Maj 192020
 

Dziś będzie o kwestii, która zawsze wywołuje szczery uśmiech na twarzach ludzi kultury finansowanych z budżetów ministerialnych i w ogóle z zewnątrz. Chodzi rzecz jasna misję edukacyjną tych ludzi i organizacji, którym przewodzą lub tylko nimi współkierują. Mamy całą tradycję wyszydzania tego rodzaju pomysłów i każdy, kto spróbuje jasno i głośno przyznać się do tego, że misja edukacyjna musi być realizowana, a do tego w najwyższych rejestrach jakości zasługuje wyłącznie na pogardę i szyderstwo. Jak ta biedna wariatka, w filmie i książce „Niebezpieczne związki”, którą na koniec wyśmiali w teatrze, bo ujawniła w listach swoje biedne emocje. Na szczęście ja tutaj nie biorę pieniędzy od żadnego kartelu i mogę pisać co mi się podoba. Mogę na przykład wskazać palcem, który obrazek uważam za ładny, a który za brzydki i to nie ja później będę zgrzytał zębami ze wstydu, ale ci, co ten obrazek wydrukowali i rozkolportowali. To wielki komfort. Większy daje mi chyba tylko możliwość nie słuchania nikogo poza sobą.

Ponieważ zacząłem od obrazków przypomnę mało już dziś pamiętaną sztukę Mrożka, zatytułowaną „Emigranci”. Chodzi o to, że inteligent i prostak spotkali się na emigracji i połączył ich wspólny los. Muszą jakoś sobie poukładać życie, choć żyją w osobnych kosmosach, pomiędzy którymi nie ma żadnych połączeń. Pewnego dnia pojawia się kwestia obrazka na puszce. Inteligent próbuje wyjaśnić prostakowi, że puszka, którą kupił to psia konserwa, a wskazuje na to przyklejony do niej obrazek. Widać na nim bowiem psa. Na co prostak, zajadając konserwę, odpowiada – obrazek jest po to, żeby było ładnie. Mrożek zaplanował to jako szyderstwo, ale rzeczywistość po raz kolejny pokazała, że za nic ma dramaturgów wizjonerów i ich nędzne pomysły. My tutaj musimy jednak najpierw zauważyć, że w relacja obydwu bohaterów z puszką psiego żarcia jest nie dość, że skomplikowana, to jeszcze wywrócona na nice. Inteligent, który powinien podkreślić walory estetyczne obrazka, wskazuje jednak, że ważniejsze są jego walory informacyjne. Prostak zaś, który posiada naturalną wrażliwość, a do tego jest głodny, w nosie ma te walory i uważa, że w tej puszce, jakiś mądry człowiek połączył całkiem interesującą treść z wyszukaną formą. Jest jedzenie i zachęcający obrazek, przedstawiający sympatycznego pieska. Czegóż więcej chcieć? No właśnie, czego? Co przyjdzie inteligentowi z wiedzy, że konserwa jest dla psa, skoro on dalej jest głodny? A wrażliwość prostaka i jego szczerość spowodują, że będzie on nie dość, że najedzony, to jeszcze szczęśliwy, bo jego dusza zostanie ubogacona. Mrożek, choć stara się wyszydzić obydwu, trzyma jednak stronę swojego plemienia, czyli plemienia inteligentów. Młodzież zaś studencka oglądająca ten spektakl, zawsze odruchowo szydziła z prostaka. Niesłusznie, albowiem wskazał on na to, że zamiar z jakim producent ozdobił puszkę z mielonym mięsem obrazkiem, gdzie widać psiaka, może być unieważniony, a także zamieniony w coś innego. W jakąś wartość dodaną, która leży, hen daleko poza intencjami producenta, jakże przecież nieszczerymi i poza dyscypliną umysłową inteligenta, która prowadzi go wprost do niewoli i podporządkowania sile. Nie mówcie, że skracam i że to można interpretować inaczej. Nie można i zaraz do tego wrócimy. Czym jest ta wartość dodana? Inspiracją, podróżą w czasie, edukacją lub wzruszeniem. Możecie to sobie nazywać jak chcecie, ale to jest poza inteligentami. Wiem o tym nie tylko ja, ale wszyscy amerykańscy producenci seriali, ich reżyserzy i scenarzyści. Wiedzą o tym ludzie zajmujący się sprzedażą bezpośrednią, a także planujący strategie marketingowe na wielką skalę. Tylko jedna grupa nie ma o tych sprawach pojęcia – polscy inteligenci.

Dzięki nim i bez przerwy przez nich podkreślanej informacyjnej funkcji obrazka, doszliśmy do momentu, kiedy obrazek już nie jest po to, żeby było ładnie. W ogóle nie wiadomo po co on jest i do czego służy, albowiem wszystkie jego funkcje prócz informacyjnej zostały unieważnione. Są nawet ludzie, którzy metodycznie i systemowo usuwają z przestrzeni publicznej obrazki, albowiem nie chcą, żeby było ładnie, choć nie powinni tego robić, bo misja ich profesji zakłada inne całkiem zachowania. Za chwilę o nich opowiem. Najpierw jednak trochę samochwalstwa. Zarówno ja, jak i Tomek, dobrze zdajemy sobie sprawę z tego, że obrazek jest po to, żeby było ładnie. Sztuka, którą Tomasz uprawia, ma – o czym wszyscy wiedzą – charakter narracyjny. Dzięki temu nasza współpraca się utrzymuje, bo ja to bardzo lubię. To znaczy lubię to, w jaki sposób on pakuje treści w te ilustracje, pamiętając, że przekazujemy informacje, znacznie poważniejsze niż te dotyczące przeznaczenia puszki z mięsem. Mamy więc w twórczości Tomka połączenie funkcji informacyjnej i estetycznej. I wiecie co jest najlepsze? Zawsze musimy się z tego tłumaczyć. Okoliczność ta wskazuje jasno na to, jak wielki sukces odniosła idea powszechnej edukacji i silnie zakorzenione jest w ludziach przekonanie, że najważniejszą rzeczą, jest określić siebie samego wobec puszki psiego żarcia. To znaczy dokonać podziału na głupich i oświeconych. Dopiero potem można przechodzić do dalszych rozróżnień, to znaczy zachowywać się jak stwórca, nazywać ptaki, rośliny i zwierzęta, a także wskazywać co jest ładne, a co brzydkie i do czego służy jedno i drugie.

Siedział tu wczoraj u mnie Jarek i usiłowaliśmy naprawić kosiarkę. I w pewnym momencie on przypomniał sobie, co w swoich wspomnieniach napisał ksiądz Bojanek, proboszcz grodziskiej parafii, zarządzający nią po księdzu Marianie Tokarzewskim. Otóż napisał, że do końca XVIII wieku, wszyscy okoliczni wieśniacy składali w księgach parafialnych własnoręczne podpisy. Potem zaś, na przełomie stuleci, widać tam jedynie koślawe krzyżyki. W tym właśnie wyraża się triumf oświecenia i powszechnej, państwowej edukacji. I my się z tym zjawiskiem spotykamy również dziś, za każdym razem, kiedy musimy tłumaczyć coraz bardziej znudzonym klientom, dlaczego produkujemy te komiksy, memiksy i po co są te ilustracje do książek. Skoro przecież treść jest najważniejsza, poważny zaś człowiek, aspirujący do miana inteligenta skupia się przede wszystkim na treści. Czyli na psim żarciu. Podjąłem dziś ten trud raz jeszcze i pewnie będę go podejmował co jakiś czas nie zrażając się niczym. Obrazek bowiem jest po to, żeby było ładnie.

Teraz zaś podam kilka przykładów informacyjnego zastosowania obrazków w popularyzacji wiedzy historycznej.

https://www.empik.com/kocham-polske-historia-polski-dla-naszych-dzieci-szarek-joanna-szarek-jaroslaw,p1049689115,ksiazka-p?gclid=CjwKCAjwh472BRAGEiwAvHVfGvbPAZN1pa3Sj0JC8-h7TSCIlVW1RT_vdAhbW0BLds2z_FJqrhQPzhoCD5cQAvD_BwE&gclsrc=aw.ds

https://www.empik.com/kocham-polske-historia-polski-dla-naszych-dzieci-szarek-joanna-szarek-jaroslaw,p1049689115,ksiazka-p?gclid=CjwKCAjwh472BRAGEiwAvHVfGvbPAZN1pa3Sj0JC8-h7TSCIlVW1RT_vdAhbW0BLds2z_FJqrhQPzhoCD5cQAvD_BwE&gclsrc=aw.ds

https://www.empik.com/kocham-polske-historia-polski-dla-naszych-dzieci-szarek-joanna-szarek-jaroslaw,p1049689115,ksiazka-p?gclid=CjwKCAjwh472BRAGEiwAvHVfGvbPAZN1pa3Sj0JC8-h7TSCIlVW1RT_vdAhbW0BLds2z_FJqrhQPzhoCD5cQAvD_BwE&gclsrc=aw.ds

Widzimy, że według wydawcy tego dzieła, obrazek nie jest już po to, żeby było ładnie, ale po coś innego. Nawet nie próbuję zgadywać po co. I zapewniam Was, że produkt ten cieszy się popularnością ogromną, albowiem od czasów kiedy ludzie w Grodzisku zaczęli podpisywać się trzema krzyżykami, siły postępu szerzące edukację jak świat długi i szeroki osiągnęły tyle sukcesów, że palce człowieka mogą rozboleć od liczenia. Zapewniam Was, że autor grafik do tego produktu nie przeżywa tylu niepokojów co ja i Tomek, nie martwi się niczym, albowiem wie, że dobrze wypełnił swoją misję – podjął trud zapoznania dzieci z ojczystą historią i zrobił to najlepiej jak potrafił. I wszyscy go rozumieją, albowiem dzięki działalności szkół podstawowych, liceów, w tym liceów plastycznych, a także uniwersytetów, wszyscy już dobrze wiedzą, że nie ma po co zachwycać się jakimiś obrazkami, skoro w środku i tak jest tylko psia konserwa.

Patrzymy na to i od razu rodzi się pytanie czy może to jeszcze ulepszyć? Oczywiście, że można, nic się nie oprze postępowi, szczególnie temu, który działa na niwie edukacji powszechnej. Jak wiecie, w związku z gwałtowną koniecznością sprzedaży jak największej ilości moich produktów, szukam jakichś narzędzi tej sprzedaży i kręcę się po allegro. I oto trafiłem na dwa tomy naukowych artykułów wydanych przez historyków sztuki, które noszą tytuł – uwaga – „Oświeceniowa republika władców”. Okładka zaś ozdobiona jest obrazkiem takim oto

https://allegro.pl/oferta/wladcy-oswiecenia-rezydencje-kolekcje-mecenat-i-ii-9257396625

Ale ktoś powie – szefuńciu, zara, zara…tam przecież nie ma żadnego obrazka! No właśnie! Historycy sztuki wydają cykl przemądrych i jakże ciekawych artykułów, ale na okładce nie dają żadnego obrazka! Czynią to z obawy, żeby jakiś biedny prostak nie rozpoczął z nimi niepotrzebnej dyskusji, która toczyć się będzie, po pierwsze, wokół ogólnie dość pojmowanej wrażliwości estetycznej, po drugie wokół ich misji, którą – co za odkrycie – historycy sztuki mogą wykonywać bez żadnych obrazków. Po jaką cholerę im te obrazki? Żeby było ładnie? Czyście powariowali?! Tak jest dobrze, nie dość, że mamy samą kwintesencję myśli polskiej inteligenta na emigracji wewnętrznej, czyli goły tekst, to jeszcze obniżono koszt produkcji, a wtajemniczeni wybulą dwie stówy, chcąc się zapoznać z tymi rewelacjami.

Czy ten tekst coś znaczy? O, on znaczy bardzo wiele. On w zasadzie załatwia wszystko. No, ale to widzimy my tutaj, bo przecież nie autorzy, których nazwiska znajdują się w środku. Im wystarcza ekscytacja płynąca z zestawienia, bynajmniej nieprzypadkowego słów: oświecenie, republika, władcy. Oświecenie, jak pamiętamy, kojarzy się z oświeconym absolutyzmem. Skąd więc oni wzięli tę republikę? Zapewne z psychologicznie uzasadnionego pragnienia utożsamienia się z ludźmi, o których piszą. No, a jak tu się utożsamiać z absolutyzmem? Nie lzia…Mamy więc tę republikę, bez obrazka żadnego i na pozór jest dobrze. No, ale coś nie sztymuje. Skąd się bierze władza w republice? To ważne pytanie, które – wobec braku ładnego obrazka, odwracającego uwagę czytelnika – musi być postawione. Wszak dociekliwy czytelnik chce poznać intencje autorów, którzy wymyślili taki kuriozalny tytuł. A być może nie wymyślili, ale go skądś pożyczyli, z jakiegoś tekstu, który ich fascynuje i zniewala? Ja nie wiem skąd, snuję tylko podejrzenia. No, ale fakty pozostają faktami i są gołe jak ten napis na okładce. Władza w republice bierze się z wyborów. Któż więc wybrał tych oświeconych, nie mających nic wspólnego z absolutyzmem władców? Przecież nie ciemny lud, którego obdarowano przedwcześnie prawem wyborczym! Bo nie byłoby mowy o oświeceniu! Ciemny lud nie może przecież wybrać władców oświeconych! On może wybrać co najwyżej jakichś barbarzyńców. No, ale ktoś tego wyboru dokonał. Who? – jak zapytał Donald Sutherland Kevina Costnera w filmie JFK. Zapewne ktoś o wiele bardziej niż ci władcy oświecony, a także ktoś o wiele bardziej oświecony niż ci, którzy sygnują swoimi nazwiskami tę książkę.

I teraz porównajcie tę oświeceniową republikę władców z okładką ostatniego nawigatora

https://basnjakniedzwiedz.pl/wp-content/uploads/2020/05/kwartalnik_2019_pruski_net.jpg

Macie tu oświeconego władcę, koniec Prus jako zarazy i cały szereg ukrytych znaczeń, które, jako ludzie wrażliwi, opierający się oświeceniowemu systemowi edukacji, potraficie odczytać. Porównajcie to z naszymi innymi, obrazkowymi produktami, z których – coraz częściej i coraz gęściej musimy się tłumaczyć. Choć przecież każdy widzi różnicę. Nie chce jedynie przyjąć do wiadomości, że można to zrobić lepiej. Bo tu właśnie przebiega linia konfliktu. Nie między prostactwem a inteligencją bynajmniej, ale między wrażliwością a tym czymś czego to z różnych względów nie nazwę….

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/sanctum-regnum/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/narodziny-swiata-w-20-obrazach-1864-1914/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/swiat-w-ciemnosciach/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/zamah-komiks-polemiczny/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/noc-sw-bartlomieja-komiks/

Pora jeszcze odpowiedzieć na pytanie znajdujące się w tytule – czym popularyzatorzy historii różnią się od piłkarskiej kadry narodowej? Niczym. Oni też nie potrafią wyjść z grupy.

  16 komentarzy do “Czym popularyzatorzy historii różnią się od piłkarskiej kadry narodowej czyli – obrazek jest po to, żeby było ładnie”

  1. Ściągnąłem, z pawlacza oczywiście, książkę historyka sztuki, Jana Białostockiego „Symb0le i 0brazy”. Pierwszy tom same literki drugi same obrazki  ☺

  2. „pani od polskiego”, mówiła na lekcji, że humor opiera się na tym, że muszą zaistnieć dwie sprzeczności, stąd może miało być śmiesznie po przeczytaniu „Oświeceniowa republika władców” ?? Może miało być śmiesznie a może te sprzeczności miały wzbudzić zainteresowanie w potencjalnym czytelniku, obiecać jakąś wartość dodaną.

    Zresztą te (w tytule) sprzeczności są nawet obraźliwe dla szeregu władców, którzy twardą ręką trzymali dziedzictwo, często zdobyte brutalnie  i nie po to żeby się ze zdobytą władzą dzielić w jakiś niedopuszczalny (dla nich) republikański sposób.

  3. Najlepsze są takie książki o malarstwie, które zawierają tylko czarno białe reprodukcje, zastanawiam się wtedy, czy na pewno chodziło o przybliżenie malarstwa ,sztuki, czy raczej o „przewalenie” kasy której było mało, ale trzeba było przewalić, no to druk był „po kosztach”. A estetyka się w tych rozliczeniach zupełnie gubiła.

  4. Z pewnością nie miało być śmiesznie

  5. obrazek-ilustracja jako narzędzie sprzedaży. Takim sposobem kupiłam Buka u psychiatry – z powodu lubienia muminków:)

  6. a nie lubienia psychiatrów

  7. Okładka Ci się spodobała, no ale coś chcesz powiedzieć o zawartości książki ? Że tylko okładka w tej książce jest fajna ??? No nie !!!

  8. Pierwsza nagroda – rewelacyjny suplement diety

  9. pasuje stary,  sprzed 5 – 7 lat dowcip : czym się różni pies od kota ? No zwyczajnie jedno je „kitty cat” o drugie

    (i tu jest śmiesznie bo zapomniałam, mój pies zdechł 2 lata temu)

    czyli pies je …..

  10. przypomniałam sobie: pedigree

    Sorry za zaśmiecanie komentarzy

  11. Dla mnie  Buka  u psychiatry był tajemniczy z samej natury .Jak to Buka . Okładka jak to okładka  dopełniła  reszty . Tę resztę trzeba przeczytać po otwarciu okładkowego Buki ,bo inaczej nie przestanie być tajemniczy . I tak i tak jest fajnie  mieć taką książkę z Buką .

    A nóż widelec gdzieś ,kiedyś polubimy psychatrów  . Ta  psychatria  jest  ponoć taka prosta . Jak dla nas pscychatria przez przeczytanie Buki może być elektrowtsząsowa czyli uzdrawiająca  ciekawość ,która  nami owładęła .

  12. Ja bym radził polubić ich wcześniej niż później

  13. Czego to człowiek nie dowie się z wiki od młodzieży, która nie posmakowała szmalcu z wieprzowiną (zapewne z rezerw Wojska Polskiego): „Do Polski nie dotarł produkt o nazwie SPAM […] swinaja tuszonka – konserwa mięsna, mielonka wieprzowa, która stanowiła podstawową rację żywnościową żołnierzy Armii Czerwonej w czasie II wojny światowej. Konserwa ta była produkowana w USA i dostarczana w ramach pomocy udzielanej przez USA Związkowi Radzieckiemu”.

    Gdyby ktoś nie wiedział, to pyszna szynka Krakus była wysyłana do Ameryki po śmiesznie niskiej cenie, a tam konkurowała ze skandynawską ohydą.

  14. Nie pamiętam ile taka konserwa Krakusa kosztowała w Pekao, chyba 1 bon towarowy, czyli przeliczenie 1 dolara czyli 72 zł? Dzisiaj można tą konserwę kupić chyba za nieco ponad 10 zł. A obrazek na konserwie był ładny (nigdy biało czarny jak np w książkach o malarstwie).

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.