Paź 282018
 

….nie jest już taka jak dawniej. Ktoś może powiedzieć, że ja w ogóle nie jadę przez Lubelszczyznę, tylko przez południowe Mazowsze, ale to nieprawda. Jadę przez taką Lubelszczyznę, jaką ona właśnie jest. Wyruszam zawsze z Dęblina i dojeżdżam kawałeczek do Nałęczowa, a po drodze mijam Kurów. Jadę opłotkami, więc widzę więcej niż tylko nowo budowaną drogę Lublin -Warszawa, która niebawem dojdzie do Ryk. Wtedy zaś nikomu nie będzie już się chciało skręcać w Kurowie na Płonki, potem na Drzewce i tamtędy jechać do Nałęczowa. Chociaż kto wie…

Po skręcie w Kurowie, wjeżdża się od razu w to co jest dla regionu najbardziej charakterystyczne, czyli w lessowe wąwozy. Nie są tak wielkie jak w okolicy Kazimierza, ale jak dla mnie wystarczą. Dla ludzi pochodzących z krainy gospodarstw wielkopowierzchniowych, albo z obszarów głęboko uprzemysłowiony ten kawałek terenu może się wydawać dziwny. Ziemia jest podzielona na małe skrawki, a na każdym rośnie coś innego. Ja sam nie mogłem uwierzyć co to jest, bo kiedyś, jak zjeżdżaliśmy z Płonek w dół to widać było tyki chmielu i tytoń, teraz mamy buraki cukrowe, „modro kapusta” i wino. Naprawdę. Na dobrze zagospodarowanym, starym – można rzec – gospodarczo terenie uprawy zmieniły się w ciągu kilku lat. Ostatnio kiedy tamtędy jechałem winnicy albo nie było, albo wziąłem ją za coś innego. No w każdym razie jest. Jechaliśmy w słońcu i stok z modrą kapustą, winem i burakami, otoczony złotawymi zagajnikami osikowymi wyglądał niesamowicie pięknie, od razu pomyślałem, że trzeba zrobić zdjęcie i pokazać go Agnieszce Słodkowskiej, żeby może to namalowała, ale jak wracaliśmy rozpadało się i widok nie był już tak fantastyczny. Dodam jeszcze tylko, że niedaleko jest jeszcze jedna winnica, w miejscowości Las Stocki, tam gdzie była bitwa z wojskami NKWD.

Teren jest bogaty. Każdy kto ma tutaj kawałek ziemi, nawet malutki, może żyć spokojnie i bezpiecznie, nawet jeśli nie będzie inwestował w uprawy tak ekstrawaganckie jak winorośl, to ziemia jest taka, że urośnie na niej wszystko. I wszystko obrodzi obficie. Winnica, nazywa się Jadwigów,( chyba), bo takie tabliczki były umieszczone na drzewach, wokół skrzyżowania dróg z Kurowa i Nałęczowa, w miejscu, gdzie stoi kikut wielkiego drzewa zwanego grubą lipą. Do tego miejsca prowadził mnie zawsze dziadek, kiedy byłem mały i ja próbowałem wdrapać się na tę lipę, wtedy jeszcze żywą i pokrytą liśćmi. Obok jest zagajnik i staw. W tym zagajniku, w czasie okupacji Niemcy urządzali rozstrzeliwania Żydów. Tak mi mówiła babcia.

Jechaliśmy właśnie na grób moich dziadków, okropnie zapuszczony, którego nie chce mi się czyścić i ani za bardzo pielęgnować, bo zawsze sobie obiecuję, że wymienię pomnik na lepszy, granitowy. Ten, który jest, wykonany został z lastryka. Budował go jeszcze ś.p. Zygmunt Kołodziej, kolega mojego ojca, który robił także schody z lastryka przy moim domu w Dęblinie. Jeszcze jedna mroźna i wilgotna zima i z pomnika nie zostanie nic, tylko kupka gruzu. W tym roku już na pewno wymienię go na lepszy i opłacę miejsce na kolejne 30 lat. Co mi w końcu pozostało? Nikt tego poza mną nie zrobi, a przecież póki żyję nie mogę pozwolić, żeby pomnik się rozsypał.

Cmentarz w Nałęczowie położony jest na wzgórzu. Takim samym lessowym, gliniastym wzgórzu jak winnica Jadwigów, tyle, że zamiast krzaków winorośli są tu groby. Wspomniałem o tym cmentarzu w II tomie Baśni socjalistycznej, bo jest on z kilku powodów, historycznych, politycznych, literackich dość istotny na nas wszystkich, czyli dla ludzi przeżywających emocje i myślących w języku polskim. Kiedyś zejście do grobu dziadków, położonego na północnym stoku wzgórza było jedną udręką i każdy krok groził pośliźnięciem się i zjazdem w dół po gliniastej glebie. Teraz są tam schodki i jest dużo łatwiej. Dla wielu ludzi w krajobrazie widocznym z tego wzgórza nie ma nic nadzwyczajnego, mnie on zawsze zapiera dech w piersiach, szczególnie jesienią. Głęboki i nigdy chyba nieprzerzedzany osinowo-klonowy zagajnik, w kolorach żółtym i czerwonym, a za nim kolejne wzgórze. Nie można tylko patrzeć w prawo, bo tam są normalne, cmentarne realia, czyli sklep ze zniczami, a potem kawałek nowego cmentarza i śmietniki, jeden na odpady sztuczne, a drugi na naturalne. W obydwu rzecz jasna wszystko jest wymieszane bardzo dokładnie.

Oskrobaliśmy z grubsza nasz lastrykowy, zielony pomnik, postawiliśmy dwie chryzantemy i kilka zniczy. Ja zaś poszedłem jeszcze z Miśką zapalić znicz na grobie mamy mojej koleżanki. Jak się bardzo nie spieszę to staram się o tym nie zapominać. Potem ruszyliśmy z powrotem. Zaczynało padać. Winnica nie była już tak piękna jak przed południem, a modra kapusta nie mieniła się kolorami tak wyraźnie, jak wcześniej. Kiedy dojechaliśmy do Dęblina padało. Tam pomnik jest granitowy na szczęście i nie ma potrzeby go czyścić. Postawiliśmy więc tylko kwiaty i znicze. I tak co roku.

No, ale miało być o Lubelszczyźnie jesienią. Jedno rzuca się w oczy – kraj się bogaci. To jest rzecz tak wyrazista, że aż niepokojąca. Pamiętam, jak co roku jechałem z matką i ojcem do Nałęczowa na grób. Pobudka o 5 rano, potem bieg na pociąg z siatkami pełnymi zniczy i szczotek, szmat, past BHP i różnych przyborów do czyszczenia. Potem 45 minut jazdy pociągiem, a następnie droga ze stacji do miasta, piechotą rzecz jasna, żeby oszczędzić. Na cmentarzu szybkie porządki, bieganie po wodę i wyrzucanie śmieci, modlitwa i powrót, najczęściej także piechotą, no chyba, że padało. Nie było chodników przy drodze, nie było też tych wszystkich ekskluzywnych hoteli i pensjonatów, które widać przy wjeździe do miasta. Był tylko listopadowy smutek, bardzo uwodzicielski. Taki smutek, który wszyscy lubimy, ale to jednak nie było to samo co dziś. Wille i pensjonaty miały wtedy charakter cudem ocalałej, przedwojennej atrakcji, z którą Bóg jeden wie co może się stać. Dziś, jedna, laubzegowa budowla całkiem się rozsypuje, ale reszta lśni. Nie byłem w parku, nie wiem jak to tam teraz wygląda, ale myślę, że nie najgorzej. Od dzieciństwa obiecuję sobie, że przyjadę tam kiedyś na cały tydzień. Zainstaluję się w jednym z hoteli przy głównej alei i będę spacerował, chodził do kawiarni, a także na cmentarz, jak nie przymierzając Stefan Żeromski. Już ze 40 lat o tym myślę, ale jeszcze mi się ta sztuka nie udała.

Zapraszam na stronę www.prawygornyrog.pl. Mam dwa nowej filmy do wstawienia, ale nie miałem czasu zrobić tego wczoraj. Może dziś się uda.

  30 komentarzy do “Droga przez Lubelszczyznę jesienią”

  1. Winnica na lessie, to nie jest to co tygrysy lubią najbardziej. Musisz pojechać do miejscowości Dobre w gminie Wilków, tam zobaczysz winnice na wapiennym żwirze, to tygrysu lubią bardziej. Podłoże ma niebagatelny wpływ na bukiet wina.

    Tylko, że pewnie tego nie wiesz, że winnice nie są własnością miejscowych, to fanaberia warszawiaków. Miejscowi nazywają to rugowaniem chłopa. Polecam historię z Dobrego.
    Te winnice znikną jak zniknie tani pieniądz a on niedługo zniknie. LIBOR 3M USD 2,47% i tika, vs. WIBOR 3M 1,72%, istne czary mary.

    Bogactwo, które widzisz jest nieprawdziwe, mu jako naród nic już nie mamy. Przepraszam mamy kupę długów. To co widzisz to ekwiwalent rozbudzonych emocji bez solidnych podstaw. Przepraszam za źródło, ale informacja to informacja aby była prawdziwa.

    https://nczas.com/2018/10/26/polska-jednym-z-najbardziej-zadluzonych-panstw-europy-skala-problemu-jest-gigantyczna/

    Pozdrawiam z Lubelszczyzny.

  2. …czytelnicy są kategorią zbędną a nawet niepożądaną

    http://kultura.gazetaprawna.pl/artykuly/1320288,wywiad-rigamonti-ksiazkowa-patologia-beata-stasinska.html

    Skoro tak, to zwiedzajmy parki jesienią i pielęgnujmy cmentarze…

  3. Po tekście Coryllusa robi się refleksyjnie na duszy, po tekście Uli robi się smutno, nawet bardzo smutno.

  4. Pani Ula plecie głupstwa, nie przejmuj się tym

  5. Nie smuć się, krajobrazy i te dobre emocje związane z krajobrazami i grobami czyli pięknymi wspomnieniami zostaną. Piękne wspomnienia to  piękni czyli prawdziwi ludzie. Piękno i prawda są tożsame według Greków. To te piękne emocje są prawdziwe, emocje które targnęły Gospodarzem w temacie bogacenia się są nieprawdziwe. Smutne, że autor który nam tutaj prawi o właściwym rozeznawaniu emocji, pomieszał nam trociny z betonem. To bogacenie było dużym zgrzytem, nietaktem wobec tych jak oni się nazywają inwestorów. Owszem wielu z nich nie jest zakredytowanych, ale to dzięki temu że ukradli na przykład metodą na wiatraki ….

    No ale jak można się bogacić, kiedy tam na mojej ojcowiźnie pod drzewami leży 10 ton jabłek. Leży i gnije bo ktoś kto skolonizował tę ziemie myśli, że ja mu grzecznie pozbieram te jabłka i zawiozę w cenie 120 PLN za tonę. Ja nie zawiozę, ale tysiące ludzi tak robi. Ja nie zawiozę bo wiem, że muszę szanować swój czas,  a mam tego czasu coraz mniej – dobiegam do 50tki. Ja czas musze tak wykorzystać, aby za godzinę pracy wystawić fakturę co najmniej 80 EUR za godzinę, bo dwoje dzieci dorasta i musze im dać szansę na normalne życie, chyba niestety nie tutaj

    Zakończyłem lekturę „Niebezpiecznych związków Króla Europy”. Cóż jesteśmy kolonią, chcemy być kolonią.

  6. Oczywiście, a winiarze są z tektury, wino zaś jest nieważne, bo wyprodukowali je, nie ci, co trzeba. Nie wiem gdzie ty tam widzisz rugowanie chłopa i co chłopu przeszkadza winnica. Nie słyszałem, by ktokolwiek sprzedawał w tamtych okolicach ziemię, no chyba, że jakiś skończony degenerat, nie pleć więc głupstw bo wylecisz stąd prędzej niż przyszłaś

  7. Poproszę o argumenty, nie muszą być algebraiczne.

  8. Jak ty jesteś Ula z ula to ja jestem kalif z Kordoby.

  9. … bo Ula nie mogla przeciez dopuscic by piekno potrwalo … wiec przbiezyla z wiadrem !

    Gabriel pieknie opisal takze moje wrazenia z tych miejsc – bardzo czestych a jednak co roku zaskakujacych bogactwem jesiennej palety barw.

    Dawno temu, z lewej strony od glownej bramy do parku, w jednym z okolicznych domkow byla domowa kawiarenka „Chatka”. W niej, poza kotem wysiadujacym w oknie, zbitymi z kawalkow nieheblowanych, nierownych klockow drewna „swiecznikami” okapujacymi stearyna, zawieszonymi na scianach w formie zywych, plomiennych kompozycji – byl jeszcze, m.in. specjalami, SERNIK wiedenski (jeszcze cieply …). Dwa malutkie pokoiki, kilka malych stolow z bali, bajeczne cieplo z pieca i zapach wypiekow;) Ojjjjj, nie chcialo sie stamtad wychodzic, wiec mnozyly sie zamowienia – dopiero godzina zamkniecia wypychala nas do Lublina.

  10. Mam ten wywiad z Rigamonti w całości(8 stron w  MS WORD)

    Jeśli ktoś potrzebuje efektów adrenaliny z rana to polecam.

  11. „Tylko, że pewnie tego nie wiesz, że winnice nie są własnością miejscowych, to fanaberia warszawiaków.” Uściślijmy. Nie warszawiaków, a zatrudnionych w Warszawie, jeżeli już.

  12. Ula z ula, 80€ za godzinę pracy.. .no, no. W Hiszpanii to tyle w jeden dzień by Ula zarobiła. Niech Ula lepiej zostanie tam gdzie jest i się nie oddala zbytnio.

  13. dla poprawienia humoru wszystkim.

    Dziś, wychodzę z Powązek, na drodze elegancka pani w dyplomatce z wielbłądziej wełny pod pachę z mocno starsza panią. Dama w dyplomatce mówi do mnie: Czy Pani jest stąd?

    Zamarłam (pierwsza myśl że na pewno żyję, druga myśl, że pytanie stwarza humorystyczną sytuację, więc ja już śmiejąc się z kolei pytam „w jakim sensie – stąd?” Dama się połapała w dwuznaczności zadanego przez nią pytania i wyjaśnia: Ja z Ciocią szukamy grobu ozdobionego armatą , bo obok tej armaty  jest grób naszej rodziny”. Wyjaśniłam że idą w dobrym kierunku, no  i śmiałyśmy się wszystkie trzy do łez.

  14. >od razu pomyślałem, że trzeba zrobić zdjęcie…

    Malowane kamerą – Londyn, Warszawa, Podlasie, Złotokłos

  15. Pani Ulu, wypada mi się nie zgodzić z Pani opinią na temat rugowania chłopów. Z własnego doświadczenia widzę jak Lubelszczyzna szybko się rozwija. Stoję jakby w rozkroku. Jedną nogą nad Narwią, na skraju Puszczy Białej. W przepięknej okolicy. Drugą nogą właśnie na Lubelszczyźnie. W równie pięknym otoczeniu. Zaborze. W połowie drogi między Nałęczowem a Kazimierzem Dolnym. Na skraju Kazimierskiego Parku Krajobrazowego. Niedaleko ode mnie za lasami znajduje się wyciąg w Rąblowie i winnica w Rzeczycy. W Lesie Stockim przecieram drzewo modrzewiowe. Jest tu tartak. W rękach rodziny. Z dziada pradziada tu żyjącej. Tartak szybko się rozwija. Za Wilkowem nad Wisłą mieszka rodzina trudniąca się tradycyjną ciesiółką. Nieraz było mi ciężko się do nich dobić. Tak są zarobieni. W odróżnieniu od Pani zbieram jabłka ze swojego sadu. Wysokopienne dawne odmiany. Oddaję je do skupu koło Obliźniaka. Własnym transportem, za 20-30 gr /1 kg. Skup znajduje się w rękach miejscowej rodziny. Ja też cenię sobie czas. Ale chyba jeszcze bardziej cenię sobie ziemię. Mam dla niej ogromny szacunek! Niestety nie miałem takiego, jak Pani szczęścia, żeby ziemię dostać w spadku po rodzicach. W ziemię wkładam ciężko zarobione własne pieniądze. Nic Pani nie wie na temat gnijących, rozkładających się jabłek. Jabłek leżących pod konarami drzew w Pani sadzie. Być może byłoby inaczej gdyby kupiła Pani z własnej kieszeni jakiś kawałek ziemi. Dzisiejsza Lubelszczyzna aż roi się od prężnie rozwijających się biznesów, i przedsięwzięć różnorakich. Za którymi stoją ludzie z tąd. Żyjący i mieszkający właśnie na tej ziemi… Serdecznie pozdrawiam.

  16. Podlaska okolica wokół świątyni ze zdjęcia ufundowanej przez hr.Tomasza Zamoyskiego żyje z produkcji zniczy. Bogactwa tam nie dostrzegłem, jeśli nie liczyć eleganckich czworaków z otwartymi kominkami.

  17. Dzień dobry,

    Czy słyszeliście Państwo o książce City of fortune: How Venice Ruled the Seas?

    Podrzucam ten temat, niestety nie ma polskiej wersji, ale historia polityki Wenecji chyba jest czymś, co może Szanownych zainteresować, prawda?

    Przepraszam za offtop i pozdrawiam

  18. Najblizsza moja sasiadka pochodzi wlasnie z okolic Dobrego…

    … tam przez lata ludzie ponoc zyli z uprawy tytoniu, ale kilka lat temu  uprawy tytoniowe zostaly  WYKONCZONE  przez „polYtyke” naszego  ministerstwa rolnictwa  !!!   Rodzina mojej sasiadki nie ulegla nowomodzie i fanaberii warszaFskiej i urzadzili sobie sad… maja piekne, zdrowe owoce… i problemy z ich sprzedaza,  ale staraja sie jak tylko moga i po niezbyt wygorowanych cenach teraz, np. jablka i gruszki 1 zlotowka  za kilo sprzedaja je komu sie da… m.in. ja i moja rodzina, sasiedzi kupujemy owoce wlasnie od nich.

    Reszta komentarza bardzo trafna… dzieki za ciekawy link… i wzajemnie pozdrawiam  Lubelszczanke.

  19. Pytanie tylko, ile tych godzin się udaje dziennie tak wyfakturować, bo to nie musi być oczywiste osiem godzin…

  20. Dla mnie Lubelszczyzna do jeden z najpiękniejszych rejonów Polski…i ludzie.

  21. Tak, piekne wspomnienia pozostaja…

    … i nikt ich nie odbierze.  Tekst Gospodarza jest dzis bardzo piekny i nostalgiczny…  ale czy Gospodarz wymieszal nam trociny z betonem – to raczej nie. Podzielam spostrzezenia Uli z ula.  To, ze ziemia mojej sasiadki nie zostala jeszcze sprzedana to tylko jej wyjatkowy upor… tzw. chlopski upor… bo jej dzieci tylko czekaja  na zapis notarialny… a po nim to ta ziemia bedzie sprzedana  mi-gu-siem… jej dzieci chca sobie kupowac dobre,  NOWE  samochody  i urlopy spedzac na chorwackim wybrzezu tudziez na innym greckim  !!!

    Jeszcze jakis czas temu mowila mi, ze wiecej jak polowa tegorocznych zbiorow  – po prostu  zgnije… bo przeciez nie odda jablek za 20 groszy za kilo do skupu. W mojej rodzinie pozostajacej na Lubelszczyznie jest podobna sytuacja… brak rak do pomocy na gospodarce,  u starych rodzicow to juz nie to zdrowie… a dorosle dzieci i dorastajace wnuki tylko czekaja na sprzedaz pola  !!!

    A propos rodziny… 50 lat to nie koniec swiata… fakt, ze wszystko trzeba robic z wielkim namyslem, ale wysylanie dzieci w swiat, do Europy dzisiaj – to wedlug mnie – zdecydowanie  wielki blad…

    … prosze pamietac, ze wszedzie dobrze gdzie nas nie ma… a syf  jeszcze gorszy  !!!

  22. Mam z Lubelszczyzną bardzo miłe wspomnienia z zeszłego roku, kiedy byłem z synem jako obserwatorzy na warsztatach kowalskich pod Nałęczowem, w Wojciechowie – http://www.kowale.com.pl/imprezy-kowalskie/warsztaty-kowalskie/

    Nocowaliśmy w pensjonacie wśród gospodarstw z sadkami i ogródkami owocowymi. Ślicznie.

  23. W lubelskiem urodziła się moja mama. Jako dzieci jeździliśmy tam czesto na wakacje. Dla nas dzieci miastowych z Gdańska to był Zaczarowany Świat. Zagrody, stodoły, strychy z siodłem kawaleryjskim dziadka, chlewy z prosiakami i wielki pachnący ciepły chleb z jajecznicą na śniadanie oraz Jaskinia Alladyna czyli piwniczna spiżarnia mojej ciotki. Ten zapach wędzonego boczku śni mi się czasem po nocach. … Sady owocowe, głównie jabłka ciągnęły się w nieskończoność . Wokół zabudowań rosły śliwy wegierki, wiśnie, gruszki klapsy, wielkie, które spadały z hukiem kiedy dojrzewały. Stawik rybny za stodołą… Eh. Zwykle pomagalismy przy żniwach. Tam pierwszy raz jechałem na koniu. Nic się nie marnowało. Wszystko było zebrane. Zawekowane. Wracaliśmy z wakacji Żukiem mojego ojca, bo wieźlismy łupy dla całej kamienicy. Nie wiem jak jest teraz. Myślę że wiele się zmieniło. Ale smak jabłek ” Koksa ” w ustach pozostał.

    W następnym roku w wakacje, mam zamiar odwiedzić Polskę, po 20 latach. Obawiam się tej wizyty. Boję się rozczarować. Wiem że wszystko się zmienia. Ale nie jestem pewien czy to jest właściwy kierunek zmian. ….

  24. @ Gabriel

    Nadrabiam nieobecności.

    „Ucieczka z rynku literackiego” – felieton. Znakomite!  Prosimy o więcej 🙂

  25.  Jedno rzuca się w oczy – kraj się bogaci. To jest rzecz tak wyrazista, że aż niepokojąca. 

    Jeżdżąc po Polsce, również „opłotkami”, widzę to samo. Mimo wszystko /opresyjne państwo/ – ludzie się bogacą. Zazwyczaj mówię do mojej towarzyszki podróży: zobacz, widać uporczywe starania o dobrobyt. Przecież nie tylko my to widzimy. A skoro tak – to widzą też ci inni. Zrobią coś, by ludzi znowu wyrabować. Wojnę? Czy starczy kataster lub inne prawo wywłaszczające? Polska jest krajem nieustannego rabunku „tubylczej ludności”.

    W Beskidzie Sądeckim /moje najnowsze doświadczenia/ ludzie NIE SPRZEDAJĄ ZIEMI OBCYM. Tylko między sobą.

  26. Polecam przejażdżkę trasą nr 824 z Annopola  na północ, w stronę Józefowa i  Kamienia wzdłuż Wisły . Tam czas się zatrzymał w latach 60 . Domy, płoty i piwnice w skarpach , teraz dobrze szczegóły widać bo liście opadły. Wkrótce to zniknie, bo oddano do użytku most na Wiśle między Solcem Nad Wisłą a Kamieniem na drodze 747.

    P.S.

    Ludzie miejscowi żartują, że będzie wojna bo most zbudowano, w 1914 roku zbudowano most i wybuchła wojna – most został zniszczony, w 1939 roku w sierpniu most został oddany do użytku nowy – wybuchła wojna – most zniszczony, teraz most zbudowany tylko patrzeć wojny.

  27. Na tym portalu jest bardzo dużo zdjęć ukazujących piękno Lubelszczyzny i wschodniej Polski: http://polskaprowincja.pl/index.php/

  28. Też tak myślę,będą ,juz trwa rabunek,chyba kataster jest najbardziej prawdopodobny.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.