Wrz 022019
 

W całych tych wspominkach Boya- Żeleńskiego, dotyczących krakowskiej cyganerii, najistotniejsze jest jedno zdanie. Cytuję je z pamięci – Tradycja nie istnieje, albowiem gdyby istniała, bo ci, co pozostali po Przybyszewskim, spotykaliby się później na corocznych zjazdach i wspominaliby dawne czasy. To jest wniosek obłąkany, ale wart zapamiętania. Tradycja oczywiście istnieje, ale ludzie bliscy Przybyszewskiemu i on sam, nie organizowali wieczorków wspominkowych, ponieważ ich spotkania nie miały tak swobodnego charakteru, jak się Tadziowi Żeleńskiemu zdawało. Być może jemu się nic nie zdawało i wszystko miał właściwie poukładane, tylko nas próbuje przekonać do czegoś innego. Ja nie wiem tego z całą pewnością, ale pewne podejrzenia mam. Cyganeria nie była tym, za cho chciała uchodzić i Żeleński mówi o tym wprost, ocenia jednak wypadki post factum i stawia je na gruncie literatury, jej autentyczności i funkcji, które powinna ona w jego mniemaniu spełniać. Mówi tak – Przybyszewski i cyganeria to fałszywa literatura i prawdziwe trupy. I tak rzeczywiście było. Trudno jednak odnaleźć punkt, z którego Boy ocenia literaturę powstającą w kręgu Przybyszewskiego. Przyjmijmy, że on szafuje tymi opiniami jako esteta, tyle, że Przybyszewski nie miał zamiaru estetyzować, on został wynajęty do deprawacji. Piszę wynajęty, bo wydaje mi się to właściwsze, niż formuła oceniająca Przybyszewskiego, jako samotnego, niedocenianego geniusza.

Popatrzmy na następująca fakty z życia Stacha. Kiedy znalazł się w Berlinie, został zapuszkowany za kontakty z ruchem robotniczym. Co to dokładnie mogło oznaczać nie wiem, albowiem jeszcze się w to nie zagłębiłem. Istotne jest to, że nie siedział za długo, albowiem z pruskiej tiurmy uwolnił go nie kto inny tylko Stanisław Grabski, który zatrudnił go w redakcji Gazety robotniczej. Ciekawe, prawda? Chłop ze wsi w gazecie robotniczej. No, ale nie takie cuda się zdarzały.

Nie możemy pominąć obyczajowych ekscesów Stacha, które sprowadzały się do: uwiedzenia żydówki i zrobienia jej trójki dzieci, uwiedzenia Norweżki i zrobienia jej dwójki dzieci, uwiedzenia pani Pająkowej i zrobienia jej jednego dziecka, uwiedzenia żony Kasprowicza i pójścia na odwyk. To można oczywiście oceniać w kategoriach wyczynu, ale ja znam lepszych. Tyle, że oni nie piszą o nagiej duszy i nie opowiadają na odczytach o fallusie szatana. Chlają jednak tyle samo, a może nawet więcej.

Przyjrzyjmy się teraz tym dzieciom. Najbardziej interesował nas będzie pierworodny Bolesław i syn z drugiego małżeństwa – Zenon. Stanisławę Przybyszewską, biedną wariatkę, zostawiamy na boku. Miecię, którą z sierocińca wzięli bogaci ludzie także, jak również jej siostrę biedną Janinkę, która nie miała takiego szczęścia. Ich matka popełniła samobójstwo w chwili kiedy była w ciąży z czwartym dzieckiem, a Stachu zdążył się już ożenić z Duchą, czyli z Dagny Juel. Wracajmy do tego Bolesława. Otóż jako dorosły człowiek został on komunistą i żył w ZSRR. Był także przy tym homoseksualistą, czyli mówiąc po dzisiejszemu gejem. No i to się towarzyszom robociarzom nie spodobało, a więc wysłali go na północ, żeby wraz z innymi wrogami ludu budował kanał białomorski. I tam stała się rzecz niezwykła, Bolesław Przybyszewski założył wraz z innymi więźniami gejami grupę baletową. Tańczyli i śpiewali, rozweselając innych więźniów i załogę obozu. Tak im dobrze szło, że w końcu pana Bolka zwolnili z tego gułagu i mógł chodzić po wolności. Niezwykłe, prawda? Nie wiem niestety co się z nim dalej działo, bo nie miałem czasu tego sprawdzić.

Zenon Przybyszewski, syn Dagny, który był w mieszkaniu w Tyflisie, kiedy Władysław Emeryk zamordował jego matkę, nie wykoleił się wcale. Został szwedzkim dyplomatą i ożenił się z panną de Geer. Nazwisko to jest znane wszystkim, którzy zgłębiają historię Potopu szwedzkiego. Pan de Geer, z Niderlandów wyposażał szwedzką armię w armaty, które potem waliły ile sił w mury klasztoru na Jasnej Górze. Rodzina de Geer jest do dziś chyba jedną z najbogatszych i najbardziej wpływowych rodzin w Szwecji. Jak to się stało, że biedny sierota, obciążony dziedzicznie przez takiego wariata jak Stachu, został dyplomatą i tak dobrze się ożenił? Ja tego nie wiem, ale przypuszczam, że rodzina, z której pochodziła Dagny nie była taką sobie, zwykłą norweską rodziną. Jej siostra adoptowała Zenona i dała mu solidne wychowanie, a także wykształcenie.

Poświęćmy kilka słów relacji Stacha z Dagny, a także ich przedkrakowskiemu życiu w Berlinie. To nie była taka znowu zwyczajna rzecz, żeby samotna dziewczyna siedziała przy stole w winiarni wraz z gromadą nabuzowanych facetów. A do tego sprowadzała się relacja Dagny z ludźmi takimi jak Munch i Strindberg. Oczywiście, obyczajowość w krajach północnych była inna nieco niż w Polsce, być może więc nie wywoływało to takiej sensacji, jak później w Krakowie, ale jednak nie było zwyczajne. Dagny zawróciła w głowie obydwu wymienionym. Munch malował ją jako Matkę Bożą, na swoim obrazie, gdzie Jezus jest poronionym płodem, umieszczonym w prawym dolnym rogu obrazu. Strindberg zaś, który miał jakieś poważne problemy ze sobą, po tym jak przespał się z Dagny, zagroził, że oskarży ją na policji o prostytucję. Potem zaś pojawił się Stachu, który nikogo o nic oskarżać nie zamierzał, nie malował też głupich obrazków, tylko grał na fortepianie, gadał i pisał te swoje dyrdymały. Przybyszewski nie był człowiekiem odtrącanym, jak to czasem można przeczytać. To był gość, którego wszyscy witali z wielkim entuzjazmem, a on się temu poddawał. Kłopot był tylko taki, że co jakiś czas w jego otoczeniu ktoś strzelał sobie w łeb albo truł się jakimiś chemikaliami. Nie wynikało to, moim zdaniem, li tylko z emocji, ale także z innych, pozaliterackich i poza erotycznych przyczyn. W jego mieszkaniu nigdy nie interweniowała policja, on sam zaś zawsze miał pieniądze. Ponoć pożyczał, no ale ile można pożyczać. Jego krakowski sponsor, Zdzisław Gabryelski, oddalił się w końcu od niego, żeby popełnić samemu samobójstwo, a Stachu tańczył i tańczył. Urodziło mu się dwoje dzieci, wyprawił chrzciny córeczce i wszystko szło jak z płatka. No, ale ileż można pić? Dagny w końcu odeszła, ale potem wróciła. Okazało się bowiem, że kocha tylko Stacha. Na zgodę mieli wybrać się na Kaukaz, nie wiadomo za czyje pieniądze, gdzie ich małżeństwo powinno na nowo rozkwitnąć. No i ona tam pojechała wraz z synem milionera, właściciela kopalni manganu i innych jeszcze min, Władysławem Emerykiem. Ten zaś bez jednego słowa zastrzelił najpierw ją, a potem siebie. Ona miała 34 lata, a on 21. Ponoć był to wielki dramat miłosny. Pewnie tak, bo wszyscy w otoczeniu Przybyszewskiego wariowali na punkcie jego żony, on zaś jeszcze to szaleństwo stymulował. To wszystko jest dziwne, ale nie z tych powodów, o których się zwykle pisze. Jeśli mamy całą zgraję rozstrojonych nerwowo i przez większość dnia pijanych facetów, którzy adorują jedną babkę, to musi dojść do tragedii. Nie ma wyjścia. No, ale przypomnijmy, że Stachu znał takie osobistości jak Stanisław Grabski. On musiał być nieźle zaambarasowany sytuacją, której się znalazł i pewnie miał silną potrzebę odmiany. Świadczyć może o tym jego późniejsza decyzja, pójścia na odwyk. Odmiana nie mogła przyjść dopóki w jego otoczeniu była Dagny, bo ona generowała wyłącznie cholerne kłopoty. Stachu miał robotę zleconą do wykonania, a do tego jeszcze kręciły się wokół niego inne dziewczyny, które z pewnością nie sprawiałby tylu kłopotów, co ruda. Nie zawracałby w głowach kolegom, nie bałamuciłby młodszych odeń sensatów i nie wracałby jak bumerang po wskazaniu im drzwi. No, a Ducha to wszystko robiła. Czy nie było czasem tak,że posługujący się manipulacją i intuicją Stachu, najpierw wrobił tego Emeryka w miłość do swojej żony, a potem celowo wypchnął ich oboje na ten Kaukaz, wiedząc, że albo oni się tam połączą węzłem silniejszym niż śmierć, a on wreszcie będzie miał spokój, albo on ją zastrzeli, jeśli okaże się, że ona jednak codziennie wychodzi na pociąg w nadziei, że na peronie pojawi się Stachu jej jedyna, prawdziwa miłość. Zaszły te drugie okoliczności i wszyscy dziś piszą o różnych niespełnieniach i tragizmie. Nikt nawet nie próbuje pisać o cynizmie i podstępach Stacha, który spełniał swoją funkcję deprawatora, nie gorzej niż gwiazdy rocka w latach sześćdziesiątych, a jego żona – osoba pozornie wyzwolona z przesądów w rzeczywistości pragnąca domu – tylko mu w tym przeszkadzała. Raz, że samym tylko pojawieniem się dewastowała emocje wszystkich kolegów, dwa, że nie miała ochoty zostać czarownicą. Trzeba ją było więc sprytnie usunąć.

Jak wiemy, w odrodzonej ojczyźnie Stachu Przybyszewski zajmował się robotą urzędniczą. W ministerstwie poczt i telegrafów tłumaczył dokumenty z niemieckiego. Potem pracował w Warszawie, a jak umarł, na jego pogrzeb zjechali prezydenci Wojciechowski, Mościcki, a także dwaj ministrowie, zarządzający tymi resortami gdzie Stachu urzędował. To jest zadziwiające zestawienie, zwłaszcza, że mamy przecież do czynienia z pogrzebem skandalisty, człowieka wolnego i nieskrępowanego ponoć żadnymi konwenansami. To jest oczywiście nieprawda, Stachu dobrze wiedział co robi i jak powiadam, miał zlecenia, które musiał wykonać.

I teraz powróćmy do problemu postawionego w tytule i do kwestii tradycji. Bolesław Przybyszewski nie może być patronem ruchu LGBT, bo ruch ten ma identyczny charakter jak cygańskie wyczyny Stacha. To znaczy ma wymiar polityczny i żaden inny. Jeśli zaś ktoś zaczyna wierzyć, że może znajdzie tam zrozumienie, może miłość prawdziwą, a może spokój, jeśli poświęci odpowiednio dużo swoich uczuć i siebie samego, ten może łatwo zginąć. Jak biedna Dagny, zastrzelona przez taniego, sentymentalnego głupka. Na szczęście jednak zamordowani geje, którzy wezmą zbyt serio sprawy dziejące się na ulicy, nie pozostawią po sobie sierot. Taka chociaż pociecha.

Zapraszam do księgarni www.basnjakniedzwiedz.pl do sklepu FOTO MAG, do księgarni Przy Agorze i na stronę www.prawygornyrog.pl

 

 

Tak się niestety składa, że dynamika rynku (a nie mówiłem, a nie mówiłem) w związku z okrągłymi rocznicami politycznych sukcesów Polski, jest tak słaba jak nigdy chyba do tej pory. Mamy wielkie plany dotyczące tłumaczeń, które od kilku lat są realizowane z budżetów, generowanych bieżącą sprzedażą. Niestety budżety te nijak nie pokryją dalszych, będących w trakcie realizacji projektów. Jeśli więc ktoś ma taki kaprys, żeby wspomóc mnie w tym dziele i nie będzie to dla niego kłopotem podaję numer konta. Ten sam co zwykle

 

47 1240 6348 1111 0010 5853 0024

i pay pal [email protected]

Jestem tą koniecznością trochę skrępowany, ale ponieważ widzę, że wielu mniej ode mnie dynamicznych autorów nie ma cienia zahamowań przed urządzeniem zbiórek na wszystko, od pisania książek, do produkowania filmów włącznie, staram się odrzucić skrupuły. Jak nic się nie zbierze trudno, jakoś sobie poradzę…

  17 komentarzy do “Dlaczego Bolesław Przybyszewski nie jest patronem ruchu LGBT?”

  1. Mezczyzni, kobiety, relacje mesko – damskie to sa rozne swiaty i odrebne rzeczywistosci. Jedni korzystaja i robia na tym pieniadze, a inni popelniaja samobojstwa. Najgorsze, co mozna zrobic to probowac tlumaczyc zachowania kobiet definicjami zaczerpnietymi ze swiata meskiego i na odwrot, inaczej mowiac: powaznie traktowac kobiety (feminizm) lub powaznie traktowac poped seksualny jako taki (LGBT). Trzeba zglosic sprawe ministrowi Dariuszowi Piontkowskiemu, zeby sie nie wyglupiali i wycofali z programu nauczania te tresci i tych autorow. Wyobraznia czlowieka ma bowiem ograniczona pojemnosc i jezeli uwaga zostanie zaprzatnieta dyrdymalami, to od razu stawiamy sie na przegranej pozycji wobec spolecznosci kierujacych sie rygorami moralnymi i obyczajowymi. Niestety, oswiata czuje sie zobowiazana do propagowania tresci, ktore sa szkodliwe. Umysl czlowieka da sie ksztaltowac, wyobrazni – nie.

  2. Tak, list do ministra na pewno pomoże

  3. Trzeba to tylko odpowiednio umotywowac. Rozwinieta wyobraznia abstrakcyjna (to znaczy taka od nonsensow i zastanawiania sie co by bylo, gdyby…?, a nie do wykonywana mnozenia w pamieci) prowadzi do zubozenia i degeneracji umyslu. Psychopaci to ludzie pozbawieni wyobrazni i empatii, ktorzy kalkuluja na zimno, precyzyjnie i analitycznie, jak Trynkiewicz. Sa sprawcami i jednoczesnie ofiarami, co budzi odruch serca u kobiet, ktore odbieraja cynizm, bezwzglednosc i brak hamulcow jako cos atrakcyjnego i staraja sie pomoc takiej osobie. Rozwijanie wyobrazni abstrakcyjnej (nonsensownej) u dzieci i mlodziezy prowadzi do uksztaltowania sie spoleczenstwa ofiar podatnych na manipulacje psychopatow. Przybyszewski, Dagny Juel, Boy-Zelenski byli krolikami doswiadczalnymi eksperymentu polegajacego na tworzeniu takiego spoleczenstwa, dlatego kategorycznie powinnismy protestowac przeciw roznym zinstytucjonalizowanym probom rozwijania wyobrazni abstrakcyjnej u naszych dzieci.

  4. Jeśli zaś ktoś zaczyna wierzyć, że może znajdzie tam zrozumienie, może miłość prawdziwą, a może spokój, jeśli poświęci odpowiednio dużo swoich uczuć i siebie samego, ten może łatwo zginąć.

    Ten jeden w Zabrzu tak chyba uwierzył, reszta homo-niewiadomo nie przyszła bo miała jakieś cynki o ustawce?

  5. W filozofii kantowskiej tradycja nie stnieje. Jest tylko postep, proces, rozklad. Oni ulegli rozkladowi.

  6. Po co od razu do ministra? Wystarczy udać się z problemem do posła, na którego głosowaliśmy – on wszystko załatwi – od tego przecież jest.

    I nic nie trzeba motywować w listach – przecież urzędnicy i politycy to elita narodu, której nadrzędnym celem jest dbać o dobro nas wszystkich.

    Dziękujemy Panie Prezesie…

  7. dlaczego patronem nie może być Zinowiew z Leninem ? prof Dakowski pisał o ich miłości nad jeziorem Razliw.

  8. Czy bedzie Pani ogladac Love Island na Polsacie? Komentarz okiem madrej kobiety bylby bardzo pozadany…

  9. nie mam telewizora  i nie oglądam niczego w telewizji (nawet u znajomych) więc nie obejrzę i nie skomentuję

    poglądy mam tradycyjne i nie uważam, tak  jak pani  prof. Płatek, że jednopłciowe małżeństwa mają wyższy poziom dzietności.

  10. tzn mój komentarz (gdybym obejrzała  film o którym pan pisze), byłby z pozycji katolickich, tradycyjnych, itp.

  11. Tutaj piszą, że powodem aresztowania w Berlinie było podejrzenie o morderstwo Marty Foerder. Szczegóły na pewno byłyby ciekawe

    Już rok później Przybyszewski przeżywa fascynację okultyzmem, wraca do Polski i zostaje redaktorem pisma „Życie” i organizuje wokół siebie bohemę. Myślę, że „okultyzm” pozwala nawiązać mu kontakty operacyjne.

    https://plus.pomorska.pl/stanislawa-przybyszewskiego-niezwykly-romans-zycia/ar/11887250

  12. No nie była to zwykła rodzina.

    Wczesnym latem 1888 roku została w Førdeguwernantką dzieci swego wuja Ottona Blehra, przyszłego premiera Norwegii. 

  13. fragment listu Zinowiewa do Lenina:

    Kochany Wowa!
    Nie odpowiadasz mi, na pewno zapomniałeś swojego Herszela… Ja natomiast przygotowałem dla nas znakomity kącik. Będziemy mogli bywać tam kiedy tylko będziemy mieli ochotę. Jest to przepiękne mieszkanko, gdzie nam będzie dobrze i nikt nie będzie przeszkadzał naszej miłości. Będzie tak dobrze, jak przedtem. Wspominam, jakim szczęściem było dla mnie spotkanie z tobą. Pamiętasz, jeszcze w Genewie, jak musieliśmy się ukrywać przed tą kobietą…
    Nikt nas nie zrozumie, naszego uczucia, naszego wzajemnego oddania… Przyjeżdżaj szybciej, czekam na ciebie, mój kwiatuszku! Twój Herszel.

  14. Obraz Muncha, którym zilustrowałem Przybyszewskiego jest różnie tłumaczony przez znawców sztuki. Pojawił mi się jako pierwszy, gdy przeglądałem książki pod hasłem Przybyszewski. Nosi nazwę Popioły (niby wypalona miłość), ale moim zdaniem to jest artystyczne przesłanie problemu impotencji psychicznej, czyli braku erekcji bez nadzwyczajnych bodźców. Trójkąt (Przybyszewski – Juel – Munch) na to wskazuje. Prawdopodobnie Przybyszewski potrzebował rewolweru (stój, bo strzelam!) lub przynajmniej kolegi. Szczyty jego grafomanii w książce „Na tym padole płaczu” są tego oczywistym przesłaniem. Nie wykluczam, że Munch i inni z tego środowiska mieli takie same problemy.

  15. wg S. Przybyszewskiego fajnie jest na ziemi pruskiej w czasie I WŚ, bo  jest karta chlebowa, jednomyślność i solidarność  – kiedy to przeczytałam to pomyślałam o naśladownictwie mającym miejsce 70 lat później na ziemiach polskich, czyli stan wojenny, kartki na mięso, cukier i też była solidarność i jednomyślność (10 mln członków tego zw. zawod. w jeden rok)

  16. To o grupie baletowej jest przesłodkie, dzięki! (Dzięki też za De Geerów, bo to moi przodkowie. Coś więcej o nich?)

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.