kwiecień 292014
 

Pamiętacie jeszcze Darka Rosiaka? Szydziliśmy tu z niego jakiś czas temu. Napisał wtedy książkę o księdzu Wekslerze-Waszkinelu, książka ta nosiła tytuł „Człowiek o twardym karku” i miała stać się hitem sprzedażowym, a do tego jeszcze miała być przez autora wypromowana wśród blogerów w salonie24. Jest bowiem Dariusz Rosiak kolegą wszystkich ważnych dziennikarzy, także „naszych”, choć pracował w przeszłości i dla Palikota w „Ozonie” i dla GW w piśmie, które się nazywało „Nowy dzień” czy jakoś podobnie i zaliczyło spektakularną klapę.
Dariusz Rosiak w związku ze swoją poprzednią książką wznowił bloga w salonie i od razu dostał dobre miejsca na pudle, by stamtąd przemawiać do ciemnego ludu. W jednym ze swoich pierwszych wpisów umieścił frazę, która wywołała w mym sercu i umyśle reakcję łańcuchową tak gwałtowną, że napisałem chyba ze trzy teksty o Rosiaku. No i potem on zniknął i nie promował już więcej swoich książek w salonie. O jaką frazę chodzi spytacie? Otóż napisał Rosiak, że większość rzeczy nie łączy się ze sobą i w żaden sposób kojarzyć ich nie należy. Tylko niektóre kwestie mają wyraźne i prawdziwe związki i na nie właśnie Rosiak zwraca naszą uwagę. Nie tylko mnie, ale wszystkim czytelnikom naszego bloga przypomniał się od razu wiersz Tuwima o strasznych mieszczanach, gdzie znajdują się słowa – „…że dom, że Stasiek, że drzewo…” i wszyscyśmy zgodnie walnęli w Rosiaka tym wierszem. No i on przycichł. Nie na długo jednak, bo teraz wydał nową książkę. Nie promuje jej na szczęście w salonie, ale warto na tę książkę zwrócić uwagę ze względu na poglądy Rosiaka dotyczące powiązań pomiędzy rzeczami.
Nowa książka naszego bohatera nosi tytuł „Wielka odmowa” i mam wrażenie, że tytuł ten jest skonstruowany w ten sposób, by ułatwić polemistom odpowiedź zatytułowaną „Wielka obmowa”. Taka, rozumiecie, pułapka semantyczna. Ktoś to musiał Rosiakowi podpowiedzieć, bo on przecież nie widzi związków między rzeczami, a nawet jeśli czasem je widzi to nie tam gdzie trzeba. O co chodzi w tej nowej książce? O to, że ojciec Mieczysław Albret Krąpiec był kapusiem i przez 50 lat regularnie donosił na SB. Dzięki temu udawało mu się stworzyć na KUL oazę wolną od podłości tak wyraźnie obecnej na innych uczelniach. Taka jest, wnioskuję po tym co napisano w portalu Dominikanów, główna teza książki Rosiaka. Donosił, bo się poświęcał i dzięki swojemu donoszeniu uratował uniwersytet. Dowodów agenturalności Mieczysława Albreta Krąpca dostarczają Rosiakowi sami Dominikanie, w tym niektórzy z tytułami profesorskimi, zdobytymi jak mniemam na uczelni prowadzonej przez obmawianego. Inaczej być nie może, bo niby gdzie mieli ci panowie zdobyć te swoje tytuły? Przecież nie w państwowych uniwersytetach. Tylko tam, gdzie „woda czysta i trawa zielona”, prawda? Gdzie duch wolny, wolność ubezpieczający rozkwitał, dzięki poświęceniu jednego z nich.
Rosiak pochyla się z empatią nad słabością Mieczysława Albreta Krąpca, jego rozmówcy zaś podkreślają, że przeżył on wojnę i widział rzeczy straszne, a do tego jeszcze był związany z ruchem narodowym. Jego znajomi zginęli wymordowani przez SB, a on sam był na tyle rozsądny by dostrzec iż władza nie żartuje i lepiej z nią współpracować. No i współpracował by ocalić to co w jego mniemaniu było najważniejsze – uniwersytet. Na stronach ojców Dominikanów podkreślone na żółto jest zdanie następujące „wszyscy uczestnicy wydarzeń marcowych, którzy rozpoczęli studia na KUL, prędzej czy później je kończą”. To jest ważne zdanie i ono zapewne nie bez przyczyny jest podkreślone, choć Rosiakowi, który nie widzi związków między rzeczami może się wydawać inaczej. Oznacza ono, że wszyscy prowokatorzy, którzy stali za wypadkami marca roku 1968 zostali za zgodą SB przyjęci na studia a następnie te studia skończyli, po to, by zamienić się w kolejny garnitur opozycjonistów, w nowej już odsłonie dziejów. Tak to moim zdaniem należy rozumieć. Przypuszczam jednak, że Rosiak i Dominikanie rozumieją to inaczej. Przypuszczam, że im chodzi o to iż Mieczysław Albert Krąpiec przyjął na studia ludzi młodych, których władza z wilczym biletem wyrzuciła na bruk i kazała im iść do wojska albo do kopalni. Rosiak zaś sugeruje nam, że tylko ktoś naprawdę uwikłany, ktoś kto długie lata współpracował z tajną policją może być zdolny do takich poświęceń.
Nie jest moim celem ocena poczynań Mieczysława Alberta Krąpca, tym bardziej, że z KUL odzywają się już głosy, że książka Rosiaka jest kłamliwa. Moim celem jest ocena książek Rosiaka i jego funkcji na rynku znaczeń i idei. Po co Rosiak pisze książkę o księdzu Waszkinelu, Żydzie w sutannie, który o swoim rodowodzie dowiedział się już jako dorosły człowiek? A nie dość, że dorosły człowiek to jeszcze wykładowca KUL, w czasie kiedy Mieczysław Albret Krąpiec był tam rektorem. Ksiądz Weksler-Waszkinel został ocalony do śmierci przez katolików kiedy był dzieckiem. Potem został księdzem, wykładał na KUL, a teraz pracuje w Instytucie Yad Vashem. Jakie relacje łączyły księdza Waszkinela i Mieczysława Albreta Krąpca? Czy to nie jest podstawowe pytanie, na które powinien odpowiedzieć taki autor jak Rosiak? Czy to nie jest najważniejsza kwestia w całej dotychczasowej publicystyce Rosiaka? Mam wrażenie, że tak, bo prócz książki o Waszkinelu i książki o Krąpcu, Rosiak napisał jeszcze tylko książkę o nauce jazdy na snowbordzie w weekend i o tym, że w Afryce jest gorąco, a mieszkający tam ludzie są czarni.
To jest dość zaskakujący awans moim zdaniem – z autora niesprzedawalnych poradników i przewodników na publicystę zajmującego się uwikłaniem ludzi Kościoła w różne ciemne sprawki. Zaskakujący i dający do myślenia.
Ja nie mam dobrej odpowiedzi na postawione tu pytania, ale sądzę, że idzie ku specjalizacji. To znaczy wkrótce pojawi się cały garnitur autorów, którzy pisać będą te swoje demaskatorskie książczyny składające się z wywiadów, gdzie udowadniać będą iluż to donosicieli było w Kościele za komuny. A przecież prawakom wydawało się, że kapusie są tylko w redakcji GW i co teraz? Jak to oceniać, jak oceniać takiego Krąpca, człowieka, który jest wzorem do naśladowania dla wielu. Bo Wielgusa już jakoś przeboleli, ale Krąpca? Intelektualistę, myśliciela lotów najwyższych, człowieka czystego jak łza – czy jego zdradę także jakoś zniosą? A jeśli nie to kogo im podsunąć na jego miejsce? Może tego Wekslera Waszkinela z Instytutu Yad Vashem? Nie, to przecież niemożliwe, większość rzeczy nie ma ze sobą żadnych związków, większość rzeczy nie łączy się wcale tylko niektóre się łączą. Tako rzecze Rosiak. A tak przy okazji, nie słyszeliście może czegoś o wyborach rektora na KUL? Nie słyszeliście kto ma być kolejnym kandydatem na to stanowisko? Może Rosiak coś o tym wie? Zadzwońcie do niego.
Spytacie kto wydał tę dziwną książkę składającą się z pociętych rozmów z dziwnymi księżmi i zakonnikami? Już mówię. Zrobiło to wydawnictwo „Czarne” prowadzone przez Andrzeja Stasiuka i jego żonę Monikę. Prócz tej książki wydawnictwo to sprzedaje także publikację pod tytułem „Ciemna materia, czyli historia gówna”, a także inne książki, co do których możemy mieć różne zastrzeżenia. I ja je zwykle tu wyłuszczam. Pisałem o „Miedziance”, o książce :”Jutro przypłynie królowa” i o książkach Rosiaka, za każdym razem krytycznie, bo nie zgadzam się w sposób głęboki, ani z treścią tych publikacji, ani ze sposobem ich promocji. No, ale nie piszemy dziś o wydawnictwie „Czarne” tylko o Rosiaku. Kim on jest z naszego punktu widzenia? Otóż to jest facet, który dotyka kanapki zaślinionym palcem. W przedszkolu byli tacy chłopcy. Kiedy pani kucharka stawiała przed nami talerz z kanapkami oni ślinili palec i dotykali nim najładniejsze. To było coś okropnego i dawało tym zdziczałym dzieciom władzę na innymi, nad takimi jak ja na przykład, którzy nigdy nie dotknęli żadnej kanapki poślinionym palcem. Chodzi o to, że ludzie, którzy z jakichś przyczyn są ważni dla dużych i aktywnych intelektualnie grup, nie mogą zaznać spokoju nawet po śmierci. I tak było i jest nadal w przypadku Mieczysława Alberta Krąpca, ale nie tylko. Przypadek Krąpca jest znamienny z tego powodu, że ojciec Krąpiec stał się w pewnym momencie totemem rodziny Ryszarda Filipskiego. Pisałem o tym, jak młoda żona tego wybitnego, ale uwikłanego w różne sprawy aktora zrobiła film o Krąpcu, a każdy mógł wyguglać sobie zdjęcia, na których widać, jak Ryszard Filipski z żoną i dziećmi pozuje w fotelu na tle wiszącego na ścianie, wielkiego obrazu przedstawiającego całą postać Mieczysława Albreta Krąpca. Ponoć znali się i lubili – takie sugestie gdzieś słyszałem. Filipski z Krąpcem – o nich mi chodzi. Ja nie wiem czy tak było, ale pośmiertne działania wokół rektora KUL wskazują na to, jak bardzo różne środowiska chciałby, żeby Krąpiec był ich, a jeśli już nie może być ich, to żeby nie był tamtych. I znakiem tych przepychanek jest właśnie książka Rosiaka.
No i teraz konkluzja najistotniejsza z istotnych – te wszystkie zabiegi całkowicie uwalniają moim zdaniem Krąpca od zarzutu agenturalności. Bez względu na to ile godzin Mieczysław Albret Krąpiec spędził na komendzie i w gabinetach różnych oficerów. To w ogóle nie jest istotne, zważywszy na gorączkowe i coraz głupsze próby zawłaszczenia jego postaci, próby przypominające zjadanie ciał odważnych wrogów przez polinezyjskie plemiona i obwieszanie się skalpami jeńców. I aż dziw bierze, że w tych pogańskich praktykach celują ojcowie Dominikanie na spółkę z wydawnictwem „Czarne”. Nie, nie myślcie sobie, że ja tu będę wzywał kogoś do opamiętania. Nic z tego. Powiem nawet inaczej – róbcie tak dalej. Im więcej takich książek, im więcej wywiadów z Dominikanami i większe portrety Krąpca na ścianach prywatnych domostw, tym lepiej. To nam dopiero daje wskazówkę jak żyć i co robić, żeby zapisać się dobrze w pamięci ludzi. Nie tylko tych zwyczajnych, ale także tych wyjątkowo głupich i podłych, takich jak Rosiak.

Zapraszam na stronę www.coryllus.pl Sprzedajemy ostatnie egzemplarze książki rodziców Grzegorza Brauna zatytułowanej „Dobrzy księża” i ostatnie egzemplarze pierwszego numeru „Szkoły nawigatorów”. Wszystkich zapraszam do księgarni Tarabuk przy Browarnej 6 w Warszawie, do księgarni „Przy Agorze” mieszczącej się przy ulicy o tej samej nazwie pod numerem 11a, a także do sklepu FOTO MAG przy metrze Stokłosy. No i do księgarni Latarnik w Częstochowie – ulica Łódzka 8.

  27 komentarzy do “Człowiek o twardym karku pokazuje pazury”

  1. No to będę zmuszony zrobić sobie poster z Mieczysławem Albertem Krąpcem. Patrząc na niego będę myślał o wielu ziemskich sprawach. Będę myślał o Lublinie, o KUL-u, o Placu Litewskim, pewnym parku, Chodźkowie, i filozofie Janie z Krakowa.

  2. A wiesz, że ta pani co oblała obraz Jezusa Miłosiernego w Łagiewnikach, klejem z brokatem, promowała swoją książkę. Mąż nagrywał ten event i film jest w sieci.

  3. A o czym jest ta książka? O kleju czy o brokacie?

  4. Panie Gabrielu,
    jak to jest, że czego się Pan nie dotknie to zaczyna „pachnieć” Krakowem?

  5. Tego już nie zapamiętałem, myślisz, że coś straciłem ? Natomiast od samego eventu, mówią że pani jest nie ten-teges z głową. Moja księgowa mówi, że klient z żółtymi papierami to BOMBA i trzeba ich unikać jak . Pani ArGutowa zawodowo zajmuje się leczeniem i twierdzi, że każdy pacjent jest chory na głowę i na coś. Jak się wyleczy głowę to co coś jest takim pikusiem jak reszta przy Π ( słownie pi ). Czasem rozwija się długo ale to nie całe 5% problemu.

  6. Jak zniszczyć spuściznę filozoficzną potrzebną pokoleniom katolików” zwyczajnie, powiedzieć, że autor co prawda był mądry jako duchowny, ale brzydki jako człowiek. Nowy etap wojny z kościołem?
    Ci którzy oskarżają jeśli są bez winy niech pierwsi rzucą kamieniem … i co wszystkim oskarżającym kamienie wypadły z rąk, bo co mogą powiedzieć o sobie, że są chciwymi karierowiczami wykonujacymi zlecone zadania. Zlecone przez ……. (odpowiednio wstawić) .

  7. Słyszałem, i pewnie ciągle o tym można poczytać w sieci, ze pan filozof Jan z Krakowa głosił się spadkobiercą myśli Mieczysława Alberta Krąpca. No ale doktorat pan filozof Jan robił w Krakowie i chyba później to mu się odmieniło jak pewnemu Januszowi z Lublina co to strasznie pedałowywać zakazywał a jak już mu się to znudziło to pobalował z panią Anią z ulicy Grodzkiej, chyba ?
    Tylko nie bierz tego za dosłownie to są informacje z sieci.

  8. Myślę sobie, że wiele wyjaśniłoby porównanie wielkości corocznej zbiórki w Kościele na potrzeby KUL za Krąpca i teraz. Po tym jak wydało się, że jedna pani prof. dr hab. z KUL -u podpisała list w obronie wolności słowa tj. wolności nazywania papieża Franciszka ch…, po tym jak wydało się, że na KUL jest coś co zwykle nazywa się gender studies i to coś organizuje seminaria, wykłady itp w ramach wolności nauki, jak wyjaśnił ciemnocie katolickiej JM Rektor, gwałtownie spadła u mnie, u Pani Cortesowej i wśród licznej czarnosiecinnej tłuszczy znajomych chęć finansowego wspierania tego przedsięwzięcia. Hipoteza robocza brzmi: ta książka jest po to aby udowodnić, że w czasach heroicznych (za komuny) też było tam k…stwo.

  9. Nomen omen wydawnictwo Czarne a franciszkanie czarta nie zobaczyli 😉

  10. jak jest składka na KUL w kościele to przeznaczony na nią grosik wrzucam do innej puszki .. np na kuchnię dla ubogich …. nie na tacę….która pójdzie na kUL …

    wrzucam no bo przecież nie chcę oszczędzać, chcę żeby te moje pieniadze zostały w parafii

    za prlu jednak składałam się na KUL ….

  11. Do podpisu pod listem w/s wolności bluzgania na Papieża też zawsze wspieraliśmy KUL.
    Teraz podobnie jak Pani – wrzucamy do skarbonki, choćby na kwiaty do ołtarza.

  12. No widzisz, ja się rozczarowałem do KULu od czasu, kiedy kuzynka mojej żony chciała studiować tam na prawo. Pan dziekan podczas rozmowy z matką powiedział zwięźle — pani wyjrzy przez okno. Jak dostanę kluczyki do takiego samochodu, jak tam stoi, to nie ma problemu.
    Było to wiele lat temu, obecnie owa niedoszła studentka KUL jest adiunktem prawa na świeckiej uczelni i ma poważne widoki na objęcie katedry. Bez żadnych „wejść”, układów i znajomości.
    No i dodam, że doskonale rozumiem nieuniknioną ułomność dzieł ludzkich, że KUL jako całość był zawsze oazą wolnej myśli, nauki i w ogóle, a te różne nieczystości przy obcasach to skutek stąpania w błocie doczesności. Ale wciąż jakoś nie mogę pogodzić się z tą dziwną tendencją, że najgorsze szuje, kiedy ich przechery wyjdą już na jaw, mają pretensje nie do uzyskania przebaczenia i puszczenia wolno, ale do ról przywódczych.
    A przecież, nie zapominajmy, Judasz nie wszedł w buty św. Piotra, nawet jeśli Chrystus mu wybaczył.

  13. W Krakowie na Wawelu jest Czakram …… Jeden z bodaj pięciu czy siedmiu na świecie …
    Wprawdzie to nieprawda , ale i tak ludzie opieraja się plecami o to miejsce żeby nabrać mocy ….

    Widocznie też musiałeś się niechcący oprzeć …. i Ci się udzieliło . Najbardziej udziela sie to czego nie ma :)))))))))

  14. Jesli idzie o Stasiuka to nie czytalem nic jego autorstwa i nie zamierzam, wystarczy mi ze to ulubieniec Gazety Wyborczej. Kiedys czytalem fragment wywiadu z nim, opowiadal jak to na wsi brykal, lal woda baby na smigus dingus, I cnote stracil I swiat poznawal. Ziewnalem I dalem sobie spokuj.

  15. obawiam się, iż grzejąc się w blasku JPII, „Kraków” ciężko zgrzeszył pychą…

  16. szłam sobie z psem na spacer i o dziwo trafiło mi się towarzystwo … raczej tego unikam bo lubię spokój … a tu fajnie …

    I tak sobie myślę , że dawno nie byłam na porządnych babskich plotkach … kto z kim , gdzie … rozmawia , pracuje … Kto jest czyją żoną lub mężem … lub byłym mężem z którym ma dobre kontakty …

    Kraków tym żyje szczególnie jeśli chodzi o środowiska literacko artystyczne ….
    Taka Mangha zbudowana przez Wajdów choćby , dla przykładu … jakież ciekawe inne związki ….

    A bez takich ploteczek w którejś z kultowych kawiarń , to człowiek ciemny jak tabaka w rogu .

    Dostałam niedawno ataku śmiechu . mój sąsiad nie kłaniał mi się od lat tu mieszkając , bo myślał sobie , że młody i ważny , to co się ma kłaniac starszej pani . Jak mnie zobaczył w kawiarni w ,,odpowiednim towarzystwie ” dla niego niedostępnym mimo własnej ważności … zaczął się kłaniac ……. i dzieci nauczył ….

    Ktoś wrzucił hasło Kraków …. i tak mi się skojarzyło że to Krakówek ……. Tu nawet konspiracja taka była … i do dziś ta konspiracja konspiruje po kawiarniach :)))))))))

  17. A może ,jak biskup Skworc donosił za przyzwoleniem swoich przełożonych
    Modus vivendi Kościół – PZPR MIAŁ PRZECIEŻ REALNE KONSEKWENCJE

  18. I/ Może nie na miejscu trochę, ale odwołam się do przykładu jeszcze z milicji.
    W moim mieście w latach 60-tych były na przedmieściach dwie bandy, które często ścierały się ze sobą, ale najczęściej łoiły zwykłych ludzi.
    Nastał nowy dzielnicowy i po dwóch latach efemeryczna dziewczyna mogła śmiało przejść się po dzielnicy głęboką nocą. Dzielnicowego nikt nie zauważał, ani nie doceniał.
    Odszedł, a na jego miejsce przyszedł drugi, który wsławił się tym, że ścigał samochód gówniarzy przez pół miasta, użył nawet broni. Gówniarzy zatrzymał. W lokalnej prasie i regionalnej było sporo wywiadów z nim, a nawet pokazali go w TV.

    II/ Dość późno dowiedziałem się, że mam sporawą domieszkę krwi niemieckiej i… nawet nie zapisałem się na kurs języka niemieckiego, ani nie kupiłem takiegoż owczarka. Musi jestem jakiś dziwny. Myślę, że ten dorosły, tak przejęty swoim pochodzeniem jest/był raczej zwykłym koniem trojańskim.
    Mieli też takiego w Jobiku – C. Szegedi.

  19. Zaczęłam myśleć o związkach rodzinnych i wrócił mi temat Mariusza Szczygła . Pisze że urodzony w Złotoryji .
    Był pisarz dr Bogdan Szcztgieł z Olkusza . Jeżdził po świecie po Afryce i z przywiezionych masek itp założył w Olkuszu museum afrykańskie , które jest do dziś . Tyle że jego darowiznę porządkowała jakaś uczona pasni z uniwersytetu wrocławskiego , że studentami swoimi …Ciekawa jestem … Tego bogdana jest trochę w internecie , ale już nie mam pomysłu jak sprawdzić czy mogło mu się urodzić dziecko w Złotoryji .. i potem Wrocłam … a Olkusz rodzinny ???? Nie ma już pomysłu i siły szukać

    Inny przykład krakowski .
    Jest wydawnictwo ZNAK i taki Kwartalnik . Od zawsze BYł szefem prof Woźniakowski . Z TYCH woźniakowskic jak się to mówi .. czyli arystokracja , awiązki z arystokracją austrii i niemiec i z TYMI Pawlikowskimi z Medyki / ale i z Zakopanego … jasnorzwska pawlikowska ?

    . Profesor umarł .. Rodzina to córka róża Thun de cos cos / niemieckie arystokratyczne / europosłanka z PO z krakowa . Syn profesora bywa na różnych ,,ku czci i ku pamięci” w Międzynarodowym centrum kultury z mOchnikiem np był itp panelowe spotkanioa … Inna woźniakowska , chyba jego córka /?? jest w ZNAKU szefową … itd itd … tak się nam to w krakówku snuje , łączy ,,, rozłacza czasami ….

  20. z michnikiem ….. już koniec pisania bo klawiatury nie widzę… a jutro czekają stare papiry … Dobranoc 🙂

  21. Ten event z prof. Krąpcem to żeśmy wykrakali kilka dni wcześniej. Moim znajomym obrobiono w Rzymie samochód , myśłałam że na takich chuligańskich eventach się skończy, a tu masz profesor „od człowieka”, profesor co świat go zna jako filozofa katolickiego, co uczelnię rozbudował, co wydanie Encyklopedii Katolickiej zainicjował – no to w oczach starszych i mądrzejszych to taki profesor to musi był łobuz. A jeszcze zdaje się pracę doktorską bronił u Woronieckiego tego co napisał trzy tomy o wychowaniu katolickim no to w zderzeniou z gender tacy ludzie muszą przegrać zwłaszcza że nie moga się bronic bo nie żyją. W wychowaniu rządzi pani Lorek, bo ma kasę, a o filozofii antropologicznej dowiemy się w GW.
    Naiwna jestem, że myślałam że na rozbojach skończy się dyskredytowanie uroczystości kanonizacyjnej.

  22. pacz pan, na salonie mówią, że celem dyskredytacji prof Krąpca jest myśl pewnego człowieka o awansie na wyższe stanowisko….. Epidemia jakaś z tymi zegarkami, a to Nowak, a to ……

  23. Terlikowski umożliwił wprowadzenie do – ponoć katolickiej Frondy – Pereirę i Wildsteina juniora. Pewnie będą pracowali tam nad szerzeniem ducha ekumenizmu i tropić bedą antysyjonistów.

  24. Paweł Smoleński (ur. 7 lipca 1959 w Warszawie) – polski dziennikarz, reporter i pisarz.
    Współpracował z pismami drugiego obiegu. Używał pseudonimu Tomasz Jerz. W 1989 został dziennikarzem „Gazety Wyborczej” … tak moglaby sie rozpoczac biografia kolejnego wroga projektu Polska. Nie jest to ktos w rodzaju miernoty > pana Dariusza Rosiaka , okazjonalnego najemnika : judeorealizmu. Paweł Smoleński > szturmowiec z gwiazdy śmierci (od poczatku jej zbudowania) a więc : jądro , to wzor dla knucia w ogole > a dla (aspirujacego) Dariusza Rosiaka w szczegolnosci.

    Kto nie obejrzal , polecam film dokumentalny : GORALENVOLK.

    Reżyseria: Artur Więcek „Baron” [spodobalo sie , wiec rezyserowal : „Bartoszewski. Droga” (2011)]
    scenariusz: Witold Bereś, Artur Więcek „Baron”
    GORALENVOLK
    2004, film dokumentalny, 56 min.
    Premiera: luty 2005
    narrator – dziennikarz: Paweł Smoleński

    > Najczystszy judeorealizm , niemal niedostrzegalny , wyrafinowany (piekielnie grozny) metodyczne – namolne > czepianie sie : ziarno zwatpienia zasiane (obsikanie narodu polskiego uryna kolaboracji , narodu ktory slynie w swiecie z
    permanentnej niecheci do okupantow i kolaboracji 39-45). Bardzo krzywdzacy i szkodliwy film.

  25. Pani Lorek nie ma kasy. Ona tylko daje POdkładkę do przewalenia milionowej kasy 😉

  26. Takie historie można opowiadać o każdej uczelni, ale moje wspomnienia z egzaminów wstępnych na KUL i potem studiowania są zupełnie inne. Po pierwsze profesor nie był „świetą krową” , za którą nosiło się teczkę i kawę (tak jak ma to miejsce np. na UJ), można było do niego przyjść zawsze i porozmawiać, a poza tym, jeśli się uczyłeś i byłeś uczciwy, to cię szanowali i zależało im, żebyś nie tylko kumulował wiedzę, ale rozwijał się wszechstronnie jako człowiek, katolik, obywatel.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.