Sie 202015
 

W zasadzie jest już po wakacjach, trochę jeździliśmy, mało siedzieliśmy w domu i mam przez to spore zaległości jeśli idzie o pisanie. No, ale jakoś to nadrobimy. W czasie wakacji jak wiadomo zwiedza się zabytki i choć nie wszyscy to lubią i nie wszyscy zwiedzają, to w głowach naszych głęboko siedzi przekonanie, że jednak trzeba. Nawet jak kogoś bardzo wykręca, jak go od tych zabytków odrzuca, to powinien jakiś obejrzeć choć raz na trzy lata. Ze mną na przykład jest tak, że muzea i ruiny wywołują bardzo gwałtowne reakcje w moim organizmie, od razu zaczynam ziewać, ręka sama sięga po portfel i chwyta go kurczowo, a potem nie można jej oderwać, nogi zaczynają iść w drugą stronę, bywa, że rodzina wprost ciągnie mnie ku tym obiektom świeckich kultów i każe uczestniczyć w celebrze zwanej zwiedzaniem. No dobra, trochę przesadzam, ale tylko trochę. W tym roku bowiem zaliczyłem kilka ważnych obiektów, których wcześniej nie wiedziałem, byłem na przykład w Pszczynie. I każdemu to miejsce polecam z czystym sumieniem. Pałac jest oczywiście najgorszy, bo zwiedzanie pałaców zawsze wywołuje przygnębienie. Chodzimy po cudzych pokojach, a dziwnie ubrani ludzie pilnują, żebyśmy czegoś nie ukradli, albo nie dotknęli. Nazywane to jest nie wiedzieć czemu edukacją, choć nie ma z nią nic wspólnego. Nikt bowiem nie mówi nic, podczas tego zwiedzania, nie ma przewodników, nie rozpoznajemy więc żadnych kontekstów, w których występowały oglądane przedmioty. Ktoś powie, że to dobrze, że nie ma tych przewodników, wszyscy bowiem wiemy jak straszne idiotyzmy potrafią opowiadać ci ludzie, no ale może nie należy ich tak całkiem skreślać, może trzeba postawić – tak, tak – na edukację kadry. Taką wiecie prawdziwą, a nie kokieteryjną.
W każdym razie Pszczyna świetna, miasteczko ładne, park także, pałac robi olbrzymie wrażenie, szczególnie sala lustrzana. W kiosku zaś można kupić książki o najważniejsze agentce brytyjskiej z czasów przed I wojną czyli o księżnej Daisy. Na rynku, jest nawet jej pomnik w formie ławeczki. Oczywiście pretensjonalny i okropny.
Najciekawiej jednak było na jurze. To jest kurcze prawdziwy dramat ta jura. Zresztą nie tylko ona, bo wczoraj wróciłem z Podkarpacia i przejeżdżałem przez Krosno, a nieopodal jest przecież zamek Odrzykoń. Chodzi mi o te zamki, o te zakonserwowane ruiny, zadekretowaną nicość nad którą nikt nie panuje. Jaka to jest smutna historia. Jedyny jasny punkt w tym paśmie nieszczęścia to Bobolice, które zostały odbudowane. Odbyło się to z wielkim nakładem kosztów, korowodów i wśród przepychanek, ale efekt jest. W Bobolicach uwypukla się też sens istnienia zabytków. Jest nim rozrywka, bynajmniej nie wyszukana, ale prosta. Jeśli mamy nakręconą koniunkturę na przeszłość, jeśli sprzedajemy gadżety związane z przeszłością i takież treści stylizowane na różne sposoby, to na litość, róbmy to w sposób konkretny, taki, żeby można było widzieć efekt. Tak robią na całym świecie. U nas jednak, a wiem, bo się ze swoich niepokojów zwierzyłem osobie w sprawach konserwatorskich zanurzonej, takie postępowanie jest oceniane nagannie. Nie wolno odbudowywać zamków, nie wolno w czasie tej odbudowy prowadzić prac wykopaliskowych, nie wolno budować bazy noclegowej z prawdziwego zdarzenia, bo się to nie godzi z tą całą doktryną, która chroni substancję zabytkową, rozpadającą się od kilku stuleci. Taka doktryna obowiązuje w Polsce i to jest, uważam obłęd. Chodzi bowiem z grubsza o to, by promować przeszłość, edukować te dzieci, ale czynić to za pomocą całego tabunu pośredników wykształconych w jakichś hermetycznych specjalizacjach. Pośredników, którzy są źle opłacani, a przez to ich zainteresowania przeszłością mają charakter obsesji bardziej niż zaciekawienia. Przez te marne gaże są oni nastawieni wrogo do ludzi, którzy przyłażą na ich teren i zadają jakieś pytania, na przykład: a dlaczego nie można odbudować zamku w Ogrodzieńcu? Takie kwestie wywołują w niektórych ludziach wprost szał. Nie mówię, że w lokalsach, bo oni by te zamki odbudowali w try miga, ale centrala nie może na to pozwolić, bo okaże się wtedy, że byt centrali jest zagrożony. Po cóż bowiem będą ci wszyscy urzędnicy strzegący czystości doktryny i swoich stołków, jeśli okaże się, że można o czymś zdecydować na szczeblu lokalnym i znaleźć jeszcze na to fundusze.
No, ale wracajmy do Bobolic, one są drogie, ale okolica jest piękna i zamek wygląda w tym lesie wprost fantastycznie. I teraz wyobraźmy sobie, że wszystkie zamki na jurze są odbudowane. Że można iść piechotą od jednego do drugiego i nocować na kempingach, a jeśli ktoś ma forsę to w hotelach, że cała ta prowizorka handlowo- rozrywkowa, która jest tam teraz znika i nie kontrastuje już w tak szalony sposób z ruiną, a na jej miejsce pojawia się coś co tworzy zwartą całość podporządkowaną zyskom. Nie estetyce, ale zyskom. Możecie się do woli oburzać, podobnie jak ludzie, którzy wolą, żeby wszystkie zamki w Polsce się rozpadły, zgniły i poszły w zapomnienie. Ja uważam, że jeśli już zarabiać na przeszłości to z rozmachem. Nie za pomocą sztukowania. Konserwatorzy wojewódzcy i ten ich centralny guru nie mają dziś wpływu na to co się będzie działo pod zamkami. Nie zatrzymają tego zalewu tandety, która zmienia całkiem charakter okolicy, daje ludziom zarobić, wywołuje wrażenie bardzo przygnębiające. Jestem więc za tym, by odbudować wszystkie zamki w Polsce. Francuzi odbudowali swoją przeszłość w XIX wieku i teraz mogą na niej zarabiać. U nas w imię nie wiadomo właściwie czego, bo przecież i tak nie prowadzi się żadnych prac badawczych w tych ruinach, nie można tego ruszyć. Nie można i już, bo doktryna konserwatorska zabrania. Myślę, że doktrynę można zmienić jak się chce, ale tu nie ma takiej woli, a skoro nie ma trzeba zapytać, czy komuś nie zależy na tym, by Polska wyglądała jak śmietnik? Czy czasem konserwatorzy, którzy i tak są bohaterami różnych przekrętów nie pilnują tu czyichś interesów. Czy nie reprezentują jakiejś obcej doktryny? We Francji można zburzyć średniowieczny kościół, a w Polsce nie można odbudować XVI wiecznego zamku. To jest prawdziwy i nie udawany obłęd. Większość zabytków francuskich jest zrekonstruowana, nie wiem jak jest we Włoszech, ale przypuszczam, że podobnie, bo zyski z turystyki to jest jednak poważna sprawa. U nas zaś mamy smutny krajobraz, którego głównymi bohaterami są hot dog oraz zrujnowana baszta, pod którą jest on sprzedawany. No i różne upiorne stylizacje rodem z Wiedźmina i Hobbita wykonywane z dykty i papier mache. Trzeba to zmienić, trzeba tych oszustów konserwatorów wyrzucić na zbity łeb, zaraz za nimi niech polecą historycy sztuki. Odbudujmy polskie zamki, to jest dobre zadanie na najbliższe lata, po czymś takim nic już nie będzie takie samo, a ludzie, którzy mieszkają w okolicy tych zamków będą mogli zarabiać tak jak dzisiaj, może nie na śmierdzących starym olejem straganach, ale będą mogli z pewnością.

Zapraszam na stronę www.coryllus.pl do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy w Warszawie, do księgarni Tarabuk przy Browanej 6 i przypominam, że 4 września w Piastowie, w tamtejszym domu kultury, odbędzie się mój wieczór autorski, początek o 17.00. Zostawiam Wam jeszcze nagranie z Zielonej Góry i z Bielska Białej.

  42 komentarze do “Doktryna…konserwatorska”

  1. Klimat sie zmienia na śródziemnomorski to i doktryna konserwatorska może 😉

  2. ale wiesz … tak myślał Estreicher …odbudowując Collegium Maius :)))) Tzn … poniważ był to wyrabowany budynek , to go odtworzył ….Postarzył mury smarując krwią krowią…stolarzowi kazał robić schody z sali jadalnej na górę takie żeby skrzypiały jak stare …itd …pozwoził meble z innych miejsc …

    to jest zresztą fajne miejsce …. gdyby nie inne wątpliwości co do jego twórcy ….

    ..;)

  3. No, ale ja mówię o kompletnych ruinach, co z nimi zrobić. Zresztą w czym Szyszko-Bohusz jest lepszy od Estreichera?

  4. Aha, w tych Bobolicach, dzięki inwestrowi można było przynajmniej wykopaliska przeprowadzić.

  5. Coś na temat fałszywych doktryn…i genezie satanizmu, kabalizmu, sabateizmu, frankizmu, materializmu historycznego, marksizmu, new age i innych temu podobnych izmów…niestety tylko o angielsku…doskonały wywiad z David Livingston…to jest taka bardzo skrótowa time line….nie obejmuje oczywiscie zagadnień ekonomicznych a tylko nadbudowę ideologiczną….

    http://www.gnosticmedia.com/RBN_035

  6. pokazuję jak się dobre i złe pomysły mieszają ze sobą….

    pamiętam , jako dziecko chodziłam po Ogrodzieńcu … i trochę po okolicy … wróciłam z wycieczki okropnie przygnębiona … potem ,po latach zawiozłam tam zagranicznych gości … już było trochę odnowione … i już lepiej … nie wiem , co tam jest dzisiaj ?

    nikt nie jest dobry , czy zły …. w 100 % ….nie można potępiać w czambuł …. i nie dobrze chwalić pod niebiosa … póki piłka w grze ….

  7. jest , rozumiany przez nas przecież zamysł ….aby to co nowe błyszczało się… tandetnie … ale błyszczało i wabiło …a nasza przeszłośc – ma być w ruinie … tak to mają widzieć dzieci … i dorośli zresztą tez..

  8. mówisz w nagraniu o pracy ks. Guza …… że róznie odbierana ….

    no bo on rozumie …rozumie tez bp Dzięga np ….a ludzie nie rozumieją….po długotrwałej obróbce skrawaniem , której ich poddano ….

  9. Robiłem kiedyś takie schody by skrzypiały. Drugi, trzeci i czwarty stopień. Ale tam chodziło o córkę inwrstora.

  10. Wg doktryny konserwatorskiej. Nawet jakby ktoś chciał odbudować – to nie można budować wg kanonów historycznych – Można dodawać tylko współczesną architekturę najchętniej modernizm (Aby nie fałszować historii, i aby w przyszłości, ludzie od razu widzieli co stare a co dobudowane).
    Więc alternatywy są takie – smietnik bądź puder

  11. Pan Maciejewski: „We Francji można zburzyć średniowieczny kościół, a w Polsce nie można odbudować XVI wiecznego zamku. To jest prawdziwy i nie udawany obłęd”

    Rozumiem, że obłęd we Francji również? Bo te katedry francuskie nie są burzone na niby, nikt nie udaje, że je burzy.

  12. Postulat odbudowy wszystkich zamków jest jak najbardziej słuszny i może być dobrym probierzem intencji instytucji oraz osób odpowiedzialnych z urzędu za tzw. dziedzictwo narodowe.

  13. Niedaleko Bobolic jest Mirów.Mirów stoi częściowo a Bobolice były zburzone do fundamentów.Stąd facet który chciał te Bobolice odbudować dostał pozwolenie .Chyba nikt z tych którzy dbali o to żeby cokolwiek zostało odbudowane nie wierzył w to że można to zrobić .A kiedy inwestor odbudował zamek i zaczął on żyć swoim życiem to ci w urzędach dostali szału i nagle zabronili robić cokolwiek w Mirowie.Pewnie dlatego że tam odbudowanie byłoby łatwiejsze i zamek bardziej okazały od Bobolic.Cała okolica żyje już wokół tego bo większość chce tam robić wesela ,chrzciny,komunie i stypy.Oprócz takich imprez wyrosły bractwa rycerskie studiujące przeszłość ,organizujące festyny zjazdy i imprezy na które zjeżdżają tysiące ludzi .Czyli miejscowości zaczynają integrować nie tylko lokalne społeczności .Komuś to przeszkadza .Komuś to bardzo przeszkadza.A tak na koniec .,,Ruina to pomnik wystawiony najeżdżcy .,,.Nie wiem kto to powiedział ale miał rację.

  14. Miałem podobną refleksję swego czasu i nie tylko ja. Spotkałem się z propozycją zmiany nazwy urzędu na „konserwator ruin”, bo jego rola to zakonserwowanie ruin w obecnym stanie.

    Przykładem jak to robią gdzie indziej jest np zamek w Almodovar del Rio w Andaluzji podniesiony z ruin na początku XXw a obecnie (moim zdaniem) jeden z ciekawszych zabytków w tym regionie: http://castillodealmodovar.com/en/el-castillo/historia/

  15. Jeśli właścicielem czegoś jest państwo,to to pozostaje w ruinie:zamki,opieka medyczna,szkolnictwo itp. itd.

  16. Na marginesie, pomiedzy Ogrodziencem a Mirowem sa wzgorza w ktorych sa systemy jaskiniowe rozciagajace sie na ponad 1km.
    Dla turystow udostepnione jest jedynie 200m.
    Co interesujace gory te nazywaja sie wzgorzami Zborowskimi,ktore ponoc kiedys nalezaly do rodu Zborowskich.
    Intrygujacy jest rowniez fakt, ze podczas wojny wlasnie w tym miejscu miala miejsce potyczka partyzantow z Niemcami.

  17. Byłem ostatnio w odbudowywanym zamku w Tropsztynie. Na stronie Fundacji odbudowującej zamek znalazłem takie zdanie: „dla naukowca ważniejszy jest odcisk po ostatnim ukradzionym kamieniu, niż cała odbudowa”. Reszta pod adresem: http://www.polinar.pl/tropsztyn/

  18. Osobiscie polecam odwiedzic Guinessa w Dublinie:

    http://www.guinness-storehouse.com/en/Index.aspx

    Baby mozna wyslac na miasto a samemu pozwiedzac cos interesujacego. W srodku duzo piwa sie leje mozna zostac mistrzem nalewania guinessa i dostac na to certyfikat……
    a na samej gorze sala widokowa 360 i najswierzszy guiness za darmo…..

    Jak dla mnie to bardziej ciekawe niz jakies zatechle zamki.

    A jak jestem w Lublinie to lece po Perle a baby na targ wysylam…..

    http://perla.pl/browar-perla/historia-browaru/

    Pozdrawiam

  19. Naukowcy humaniści to durnie albo agenci. Nie ma trzeciego wyjścia.

  20. To ja, z powodu upalow, porobie za wentylator:
    szszszszszszszszszszszszszsszsz… .

    Zielonej Gory (technicznie) nie da sie odsluchac!

  21. Karta Ateńska, Carta del Restauro, Karta Wenecka…

    I wszystko w temacie.
    Życzę miłego popołudnia.
    -w.

  22. ?
    bylbym za, ale, niestety, ‚kupilbym se wies a euro gdzies’

    a dla urzedasow-konserwatorow, wpisalbym te nowe-stare wszystko na liste zabytkow jakiejs tam klasy pod ochrona, razem z parkami wodnymi, oraz stadionami narodowymi i oczywiscie ten smieszny palac stalina w wawie

  23. Ci konserwatorzy, którzy próbują zrobić coś co będzie przypominać o Kościole Katolickim w Polsce
    są zwalniani np. przez wojewodę. Właśnie tak u nas jest.

    Umiejętność rekonstruowania nie jest mile widziana, ważna jest „umiejętność wydawania opinii”, tak jak np. w sprawie pergaminów, które zamieniają się w żel i przesiąkają przez dębowe deseczki.

  24. zasrane „demokratyczne panstwo prawa”. Na wszystko trzeba miec zgode i papier od jakiegos durnia na budzetowym etacie.

  25. Tu się ujawnia doktryna. W Polsce prędzej się odbudowuje wychodek cadyka z Wąchocka czy jaki sztetl niż zamek piastowski. Piastowski – podkreślam.

    Byłem w Janowcu:

    – placki ziemniaczane z sosem grzybowym albo chleb ze smalcem i ogórkiem – do wyboru.

    – ruiny zakonserwowane jak należy

    – największą atrakcją miejsce, gdzie król piechotą chodzi, po prostu dziura w murze obronnym, która przed wiekami witała radośnie ostatnie stadium wydalania.

    To wyraz doktryny, banajmniej nie polskiej.

  26. Ciekawe co prawdziwi Kaszubi myślą o „Krainie Stolemów”, którą to ostatnio nazywa się okolice jeziora Żarnowieckiego. Są na ten projekt wydane olbrzymie środki z unii, jakieś bunkry z kamienia ustawione nad jeziorem, tuż obok kaszubskiego skansenu w Nadolu.
    Niedaleko stoi odrestaurowany zamek w Krokowej, który zbudował dawno temu pan von Krockow, który przeszedł na kalwinizm po wycieczce do Francji. Po powrocie odebrał katolikom kościół, a kazał im jeździć w niedzielę na mszę św. do Żarnowca, tak ze 20 km. Ten kościół w Krokowej pw. św. Katarzyny Aleksandryjskiej od roku 1572 aż do 1946 należał do protestantów.
    W odbudowanym zamku w Krokowej roi się od turystów. Nie ma tam jednak ani słowa o tym co von Krockow odebrał katolikom …Tylko za drzwiami kościoła jest wyblakła kartka z tą informacją.

  27. 50% naukowców humanistów to leniwce intelektualne, 30% to prawdziwi debile a reszta to agentura

  28. Skąd te dane liczbowe?

  29. A czy wspomina się o tym, że Albrecht von Krockow (w okresie międzywojennym nosił nazwisko Krokowski) był od 1940 roku członkiem SS?

  30. Też nie. O tym dowiedzieć się można z internetu.
    Tuż obok Krokowej są piaśnickie lasy, a tam….Pewnie wie Pan co kryją te lasy. Ja dopiero po trzech latach cokolwiek zrozumiałam, bo o Piaśnicy koło Wejherowa nie słyszy się. Ale z rodziną jeździmy tam na groby Polaków.

  31. Dziś w kościele katolickim wspomnienie Św. Bernarda z Clairveaux

  32. A może do problemu odbudowy zabytków w Polsce podejść inaczej tzn. geograficznie – przeanalizować co się działo z zabytkami na terenie ZSRR i co się dzieje w Rosji obecnej. Może zastosowana tam strategia ostatecznego rozstrzygnięcia kwestii zabytków ma mieć zastosowanie na terenie Polski tylko w tzw. zwolnionym tempie, albo z przesunięciem czasowym.
    Rosyjskie zabytki zdaje się zniszczały w ramach walki klas, albo zostały przejęte na rzecz ludu pracującego miast i wsi i już zdaje się prawie nie istnieją…..i na terenie Polski po 1944 roku zdaje się miało było tak samo, miały one zniszczeć.
    Transformacja trochę zmieniła zasady obchodzenia się z polskimi zabytkami tzn niektóre można było przechwycić i wyremontować a reszta …… ?
    Nie wiemy co w tym temacie zadecydował tencozadecydowałorewolucjibolszewickiej i o przypięciu nas po II WŚ aż na 45 lat do skutków tej rewolucji.
    Pasuje do tego obrazu obserwowany w Polsce trend braku dbałości o jeszcze istniejące zabytki

  33. wychodki cadyka sa, niestety, jedynym realizowanym rzadowym priorytetem
    a dla tubylcow zostaja konkursy architektoniczne I robienie piany w kolorze teczy

  34. A co do Piaśnicy to horror. Mówiono mi że zabijano tam całymi rodzinami Polaków przywiezionych z Niemiec. Przy odkopywaniu grobów zbiorowych okazało się, że Niemcy do odstrzału ustawiali ofiary rodzinami i strzelali tylko do dorosłych. Dzieci trzymane przez rodziców za rękę wpadały do dołów śmierci żywe. W ciałach dzieci nie było śladu nabojów. Dzieci starały się wygramolić z tego stosu trupów i ponownie były wtrącane do dołu, dzieci umarły przez uduszenie pod zwałką trupów i piachu – taką sytuację odtworzono obserwując układ i stan ciał dzieci i dorosłych po odkopaniu jakieś części grobów w Piaśnicy.

  35. Polska i Polacy (ludność tubylcza, jak uściślają) mają nie istnieć jako naród wolny i niezawisłe państwo. Jakiś czas będzie utrzymywana atrapa państwa z rynkiem zbytu, a ludność będzie tanią siłą roboczą. Później i to nie będzie potrzebne, bo ludność tubylcza bez sprzeciwu odda to, co pozostanie.

  36. Jeśli idzie o to co wolno robić, a czego nie wolno, świat nasz odwołuje się doktryn wszelakich, zasłaniając kluczowe dla nas kwestie parawanem teoretycznych przesłanek, przekonując nas usilnie do tego, do czego początkowo nie byliśmy wcale przekonani. I tak w przypadku zabytków nieruchomych „wypracowano” doktrynę konserwatorską, której bodajże najbardziej zaawansowane teoretycznie oblicze ma dziś Krakowska szkoła konserwatorska ze swą własną krakowską doktryną. W Krakowie ogniskują się wszystkie współczesne problemy związane z utrzymaniem substancji zabytkowej, bo jak chyba nigdzie w Polsce jest ona najlepiej zachowana i najliczniejsza. Tradycja sporów, co zrobić, żeby było najlepiej, jest też w Krakowie najdłuższa. W czasach, gdy na zachodzie Viollet-le-Duc odbudowuje Carcassonne i wszystko co się da we Francji, Niemczech, u nas wyburza się mury Krakowskie, pozostawiając na szczęście Barbakan i ich fragment. W czasie gdy zachód Europy się rekonstruował, wedle wskazań Viollet-le-Duc-a, nas zaborcy dewastowali. Co prawda idea konserwacji również przenikała do na nasze ziemie, ale nie przybrała nigdy takiej siły jak tam – z błahego, nie błahego powodu ekonomii i polityki. Tak czy siak udało się coś zrobić za sprawą pożaru roku 1850, który strawił kilka kwartałów krakowskich. W tym ruchu odbudowano kościoły Franciszkanów i Dominikanów, usuwając przy okazji kilka niepotrzebnych. Wybitny wkład w to dzieło miał sam Wyspiański, który wykonał projekt dla kościoła Franciszkanów, a później zaangażował się w wielkoformatowe dzieło budowy Panteonu Narodowego na Wzgórzu Wawelskim, które zostało przekształcone przez Austriaków w koszary, z placem do musztry na miejscu wyburzonych średniowiecznych kościołów. Niestety idea odbudowy i budowy nie została zrealizowana, ograniczając się do międzywojennych badań i rekonstrukcji, z których i tak jesteśmy dumni. Po kartach Ateńskiej i Weneckiej w pewien sposób narzucono nam spojrzenie, będące na rękę naszym sąsiadom, którzy z jednej strony mają w nadmiarze zabytków kultury dawnej, z drugiej liche jedynie, by niczego nie ruszać, ograniczając się jedynie do bieżącej konserwacji substancji historycznej, lub pozwolić się jej „naturalnie” degradować. Wszystko w imię autentyczności!
    Środowisko architektoniczne, które od zawsze stało i kierowało odbudowami (Jan Zachwatowicz), zostało zepchnięte do defensywy i podporządkowuje się zabiurkowym historykom sztuk wszelakich, legalizując ich destrukcyjne wizje.
    Wedle najnowszej wersji tejże doktryny, można ingerować w obiekt historyczny, zaznaczając w sposób jednoznaczny, co jest tkanką autentyczną, a co kreacją współczesną. Efektem tych działań są żelbetowe wstawki lub szklane piramidy, ot jak choćby na krakowskim rynku.
    Wciąż jednak, zezwolenie na jakiekolwiek działanie pozostaje w gestii konserwatorsko-urzędniczej, w efekcie antyhistorycznej, antytożsamościowej polityki. Przekaz jej jest oczywisty i jednoznaczny – Wolni Polacy narodzili się 25 lat temu, a przodkowie nasi nie wytworzyli żadnej wartości kulturowej, nie posiadali też takowej, poza tą przywiezioną z robót…
    Skoro stopniowo zaginą dowody na nasze szlachectwo, czymże będzie słowo Polaka przeciw twardym, murowanym dowodom zwierzchności sąsiedzkiej..!

  37. przed II WŚ było w Polsce ponad 16 000 dworów. Teraz jest niewiele ponad 2000. Większość w ruinie. To nie walka z zabytkami. To walka z ludźmi, których te zabytki reprezentują

  38. Jakiego? Czas, miejsce, metoda…?

  39. Polski dwór był centrum kultury narodowej i ośrodkiem administracyjnym poważnej własności ziemskiej. Likwidacja dworu to koniec Polski i Polaków.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.