stare, europejskie obrazy za miliony, które natychmiast zamykali w sejfach???!!! Ani im Madonny nie robiły, ani infantki!

  30. Dla porządku dorzucę /przecież wszyscy o tym raczej wiedzą/, że bogatą szlachtę zwano karmazynami. Ładnie 🙂

  31. średniowieczy jest barwne – aż niemożliwie

    łączenie kolorów nie do pomyślenia później.

    wystarczy patrzeć na miniatury w starych Kodeksach

    ozdobne pierwsze litery tekstu

    szał kolorów i wykwintnych, aż przesadnie form ubioru.

    piękno średniowiecza.

    pisał o tym Ecco

  32. to wieki barwne

    i dźwięczne – pełne muzyki

    intensywnych zapachów

    przedsiębiorczych ludzi i dalekich podróży

  33. Zaświaty ale spytam: jaka to książka ? …podstawa gospodarki średniowiecznej Polski…

  34. Pisał przede wszystkim Huizinga

    ..jak to stroili się na bitwy brano najlepsze klejnoty, czapraki końskie niebywale zdobione…

    Niezwykle barwne mundury dotrwały do XIXw . (obrazy bitewne Kossaka-byl w koncu nadwornym malarzem dworu austriackiego) gdy zorientowano się że te barwne stroje stanowią wspaniały cel dla artylerii

  35. To Włosi wykupili nasze manufaktury -ale mimo wszystko jeszcze kupi się czysty jedwab w sklepach „Milanówka” , jeszcze są tam cudowne wełny merynos, ale właśnie ekspedientka mówila mi, że zamykają -Włosi właśnie – naszą fabrykę wełen….

  36. Malarstwo moim zdaniem -właśnie odradza się. Właśnie w Polsce, bo jeszcze tu jest jeszcze  poczucie sacrum co ma znaczenie dla malarstwa w ogólności -nie tylko religijnego.

    A religijne? Prócz zalewu szmiry i tandety (za mało w seminariach historii sztuki) mamy znanych w świecie świetnych  A. Mickiewicz i P. Borutę. I jeszcze paru innych bym wymienila…

  37. ..i jeszcze Marek Jaromski

     

    „Marek Jaromski inspiruje się tradycją chrześcijańską. Jest znany ze swojego zamiłowania do aniołów i angelologii. Eksperymentuje z matrycą graficzną i podłożem, tworzy we własnej technice ziemiorytu. Do pokazów swoich prac włącza czasem poezję i muzykę.
    Od 1976 roku związany jest z działalnością grupy Warsztat, którą razem z nim współtworzą Andrzej Kalina i Andrzej Dworakowski.”
     

  38. Przy przeprowadzce żona odnalazła białą bawełnianą bluzę i spodnie z końca lat siedemdziesiątych, kiedy zaczęła pracować w pogotowiu. Gęsty splot, patrząc pod światło widać było, że tkanina ma lekki połysk, a na dodatek mimo gęstego splotu była miękka. A dzisiejsza bawełna (?) to rzadki splot płócienny, powierzchnia tkaniny tępa, nitka nierówna.
    Z tamtej bawełny robiono odzież ochronną, która dzisiaj wygląda jak produkt luksusowy.
    Były dawno temu tzw. bielskie wełny, inne niż angielskie, ale były cenione ze względu na wygląd i własności użytkowe.
    Prawo Kopernika obowiązuje również w tekstyliach.

  39. >intensywnych zapachów…

    Niestety, dawne czasy były smrodliwe. Od czasów rzymskich barwierze używali najdziwniejszych technik, nie stroniąc od moczu, a ściekami zatruwali rzeki.

    Miasta, gdzie nocniki wypróżniano z okna na ulicę, też nie były oazami czystości.

    Wiele lat temu, moja wycieczka szkolna nocowała w Krakowie, do dziś pamiętam ten smród.

  40. >Włosi trzymają się standardów i mają produkcję tkanin  z zawartością lnu i jedwabiu.

    Moja żona miała trzy ulubione sklepy rzymskie. Nazywały się Blunauta (jeden przy schodach hiszpańskich). Niech się schowa Armani. Godziny spędziłem w samochodzie, gdy żona przymierzała te wspaniałości (a nie miałem jeszcze tableta). Potem otworzyli jeszcze sklep w Londynie. A potem zniknęli. „Zły pieniądz wypiera dobry”.

  41. Znam malarstwo Aldony Mickiewicz i Boruty. Od początku /lata 80-te/ byli świetni. Wystawialiśmy wszyscy w nurcie kultury niezależnej.

    Gdy otrzymałam nagrodę na biennale rysunku – natychmiast nabyłam pracę właśnie Marka Jaromskiego – też w latach 80-tych. Cudowna. Anioły 🙂

  42. Kossak był nadwornym malarzem Wilhelma II, a nie dworu austriackiego

  43. nie pamiętam dokładnie, ale raczej coś w stylu ” atlas owadów…. „

  44. Znam sklep Blunauta w Mediolanie. Jakieś piętnaści-dwadzieścia lat temu sprzedali tam piękne jedwabne sukienki. Miałam jeną taką w drobne różowo-niebieskie kwiatki. Dawno nie byłam w Mediolanie. Nie widziałam, że już nie istnieją, szkoda.

  45. BBC na poczatku lutego br napisalo o czerwcu kaktusowym:

    http://www.bbc.com/culture/story/20180202-the-insect-that-painted-europe-red

  46. To chyba też zależało od mentalności ludzi w poszczególnych społeczeństwach. Ludzie w Prusach i w państwach włoskich byli ponoć dosyć niechlujni, ale np. w Wielkopolsce, nawet najbiedniejszy chłop dbał o to żeby koło domu i w domu nie śmierdziało i było czysto.

    W małych włoskich miejscowościach, podobno, do dzisiaj co poniektórzy wylewają przez okna jakieś pomyje. Pewnie nie ekskrementy, bo kanalizacje mają, ale może jakąś wodę po ręcznym praniu, albo obierki.

  47. „Wiele lat temu, moja wycieczka szkolna nocowała w Krakowie, do dziś pamiętam ten smród.”

    Jak to? W naszej epoce krakowianie opróżniali nocniki na ulice?

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.