paź 182021
 

Jak dobrze wiemy, im bardziej Kościół ustępuje na wszystkich polach nowoczesnemu państwu, za którym stoją wielkie korporacje zasłaniające tym państwem swoje brudne interesy, tym silniej jest atakowany. Tym ostrzejsze także padają pod adresem Kościoła oskarżenia. Ten bezsporny fakt nie uruchamia w żadnej głowie śladowych nawet refleksji. Można rzec, że wynika to wprost z paraliżującego duchownych i papieża charakteru relacji pomiędzy państwem a Kościołem. Nie wiadomo bowiem co zrobić, a sam fakt, że aparat państwowy, ujawnia chęć ingerowania w sprawy Kościoła powoduje dwojaką reakcję. Pierwszy wariant polega na podporządkowaniu się dyrektywom państwa i jego propagandzie, przy jednoczesnej, nie wyrażonej słowem, chęci ocalenia kwestii rudymentarnych lub za takie uważanych. Drugi wariant polega na tym, by wyrażać gwałtowny sprzeciw, także wobec biernej czy rzekomo biernej postawie hierarchii, i szukać ratunku w jakichś polityczno-charyzmatycznych ruchach, pragnących przede wszystkim ocalić czystą, lub za taką uważaną, doktrynę. Z takiego opisu rzeczywistości korzystamy wszyscy i na takim oto tle próbujemy hamletyzować oraz roztrząsać różne dylematy. To jest absurdalne i w mojej ocenie chore. A także nie rokuje na najmniejszy nawet sukces. Ludzie bowiem, którzy zarzucając coś hierarchii, stawiając się w roli wobec niej nadrzędnej, od razu właściwie stają się łupem organizacji występujących w imieniu tego całego nowoczesnego państwa. Ono zaś odchodzi w przeszłość, mam wrażenie, że nieodwołalnie. Tyle, że lewicy i wszystkich występujących w jego imieniu organizacji nikt jeszcze o tym nie poinformował. Prawica zaś i firmujące ją organizacje religijnych charyzmatyków toczą zacięty bój z fantomem, którego w ciągu dekady zastąpi coś, czego istnienia jeszcze nie jesteśmy świadomi.

Tak, w mojej ocenie wyglądać powinien wstęp do rzeczowej analizy stanu faktycznego.

Najważniejsza kwestia, jak sądzę, zawiera się w zdaniu, które umieściłem w tytule. Jej rozwinięcie zaś brzmi tak: czy możliwe jest skuteczne przeciwstawienie się fanatyzmowi religijnemu bez konkurencyjnej doktryny religijnej? Albo inaczej – czy państwo, jako instytucja świecka może skutecznie przeciwstawiać się islamskiemu fanatyzmowi? Wszystko wokół potwierdza przypuszczenie, że nie może. I państwo to, odchodząc w niebyt, nie zamierza wcale się temu fanatyzmowi przeciwstawiać. Ono chce go zaabsorbować, oswoić i uczynić z tego fanatyzmu fundament nowej, zarządzającej dużymi obszarami globu struktury. Potem zaś, kiedy wszystko będzie gotowe, chce przekazać temu nowemu tworowi insygnia władzy. Jeśli sprawę ujmiemy w ten sposób, musimy przyznać, że urzędnicy państwowi, domagając się rozdziału Kościoła od struktur, które firmują, zmuszając Kościół do wszelkich możliwych ustępstw działają w imieniu islamskiego fanatyzmu i chcą – w swoim naiwnym rozumieniu spraw – uniknąć wojny religijnej, która niewątpliwie musiałaby wybuchnąć, gdyby wprost ujawnić plany i założenia przyszłej globalnej polityki. Pal sześć, czy organizowanej przez wielkie korporacje, czy przez resztki jeszcze istniejących struktur państwowych.

Takie założenie oznacza z kolei, że Kościół także ma insygnia władzy. Ich przekazanie na drodze pokojowej jest w zasadzie niemożliwe. Hierarchia nie może unieważnić sama siebie, zniszczyć znaków świadczących o dwóch tysiącach lat tradycji i rozparcelować majątku przeznaczając go dla jakichś przypadkowych lub też celowo poń ręce wyciągających osób i struktur. Owa podmiana musi być dokonana w ściśle określonych okolicznościach. To znaczy w takich, by nie doszło do demaskacji intencji, która mogłaby wywołać gwałtowną reakcję obronną, a także w takich, które – niechętnie, bo niechętnie, ale jednak legalnie i w sposób możliwy do zaakceptowania przez wiernych – unieważniłyby powagę Kościoła.

Jeśli więc ktoś zaczyna mówić o Kościele rozproszonym, wiernych gromadzących się w małych społecznościach, na wieczorne modlitwy, to znaczy, że jego niezrozumienie sytuacji zbliża się niebezpiecznie do obłędu.

Uważam, że wobec tak dramatycznej, sytuacji najważniejszą kwestią, jest posłuszeństwo. Nawet jeśli oznaczałoby ono jakieś niekomfortowe okoliczności. Nikt nam nie obiecywał, że będzie wygodnie, miło i przyjemnie, a już na pewno nikt nie obiecywał, że ruchy kontestujące hierarchię i postawę papieża, będą się cieszyły spokojem, akceptacją i bezpieczeństwem. A kiedy tylko ktoś zwróci im uwagę na jakiś szczegół, będą mogły wołać, że są prześladowane i szukać jakichś uwierzytelnień gdzie indziej, poza Kościołem. Nie ma pluszowych prześladowań i pluszowych palm męczeńskich. Okazywanie zaś rozżalenia z tego tytułu, że hierarchia ma inne zdanie niż wierni, jest po prostu niestosowne.

Sam muszę się w tym miejscu uderzyć w pierś, bo sam wielokrotnie krytykowałem zbyt zachowawcze postawy duchownych. Powtórzę więc – posłuszeństwo jest najważniejsze.

Jeśli jednak mamy zdiagnozowaną sytuację. Uważam, że zdiagnozowaną jasno i precyzyjnie, można się pokusić o nakreślenie jakiegoś, a niechby nawet najbardziej ogólnego planu działań.

Przede wszystkim musimy jednak zauważyć, że struktura polityczna, w której żyjemy, czyli UE, nie jest lojalna wobec struktury niektórych państw członkowskich. Postulaty takie, jak ochrona granic przed zalewem uchodźców, spreparowanym od początku do końca zagrożeniem, jest fikcją. W istocie bowiem Bruksela wręcz domaga się, by owe granice stały się nieszczelne, a wobec tego jej prawdziwym wrogiem są te państwa, które granice uszczelniają. Takie jak Polska. Kraj nasz nie może dostać należnych mu subsydiów, w myśl podpisanych i obowiązujących traktatów, albowiem to by Polskę wydatnie wzmocniło, a nie o to chodzi Brukseli. Mam więc wrażenie, że sprawy nieco zaczynają przypominać okoliczności z lata 1939 roku, kiedy wszyscy deklarowali chęć pomocy, a wyszło jak zawsze. Wczoraj dowiedziałem się, że jakieś zagraniczne portale przeprowadziły ankietę, z której wynikało, że 80 procent Niemców, nie chce by UE wypłaciła Polsce pieniądze. To jest doprawdy coś niezwykłego. Mamy umowy, jest traktat, a media – czyli korporacje – chcą używać straszaka o nazwie „wola ludu”. W dodatku ludu niemieckiego, który w 1933 wyniósł do władzy, w powszechnym głosowaniu Adolfa Hitlera. Co urzędników obchodzi nagle głos 80 procent całkiem zidiociałych od telewizji Niemców? I dlaczego ów głos ma być ważny?

Kiedy już nakreśliliśmy sobie relacje pomiędzy nowoczesnym państwem, którym – nie ma się co łudzić – jest UE, a Kościołem i sfanatyzowanym islamem, możemy postawić kwestię taką oto – czy możliwe jest istnienie sfanatyzowanego państwa? Przykład Niemiec i Wielkiej Brytanii w XVI wieku dowodzi, że tak. Żeby jednak sfanatyzowane państwo istniało musi być ono zbudowane na jakimś fundamencie. W przypadku Niemiec hitlerowskich był to pruski aparat państwowy i wojskowy, wzbogacony o charakterystyczną dla Austro-Węgier sieci szpicli. W przypadku Anglii XVI wieku była to powszechna omerta dotycząca fizycznej i finansowej zagłady Kościoła Powszechnego na Wyspach.

To co oglądamy teraz jest próbą – możliwie dyskretnego – zaabsorbowania sił, które będą mogły stworzyć fundament pod fanatyczne państwo. Zadajmy sobie teraz pytanie – co takiego trzeba zrobić, by do powstania tej struktury nie dopuścić.

Na koniec ogłoszenie. Wiele osób wycofało się z konferencji i ja tym osobom oddałem pieniądze. Niestety już za późno na wycofanie się. Do imprezy pozostało raptem parę dni. Tak więc jeśli ktoś rezygnuje to na własne ryzyko. Wpłaty już nie zwracam. Można się było decydować wcześniej.

  18 komentarzy do “Czy współcześnie mogą się toczyć wojny religijne?”

  1. Jeżeli są wolne miejsca, to powinien ktoś jeszcze dojechać z Warszawy, Lublina (a nawet z Aten), bo lokalizacja konferencji jest wyjątkowo dogodna i program jest interesujący. Dobry na odtrutkę wobec tego, co się ostatnio dzieje w Polsce.

  2. Dzień dobry. Słusznie Panie Gabrielu, posłuszeństwo jest konieczne, szczególnie w sytuacji zagrożenia, nie tylko dlatego, że jest po prostu elementem doktryny. Ponadto – osobiste uczestnictwo i ofiarność, mam na myśli finansową. Nie lubię wszelkiej manifestacyjności, ale w rozsądnych granicach trzeba nasze przywiązanie do Kościoła po prostu okazywać. Także dlatego, żeby podnieść przeciwnikowi koszta projektu. żeby wynajęci przez niego „uchodźcy” i inne ludziki zielone i w innych kolorach wrócili do zleceniodawców z żądaniem podwyżki i dodatku za szkodliwość. Tyle możemy zrobić. I uważnie patrzyć co będzie dalej.

  3. To co się ostatnio dzieje w sprawach publicznych, to jest jakiś obłęd. Te wszystkie ataki na Polskę, Kościół, totalne uprzedmiotowienie kobiet.

    Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że Unia Europejska jest instytucją nielegalną. Dla każdego uczciwego prawnika to jest jasne.

    Nie wierzę w te sondaże, jakoby Niemcy w swojej masie chcieli zaszkodzić finansowo Polsce, bo firmy niemieckie na tym stracą.

    W Polsce jest problem z jakością jedzenia, wody i powietrza. Będąc w północnych Włoszech (historycznie północne Włochy to są po prostu Niemcy) w restauracji zawsze zamawiam do picia wodę z kranu dla siebie i dla dzieci, ponieważ latem woda wodociągowa ma idealną temperaturę (nie za zimna i nie za ciepła) i jest smaczniejsza od wody butelkowanej. Raz kelnerka nie chciała spełnić mojej prośby, ale wystarczyło, że powiedziałem, że do degustacji wina najlepsza jest „kranówa” i baba zamilkła i zrobiła się posłuszna.

    Otóż w Polsce nie wszędzie można pić bezpiecznie wodę z kranu. Gdybym napił się takiej wody w Warszawie, to bym się chyba zrzygał.

    Musicie walczyć o Polskę, Kościół, młodzież, o dobry chleb, wodę, wino, żywność, bo na Zachodzie generalnie jakość jest lepsza i Niemcy sami siebie celowo nie trują. W każdym razie u mnie woda z kranu jest za darmo, jak by ktoś chciał. Czym chata bogata…

    Jest dużo porządnych Niemców. Sądzę, że więcej, niż dwadzieścia procent.

  4. Nowoczesne państwo odchodzi w przeszłość? Niezupełnie. To quasi-państwo „demokratyczne” zanika. Było do pewnego (malejącego) stopnia państwem, dopóki trwał Obyczaj niedemokratyczny lub przeddemokratyczny. A że mijają kolejne pokolenia, a nowe są uformowane po lewacku, czyli wg zasad naukowo opracowanych na zlecenie Wielkiego Międzynarodowego Kapitału (jak kto woli: Banków i Korporacji) no to państwo demokratyczne musi zniknąć. Klimatyzm i elgiebetyzm nieprzypadkowo są wspierane, promowane i wstrzykiwane (głupim) małolatom przez oczy i uszy.

  5. Ziobro pozwał Niemcy do TSUE, Błaszczak nie zgodził się na eksterytorialny korytarz do Usnarza, sprawy propagandowe załatwia Czarnek, a Bąkiewicz z jednym oddziałem Straży Narodowej ma zaatakować od strony Górnych Łużyc. Drugi oddział ma zająć Zaolzie.

    Rola uruchamia Pożyczkę Narodową na patronite.

     

    https://images.app.goo.gl/4ugp6FeSBaJnbH9d7

  6. Ziemkiewicz ma naciskać w sprawie polskiej na rząd Wielkiej Brytanii poprzez swoich znajomych z Oksfordu.

  7. Na drodze synodalnej pasterze wsłuchują się w głos owiec. Głośniej beczą niektóre grupy, kierdel genderowy zagłuszy pozostałe. Można podejrzewać że wysłuchiwane będą głosy kozłów. Model synodalny testowany jest w Niemczech i możemy go ocenić po owocach. Zamiast pionowej struktury hierarchicznej zmierzamy ku płaszczyźnie posłuszeństwa na której w błędnym kole owce będą słuchać biskupów a biskupi kozłów czy innych wykluczonych (oddzielonych).

    Jestem za posłuszeństwem ale …

    Owoce to kwestia wzroku i smaku. Przy ślepym posłuszeństwie nie rozeznamy owoców.

  8. Komisarze i unijni notable mają ze strachu pełne gacie, żeby się nie wydało, bo cała ta śmieszna Unia Europejska działa na następującej zasadzie:

     

    https://m.youtube.com/watch?v=-EqAjXN-gBo Nu

  9. Podzielili świat wedłu cywilizacji. Wyszło im, że są następujące: chińska, japońska, hinduistyczna, islamska, prawosławna, latynoamerykańska, afrykańska i zachodnia. Każda z nich musi mieć państwo centralne pełniące rolę hegemona i resztę. W Azji się wyklarowało. Hegemonem są Chiny. Japonia musi podjąć decyzję czy podporządkuje się Chinom czy nie. Anglosasi już się zdecydowali. Nie wiadomo co z Kanadą i Meksykiem. Jeśli chodzi o nas nie możemy się dać zepchnąć do prawosławnej. Tu centrum będzie stanowić Rosja, która chce tworzyć syntezę. Vide projekt miasta na Syberii. Dla katolików nie ma miejsca. Francja chce islamu, Niemcy zacieśniają sojusz z Izraelem, ciążą ku islamowi.  Co z tego wyjdzie?

  10. Częściowo się zgadzam. Nami zarządzają ludzie w większości upośledzeni umysłowo, i nie pije do PiSu.

    Ta większość nieporządnych Niemców bardzo się o to postarała.

    Jak wyglada kraj jest wypadkową władzy i mentalności społeczeństwa. Jedno z drugim jest niby sprzężone, ale u nas i w innych terytoriach zależnych niekoniecznie we właściwą stronę. Za tzw komuny 60% kadry zarządzającej było odpowiednio formowanych na odpowiednich szkoleniach w odpowiednich służbach i w odpowiednich stolicach.

    Na takim ugorze poziomki mogą mieć posmak bitumiczny, a do pocieszenia pozostają tylko piękne koleżanki.

  11. No ale skoro w Azji hegemonem mają być Chiny, to gdzie jest miejsce dla Rosji? Przecież prawie 80% terytorium tego dziwnego tworu leży w Azji. I co ciekawe, 75% populacji w europejskiej część. Rosja Chinom zabrała ok. 2 mln km2 w połowie XIX wieku, gdy państwa z Europy się tam pasły. Traktat nankiński (1842), traktat tienciński (1858), czy pierwsza konwencja pekińska (1860) – we wszystkich tych „umowach” pod lufami karabinów Rosja była stroną i brała. Ponoć Chińczyk wszystko pamięta i jest cierpliwy. A Rosja bez surowców z azjatyckiej części to coś dużo gorszego niż „ch..j, du..a i kamieni kupa”).

  12. Według tej koncepcji w świecie tworzą się bloki cywilizacyjne, z państwami centralnymi, wokół których grupują się inne podobne cywilizacyjnie. Te bloki mogą ze sobą współpracować i konkurować. Japonia chyba już wybrała, dzisiaj podano taką informację: https://nczas.com/2021/10/18/klopoty-japonii-z-historia-nowy-premier-japonii-wysyla-rytualna-ofiare-do-kontrowersyjnej-swiatyni-yasukuni-kojarzonej-z-militaryzmem/ Japonia rzuca wyzwanie Chinom.

  13. Rosja kokietuje wszystkich. Walczy z Polską i Ukrainą.

  14. Tak naprawdę to Rosja walczy ze wszystkimi.Kiedyś już się zakiwali na śmierć.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.