Paź 202020
 

Zanim przejdę do meritum, chciałem jeszcze umieścić tu kilka linków, za którymi kryją się występy Tomasza Piątka, nagrane dla Krytyki Politycznej, pisma i środowiska, które dopiero niedawno przestało być finansowane przez państwo. A być może znowu jest….? Nie wiem. Nie mam zamiaru sprawdzać. W każdym razie oto przed Państwem człowiek, na którego minister Macierewicz naskarżył w prokuraturze, zamiast, co byłoby chyba efektywniejsze, nasłać nań straż miejską, za to, że źle parkuje.

https://www.youtube.com/watch?v=2F4CefiaaSk

https://www.youtube.com/watch?v=JeUtgMdEBzs

https://www.youtube.com/watch?v=OjgqdE4qRUM

Teraz do rzeczy. Pojawił się tu wczoraj link do książki dr Tymoteusza Pawłowskiego, zatytułowanej „Sowieci nie wchodzą”. Książka ta jest właśnie przykładem historii alternatywnej, czyli tak zwanego gdybania. Co by było gdyby sowieci nie weszli do Polski 17 września 1939 roku? Tego nie wiemy, ale dr Pawłowski wie i z chęcią nam o tym opowie. Każdy doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że budowanie gawęd z zakresu historii alternatywnej ma tyle samo sensu, co działalność Kopera i Janickiego, czyli zastanawianie się, kto z polityków dwudziestolecia miał najdłuższego, albo czyja żona miała wtedy największe cycki. Te sposoby opisywania przeszłości nazywane są w Polsce popularyzacją, a ja sądzę, że są one do tego jeszcze wynalazkiem lokalnym. Oglądając bowiem programy na kanałach popularyzujących wiedzę, także historyczną, nie spotkałem się nigdy z zastosowaniem tej metody. Przeciwnie, wszystkie umieszczane tam filmy, były jej zaprzeczeniem. Nie wiem więc dlaczego u nas musi być właśnie tak, jak piszą Koper i Janicki. Przypuszczam, że to jest metoda, w dodatku narzucona. Metoda, która degraduje nas jako czytelników, ale poprzez zaimplantowanie w grupie docelowej mniejszych, wrzaskliwszych grup, przy jej zastosowaniu powstaje wrażenie, że treści o dupie Maryni i huzarach, przynoszą efekt właściwy. To znaczy, jak sobie ktoś o tym poczyta, to sięgnie później po rzeczy poważniejsze. To znaczy po co? Po książki tego całego doktora Pawłowskiego rzecz jasna. Z kogo składają się te krzykliwe grupy? To są tak zwane ciotki rewolucji, czyli starsze z reguły osoby, które z jakichś przyczyn wzięły rozbrat z Kościołem, wykończyły już swoich mężów, a teraz się nudzą jak mopsy i szukają jakiegoś sensu w swoim życiu. Do nich adresują swoją prozę autorzy tacy, jak Koper i Janicki. Schemat jest prosty, całkiem jak w klasie ósmej szkoły podstawowej, dwie, trzy wariatki terroryzują resztę i ustalają, że na bal, kończący podstawówkę wszyscy mają się przebrać za muchomory. Tylko one dwie będą biedronkami, żeby je było lepiej widać. Pani wychowawczyni klaszcze, ze szczęścia, bo to znakomity pomysł, a gromada wkurzonych klasowych łobuzów idzie palić za wieżę ciśnień stojącą przy szkole, bo nie wie co zrobić. Przecież normalny człowiek nie może przebrać się za muchomora. To samo jest z rynkiem treści w Polsce. Nie można nic powiedzieć i nic napisać, bo system publikacji i polemik jest kontrolowany poprzez włączanie i wyłączanie emocji identycznych, jak te powstające w sercach młodzieży kończącej podstawówkę. Przy czym dupa i cycki są, wbrew pozorom pośrodku skali na tym potencjometrze. Na samym skraju jest historia alternatywna.

Historia alternatywna jest sprawą bardzo poważną, służy ona bowiem do tego, by odwrócić uwagę od kwestii istotnych, które rzekomo są znane. To nieprawda, jak wszyscy wiemy. Książka Stanisława Kijeńskiego, zatytułowana „Proces Eligiusza Niewiadomskiego” została wydana po raz pierwszy od roku 1923, właśnie w tym roku, w naszym wydawnictwie. I nikt wcześniej, żaden autor parający się historią alternatywną, nie wpadł na pomysł, by przy budowaniu swoich narracji z niej skorzystać. Wnoszę stąd, iż autorzy ci są, en masse durniami, albo cwaniakami pobierającymi gażę za udawania idiotów. Tymoteusz Pawłowski jest chyba tym pierwszym. Jego proza bowiem zasadza się na jednej tezie – gdyby sowieci nie weszli mogliśmy wygrać z Niemcami, przy założeniu, że Francuzi zaatakowali by Niemców od tyłu. Nie wiadomo co właściwie powiedzieć i jak się zachować wobec tych idiotyzmów i gościa z doktoratem, który je kolportuje. No, ale uważam, że jakoś trzeba odpowiedzieć na te brednie.

Tłumaczenie niczego nie da, a to z tego względu, że Pawłowski ma doktorat, może on więc rozmawiać i polemizować tylko z innymi doktorami, doktorami habilitowanymi i profesorami. Ci ostatni na szczęście się nudzą i czasem gadają z nami, to daje nam tutaj poważną przewagę nad Pawłowskim. Ten zaś, mniemam iż mimowolnie i przez przyrodzone ograniczenia intelektualne, próbuje zwrócić uwagę czytelnika na tak zwane szczegóły techniczne, które są bardzo ważne, ale zawsze lekceważone, na rzecz fatalizmu politycznego, z którym Pawłowski, również mimowolnie, jak przypuszczam, chce walczyć. I pisze, na przykład, że polska flota przed wojną była tak silna i rozbudowana, żeby stawić czoło nie Niemcom wcale, ale sowietom. Nie wiadomo co powiedzieć. Czy temu człowiekowi zdaje się, że jak sowieci by nas zaatakowali najpierw, to Niemcy nie zajęliby Pomorza, w chwili gdy tylko owa flota wypłynęłaby w morze, by tam stoczyć bitwę, nie wiadomo czy zwycięską, z flotą radziecką? Czy on myśli, że nie byłoby jakiegoś puczu w Gdańsku, że Niemcy nie wywołaliby zamieszek w polskich miastach, a sowieci nie ruszyli ławą na całej granicy? I nie potrzeba by było do tych akcji żadnych dodatkowych paktów. Tego Pawłowski nie opisuje, albowiem on wbił sobie do głowy, że będzie popularyzował wiedzę o przeszłości, mieszając ją z wiedzą o technice. I to jeszcze w tak dobrze znany nam ze szkoły podstawowej sposób – czy wiecie, że do zniszczenia radzieckiego pancernika wystarczą trzy torpedy? Tylko trzy! I każdy kto słuchał gawęd Pawłowskiego na przerwie, paląc za tą wieżą ciśnień, myślał sobie – o kurna, jaki on mądry, tylko trzy torpedy, dalibyśmy radę. Potem zaś gasił peta i szedł na matematykę, gdzie dostawał ndst., bo nie wyuczył się twierdzenia Talesa. Wyobraźnia jednak pracowała i budowała wizje, których niestety nie dało się przenieść ani na płótno, ani do kina, bo talentów nie starczyło. No, ale ileż frajdy może płynąć z czytania popularnonaukowych książek, szczególnie jeśli mamy do czynienia z historią alternatywną. Można się, dla przykładu, dowiedzieć, że w 1939 Francuzi nie zaatakowali Niemca, bo była zła pogoda. A jakby zaatakowali, a sowieci by jednak nie weszli, choć wcześniej mieli wejść, ale bez Niemców, bo na nich właśnie wyrychtowaliśmy tę flotę, to byśmy się normalnie utrzymali i nie byłoby holocaustu. Tak napisał Tymoteusz Pawłowski, że nie byłoby holocaustu, albowiem cała jego proza, całe te tomiszcza wypełnione wizyjnym idiotyzmem, służą zdaje się temu, byśmy jeszcze raz, odwrócili się od spraw ważnych i poważnych i skupili się na holocauście.

Proszę Państwa, napiszę teraz coś strasznego, ale w mojej ocenie prawdziwego. Tak zwana popularyzacja wiedzy, w wykonaniu opisanym wyżej, podobnie, jak przedwojenne wychowanie w gorącym patriotyzmie, służą tylko jednemu celowi – przygotowaniu wsadu do obozów koncentracyjnych. Wsadu, który będzie zhierarchizowany, posłuszny, gamoniowaty, ufający w przyszłość, bo przecież kiedy przyjdzie następna szansa, to wystarczą te trzy torpedy i pozamiatane…, a do tego jeszcze przepełniony poczuciem winy. I nie łudźcie się, że jest inaczej, a Tymoteusz Pawłowski to niegroźny idiota. On sam może rzeczywiście taki jest, ale z już z Pleskotem bym był ostrożniejszy jeśli idzie o oceny. No i z paroma innymi. Ta gromada kanciarzy czeka już tylko na to, aż wymrą resztki kadry, która choć wychowana za komuny, jeszcze coś tam kuma, i zostaną panami dusz, serc, rynku książki i programów telewizyjnych, gdzie będą dyskutować o tym, co jeszcze Polacy mogliby zrobić, by nie dopuścić do holocaustu i jak dziś powinni za ten holocaust odpokutować. I nic ponadto, żadna inna treść, nie będzie dostępna. Nastąpi wreszcie ostateczny triumf prawd łatwo przyswajalnych, dostępnych i zrozumiałych dla każdego. Czas ten nadejdzie niebawem. A jak kogoś nie będzie interesowała historia, zawsze będzie mógł przełączyć sobie kanał w obozowej świetlicy gdzie stoją monitory, na Krytykę Polityczną i posłuchać wierszy Tomasza Piątka.

  38 komentarzy do “Do czego służy historia alternatywna?”

  1. Rząd przygotował program na alternatywny sposób spędzenia czasu w niedzielę 1 listopada (Wszystkich Świętych):

     

    https://m.youtube.com/watch?v=Bu2HhX2SNEo

  2. Jak zwykle, za późno się pokapowałem, o co chodziło we wczorajszej notce.

    To co uprawia Tomasz Piątek to jest aretynizm (moje określenie, od osoby Pietra Aretino).

    Aretynizm jest to podawanie do wiadomości publicznej faktów o charakterze skandalu obyczajowego w celu uzyskania korzyści (pieniądze, respekt, kolejne zlecenia).

    Podawane wiadomości są na tyle bliskie prawdy, że zaatakowana osoba nie broni się, nie dementuje i nie idzie do sądu.

    Ja stosuję aretynizmy w postępowaniach sądowych. Jest to bardzo skuteczne narzędzie.

    No cóż, skoro się żyje w Europie, to trzeba znać tę… kulturę europejską.

  3. Historia alternatywna do dział s-f. Jako, że żywo zajmowałem się tym tematem swego czasu, zwracam uwagę na parę rzeczy. Podobnie, jak filmy, które puszczane były kiedyś w Kinie Nocnym i które zmuszony byłem oglądać przyczajony za łóżkiem rodziców – teraz lecą w południe przed obiadem; tak i to, co kiedyś było klasyfikowane jako fantastyka obecnie jest wrzucane do programów popularyzujących historię, astronomie czy genetykę.

    Myślę, że może chodzić jeszcze o coś takiego: istnienie historii alternatywnych udowadnia pośrednio (a przynajmniej sugeruje), że historia normalna – czyli prawdziwa jest nam doskonale znana. Wiemy już o niej wszystko, więc z nudów możemy sobie pogdybać.  To jest ważne: wiemy wszystko. Możemy sobie pogdybać, jeśli nam się chce, ale nie ma sensu szukać prawdziwej historii – przecież wiemy, co i jak. Podobnie jest, jak sądzę, z innymi dziedzinami nauki.

    Naturalny (chyba) u człowieka pęd do wiedzy jest zamieniany na pęd do… nie wiem, czego. Konie u Swifta mówią na to: „rzecz, która nie jest”.

  4. co by pisać o faktach, trzeba siedzieć w bibliotekach , archiwach zbierać analizować, porównywać i po wielu trudach napisać ksiażkę artykuł…. . Do gawędy o historii alternatywnej wystarczy tylko dobry gawędziarz. Trzeba sie zdecydowac czy się chce być historykiem czy publicystą, komentatorem czy politykiem. Naukowcem czy gawędziarzem.

  5. No właśnie to jest złudzenie. Pawłowski siedzi w bibliotece, czyta o tych torpedach, burzach nad Francją i innych duperelach. Potem zaś buduje swoje wizje. Od samego siedzenia w bibliotekach nic się nie polepszy

  6. Dokładnie, tak – prawdziwe okoliczności zamachu na Narutowicza nie, bo już wszystko ustalone, ale alternatywy dla września 1939 tak. A żaden z tych mędrców nie potrafi odpowiedzieć co się stało z oryginałem dokumentu podpisanego przez Ribbentropa i Mołotowa, bo jest tylko kopia. To są rzeczy mało interesujące dla popularyzatorów

  7. Co by się stało, gdyby Bierut, Cyrankiewicz, Gomułka, Żymierski i Minc pozwolili na uroczyste poświęcenie kamienia węgielnego pod przyszłą Państwową Komisję Planowania Gospodarczego?

    Historia bezalternatywna

  8. Byleby odcisków palców nie zostawiać.

  9. Ciekawe, jak by Pan sobie poradził w XVI-wiecznej Florencji?…

  10. Panu by zaaplikowali kwarantannę i w razie jej złamania  30 florenów kary ☺

  11. Koper i Janicki to piszą dla  LGBT ☺

  12. „A jak kogoś nie będzie interesowała historia, zawsze będzie mógł przełączyć sobie kanał w obozowej świetlicy gdzie stoją monitory, na Krytykę Polityczną i posłuchać wierszy Tomasza Piątka.”

    Oferta dla tej grupy (do której i ja się zaliczam) jest na szczęście znacznie bogatsza i jej celem jest według wyższych, ukierunkowanych społecznie sfer akademickich „pobudzenie do myślenia”. Bo ludzie, jak wiadomo, nie myślą lub myślą nieprawidłowo i trzeba temu jakoś zaradzić. W akcję pobudzającą włączają się aktywnie uczelniane wydawnictwa. Żeby nie być gołosłownym, wklejam fragment dzisiejszego maila, skierowanego do pracowników i studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego.

     
    Szanowni Państwo,
    1 października zainaugurowaliśmy kolejny, 657 rok akademicki. Nowemu
    Rektorowi, Jego Magnificencji prof. dr. hab. Jackowi Popielowi i całej
    społeczności uniwersyteckiej życzymy, by mimo wyjątkowej sytuacji rok
    ten był pomyślny i obfitował w sukcesy. Serdecznie witamy w naszym
    gronie również studentów pierwszych lat studiów.
    „Jesienią pobudzamy do myślenia” to motto Wydawnictwa UJ na nadchodzące
    miesiące. Staramy się, by nasze książki docierały do czytelników
    dociekliwych, zainteresowanych światem i były dla nich impulsem do
    refleksji. Wśród ostatnio wydanych tytułów znalazły się między innymi
    prace:
    „Doświadczenie postpamięci w teatrze” Marty Bryś,
    „Pochwała wolności” Jana Hartmana,
    „Somatyka miejskich dyscyplin performatywnych. Skateboarding.
    Freerunning. Parkour” Jakuba Petriego,
    „Słowny ludowy folklor dziecięcy” Barbary Żebrowskiej-Mazur.

    Normal
    0

    21

    false
    false
    false

    PL
    X-NONE
    X-NONE

    /* Style Definitions */
    table.MsoNormalTable
    {mso-style-name:Standardowy;
    mso-tstyle-rowband-size:0;
    mso-tstyle-colband-size:0;
    mso-style-noshow:yes;
    mso-style-priority:99;
    mso-style-parent:””;
    mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
    mso-para-margin-top:0cm;
    mso-para-margin-right:0cm;
    mso-para-margin-bottom:10.0pt;
    mso-para-margin-left:0cm;
    line-height:115%;
    mso-pagination:widow-orphan;
    font-size:11.0pt;
    font-family:”Calibri”,”sans-serif”;
    mso-ascii-font-family:Calibri;
    mso-ascii-theme-font:minor-latin;
    mso-hansi-font-family:Calibri;
    mso-hansi-theme-font:minor-latin;
    mso-fareast-language:EN-US;}

    Nie wiem jak Państwo, ale ja doznałem wspomnianego pobudzenia już po przeczytaniu tytułów tych prac. A wysłany przez wydawnictwo „impuls do refleksji” o mało mnie nie powalił z nóg.

  13. Dzień dobry. Niewątpliwie historia alternatywna służy do ukrycia prawdy, jak wiele innych projektów. Produkuje się tego masy, a to co wczoraj było s-f jutro będzie tekstem źródłowym…

  14. Udaje się ta paplania dlatego, że wszyscy zostali zarażeni chorobą, która nie pozwala przyjąć i zaakceptować prawdy i karze szanować twierdzenia przeciwne. My się tym ekscytujemy, bo przecież jemu wolno, bo takie ma poglądy.

    Polska w 39 r. prowadziła złą politykę, a które z europejskich państw zamieszanych w wojnę prowadziły dobrą ? Przegrali wszyscy.

    A holokaust, był zanim się wydarzył. Są w sieci takie prezentacje artykułów z gazet amerykańskich już z początku XX w. , które piszą  o sześciu milionach i zbierają datki na pomoc ofiarom.

    Widzimy gościa z dymiącą spluwą, ale nie. Nie wiadomo, historycy muszą zbadać, nie ma nic na ten temat w żadnych archiwach.

  15. Cudzoziemiec w dziwnym ubraniu, nie znający narzecza toskańskiego, zwróciłby  uwagę straży miejskiej. Coryllus musiałby szybko udowodnić halabardnikom, że jest wart czegoś więcej, niż wrzucenia do rzeki Arno.

    Uważam, że to jest dobry pomysł na komiks łotrzykowski z udziałem postaci Autora – do narysowania przez Tomasza Bereźnickiego.

  16. „…Bo ludzie, jak wiadomo, nie myślą lub myślą nieprawidłowo i trzeba temu jakoś zaradzić”

    Jakie to jest myślenie prawidłowe?

    I jak temu zaradzić?

    Nie szydzę, pytam serio.

  17. Wymienione tytuły mają tę zaletę, że nie trzeba wcale ich drukować. Wystarczy napisać, że one istnieją i można popijać dalej. I tak nikt się o nie nie upomni, ani przy zdrowych zmysłach, ani przy chorych zmysłach.

  18. a mnie się wydaje, że te tytuły ostatnio wydanych na UJ-ocie prac, to jakiś bełkot, odstręczający od zakupienia i przeczytanie.

     

    A co słychać u świnek morskich Hartmana? Jakieś plotki w temacie z uniwersyteckiego korytarza…

  19. Dobrze, że moja ciocia nie żyje i nie musi dostawać takich maili.

    Nawiązując do dzisiejszej notki i komentarzy, przyszło mi na myśl, że nauką (historia) i sztuką zarządza się przy pomocy narzędzi prostych i ciężkich, jak kilof.

    Wytwórnie filmowe w Stanach Zj. zarobiły miliardy dolarów kreując jednoznaczne postacie filmowe: komiczne, supermężczyzny, superkobiety, walczące po stronie dobra albo zła.

    I co się dzieje dalej?

    Otóż ktoś zarządził odgórnie, że w kinie europejskim i polskim postacie mają być niejednoznaczne – zły ksiądz, zły policjant, geje, lesbijki, zakonnice porzucające habit itp.

    Skutek tego prostego polecenia jest taki, że tego (kina) nie da się oglądać i nie da się sprzedać. Kino polskie i europejskie jest ciągle na minusie i musi być dotowane, bo postacie są niejednoznaczne.

    Na poważnie i całkiem jednoznacznie jest traktowany tylko jeden temat w polskim filmie: dobry żyd i zły Polak i to się natychmiast eksportuje, gdzie się da, nawet z dopłatą.

    Prawdę historyczną czy prawdę w ogóle można najłatwiej ukryć produkując bajki, legendy, SF.

    Dlatego u mnie w domu bajki są na indeksie. Niech dziecko bierze do ręki np. encyklopedię wojskową.

  20. Historia alternatywna leczy kompleksy

  21. „Przyjaźń jest wtedy, gdy dwie osoby mają jednakowo zryte banie”, ale my się tutaj nie przyjaźnimy, tylko trenujemy, żeby sobie radzić w prawdziwym życiu, jak Stanisław Jankowski z”fałszywym Ausweisem w prawdziwej Warszawie”.

    Dobry dialog, riposta jest wtedy, gdy interlokutor jest zmuszony wyjść za chałupę i zapalić ekstra mocnego, więc nie się o co obrażać.

  22. Niestety, nie mam żadnych informacji na ten temat. Jestem głuchy na plotki, szczególnie te rozpowszechniane w uniwersyteckich korytarzach. Poza tym kręcę się po zupełnie innych korytarzach. Zresztą myślę, że gołe fakty dotyczące działalności tego pana przebijają najbardziej fantastyczne ploty na jego temat.

  23. W tym fragmencie starałem się odtworzyć sposób rozumowania tych, którzy doszli do wniosku, że ludzi trzeba pobudzić do myślenia wymienionym zestawem publikacji. Osobiście nie widzę ani potrzeby pobudzania ludzi w tym kierunku, ani ustalania, jakie myślenie jest prawidłowe, a jakie nie. Cytując klasyka, nie jestem aż tak głupi, żeby cokolwiek na ten temat sądzić. Albo i nie sądzić.

  24. Myślę, że to jest okazja do tego, aby znaleźć kogoś, kto odpowie do wszystkich z zapytaniem, kto wydał rozkaz, żeby promować akurat te pozycje?

  25. Uważam, że ludzkość szybciej znajdzie życie poza Ziemią niż tego kogoś na UJ.

  26. Jak to co się stało – zjadły skoczogonki na deser.

  27. Raczej ujawnia te kompleksy.

  28. Czemu? Dodałem kolejny aspekt do wyliczanki.

  29. Ponieważ historia alternatywna niczego nie leczy. Raczej ujawnia, jak wspomniał Peiper; albo i nawet tworzy kompleksy. Sama jej nazwa: historia alternatywna – jest sprzeczna. Prawda nie ma alternatywy. Historyk powinien szukać prawdy, a nie prowadzić kursy z bajdurzeń. Gdyby moja babcia miała wąsy, to by była zapewne hitlerem.

  30. Oj…. użyłem słowa „leczy” bardziej w znaczeniu, że jest wyrazem kompleksów.  Nie napisałem: jet ok bo leczy kompleksy. Sam fakt że ktoś ma kompleksy nie świadczy dobrze.

    Chyba dlatego coryllus się przyczepił że nic nie rozumiem bo tak to odebrał, a też Czarny i Peiper. Pisałem w komentarzu parę dni temu, że na tym blogu można się poczuć jak w ruskim żarcie:

    Z ZSRR uciekały zające. Pytają: czemu uciekacie? A one: bo u nas kastrują wielbłądy. Ale wy zające a nie wielbłądy. Na co one: e tam, wezmą cię na przesłuchanie, zanim się wytłumaczysz to już po jajach.

  31. ładnie Pan to ujął, że ploty nie dorównują faktom . Cudne .

    Przy niektórych osobowościach nie można się nudzić.

  32. Alternatywna historia to taki rodzaj masturbacji. Przyjemna, ale bezpłodna.

    Problem w tym, że często historie takie jak z Eligiuszem N. są traktowane jako historia alternatywna. bo nie zgadzają się z linią oficjalnej hagady.

  33. Historie alternatywne, pomijając przypadki fantazjowania nudzących się nastolatków, zawsze służą ukrywaniu prawdy.

    To przez nie ludzie nie dowiedzą się o spisku jaszczurów dowodzonych prze Putina i Trumpa, tajnej bazie gadów na Antarktydzie i stanowisku dowodzenia w kopcu Kraka.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.