Lis 052017
 

Oglądanie telewizora ma sens jedynie z rana i późną nocą. Rano puszczają stare westerny, a w nocy kanał TVP Historia nadaje ruskie seriale historyczne, w których grają polscy aktorzy. I to jest prawdziwy wyczyn. Zacząłem oglądać coś co nosi tytuł „Ułańska ballada” i jest serialem historycznym osadzonym w realiach epoki napoleońskiej. Zaczęło się nieźle. Dwóch facetów w czamarkach (chyba) jeden stary, a drugi młody, listopadową porą, przemykają się gdzieś po zastodolu jakiegoś pałacu. Obaj są uzbrojeni. Pałac otoczony jest przez wojską francuskie, co poznajemy po wydawanych na cały głos komendach. Podjeżdża do niego w pewnej chwili kareta i wysiada z niej jakiś kurdupel, w którym rozpoznajemy Napoleona Bonaparte. Po kapeluszu rzecz jasna rozpoznajemy. Cysorz wchodzi do budynku, a za nim wysoki facet, w mundurze, który znamy z reprodukcji obrazów przedstawiających księcia Józefa Poniatowskiego. Kwadratowa w przekroju, wysoka czapka, amaranty zapięte pod szyją. I ja myślałem, że to jest sam Poniatowski, tak był ten gość wystrojony. Okazało się jednak, że nie, był to jedynie jakiś kapitan Ledóchowski grany przez Pawła Deląga zarośniętego włosami, jak przydrożny kamień mchem. W czasie kiedy cysorz i jego ludzie instalują się w pałacu, młodzian w szarym kabaciku przemka się „niepostrzeżenie” korytarzami, a wartownicy udają, że go nie widzą. Facet lata jak szalony, wskakuje to za kotarę, to za jakiś załom w ścianie, w ręku ma szable, a w głowie same złe zamiary i widzimy jasno, że on chce po prostu zamordować cesarza. A to nie jest dobre, bo mamy właśnie wigilię bitwy pod Borodino (o szlag, to może nie był listopada w takim razie? Nie pamiętam daty) i co zrobi Kutuzow, jak Napoleon zginie, nie okryje się chwałą przecież…

Kiedy tamten się chowa, a Ledóchowski-Deląg pzegląda ważne papiery, do pałacu przyjeżdża kareta z dwoma dziewczynami, z których jedna udaje starszą panią, a druga – rzekomo młodsza – jest emisariuszką Marii Walewskiej i idzie wprost do Napoleona, żeby mu powiedzieć o planach na wieczór. W tym czasie jakiś francuski oficer, całkiem łysy, rzuca niepochlebne uwagi pod adresem polskich dziewcząt i Ledóchowski-Deląg wyciąga szablę słysząc te rewelacje. Tamten też łapie za swoją i w wąskim, wypełnionym bibelotami korytarzyku dochodzi do rozstrzygnięć ostatecznych. Tu za drzwiami cysorz połowy świata, tu dziewczęta z różowymi karteczkami w rękach, a ci się tną aż iskry idą. W końcu Deląg się tak wkurzył, że rozpłatał tamtego od pachwin po pachy. Cysorz wyszedł razem z tą dziewczyną, patrzy, a tam prawie nieboszczyk między antycznymi biustami leży. I dawaj opierniczać Deląga. No, ale jakoś mu w końcu wybaczył i nie rozstrzelał, bo Ledóchowski-Deląg był w tym filmie kimś wyjątkowym. Potem przełączyłem, bo nie dałem rady i zacząłem oglądać Kryminalne zagadki Miami, albo może Las Vegas, nie pamiętam dokładnie. Jak wróciłem młodzieniec w czamarce uciekał już z pałacu i skrył się w karecie, co to w niej siedziały „porozmawiane” już z Napoleonem dziewczyny. Ledóchowski biegł za nim, a gwardziści walili do młodzieńca, z czego tam który miał pod ręką. Żaden jednak nie trafił, taki był szybki. Jego tata, skryty przez cały czas w stogu siana, pokrzykiwał do niego i dawał mu różne wskazówki, ale tamten chyba nie słyszał, bo huk był dość spory. W końcu dobiegł do karety i zamknął się tam z dziewczętami. Od razu widać było, że ta co grała młodszą zakochała się w nim od pierwszego wejrzenia, a on w niej. No, ale potwór Ledóchowski stał już przy karecie i powiedział tak – niech pan będzie człowiekiem honoru i wypuści damy. Tamten zaś rzekł do dam – rozbierać się. Miało to wywołać efekt humorystyczny, ale wywołało raczej konsternacje, we mnie wywołało, bo niby jak?Tu listopad, pełno wojska wokoło, a ten – rozbierać się. Ta co grała starszą, od razu zaczęłą się rozbierać, ale on powiedział, że nie, nie o nią chodzi. Potem zabrał pelerynkę młodszej i przykryty nią całkiem wysiadł z karety. Tamci się oczywiście nie zorientowali, a Ledóchowski próbował odporowadzić tę zawiniętą w błękiną szmatę istotę na stronę. Kiedy przechodzili koło konia, okazało się, że pod pelerynką kryje się młodzieniec w czamarce. Zrzurził on z siebie w jednej chwili tę szmatkę, wskoczył na konia i popędził w las. Ledóchowski i gwardziści za nim. W tym czasie jego tata zawołał – natrę ci uszu – a potem wylazł ze stogu, całkiem niepotrzebnie, bo żołnierze natychmiast go zauważyli i władowali weń chyba ze dwanaście pocisków. Starzec, piękny i posępny skonał na miejscu.

Potem znów przełączyłem, a kiedy wróciłem zobaczyłem obóz wojskowy, a w nim gawędzących z dziwnie ubraną kokotą kawalerzystów. Byli to rosyjscy ułani szykujący się do bitwy pod Borodino. Był między nimi i nasz bohaterski młodzian, którego Ledóchowski najwyraźniej nie dopadł. Pogawędkę przerwał im jakiś wyższy oficer, odprawił on damę i zaczął opierniczać jakichś trzech kolesi, wystylizowanych na Atosa, Portosa i Aramisa. Zgadłem od razu, że ten w czamrce to miałbyć D’Artagnan. Scena ta była naprawdę niezwykła. Wyglądało to wszystko bowiem tak, jakby w filmie znaleźli pracę wszyscy zasłużeni aktorzy rosyjscy, paru jeszcze z ZSRR, no i ci Polacy, których u nas nikt już nie chce widzieć. Towarzystwo weteranów zawodu, które kinematografia rosyjska utrzymuje, bo a nuż się jeszcze do czegoś przydadzą.

Teraz o Gary Cooperze. Jest on niebo lepszy niż Deląg, to jasne. Obejrzałem kawałek westernu, chyba jeszcze sprzed wojny, w którym widać dokładnie, że Cooper to aktor. Widać jak robi miny, jaki jest zaambarasowany, kiedy okazuje się, że siedzienie w pociągu jest za małe dla niego i jego kuferka. Inni aktorzy też są prawdziwi, a najlepsza jest kobieta, partnerka szulera, która w przeciwieństwie do tych dam z filmu rosyjskiego, nawet przez moment nie próbuje nas przekonywać, że jest damą. W westernie od samego początku wiemy, że każda postać udaje kogoś innego niż jest w rzeczywistości, tak to zaplanował scenarzysta i tak to zostało zrealizowane. My się oczywiście czegoś tam domyślamy, ale to jest przecież film, widz zawsze się domyśla. W tym ruskim o wszystkim wiemy już na samym początku, kiedy widać jak dwóch facetów w czamarkach lata zakosami po polu. W filmie z Cooperem są plenery, choć jasne jest, że to produkcja niskobudżetowa i nikt nie wydał pieniędzy na niepotrzebne wycieczki do Arizony czy Utah. Skręcili to gdzieś na przedmieściach Los Angeles. No, ale mamy panoramy, jeźdźcy poruszają się po liniach horyzontalnych, konie rżą, a bandyci planujący napad na pociąg, wyglądają jakby rzeczywiście coś planowali. I – o dziwo – żaden z nich nie interesuje się nachalnie kobietą, bo jasne jest, że forsa jest ważniejsza. Na naszych oczach Gary Cooper zamienia się z bezradnego gapcia, który jedzie do miasta, żeby wynająć nauczycielkę, w groźnego bandytę. Wszyscy widzimy, że nie będzie łatwo, bo kiedy pociąg im ucieka, a oni – Cooper, szuler i nie-dama – zostają na prerii, dokonuje się tak zwana demaskacja, określana też czasem jako przemiana głównego bohatera. Cooper prowadzi swoich towarzyszy do opuszczonej farmy, gdzie urzęduje jego stryj, najgorszy bandzior w okolicy. No i tam się dopiero zaczyna…musiałem jednak wyłączyć telewizor, bo trzeba było jechać. Dziś wracam, tak więc nie będę komentował. Cały dzień w drodze.

Wiem, że się powtarzam, ale trudno – kino jednak umarło. To, co pokazują w tej TVP Historia i co będą tam pokazywać w najbliższej przyszłości, nie jest warte splunięcia.

  64 komentarze do “Czym Paweł Deląg różni się od Gary Coopera?”

  1. „A momenty byli?”…

  2. Przy takiej dynamice filmu, jak to opisano powyżej,  to chyba one  -te momenty – będą w stosownym czasie, np. w następnym odcinku albo dopiero po bitwie pod Borodino.

    Właściwie to dlaczego do scenariusza nie wpleciono markietanek ? Za zimno ?

    Takie stadko kobiet ulokowanych pod zadaszeniem:  cerujących , gotujących, opatrujących odciski zdeptanych, żołnierskich stóp, bo innych ran jeszcze nie ma  – to byłoby trochę atmosfery sprzyjającej na tzw momenty. No ale …

  3. – Rabi miałem sąsiadkę ukraińskiego pochodzenia, która ukrywała żydowskie dziecko w czasie wojny. W pewnym momencie uznała, że jest ono opętane przez Diabła i oddała go niemieckiemu esesmanowi. Dobrze zrobiła?

    – Źle.

    Co się dalej z nim działo.

    – Esesman też się na nim poznał, darował mu życie licząc na przyszłe korzyści w końcu miał zostać ambasadorem.

    – Gdzie?

    – W Polsce.

  4. Ja w ogóle nie lubię chodzić do kina..

    https://www.youtube.com/watch?v=zR9-4L7_sTM

  5. Z Gary Cooperem taka anegdota. Jest casting na kowbojów do ryzykownych woltyżerskich scen. Zgłasza się Gary Cooper.  No i na planie filmowym , prezentuje przed zainteresowanymi, zestaw trudnych scen: strzelanie zza konia z lewej jego strony, z prawej strony konia , mrożący krew w żyłach  zeskok i ponowne wskoczenie na koński grzbiet. A koń w kółko pędzi przed zainteresowanymi. Na końcu sceny Gary zeskakuje z konia jakoś tak bardzo ryzykownie. Zadowolony z zaprezentowanej ekwilibrystki podchodzi do grupy zainteresowanych i czeka na pochwały.  Jest przekonany że będzie wysoko oceniony jego pokaz i jego możliwości.  No i wtedy odzywa się najważniejszy z zainteresowanego gremium i pyta: to co Pan tam robił w tej chmurze kurzu, bo myśmy przez ten kurz niczego nie widzieli .

    Bywa.

  6. Gary Cooper różni się tym, że nie grał Żony Stirlitza, tzn. w Żonie Stirlitza (org. Жена Штирлица) – melodramat produkcji rosyjskiej z 2012 roku w reż. Wadima Sokołowskiego.
    Walentyna samotnie wychowuje kilkuletniego Wowkę. Mąż porzucił ją wiele lat temu, kiedy dowiedział się, że kobieta jest w ciąży. Jednak swojemu synkowi Walentyna nie powiedziała prawdy – ciągle opowiada mu że, jego ojciec to agent służb specjalnych, którego nie ma w domu bo nieustannie wykonuje tajne i ważne zadnia. Ma nawet order przyznany mu za dobrą służbę. Pewnego dnia, malec bije jednego ze swoich szkolnych kolegów, który zarzuca mu, że jest kłamcą i wcale nie ma ojca. Walentyna zostaje wezwana do szkoły i cała sytuacja staje się dla niej problematyczna – wie, że jej kłamstwo zaczyna mieć coraz „krótsze nogi”.
    W tym samym czasie pewien inżynier-naukowiec imieniem Roman dowiaduje się przypadkiem, że jego żona ma kochanka i od pewnego już czasu go zdradza. Mężczyzna porzuca dom i udaje się do najbliższego lokalu aby się upić.
    Nie dobrze, panowie, nie dobrze. Ale dobrze że PiS wprowadza zakaz picia alkoholu.

  7. Zapomniałem dopisać że ten Roman to Deląg.

  8. Nie ma to jak szołbyznes!

  9. Spójrz proszę na wczorajszą dyskusję. Z ukłonem, L.

     

    Linkuję pytanie i odpowiedź:

    https://coryllus.pl/o-profesorach/#comment-158663

  10. OT – Patryk Jaki się sypnąl????    –
    Minister Jaki do Arłukowicza: „Przez was Warszawa ma na świecie wizerunek miasta, w którym złodzieje i mafia rozkradają pożydowskie kamienice”
    https://wpolityce.pl/polityka/365565-minister-jaki-do-arlukowicza-przez-was-warszawa-ma-na-swiecie-wizerunek-miasta-w-ktorym-zlodzieje-i-mafia-rozkradaja-pozydowskie-kamienice

     

    Nie chodzi o to, że rozkradają, ale że pożydowskie?

  11. Nie martw się wszystko zostało spłacone. Teczki z dokumentami leżą w ministerstwie Finansów. Nie wiem ile masz lat, ale może brałeś bezpośredni udział w tej spłacie – widziane to było w obniżeniu poziomu życia za czasów Gomułki. Ciągle na nas oszczędzano. Ostatnie raty za mienie obywateli zachodnich państw, pozostawione na ziemiach PRL – spłaciliśmy na początku epoki Gierka.

    Skończyły się spłaty za mienie, prof. Trzeciakowski zaczął załatwiać kredyty i to było od razu widać. A że odsetki były wysokie to zobaczyliśmy trochę później .

  12. ja też nie lubię. Ostatni raz byłam chyba 2 a może 3 lata temu na „Wilku z Wall Street”, mam takie odczucie jak tu na tym blogu tydzień temu powiedziano, że filmy są kręcone dla grupy wiekowej 16 – 25 (?) jeśli dobrze pamiętam. Ja w grupie wiekowej 50 + , a niedługo 60,  nie mam na co liczyć w filmie polskim czy zagranicznym. Nie jestem grupą docelową. Ale jeśli w parafii wyświetlą złamany kłos czy dwie korony to pójdę do tego kina.  (przepraszam jeśli przekręcam tytuły)

    A co do Maklakiewicza to zagrana przez niego scena ta z „Rejsu” jest cudowna. Tak sobie wyobrażam kogoś kto się nazywa „inżynier Mamoń”

  13. A tak między nami blogerami – to mnie jedno pytanie nie daje spokoju skąd PO bierze takich gogusiów, maminsynków. Najpierw ten Tusk w latach 90 – tych były w prasie informacje, że leń i jedno hobby to piłka a rodzina w odstawce, dopiero później mu się zmieniły poglądy na rodzinę,  kiedy zaistniały wymagania polityczne, potem ten   Nowak „amant z wybiegu”, z tymi fanaberiami zegarkowymi ,  wylizany brylantyną  Grabarczyk robiący się na Rudolfa Valentino, i teraz ten materiał na prezydenta Warszawy, co pijał tanie wina zamiast do pracy iść na  na 8.oo. a wieczorem wziąć się za odkurzacz i opróżnianie  zmywarki.

  14. A tak „wogle”, to dziwi dlaczego męska młodzież szybko awansująca politycznie, w tak wczesnym wieku tyje. Może najbardziej w PiS, ale reszta narybku partyjnego nie odstaje. Co oni żrą?

  15. To fakt ze kino umarlo. Jeszcze kilkanascie lat temu mozna bylo rzec ze dogorywa. Zlote byly lata 60-te i 70-te. Wystarczy wspomniec takie klasyki „Eldorado”, „Rio Bravo” czy „Butch Cassidy and the Sundance Kid”. Zwlaszcza ten ostatni – co za muzyka, obsada, scenariusz.

    Ostatni wg mnie dobrze zrobiony western to „3:10 to Yuma” (Russell Crowe i Christian Bale) z 2007 r. Jest wznowiona wersja oryginalnego filmu o tym samym tytule z 1957 r., z Glennem Fordem w roli glownej.

  16. Dzięki.

    Napisałem tam pod tym wczorajszym: „Ale numer. Pytałem się o to, bo się zastanawiałem ciągle nad trójorzem. No i teraz mam odpowiedź.

    Niewidzialna ręka pozwoliła im założyć faktyczną organizacje polityczną. Wnioskuję, że z potrzeby antytezy wobec rozrostu muzułmanów w Europie. Przy okazji będzie kto miał zarządzać trójmorzem.”

  17. Cooper potrafił prowadzić gospodarstwo na 240 h z 500 sztukami bydła. Ponadto malował i rysował na tyle dobrze by te malunki sprzedawać z zyskiem do gazet i na jarmarkach. Miał w małym palcu konną jazdę i pływanie z akwalungiem. Potrafił robić masę rzeczy. Nie wiem czy Deląg dałby mu  radę w czymkolwiek.

    Cooper był ochrzczony jako anglikanin, ale nie czuł się z tym dobrze, i został katolikiem.

  18. >…Byli to rosyjscy ułani szykujący się do bitwy.

    Stoi ułan na widecie czyli jak zaborcy ukradli nam i zbeszcześcili ułanów.

  19. Byłem w kinie Kijów na ,,Dwie korony”. W małej sali. Bilety w przystępnej cenie bo 12 zł., i co najważniejsze.. bez bloku reklamowego jako startera. Film typu dokument fabularyzowany, nie przytłaczający, rozsądnie nakręcony. Fajne, wesołe epizody zagrane przez.. Cezarego Pazurę.  Poza tym, polecam małe krakowskie kina.. kameralnie, bez nachalnych reklam, bez ,,paśników” zamocowanych w podłokietniku, za to można zamówić i wejść z filiżanką kawy (bez smrodu przepalonego tłuszczu z popkornu). Np. mikro kina: ul. Lea, Krasickiego, Krowoderska,..

    http://www.kina.krakow.pl/film/dwie-korony.html

    pozdrawiam.

  20. Ponieważ tylko gonienie króliczka (lub innych atrakcji) wymaga wysiłku.

  21. wszystko przez telewizje – nie wyborcy wybierają, ale telewidzowie więc trza wyglądać na celebryte (chyba że sie jest Henią Krzywonos :)))

    PiS wykorzystał te doświadczenia – i stąd PAD (czyli Olek K. w wersji dla mocherów)

  22. z dwiema paniami

  23. Nie znałam tej interpretacji, że to wersja dla moherów, ale w takim razie jest to prezydent prawie dla mojej grupy wiekowej. No wesołe, póki nie zacznie być smutne.

    Pozdrawiam

  24. Znaczy się lożyczka jako geneza kariery.?

  25. Pamiętne „60 minut na godzinę” i Jędrek z Mańkiem w „Fajny film wczoraj widziałem” – Jedrek zrobił Mańkowi test filmowy pamietam 2 pytania i zapamietam je do końca życia:

    1) Rondle odwłok – jaki to za aktor? Odpowiedź w tytule dzisiejszej notki.                                    2) Stoją krany – jaki to film? Na razie nie odpowiem, może ktoś zgadnie…

  26. Była też tam recenzja filmu z Funiesem, pt „Pan Tomasz wraca”.

  27. Bo tam na Wiejskiej jest bufecik z pyszosciami, kiedyś na talony, teraz pewnie za pół darmo….

    I kto za to płaci?!

    Pan, Pani, społeczeństwo.

  28. „Żądlo” też dobry klasyk. Kapitalny temat muzyczny. Fakt trochę dobrych starych filmów by się uzbieralo.

  29. Raczej stres leczony napojami wyskokowymi.

  30. Całkiem możliwe, te same źródła zadecydowały o nagłej zmianie w stosunkach polsko-ukraińskich: „Wpływowym środowiskom żydowskim nie podoba się epatowanie banderyzmem”- powiedział Adam Bielan z Solidarnej Polski na antenie TVN24
    http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/wyjasnilo-sie-co-stoi-za-zapowiedzia-zmiany-polskiej-polityki-wzgledem-ukrainy,

  31. Dlaczego napisałem, że zaborcy zbeszcześcili polskie tradycje ułańskie?
    Nie chodzi mi o brak brawury na polu walki. Pruscy ułani wraz kirasjerami i dragonami w bitwie pod Mars-La-Tour unicestwili francuską artylerię pojawiając się znikąd, a cudownie ocalony dowódca artylerii uciekając wśród posiekanych trupów krzyczał do swego adiutana: „Ah! Quelle attaque magnifique!” [Ach, jaki wspaniały atak].
    Chodzi mi o rycerskość. Kirasjerzy, lanserzy, ułani, huzarzy, dragoni, szwoleżerowie, szaserzy. Te formacje jazdy występowały w 19. wieku w różnych krajach. A jednak pruscy ułani zyskali tak złą sławę, że w propagandowej broszurze francuskiej z Wielkiej Wojny umieszczono ilustrację ułana w typowo polskiej rogatywce z dzieckiem nadzianym na lancę.

  32. Czy to prawda, że nie starczyło na scenę, która tak wstrząsnęła św. Maksymilianem z czarnego marszu w Rzymie z trumną papieża?

  33. No tak, ale ułani, to nazwa, formacja i koncepcja, tatarsko-mongolska. Trudno czepiać się prusaków, że również oni ją przyjmowali.

  34. Nie. Polscy ułani, z których zaczerpnęły inne narody, to nasza tradycja. Czy widziałeś Mongoła w rogatywce?

  35. Nie, ale oni też coś dziwnego mieli na głowach. Jasne, że polscy ułani to chyba najbardziej elegancka wersja. Kopiowano raczej od nas, niż ze źródeł tatarskich. Ułanów pruskich instalowali Tatarzy litewscy pod przewodasem Janusza Murzy Tuchana.

  36. Cukier. Jesteś chemikiem. Także w postaci wielocukrów, skrobi. Plus alkohol. W skrócie: ziemniątka*) w płynie i w fazie stałej. Mordercza dieta, wywołuje rozrastanie się wszerz. I nic ponadto. Bańdzioch jak u 70-latka, mówiąc z góralska, w delikatnym wieku lat 28 lub około.

     

    *)

    że tak je sobie tu krotochwilnie nazwę

  37. W historii wojny francusko-pruskiej, z której zaczerpnąłem ilustrację pruskiego ułana (wydanie angielskie 1873), autor powołuje się na Times (który nie zawsze kłamie, że strawestuję panią Nelly R.). Pisze, że były to pierwotnie oddziały polskie. Jazda ciężka, choć nie tak jak kirasjerzy. Uzbrojeni w lancę, szablę i pistolet. Na głowie nakrycie takie samo jak u naszych [angielskich] lansjerów skopiowane od Polaków. Jeżdżą często dwójkami wiele mil przed armią, żądają jedzenia i furażu od drżących mieszkańców wiosek, zbierają wieści.

  38. To wyjaśnia sprawę częciowo. Bynajmniej nie chodzi o bufet, tylko o wybór z bufetu: ciastka i ajerkoniak, lody i metaxa, wino i bezy, wódeczność i ziemniaczki. Cukier i alkohol — do trzeciej potęgi.

     

    100kg w rok na tej diecie można przytyć.

     

    Inaczej: już są u młodego w kieszeni dutki, piąszki, cash, flota. Jeszcze nie ma rozumu: co mam wybrać z tego, na co mnie tak nagle jest już stać. Rezultuje dieta nuworysza: ziemniaki płynne (100gram) zmieszane z ziemniakami stałymi, może purree, może placuszki, racuszki, pyszności.

     

    Poważnie: problem ten mieli WSZYSCY socjalistyczni lotnicy. Po mianowaniu do służby liniowej, co się wiązało z 10-krotną podwyżką uposażenia, ci (skądinąd inteligentni) ludzie nagle rozchodzili się w szwach, tracąc w rok wszelką sprawność fizyczną. Patrz na Wosztyla: typowa „beczka lotnicza”.

    Mam na myśli dwumetrowy obwód w pasie w/w.

  39. Partia, mająca realne wpływy w całych Niemczech, może podejmować swobodnie takie decyzje, które zostaną w mig wdrożone w całych Niemczech.

     

    Do Międzymorza z Cesarstwa w opałach jest kawałek. Raczej widziałbym dość energiczną, ehem, eksmisję cudaków-ciapaków, że tak to enigmatycznie nazwę. W dowolnej chwili; na trzeci dzień po przejęciu rządów. Większość za taką decyzją już jest zebrana, więc…

  40. Żurawiejki ku pokrzepieniu serc:

    (w związku ze zmianą fragmentu polskiej polityki zagranicznej)

    „Kto na konia siada z płota , to wołyńska jest hołota”

    ” Pułk dwunasty rusza w pole po majątki na Podole”,

    albo „Zawsze dzielni, wszędzie znani to Krechowieccy to ułani”,

    no i jeszcze jedna też stamtąd: „Gołą dupą zgniecie jeża, podchorąży z Włodzimierza”

    no i ta najsłynniejsza: „Lance do boju, szable w dłoń…. Ostrogami dzwoń, dzwoń, dzwoń”.

    Znana tez jest bardziej polityczna wersja drugiej linijki:  „bolszewika goń, goń. goń”

  41. ….hmm, faktycznie, Herman G. też na początku był szczuplutkim pilotem 😉

  42. Wódeczka pod interesiki. To się nazywa – dieta poselska.

  43. Jeśli ułan na widecie,  to chyba Deląg lepiej by się prezentował niż Gary Cooper.  Gary C. wyglądał bardziej tak tyczkowato. Trudniej Gary`emu, byłoby  się ukryć (ten wzrost), gdyby nagle widetę musiałby opuścić (atak wroga) – tak sobie rozsądnie pozwolę zauważyć, że chyba Deląg, a poza tym on jest krajan a więc tym się różni Deląg od Coopera – w sprawie ułańskiej i w sprawie widety.

  44. My byliśmy związani z CWK w Grudziądzu:

    https://www.youtube.com/watch?v=XqdpZSu6vEE

    Moja ukochana pieśń. A ułani na filmie prezentują polską szkołę jazdy, wzbogaconą systemem Parellego /włoska szkoła/- to to pochylenie mocno do przodu podczas zjeżdżania ze stromizny.

    No a z żurawiejek, to Grudziądz miał taką: Mają d..y jak z mosiądza, to ułani są z Grudziądza.

    Ponoć dlatego, że kiedyś ułani grudziądzcy przerżnęli jakieś zawody konne, armijne /”ciężkie dupy”, to częste polecenie wqurzonego instruktora podczas skoków: dupa do góry!/. A te zawody były w II RP bardzo ważne i cykliczne. No ale pod Krojantami – 18 Pułk Ułanów Pomorskich – wymietli. Dowódca, płk. Mastalerz zginął. Ale to słynne zdanie Mastalerza : ” Za młody pan, poruczniku, żeby mnie uczyć, jak się wykonuje niewykonalne rozkazy”  – do oficera łącznikowego od gen. Grzmota -Skotnickiego to jeden z tych cierni z Września 1939, które głęboko tkwią w pamięci.

  45. Muszę jeszcze opowiedzieć scenę z westernu, która powaliła mnie absolutnie. Preria. Nadchodzi Gary Cooper, a z drugiej strony nadchodzi John Wayne. Jest groźnie i jest to chwila wielkiego napięcia w filmie, bo tak chciał scenarzysta i reżyser. I Gary Cooper mówi do Johna Wayne’a: Guten Tag. A na to John Wayne mówi do Gary Cooper’a: Guten Tag. :))) Kulaliśmy się ze szczęścia, był to bowiem film dla Niemców, w niemieckiej telewizji. Tak więc zacny western z gwiazdami można spieprzyć na poziomie „narodowym”, bowiem dowiedziałam się, że Niemcy muszą koniecznie mieć dubbing.

  46. @Coryllus. Bardzo przepraszam ale o czym jest ten wpis! Że Deląg to lichy aktor, i że Ruskie kiepskie filmy kręcą? To chyba dobrze? Na poważnie – bardzo proszę obejrzeć sobie ruskiego „Wikinga” z 2016 roku. Dwie i pół godziny filmu o św. Włodzimierzu, z czego dwie godziny pokazują czym było pogaństwo. Deląg gra w tym filmie greckiego kapłana tłumaczącego przyszłemu św. Włodzimierzowi, czym jest chrześcijaństwo. W mojej ocenie – najbardziej chrześcijański film ostatniego ćwierćwiecza… Tak, że Ruskie różne filmy kręcą…

  47. To jest trochę bardziej złożone. Wódeczka i cukiereczki to jest już skutek, a nie przyczyna. Generalnie chodzi o stres i brak ruchu. Zamknięcie w bezruchu na krzesełku jest dla naszej wewnętrznej małpki stresem. Zapasy energii w stresie gromadzimy w tłuszczyku brzusznym.

  48. Deląg to raczej na bidecie.

  49. tekstylia jako leitmotiv: http://3obieg.pl/wolanie-o-pomoc

  50. no i socjalizm: http://3obieg.pl/wspomnienia-na-dzien-wolnosci

  51. Mój dziadek był absolwentem.

  52. Mohery (jako symbol….) występują w każdym wieku, jak na ten sam przykład ja 🙂

    PADa oglądałem i słuchałem na żywo na wyciągnięcie ręki dwa miesiące przed jego wyborem – i od razu skojarzył mi się z Kwaśniewskim a’rebours

  53. to eine kleine – widziałem w TV Praga jak indianie krzyczą Hande hoch!

  54. Oczywiście obejrzę. Natomiast na cda jest rosyjski film pt „Była sobie baba” – o demontażu wiejskiej społeczności w Rosji – warte obejrzenia. Zwyczaje rosyjskiej wsi były straszne a po rewolucyjnych zmianach życie było koszmarem.

  55. Tu raczej wkracza mechanizm bodźców zewnętrznych. Exorphiny, w jakie przetwarzane są m.in. cukry. Ten biochemiczny produkt przemiany materii pomaga trzymać napięcie czyli czujność, uwagę na odpowiednim poziomie.
    Z czasem te kopy są za słabe więc sięga się po silniejsze stymulatory. [Koks na deskach sedesowych w budynku berlińskiego Bundestagu.Teufelskreis
    koło ratunkowe to tylko świadectwo zdeponowanego nadmiaru energii z cukrów, którymi zapychają się wiecznie zestresowani ludzie scen wszelakich. To taka normalka za obecność w oku uwagi czyli kąpiel w światle jupiterów.

  56. Albo jawohl meister! (swoją drogą strasznie wrzeszczą w tych niemieckich dubbingach) w klasztorze Shaolin.

  57. Otóż to. I widać, że westerny wygrywają z easternami.

  58. „Młode strzelby I” z 1988 i „Młode strzelby II” z 1990 z E. Estevezem też są dobre.

    Z 2015 jest taki okropnie brutalny western „Bone Tomahawk” o Indianach ludożercach.

  59. A co im szkodzi se pokrzyczeć? ;)))

  60. i tak dobrze że nie jodłują… 🙂

  61. Tak dla formalności – „stoją krany”, to radziecki film „Lecą żurawie”.

  62. Rondle odwłok – Chyba Garry Cooper.

    https://youtu.be/NaO3S_L0qT4 3:47 Lecą Żurawie zwiastun muzyczny.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.