Cze 072019
 

W zasadzie niczym. W mojej ocenie wszystkie różnice, wobec podstawowych podobieństw są nieistotne, wręcz marne. Ktoś powie, że Żydzi ubierali się i ubierają nadal inaczej niż Indianie Onondaga i pozostali Irokezi, że gadają inaczej, że odnieśli, w przeciwieństwie do tych ostatnich, sukces. To są drobiazgi bez znaczenia. Najważniejsze jest podobieństwo, czyli przekonanie o wybraństwie, odwiecznym prawie do posiadania zagrabionej ziemi oraz schemat, na którym zbudowana jest lojalność grupy.

Jak pamiętamy, a może nie, Irokezi zostali w drugiej połowie XVI wieku wypchnięci z terenów obecnej północnej Kanady i musieli rozpocząć swoją niełatwą i pełną niebezpieczeństw wędrówkę na południe. Kiedy wreszcie osiedli, na południe od jeziora Ontario, zaczęli budować swoją potęgę. Była ona oparta o serię mitów, a także o szczególną siatkę lojalności, w zasadzie nie dającą się zerwać. Przede wszystkim przyznali sobie prawo do ziemi, którą wydarli innym, słabszym plemionom. Senekowie, Kajugowie i Onondagowie opowiadali, że wyszli w tym miejscu z ziemi i ona należy przez to do nich. To wygodne tłumaczenie, szczególnie, że dla jego pokrycia nie stosuje się dokumentów, ale nagą przemoc. Ta zaś była siłą straszliwą, a jej napędem była wewnętrzna lojalność. Miała ona, jak już powiedziałem, szczególny charakter. To znaczy dziedziczenie odbywało się poprzez matkę, a dzieci należały do klanu matki. Powodowało to konsekwencję takie, że ojciec był w zasadzie obcy w rodzinie. Nikomu też nie zależało za bardzo na ustaleni ojcostwa. Najbliższym krewnym w linii męskiej był zawsze wuj, brat matki. Dla ojca z kolei najbliższe, bo należące do tego samego klanu (niedźwiedzia, żółwia, bekasa, albo czegoś innego) były dzieci siostry. Zasada na miała zastosowanie także wobec klanów z innych irokeskich ludów. Zmieniała się skala po prostu. I tak ludzie Onondaga z klanu Niedźwiedzia, byli połączeni niewidocznymi więzami z ludźmi z klanu Niedźwiedzia w plemieniu Mohawk i Seneca, choć mieszkali oddaleni od siebie o wiele mil. Cała zaś Liga Irokeska była przedstawiana w gawędach i polityce plemienia jako rodzina mieszkająca w jednym, długim domu. Załatwiało to jedną, ważną i niszczącą inne plemiona kwestię – porachunki wewnętrzne. Nikt, żaden irokeski klan żyjący w obrębie jakiegoś ludu, czy to Onondaga, czy Oneida, czy Kajuga, nie ryzykował głupich starć o błahostki z innymi żyjącymi wewnątrz tego ludu klanami, albowiem ryzykował wtedy, że spokrewnione klany Seneca i Mohawk zjawią się zaraz, by pomścić swoich braci. Było to rozwiązanie nowatorskie, wypracowane w wyniku wielu długich narad, które miały – co widać jasno – charakter wizjonerski. Opanowanie bowiem temperamentów ludzi neolitu, nie posiadających żadnych zewnętrznych ani wewnętrznych hamulców, prowadzenie polityki potem, nader skutecznej dodajmy, wymagało narzędzi specjalnych. I niepiśmienni sachemowie irokescy takie narzędzia wymyślili. Mówiąc wprost – wymyślili doktrynę, która dawała Lidze bezwzględną przewagę nad wszystkimi żyjącymi wokoło ludami. Pisałem już o tym, ale jeszcze przypomnę – Irokezi, rozpoczęli w XVII wieku budowę imperium wokół wielkich jezior, a ich ofiarami padały całe, liczne nieraz, tubylcze ludy. Nie tylko jednak – Irokezi trwale i chronicznie zagrażali Montrealowi i koloniom francuskim w Kanadzie. Zawiązali też nierozerwalny niemal, z jednym wyjątkiem, sojusz z Brytyjczykami, który oparty był na zasadach egoistycznych i na poszanowaniu wzajemnej siły. Katastrofa przyszła dopiero wtedy kiedy rozpoczęła się wojna brytyjsko-amerykańska. Tylko lud Onondaga, najliczniejszy i posiadający wśród Irokezów szczególe prerogatywy, posiadający też największą ilość sachemów, bo aż czternastu, opowiedział się za umiarkowaną i izolacjonistyczną polityką, która dawałaby lekkie fory Amerykanom. Pozostałe ludy tradycyjnie poparły Brytyjczyków i ruszyły na wojnę przeciwko kolonistom. Zasada jednomyślności i lojalności została złamana. Kiedy jednak Brytyjczycy zawierali pokój z USA, nie było w tym dokumencie ani jednej klauzuli dotyczącej ludów irokeskich. Zostały one wydane na pastwę nowego, agresywnego tworu politycznego czyli USA. Autor książki „Liga Irokezów”, którą tu kiedyś sprzedawaliśmy, twierdzi, że Irokezi przegrali z rasą saksońską. No nie wiem, czy akurat z tą rasą, ale niech mu będzie.

Jeśli ten schemat przyłożymy teraz do historii Żydów, zauważymy, że lojalności rodzinne, plemienne i świątynne są w zasadzie identyczne. Rozproszenie zaś plemion Izraela dokonało się po ataku agresywnego tworu politycznego, posiadającego doktrynę globalną i bardzo sprawną administrację oraz hierarchię sztywniejszą niż wszystkie żydowskie tajne lojalności razem wzięte, czyli Rzymu. Lojalność Rzymian wobec siebie i pogarda dla ludów podbijanych była także legendarna, a siła i liczebność legionów znacznie przekraczały to czym dysponowały plemiona izraelskie. Zajadłość jednak walk pomiędzy Rzymem i Żydami bardzo przypomina wojny toczone nad Wielkimi Jeziorami w XVII i XVIII wieku. Żydzi jednak mieli szansę czegoś się nauczyć, przede wszystkim przestali myśleć o sobie jako o ludzie osiadłym. Irokezi tej sztuki nie dokazali i najpierw zostali wydziedziczeni, potem okradzeni z tego co im zostało, a następnie zamknięci w rezerwatach rozsianych po całych Stanach Zjednoczonych. Dziś nikt nawet nie próbuje sprawdzać, czy ludzie z klanu żółwia należący do plemienia Kajuga są lojalni wobec żółwi Oneida. Nikogo te kwestie nie zajmują. Odeszły bowiem w przeszłość razem z całym ludem mieszkającym w długim domu.

Jaka z tego wszystkiego płynie nauka? No taka, jakiej mówiliśmy w czasie ostatniego panelu w Stężycy – kwestie doktrynalne są absolutnie priorytetowe. Reszta to dodatki, didaskalia, które, w najgorszym razie można zrzucić na barki ludów podbitych bądź do załatwienia ich wynająć kogoś po prostu. Tak jak się wynajmuje sprzątaczkę do biura. Nie martwcie się więc losem Brytyjczyków przyjmujących na wyspę imigrantów, albowiem Brytyjczycy mają silę spoiwo doktrynalne, które – póki działa państwo – jest zabezpieczeniem wystarczającym. Trochę inaczej jest we Francji i w Niemczech. No, ale to zostawmy. Jak jest w Polsce? Słabo. Powodem jest przede wszystkim całkowite zerwanie więzi klanowych i rodzinnych, wynikające – moim zdaniem – z fatalnych zasad dziedziczenia i całkowicie niewydolnego aparatu sądowniczego. Byle głupstwo, spór o kawałek pola czy domek jakiś, rozwala lojalność spokrewnionej grupy na zawsze. Administracja zaś państwowa nie jest w stanie tej przypadłości leczyć, ale jeszcze ją pogłębia. Nie ma żadnej tradycji, która łączyła by w sposób trwały rodziny i klany, albowiem te żyją według rytmu i zasad narzucanych przez zewnętrzną propagandę. Jeśli do tego dołożymy migrację ze wsi do miast i migrację zagraniczną, mamy komplet katastrof. Oczywiście, mamy jedną wiarę i mówimy jednym językiem, ale słowa, które wypowiadamy znaczą w każdych ustach co innego. Odwrotnie niż u Irokezów, których mowa różniła się znacznie, choć przecież nawet skrajnie odległe od siebie ludy – Seneca i Mohawk – mogły się ze sobą dogadać. Jedna wiara zaś, którą wyznajemy i kasta kapłańska, do której jesteśmy przywiązani właśnie jest rozbijana w sposób podstępny i skuteczny. Politycy zaś, choć potrafią czytać i pisać, nie są w stanie skonstruować doktryny dającej nam bezpieczeństwo i przewagę nas sąsiednimi ludami. Dlaczego tak jest mniej więcej wszyscy wiemy. Wiemy jednak także jak może się to skończyć.

Ciekawa jest jeszcze kwestia wojny i stosunku do niej. W tym względzie doktryna Irokezów przypomina dość wyraźnie doktrynę brytyjską. Oto każda irokeska wojna, każda wyprawa na Huronów, Erie, czy Algonkinów, była prywatnym przedsięwzięciem jakiegoś wodza. Korzyści zaś z niej czerpał cały lud długiego domu. I nikomu tam do głowy nie przyszło, żeby zmuszać kogokolwiek do obrony długiego domu przed atakami, w imię jakiejś wyższej racji. To było niepotrzebne, albowiem wojna zawsze była na zewnątrz. Bezpieczeństwo zaś zapewniał system lojalności i polityka sachemów. Irokezi pomylili się raz, ale wynikało to tylko ze złej oceny sytuacji, a pewnie po trosze z tego, że najważniejszy Mohawk – Joseph Brandt zamiast ożenić się z kobietą z klanu bekasa, czy czapli, pojął za żonę białą Brytyjkę. Polityka Irokezów była polityką zewnętrzną, wewnętrzna była raz na zawsze uregulowana doktryną wybraństwa. Tego nie mamy i nie zanosi się, byśmy kiedykolwiek mieli.

Okazało się wczoraj, że w magazynie jest jeszcze 5 egz. książki o Irokezach.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/liga-ho-de-no-sau-nee-czyli-irokezow/

Zapraszam także na portal www.prawygornyrog.pl gdzie wczoraj umieściłem niesamowity zupełnie film z 2012 roku opowiadający o blogosferze. Występują same gwiazdy: kominek, Budzich i porcelanowa.

  10 komentarzy do “Czym Żydzi różnią się od Indian Onondaga?”

  1. Super tekst

  2. Mam pytanie – czy wiara chrześcijańska, no a konkretniej rzymski katolicyzm może być bazą doktryny dla nas? Czy inne państwa mające silne, trwałe doktryny opierają je na wierze w Boga? Dziwne, że w powyższym opisie Żydzi ufundowali sobie doktrynę, nie odnoszącą się do Jahwe. Na czym oparta była doktryna Jagiellonów?

  3. Naśladowanie Jezusa w tradycyjnym nauczaniu Kościoła Katolickiego to najlepsza i jedynie prawdziwa doktryna w każdym sensie. Trzeba ją wprowadzać w życie i za nią umierać. Lepszej nie było, nie ma i nie będzie.

  4. Bardzo znakomite ilustracje. Bardzo.

    Tekst muszę jeszcze raz przeczytać zanim się odniosę do problemu a może nawet okaże się, że  to skomentowanie mnie przerośnie

  5. no właśnie, w  dzisiejszej Ewangelii, Chrystus pyta apostoła, który go zdradził, który się go zaparł, który przecież stchórzył: Czy Ty Mnie miłujesz ? Pytanie zadaje trzy razy.

    No i chyba taka jest ta doktryna: Czy Ty (człowieku) mnie miłujesz ?

  6. Jak jest w Polsce ze spoiwem doktrynalnym – słabo. Chyba tak słabo, że pozostaje nam tylko zażartować. I tu pasuje cytacik z komedii Fredry: „pozycją mam dobrą ale wokół bagna”. I my jakoś tak jesteśmy w sytuacji niby dobrej, no ale jednocześnie nieszczególnej, bo wokół nas sąsiednie kraje to teren (jakby) bagienny ani bezpieczeństwa ani przewagi.

  7. Na naszym podwórku ludzie to są cwaniacy. Pewnemu facetowi złodziej zmasakrował zamki w aucie. Złapali go. Adwokat pokrzywdzonego zlecił rzecznikowi, aby wycenił szkody na zamki, pprysowane zderzaki, reflektory i inne uszkodzenia. Złodziej uszkodził zamki, a cwaniak na koszt złodzieja chciał sobie inne dawne szkody naprawić. Teraz złodziej powinien sobie wynająć adwokata i pozwać właściciela auta, że chciał go wydymać w drugą stronę. Gdzie tu uczciwość. Remis 1:1 sprawa powinna być anulowana. Chytry 2 razy traci. A złodziejowi zasadzić kopniaka w … Przepraszam za wpis, nie dotyczy dzisiejszego tematu, ale mnie to zbulwersowało.

  8. >Irokezi trwale i chronicznie zagrażali Montrealowi i koloniom francuskim…

    W 1721 roku nowojorczycy założyli fort Oswego, by przechwycić Indian z dalekich szczepów na ich [handlowej] drodze do Montrealu. Według jednego z wodzów indiańskich, to była prawdziwa kopalnia srebra dla Anglików. Ale „Saksoni” zmarnowali szansę. W 1756 Francuzi wzięli tam 1500 brytyjskich jeńców.

  9. taka roszadka ponadczasowa pasująca do różnych wojen, ale zachowanie angielczyków wobec sojuszników zawsze identyczne:

    ” Kiedy Brytyjczycy zawierali pokój  z …… (wstaw),  nie było w tym dokumencie ani jednej klauzuli dotyczącej ludów ………. (wstaw nazwę ludów które angielczyków wspierały). Zostały one wydane na pastwę agresywnego tworu politycznego …. (wstaw )”

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.