Paź 132019
 

Do dzisiaj nie miałem pojęcia, że istnieje coś takiego jak portal kulturadobra.pl, gdzie publikowane są recenzje filmów i książek z przeznaczeniem dla rodzin chrześcijańskich. Podesłano mi jedną taką recenzję i ja ją, niestety, przeczytałem. O tym jednak za chwilę. Zacznę bowiem od czegoś innego.

Pamiętam jak którejś zimy, w latach dziewięćdziesiątych, miasto stołeczne zostało oklejone wielkimi bilbordami z reklamą firmy Triumph. Wszędzie były te dziewczyny w koronkach, co zapewne pobudzało wyobraźnię wielu ludzi płci obojga i kierowało ich myśli ku zakupom bielizny Triumpha. Pewnego dnia jadąc tramwajem przez ul. Puławską zauważyłem, że na jednym z tych wielkich bilbordów ktoś napisał sprayem – macie ku….y święta!!!! Jakiś człowiek, najwyraźniej zdenerwowany ostentacyjnym pokazywaniem nagości postanowił powiedzieć światu co myśli o takich wizerunkach. Były to dawne, dziewicze czasy, dziś bowiem nikt już nie zwraca na takie rzeczy uwagi. Pytanie istotne brzmi – czy te gołe baby służyły deprawacji czy sprzedaży? Ja twierdzę, że jednak sprzedaży, albowiem mam wrażenie – być może błędne – że nie ma możliwości, by młody człowiek uniknął jakichś deprawacyjnych kolizji emocjonalnych w okresie dojrzewania, nawet jeśliby przebywał stale wśród owiniętych czarnymi szmatami muzułmanek. Zawsze jedna czy druga spojrzy na niego uważniej i po zawodach. Potem się może nawet okazać, że ona miała krótkowzroczność po prostu, ale nie będzie to miało już znaczenia.

Pamiętam czasy, kiedy to Liga Polskich rodzin czy może inna jakaś organizacja walczyła z pismami pornograficznymi wystawianymi w witrynach kiosków. Było o tym głośno, do momentu upowszechnienia internetu, kiedy to pisma pornograficzne przestały stanowić walor polityczny, podkreślający szlachetność i dobre intencje zwalczających je ludzi.

Wulgarność pornografii internetowej dawno przekroczyła wszelkie granice i trudno sobie wyobrazić, żeby jakikolwiek młodzieniec, poza ciężko zaburzonymi osobami, być może molestowanymi w dzieciństwie, spędzał czas na oglądaniu tych filmów. Deprawacja rozumiana tak, jak to widział ten człowiek co zamazał reklamę Triumpha i tak jak to wmawiali nam przedstawiciele LPR nie ma już znaczenia, a być może nie miała go nigdy. To hipoteza, ale moim zdaniem warta rozważenia. Kolportowanie wizerunków gołych bab miało sens wtedy gdy było pokątne. Ustanowienie normy przekreśliło wpływ tej produkcji na umysły i dusze. To są już od dawna wyłącznie cholerne nudy. I nawet najbardziej pobudzeni młodzieńcy nie zwracają już na to uwagi. Goła baba pełni jednak do dziś jedną ważną funkcję. Ona ma właściwości paraliżujące i porządkujące. Służy do tego mianowicie, by ludzie, którzy określają siebie jako chrześcijan, praktykujących katolików, nigdy w swoich refleksjach na temat produkcji artystycznej nie wyszli poza poziom gołej baby. To jest łatwe do osiągnięcia. Wystarczy przedstawić rodzinie chrześcijańskiej zagrożenia związane z gołą babą pokazywaną w filmie i ustalić jakiś ranking takich filmów. Na samej górze znajdzie się wówczas koszmarny film o Loyoli, a na dole jakieś rozrywkowe produkcje z Hollywood. I tak będzie dobrze. Ja nie mogę oczywiście nikomu zabronić oglądania takich czy innych filmów, dobrze by było jednak, by rodziny chrześcijańskie nie traktowały tych produkcji zbyt serio i zastanowiły się czasem kto i po co wpuszcza te obrazy na rynek, a nie tylko ile razy pokazują w nich cycki i czy obejrzawszy je, najmłodsza latorośl rodu, podąży śladem grzesznika Onana, czy też może się od tych gestów powstrzyma. To jest trudne do wyjaśnienia, albowiem w społeczeństwie naszym triumfy święci łatwa satysfakcja i sukces bezwysiłkowy. To znaczy wystarczy nie patrzeć na film z gołą babą, a obejrzeć ten wartościowy, podsunięty przez portal kulturadobra.pl, by zasnąć spokojnie.

Jak wiemy świat jest pełen pułapek, a duchowni, o których tu czasem piszemy, nie zawsze je rozpoznają. Jakby tego było mało, często miast sami stawić im czoła i coś ludziom wyjaśnić, posługują się jakimiś świeckimi zastępcami. Czynią to, albowiem sami wielu spraw nie rozumieją, zasłaniają się też często nadmiarem obowiązków, a poza tym uważają, że wciąganie ludzi świeckich do wygłaszania różnych expose ma głęboki sens. Moim zdaniem nie ma. Ustawianie zaś relacji z wiernymi poprzez jakieś portale gdzie recenzuje się kulturę jest zwyczajnie głupie, podobnie jak wiara w to, że biedny proboszcz może ochronić swoją owczarnię przez pokusami, podsuwając im, przez pośrednika, recepty i wyjaśnienia proste. Ot takie choćby jak ta recenzja filmu „Legiony”

https://kulturadobra.pl/legiony/

Powiem tak, jeśli chcemy ochronić młodzież przed pokusami, powinniśmy przede wszystkim zająć się konstruowaniem przekazu atrakcyjnego. Nie prostego, nie łatwego w odbiorze, ale atrakcyjnego i przy tym uczciwego. Tutaj mamy wyraźnie tendencję odwrotną, a ja twierdzę, że jest ona lansowana powszechnie. To znaczy atrakcyjność przekazu, traktowana jest jak goła baba. Upraszczając rzecz do końca – jak coś jest fajne, to jest od razu podejrzane. To może spójrzmy na rzecz inaczej – Jan Chrzciciel był fajny. Stał w wodzie, odziany w skóry i gadał rzeczy, na które nie pozwoliłby sobie żaden faryzeusz. No i ludzie go słuchali, choć niektórzy uważali, że przesadza. Nikt jednak nie będzie dziś kwestionował atrakcyjności przekazu Jana Chrzciciela. Taką mam przynajmniej nadzieję. Dziś zaś mamy tabelkę, z rubrykami takimi jak: wulgaryzmy, goła baba, fałszywe doktryny, nieskromność. Wystarczy ją wypełnić, by przekonać się, czy film jest wartościowy czy nie i czy można nań puścić młodzież męską w okresie burzy hormonalnej. Tak, jak to napisałem wcześniej, do zburzenia spokoju młodego człowieka nie potrzeba pornografii, wystarczy uważne spojrzenie krótkowzrocznej muzułmanki rzucone ukradkiem spod czarnych rzęs. Nie ma takiego ojca i matki, którzy by uchronili swoje dzieci przed takimi pokusami. Są jednak złudzenia i te muszą być podtrzymywane. Dlaczego? Żeby sformatować grupę docelową, która stanowić będzie target sprzedażowy dla produktów nie zawierających pokus. Takich jak film Pawlickiego, głupi i pretensjonalny, ale za to nadający się w sam raz dla ojców i matek deklarujących przywiązanie do wartości, którzy myślą, że mają jakiś wpływ na swoje dzieci. Więcej – wierzą, że karmiąc te dzieci uproszczoną i nieatrakcyjną treścią prowadzą je na drogę cnoty. Jest dokładnie odwrotnie, rozbudzają pokusę i oczekiwanie na coś innego, ciekawszego, bardziej dynamicznego. Obszar produkcji dynamicznych, ciekawych i niejednoznacznych został jednak zawłaszczony przez macherów od prawdziwej deprawacji, a rodziny katolickie, katoliccy reżyserzy lub ludzie za takowych się podający i katoliccy pisarze, nie mają żadnego pomysłu, co z tym zrobić. Mogą tylko upraszczać przekaz, bo ktoś im wmówił, że to dobry kierunek. Treść bowiem zbyt zagmatwana i forma nieoczywista może ukrywać jakieś pokusy. A książka Terlikowskiego i film Pawlickiego nie zawiera pokus, a na pewno nie zawiera ich w takich formułach, żeby to było bardzo niepokojące. Można je spokojnie oglądać i czytać, albowiem są to produkcje certyfikowane przez katolickich publicystów. Ja wiem, że wielu ludzi mi nie uwierzy, ale niech się potem nie zdziwią ci ludzie, kiedy ich własne dzieci zlekceważą wszystko, co wkładano im do głowy w domu i pójdą w świat na zawsze, poszukując nowych jakichś inspiracji, pozostających poza kontrolą i rozumieniem nie tylko matki i ojca, ale także księdza proboszcza.

Piszę to wszystko nie tylko dlatego, że jestem zdziwiony tą recenzją. Piszę to, albowiem wysłaliśmy w końcu do druku komiks Sacco di Roma, produkt ze wszech miar nieoczywisty, pełny treści niezrozumiałych dla ludzi takich jak recenzent filmu „Legiony”, a być może także dla naczelnego portalu kulturadobra.pl. Jestem pewien, że produkt ten osiągnie sukces sprzedażowy, albowiem jest bezwzględnie atrakcyjny. Wiem jednak także, że przez to iż jego formuła odbiega od wszystkiego co na rynku tak zwanych produktów wyznaniowych się pojawia, nie zostanie on w ogóle zauważony przez duchownych i hierarchię. Wiara bowiem w to, że książka Terlikowskiego o Wenantym Katarzyńcu wpłynie na postawy wiernych i przyciągnie ich do Kościoła jest powszechna i nie do zwalczenia. Podobnie jak nieufność wobec takich albumów jak to nasze Sacco di Rioma.

Na dziś to tyle, dziękuję za uwagę.

  13 komentarzy do “Czy rodziny chrześcijańskie są niepełnosprawne umysłowo?”

  1. Portal założony, przez zakręconego skopca. Znam historię jego szurii od  ponad dekady.

    Nie ma się czym przejmować

    Ciekawe jakby wyglądała recenzja Nowego Testamentu…

  2.  
    Ja wchodzę do salonów Triumpha i głośno pytam pań obsługujących, gdzie kupują gacie dla męża, ojca albo syna? Na czym polega tryumf (nomen omen) pornografii? W galerii handlowej możemy spotkać kilka salonów firmowej bielizny damskiej, a ja mam problem, żeby po pierwsze kupić dobre, firmowe, męskie gacie, bo firmowych salonów męskich albo męsko-damskich po prostu nie ma. Ostatnia dobra, polska firma bieliźniarska Atlantic została zlikwidowana. Po drugie, ktoś się uparł, że sprzedaje się wyłącznie „seksowne” bokserki z szeroką, sztywną gumką, czego akurat nie znoszę, a mniej seksownych, ale wygodnych slipów od paru już lat się nie kupi. Czy zatem mężczyźni w ogóle potrzebują gaci? Otóż, pornografia powoduje zaburzenie racjonalnego myślenia i dotyczy to wszystkich dziedzin. Nikt w życiu publicznym, w domu, na ulicy czy w sądzie nie będzie się wykłócał ani domagał spraw oczywistych, normalnych, zdroworozsądkowych, jeśli ma jednocześnie przeszkadzajkę w postaci wspomnianych w notce atrakcji i jak na razie nie mam żadnego pomysłu, jak przekonać decydentów branży odzieżowej. „Może te wybory coś zmienią…”

  3. Ja akurat lubię te z szeroką gumką

  4. no ja też nie wiedziałam o istnieniu tego portalu, ale niech on sobie będzie.

    Portal stanowi pewne ułatwienie dla rodziców, kiedy np. dwójka starszych dzieci np. 14 – 17 lat chce iść za swoje (500+) do kina a rodzice mają w domu jeszcze młodsze dzieci (normą staje się rodzina 2+4), to portal ten ułatwia sprawę.

    Napisana recenzja językiem zwyczajnym , wprost, bez wyrazów obcego pochodzenia, ułatwai rodzicowi decyzję, a poza tym pozwala po filmie dopytać o czym był film ( rodzic zna treść filmu).

    Wg mnie ten portal pełni funkcję ściągawki  dla  rodzica, tylko tyle.

    No a życie niesie swoje rozwiązania czy raczej zasadzki, tylko że chodzi o to żeby w te zasadzki dziecko spotkało jak najpóźniej.

    No ten portal chyba pozwala uniknąć tego, co powiedziano w filmie o LGTB czyli „działania podstępem”, na co sam seksuolog powiedział że takie podstępne działanie w seksualizacji działanie to kryminał .

  5. Przydałby się taki portal w stylu „indeks arebour” (tak się pisze?).

    Oficjalnie akredytowany przez Kościół.

  6. Aha, po slipy – do Auchan. 🙂

  7.  
    Żeby mieć absolutny spokój i pewność, że nie naruszamy ciszy wyborczej, chciałbym wejść na temat Polski i patriotyzmu, bo wiadomo, że wybory ani współczesna demokracja nie ma nic wspólnego z Polską i patriotyzmem, poza jakimiś niepoprawnymi politycznie incydentami spychanymi poniżej progu ważności, o których się nie mówi, przemilcza albo przekłamuje (ważne i słuszne są tylko rozmaite opcje eksportowe na wschód, zachód, Daleki Zachód albo Bliski Wschód: co z tą Polską, komu i za ile itd.), a mianowicie szkoda, że Autor bloga nie zdążył, o ile się nie mylę,  poznać właściciela zamku w Biedrusku, który jest patriotą ani właściciela pałacu Lasotów w Starych Babicach, który też jest patriotą. Być może zawiązałyby się ciekawe znajomości i możliwość organizowania następnych konferencji albo spotkań w ramach organizowanych tam wydarzeń.

  8. Zgadzam się. Sytuację ratują Cornette i Henderson. A Atlantica szkoda.

  9. Coo ? To Terlikowski też naskrobał o Wenantym Katarzyńcu ? Ja ciągle  myślałem ,że on tylko go tak reklamuje  przy okazji swojej książki o Św. Maksymilianie  Kolbe  . To nie  jest  naiwność kościoła ale  jakaś grubsza ustawka ,która skończy się przemiałem .

    Mam ciągle  przekonanie ,że  zdecydowanie  osoby duchowne  powinny się zajmować takimi biografiami ,bo one  wiedzą jak wygląda taka droga duchowa  i jakie napotyka się przeszkody . Znając np. wydawnictwo Tyniec albo Bratni Zew  mogę być pewien ich publikacji . Produkcje  świeckich osób jednak rodzą obawy o zmniejszenie ilości wiernych w  kościele . Trochę mi to zalatuje siarką . Gorliwość Terlikowskiego w  moich młodych latach zdecydowanie  odstręczała i zniechęcała nawet do pójścia  na  mszę świętą . Dziwić się ,że ludzie w średnim wieku jednak sięgają po duchowości wschodu czyli zadają się z sekciarzami i manipulatorami .

    Terlikowski to czyste marnotrawstwo papieru i szkoda tych drzew na jego   gorączkowe  wypociny ,przeznaczone  na  przemiał  . I weź tu teraz Grecie Thunberg wyjaśnij ,że wpływ na losy ziemi  mają właśnie  tacy ludzie .

  10. Roland Joffe, reżyser ,Misji” nie jest katolikiem. Jest Zydem, Sam określa się jako agnostyk. Pawlikowski mógłby mu najwyżej kawę na plan przynosić.

  11. Ten portal, Terlikowski i na pewno wielu innych, których nie znam, świadomie (?) przyprawiają Kościłowi gębę protestanckiego sekciarstwa w stylu szkarłatnej litery. Katolicyzm jawi się tam jak rezerwat amiszy-purytan, trochę śmiesznych, a trochę strasznych. Jakże to różne od tekstów Ojca Mniszysko, mądrych,ciekawych i normalnych, po których od razu chce się zgłębiać tematy, które porusza.

    A poza tym: przeczytałam kilka tekstów i wyczuwam, że są to tłumaczenia z „lengłidża” (przynajmniej częściowo), choć autor tego nie przyznaje. Być może więc piszą to amerykańscy protestańci. Chcąc żyć wg. zasad tam podanych człowiek od razu skazuje się na bycie niszą, dziwolągiem i o to pewnie im chodzi.

  12. Tytuł mojego wpisu, to krótkie podsumowanie moich lat 70-tych, z tym że zamiast motocykla Triumph skuter Osa, zamiast samochodu Triumph maluch 126p, zamiast pióra wiecznego Sheaffersa długopis Watermansa, a zamiast trzech greckich boginek jedna i jedyna Boginia.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.