sty 102022
 

W zasadzie tekst ten mógłby nosić tytuł „O interpretacjach bardzo powierzchownych”, ale zostańmy przy tym co jest. Na wstępie powiem jeszcze tylko, że wobec tego, co wyrabia się dookoła, co jest publikowane, pokazywane w telewizji, emitowane w internecie i w radio, bardzo żałuję wszystkich tych momentów, kiedy poganiałem Jacka Drobnego, żeby szybciej pisał, bo muszę wydać kolejny numer, a ktoś tam inny odmówił współpracy, albo napisał nie na temat. Jest mi z powodu tych moich niestosownych zachowań niezmiernie przykro.

Teraz do rzeczy. Oto społeczeństwo polskie można podzielić na ludzi, którzy zbierają się do emigracji, ale nigdy nie wyemigrują, bo im się – nie wiadomo na jakiej podstawie – zdaje, że mogą być potrzebni w kraju i krajowi. Na tych, którzy posiadłszy jakieś praktyczne umiejętności, intuicyjnie rozumiejąc co się święci i święcić będzie, uciekają w jakieś odległe nieraz miejsca, żeby tam schronić się i żyć „jak ludzie”. Trzecią grupą są elity, które teraz koniecznie musimy zdefiniować. Kim są polskie elity? Nie jakieś tam mityczne elity z przeszłości, ale elity które możemy wskazać i odnaleźć w zapiskach i na innych nośnikach pochodzących z ostatnich dwustu lat. Otóż są to ludzie, którzy z entuzjazmem współpracują z zaborcą, a także usiłują tym entuzjazmem zarazić wymienione wcześniej grupy. Elity polskie skupiają się na tak zwanej kulturze, albowiem są bardzo ograniczone, a mają przy tym aspiracje. To każe im budować hierarchie całkiem fikcyjne, w których nie liczą się osobiste zalety, ale jakieś nie wiadomo na czym budowane tradycje. To znaczy wiadomo, ale ujawnienie tego wymagałoby natychmiastowych rozstrzygnięć, bardzo ambarasujących, czego każdy chce uniknąć. Dawno, dawno temu istniała jeszcze grupa Polaków, którzy współpracowali z zaborcą niechętnie, a czynili to albowiem nie było innych okoliczności. Zaliczam tu w poczet tej grupy Hipolita Milewskiego i Edwarda Woyniłłowicza. Ludzie ci, przez fakt iż świadomi byli okoliczności i nie kryli się z tym, zostali skazani na zapomnienie. Poza tym nie zajmowali się oni kulturą w sposób charakterystyczny dla elit obecnych. Taki Milewski na przykład, za własne pieniądze zbudował teatr w Wilnie i wydawał tam pismo. Elity, które go zastąpiły niczego nie budują, co najwyżej podnajmują, a o tym, by na cokolwiek wydać własne pieniądze nawet nie myślą. Dlatego właśnie są elitami.

Do rzędu osób ze ścisłej elity artystycznej, intelektualnej i politycznej nawet należy Pani Małgorzata Kubiak, która na poniższym nagraniu opowiada o tym, jak jej przyjaciel reżyserował bardzo patriotyczne przedstawienie.

https://www.youtube.com/watch?v=cf4CyBEpN7o&t=504s

Tym przyjacielem był Pan Bohdan Poręba, człowiek zasłużony dla kultury polskiej i dla polskości w ogóle. Teraz niestety, przez fakt, że kraj znajduje się pod żydowską okupacją, jak twierdzą niektórzy patrioci, nieco zapomniany. Że, co? Że ja się całkowicie mylę, albowiem pokazana tu Pani Małgorzata Kubiak jest jedną z pozytywnych bohaterek Gazety Wyborczej? A w związku z tym żadnej żydowskiej okupacji być nie może? Lepiej zastanówcie się co mówicie. O czym mówi Pani Małgorzata? No o tym, że próby do patriotycznego filmu Bohdana Poręby zatytułowanego „Zmartwychwstanie”, odbywały się w lokalu Le Madame (Ten kobieta), któremu szefował zapomniany już nieco Krystian Legierski, jak wielokrotnie mogliśmy się przekonać czytając artykuły w Gazecie Wyborczej i w innych elitarnych mediach, człowiek wielce zasłużony dla kultury i polskości w ogóle. Scenariusz tego przedstawienia napisała Pani Lusia Ogińska, autorka patriotycznych wierszy, a także książek dla dzieci, z których jedna opowiadała o tym, jak koń majora Hubala uratował wiezione w nieznane, w zaplombowanych wagonach, dzieci z Zamojszczyzny. Nie znam szczegółów, powtarzam tylko to, co wiem o fabule tej książki w bardzo ogólnych zarysach. Pani Lusia Ogińska była prywatnie żoną jednego z najwybitniejszych polskich aktorów czyli Ryszarda Filipskiego, zapamiętanego głównie z roli majora Hubala, w filmie „Hubal” reżyserowanym przez wspomnianego już Bohdana Porębę.

Czym był lokal Le Madame każdy mniej więcej wie. Przez wiele lat spotykali się tam przedstawicie polskich elity zatroskani o kulturę, która wyraźnie podupadała, albowiem w kraju ujawniły się elementy faszystowskie, katolicko-faszystowskie i jeszcze jakieś, ale te już były tak straszne, że brakuje mi słów, by je opisać. To z nimi właśnie walczył, wielokrotnie widziany w tym lokalu nigeryjski ( czy też może ghański?) poeta nazwiskiem Simon Mol, wyróżniony kiedyś przez elitę polską tytułem antyfaszysta roku. Aż szkoda, że nikt nie pomyślał o tym, że warto byłoby żeby nagrodę Simonowi Molowi wręczył Bohdan Poręba. Jakaż by to była piękna uroczystość.

Dlaczego ja napisałem, że elity artystyczne są także elitami politycznymi? Uczyniłem to, albowiem Pani Małgorzata Kubiak w zalinkowanym nagraniu ujawniła niesamowitą wręcz informację. Oto twierdzi ona iż jest wnuczką generała Wieniawy, albowiem jej ojciec, wybitny poeta Tadeusz Kubiak, był jego nieślubnym synem. I tak właśnie, proszę Państwa, na naszych oczach przeszłość i przyszłość podały sobie ręce. Czy to nie jest piękne?

Jakby tego było mało wspomniane tu przedstawienie czy też film, a może śpiewogrę, bo już trudno się doprawdy połapać czym ów akt twórczy był dokładnie – mam na myśli owo Zmartwychwstanie – zostało pokazane w telewizji Trwam. Ja doskonale rozumiem entuzjazm wszystkich, którzy kibicują ojcu Rydzykowi i jego mediom, naprawdę rozumiem, ale wybaczcie nie mogę być duchem z Wami. Chciałbym kroczyć swoją drogą i oddawać się, może rzeczywiście bardzo prymitywnej i mało związanej z lokalnymi kultami, dewocji. Pozwólcie mi na to, bardzo proszę. Jakoś nigdy nie miałem zbyt wiele przekonania dla mediów Ojca Tadeusza, a teraz to już całkiem mi przeszło.

Jak widzieliśmy w listopadzie, a pewnie jeszcze zobaczymy niebawem, wskazana przez Panią Małgorzatę Kubiak tradycja polskich elit ujawniła się i będzie ujawniać w nowych formułach. Będą one zaczerpnięte wprost z teatru ulicznego, do którego zaangażowani zostali, (a pewnie jeszcze kogoś dobiorą), wybitni aktorzy, także związani wcześniej z mediami toruńskimi. To z całą pewnością nie jest przypadek. Wystąpienia tych artystów, bardzo przemyślnie splecione, z wystąpieniami amatorów, naturszczyków ogarniętych entuzjazmem dla polskości, Polski w ogóle i jej kultury, nadadzą życiu publicznemu w kraju całkiem nowy sznyt. Wzbudzi on, jak przypuszczam, wielki entuzjazm patriotycznej młodzieży, która na pewno zechce – powodowana patriotycznym uniesieniem – wziąć w nich udział.

Oj cieszyć się będzie w niebiesiech antyfaszysta roku Simon Mol. Nie mówcie mi, że nie. Jeśli ktoś zechce zaprzeczyć tej interpretacji różnych aspektów życia publicznego, którą tu zaprezentowałem, niech się lepiej zastanowi. Wszystkie ujawnione przykłady świadczą bowiem o duchowym i intelektualnym bogactwie polskich elit, a także o ich różnorodności. I jak w sztafecie pokoleń, nurtów i środowisk, które podnoszą polskość i polską tradycję, a także patriotyzm na wyżyny, do tych już uznanych, dołączają nowi, którzy też zasługują na wyróżnienie i pamięć. O proszę, tu jest przykład: https://twitter.com/tylko_prawda_/status/1479938349498568704?s=19

Jeśli się komuś to nie podoba, a jak wiemy malkontentów było u nas zawsze mnóstwo, może emigrować. O ile ma oczywiście jakiś fach w ręku. Niech nie myśli jednak ów dureń, że środowiska Polaków żyjących na emigracji przyjmą go z otwartymi ramionami. Przecież na emigracji, od dawna żyje Pani Małgorzata Kubiak, oraz setki osób jej podobnych, które tam właśnie – na obczyźnie – pielęgnują polską tradycję. Ci zaś, którzy nie chcą emigrować, niech lepiej przygotują dłonie do klaskania i już zaczną trenować, albowiem kiedy rozpocznie się prawdziwy festiwal patriotyzmu i troski o ojczyznę, nikt nie będzie mógł szukać wymówek, dla opuszczonych wzdłuż szwów spodni rąk.

  26 komentarzy do “Elity polskie, polska emigracja i ci, którzy wyemigrować nie zdążyli i nie zdążą”

  1. Dzień dobry. Cóż, o współpracy w zaborcami to ja wiem tylko z opowieści dziadków, zresztą oni byli małymi dziećmi wtedy, więc się nie będę wypowiadał. Lepiej poczytać wspomnienia Hipolita Milewskiego choćby. Myślę jednak, że co do zasady „współpraca” z komuną – tak chętnie wykorzystywana do zwalczania losowych w zasadzie osób – była czymś podobnym. Żeby nie przedłużać – powiem tylko tyle; każdy, kto pamięta choć trochę tamte czasy i rozumie poprawnie termin „władza totalitarna” wie, że bez wiedzy jakiejś bezpieki przysłowiowego, pardon, bąka nie można było puścić. A jak ktoś dał się podpuścić jak pijany na płot, bo mu się marzyło podrywanie dziewczyn na „bohatera antykomunistycznego podziemia” – szybko kończył źle a często tragicznie. Trzeba było „iść na współpracę” żeby móc tyrać latami za psi grosz, ale jakoś utrzymać rodzinę i wychować dzieci, którym można było – po cichu – coś tam powiedzieć. I co? I tyle, co ważniejsi ubecy wyjechali za granicę albo się pochowali a my żyjemy. Uratowaliśmy ile mogliśmy z własności i z rozumu i spróbujemy jeszcze raz. Może przetrwamy. Dziś zatem, przy okazji odwiedzin cmentarzy pomódlmy się za tych „kolaborantów”. I na koniec jeden z moich ulubionych cytatów; „Precz z kulturą!”

  2. Moi ŚP Rodzice znali rodzinę Kubiaków. Z dzieciństwa pamiętam szok na jakiejś uroczystości, gdy jedna z Pań Kubiak (nie pomnę która) zapytała się mnie (tak ok. 7-8 lat chłopaka), czy lubię postraszyć ludzi z pończochą na twarzy… To było jeszcze za Gomółki i ciężkie czasy były.

  3. – ha, ja sobie to przeczytam parę razy, to pewnie odkryję sens właściwy. Ale cóż, tak na szybko – uderzył Pan w parę strun, które dają rozmaite rezonanse, niektóre może typowe tylko dla mnie. A o tych elitach to powiem tyle, że nie można zostać elitą ani z mianowania, ani samemu tak się nazwać. Ja rozumiem, że uzurpacja, owszem – ale – tylko z bronią w ręku. Reszta to żałosne przedstawienie i publiczność w dużej części, choćby intuicyjnie, zdaje sobie z tego sprawę. Chyba.

  4. Kubiak do Wieniawy, że nie dałeś mi szansy być twoim synem… no dał mu szansę, bo żył i tworzył i został ojcem takiej le madame jak p. Magdalena

    przecież dzisiaj to pod wpływem strajków kobiet, błyskawic, presji definicyjnej na temat co to jest  to maluteńkie co urasta do wielkości noworodka  – to szanowny tata p. Magdaleny to by się nawet nie urodził

  5. Panie Coryllusie, jak tak można, przecież Lusia, to talent na miarę Słowackiego.

  6. No właśnie wiem, przecież nie zaprzeczam temu. Wręcz na to wskazuję

  7. A z tym Wieniawą to prawda? To środowisko ma bardzo bujną wyobraźnię i najwyraźniej lubi różne mistyfikacje.

  8. Czy ja tylko mi kojarzy się po tym wpisie dodatkowo, że np. taki aktor/uzurpator Olszański dmie bez przerwy w trąbkę patriotyczną, w dodatku przebierając sie w jakiś mundur dla wzmocnienia efektu, nie wspominając przy tym, że jego córka Michalina grywa w filmach rosyjskich? Albo gra w negliżu?

  9. Pan zawsze w towarzystwie bierze na siebie rolę tego, który tłumaczy ludziom na czym polega pointa żartu?

  10. Ile można zarobić na litartach?

  11. Dlaczego nie używa Pan swoich postów poza Internetem?

  12. no i ta pożal się Boże estetyka w której aranżuje się p. Magdalena nie pasująca zupełnie do kanonów przedwojennych a minimum tych kanonów powinna mieć po tacie dziadku, może  w niektórych rodzinach geny nie są dziedziczone. No nie wiem jakoś Wieniawowa estetyka wydaje się być odległą od tego co widać na filmiku

  13. To trochę jak salon Dulskiej.

  14. na SN zamieszczono filmik z wystąpienia reż. Poręby przed Polonią w … Szikago, no i on  powiedział, że emigracja powinna nas bronić przed ateizacją … no chyba … to chyba jednak ateizacyjne trendy stamtąd szły…

    myślę że żeby coś tu zmieniać to trzeba tu mieszkać

  15. Ale z którym to zaborcą te obecne elity współpracują?

  16. Podał Pan przykład Milewskiego i Woyniłłowicza jako niechętnych wspłpracowników , a dodatkowo przypomniał wybudowany przez tego pierwszego teatr. Warto również przypomnieć że ten drugi ufundował kościół w Mińsku p.w. śś Szymona i Heleny.

    Jako he,he polska emigracja , często oglądamy Msze Św. w telewizji. Od pewnego czasu są to msze  w języku polskim o 11,00 z ww kościoła w Mińsku. Polecam zapoznać się z TWÓRCZOŚCIĄ muzyczną tamtejszych ,,organistów” . O ile na mszy polskiej śpiewają ,,tylko” jedna lub dwie panie (poziom A. German ), to już na mszy białoruskiej z udziałem  chóru dzieją się cuda. Sztuka w kościele katolickim możliwa tylko na Białorusi ?

  17. Zdarza się, że można wysłuchać koncertu organowego np.: Piotra Arseniuka.

  18. już ani Fukiera ani Bliklego ani ubraniowej elegancji … fast foody i drelichy, a na głowie rozczochrane włosy jak u p. Magdaleny K.

  19. Mam na myśli pomysłowe reklamy książek, które Pan zamieszcza na Instagramie. Może to puścić jakoś w obieg. A w jaki sposób, niech sam Pan wymyśli.

  20. co mi jest ze zawsze pomylę imiona , tym razem też zamiast Małgorzata uparcie nazywam ją Magdaleną.

    sorry

    ale co do nabożeństw z kresów, to oglądałam Msze św z Wilna a o Mińsku nie pomyślałam trochę dlatego że ktoś mi mówił że tam liturgia jest w języku rosyjskim, nie pomyślałam że może nie wszystkie.

    jednak było to jakieś mentalne zaniedbanie z mojej strony bo bp miński Zygmunt Łoziński był mi znany z opowiadań rodziny a kiedy we wspomnieniach Woyniłłowicza znalazłam nazwiska rodziny i znajomych z UW, to się zawstydzam …

  21. elity opozycyjne to chyba są obrotowe , nie widzę jak to inaczej można by określić

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)