gru 032014
 

Nie wiem czy już o tym pisałem, ale mam wrażenie, że tak. No trudno, powtórzę się. Oto ładnych kilkanaście lat temu oglądałem jakiś program, w którym Ewa Bem była jurorką jakiegoś konkursu muzycznego. Było to w czasach przed tymi wszystkimi krzykliwymi shows, które mamy teraz. Do wyboru miała pani Ewa dwie osoby, które doszły do finału. Jedną z nich była sympatyczna pani z Bułgarii śpiewająca ludowe kawałki w dynamicznej bardzo, choć może niezbyt oryginalnej aranżacji, a drugą jakiś nieogolony grubasek, który mruczał coś pod nosem próbując bez powodzenia naśladować Stanisława Sojkę. No i wiecie już kto wygrał? On rzecz jasna, a wszystko przez to, że reprezentował to co w polskiej muzyce uważane jest za profesjonalizm. W jego śpiewie z trudem tylko dawało się rozpoznać melodię, może jakiś ekspert od podsłuchów wyłowiłby z tego rzężenia jeden czy dwa wyrazy i doszedł do jakichś ogólniejszych skojarzeń na ich podstawie, a tak zwane show polegało na tym, że gość siedział na barowym stołku i usiłował zeń nie zlecieć trzymając się mikrofonu.
Dlaczego mi się to skojarzyło ze Szcześniakiem i salonem24. Otóż dlatego, że Szcześniak też jest profesjonalistą. Powiedziałbym nawet, że profesjonalistą skończonym. On ma jakieś szkoły za sobą i kursy i cholera wie czy nie jest protegowanym tejże Ewy Bem. Przy tym wszystkim Szcześniak mozoli się przez całe swoje życie z jednym problemem – nie wiadomo dlaczego na jego widok publiczność nie ryczy z zachwytu i nie wstaje z miejsc machając marynarami. Tak się nie dzieje, wszyscy o tym wiemy, żeby coś takiego miało miejsce trzeba ludziom zapłacić i pokazać to potem z kamery stojącej z boku. No, ale Szcześniak jest profesjonalistą bez dwóch zdań i jemu się właśnie oklaski należą i należy mu się sława i w ogóle wszystko, bo przecież śpiewać potrafi. I niech to szlag, choćby nie wiem co się działo Szcześniak ze sceny nie zejdzie, a jak przyjdzie chwila, że trzeba będzie na jakiś ważny konkurs za granicę wysłać najwybitniejszego polskiego wokalistę, to pojedzie właśnie on, bo niby kto miałby tam jechać.
Pora wyjaśnić jako to się wszystko łączy z salonem. Oto nasza gospodyni wkleiła, bo nie wierzę, by sama to napisała, jakiś znaleziony w sieci dęty kawałek, o tym co trzeba zrobić, by osiągnąć sukces pisząc bloga. Tekst ten należało czytać na odwrót i tylko w tym kontekście miał on sens. Zawarte tam porady prowadzić mogą autora wyłącznie do klęski. Ja początkowo myślałem, że to jest może taki żart, ale kiedy wczoraj poczułem się trochę lepiej zacząłem śledzić teksty znajdujące się na pudle i sprawdzać ile który ma odsłon. No więc to nie był żart. Pani Bogna Janke wkleiła ów tekst w dobrej wierze, a teraz jeszcze liczy na to, że zawarte w nim kłamstwa doprowadzą salon do sukcesu. Ja się tu nie mam zamiaru spierać z nikim, bo każdy jest, prawda, kowalem własnego lasu, ale jakieś trzy słowa się administracji i właścicielom należą moim zdaniem.
Proszę Państwa, zarówno w branży muzycznej jak i autorskiej to co próbuje się odgórnie zadekretować jako profesjonalizm albo wręcz talent, jest w istocie ledwie jakimś prestidigitatorstwem, umiejętnością porównywalną z wdrapaniem się na beczkę i staniem tam dwie minuty na jednej nodze. Można oczywiście w to wierzyć, tak samo jak można wierzyć w to, że Korwin to człowiek sukcesu. Nie zmienia to jednak niczego. Korwin to znany destruktor, który czego tylko się dotknie natychmiast rzecz tę zniszczy. Ludzie dyskutujący o rodzajach patriotyzmu, jak pewien pan z Piaseczna dzisiaj, to w najlepszym razie naiwniacy. Musicie się Państwo pogodzić z tym smutnym faktem, że większość waszej publiczności to faceci tacy jak my. I nic tu nie pomoże wrzucanie tekstów pisanych przez nastolatków na pudło, czy lansowanie Wszołka, czy cokolwiek. My tu będziemy i przez samą swoją obecność wywierać będziemy na blogosferę wpływ przemożny. Większy niż poseł PiS z Piaseczna i większy niż Korwin. Jeśli ktoś nie rozumie dlaczego spróbuję wyjaśnić. Otóż na targach pewna koleżanka poprosiła mnie, bym jej szesnastoletniemu synowi pokazał nasze komiksy. Pokazałem. On się rzekomo czymś tam interesował. Przejrzał te komiksy i oddał bez jednej uwagi. Otóż człowiek w tym wieku nie interesuje się niczym, po prostu niczym, chce jedynie przeżywać jakieś stany ducha, o których słyszał gdzieś tam lub przeczytał. Jeśli jest trochę starszy zaczyna cwaniaczyć, ale nudzi się na tyle szybko, że nie ma właściwie z nim problemu. Potem mamy do czynienia z takimi co chcą w oparciu o znane sobie struktury i kontakty robić karierę. Tu w salonie jest ich najwięcej. Nie mają ani cierpliwości, ani polotu, ani w ogóle niczego. Zdaje im się, że ich zeszłotygodniowe przemyślenia o ojczyźnie mogą kogoś zaciekawić. Nie mogą. Blogerzy, których swoją zimną obojętnością na ich rzeczywisty talent, usunęliście stąd państwo w ciągu tych siedmiu lat mieli tyle świeżych przemyśleń, że na nas ludziach którzy gromadzimy największą publiczność i pamiętamy tamtych, te nowe numery nie robią wrażenia. A skoro nie robią na nas to nie robią również na naszych czytelnikach. Na końcu tej parady oszustów są oczywiście politycy, którzy nie są w stanie realizować swoich zadań statutowych, a więc próbują się gdzieś wcisnąć. Wydaje im się, tak jak swego czasu Migalskiemu, że blog to świetne miejsce do tego, by się promować. Gdzie jest dziś Migalski, ktoś może wie? Do czego go doprowadziła ta promocja?
Życzę salonowi dużo zdrowia i powodzenia. Mam nadzieję, że pani Bogna Janke nie została podstępnie wyznaczona do tego, by zlikwidować interes starym dobrze sprawdzonym sposobem – wpuszczeniem Korwina. Mam nadzieję, albowiem chcę tu jeszcze trochę popisać. Pewności jednak nie mam żadnej.

Jutro jadę do Wrocławia na targi. Mamy najgorsze stoisko z możliwych. Musicie o nas pytać. Numer 86 w odległym kącie pasażu, gdzieś ciemnościach. Dobre miejsca zostały zarezerwowane dla profesjonalistów, sami wiecie – Stasiuk, Tokarczuk, Karpowicz, Norman Davies i inii….

Zapraszam na stronę www.coryllus.pl

  41 komentarzy do “Dlaczego Mieczysław Szcześniak nie ma bloga w salonie”

  1. PiS przegrał więc Norman Davies będzie w dobrym humorze.

  2. Polotu nie mają ale POlitycy ich POlecają 😉

  3. Trzeba będzie wziąć latarkę. Widziałem ten kąt :). Na szczęście jest mapka na stronie targów: http://www.wpdk.pl/index.php/wystawcy-wtdk – będzie łatwiej omijać profesjonalistów…

  4. Byłbym zapomniał. Ojciec Antoni Rachmajda, który teraz mieszka we Wrocławiu zaproponował mi spotkanie autorskie. Nie wiadomo było czy dojdzie ono do skutku, dlatego niczego nie ogłaszałem. No, ale mogę gadać, więc w sobotę o 19.30 przy Ołbińskiej 1 w klasztorze karmelitów bosych, w tzw. Okrąglaku będzie to spotkanie.

  5. Nie w Okrąglaku bo to kościół, tylko w klasztorze. Nie wydobrzałem jeszcze całkiem chyba…

  6. lepsze to niz (kilkudniowe) nic…
    dobrego zdrowia!

  7. Przeczytałem i kopara mi opadła:
    ” Pierwsza w Polsce biografia najważniejszego polityka Irlandii XX wieku. Cudem uniknął śmierci w 1916 roku po Powstaniu Wielkanocnym. Pierwszy raz prezydentem nieuznawanej przez świat Irlandii został w 1919 roku. Gdy odchodził z polityki miał 91 lat i był rok 1973. Łącznie przez ponad 21 lat był premierem, 14 lat prezydentem. Uniezależnił Irlandię od Wielkiej Brytanii, uchronił ją przed udziałem w II wojnie światowej, napisał wciąż obowiązującą konstytucję oraz stworzył partię, która do dziś wygrywa wybory. Umiał skutecznie pogodzić gorliwie wyznawaną religię katolicką z demokracją, czemu dawał wyraz w trakcie rządzenia państwem. W 2015 roku przypada 40. rocznica śmierci Eamona de Valery (1882-1975). W 2016 roku setna rocznica wybuchu Powstania Wielkanocnego, które odmieniło losy ojczyzny św. Patryka. Już te dwie daty są wystarczającym powodem, aby poznać tego giganta konserwatyzmu w najlepszym tego słowa znaczeniu.”

  8. Sam sobie odpowiem:
    Coryllus 11.07.2014:
    „Jest bowiem, co starałem się wykazać w swojej książce „Irlandzki majdan”, Eamon de Valera jednym z wielu fałszywych świętych wykreowanych przez ciemne siły w stuleciu XX.”

  9. Ciekawe czy wartość nie wydanego wywiadu z/alfabetu GB po ostatnich „wydarzeniach” wzrosła czy spadła ?

  10. Myślałem, że oni tej biografii nie wydali. Czyli popadamy w obłęd całkowity. Gorliwy katolicyzm pogodzony z republiką. O żesz….Do czego ta łapczywość na pieniądze ludzi prowadzi….

  11. A tak poza tym to mnie natchnęło żeby sobie posprawdzać kto się reklamuje (czyt. sponsoruje) różne portale z prawa do lewa. I co ? Jak ktoś ma producenta samochodów i kawy to wymiata. Np. gazeta lub gość. A „Opcja niemiecka” oczywiście Mercedes Benz ! I tu się nie ma co czarować, 95% ich czytelników nie stać na takie samochody. Ale gdyby Beck nie popełnił tego fatalnego błędu …

  12. Gigant konserwatyzmu …

  13. jest gorzej:

    Prezydent Irlandii, Eamon de Valera to jeden z bardziej zapomnianych polityków katolickich XX wieku. Książka Pawła Toboły-Pertkiewicza wypełnia tę lukę znakomicie.
    Prof. dr hab. Grzegorz Kucharczyk

    Gigantyczna zaiste postać katolickiego i niepodległościowego polityka irlandzkiego, Eamona de Valery – szczęśliwszej, rzekłbym, wersji Romualda Traugutta – stanowi dobitną egzemplifikację stwierdzenia katolika hiszpańskiego, Juana Donoso Cortesa, iż Irlandia i Polska są zbiorowymi reprezentantami Zbawiciela na ziemi. Dziś już tak niestety nie jest, czego pierwsza polska biografia ojca niepodległej Éire również dowodzi.
    Prof. Jacek Bartyzel

    Nie sposób zrozumieć współczesnej Irlandii, jej zmagań o niepodległość, bez poznania działalności de Valery. Książka Pawła Toboły-Pertkiewicza to lektura obowiązkowa dla wszystkich, których interesują meandry europejskiej polityki w XX wieku.
    Prof. Mieczysław Ryba

    Paweł Toboła-Pertkiewicz z szalonym entuzjazmem odsłania przed Polakami postać giganta irlandzkiej polityki. W pewnym sensie de Valera to Piłsudski i Dmowski w jednej osobie, zawsze wierny tradycji katolickiej i celtyckiemu nacjonalizmowi, ale raczej w formie konserwatywnej niż radykalnej.
    Prof. Marek Jan Chodakiewicz

  14. To są przecież Tworki, ci ludzie nic nie rozumieją. Bartyzel jest szczególnie zidiociały. Chyba przestanę temu Pawłowi dawać książki w komis.

  15. Szczesniak jakies kursy konczyl? Chyba slusarstwa.

  16. może on im te teksty napisał – takie tuzy…

  17. Mieczysław Szcześniak&Basia Trzetrzelewska śpiewają „Save the best for last”. Zapewne w żadnym radiu się tego nie usłyszy, ale jest na jutubie. Mam płytę „Signs”Szcześniaka, którą stworzył razem Wendy Waldman (współautorką „Save the best for last”) i warto jej posłuchać, jak i pozostałych : „Czarno na białym” i „Zwykły cud”. Uwielbiam Szcześniaka.

  18. On za słabo pisze, niemożliwe…

  19. a bardziej na serio: pensja = republika

  20. …no to teraz będzie Jaruzelski, absolwent katolickiej szkoły, który pogodził naukę katolicką z komunizmem, że wspomnę Bieruta-wielikogo rymskiego katolika, za którego osobiście się modlił Prymas Wyszyński.Czad, normalny czad!

  21. Znajomi ze Stanów bardzo chwalili Szcześniaka, on ma tam ksywkę Mietek. Znane i popularne były jego wykonania gospel. Chyba że coś się zmieniło w gustach amerykanów..

  22. Z normalnym czadem to byśmy sobie poradzili. To jest czad nienormalny i właśnie przez to groźny. profesor Ryba, który stale przebywa w najwyższych rejestrach intelektu popisuje się takim, przepraszam za wyrażenie, pie…..leniem, że mógz zamienia się w nieznany gatunek grzyba. Oni muszą coś brać, nie może być inaczej.

  23. Kase biora. To sa intelektualne prostytutytki, ktore pokochala swoj zawod i zrobily z niego misje.
    Na stronie sklepu muzeum polskiego w Rapperswil nie ma Swietego Krolestwa wyeksponowanego. Jakies informacje w tej sprawie beda dostepne?

  24. W sobotę byłem w muzeum – w sklepie już są baśnie oraz Swięte Królestwo.

  25. Mieczysław Szcześniak nie ma bloga na salonie, ponieważ wystarczy MU śpiewać na You Tube z Basią Trzetrzelewską. A każda ICH piosenka lepsza od poprzedniej. Śpiewanie typu „zero braków”.

  26. super. dzieki. Muzeum w listopadzie i grudniu tylko w soboty i niedziele otwarte?

  27. ale że Marek Chodakiewicz, zupełnie nie spodziewałem się tego po nim…

  28. GODZINY OTWARCIA MUZEUM

    Styczeń – luty
    tylko po wcześniejszym uzgodnieniu

    Marzec:
    sobota – niedziela: 13.00 – 17.00

    Kwiecień – październik:
    pon. – sob.: 13.00 – 17.00
    niedz.: 12.00 – 18.00

    Listopad – grudzień:
    sobota i niedziela: 13.00 – 17.00

    Muzeum jest nieczynne:
    styczeń – luty, Niedziela Wielkanocna,
    24 – 26 grudnia

  29. faktycznie – to już prof. Ryba wzorcem umiarkowania? co się wyrabia…

  30. no, ale co, a raczej skąd, w takim razie bierze Chodakiewicz??

    te jego „wypowiedz” warto zapamiętać, i przypomnieć w odpowiednim momencie.

  31. Chodakiewicza sklasyfikowałem jako „przyjaznego”, ale dwa razy zrobił mi siurpryzę. Oni tak mają, bo podobnie zachował się Ołdakowski. Tacy ludzie ciągną dość długo na takiej pozytywnej opinii, a nagle trach. Nie wiem, czy wynika to z równowagi, powiedzmy, labilnej, czy z tzw. nacisków.

  32. Nasi włodarze od dziedzictwa kulturowego śpią i w najbliższym czasie będzie na drzwiach taki napis:
    Muzeum już tu nie mieszka.

  33. Chodakiewicz podpadł mi w Roninie , parę miesięcy temu . Mimo , ze był mi rekomendowany , jako ten ,,prawdziwy ” .

    Dobrze , ze nie mam skłonnosci przywiązywać się do osoby – guru …. W monencie gdy ktoś podpada , to juz jestem czujna – i tyle .

  34. @ TADMAN … źle dałam koment o Chodakiewiczu … Miało być pod waszymi …
    Spieszę się i tak źle wyszło .

    🙂

  35. Faktem jest, że bycie historykiem zawodowym, na pensji, to jest rzecz w dzisiejszych czasach mówiąca sama za siebie… trudno znaleźć kontr-przykłady – nawet Andrzej Nowak potrafi wygłosić jakieś republikańskie peany…

    > 200 lat KEN robi swoje, ale żeby aż tak?

    …w przypadku AN podejrzewam kamuflaż – trudno prowadzić wojnę dosłownie ze wszystkimi, a w obecnej sytuacji „akademickiej” tak to wygląda.

    Choć Coryllus może mieć inne zdanie, ale ja odbieram fakt życzliwego zainteresowania AN twórczością GM jako czyn niemalże heroiczny, wszak taka to III RP mamy.

  36. W przypadku AN to może i być, bo Kudrycka mocno przefajnowała chcąc za szybko złamać autonomię uniwersytetu. Ale naukowcy muszą też patrzeć bacznie na swoich kolegów. Dzisiaj profesor to zatrudniony urzędnik i może być zwolniony.

    Mały przykład z AGH: od 7:37, a clou od 8:47 – 9:35
    http://www.youtube.com/watch?v=LMo1ZvXbzsM#t=457

  37. jak znam akademicki Kraków ( może lepiej – krakówek ? ) ….to AN moze naprawdę działac heroicznie …..

  38. oooo …teraz dopiero zobaczyłam twarz …. profesora ….. jak dałeś czasy …. oglądając to w zeszłym tygodniu nie patrzyłam widocznie przez cały czas na ekran …..

    No to mi wyjasnia pewne sytuacje .

  39. bede sie upieral przy stanowisku, ze czasami bicie w morde roznych skurwysynow na etatach jest konieczne i moralnie uzasadnione.

  40. ….. to nie o to chodzi … w tym wypadku …

    Choć generalnie – zgoda:)

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.