grudzień 192019
 

Nie wiem jak Wy, ale ja czasem zastanawiałem się czym była Burgundia w czasie wojny stuletniej. Nikt mi tego nigdy nie wytłumaczył, bo cała historia konfliktu tłumaczona jest poprzez politykę i folklor dworski. Dopiero spojrzenie na mapę wyjaśnia wszystko. Burgundia to w zasadzie same miasta i obszary intensywnej produkcji, położone w dodatku nad rzekami płynącymi na północ ku morzu, za którym jest Anglia. Kiedy – po raz kolejny w historii – Francja została przeznaczona do podziału, a rezydujący w Awinionie papież, nie miał żadnej mocy, by proces ten zatrzymać, pojawiła się Joanna i ona ocaliła Francję. To trzeba wyraźnie podkreślić – papież poza Rzymem jest kukłą, a więc Pan Bóg, działać musi w inny sposób, by uratować najstarszą córę Kościoła. Pojawienie się Joanny zostało poprzedzone okrutnym mordem na Janie bez Trwogi, księciu Burgundii, który ma swoją legendę. To jest legenda biała, choć powinna być ona krwawo czarna. Jan bez Trwogi był bowiem człowiekiem strasznym, a jego polityka zmierzała wprost ku temu, by przebić się poprzez Szwajcarię na południe ku Morzu Śródziemnemu i uczynić ze swoich domen najważniejszy region w Europie, gdzie koncentrowałaby się nie tylko produkcja, ale także kapitał. Celem tej polityki była marginalizacja starego szlaku z Anglii do Afryki wiodącego przez Bordeaux, stanowczo za długiego. Gdyby ziemie Jana sięgały od ujścia Mozy do Nicei, on byłby tym człowiekiem, który rządziłby przepływem towarów i pieniądza w Europie. Do swojego celu Jan dążył bezwzględnie, a polityka jego przeciwników, a także okoliczności tylko mu sprzyjały. Król Francji oszalał, jego żona puszczała się na prawo i lewo. Sorbona była opłacona przez Burgundczyków, a jej profesorowie beczeli tak, jak im Jan bez Trwogi kazał. Papież nic nie znaczył, Paryż był opanowany, zachodnie ziemie i lenna królestwa znalazły się w ręku Anglików. Mimo tych wszystkich udogodnień, Jan nie mógł otwarcie zawrzeć sojuszu z Anglikami, czynił to ostrożnie, za plecami wszystkich. Nie znaczy to, że poczynania te nie zostały rozpoznane. Oczywiście, że zostały i partia Armaniaków, ukazywana na kartach powieści jako gromada zdegenerowanych pedałów i satanistów, manipulująca słabym Karolem VII, postanowiła go zgładzić. Do mordu doszło w okolicznościach, których nie wyjaśnia się dokładnie – na moście w Montereau – gdzie Armaniacy spotkali się z Burgundczykami? Po co? Na miejscu był obecny delfin Karol i spotkanie to miało być początkiem odprężenia w stosunkach pomiędzy spokrewnionymi przecież dynastiami. W rzeczywistości Jan chciał porwać Karola, zamordować go skrytobójczo i wystąpić z pretensjami do tronu Francji. Jeśli zaś nie udałoby się przejąć całej domeny, to miał zamiar podzielić się nią z Henrykiem Lancaster, królem Anglii. Stało się inaczej. Armaniacy rozwalili księciu głowę siekierą i zmienili bieg historii. Wydawało się, że w takich okolicznościach nic już nie uratuje królestwa, bo wściekły jak nie wiem co syn zamordowanego wejdzie w otwarty sojusz z Henrykiem i historia królestwa Franków zakończy się najdalej w roku 1422. Stało się inaczej. Filip, następca Jana nie zmienił półtajnej polityki ojca wobec kuzynów z Paryża. Co prawda rodzice delfina Karola nazwali go bękartem i odebrali prawa do tronu, ale na scenę wkroczyła wtedy Joanna i sprawy potoczyły się zupełnie inaczej. W sposób, którego nie mógł przewidzieć żaden z przekupionych profesorów Sorbony.

Jeszcze jedno – co w takim razie, skoro Jan miał w ręku wszystkie atuty, stało za Armaniakami? Jaka siła? Niepiśmienni baronowie, to jasne. Tyle razy wyszydzana w opisach i relacjach szlachta, która nie rozumiała, że Anglicy i Burgundczycy mają przewagę technologiczną i finansową i szarżowała na nich bez rozkazu. Teraz trzeba się zastanowić dlaczego, mając ową przewagę jedni i drudzy nie pomaszerowali nad Loarę i nie spalili tam wszystkiego. W końcu pomaszerowali, ale wtedy była tam już Joanna. No, ale dlaczego nie wcześniej? Odpowiedź sugerowana jest następująca – niszcząc ziemie nad Loarą, skazaliby siebie i swoje armie na śmierć głodową. Tak więc sytuacja była nad wyraz delikatna i trzeba było dobrze rozważyć wszystkie metody postępowania, żeby wybrać właściwą. No, a teraz muszę wreszcie napisać co to wszystko ma wspólnego z Trzaskowskim.

Otóż prezio stołeczny podpisał coś co nosi nazwę Pakt Wolnych Miast. Jak słyszę wolne miasto, to odruchowo szukam okutej pałki. No i właśnie słyszymy to po raz kolejny. Oto prezydenci stolic państw Grupy Wyszehradzkiej zawiązali konfederację przeciwko własnym rządom, które uwaga – mogą nie przestrzegać procedur demokratycznych. A skoro mogą nie przestrzegać to jest powód do wypowiedzenia posłuszeństwa. To ważny moment, bo kiedy Jan bez Trwogi spotkał delfina Karola na moście w Montereau był teoretycznie jego lennikiem. Tyle, że w roku 1419 zależności lenne były już fikcją. Być może były one fikcją od zawsze, ale my tego po prostu nie rozumiemy. Trzeba by było zastanowić się, w jaki sposób powinności lenne skorelowane są z obiegiem pieniądza kruszcowego i jego żywą obecnością. No, ale nie czas i miejsce po temu. Jan bez Trwogi był teoretycznym lennikiem Karola VII, ale miał to w nosie, stały za nim bowiem pieniądze banków Gandawy i Brugii. Zblatowane mieszczaństwo wyczekujące kiedy to wreszcie ich pan, książę Jan otworzy przed nimi możliwości, o jakich nikomu się jeszcze nie śniło. Nie otworzył w końcu, ale sprawy ku temu zmierzały, a cały początek ambarasu zaczynał się w chwili zakwestionowania powinności lennych wobec korony św. Ludwika. No to jeśli Czaskoski z kolegami zawiązał pakt wymierzony w niedemokratyczne procedury państwa, na terenie którego położone jest jego miasto, to sprawa jest jasna. Jesteśmy o krok od rozstrzygnięć, które rozpoczną się od wyłożenia jakiegoś budżetu na „rozwój miast”, który to budżet spowoduje, że relacje pomiędzy metropolią a państwem, na terenie którego ono leży, staną się „przestarzałe i fikcyjne”, a także – co istotne – „nieracjonalne”. W ten sposób zostanie otwarta droga do secesji. Czaskoski z kolegami będzie rzecz jasna uzależniony od dostaw żywności, ale przecież mamy XXI wiek i coś mu się na pewno załatwi. No, ale sytuacja będzie nad wyraz delikatna i trzeba będzie dobrze rozważyć wszystkie metody zanim się wybierze właściwą. Przekonanie, że opanowanie głównych ośrodków miejskich gdzie koncentruje się produkcja, kapitał i – nie bójmy się tego słowa – inteligencja – wyrażana w produkcji treści propagandowych, daje władzę, jest stare. I za każdym razem trzeba tym ludziom udowadniać, że jest inaczej, że nie uda im się pokonać niepiśmiennych baronów, bo oni i tak gdzieś urosną. Złudzenia jednak są pielęgnowane intensywnie. Całe szczęście we wszystkich tych wolnych miastach jest sporo mostów, gdzie można w razie czego zorganizować jakieś negocjacje, odbywające się w duchu wzajemnego poszanowania i szczerości. Mnie zaś w tym wszystkim najbardziej ciekawi, jak do powyżej opisanych projektów odniosą się uniwersytety znajdujące się w każdym z tych wolnych i wolność miłujących ośrodków, tak bardzo zaniepokojonych tym, że państwa, którym podlegają, zarzucić chcą procedury demokratyczne.

  14 komentarzy do “Czym prezydent Trzaskowski różni się od Jana bez Trwogi?”

  1. Profesorowie uniwersytetów będą ryczeć jak barany, na rynku, w Nowym Targu i skończą jak warszawskie kozy bo napiciu się wiślanej trzaskowianki ☺

  2. A wiec Pan, jako niepismienny baron…

  3. złudzenia są pielęgnowane hałaśliwie i intensywnie, zaleca się sprawy przemyśleć  w ciszy i skupieniu
    Jak ja lubię obserwować takich co im się wydaje że wszystko mogą, w ogóle to trzeba mieć budyń w mózgu, żeby sobie pozwalać na niesubordynację w zarzadzaniu stolicą, chyba że jest działanie na rozkaz czyli krótka lonża a za nią  czyjeś przyrzeczenie że nie będzie przykrych konsekwencji, obietnica ta może być bez pokrycia, bo np zdarzy się koincydencja… itd.    

  4. Mam nadzieję, że będzie bez pokrycia

  5. nigdy się nie szanuje takich co się pozwolili w intryżkę zaplątać  (bo myśleli że będzie wino, i śpiew) 

  6. >profesorowie beczeli tak, jak im Jan bez Trwogi kazał…
    >Jan nie mógł otwarcie zawrzeć sojuszu z Anglikami, czynił to ostrożnie, za plecami wszystkich…
    W angielskiej wersji wiki nt. zamordowania Jana na moście w Montereau wspomniano mimochodem, że podczas angielskiej inwazji Normandii Jan podszedł do sprawy ostrożnie i wysłał tam niewielkie siły, ponieważ należąca do niego Flandria zależała od dostaw angielskiej wełny. Natomiast skorzystał z okazji, by objąć władzę w Paryżu i zapewnić tam sobie poparcie akademików i rzemieślników.
    A Jacek Woźniakowski przypominał w miesięczniku Znak w grudniu 1962:
    „Kiedy burgundzki książę, Jan bez Trwogi, kazał zamordować księcia Orleanu (1407), doktor Sorbony Jan Petit w doktrynalnym traktacie usprawiedliwił Burgundczyka. Orleanowie odpowiedzieli przez usta Gersona, kanclerza uniwersytetu, który spowodował rzucenie przez swych konfratrów anatemy na tezę Jana Petit – dopóki uniwersytet nie odwołał tego wyroku, gdy Burgundczycy opanowali Paryż”. 

  7. czyli co? prezydenci dużych miast sprzeciwiają się niedemokratycznym rządom, a co to jest niedemokratyczne państwo zdefiniuje sędzia tuleya a jachira zrobi performans,
    tak na marginesie, na środowym yt z Gdańska pokazano jakiegoś sędziego protestującego,  wrzeszczącego o kagańcu –  no i nie wiem dlaczego oni tak wrzeszczą, tsue dało im pole do zarobku (naprawa frankowych kredytów) a ci zamiast  z adwokatami biznes robić … wrzeszczą że im źle…  chłopaki zarabiajcie
    chyba że palestra tak wrzeszczy robiąc atmosferę dla Kidawy 
     

  8. Burgundia była fragmentem państwa Lotara I, syna Karola Wielkiego. Czyżby więc działania Jana bez Trwogi były próbą scalenia całego dziedzictwa Lotara, a później i Karola Wielkiego?
    Może jego celem była korona cesarska, wszak to Lotar był pierwszym cesarzem po swoim ojcu.
    Oczywiście próba przebicia się ze szlakiem handlowym nad Morze Śródziemne mogła być powiązana z próbą podbicia Italii, która też była częścią państwa środkowo-frankijskiego.
     

  9. Italia , a praktyce księstwo Savoy  –  Sabaudia,  nie była konieczna, wystarczyłby korytarz od Kanału Angielskiego do Morza Śródziemnego. Poza tym Sabaudia była zbyt silna.

  10. zawsze tylko ten korytarz , tylko 

  11. Interesujące, proponowane geograficznie-ekonomiczne spojrzenie na Burgundię z pewnością ma masę sensu i sporo wnosi… Jednak od lat (a przeczytałem kilka „Misiów” i większość blogowyc tekstów Autora) intryguje mnie pytanie – skąd ta namiętna miłość do Francji i utożsamianie się z jej całością i interesem…? Pewnie będzie to ostateczna fopa na tym blogu i koniec mojego tu komętowania (jak kiedyś na szalomie), ale ja wciąż widzę w tym (i niby nic w tym złego) środek czysto literacki – na samym początku obsadzić role: Szwarccharakter, Biały Rycerz, Uciśniona Niewinność… I jedziemy!
    Mind you, szczerze uważam, że zderzenie się z takim, well… dość skrajnym, widzeniem Historii niektórym nie może zaszkodzić, a nawet przeciwnie, rozumiem antypatie (np. Anglia, ci co wiadomo, Habsburgowie, „socjalizm” w istocie będący tylko maską LIBERALIZMU  i Anglii), ale ta miłość?!?
    Studiowałem historię Francji dość dokładnie, ten język był w pewnym sensie moim pierwszym, mam tam bliskich krewnych – i mimo to moja do Francji sympatia jest niewielka. Co w tym takiego straszcego, że chciano ją podzelić? Wie przecież Szan, Gospodarz, jak ją spajano, tak? Jak częścią Francji stała się np. Bretania? Co w tym aż tak srasznego, że Książę Burgundii starał się stworzyć suwerenne państwo? Na tym polega, polegała i polegać będzie polityka. O ile jest dość ambitna. Czego w istocie pragnął każdy „niepiśmienny baron”, o ile tylko miał aż tyle ambicji? Czy Cesare B. dlatego jest szwaechcarakterem, że pragnął królestwa, czy też tylko dlatego, że był cynicznym mordercą i sprzeniewiercą?
    Proszę nie traktować tych słów jako ataku – naprawdę uważam, iż spotkamia z idiosynkratycznymi wizjami historii bywają cenne, i tak właśnie jest w tym przypadku (trochę jaj ze scholastyką, if you get my drift), ale pewien opór też chyba potrafi być, no i chętnie jednak doczekałbym się bliższego wyjaśnienia.
    Pozdrawiam

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.