lis 252022
 

Pewnie już zapomnieliście kto to jest Katarzyna Kozyra? Otóż to artystka, która zdobyła sławę jeszcze w latach dziewięćdziesiątych, ustawiając jedno na drugim wypchane zwierzęta. Tak, jak w bajce, którą na pewno pamiętacie. Myślę, że ta niby rzeźba nie zrobiłaby na nikim wrażenia, gdyby pani Kozyra nie miała jakichś zakulisowych wspomagań dla swojej kariery. Nie takie rzeczy w końcu robią artyści na ASP i nikogo to nie dziwi, wręcz wywołuje ziewanie. No, ale to tylko moja opinia, która nie musi być zgodna z prawdą. Wszyscy bowiem wierzą, że „rzeźba” Kozyry wywołała szok i niedowierzanie, a także zachwyt, przez co stała się ona najbardziej rozpoznawalną i najbardziej kontrowersyjną polską artystką. O ile pamiętam, na to swoje dzieło pani Kozyra dostała jakieś spore dotacje, ale pewności całkowitej nie mam. Potem wywołała jeszcze jeden skandal, albowiem nakręciła film w łaźni publicznej w Budapeszcie, gdzie widać niczego nie świadome, starsze panie, które rozbierają się i idą na basen. W czasach kiedy dzieło to powstało w Polsce nie było jeszcze tak powszechne korzystanie ze SPA, nie było też basenu w każdym mieście, a więc te łaźnie i ten szok, jakim dla niektórych było oglądanie rozebranych emerytek, pozwolił artystce egzystować dalej i skupiać na sobie uwagę mediów. Bo o media przecież chodziło. Później Kozyra weszła także do łaźni męskiej, albowiem szok wywołany oglądaniem gołego faceta był wtedy większy niż ten, wywołany przez rozebraną, a niechby nawet starą, kobietę. Gazeta Wyborcza poświęcała całe kolumny na wyczyny Kozyry i podnosiła pod niebiosa jej oryginalność i wielkość. Potem o artystce zrobiło się cicho, a potem znów głośno, albowiem ujawniła ona, że jest ciężko chora i pokazała swoje zdjęcia z głową pozbawioną włosów, w pozie Olimpii, Maneta, co znów wywołało szok. Działo się to wszystko w czasach przed Internetem, a więc co innego było dla ludzi wówczas szokiem. No i potem wszyscy o Kozyrze zapomnieli, bo niby dlaczego mieliby pamiętać? Jak oznajmia wiki, Kozyra robi teraz teledyski i przygotowuje od dziesięciu lat pełnometrażowy film fabularny, a w roku 2010 miała w Zachęcie wystawę retrospektywną swoich prac. Spróbujmy ją odtworzyć, co by to było? No jasne – Piramida zwierząt, gołe staruszki w łaźni, goli faceci w łaźni, chora Olimpia. No i te jakieś teledyski. To wszystko. Jak na artystkę, która skończyła studia w roku 1988, to trochę mało. Szczególnie jeśli porównać to z dorobkiem Agnieszki Słodkowskiej, Huberta Czajkowskiego czy Tomka Bereźnickiego. Czy im ktoś zaproponował retrospektywną wystawę w Zachęcie? Oczywiście, że nie, bo tam wystawy mogą mieć tylko artyści uznani przez zajmujący się sztuką półświatek, no i ewentualnie Kamil Sipowicz. Po co ja o tym wszystkim piszę dzisiaj akurat? Otóż czynię to, bo Kozyra znów będzie miała wystawę w Zachęcie. I to dopiero będzie dla Was prawdziwi szok. Artystka bowiem wystawi tam swoje fotografie z Jerozolimy, a ekspozycja będzie miała tytuł Szukając Jezusa. Nie wiem, jak Wam, ale mi od razu przypomniała się przypowieść o faryzeuszu i celniku. Nie chcę mi się szukać wywiadów, których Kozyra udzieliła gazowni dwadzieścia lat temu, ale może Wy się skusicie, bo tam na pewno coś jest o Jezusie, ale czy też o jego szukaniu, to nie wiem. Wracajmy do wystawy, otwarcie jest 1 grudnia, a zamknięcie 5 lutego. Będziecie mieli mnóstwo czasu na obejrzenie zdjęć Kozyry, przedstawiających starych Żydów, w murach Jerozolimy, oświetlonych ulicznymi lampami.

Widzimy, na przykładzie artystki Kozyry, że to co tu zawsze piszę na temat sztuki i książek, jest samą prawdą, szczerą prawą i tylko prawdą. Żeby coś promować serio musisz opanować dystrybucję. Jak przypuszczam Kozyra nie dość, że została dopuszczona do dystrybucji pieniądza przeznaczonego na sztukę, to jeszcze była głównym towarem dystrybuowanym przez największe medium lat dziewięćdziesiątych, czyli gazownię. Przypuszczam też, że nie dlatego iż szukała wtedy Jezusa.

Dziś artystka zaczyna płynąć prawym halsem, albowiem dystrybucja zaczęła szwankować. Tak to interpretuję. Ona zaś ma zrobione nazwisko i dobrze wie, że obecnej władzy i środowiskom skupionym wokół kultury to nazwisko może być potrzebne. To oczywiście takie spekulacje, bo nie można wykluczyć, że dyrektor Zachęty, pan Janowski, wnuk Bronisławy Rychter-Janowskiej, był pod takim wrażeniem prac Kozyry, że nie inspirowany przez nikogo otworzył jej szeroko drzwi Zachęty i zaprosił do środka. Pozostanę jednak przy swojej opinii.

Wróćmy do tego prawego halsu jednak. Mamy szukanie Jezusa, a w zaproszeniu, na zdjęciach są Żydzi. – Ale Jezus był przecież Żydem – zawoła jakieś dociekliwy student historii sztuki, wskazując tym okrzykiem na głębię i ponadczasowość dokonań Kozyry. No był, ale jego historia idzie jednak w poprzek żydowskiej ortodoksji, którą widać na fotografiach, przynajmniej tych, co je zamieścili w zaproszeniu, żeby przyciągnąć publiczność, dostającą drgawek na dźwięk słowa „Jezus”. Czyli, wilk musi być syty i owca cała, tak sądzę. Jak się domyślacie, oceniam pracę i postawę Kozyry, jako coś niesłychanie nachalnego, a do tego jeszcze koniunkturalnego. Oczywiście nie zostanie to ocenione w taki sposób, albowiem w środowisku, które reprezentuje artystka nikt takich ocen nie formułuje. Podobnie jak nikt się nie martwi tym, że Kozyra i jej dzieła mało kogo obchodzą. Nie taka jest ich funkcja. Chodzi o promowanie właściwych tematów, we właściwych kontekstach. Tematów i kontekstów jest zaledwie kilka i nie można ich eksploatować ponad miarę, nie można ich też eksploatować w dużej liczbie wariantów, bo się znawcy pogubią w tym gąszczu i gotowi potem wskazać i nazwać geniuszem, nie tego, który został do takowej roli wyznaczony. Ludziska zaś widząc mnogość opracowań i redakcji jakiegoś schematu, zaczną myśleć i też coś pokazywać palcami. No i zrobi się nielichy ambaras. Musi być kilka osób gotowych do wykonania czegoś, co będzie jednoznaczne i nie pozwoli na jakieś indywidualne interpretacje. Kozyra się do tego nadaje, ale nie wiemy w zasadzie dlaczego. Ktoś ją chyba do tej roli wyznaczył, bo jak inaczej?

Interesujące jest to, czy pisowski reżim kulturalny utrzymuje Kozyrę. Bo z czegoś musi ona żyć. Ja nie odmawiam artystce chleba posmarowanego masłem, nawet z plasterkiem szynki. Interesuje mnie tylko, jak to jest, że człowiek uznawany za artystę wybitnego nie tworzy latami całymi, a jednak coś tam zjada? To podobnie jak Piwowski, który nakręcił w swoim ponad osiemdziesięcioletnim już życiu cztery filmy puszczane w kinach studyjnych i w telewizji przed południem, a został w latach dziewięćdziesiątych najczęściej zapraszanym do telewizji ekspertem od kina. No i geniuszem komedii rzecz jasna.

Czekam kiedy Kozyra stanie się w telewizji publicznej najczęściej ogrywanym ekspertem od sztuki. Będzie to bowiem oznaczało, że Tusk z całą pewnością przegrał już wszystko, że Niemcy nie będą już rozdawać żadnych pieniędzy i wszyscy uznani przez poprzednie układy artyści pójdą szukać pracy do Kaczyńskiego i jego akolitów. No i zostaną tam przyjęci z otwartymi ramionami, albowiem – jak to już wielokrotnie udowadniano – prawdziwa sztuka i prawdziwa wielkość broni się sama. W ogóle nie trzeba jej pomagać.

Najlepiej by było, gdyby Katarzyna Kozyra występowała w studio z Magdą Ogórek i Jakimowiczem. To by dopiero był ekspresyjny happening. Na razie do 5 lutego można oglądać w Zachęcie wystawę jej prac „Szukając Jezusa”. Pozostaje nam czekać, aż Jezusa zacznie szukać także Anda Rottenberg, co może nastąpić już niebawem i, jak przypuszczam, będzie korespondować z wynikami frekwencyjnymi wystawy Katarzyny Kozyry.

  23 komentarze do “Czy Katarzyna Kozyra narysuje komiks o rotmistrzu Pileckim?”

  1. Dzień dobry. Muszę przyznać, że marzę o czasach w których dieta artystek była ich wyłączną sprawą i publiczność dowiadywała się o niej pośrednio i połowicznie, przez wymiary rzeczonej artystki. Nie wrócą one jednak, tak jak nie sprzedamy arabom ruskich obrazów, więc można sobie westchnąć i przejść dalej. Jak zwykle mam odruch by tę osobę zignorować, jednak jako że rzecz dotyczy pieniędzy, warto się tym na chwilę zająć ujawniając, kto też był rektorem i dziekanem na uczelni, gdzie otrzymała swój glejt, kto decydował o funduszach na te jej projekty i kto jaką korzyść mógł odnieść z tego, że się odbyły. Może owa pani być słupem do przewalania pieniędzy albo dostawcą usług, na które rynek jest stabilny. Nie wiem jednak jak ona wygląda, poza tym wiek wskazuje na to pierwsze raczej. Nędza jej prac jest gwarancją, że grzecznie wykona odpowiednie przelewy, zadowalając się potrąceniem umówionej prowizji. E viva l’arte…

  2. Ciekaw jestem o czym oni ze sobą rozmawiają prywatnie

  3. „Piramida zwierząt”jest naszym najcenniejszym dziełem i największym naszym obowiązkiem(cytat).

  4. – ja myślę, że mało ze sobą rozmawiają prywatnie, bo się zwyczajnie boją. To jest zwykła banda złodziejaszków, nie ufająca sobie nawzajem, a tym co ich najmują jest to na rękę. Dziękujmy Bogu, ze nie musimy w tym uczestniczyć. Poza tym, że musimy za to płacić. Póki co…

  5. Pani Hanna Wróblewska  historyk sztuki.

  6. Nie tylko „głębia i ponadczasowość dokonań Kozyry”! W TFUrczośći tej pani należy jeszcze wskazać surowość wyrazu. W którymś filmie Barei był taki wątek, że zaopatrzeniowiec z POM-u czy PGR-u chodził po różnych fabrykach i warsztatach branży metalowej bodajże z wałem od kombajnu i bezskutecznie szukał jakichś części do tego wału. W pewnym momencie trafił jakoś na konkurs sztuki nowoczesnej, gdzie odstawił wał do kąta. Za chwilę przyplątało się żiri i zaczęło nad ową częścią zamienną cmokać. Pamiętam, że wysoko ocenili m.in. surowość wyrazu wału napędowego.

  7. Pamiętam to, ale jak pan widzi żadne szyderstwa nie działają, chodzi bowiem o transfer gotówki, nie o żadną sztukę

  8. Jeszcze mi się przypomniał program w TV sprzed ponad 20 lat nt. sztuki nowoczesnej, z udziałem p. Kałuzyńskiego. Omawiano tam performans czy inny hepening który polegał na tym, że pani artystka włozyła sobie do pochwy lalkę Barbie a następnie odpowiednim zaciskaniem mięśni wypchnęła ją z siebie na zewnątrz. Nagrała to kamerą wideo a film zatytułowała „Barbi się rodzi”. W pewnej chwili oburzony Kałużyński wykrzyknął do redaktorki (niedokładny cytat z pamięci): To ma być sztuka!? Proszę pani, w Bangkoku jest taki teatrzyk, gdzie panienka wtyka tam sobie banana i tak się spręża, że go wystrzeliwuje na ścianę. I to jest dopiero sztuka!

  9. A to nie było tak, że znalazł wał z panewkami na jakiejś zacnej wystawie?

    Oceniony przez jury jako szczyt czystej formy? 🙂

  10. Mam wrażenie, że chodzi nie tylko o transfer gotówki. Ten można realizować na rozmaite rzeczy np. normalne piękne malarstwo czy rzeźbę. Tu chyba idzie jeszcze jakaś tresura lemingów. Wiedzę analogię z taką czynnością bezsensowną jak np. przestawianie zegarów 2 razy w roku czy rózne „oboszczenia” typu noszenie masek na ulicy. W przypadku „sztuki” nowoczesnej nie uderza się w logiczne myślenie tylko w naturalne poczucie estetyki.

  11. Szczegółów już nie pamiętam. Widziałem to > 30 lat temu. Dzięki za przypomnienie tego „szczytu czystej formy”.

  12. Marian Hemar napisał świetny poemat, który to wszystko bezbłędnie podsumowuje „KTO RZĄDZI ŚWIATEM”.

  13. „światem rządzi  wielka zmowa idiotów ..’

    ponieważ uważa że grupa docelowa jest słaba/urobiona

    czyli

    „ludzie to lubią ludzie to kupią

    byle na chama, byle głośno, byle głupio…”

  14. A to nie było tak, że znalazł wał z panewkami na jakiejś zacnej wystawie?

    I jedno i drugie. Przyjechał do Warszawy z tym wałem, żeby kupić brakujące „treblinki” (potoczne określenie na łożyska przegubowe), które jego państwowy zakład potrzebował do produkcji, a których nawet w stolicy nie mógł dostać w żadnym innym państwowym zakładzie 🙂  Aż wreszcie na wystawie sztuki współczesnej znalazł „rzeźbę” skonstruowaną prawie z samych treblinek i od razu zakupił ją w imieniu zakładu od zdumionego artysty, który nie wierzył, że społeczeństwo, aż tak potrzebuje jego sztuki cyt: „przecież na to czekają nasi robotnicy” itd. 

    A nagrodę  za wał też dostał. Odstawił go na chwilę i akurat przechodziła trzyosobowa komisja, która zachwyciła się „surowością formy”.

    Taka satyra na braki magazynowe w socjaliźmie i sztukę modernistyczną w jednym.

    Tylko, ze to nie Bareja, a „Nie lubię poniedziałku” Chmielewskiego

  15. No jednak pamięć zawodzi 🙂

    Jeszcze pomyślałem – czy ten wał to

    nie kluczowa metafora filmu? 🙂

    Metafora wszystkiego wokół?

  16. No jednak pamięć zawodzi 🙂

    Jeszcze pomyślałem – czy ten wał to

    nie kluczowa metafora filmu? 🙂

    Metafora wszystkiego wokół?

  17. Metafora wszystkiego wokół?

    Jako dzieciak nie zwróciłem na to uwagi, ale teraz też tak myślę. Możliwe, że właśnie to reżyser miał na myśli:

    nagroda za wał na wystawie = cała współczesna sztuka to jeden „wałek” 😀

    W filmie to może i satyra na PRL, ale jak widać systemy upadają a w „instytucjach sztuki” niewiele się zmienia.

  18. Przypomniało mi się jeszcze, że piramidka Kozyry trafiła na koszulki sprzedawane kiedyś na targach w Arkadach Kubickiego. Jak się sprzedawało nie wiem, ja nie kupiłem.

    Zawsze mnie zastanawiała ta piramidka, próbowałem nadać jej jakąś wartość, znaczenie, i nijak nie mogłem.

    Podobnie jak rzeźba z g…..m słonia na Zamku Ujazdowskim czy zdjęcie ginekologiczne w Zachęcie.  Może ich rolą jest wywołanie konsternacji czy dyskusji, ale takie wyznaczanie granic sztuki powinno się raczej odbywać w prywatnych galeriach na koszt klubowiczów, a nie z naszych podatków.

    Tym bardziej, że każdego dnia dogorywa w biedzie cała masa naprawdę zdolnych plastyków, rzeźbiarzy czy malarzy, odrzuconych przez rynek i nie objętych propagandową dotacją….

  19. Ach cóż za atrakcja, wysłuchanie opowieści o korzeniach Andy…

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)