Maj 012018
 

Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego jak poważne narzędzia potrzebne są do tego by wypromować jakiś artystyczny projekt. W zasadzie poza rzeczywistością imperialną nie da się tego zrobić na masową skalę, bo tylko imperia gwarantują dopływ masowej publiczności. W naszym, postimperialnym świecie, wszystko co jest adresowane do masowego odbiorcy, a zalatuje polityką ma charakter resentymentu i jest słabe z istoty. Nie można bowiem epatować rozwianymi marzeniami, żalem za utraconą świetnością, czy innymi jakimiś chętkami starannie poukrywanymi w treści dzieła. Tak się składa, że w Polsce, stan ten, to znaczy zawziętość powodowaną resentymentem, podgrzewaną przy tym smętnymi gawędami, muzyką i aspiracjami, jest chroniczny. On może przybierać różne formy, ludzie którzy kultywują tę tradycję mogą udawać, że jest inaczej, żeby zwrócić uwagę jakiejś nowej publiczności, ale w istocie nic zmieniać nie chcą. Cały czas znajdujemy się w sferze falujących emocji, których epicentrum dawno jest za nami, nikt o nim nie pamięta, ale każdy wie, że pewne zachowania muszą być odruchowe, żebyśmy się mogli zidentyfikować z grupą. Skala tych zachowań jest szeroka i to daje nam czasem poczucie mocy, jakże fałszywej. Daje nam poczucie, że od jednego końca horyzontu do drugiego można ustawić szereg ludzi, którzy może będą inaczej wyglądać, może będą mówić w sposób zróżnicowany, ale serca i umysły ich – kiedy się poruszy jedną czy drugą strunę – zagrają tak samo. To jest złudzenie, którym karmią się artyści, także artyści z offu. I teraz ważna rzecz, która już się tu w pewnym momencie pojawiła – owa część wspólna emocji dotyczyć ma niezmiennych zasad sztuki, które są emanacją Boga samego – to raz. Dwa – owa wspólna część emocji to głęboko zakorzeniona tradycja, która wyjrzy i popatrzy na nas nawet wtedy kiedy ukryją ją pod działaniami tak szalenie nowatorskimi jak film Tomka Gwincińskiego. Trzy zaś – i to mówię ja – owa wspólna część emocji to pas transmisyjny propagandy, która wlewana do głów zastyga tam powoli, ale jeszcze bulgoce.

Nie można niczego wyjaśniać poprzez zaciemnienie. To rzecz najważniejsza. Jeśli Tomek poświęcił swój film Smoleńskowi, wybrał fałszywą formułę na prezentacje tych treści. Może on chciał w ten sposób postawić jakiś pomnik, może chciał wystrugać taką dziwną rzeźbę, jaka stała kiedyś przed każdym domem kultury, ale wtedy powinien nas o tym uprzedzić, a tego nie zrobił. Artysta może sobie z widzem pogrywać w pici polo na małe bramki tylko w jednym wypadku, kiedy ma zagwarantowaną bezkarność i zorganizowaną promocję. Taką bezkarność gwarantowała artystom każda awangardowa grupa, która z rzekomej niezgody publiczności na nowy trend, spychana była do podziemia. Spychali ją i spychali, ale te parę dolarów zawsze do kieszeni wpadło. Wpadło, bo każda awangardowa grupa artystyczna była i jest powiązana z obiegiem pieniądza i z propagandą wymierzoną w kogoś. My, mam na myśli ludzi posługujących się na co dzień językiem polskim, nie mamy tego komfortu. I dlatego z wielką podejrzliwością powinniśmy się przyglądać wszystkim nowatorskim i uchodzącym za emanację geniuszu dziełom. Ja rozumiem, że za Tomkiem nie stoi tajna policja, która kreuje go na mistrza sztuk wszelakich, ale mając tyle lat ile ma, powinien on wiedzieć, że takie mechanizmy kreowania artystów istnieją i są stosowane. Potem zwykle kończy się to dla tych artystów źle. Weźmy choćby takiego artystę życia jak Tymochowicz. Żarło, żarło i zdechło, bo facet miał zawór założony i nawet o tym nie wiedział.

Wznieśmy się teraz jednak ku wyżynom ducha. Czy sztuka jest tylko pewną umownością, którą w każdych politycznych i gospodarczych okolicznościach kreuje się inaczej, według innych zasad i z zastosowaniem innych kodów? Nie zapominając przy tym, jak istotny jest jej aspekt propagandowy, który uwiarygadnia istniejący układ sił i czyni ze sponsora sztuki prawie bóstwo. Cały czas słyszę i czytam, że tak, ale ja się nie znam na filozofii i nie wiem co powiedzieć. Przychodzi mi jednak do głowy myśl taka – jednak nie, ale pod pewnym ważnym warunkiem. Takim mianowicie, że artysta nie ucieka od swojego dzieła i potrafi stanąć w jego obronie, a także wyjaśnić o co mu chodziło. I nie wystarczy tu doprawdy nazwać toyaha chujem złamanym, to jest – jeśli idzie o mnie – trochę mało. Gdyby nie istniała prawda, gdyby nie było niezmiennych i powszechnie ważnych zasad, nikt nie czytałby tego bloga. Ja zaś byłbym jakimś gamoniem, który bezskutecznie próbuje zwrócić na siebie uwagę, a to coś gadając, a to robiąc miny. Tak jednak nie jest. Od wielu lat przychodzi tu mnóstwo ludzi, a ja nie oferuję im nic poza codziennym tekstem, oraz książkami. Teksty te zmieniały się w ciągu lat i żaden nie był taki sam jak poprzedni. Ktoś powie, że przemawia przeze mnie pycha. Może trochę, ale ja nie mam żadnych narzędzi, żeby z tą pychą gdzieś wystartować, w jakiś kosmos, a więc uspokójmy się może i pozwólmy sobą kierować. Zobaczymy gdzie nas to zaprowadzi.

To co zrobił Tomek jest dla mnie nie do przyjęcia, a to z tego względu, że stwarza – ważne słowo, bo są różne rodzaje twórczości – stwarza, podkreślam, hermetyczną grupę wyznawców, którzy zaczynają porozumiewać się ubogim bardzo, ale wyglądającym na ekspansywny językiem. Co to jest za kategoria – wyglądający na ekspansywny? Język jest narzędziem zdobywania popularności, można śmiało powiedzieć, że jest narzędziem podboju. Jestem głęboko przekonany, że języki i dialekty hermetyczne tworzy się po to, by zatrzymać ekspansję dużych grup ludzi, by ich – ważne słowo – wytrzebić. I tę skazę widzę w filmie Tomka. Być może pojawia się tam sama z siebie, w sposób niezamierzony przez reżysera, ale jeśli tak jest, to znaczy, że trzeba wszystko przemyśleć raz jeszcze. Może nie od początku, ale od jakiegoś istotnego momentu. Popatrzmy teraz nieco szerzej. Polacy są ludźmi uwikłanymi, w dodatku ludźmi uwikłanymi nie ze swojej winy, za to w taki sposób, że te swoje uwikłania traktują jak religię. To jest wyznanie fałszywe. I ja to mówię wprost. To jest wyznanie fałszywe, bez względu na to ile i jak subtelnych emocji towarzyszy tym kultom. Ono jest fałszywe albowiem uniemożliwia komunikację. Więcej – ono tę komunikację rozwala. I to się dzieje na podstawowym poziomie porozumień, takim wiecie – prawica, lewica, Dmowski, Piłsudski. To jest język i kody przeznaczone dla ludzi, którzy mają stać w miejscu i się nie ruszać. Podobnie jest ze Smoleńskiem, wyklętymi i całą resztą. Jeśli na ten schemat, ktoś narzuca nowy kostium, nakłada nową jakąś konstrukcję, która powoduje, że dyskusja przyjmuje jeszcze bardziej hermetyczną formę, a oponenci zaczynają dzielić się na tych bardziej wtajemniczonych i tych mniej wtajemniczonych, to znaczy, że idzie złą drogą. Co jest bowiem miarą tego wtajemniczenia? Stopień zrozumienia opisanej tu wcześniej podstawowej narracji i podstawowego sposobu komunikacji, jaki jest nam dostępny. Sposobu fałszywego, narzuconego, wbitego do tych pustych łbów. No więc jeśli schodzimy piętro niżej, po to by poprzez hermetyczny język dotrzeć do prawdy lub doznać jakichś dreszczy, a punktem wyjścia jest narracja oszukana, to dokąd zmierzamy?

I niech mi nikt nie mówi teraz, że to tylko film, bo gdyby to był tylko film, to Tomek nie robiłby z nim takich ceregieli. Mam nadzieję, że już wszyscy zrozumieli co to znaczy – wyglądający na ekspansywny? A kiedy mamy do czynienia z językiem naprawdę ekspansywnym? Wtedy kiedy każdy dobrowolnie chce nim mówić i każdy stara się w zaproponowanym sposobie komunikacji doskonalić. W dodatku czyni to sam z siebie, nie inspirowany za mocno przez twórców koncepcji i jej promotorów.

Idea osadzona na takim oto schemacie – założenia formalne, nawet jeśli nie ułatwiają zrozumienia treści – to z pewnością wzbudzą ciekawość różnych środowisk – także jest fałszywa. Mówię tu o tych nieszczęsnych wycieraczkach i opinii tego pana z Anglii, który uczy Tomka kręcić filmy. Pozwolisz Tomku, że spytam – a na chuj ci ta ciekawość środowisk i opinia tego faceta? On przecież nie może Ci zagwarantować ani dystrybucji, ani promocji, ani w ogóle niczego. Po co Ci jego opinia? Zgaduję, że po to, by utwierdzić grupę zgromadzoną już wokół tego dzieła, w słuszności dokonanego wyboru. Bo co do tego, że emocje, które od paru dni są udziałem ludzi uważających film Tomka za interesujący, to efekt dokonania pewnego wyboru, a nie samoczynnej eksplozji, tego jestem pewien.

Ktoś może powiedzieć, że to co piszę jest wulgarne i proste jak przecinak, bo niby czego ja chcę, żeby ludzie gadali ta-tak, nie-nie? Tego też chcę, ale wiem, że to nie załatwia sprawy komunikacji w okolicznościach kiedy trwa permanentna wojna, w której najważniejszymi narzędziami są słowo i obraz. Komunikacja zaś to ekspansja, żeby ją zatrzymać i kontrolować, potrzebne są właśnie takie środowiska i szkoły, jak ta, w której uczy się Tomek. Miejsca, gdzie mówią, że wycieraczki widoczne w kadrze, to znakomity zabieg artystyczny. Takich pułapek jest wokół nas mnóstwo, one nie dość, że robią wrażenie, to jeszcze wydają dźwięki, które mają właściwości paraliżujące. Nie można się na to nabierać, a szczególnie nie jest to wskazane dla ludzi, którzy tworzą. Ktoś może rzec, że porozumienia, o jakich mówię są niemożliwe. Gówno prawda, są możliwe i ja to już kilka razy przećwiczyłem. Oczywiście, trzeba pokonać różne przeszkody, z których przyzwyczajenia i przyrodzony niektórym osobnikom umysłowy bezwład są może najmniej dolegliwe. Komunikacja, nawet pomiędzy ludźmi mówiącymi całkiem dla siebie niezrozumiale jest możliwa. I takim celom służy między innymi obraz. Także ten, w którym wszystko się porusza. Podkreślę może jeszcze raz rzecz najistotniejszą – jeśli ktoś nie rozumie filmu i próbuje ciężar tego zrozumienia przenieść z przesłania i koncepcji dzieła na formę, ten oszukuje. Temu właśnie służą środowiska i szkoły dla rzekomych artystów, ludzi wpadających w pułapki lub szkolonych do tego, by paraliżować komunikację.

Na tym dziś zakończę, a jutro napiszę o sposobach budowania potęgi na przykładzie imperium Asyryjskiego. Bardzo ładny opis jest w tej książce Bibbi’ego, o której już wspominałem.

Zapraszam na www.prawygornyrog.pl

  Jedna odpowiedź do “Dlaczego nie podobał mi się film Tomka Gwincińskiego”

  1. Nie oglądałam tego filmu. Ale z całą resztą tekstu się zgadzam.

    Tyle ze człowiek jest tak skonstruowany ze wypada w te przegiecia emocjonalne.

    Sama nie wiem. ..

    Robić swoje, zawsze coś będzie udane.

    .

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.