sty 042023
 

Tak się wydaje na pierwszy rzut oka, albowiem każdy kto kiedykolwiek śmiał skrytykować postaci tak pomnikowe jak Piłsudski, zaraz potem okazywał dziwną sympatię i zrozumienie dla polityki rosyjskiej. Tak było, na przykład, z posłem Braunem, który – kiedy jeszcze nie był posłem – wykazywał się dużą dozą krytycyzmu wobec pewnych zjawisk. Prawie tak samo dużą, jak ta, którą dziś prezentuje w stosunku do zjawisk i ludzi wyprodukowanych w Moskwie. Przez wyrazistość tej i innych postaci skłonni jesteśmy przypuszczać, że tak jest zawsze. A wcale nie jest, bo gdyby było znaleźlibyśmy się w sytuacji bez wyjścia i nasz wybór sprowadzałby się do alternatywy – PPS Frakcja Rewolucyjna vs PPS Lewica. Jeśli komuś zdaje się, że to są sprawy przebrzmiałe przypominam, że mecenas Jan Olszewski bronił w roku 1976, Jerzego Rawicza, przed rodziną Romana Heila, którego tamten pomówił o współpracę z Gestapo. Ktoś powie, że rok 1976 to było dawno. A jak dziś agenci wpływu uwiarygadniają się poprzez ocenę – bardzo powierzchowną – postaci żyjących w czasach odzyskiwania niepodległości, to nie jest dawno? Napisałem tu ostatnio o braciach Lutosławskich, a Maciek, natychmiast odnalazł numer pisma Rząd i wojsko z maja 1918 roku, w którym przedrukowane są rewelacje przez Lutosławskich ujawnione. Z grubsza – może za jakiś czas opublikuję całość, albo Maciek to zalinkuje pod moim tekstem – chodzi o to, że Niemcy domagali się by bolszewia nie wtrącała się do spraw polskich rozumianych jako te do linii Curzona. Od tego obszaru Niemcy mieli odłączyć Zagłębie Dąbrowskie, czyli chcieli zredukować Polskę do rezerwuaru taniej siły roboczej. I chcieli na to uzyskać gwarancje bolszewików. Kto był w to zamieszany trudno powiedzieć, ale jak pamiętamy Robotnik oskarżył tak redakcję Rządu i wojska, jak i samych Lutosławskich i niegodziwość, podłość i kolportowanie fałszywych informacji. Jeśli przypomnimy sobie, co ten sam Robotnik pisał w dniach poprzedzających zamach na prezydenta Narutowicza i później, musimy zacząć się zastanawiać kim byli redaktorzy. I dojdziemy do wniosku, że byli po prostu kryci. Oczywiście można powiedzieć, że fakty przemawiają za socjalistami, bo Polska odzyskała niepodległość. No nie do końca, bo gdyby tak było Piłsudski nie pojawiłby się w Nieświeżu. No chyba, że ze swoimi bojówkami, żeby aresztować zgromadzone tam towarzystwo. On zaś pojechał tam po pomoc. I tej pomocy nie dostał. Dlaczego? Otóż dlatego, że środowiska ziemiańskie oceniały jego postawę i zaangażowanie inaczej zgoła niż współcześni jego wielbiciele.

Na twitterze trwa od kilku dni kłótnia o Dmowskiego. Ja nie lubię pana Romana i nie mam doń żadnego sentymentu. Niechęć ta spłynęła na mnie po przeczytaniu wspomnień Hipolita Milewskiego, człowieka trzeźwego i posiadającego moce sprawcze, to znaczy gotówkę w nadmiarze i umiejętność podejmowania decyzji. Czego od Dmowskim w żaden sposób powiedzieć się nie da, a jeśli tak, pozostaje tylko oceniać jego intencje wyrażone słowem. Podobnie jest z Piłsudskim – pozostaje oceniać intencje. Fakty bowiem są podstawą do nieustających kłótni. Pozostają więc deklaracje. Tak, jak ta, którą ktoś na tym nieszczęsnym twitterze cytował ostatnio – Piłsudski powiedział do Skirmunta, że on jak widział Moskala to chciał go natychmiast zamordować, a Skirmunt myślał tylko o tym, jak mu wejść do tyłka. Takie rzeczy bardzo się podobają ludziom uważającym się za spadkobierców Piłsudskiego. A skoro tak, może je zweryfikujemy i zadamy pytanie – ilu Moskali osobiście zabił Józef Piłsudski? Bo jeśli żadnego, to cytat ten nie ma sensu. Ja też mam różne myśli w głowie, jak widzę tego czy tamtego, ale z przyczyn, które może nie świadczą o mnie najlepiej, nie realizuję tych projekcji. Wróćmy do kwestii Lutosławskich. Nie wiemy czy redakcja Robotnika została przez kogoś choćby upomniana za kolportaż niemieckiej propagandy. Można oczywiście rzec, że nie było na to czasu, bo dookoła, jak napisał Wańkowicz, Polska szumiała. Super, ale postawa taka wskazuje, kto był traktowany jako główny wróg. Nie obwiniam tu bynajmniej Piłsudskiego, który na te sprawy nie miał jeszcze wpływu. No, ale ludzie, którzy wtedy wytyczyli linię partii i środowiska, dalej w tej partii i w tym środowisku byli. Jak tu ostatnio przypomniał Valser, Lityński był potomkiem Perla. O czym my więc gadamy? Plan i postulat, który ujawnili bracia Lutosławscy jest kropka w kropkę tożsamy z dzisiejszymi postulatami UE wobec Polski. I można przypuszczać, że sprawy rozwijać się będą tak samo jak wtedy albo bardzo podobnie. Polska da odpór, ale taki raczej cichy, rząd uzna, że wróg wewnętrzny jest ważniejszy. Niemcy przejdą przez poważny kryzys, a kiedy już on się skończy i dogadają się między sobą, poszukają kogoś komu można spuścić łomot, żeby uwolnić się od dręczących frustracji. A propos wroga wewnętrznego – jeśli ktoś uznaje, że on jest najważniejszy, to nie wchodzi się z nim żadne interakcje, a dziś niezalezna.pl napisała, że Kaczyński nie wyklucza debaty z Tuskiem. Po co, że spytam? Żeby mu ułatwić zdobycie paru punktów w wyborach? Żeby potem debatę tę można było podzielić na memy i sprzedawać po kawałku we wszystkich mediach społecznościowych? Widzimy więc, że sytuacja opisana przeze mnie na początku formułą PPS Frakcja Rewolucyjna vs PPS Lewica tak właśnie wygląda, a opis jest adekwatny. Tyle, że nie ma już żadnego Nieświeża. Ludzie zaś mniej od polityków wtajemniczeni nie budzą ani ich szacunku, ani nawet zainteresowania. Muszą, chcąc nie chcąc, oceniać ich intencje i wobec nich przyjmować jakąś postawę. Skoro zaś oceniamy intencje, jakiekolwiek próby ustosunkowania się do sytuacji uszczegółowionej są skazane na klęskę, a wymówką zawsze jest w takich razach wiatr historii. Ten zaś, jeśli przyjrzeć mu się bliżej, wieje ze specjalnej dmuchawy napędzanej prądem wytwarzanym nie wiadomo dokładnie w jakiej elektrowni. I jakoś tak się dzieje, że zawsze wieje nam w oczy.

Może więc zacznijmy od jej wyłączenia. Potem zaś od uszczegółowienia przedmiotu naszych zainteresowań, a konsekwencją tego będzie wyciszenie opinii spadkobierców PPS Frakcji Rewolucyjnej i PPS Lewicy, a na pewno znaczne zmniejszenie entuzjazmu wobec ich postaw i ocen. Choćby były – w sferze deklaracji – nie wiem jak słuszne, wzniosłe i piękne. Nic nas to nie powinno obchodzić. Trwa bowiem nieustający spór o to, czy możemy chwilowo współpracować z Niemcami i czy współpraca ta da nam szansę za przetrwanie, kiedy Niemcy już się pozbierają i nie będzie im na niej zależało. Jeśli tak ma wyglądać doktryna nowoczesnego państwa, a tak wygląda, bez względu na to ile czołgów z USA i Korei pokazują w telewizji, to bardzo źle. I powiedzieć trzeba, że jest to doktryna fatalna.

Teraz słowo o komunikacji. Jeśli uświadomimy sobie, a przyszło to na nas już dawno, że wszyscy ludzie, którym powierzone zostało u nas dobro wspólnoty i jego opisywanie, czyli wszyscy pisarze, od Reja i Kochanowskiego począwszy, na Żeromskim kończąc, byli realizatorami idei wrogich Polsce i jej wspólnocie, to zrobi się dziwnie. Jeszcze dziwniej będzie jak zaczniemy szukać czegoś, co nie byłoby wydrukowaną i podstępnie kolportowaną propagandą przebraną za literaturę. Bo wtedy musimy dojść do wniosku, że jest tylko jeden gatunek, który spełnia warunki. I są to pamiętniki i wspomnienia szlachty. Ta bowiem posługiwała się językiem zrozumiałym dla każdego, nawet dla chłopa, co się właśnie nauczył czytać. I nie potrzebowała do tej komunikacji narzuconego gdzieś z zewnątrz kostiumu, na przykład antycznego. Ten bowiem jest fałszywy i stawia nas, podobnie jak formuła obrony demokracji, w pozycji chłopca do bicia. Nikt bowiem nie rozumie, tak jak nikt nie rozumiał dawniej, dlaczego musimy się posługiwać takimi formułami? Można rzec – bo nie było innych. Były, ale nie zostały rozkolportowane. No i nie spełniały aspiracji wieszczów oraz ich wiernych akolitów pragnących wyrosnąć ponad tłum.

Powtórzę się, ale chyba mi wolno. Ja akurat mogę pisać takie rzeczy śmiało, bez obaw, że zostaję oskarżony o pielęgnację dawno zwietrzałych sentymentów. Zbadałem bowiem pochodzenie swojej rodziny ze strony ojca. Doszliśmy do roku 1804 i nie znaleźliśmy tam nikogo poza niepiśmiennymi chłopami, żyjącymi z dziada pradziada w jednej wsi. Okoliczność ta przeczy ewolucji, która zanegowana została w mojej osobie i wynosi na piedestał kreacjonizm. Wszyscy wyraźnie widzą, że duch wiele kędy chce. Nie ma się więc co przejmować ś.p. Lityńskim i wszystkimi innymi spadkobiercami PPS Lewicy. Podobnie jak nie ma się co przejmować tymi drugimi.

  13 komentarzy do “Czy wszelkie demaskacje socjalistycznego obłąkania muszą się kończyć w strefie wpływów Moskwy?”

  1. Polacy gotowi do wielkich czynów na końcu są sprzedawani przez swoich „wodzów”, którzy dawno już wybrali z którego garnka kaszę będą jedli.

  2. A wystarczy tę kaszę posolić… ostatnio tak się przydarzyło Szymonkowi.

  3. Poddać próbie, zdemaskować…

  4. Dzień dobry. Cóż można dodać? Mi się często przypominają różne mądrości mojej ś.p. babki Jadwigi, która miała język niewyparzony jak się wtedy mówiło. Mawiała ona często do swojego męża, niepoprawnego idealisty; ” z głową, Heniu, z głową trzeba rozmawiać, a nie z d..ą”! Dlatego też nie warto tracić czasu na jakiekolwiek dyskusje z lewicą w Polsce, także z tą która ze względów marketingowych nazywa się prawicą, tylko udać się wprost do sponsora, czyli dzisiaj króla Karola. Że może nie chcieć rozmawiać? Fakt, no to trzeba się postarać, żeby chciał. To jest zadanie na teraz, reszta to didaskalia.

  5. ciekawe czy coś by się zmieniło gdyby powstańcy kościuszkowscy usłyszeli, że Tadek już dawno podpisał kwity nie tylko w Paryżu czy Moskwie ale i w Waszyngtonie? Dyć ziemie jaśniepańsko dzielić bydzie a i chłopom dać na własność przyobiecał !

  6. Jakoś nie widać,  żeby ktoś się kwapił

  7. A Feliks Koneczny napisał : „Cała cywilizowana ludzkość składa się na sławę Kościuszki. Nie ma kultury bez czci dla jego imienia. Kto nie uchyla głowy przed tym imieniem, ten stoi poniżej poziomu przeciętnego cywilizowanego człowieka. Gdzie kończy się kult Kościuszki, tam kończy się cywilizacja”.

  8. Obawiam się że ostatnim królem Anglii który spełniał  wymagania pańskiej babki był Henryk VIII , potem to bez- albo wielo- głowe City , nie wyguglasz z Kim gadać. A o tych różnych Brytach i Szkotach masa ciekawych, fałszywych i antysemickich informacji w Szkockiej Szkole Nawigatorów.

  9. moja kresowa rodzina miała bardzo duży szacunek do Piłsudskiego, siostry babci były przedwojennymi nauczycielkami ,  nieraz od nich słyszałam jak minister Piłsudskiego chyba Ponikiewski w jedną całość zebrał polską oświatę a co do  budynków szkolnych, wydana była do ziemiaństwa prośba o pomoc w tej sprawie, czyli albo sprezentować na szkołę budulec z ziemiańskiego lasu albo oddać stary dwór na rzecz oświaty.  No piękna inicjatywa przekonała dużą ilość babcinych sąsiadów. Ziemiaństwo kresowe robiło to dla Marszałka . Nie wiem czy inny przywódca przekonałby ziemiaństwo do inwestycji w budynki szkolne, , ziemiaństwo było wdzięczne za niepodległość. Szereg tych absolwentów wiejskich szkół było potem w Puławach tam była jeśli dobrze pamiętam opowiadania krewnych szkoła spółdzielcza i bardzo pomagała swoim  biedniejszym uczniom chyba to była szkoła licealna a może coś jak dzisiejszy licencjat.

    A ile było opowiadań, jak ksiądz proboszcz dawał pieniądze na kupienie biletu kolejowego żeby uczeń dojechał do miejsca nauki i wręczał mu list polecający do innego proboszcza aby pomógł uczniowi.

    Było bardzo ciężko żyć i uczyć się na ziemiach odzyskanych  po zaborze rosyjskim,  były to ziemie mocno zaniedbane gospodarczo.

  10. cóż moja sugestia wobec autorytet profesora Konecznego…

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.