Lut 072019
 

W Warszawie zdumiewały mnie zawsze aspiracje, które nie pociągały za sobą żadnych, najmniejszych nawet korzyści. To znaczy ludzie, którzy przyjeżdżali do stolicy, w tym wielu moich znajomych, poświęcało swój czas, nierzadko pieniądze po to, by przebywać w towarzystwie, bądź tylko patrzeć na osoby, wobec których czuły się nikim.

Mogłem to obserwować wielokrotnie, podobnie jak wielokrotnie mogłem obserwować w jaki sposób ocenia się ludzi i na co zwraca się uwagę. Sam zwykle źle oceniałem ludzi. To znaczy moje opinie były przeważnie krzywdzące i niesprawiedliwe, ale wynikało to z faktu, że czułem się dość słaby wobec tego co przewalało się wokół mnie. Często zdarzało mi się źle ocenić ludzi bardzo wobec mnie życzliwych, którzy nie mieli żadnych złych zamiarów. Wolałem jednak nie korzystać z ich uprzejmości i dobroci, bo wydawało mi się to podejrzane. Postawa taka nie jest rozsądna, albowiem degraduje człowieka w oczach osób życzliwych, a tych jest zwykle mniej niż ludzi chcących zrobić nam krzywdę. Ja, z uporem maniaka, trzymałem się (nie licząc kilku wyjątków) tych drugich, wynikało to wprost z braku doświadczenia oraz nieumiejętności prostego komunikowania się z bliźnimi. Wynikało to także z obserwacji poczynionych w czasie mojego pobytu w stolicy, który – od samego początku właściwie – był dla mnie szokiem. Jak może wiecie, a może nie, wydziały humanistyczne uniwersytetu to miejsce, gdzie zaczynają się kariery medialne. Kiedy ja byłem studentem kariery zaczynali ludzie, którzy dziś rządzą pewnymi obszarami rynku, między innymi książkami. Do dziś jestem zdumiony tym, kto wydaje różne przemądre orzeczenia na temat książek i rynku. Zachowuję jednak spokój, albowiem wiem, że ludzie ci byli przeznaczeni do swoich ról już na studiach i nic nie mogło tego zmienić. Nie można tego zmienić także dziś, nawet jeśli okazałoby się, że książki wskazywane przez guru od literatury nie są kupowane, nie wywołują dyskusji i nie liczą się dla nikogo. Nie chodzi bowiem o książki, to nie one są produktem. Jest nim hierarchia i ona musi być utrzymywana, po to, żeby lokalne środowiska, usiłujące zachować złudę dziedziczenia jakości niepoliczalnych mogły spokojnie zejść z tego świata. Jakość musi się w czymś manifestować. Jak wykazać jakość, kiedy człowiek ją reprezentujący bełkoce, bredzi, albo wręcz milczy, a o pisaniu nie ma nawet co wspominać? To jest nie do zrobienia, no chyba, że zaaranżuje się cały, aspiracyjny rynek, na którym on lub ona będą zajmowali jakąś pozycję. Będzie ona tym ważniejsza im więcej ludzi będzie chciało na niej stanąć i im więcej ludzi będzie podziwiało te bezczelne kreatury ustawione tam przez swoich rodziców, krewnych, wujków czy kogo tam. Stąd właśnie biorą się warszawskie struktury aspiracyjne, które są jednym wielkim pasmem niespełnień. Chodzi bowiem tylko o to, by zapewnić dziedziczenie paru osobom, a także dostęp do budżetów. Ponieważ nie można zlikwidować pieniędzy i one ciągle krążą, przyrodzona inteligencja i spryt podpowiadają innym ludziom, że cała ta hierarchia może być łatwo zanegowana. Z tego prostego powodu, że zarabiać może każdy. Na rynku zaś książki, gdzie z istoty nie może być żadnych ograniczeń poza towarzyskimi, mogą dziać się prawdziwe cuda. I one, oby mi Pan Bóg dał zdrowie, wkrótce dziać się zaczną. Widzę jednak także, że wokół różnych moich planów i zamierzeń dokonują się pewne przetasowania i jak to lubią sobie powiedzieć niektórzy, ruchy. Muszę więc ostrzec i to wyraźnie, ludzi, którzy te ruchy próbują wykonać, żeby bardzo uważali na to co robią i co mówią. Jak wszyscy wiedzą decyzje podejmuje sam i nawet jeśli chwilowo nie mam tyle siły czy mocy przerobowych, żeby wdrożyć w życie jakiś projekt, to na pewno o nim nie zapomnę. Poczeka on po prostu na lepsze czasy. Nie ulegam żadnym sugestiom i nie składam obietnic bez pokrycia. Tych z pokryciem też przeważnie nie. Rzeczą, której organicznie nie znoszę i nigdy nie zapominam jest próba zaprzyjaźnienia się ze mną na siłę. A już najgorsze co można zrobić, to próbować przejść ze mną na ty, w drugim lub trzecim mailu czy przy drugiej lub trzeciej rozmowie. To są rzeczy nie do zaakceptowania. Jeśli komuś zdaje się, że wykonując jakieś czynności, w jego ocenie ważne dla mojego wydawnictwa, bez konsultacji ze mną, zyskuje prawo do decydowania w najmniejszym stopniu o czymkolwiek co się tu dzieje, ten się myli. Ja już kilkakrotnie ćwiczyłem konfrontacje z taką postawą i zawsze wychodziłem z tego zwycięsko. Nie inaczej będzie i tym razem. Nie toleruję też nachalnego składania propozycji wydawniczych lub sugerowania co powinienem, a czego nie powinienem napisać. Rynek książki w Polsce nie istnieje, to co widzimy to jedynie żerowisko osób pochłaniających budżety przeznaczone na rozdanie, nie wypracowane przez sprzedaż. Hierarchie rynkowe są fikcją, służą zamaskowaniu tej nicości jedynie i niczemu więcej. Jeśli więc ktoś podchodzi do mnie i z miną znawcy zaczyna mi coś opowiadać o książkach, potrzebach rynku, albo koniunkturach, zamykam uszy na jego mowę. Ta mowa jest dla mnie jak brzęczenie much.

To ja będę dobierał sobie współpracowników, a nie ktoś będzie mi mówił z kim mam pracować, a z kim nie. To ja będę decydował kto będzie wykładowcą na kolejnych konferencjach. To ja będę decydował gdzie się będą one odbywały. Będę także podejmował decyzje we wszystkich innych sprawach ich dotyczących. Jeśli ktoś spróbuje wkraczać w zakres moich decyzji, który sam sobie wyznaczyłem, spotka się ze stosowną odpowiedzią. Nie będę też tolerował prób podłączenia mojej misji i mojego rynku do misji i rynku innych jakichś środowisk. Te bowiem w niczym mi nie pomogą, przeciwnie przez współpracę ze mną same chcą coś osiągnąć, bez wkładania w ten sukces należytej pracy, przemyślności i talentu. Niech więc wszyscy, którym się roją w głowach jakieś plany wobec mojej osoby dobrze się nad tymi planami zastanowią. Niech wszyscy którym się zdaje, że jestem trochę chaotyczny, niezorganizowany i mało odkrywczy w swoich sądach, a także niezbyt stanowczy, bo dopuszczam do głosu wielu ludzi, usiądą na przydrożnym kamieniu, a tym drugim mniejszym, co leży obok, walną się w czoło. Niech ludzie nie rozumiejący naszej wewnętrznej, bardzo stabilnej hierarchii, dobrze się zastanowią zanim zechcą, przebojowo i z rozpędu, zająć w niej jakieś miejsce. Litości nie będzie.

Dziękuję za uwagę

Zapraszam na portal www.prawygornyrog.pl

  28 komentarzy do “Czy istnieją charyzmaty niejawne?”

  1. Gospodarzu, dam dobrą radę by dobrych rad nie słuchać. 🙂

    Ci dobrze radzący niczym nie ryzykują, bo ani pieniędzmi, ani przyszłością, ani spokojem własnej rodziny, a często robią to, czego bardzo nie lubisz, zupełnie anonimowo. Wiem coś o tym, bo kilka lat temu próbowałem. 🙂

  2. Kurczę, jak ja mocno czuję ten tekst. Doskonałe. Gdyby ludzie mający naprawdę coś do powiedzenia mieli takie podejście, nie dawali się łapać jakimś „modnym” gremiom, nie szli na błysk przynęty czegoś, co jest tylko pianą na powierzchni oceanu, świat mediów, książki, wartości prezentowanych a co mnie najbardziej interesuje – „katolickich” mediów wyglądałby naprawdę inaczej. Wielu sprzedaje duszę na pozory blasku chwały i zysku. Czasem i zysk jest ale za niego trzeba sprzedać duszę. Rewelacyjny manifest.

  3. Coryllus nie będzie słuchał naszych rad, i bardzo dobrze, ale skąd się w nas  bierze ta chęć doradzania? Myślę że doradcom  nawet nie chodzi o to, żeby ich propozycje były wdrażane, tylko zwyczajnie chcą mieć poczucie, swojego pozytywnego udziału, swoją cegiełkę (radę) w budowie tego obszaru . Obserwują , akceptują, oni też chcą na zasadzie „nasz człowiek tam był” mieć w tym dziele swoja obecność. Myślę że większość prezentuje swój udział kupując książki i odwiedzając targi czy biorąc udział w LUL , tak jak oczekuje tego Coryllus, no ale część zawsze musi doradzić tak ex cathedra.

  4. Czy istnieją charyzmaty? Co do tworzenia narybku dla przyszłych karier charyzmatycznych przywódców naszego stada, żeby nie powiedzieć „stajni” uzdolnionych,  to nie wspomnę o ogólnie wszystkim znanej karierze dzieci z audycji TV pt „5 – 10 – 15”,  ale przytoczę  anegdotę z moich studenckich czasów. Taka nasza grupa z 8 – 10 osób, lubiących się, mających jak wyglądało na zewnątrz te same poglądy, siedzi pod kasztanem, sprawy studenckie sfinalizowane, czekają nas tylko „obrony” i ktoś zaczął tak: powiedzcie szczerze dlaczego tak nam dobrze na uczelni szło? No i padają wyjaśnienia prawdziwe , przecież znaliśmy się przez 5 lat jak łyse konie i wiedzieliśmy co jesteśmy warci, no i kiedy doszło do koleżanki absolutnie pilnej, takiej nie rzucającej się w oczy,  od której zawsze można było przepisać dobrze zrobiony wykład, jeden z kolegów nie czekając na jej wyjaśnienia mówi „no Marysia to kryształ uczelniany”, a Marysia odpowiada „może i kryształ ale poza tym jestem chrześniaczką pani Kwestor”.

    Tak to jest z narybkiem czyli też stajnią przyszłych karierowiczów, zawsze gdzieś przed charyzmatykiem jest jakaś matka chrzestna.

  5. Ja sobie myślę, że z powodu jakiejś normalnej ludzkiej rady artykuł ten by nie powstał. Zdecydowanie zamanifestowania niezależności działania i intelektualnej niezawisłości wskazuje na jakieś próby wpływu czy wrogiego przejęcia.

  6. Zgadzam się, że to miało trafić do tego kogoś, bo my jesteśmy w przeważającej mierze tylko czytelnikami i kupującym.

  7. Ja jednak myślę, że dobra rada jest wskazana. Trzeba umieć dawać rady, trzeba umieć przyjmować rady. Wiedzieć od kogo i kiedy.

  8. Najskuteczniejszy sposób na walkę z układami i sztucznymi hierarchiami to niskie podatki.

  9. niskie podatki na pewno przywracają radość życia, czujemy to zwłaszcza teraz kiedy mamy czas rozliczeń Personal Index Tax, ale przecież w fiskalizmie idzie o zgromadzenie kasy na funkcjonowania państwa a nie o to żebyśmy radość mieli z życia w tym państwie. Raczej jest „płacz i płać”.

  10. Ja jednak wolę być głupcem wśród mędrców niż mędrcem wśród głupców. Oczywiście wśród mędrców w dziedzinach mi nie znanych, aby nabrać odpowiedniej perspektywy. Natomiast przebywać w środowisku nazwijmy to głupców, aby nie ignorować warstw niższych i orientować się w ich kondycji, które jakkolwiek kapitalizm byłby dobry to je na własną zgubę pomijający.
    Natomiast Gospodarz jest sam sobie firmą ponieważ nie opowiada się za żadnym z 3-4 stronnictw, za którym powinien się opowiedzieć, aby zostać wypromowanym.

    Szkoda, że Kościół Katolicki XXI wieku sam w sobie nie jest dobrym kanałem treści wydaje się niezbędnych do jego jawnego funkcjonowania no chyba, że powoli pakujemy się i schodzimy do katakumb.

    Kościół w sprawach gospodarczych powinien być agresywny jak Wall Street i zakładać banki. Bo jak nie ichnie banki to to przyjdą inni i zrobią robotę.
    Wypadałoby napisać jakąś obiektywną pracę o Rydzyku, jego metodach i ich skuteczności.

  11. Nawet takie wpływowe osobistości finansów jak Woyniłowicz nie pomogą. Jeśli imperialnym lichwiarzom udało się wysadzić z siodła całą kastę chasydzkich bankierów w Polsce to co tam jeden człowiek? Jeden człowiek może co najwyżej obnażać patologie jakiegoś procederu ale bez aktywnego wsparcia organizacji większego zasięgu to na tym koniec jest jego podrygów.

    Od lat Rydzyk był na celowniku. Chyba w końcu im się udało i Rydzyk złożył hołd lenny.

    Natomiast KK w wykonaniu Episkopatu Polski to jego wrogowie w najgorszym wypadku mogą po prostu przeczekać. Socjalistyczna ideologia, która tam się szerzy jak rdza zeżre go od środka. A źródło tych socjalizmów bierze swoje źródło nie z Londynu ale z niskiej średniej świadomości na tematy gospodarcze. „Po co straszyć babcię, niech się babcia cieszy”

  12. Ojciec Rydzyk. Ew. o. Rydzyk.

  13. Nie chcę robić nikomu reklamy, ale kiedyś wpadła mi w ręce książka o punktach za pochodzenie. Dotyczy czasów komuny, kiedy 10% miejsce na studia było dla kandydatów robotniczo-chłopskich i nawet wówczas nie potrafiono znaleźć sposobu blokowanie dostępu do karier dla „nieswoich”, bo na uczelni wśród kadry może ich (tych nieswoich) było z 1%. Już na 3 roku nie trudno było odróżnić kolegów, którzy kiedyś będą profesorami, dziekanami czy rektorami. Dlatego kibicuję Coryllus-owi, kiedy usiłuje tę z góry ustaloną hierarchię choćby trochę przełamać, bo niestety większość po cichu poddaje się.

  14. Panie Gabrielu,  skad ja to znam  !!!

    To dotyczy nie tylko nieistniejacego rynku ksiazki, ale takze wielu innych rynkow… naprawde swietny wpis.

    Zycze Panu zdrowia i sily,  sily i zdrowia… i pozostaje – jak zawsze – z nieocenionym podziekowaniem i z modlitwa,

  15. Panie Gabrielu, najlepszą metodą, moim zdaniem,  jest słuchać rad i przerzucać koszta na skłonnych do ich udzielania. Jeśli ktoś ma wziąć za taką radę odpowiedzialność szybko się weryfikuje. Robię tak w swojej firmie z niezłym skutkiem.
    Niech Pan odsyła do mnie tych „radnych ” bo ja potrzebuję inwestorów :). Tylko proszę o takich z dużym kapitałem.

  16. Dobra metoda weryfikacji!

  17. Podobno samemu dorobić się można Jenogarba . Podobno.

  18. Kiedyś załatwiałem coś w jakiejś katedrze na wydziale lekarskim. Drzwi były zamknięte, więc nacisnąłem dzwonek. Czekając na otworzenie popatrzyłem na grupę odświętnie ubranych studentów obsiadujących korytarz i pochylonych nad skryptami i notatkami. Dało się zauważyć pewną nerwowość w wymianie informacji na tzw. giełdzie egzaminacyjnej. Z boku stało kilka osób wyraźnie zrelaksowanych, a jednocześnie bardziej odstrzeona niż inni. Owo zrelaksowanie wynikało zapewne z bardziej gruntownej wiedzy niż u reszty. 😉

  19. A ja sądzę, że chęć udzielania rad wynika z kompleksu człowieka bez sukcesu który musi to niepowodzenie życiowe upozorować przynajmniej w ten sposób, by aż tak nie bolało.
    Człowieka mądrego poznasz po tym, że nie wp…….sza się komuś w życie na siłę.
    Coryllus budował swój sukces w samotności i poniósł ryzyko i odpowiedzialność za dzisiejszy efekt jego dorobku. Podejrzewam że , kosztowało go to bardzo wiele bo idzie pod prąd. Wielkim nietaktem jest go pouczać teraz gdy pokazały się jaskółki sukcesu.
    Człowiek mądry lub ten który chce naprawdę pomóc, zamiast wymądrzać się, często głupio, wziąłby i zaproponował naprawę samochodu wtedy gdy się zepsuł albo wyregulował mikrofony na ostatniej konferencji. To byłby dla wszystkich pożytek.

  20. Pierwsza ilustracja z sową pochodzi z woskowego nagrania piosenki w roku 1906. „Każdy daje mi dobre rady, ale potem nikt nie ponosi kosztu”. Oto oryginalne nagranie.

    Druga ilustracja to mój własny slogan reklamowy. Wszystkich celebrytów, którzy do ulizania włosów używają szmalcu a do wąsów stosują pastę Kiwi albo Buwi informuję, że dawniej eleganci używali pomady.

    Trzecia ilustracja, to amerykański plakat wojskowy z roku 1964, do którego dołożyłem stare polskie przysłowie.

    Ostatnia ilustracja, to dzieło Thomasa Rowlandsona (1756-1827), z radą dla pocztyliona jak się upić i rozpędzić towarzystwo, której dałem dokładnie odwrotne przesłanie.

  21. Powodów udzielania rad jest więcej. Dlaczego zaraz doszukiwać się kompleksów? Nie żyjemy na tym świecie solo. Uczymy się sami i od innych, podpatrujemy, naśladujemy i przecieramy własne szlaki. Jest tu miejsce i na radę. Ale w ostateczności sami podejmujemy decyzje i ponisimy za nie odpowiedzialność. „Człowieka mądrego poznasz po tym, że nie wp…….sza się komuś w życie na siłę.” Rozumiem, że akcent jest „na siłę” :). Rozeznajemy się, kto postępuje włąściwie i osiągnął jakiś sukces, więc dlaczego nie spytać tego kogoś o poradę? 

  22. Oczywiscie…

    … ze jest tak w zyciu, jak Pan napisal… ale jesli dorosly, dojrzaly czlowiek nie ma rozeznania, doswiadczenia czy efektow swojej pracy to lepiej niech za biznes albo kierowanie ludzkimi zespolami wcale sie nie bierze…

    … w dzialalnosci Szanownego Gospodarza, takze autorow Coryllus’owych, a takze  bardzo wielu innych anonimowych zacnych, zdolnych i pracowitych – przede wszystkim – Polakow  NIE  POTRZEBA   ZADNYCH  falszywych doraTcUF  ani  patronatUF ani posrednikUF  =  zlodziejskiego socjalizmu…

    … koniec i kropka  !!!

  23. To chyba był tzw. odcięty łeb koński do wydawnictwa czy hurtowni po ostatnich rozmowach? 🙂

    Chyba najlepszą pomoca Gabrielowi jest przenieść książki na targach, odmówić/nie oczekiwać ew. obniżki ceny, i regularnie kupować interesujące pozycje.

    Chyba że ktoś ma talenty jak stali współpracownicy i publikujący w gabrielowych – jak to sie nazywało fachowo – drukach twardych?

  24. Dobrze Pan zauważył, rad się powinno udzielać wtedy kiedy się jest o nie poproszonym. Nie widzę by Pan Gabriel o nie zabiegał a wręcz prosi by ich nie udzielano.
    Osobiście uważam, że Coryllus ma tu szczególną misję na ziemi. Warto go w tej misji wspierać. Wspierać nie wkurzać.
    Człowiek który choć trochę grzeszy inteligencją widzi że, Pan Gabriel czasowo wiąże koniec z końcem a pomimo tego stara się ciągle zrobić jeszcze coś dodatkowo jak choćby te konferencje. A na tych konferencjach nie ma czasu na obiad bo nagrywa wywiady. Udzielanie w takiej sytuacji rad jak choćby ostatnio, że powinien w przerwach zapewnić gawiedzi muzykę jest dla mnie, może nie powiem czym.

  25. Znamy Pana bardzo dobrze z obrony swojej niezależności – zresztą stąd poniekąd Pański sukces. Wpis można określić 1 słowem – ostrzeżenie. Od siebie powiem tylko – podziwiam i życzę powodzenia w dalszej realizacji dzieła. Rzeczywiście, nie rozumiałem skąd ta postawa podejrzliwa wobec osób życzliwych – tym wpisem się Pan w moich oczach zrehabilitował za czasami zbyt obcesowe traktowanie innych ale domyślam się, ze dzieżko oddzielić ziarna od plew w tej masie maili, komentarzy etc.  🙂

  26. Oprócz plew są jeszcze ziarna, które w nieprzyjaznych warunkach zdecydowanie szybciej gniją niż pozostałe. Ten wariant również należy brać pod uwagę.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.