Maj 232020
 

Otóż dlatego, że w filmach tych ujawnia się dwoista natura rzeczywistości dostępnej zmysłom i umysłowi, co wszyscy podejrzewają, ale nie mogą tego potwierdzić realnie. Nie mogą, bo zbyt wiele zabezpieczeń nałożono po to, by przekonać nas, że wszystko jest takie jak to widzimy, a pod spodem nie ma żadnego drugiego dna. W filmach o mafiozach to drugie dno nie dość, że jest to jeszcze możemy obserwować jak w tym alternatywnym i według widza prawdziwszym świecie załatwiają swoje sprawy ludzie poważni. Ludzie oglądają też filmy o mafiozach, bo nie mogą uwierzyć w to, że Nitras i Budka istnieją naprawdę, a afera Trójki, która nie puściła listy z powodu cenzury, to prawie stan wojenny bez teleranka. To jest nie do uwierzenia i dlatego trzeba przełączyć kanał na Netflixa i poszukać tam jakichś prawdziwszych historii, w które człowiek poważny mógłby nie tylko uwierzyć, ale także zaangażować się emocjonalnie po stronie jednego z bohaterów.

To się nie może udać w tak zwanym prawdziwym życiu, które serwują nam codziennie media, albowiem przyrodzone instynkty w każdym z nas wprost krzyczą: to nieprawda, nieprawda, nieprawda!!! Teraz trzeba zapytać o jaki rodzaj nieprawdy, czyli kłamstwa chodzi i jaką owo kłamstwo prawdę chce unieważnić. Idźmy po kolei: Staszewski Kazimierz nigdy nie był dobrym artystą. To była i jest istota o bardzo przeciętnych umiejętnościach, która ślizgała się po tematach bieżących, korzystając z napięć politycznych, rzeczywistych lub kreowanych przez media i opisująca je mową wiązaną, o niskiej bardzo jakości. Ludzie rozumiejący warsztat tekściarza o tym wiedzieli, ale większość nie wiedziała, albowiem skupiała się na powierzchownych emocjach, jakie serwował Staszewski w swoim sklepiku z gumą do majtek. Emocje te dawały wszystkim możliwość podniecania się w grupie, a więc były akceptowane i przez tę grupę, niezwykle liczną, traktowane jak objawienia. To wszystko była i jest nadal publicystyczna nędza. Oczywiście, zaraz się tu pojawią obrońcy Staszewskiego, którzy tak naprawdę bronić będą własnych, oszukanych emocji. To jest najważniejszy mechanizm, który napędza całą tę kuriozalną sytuację.

Przeżywaliśmy coś wspólnie i wydawało nam się, że jesteśmy jednością, a tu taki zonk! Jak z tym żyć? To dokładnie to samo, co z wielbicielami prozy Nienackiego, którzy chcą być ciągle dziećmi przeżywającymi na nowo wciąż te same przygody.

Trójka i jej sławna lista przebojów, której działalność zainicjowana została w stanie wojennym służyła do tego, by milicja mogła z grubsza wiedzieć, co w sobotni wieczór robi młodzież intelektualnie zaangażowana. Ta niezaangażowana miała w nosie listę i stała pod budką z piwem, albo robiła rozróby na pustych ulicach, gdzie łatwo ją było namierzyć. Ludzie, którzy tę listę obsługiwali byli i są nadal najbardziej oczywistymi współpracownikami systemu komunistycznego. Wiara w to, że jest inaczej, że ich misja polegała na tym, by uwrażliwić młodzież na muzykę, jest więcej niż naiwna. Mam także pewność, a przemawiają za tym pewne moje osobiste doświadczenia, że ludzie ci byli dokładnie selekcjonowani pod względem walorów głosowych i fizycznych. To znaczy, fakt czy oni się na tej muzyce znali czy nie miał znaczenie drugorzędne. O wiele ważniejsze było, żeby ładnie mówili i potrafili stymulować emocje głosem, a także by dobrze wyglądali. Nigdy nie zapomnę, pisałem już o tym, jak w latach osiemdziesiątych naszą szkołę odwiedził bardzo sympatyczny, wyglądający na podróżnika, nie lękającego się niczego i nikogo oficer informacji wojskowej, który opowiadał o przygodach swoich kolegów wykonujących misje w dalekich krajach. Był on o wiele bardziej sympatyczny niż Marek Niedźwiecki. Pewnie dlatego, że wysyłano go na misje polegające na sprzedaży bezpośredniej. Nie siedział w radio i nie miał tego komfortu. Był narażony na różne głupie pytania i dziwne uwagi i miał sobie z tym jakoś radzić. No i sobie radził. Wszyscy po tym spotkaniu z nim byli zachwyceni.

 

Nigdy nie zapomnę, a można to zapewne odnaleźć w archiwach prasowych, wywiadu z Lechem Janerką, który opowiadał, jak Wojciech Man straszył go Jaskiernią. Ten sam Wojciech Man opowiada dzisiaj o cenzurze i prześladowaniach. Można oczywiście w tym miejscu używać słowa hipokryzja, ale sądzę, że jest ono nieadekwatne. To jest sytuacja inna. Mają z nią czasem do czynienia wychowawcy w ośrodkach dla trudnej młodzieży albo w internatach. Chodzi o to, żeby znaleźć największego chama, który jest do tego przerażony swoją bezradnością wobec innych kolegów, posługujących się niezrozumiałymi dlań pojęciami i opowiadających nie zrozumiałe dla niego kawały. Tego chama następnie należy wywyższyć i dać mu jakiś rodzaj władzy. To może być cokolwiek. Na przykład dostęp do radiowęzła. I sprawa jest załatwiona, wszyscy wiedzą, kto jest wrogiem, a mają do tego jeszcze całkowicie zaburzoną hierarchię wartości, bo uważają, że może jednak coś niezwykłego w tym chamie jest. No i nie wiedzą jak się zachować. Usiłują zbudować jakąś nową, dającą bezpieczeństwo, hierarchię, a przy tym zaczynają donosić. W dodatku dwutorowo – bezpośrednio do kierownika ośrodka i pośrednio do chama, który potem powtarza wszystko kierownikowi. Przez co ten ma wyraźniejszy obraz sytuacji grupie. Po to kreuje się takie postaci jak Wojciech Man. Ja go wielokrotnie słuchałem w radio i za każdym razem przekonywałem się, że człowiek ten nie rozumie nic. Po prostu nic. On wie tylko jedno – gdzie są te właściwe drzwi, za którymi składa się raporty.

Kolejne kłamstwo dotyczy nas wszystkich. Ma ono związek ze sposobem w jaki politycy wszystkich opcji komentują te wydarzenia. W najlepszym razie tym komentarzem jest milczenie. Nikt nie podejmuje otwartej polemiki z tymi ludźmi i nikt nie potrafi wskazać na czym w rzeczywistości polegała ich misja. To także skłania ludzi do poszukiwania prawdziwych emocji w fabułach opowiadających o przygodach gangsterów. To bowiem co mają przed oczami jest dla nich po prostu nie dającym się znieść kłamstwem, które po raz kolejny od tak zwanego upadku komunizmu, jest zatwierdzane i przyklepywane, jako obowiązująca wersja wydarzeń. I tu dochodzimy do kolejnej ważne kwestii – protesty, o ile nie są natychmiastowo skuteczne, choćby w minimalnym stopniu, przyczyniają się jedynie do utwierdzania i wzmacniania narracji, którą kontestują. To jest niby oczywiste, ale jakoś jednak ciągle za mało. Tak jest w wielu przypadkach poważniejszych niż sprawa trujki. Jeśli więc jacyś artyści estradowi, mają coś do powiedzenia na temat działalności i misji tego radia i jego pracowników, a następnie się z tego wycofują, przygotowują triumf tego kłamstwa, nic więcej. Oni chcą ponadto, by ktoś wziął za nich odpowiedzialność za te zeznania i zapewnił im towarzyskie bezpieczeństwo. Takich rzeczy niestety nie ma. Na coś się trzeba zdecydować. No, ale nie u nas rzecz jasna. Takie decyzje podejmują jedynie bohaterowie filmów o mafii. W prawdziwym życiu to jest nie do pomyślenia.

  36 komentarzy do “Dlaczego ludzie lubią oglądać filmy o mafiozach?”

  1. Od klasowej listy  przebojów, przez listę radiowej trójki do  listy wyborczej ☺

  2. Dziadek, wiek 74 lata, otyły, wygląda na ciężko chorego, zakłada nowe radio, podobno o nazwie „Nowy Świat” (czyżby nawiązanie do adresu Politbiura?).

    Był kiedyś taki dowcip z lat 60 tych, pewnie efekt wojny Żydów z Chamami:

    „Reżyser filmowy mówi do reżysera filmowego:

    – wiesz fajny scenariusz mam w głowie . Pierwsza scena filmu,  idzie Gomółka Nowym Światem i ma nóż w plecach.

    – no i co dalej? dopytuje rozmówca

    – nie wiem jeszcze co dalej , ale chyba dobrze się zaczyna ….”

    Taki sam poziom dowcipu jak poziom twórczości autora ciotki Idalii i jej włóczni zatrutych

    Tak jak wtedy o co innego idzie wojna co innego dają nam „do okazania”

  3. rozpędziłam się, sorry, ciotka Idalia (twórczość taty piosenkarza),

    piosenkarz tylko „odśpiewał”.

  4. „Staszewski Kazimierz nigdy nie był dobrym artystą. To była i jest istota o bardzo przeciętnych umiejętnościach, która ślizgała się po tematach bieżących, korzystając z napięć politycznych, rzeczywistych lub kreowanych przez media i opisująca je mową wiązaną, o niskiej bardzo jakości.” 

    Nareszcie zostało to jasno i wyraźnie powiedziane. W miejsce „Staszewski Kazimierz ” można wpisywać pozostałe głośne nazwiska i wyjdzie modelowa charakterystyka  utalentowanych inaczej. 

  5. Apropos mrocznych telewizyjnych i książkowych historii kryminalnych, których w ostatnich latach sporo, to jednym z najgroźniejszych kłamstw, które próbują nam one przemycić jest to o męstwie. Tzn. w takim „Detektywie” czy innym „Narcos” facet, żeby mógł sprzeciwić się potężnej sile skorumpowanej administracji i bezwzględnych gangów, musi mieć wiele ich cech. Tak więc pozytywni bohaterowie współczesnych opowieści są neurotycznymi typami wikłającymi się w chwilowe związki, nadużywają w najlepszym bądź razie tylko alkoholu, mówią językiem ulicy, mają liczne znajomości na ulicy i stosują metody przez ulicę wypracowane. Wszystko to po to, żeby pokonać główne zło.

    Teraz porównajmy to ze wzorami chrześcijańskimi. Gdybyśmy poznali, któregoś ze świętych męczenników w naszych czasach późnoszkolnych jako kolegów z ławki, (nie ma znaczenia czy św. Martynę, Andrzeja Bobolę, czy męczenników japońskich), duża część nas powiedziałaby o nich: yyy, taka p**da, że nie da się z nim zajarać, wypić, ani pogadać o d**ach. Tymczasem to Ci ostatni nie pękali przy najbardziej wymyślnych torturach, byli nieprzekupni oraz wierni sojuszom (konretnie jednemu) i mierzyli się z przeciwnikami dużo potężniejszymi niż mafie i psychopaci.

    Ja pozwolę sobie wrócić jeszcze do wątku amerykańsko-radzieckiego, który ostatnio tutaj chyba wszystkich (a może samego gospodarza) znudził. Jak rozumieć kryzys kubański? Skąd pieniądze płynęły na socjalistów przed powstaniem ZSRR to jest dosyć jasna sprawa. Wolumen handlowy pomiędzy dwoma krajami także. Natomiast czy nawet zakładając, że ZSRR był finansowany przez Wall Street w taki sposób, żeby uczynić z niego kolonię, to nie próbował się kilka razy zerwać z łańcucha?

  6. No ciekawe jakie znaczenie w tej mierze miała mieć opowiastka, że któryś z Ichniego Radzieckiego  Politbiura, marzył o tym, żeby wymyśleć taką bombę która rzucona na Pacyfik spowoduje wybuchem swoim taką falę, że ta fala ta zaleje Kanadę i Stany Zjednoczone – czy to miało przestraszać mieszkających na kontynencie Am. Pn. ,  czy miało być ukrytą informacją że w Polit Biurze – mądrych niet  ?.

    Czy może było to wymyślone dużo później i przypisane komuś, co już był poza PolitBiurem

    Takie strachy …

  7. To wprost niebywałe, jak wszyscy z rządowej strony poczuli się wywołani do tablicy z tą nieszczęsną piosenką. Każdy, z prezydentem włącznie, musi komentować jakie to było „skandaliczne”. Wstyd i żenada. Nie z powodu „zdjęcia” piosenki, tylko przez te wszystkie komentarze, wygłaszane że słuszną miną.

    Tylko przydają znaczenia tym dawno przegranym i nic nie znaczącym ludziom z trujki.

    Tania prowokacja, a wszyscy, z ogółem publiki włącznie, lecą w nią, jak ćmy w ognisko.

    Smutna ta nasza polityczna scena.

  8. Zgadzam się z tym co pisze gospodarz. Ze swojej strony napiszę, że słuchałem Kazika (szczególnie pierwsza płyta solowa „Spalam się” mi się bardzo podobała, bo ja słuchałem wcześniej rapu!), słuchałem trójki, słuchałem listy przebojów. Kiedyś było dużo humoru w czasie audycji, Marek Niedźwiecki sypał żartami na lewo i prawo. Ja mam innego rodzaju zastrzeżenie dla twórczości Kazika. Pamiętam jak Dariusz Malejonek mówił o tym, że to jest twórczość gdzie wszystko jest szare, ponure i beznadziejne.

  9. Dziś w nocy obejrzałem włoski program historyczny „L’italia Scopre La Mafia” o tym, jak Włochy odkryły Mafię. A stało się to w roku 1984 za sprawą serialu telewizyjnego „La Piovra” (Ośmiornica), który pokazał, że mafia to nie ludzie honoru i strażnicy tradycji, ale wielkie przepływy finansowe i ekstremalna bieda kulturowa, z kulturą narcystyczną u podstaw. (Za wiki: Serial zasłynął bezkompromisowym ukazaniem działań mafii z ich brutalnością i brakiem moralnych granic, zupełnie odmiennym od mafii kierującej się kodeksem honorowym z Ojca chrzestnego).

    Bieda kulturowa

  10. to wyjście dziadów leśnych z „trujki”, chyba ma wzmocnić a nawet i zrobić jakieś uderzenie propagandowe dla Czaskoskiego. Suweren zna tych radiowych dziadów, jest zżyty z audycjami tych dziadów i chyba chodzi o to żeby w nowym radiu/fundacji zdążyć  przekabacić suwerena 60+ do głosowania na osobę lansowaną/wskazaną przez leśnych dziadów z „trujki”.

    Ta napinka koniecznością –  wyłącznie wojny o głosy wyborców

  11. a suweren 60+,  to aż  7 mln głosów-

  12. Mogę jakiś link do tego, bo szukam po tytule i nie mogę nic znaleźć. O mafii możnaby długo. Charakterystyczne jest, że nie uświadczymy w kinie filmu rodzinnego, w sensie takiego, gdzie tata i mama się kochają, dzieci się bawią z dziadkami, syna za nieposłuszeństwo wobec rodziców spotyka w życiu kara, tak jak żonę za zdradę męża i wtedy bohaterowie wracają do rodziny. Każdy reżyser i krytyk powie, że to taniocha i że trzeba opowiadać o ukrywanym przez syna uczuciu do kolegi, o toksycznej miłości matki i despotyźmie ojca. Chyba że… Chyba że natrafimy na film o mafii. Nagle wychodzi, że da się zrobić dobre kino o lojalności wobec rodziny, poświęceniu dla niej i zagrożeniach, które niesie dla niej świat zewnętrzny i jego pokusy.
    Ciekawym wątkiem w kontekście świata kryminalnego jest jeszcze jego stosunek do organów państwowych i współpracy z nimi. Z jednej strony omawiane tutaj produkcje filmowe pouczają nas, że to największy dyshonor dla półświadka, za co konfidentów często spotyka śmierć a zawsze środowiskowa infamia. Z drugiej strony porozumienia na wysokim szczeblu pomiędzy bonzami mafijnymi, a organami państwowymi są zbyt trudne do ukrycia żeby można je było całkowicie przeoczyć. Dobudowuje się przez to pokrętne uzasadnienia tych działań, moim skromnym zdaniem mijające się z prawdą.

  13. John Mayall urodził się 29.11.1933. W którąś rocznicę jego urodzin napisałem do W. Manna, że skoro on tak bardzo ceni, lubi i szanuje tego muzyka, to może tak rocznicowo by coś wrzucił w eter. Nie było tego czegoś i nie było odpowiedzi. I tak się zastanawiam, ilu ludzi w Polsce lubi J. Mayalla i ilu pisze do redaktora Manna, żeby nie mógł on wyrobić się z odpowiedziami, albo jakąś reakcją? W tym jednym, szczególnym dniu.  A może ten cały Mayall, to jest pic na wodę? I może ten cały  W. Mann nie lubi rzeczy, które deklaruje, że lubi, szanuje etc. Trójka to była fajna rzecz. Dla nastolatka. Bo on jest z zasady bezkrytycznym odbiorcą. Muzyka Kazika i tego jego zespołu też jest dla nastolatków. Znam paru z nich, są grubo po pięćdziesiątce.

  14. Pamiętam ten serial.

  15. „Z drugiej strony porozumienia na wysokim szczeblu pomiędzy bonzami mafijnymi, a organami państwowymi są zbyt trudne do ukrycia żeby można je było całkowicie przeoczyć”

    To oczywiste, ktoś się musi poświęcić dla dobra pozostałych. Jest taki wiersz Herberta „Ze szczytu schodów.”, a w nim opisany ten mechanizm.

  16. Ta hucpa to może przesłaniać powiązania Trzaskowskiego i agentki SB Gontarczyk.

    Link

    https://dorzeczy.pl/kraj/141138/szpiegowski-duet-gontarczykow-i-kgb.html

    To zdjęcie z artykułu odpowiednio nagłośnione może być końcem jego kampanii prezydenckiej  ☺

  17. Kogo to rusza? Nas? To za mało. Kapusiostwo przecież wciąż w cenie. Jak bilet wstępu do Zatoki Lepszego Świata.

  18. Mama Czaskoskiego TW „Justyna”, donosiła na muzyków i pisarzy, Tyrmandowi tez się w tych donosach dostało.(„wPolityce”)

  19. „I może ten cały  W. Mann nie lubi rzeczy, które deklaruje, że lubi, szanuje etc.”

    Mimo że kiedyś podobały mi się żarty Manna, to zawsze wiedziałam, że nie ma on ani gustu, ani zainteresowań muzycznych, ani w tym temacie wyczucia (takoż samo Niedźwiedzki, Kaczkowski, Orzech). Tam lansowali Merylion, więc co można dodać?

    Oto lista „przebojów” Manna i Trzaskowskiego:

    1. Steve Wonder

    2. Doors

    Ja się pytam, dla kogo to? Z czym do ludzi?

    https://www.spidersweb.pl/2020/05/mann-trzaskowski-spotify.html

    3. Lennon

    4. mannam

    5. Fish (bo to syn kolegi)

  20. Choć sam Kazik nie żyje w świecie szarym, ponurym i beznadziejnym

  21. Jakoś nie mogłem tego serialu oglądać

  22. To się skończy zamknięciem kabaretów

  23. Pierwsi z brzegu, którzy mi przychodzą do głowy to Duda, Emilewicz, Brudziński.

    „Andrzej Duda był pytany w sesji pytań i odpowiedzi na Facebooku. Stwierdził, że czuje przede wszystkim niesmak. – Ogromny niesmak, taka sytuacja w ogóle nie powinna mieć miejsca i to jest żenujące. Mamy w Polsce wolność wyrażania poglądów, także w piosence, sytuacja w ogóle niezrozumiała dla mnie – to, co się stało. Mam nadzieję, że zostaną z tego wyciągnięte odpowiednie konsekwencje, bo – pytanie – czy to jest jakaś zła wola, czy kompletny brak profesjonalizmu – stwierdził.”

    Ale był tego więcej i zazwyczaj w bardzo emocjonalnym tonie.

  24. Błąd – nie w sobotę wieczór a w piątek wieczór:)

    Kazik rzeczyście przypomina mi Pablo Picasso – jak robić szum wokół swojego bycia artystą by się nie narobić. W muzeum w Maladze są wczesne prace Picassa, kiedy się starał – i są dobre. Ale potem się zorientował skąd wieje wiatr i wystarczy malować bazgroły na które jest popyt, bo się jest celebrytą. Tak samo Kazikowi bardzo pomogło czerpanie z twórczości ojca Staszewskiego, który był dużo lepszym tekściarzem.

    A w sprawie Trójki (słuchalność 4%) nie chodzi o radio jak takie, bo ono już dogorywa zabiajane przez Spotify i podcasty. Ani nawet o to że przechowalnia dla emerytów (z resztą – a propo misji – tak samo teatry państwowe). Ani nawet o piosenkę o cmentarzu.

    Chodzi o to, że pionki Czabańskiego dały się sprowokować jak dzieci. Że Kaczyński na cmentarzu po tym gdy je Trzaskowski złośliwie zamknął to bład PRowy. O to że Morawiecki bez maski w Gliwicach, Duda z leśnikami łamiący własne zasady to nie wygląda dobrze.

    Nieśmiertelne „Gdybym nie wiedział że to głupota pomyśłałbym że to sabotaż” – po co rząd tak się potyka o własne nogi? Duda jako prezydent już im się znudził?

  25. PiS nie umie w kulturę ( o czym Autor wie najlepiej) i jedną ręką (Glińskiego) rozdaje pieniądze Steczkowskiej i Golcom na koncerty onlnie. A drugą ręką Kursko-Czabańską prowokuje poczucie arogancji władzy u wyborców.

  26. Trudno polemizować z artykułem, ponieważ zgadzam się z nim w całej rozciągłości,  dodam tylko, że obejrzałem sobie ostatnio wszystkie części „Ojca chrzestnego”, trochę z nudów, trochę z powodu zaległego urlopu, a trochę z ciekawości, ponieważ w młodości to właściwie nie oglądałem owego cyklu. Potem wrzuciłem sobie „Irlandczyka” dosłownie kawałek, nie wiem jak to można oglądać? Stary De Niro gra młodego De Niro, ale są jakieś granice odmłodzenia prawie osiemdziesięcioletniego aktora, przynajmniej tak myślałem, teraz uważam, że nie ma takowych, granic znaczy się.

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)