czerwiec 032021
 

Żeby tak rzeczywiście było, kadry muszą być bez przerwy stymulowane. Tylko wtedy bowiem osiągają zamierzony przez elitę organizacji cel. Towarzysz Lenin i jego organizacja położyli wielkie zasługi w dziele stymulowania kadr, ale uczciwie przyznajmy, że mieli bardzo duży handicap. Nikt bowiem nie wiedział jeszcze, z wyjątkiem paru bardzo dobrze poinformowanych Żydów, nie posiadających jednak mocy politycznej, czym może być socjalistyczna rewolucja. Do stymulowania kadr, by efektywniej pracowały i głębiej wierzyły, towarzysz Lenin przeznaczył towarzysza Dzierżyńskiego. Nie zdecydował się na inne rodzaje stymulacji, na przykład nie rozdawał po worku kartofli raz na miesiąc, dla najbardziej zasłużonych członków kadr, albowiem takie zachowanie mogłoby spowodować, że cofnięto by mu ów handicap. Zakwestionowałby bowiem w ten sposób sens rewolucji i metody jej działania, wypracowane w różnych tajemniczych gabinetach.

Dotarły do mnie wczoraj dwie wiadomości. Obydwie wesołe na swój sposób. Pierwsza to taka, że były premier Kazimierz Marcinkiewicz stoczy walkę MMA, cokolwiek by to miało nie oznaczać, w jakimś charytatywnym turnieju organizowanym przez fundację braci Collins. Historia braci Collins jest wszystkim znana, to są przedsiębiorcy z Polski, którzy czegoś się tam dorobili w Londynie i założyli fundację, zmieniając przy okazji nazwisko, by łatwiej radzić sobie w świecie anglojęzycznym. Ich fundacja wspiera różnych potrzebujących pomocy ludzi i angażuje do występów jakieś atrakcyjne postaci, które chcą się przy okazji tych walk zareklamować. No i teraz zgłosił się tam Marcinkiewicz. My zaś widzimy, że kadry nie mogą decydować o wszystkim, bo w naszej rzeczywistości politycznej o kadrach decyduje prezes. Ja nie będę dziś krytykował prezesa, chcę tylko pokazać to, co i tak wszyscy widzą – prezesowi jest dokładnie obojętne jakimi narzędziami będzie pracował, byleby tylko wykonywały one dobrze te czynności, które on zaplanował. Czy to wzmacnia organizację? Pozornie. Moim zdaniem osłabia ją i doprowadzi do jej całkowitej klęski, kiedy tylko zabraknie prezesa. Klęska to może za duże słowo, ale doprowadzi do całkowitej zmiany paradygmatów, którymi kieruje się organizacja. Nie ma bowiem w organizacji żadnego mechanizmu wyłaniania kadr. Są próby tworzenia takiego mechanizmu, ale one są w istocie dziecinne. Lojalność zaś tych kadr będzie tak samo głęboka, jak lojalność braci Collins wobec Polski. Oni mogą zorganizować walkę w kisielu i przeznaczyć zysk na cele dobroczynne, a przy tym zmienią nazwisko, ale nie utrzymają władzy i lojalności w jakimś pionie urzędniczym.

Polityka kadrowa prezesa była wielokrotnie krytykowana. Moim zdaniem w niewłaściwy sposób. Ludziom bowiem uprawiającym tę dyscyplinę wydawało się i dawali temu wyraz werbalnie, że kiedy oni znaleźliby się w podobnej do prezesa sytuacji, to dopiero zaprezentowaliby swoje zdolności interpersonalne. Niczego by nie zaprezentowali, bo metoda prezesa wykuwała się przez wiele dekad, przy świadomości, że wszyscy albo prawie wszyscy otaczający go ludzie są podstawieni. Nie można mieć więc dla nich ani szacunku ani litości, ani nie można dawać im żadnych tak zwanych szans, albowiem oni tego nie zrozumieją. Ich lojalność bowiem jest po większej części nieokreślona. Wszyscy pamiętamy prokuratora Kaczmarka, który był przyczyną szyderstw z obydwu braci, w czasach kiedy wydawało nam się, że wieś polska, a z nią kraj cały, to spokojny i wesoły zaścianek. Dziś już tak nie myślimy, nie spowodowało to jednak żadnej zmiany w polityce kadrowej. Nie mogło spowodować, albowiem nikt nie pracuje nad opracowaniem metody efektywnego wyłaniania zdolnych kadr. Zdolnych to znaczy, w mojej ocenie, zdecydowanych przede wszystkim i twórczych. Takich jak towarzysz Dzierżyński. Metoda prezesa, zakładam, że nie ma on świadomość tego faktu, produkuje kadry zachowawcze, które mają konserwować i utrzymywać urządzenia wypracowane i przygotowane przez rząd. W te zaś prezes, tak to przynajmniej wygląda na pierwszy rzut oka, wierzy. Jeśli kadry nie zachowują się po jego myśli, mogą iść do konkurencji, a to oznacza dziś degradację. Nie zawsze tak jednak było. Przyznajmy, że prezes prowadził swoją politykę kadrową w taki sposób, również w czasach kiedy nie opłacało mu się nikogo wyrzucać, bo nie miał kim robić. To odsuwa odeń podejrzenia o jakieś napoleońskie ciągoty. To jest metoda, której się nauczył i już się nie oduczy. Krytykowanie go za to nie ma sensu. Musimy też jednak przyznać, że jej sztandarowym produktem jest Marcinkiewicz, który niebawem wyjdzie na ring w samych gaciach i koszulce.

Przejdźmy do drugiej wiadomości. Ona także jest zabawna na swój sposób. Oto wywalili z telewizora Janka Pospieszalskiego, co może wskazywać, że gdzieś tam na zapleczu jest jednak jakiś Dzierżyński. Ja w to nie wierzę, ale ktoś mógłby tak pomyśleć. Trudno doprawdy o człowieka bardziej lojalnego i oddanego sprawie niż Janek. Wszyscy pamiętamy jego udział w miesięcznicach, w każdym niemal ulicznym wydarzeniu. Zawsze można było na niego liczyć. Oczywiście szydziliśmy też, że PO wywaliło z telewizora wszystkich pisowców, a Janek został. Teraz jednak wyleciał. Powodem jest, czego łatwo się domyślić, krytyka polityki covidowej. To sprawę w zasadzie wyjaśnia i wskazuje nam kierunek – prezes będzie się musiał w końcu rozejrzeć za jakimś Dzierżyńskim. Jedyna nadzieja w tym, że wybierze go według dotychczas stosowanych kryteriów. To znaczy, że będzie to ktoś w typie Marcinkiewicza, kto po kilku nieudanych akcjach skończy na ringu u braci Collins.

Usunięcie z telewizora Pospieszalskiego, to znak, że organizacja zwiera szeregi i wskazanie wokół jakich pojęć budowana będzie lojalność. To nie wróży dobrze PiS-owi, albowiem do tej pory partia budowała lojalność wokół treści, które można umownie nazwać buntowniczymi. Budowała je wokół niezgody na Tuska i każdy kto coś tam brzechał na tego Tuska mógł liczyć na jakieś zainteresowanie. Z wyjątkiem blogerów rzecz jasna, bo ci nie mogli liczyć na nic. To się skończyło i partia będzie tworzyć strukturę wokół covida. Czy to jest jakaś jakość związana z tymi pojęciami, które każą ludziom głosować na PiS? Oczywiście, że nie, to jest pojęcie przywiezione w teczce, które trzeba lansować, żeby utrzymać się u władzy. I widzi to każdy, kto potrafi odróżnić na zdjęciu towarzysza Lenina od towarzysza Dzierżyńskiego. To jest ten handicap, który miał towarzysz Lenin i którego nie mógł za żadne skarby stracić, bo cała rewolucja by przepadła. Dlatego właśnie Janek wyleciał z telewizora i najprawdopodobniej nigdy tam nie wróci. Mówią, że odnalazł się u Roli i tam będzie nadal śledził różne dziwne ruchy, jakie się wokół tego covida odbywają.

Czy to oznacza, że w ogóle nic się w Polsce nie robi, by poprawić jakość kadr? Oczywiście, że nie, jakieś ruchy się wykonuje, ale dotyczą one, w mojej ocenie, wartości wokół których buduje się lojalność. Jeśli ktoś uważa, że będą to takie wartości jak patriotyzm, rodzina, Kościół, albo „coś w podobie”, ten niestety się myli. Na ujawnienie tej prawdy poczekamy jednak do chwili, aż prezes zamknie oczy. Potem towarzysz Morawiecki dopiero pokaże nam, gdzie jest nasze miejsce. Przesłano mi wczoraj taki oto link:

https://www.tvp.info/54125105/prezydent-podpisal-w-dzien-dziecka-ustawe-o-powolaniu-rad-mlodziezowych-na-wszystkich-szczeblach-samorzadu

Tak to się robi w Chicago. Jednym podpisem prezydent stworzył organizację, która przypomina Komsomoł i ma podobne funkcje. Będzie się, na szczeblu samorządowym, troszczyć o dobro młodzieży. Zwrócę uwagę na kilka kwestii. Pierwsza – metoda pozyskiwania kadr opisana wyżej, jest właściwa dla prezesa jedynie. Cała reszta pozyskuje kadry kooptując je starannie spośród zasobów rodzinnych i nie myśli o tym, by je usuwać, redukować, albo przekształcać. Kadry mają trwać i zapewnić utrzymanie rodzinnym pionom urzędniczym. Należy więc przypuszczać, że w owych radach młodzieżowych znajdą się członkowie tych rodzin, które już na danym terenie władzę sprawują. Kolejna kwestia – młodzież, nawet bardzo ambitna, ma bardzo ograniczone pole widzenia, które, w tym przypadku, jest jeszcze celowo zawężane. I trudno przypuścić, że nie staną się owe rady, narzędziem nacisku grup nieformalnych istniejących w regionach, na inne grupy. Co nas to wszystko obchodzi, zapyta ktoś? Nie jesteśmy młodzieżą. To prawda, ale to ta młodzież będzie kreować za lat parę pojęcia, wokół których partia budować będzie z kolei strategie wyborcze i lojalność. I nie będą to pojęcia, do których przywykliśmy i które rozpoznajemy. Kwestia kolejna – nadzwyczaj prosta – komu oni będą donosić?Wobec kogo będą lojalni tak naprawdę, bo tego iż ktoś w końcu zacznie stymulować ich według starych, dobrych leninowskich wzorów, możemy być całkowicie pewni. Tak zwyczajnie pytam, bo mi się te młodzieżowe rady kojarzą z wewnętrznym PR-em w korporacjach.

Na koniec ogłoszenie. Dałem się namówić Ojcu Antoniemu Rachmajdzie i jadę 10 czerwca do Wrocławia, gdzie będę miał pogadankę o św. Idzim. Związaną po części z nowym tomem Kredytu i wojny. Zgodziłem się wyjątkowo, bo ktoś tam Ojcu wypadł, i termin został pusty. Nie powtórzę tego na razie, dopóki organizacja nie odwoła covida. Początek o 18.45, po mszy.

  13 komentarzy do “Czy kadry rzeczywiście decydują o wszystkim?”

  1. Obydwie sprawy Marcinkiewicza i Pospieszalskiego mają jedną przyczynę, a mianowicie okoliczność, że system idzie po nasze dzieci, tym razem w kontekście akcji szprycowania. Aktywność prezydenta w Dzień Dziecka też jest z tym związana.

    Wszystkie te instytucje, jak telewizja publiczna, samorządy, organizacje, stowarzyszenia, kółka zainteresowań itp. odgrywają rolę SD, ZSL, Paksu, Znaku, harcerstwa w PRL-u.

    Teraz każdy tzw. zwykły człowiek z ulicy może powiedzieć: no jak to? każdy ma szansę działania i może odnaleźć swoje miejsce w społeczeństwie, ewentualnie władza może powołać dodatkowe instytucje, jeśli o jakichś grupach zapomniano. A ci poza systemem są wichrzycielami, przestępcami łamiącymi zasady umowy społecznej i reguły obywatelskiej przyzwoitości.

     

    Oczywiście wszystko opiera się na religii – w naszym, polskim przypadku a.d. 2021 jest to religia żydowska.

    Chodzi o nawiązanie do ofiary Abrahama złożonej z własnego potomstwa.

    Czy Polacy są gotowi złożyć ofiarę ze swoich dzieci?

     

    Sprawa Jedwabnego pokazuje, że jesteśmy rozgrywani dosłownie przez kilku funkcyjnych rabinów desygnowanych na obszar Polin i to są te kadry, które decydują o naszym bycie.

  2. Nie napisałem, że tym szczytnym celem dla Marcinkiewicza może być wsparcie hospicjów dziecięcych.

  3. a może to sposób żeby  rozerwać lokalny związek biznesowy ważnego samorządowca  z trzema/czterema  rodzinami , aktywnymi w lokalnych interesach, zatem najzamożniejszymi lokalnie i przez to decydującymi o wszystkich sprawach samorządowych i nie dzielących się z lokalną zbiorowością.

    /ważne zatrudnienie młodzieży/

    taka -głośna- grupa młodzieżowa , zmusi lokalnych do podzielenia się biznesowym tortem, no i wystarczy

  4. Niech Pani nie będzie dziecinna…głośna grupa młodzieżowa…

  5. Nie wiem, na jakiej zasadzie Pospieszalski świadczy usługi dla Kurskiego (nawet nie wiem, czy TVP jest pracodawcą, więc media nie mówią o zwolnieniu z pracy).

    Na razie wiadomo, że TVP przestała się odzywać do pana Pospieszalskiego i nie płaci za wykonane prace.

    W tej sytuacji najlepszym wyjściem jest oddanie sprawy do sądu.

     

    Ksiądz Guz wszystkich sygnatariuszy oświadczenia przeciwko niemu, którzy określili go par excellence jako groźnego przestępcę też powinien podać do sądu o zażądać po sto tysięcy od głowy na rzecz jakiejś fundacji wspierającej Ateny Roztocza.

     

    Muszę sobie wydrukować encyklikę Fides et ratio, żeby sprawdzić, czy Jan Paweł II stawiał jakiekolwiek wymagania moralne (czyli obyczajowe) i religijne profesurze jako osobom w kontekście ich wypowiedzi na temat epidemii, eksperymentów medycznych, badań naukowych, kryteriów oceniania innych naukowców, czy ograniczył się autor encykliki wyłącznie do ogólników.

  6. filmik cudo,  ta młodzieżowa prelegentura co mówi że ma – ricz ikspiriens- to nam pokaże gdzie raki zimują

    nie będą mieli cienia refleksji,

  7. To się skończy jak z tym Sejmem Młodzieżowym.

  8. Pan sobie grupuje własną młodzież, a raczej przedszkole.

  9. Artykuł przypomniał mi książkę „Król Maciuś I”. Tam co prawda nie było rad młodzieżowych ale był dziecięcy parlament (czyli coś dużo lepszego) i też były ambitne pomysł

  10. a te bandy bezprizornych sierot wyprodukowane przez CZEKA , to też z uliczników było rekrutowane  – stara, skuteczna, tradycja

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.