Lip 082020
 

Można powiedzieć, że polska konstytucja została sporządzona specjalnie po to, by służyć za kaftan bezpieczeństwa…

Emanuel Małyński „Nowa Polska”

Nie napiszę jeszcze ani słowa o biografii Świętego Ludwika, która wczoraj zjechała do magazynu. Niech sobie ona tam poleży, zajmę się nią w przyszłym tygodniu. Zwłaszcza, że przed nami kolejna niespodzianka, czyli nie wznawiane od 1923 roku, to znaczy od pierwszego swojego wydania, dzieło Stanisława Kijeńskiego, warszawskiego adwokata, zatytułowane „Proces Eligiusza Niewiadomskiego”. A w nim rzeczy od których Dariusz Baliszewski znany hagadysta rozpoznający w wydarzeniach grudnia 1922 roku próbę dokonania prawicowego zamachu stanu, może się rozchorować. Już niebawem będzie w sprzedaży, ale dokładnie kiedy, tego nie wiem, bo wszystko się jak wiecie niemożliwie przeciąga. Nic nie można dokładnie zaplanować.

Dziś, w związku z komentarzami pod wczorajszym tekstem, ale też z innymi różnymi komentarzami, chciałem rzec słowo o demagogii politycznej. Ludziom wydaje się, że demagogia, po pierwsze ma swój własny napęd, po drugie, szczerze wierzą, że kto, jak kto, ale istoty tak inteligentne jak oni, na pewno ją rozpoznają. Jest dokładnie odwrotnie. Demagogia to dron zdalnie sterowany zaopatrzony w wyjątkowo groźne rakiety. Nie ma możliwości, by ktoś go rozpoznał, bo z dołu przypomina bociana niosącego w dziobie słodkie bliźniaki, a im bliżej nas się znajduje, tym słodsze się te dzieci wydają. Dopiero kiedy następuje eksplozja, ostatnimi resztkami świadomości ofiara pojmuje, że została oszukana.

Demagogię maskuje się nadzieją i aspiracjami. Te zaś zadziałają tylko wtedy kiedy dobrze rozpozna się deficyty ofiary i sprokuruje trwałą i ciągle utrzymywaną narrację, rozbudzającą i jedno i drugi. I tak, Rafał Trzaskowski, który razem ze swoją patronką, w majestacie prawa wyrzucali Warszawiaków z mieszkań, blokują dziś decyzję o zwrocie tych mieszkań. ¾ jednak stolicy głosuje na Trzaskowskiego i będzie to czynić dalej, albowiem on ma być gwarantem tego, co wszyscy oni najgłębiej hołubią w sercach – przekonania o swojej kulturalnej i cywilizacyjnej wyższości. Nieważne, że nie można określić w czym się ta wyższość wyraża. To w ogóle nie jest istotne, bo kryterium jej to po prostu właściwy wybór polityczny. Nawet nie pochodzenie, bo to można zdyskredytować, wymyślając głosującym na Trzaskowskiego od słoików, wieśniaków i gamoni. Nie chodzi o pochodzenie, ale o przekonanie, że człowiek podejmujący decyzję, by głosować na mafijnego słupa, jest z istoty lepszy.

Jak wspomniałem demagogia, nie jest napędzana samoczynnie, ktoś musi wprawić ją w ruch. I u nas dobrze widać kto to czyni. Nie oczadziali aspiracjami wyborcy udający światowców, ale ludzie, którzy przez całe dekady żyli z państwa i jego struktur. Także tajnych. To oni nadają pęd tej demagogii, ale gdyby ich pozbawić słuchaczy, nic by nie ugrali. Niestety w ich posiadaniu są media, albowiem stanowią oni lokalną bazę dla polityki Berlina. Pytanie – dlaczego strona przeciwna nie podejmie podobnych działań i nie nada pędu swojej demagogii? Próbuje, ale czyni to tak, by czasem nie uzyskać drastycznej i poważnej przewagi. Tamci bowiem mają jeszcze jedną broń propagandową, która streszcza się w zdaniu – Pis zawłaszcza państwo! W mojej ocenie to jest wstęp do negocjacji, który wielu ludzi z PiS rozpoznaje i nawet próbuje jakoś się wobec takiej propozycji określić. Irytujące poczynania PiS wynikają, w mojej ocenie z tego, że kłamstwa przeciwnika i pułapki przezeń zakładane, traktowane są serio.

Mamy więc trzy elementy, które decydują o istnieniu i okresowo (wkrótce dowiemy się jak wielkiej) przewadze tamtych nad Pis. Są to: napęd narracji demagogicznych, którego źródłem są dawne bezpieczniackie struktury, aspiracje wyborców i polityczne, a w istocie semantyczne pułapki. To wystarczy, by pół Polski wierzyło, nie tylko w lepszą przyszłość, która nastąpi po zwycięstwie Trzaskowskiego, ale także w to, że 500+ i inne inicjatywy socjalne, a także zniesienie podatku spadkowego dla rodzin zmarłych, to zasługa Kidawy Błońskiej.

I teraz istotna rzecz – z demagogią nie można się porozumiewać, nie można liczyć na jej dobry humor, nie można zakładać, że stoją za nią szczere intencje. Konsekwencją ulegania demagogii jest zawsze wojna. Może to być wojna lokalna lub wojna światowa. Żeby się w sposób istotny przeciwstawić demagogii, potrzebna jest ofensywa. Ta zaś, i to jest warunek, konieczny, nie może demagogii lekceważyć. To co wczoraj zrobił premier Morawiecki szydząc z Trzaskowskiego odbije mu się niebawem czkawką, bo może się zdarzyć, że będzie musiał siedzieć z tym Trzaskowskim przy jednym stole w obecności licznych dziennikarzy wrogich mu mediów. Oby to się nie stało. Szyderstwo nie pomaga w odniesieniu sukcesu. Przeciwnie, łatwo je można odwrócić i stanie się wówczas bardzo groźnym narzędziem.

Kolejna kwestia – rozpoznanie demagogii i wskazanie jej złych intencji niczego nie załatwia. Potrzeba jest kampania ofensywna, a tej nie mamy. I mieć nie możemy, albowiem demagogia wyrasta z bardzo głębokich i ściśle przylegających do siebie pokładów aspiracji. Te zaś zostały skonstruowane dawno temu, przez wybitnych specjalistów od propagandy. I działają, nie naoliwione, do dzisiaj. Ludzie głosujący na PiS także mają aspiracje i chcą, by one zostały zrealizowane, najlepiej w krótkim czasie. Pragną także, by ktoś wreszcie odebrał tamtym argumenty dotyczące ich wyższości kulturalnej i cywilizacyjnej. To jest dla wielu wyborców sprawa najistotniejsza, ważniejsza niż wszystkie 500+. Większość ludzi bowiem głosuje emocjami. Te zaś, nie są przez pisowską propagandę rozpoznane w należyty sposób. To znaczy – ludzie za tą propagandę odpowiedzialni prędzej uwierzą w demagogiczne propozycje współpracy z tamtymi, niż zajmą się rozpoznawaniem i pragnień i deficytów własnych wyborców, żeby zrobić z tego potem jakiś użytek propagandowy. Stosują zawsze te same kalki, te same schematy, które są już niemożliwie zużyte i nie działają na nikogo, głosy zaś na PiS oddajemy, po prostu dlatego, by nie znaleźć się we władzy demagogii napędzanej przez dawnych i nowych złodziei.

I tu dochodzimy do sedna, czyli do tego kto powinien reprezentować pisowską, propagandową hagadę. Tamci mają ludzi kultury, którzy za darmo, nie inspirowani przez nikogo są przez cały czas aktywni w sieci, a do tego jeszcze są opłacani przez pisowskie państwo. Czy to dobrze oddziałuje na wyborcę? Nie. On się czuje oszukany, ale wierzy, że tak musi być. Jeśli zaś idzie o ludzi kultury, to nawet brat ministra Glińskiego nie popiera Dobrej Zmiany, a gdzie tu mówić o jakichś niepowiązanych z administracją twórcach. Nie ma nikogo, kto mógłby stanąć i wprost powiedzieć, że on, człowiek związany ze środowiskiem artystycznym, takim czy innym popiera PiS. I nie mówcie mi o Jakimowiczu, babci Józi czy Adamczyku, bo to jest katastrofa.

Nie ma nikogo, kto swoją postawą, twórczością, czy aktywnością na niwie zawodowej mógłby zwrócić uwagę wyborcy PiS i szczerze go do Pis przekonać. Jest oczywiście Ziemkiewicz, któremu nikt nie śmie wypominać przyjaźni z całą gazownią i słabości tych jego publikacji. No i inni „prawicowi” dziennikarze, tacy jak Warzecha.

I teraz kolejna istotna rzecz – to nie są ludzie kultury, tacy, jakich chce widzieć wyborca. Bo oni nie reprezentują żadnej rozpoznawalnej jakości, poza problematyczną bardzo jakością polemik, prowadzonych…. no z czym? No, jasne – z demagogią napędzaną przez dawną bezpiekę. To jest uważam moment kluczowy. Jeśli się tego nie zmieni, oni wszyscy, w kolejny pokoleniu dogadają się ze sobą, bo uznają, że poza sobą nie mają żadnych partnerów do dyskusji. I taki będzie nasz koniec.

Kwestie dotyczące tej całej kultury są ważne, albowiem jest to obszar największych i najpoważniejszych złudzeń, jakimi karmią się ludzie. To nie znaczy, że kultury nie ma, ona jest, ale za jej przedstawicieli uważani są nie artyści, którzy coś tworzą bynajmniej, ale pośrednicy usprawiedliwiający przed masami wyczyny i wybryki ludzi pragnących za artystów uchodzić. Te zaś, wobec fizycznej likwidacji umiejętności jako takich, są głównym wyróżnikiem, jakim posługuje się „artysta”, by jakoś odróżnić się od reszty. Owe wybryki – które dawno temu zostały przez demagogów wprowadzone na rynek jako opozycja dla tak zwanej „sztuki i kultury poważnej” – dawno nie są już zabawne. Muszą jednak funkcjonować, bo są istotnym elementem polityki demagogicznej. Ich funkcja zaś musi być widoczna, a kiedy nie jest, poprawia się ją wyrazami typu – albo się uśmiechniesz, albo w ryja! Ewentualnie – jeśli się pan nie będzie śmiał z żartu nie dostanie pan paszportu i kartek na mięso. W skrajnie łagodnej formuje brzmi ona – jeśli nie rozumie pan dowcipu, to znaczy, że śmierdzi panu z gęby. Tym ostatnim wytrychem demagogia posługuje się dzisiaj. I nikt nie może znaleźć skutecznego przeciwko tym praktykom argumentu. On jest jednak dostępny, tyle, że głęboko ukryty. Trzeba zacząć od rozpoznawania deficytów tych, którzy nadają napęd demagogii. Wyszedł nawet specjalny podręcznik, który służy tym celom, ale jest cholernie drogi i trudno dostępny. No i nikt nie uważa tego za podręcznik, tylko za coś zupełnie innego. Mam tu na myśli dzienniki prof. Karola Estreichera, po lekturze których kręgosłup moralny każdego z nas zostanie wzmocniony, a środowisko, do którego aspirują osoby napędzające demagogię, zostanie zdemaskowane, zdefasonowane i ośmieszone ostatecznie. Ja zaś na koniec dodam tylko, że mój kolega Michał Radoryski zapowiedział napisanie książki zatytułowanej „Zbigniew Nienacki vs Karol Estreicher”. Nie wiem kiedy to zrobi, ale zrobi na pewno, bo to bardzo słowny i poważny człowiek.

  24 komentarze do “Demagogia przykryta aspiracjami”

  1. Za masońskim słupem tylko szczaw i mirabelki serwowany przez WSIoków wieśniakom  ☺

  2. Trochę wiem, a trochę nie wiem, czemu wprowadził Pan tego Radoryskiego na świat? Nie można normalnie?

  3. Normalnie? A pan uważa, że obecność Komudy i Dehnela na rynku, jest normalna? Uważa pan, że można „normalnie” wygrać batalię propagandową przeciwko budżetom, jakie dostają propagandyści globalnych kampanii? To niech pan to zrobi normalnie. W czym problem….

  4. Ja oczywiście wiem o co panu chodzi, panu i ludziom podobnie myślącym – o zdjęcie z was odpowiedzialności za interpretację i wręczenie gwarancji. Nie ma żadnych gwarancji, a ta zabawa polega na tym, że każdy bierze odpowiedzialność za swoje słowa.

  5. Dziennik wypadków K. Estreicher tom I on-line:

    //mbc.malopolska.pl/dlibra/doccontent?id=13757

  6. „Demagogię maskuje się nadzieją i aspiracjami.” – w Pańskich tekstach jest sporo retorycznych perełek, ale to jest jedna z najlepszych. Nie komentuję treści, bo powtarzanie ileś razy ‚pełna zgoda’ jest nudne 🙂 

  7. Przepraszam bardzo, jednak pozwolę sobie przypomnieć, że Pan wiele rzeczy robił i robi normalnie – stąd moje pytanie. Myślę, że normalność imponuje normalnym.

  8. Najciemniej pod latarnią. Jest dostępne, ale nikogo już nie dziwi…nikt tez o tym nie dyskutuje poza nami, bo nikt nie czuje wagi tych spraw

  9. Powtarzam – nie wiem co to znaczy – normalnie. Setki osób uważają, że to co robię jest nienormalne

  10. Interpretacja to zawsze, w pewnym stopniu, losowość. Ja o tym wiem. Nie chodzi mi też o to, by autor występował jako PZU, które ubezpiecza mnie z tyłu i z boku. Być może jednak niewłaściwie zadałem pytanie, ale nie będę go zmieniał, bo to chyba nie jest aż tak ważne.

  11. Media i demagodzy nie mogą istnieć bez dupków*

    */Poetyckie tłumaczenie angielskiego „dupes”

  12. Nie losowość, a wtajemniczenie. Nikt tu nie może mówić, że nie został wtajemniczony.

  13. Aspiracje na prezydenta mają niektórzy, ale z ulga powrócą do zajęć w stołecznym Ratuszu. Nigdy nie oddadzą Ratusza, są tam rodzinnie od 45 roku umocowani a właściwie w tej dacie  przywróceni do swoich przedwojennych etatów + kooptacja.   Rafałek będzie tam rządził tyle kadencji ile trzeba będzie. Wykreują przez najbliższe 5 lat jakiegoś nowego kandydata na aspirującego do stanowisk państwowych, Rafał został przeznaczony do pilnowania „inwentarza”. Ten wściekły atak przypuszczony na PAD -a to po to żeby wynik niezgorszy otrzymać, bo to wstyd dla nich otrzymać 4% , więc oni griluja swój elektorat, żeby nie uciekł.

  14. PLAN jest chyba inny, Hołownia na Warszawę, przyśpieszone wybory, Tusk premierem.

  15. ja nie wierzę, że wpuszczą obcego do archiwów stołecznych, a przecież musi być w międzyczasie komisarz, osoba od wojewody, proszę sobie przypomnieć kiedy premier Buzek chciał ogarnąć Gminę Centrum po liberałach, przysłał mecenasa Hermana, przecież go pobili dwaj radni zamieszani już nie ważne w co. To jeśli teraz na chwilę będzie powołany komisarz, zanim nastąpi wybór Hałowni na stołecznego  prezydenta, to  komisarz nauczony tamtymi zdarzeniami przyjdzie z obstawą i kto mu zabroni zajrzeć w dokumenty. Przecież PiS wie jakich dokumentów zażądać natychmiast.

  16. W Warszawie dokonano ciekawej zmiany, zamiast dzielnicowych biur podatkowych , tworzy się właśnie jedno centralne, są na etapie przenoszenia dokumentów…

  17. musiały istnieć rewiry nie objęte (uchylające się za przyzwoleniem urzędnika) podatkami samorządowymi, tak jak za PRL były rewiry nie płacące za niektóre media, nie wiem jak to wtedy  było mataczone, może był swój inkasent ?.

    Centralne biuro podatków samorządowych zerwie nieformalne lokalne porozumienia , uszczelni system.

  18. Sęk w tym, że mój znajomy od dłuższego czasu próbuje się dowiedzieć, kiedy przyślą mu naliczony podatek, a centrum nie potrafi odpowiedzieć, kiedy to się stanie. Zamiar był zapewne chwalebny, ale wykonanie fatalne…

  19. cały Mokotów tak ma, a inne dzielnie ? nie wiem

  20. Znam betony z obydwu stron tego pięknego podziału na PiS i PO. Ci którzy w ten beton weszli już z niego nie wyjdą, nagną swoje kręgosłupy tak, żeby wszystko miało gładkie wytłumaczenie – i oczywiście i jedni i drudzy mają swoje poczucie wyższości. Ich już nic nie wyrwie z tego tańca, chyba tylko jakaś atomowa sytuacja, ale to taka bardzo atomowa i jeśli już się ta sytuacja stanie to prędzej wyrwie elektorat PiSu niż PO. Bo PO, jak to sam nojman się wygadał w jednej rozmowie telefonicznej, to jest rodzina – a z rodziny się nie wychodzi, chyba że z nogami do przodu…

    Jak rozmawiam z ludźmi którzy wierzą w PiS to ich poczucie wyższości polega że oni mają prawdę i są patriotami.

    A ludzie którzy wierzą w PO i przyjaciół – oni mają wyższość bo nie mają nic przeciwko homosiom, znają się na wszystkim (i stąd wiedzą że PiS kłamie) oraz tęsknią za PRL (wliczając w to osoby które do wyborów idą po raz pierwszy).

    Dodatkowo Holownik doholował jeszcze takich co to teraz będą naginać swoje kręgosłupy i wchodzić w beton. Nie wiem czy to tylko ja jestem dziwny i nie potrafię sobie wyobrazić katolika który słuchał jak to biblię wykłada pewien Dominikanin, a potem głosuje na ludzi którzy poprzez pryzmat biblijny należą do bestii?

    Obyśmy nie musieli wkrótce słuchać znów pytania „jak tu żyć panie premierze”…

  21. Myślenie schematami prowdzi donikąd.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.