maj 212024
 

Cenzura nie jest potrzebna do tego, by utrzymać jakiś system polityczny, który mogą wywrócić kolporterzy treści mu wrogich. Cenzura jest potrzebna do dystrybucji treści, które władza uważa za najistotniejsze dla swojego istnienia. Zwalcza ona wszelką konkurencję, nawet tę najbardziej niewinną, albowiem sprzedaż idei to sprawa bardzo poważna.

Za komuny można było sobie prywatnie gadać o wszystkim, bo i tak było jasne, że poniżej pewnego poziomu ogólności dyskutanci nie zejdą. Poza tym ewentualne zagrożenia dla systemu załatwiała w takich dyskusjach wódka. Dyskutanci niewiele rozumieli, ich pamięć nie sięgała dalej niż do roku 1939, a poza tym jest zawodna. No, a do tego pili, więc po drugiej flaszce tematy skręcały ku sprawom osobistym i władza mogła spać spokojnie.

Publicznie nie można było mówić i kolportować niczego, co utrudniałoby władzy dystrybucję treści doktrynalnych. W obydwu przypadkach, kolportowana treść była skrajnie uproszczona, tak bardzo, że nawet ludzie średnio rozgarnięci to widzieli. To powodowało frustrację młodzieży i jej zainteresowanie rozrywką. Nikt bowiem nie znał odpowiedzi na istotne pytania, albo nie chciał jej udzielić z jakichś powodów. Władza w końcu podjęła ten trud i tak oto narodziła się Michalina Wisłocka de domo Braun, która nie odpowiadała na wszystkie nurtujące młode głowy problemy, ale na te najważniejsze akurat tak. Sytuacja zmieniła się kiedy zabrakło jedzenia i inne problemy zaczęły wówczas zaprzątać ludzi. Miały one wymiar o wiele szlachetniejszy i nawiązywały do postaw Polaków z przeszłości. Wkrótce okazało się, że one nawet kiedy je wybitni fachowcy rozłożą na części pierwsze, także niczego nie wyjaśniają, a jedynie grzeją emocje. Poza tym wszystko i tak było złudzeniem. A kiedy dowieźli wreszcie kiełbasę, na tapetę powróciły tematy rodem z książek pani Michaliny i tak doturlaliśmy się do początku XXI wieku.

Jak wszyscy wiedzą nie było lekko. Wielu jednak ludziom wydawało się, że cenzura zniknęła. Nie zniknęła, a dobitnie to było widać przez ostatnie piętnaście lat, kiedy tu cały Internet, z nami tutaj włącznie, kolportował treści z punktu widzenia lat osiemdziesiątych czy nawet dziewięćdziesiątych, niesłychane. Skupię się na naszej misji, bo to w końcu jest najważniejsze. Treści te w żaden sposób nie pasowały do istniejących kanałów dystrybucji, w których siedzieli ludzie oczekujący, że ktoś przedstawi im pakiet komunikatów, na którym oni będą się mogli lansować. Dokładnie pamiętam, jak kiedyś w Gdyni, podeszła do mnie Anna Popek, bo ktoś wydał decyzję, żeby może i mnie jakoś zaprezentować w telewizji. Nawet w PAP szukali mojego zdjęcia i nie mogli znaleźć, bo przecież go tam nie było. Anna Popek oglądała moją ofertę i ni cholery nie mogła wybrać do telewizyjnej prezentacji, na którą się zanosiło. W końcu wzięła książkę czeską, co jej odradzałem. No, ale się uparła. Powiedziała, że zadzwoni do mnie jakaś dziewczyna, która zrobi ze mną krótki wywiad, a teraz idziemy na ściankę cyknąć sobie fotę. I poszliśmy. Potem ta dziewczyna zadzwoniła, w związku z tym moim występem i czeską książką, a ja jej przez 45 minut opowiadałem o hodowli karpia w XV wiecznych Czechach. I tak się skończyła moja przygoda z telewizją. Wypiłem jeszcze kawę z Anną Popek, a ona bardzo serio, zapytała mnie czy moi czytelnicy to tysiące czy dziesiątki tysięcy ludzi. Powiedziałem, że tysiące. Pani Anna wyraźnie uspokojona zademonstrowała dalszy brak zainteresowania moją produkcją i rozstaliśmy się w pogodnych nastrojach.

To jest pierwsze sito cenzury, która działa dzisiaj. Temat prezentowany musi być zgodny z konstrukcją mentalną prowadzącego kanał dystrybucji. Ten prowadzący bowiem, jest jak drużynowy w harcerstwie – mówi co wszyscy maja robić, a także co myśleć, żeby było jak należy. No, ale mamy Internet więc spawy wymykają się spod kontroli. Ludzie zaś interesują się dziwacznymi kwestiami. Tyle, że nie mogą się nimi interesować cały czas, bo wypadki dotyczące nas wszystkich na to nie pozwalają. Mam na myśli wojnę. Ta zawsze ułatwia wprowadzenie cenzury, bo zagrożenie lub choćby tylko myśl o nim paraliżuje cała populację. I mowy nie ma, żeby w takich okolicznościach porozmawiać o hodowli karpia w XV wiecznych  Czechach. Można za to przekonywać wszystkich, że jest się specjalistą od strategii, taktyki i innych spraw w wojną związanych. To jest łatwe, bo w istocie chodzi o to, by przekonać słuchaczy, że to oni są tymi specjalistami. Taka iluzja. Na tym polega paraliżujące działanie współczesnej cenzury. Ma to tę samą podstawę co treści kolportowane swego czasu przez Michalinę Wisłocką, ona też miała za zadanie przekonać wszystkich, że są specjalistami, a na pewno nimi zostaną, jak kupią jej książkę. Tyle, że jej działalność miała wymiar taki, że mogła skończyć się narodzinami potomka lub nawet kilku potomków. Działalność Bartosiaka zaś i Zychowicza może się skończyć jedynie onanizmem w jakimś opuszczonym bunkrze.

To jednak nie koniec. Wszyscy lub prawie wszyscy czują, że od momentu kiedy nie można już swobodnie gadać o hodowli karpia w XV wiecznych Czechach, muł zalewający wszystko dookoła robi się coraz gęstszy. I na to wychodzą ludzie, którzy uważają, że poprzez zabetonowanie Internetu gawędami o powszechnym dostępie do treści jeszcze nigdy nie słyszanych i niewidzianych, przywrócą nam nie tylko możliwość dyskusji na interesujące nas tematy, ale także ogólną dynamikę wymiany myśli. Ludzie ci to między innymi Mazurek ze Stanowskim. I ja teraz chciałbym zwrócić uwagę na sposób w jaki uwiarygadniają się ci operatorzy betoniarek zalewający mózgi ich zawartością. Mazurek, na przykład, opowiada że jest znawcą win. To jest ten sam schemat, który większość z nas zna spod trzepaka. Wszyscy siedzą, coś gadają, czekają aż matka zrobi ten obiad i nagle, nie wiadomo skąd pojawia się jakiś brudas w krzywo zapiętym sweterku i mówi, że widział żywą Godzillę. Wszyscy na niego patrzą, wzruszają ramionami, bo nie wiedzą co powiedzieć, a on stoi, peroruje i widać, że dałby sobie wszystkie palce u lewej ręki uciąć, byle tylko nie oderwać od siebie uwagi pozostałych. Na tym schemacie oparta jest działalność wymienionych panów, a także niejakiego Tede, który był kiedyś chłopakiem córki ministra Rosatiego.

Jak wszyscy pamiętają, bo było to niedawno, programy ich wchodziły do sieci z wielkim przytupem i miały wnieść coś nowego, choć od początku było widać, że są tam ci sami ludzie, którzy wcześniej prowadzili swoje własne podupadające podcasty. Ich zadaniem było kolportowanie propagandy podtrzymującej władzę. Nie pisowską, nie peowską, ale władzę która decyduje co i dlaczego ludzie będą kupować. Można to nazwać władzą korporacji, jak Wam to odpowiada. W każdym razie nie było i nie ma w tych formatach miejsca na gawędy o hodowli karpia w XVI wieku. W zasadzie jest miejsce tylko na sport, wojnę i tematy związane z działalnością Michaliny Wisłockiej, ale znacznie spłycone. To znaczy takie, że nikt absolutnie nie będzie mógł po ich skonsumowaniu powiedzieć, że jest specjalistą od czegokolwiek.

W tych nowych-starych prezentacjach, chodzi, jak w starym kawale o domu publicznym, który przestał prosperować, o to, by przestawić w nim łóżka, ale nie zmieniać załogi. Ta bowiem jest bardzo zasłużona dla sprawy. I tylko z tego powodu powstają, ponoć wielkim nakładem kosztów, wszystkie te studia, przestrzenie gdzie dobrze znane nam z czasów dawniejszych osoby powtarzają te same banały nie rozumiejąc z nich ani jednego słowa. Czasem jakaś wariatka pokaże tam cycki albo opowie jaki skandal zrobiła na imprezie, bo wiadomo, że żadna cenzura bez gołej baby obejść się nie może.

Patrząc na to obawiam się, że kiedy wszyscy specjaliści od strategii zrealizują już swoje marzenia o zabezpieczeniu kraju przed inwazją, kiedy wyjaśnią już wszystkie palące problemy, z jakimi zmierzyć się musi współczesny człwowie, zacznie się powtórka z rozrywki, czyli powrót na Mysią. I wtedy Mazurek z ulgą zamknie swój kanał o winach, albowiem nie będzie mu on do niczego potrzebny.

Zanim to się stanie, kupcie trochę naszych książek, bo nie wiadomo co z nimi będzie. Wczoraj ściągnąłem ciekawy tekst z rynku.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/wojna-chmielnickiego-z-rzeczapospolita-w-latach-1654-1655/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/porwanie-krolewicza-jana-kazimierza-gabriel-maciejewski/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/ostatnie-lata-stylichona/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/genzeryk-krol-wandalow-i-pierwszy-pruski-cesarz/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/wojna-domowa-w-polsce/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/papiez-cesarstwo-i-jurysprudencja-kreatywna/

Przypominam, że w ten piątek, o 18 spotykamy się na zamku w Łęczycy. Odbywa się tam noc muzeów – do 22.00, a my od 18.00 z kapitanem Tomaszem Badowskim rozmawiać będziemy o różnych aspektach wojny, głównie o tym, czy mamy już szykować plecaki ewakuacyjne, czy jednak nie.

  15 komentarzy do “Dwa rodzaje cenzury”

  1. Dziennikarze podchodza do ludzi na ulicy i pytaja sie, o co toczy sie wojna i ludzie odpowiadaja, ze o zachodni styl zycia w kontrze do ruskiego miru.

    Ja bym powiedzial, ze ta wojna nie toczy sie o nic, nie ma zadnego celu ani sensu oprocz tego, ze obie strony probuja zadac przeciwnikowi jak najwieksze straty. Zachodni styl zycia to dzisiaj niekontrolowana imigracja, LGBT i zielony lad. Nie wierze, ze warto za to umierac. Jeszcze czasem ktos rzuci, ze chodzi o przyszlosc i dzieci. No wiec, jak komus urwie noge na froncie, to jak mu to pomoze w wychowaniu dzieci albo nawet w prokreacji? Czy ktos doradza mlodym mezczyznom, ktorzy wrocili z wojny kalekami, jak uprawiac sztuke kochania?

  2. Płyną imigranci, płyną; fortyfikacje Tuska ominą, ominą 😉
    Ale beton wylewany na jego fortyfikacje, zamiast na drogi to sprzężenie bazy z nadbudową mający swój $$$ wymiar 😉

  3. Z ostatnich wystepow Bartosiaka na YT wychodzi, ze przeszedl on na pozycje calkowicie antyamerykanskie i antyeuropejskie oraz prochinskie (kolektywne Poludnie). Trudno mu sie dziwic, skoro po tym, jak ostatni prezydenci amerykanscy co jakis czas wydajacy rozporzadzenia o „odstrzeleniu” tego czy tamtego prezydenta, ktory im sie nie podoba, przemienili sie ze swiatowego zandarma w policjanta typu „brudny Harry” albo nawet gorzej – pijanego granatowego policjanta, ktory z nudow strzela do starozakonnych, bo wie, ze mu za to nic nie grozi i poza tym jest to zgodne z panujacym trendem.

  4. Dzień dobry. Ja myślę, że cenzura jest potrzebna do utrzymania tak zwanej wykładni oficjalnej. Ponieważ istnieje władza – co jest oczywiste i odczuwalne dla każdego, to ma ona także i prerogatywy do ustanowienia wykładni oficjalnej. Ona może dotyczyć czegokolwiek. Przykładem kanonicznym jest Król Julian i jego pradawni bogowie, którzy decydują o wszystkim według własnego widzimisię, które to objawiają Julianowi wyłącznie. Od zarania dziejów powstawały wykładnie oficjalnie dotyczące wschodów i zachodów słońca, innych zjawisk przyrodniczych, chorób i śmierci, braków w zaopatrzeniu w artykuły spożywcze i inne, walki o pokój, walki z imperializmem i tak dalej. Szczególnie tych o walce było zawsze dużo. Likwidacja jakiejkolwiek władzy i zastąpienie jej inną – czyli sobą po prostu – możliwe jest wyłącznie w drodze zanegowania jej wykładni oficjalnej. Przykładem jest nieustanna walka z Kościołem i Jego wykładnią. Skoro ona się wciąż toczy, to znaczy, że Kościół ciągle ma jakąś władzę, nawet jeśli tylko duchową, co bardzo irytuje cesarza i kandydatów na takowego. Nihil novi…

  5. W tej sytuacji normalni ludzie przecieraja oczy ze zdumienia.

  6. Wcale nie nihil novi, bo oficjalnie postulat stosowania cenzury i propagandy pochodzi z greki od Platona. Cenzure kwestionowal Arystoteles. Europa rozwijala sie na gruncie Platona do XI wieku, bo nie bylo innego wyjscia. Arystoteles stal sie szerzej znany dopiero od XII wieku dzieki muzulmanom i izraelitom. W renesansie istnialy rownolegle dwa nurty: platonski i arystotelesowski, a dzisiaj mamy zdecydowana przewage platonizmu, wiec musi byc cenzura. Nie ma powodu, zeby bylo inaczej.

  7. Odrodzenie chrzescijanstwa moze nastapic (ponownie) za sprawa islamu, co prorokuje doktor Ozdyk z Berlina. Twierdzi on mianowicie, ze ruch LGBT zostanie zlikwidowany dopiero przez poboznych muzulmanow. Dlatego objawienia w Fatimie sa skierowane do chrzescijan i muzulmanow (S. Krajski).

  8. No tak, ale to działa przy totalnym odcięciu od informacji. My zaś mamy do niej dostęp i możemy ją interpretować. Nie uwierzymy królowi Julianowi Mazurkowi. I jego przydupasowi Morycowi Stanowskiemu

  9. – morze i tak. Ja jednak coraz częściej mam wrażenie, że żyję wśród lemurów. Niewiele to lepsze od… lemingów.

  10. Niewykorzystanie redaktor Anny Popek do promocji swojego wydawnictwa to jest autosabotaz. Sa terapeuci, ktorzy pracuja z pacjentami w kierunku wyeliminowania tendencji autodestrukcyjnych. Jest to dosyc powszechna przypadlosc w polskim spoleczenstwie.

  11. „morze” jest długie, szerokie i głębokie a może nie?

  12. Gaston był w Czechach. Czytał Coryllusa?

    Niestety, Europa środkowa przeżywa zastój

    https://youtu.be/3QJ8YvjQnfY?si=S6o_EK5WEJ5RKaCs

     

    Clairvoyant Jackowski potwierdza

    https://www.youtube.com/live/aiqLlCflA_g?si=qTgLSamxQmPEmMJ4

  13. Żo0łnierzyku, jak będziesz starszy, to też Ci ortografia MOŻE zacząć sprawiać coraz więcej problemów, czego Ci oczywiście nie życzę.

  14. Do kogo to alibi?

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.