Maj 072014
 

Zadzwonił tu wczoraj Toyah i wspólnie ponarzekaliśmy na „naszych”, których zaczyna przybywać w tempie ekspresowym. Pogadaliśmy głównie o gazetach i on polecił mi zakupienie nowego numeru ‚W sieci”. Ponieważ jednak ja nie słucham nikogo i nigdy poszedłem do kiosku i kupiłem „Do rzeczy”. Może i kupiłbym to drugie, ale na okładce gazety Lisickiego było napisane, że Ziemkiewicz napisał obrazoburczą książkę. – O Boże! Znowu….?! Tak sobie pomyślałem i od razu wyciągnąłem te 7 zeta, żeby zobaczyć, których bogów tym razem Ziemkiewicz obraził. No i okazało się, że tych samych co wcześniej. On znowu napisał książkę o tym, że honor i wdzięczność w Polityce nie istnieją, że tylko twarda walka interesów się liczy, a Polacy tego nie rozumieją, nie kumają po prostu, bo nie dorośli do pewnych spraw. Rozpisuje się Ziemkiewicz głównie o Francji w czasie II wojny światowej i o Belgii w czasie wojny I. Pisze też, że alianci nie mieli ochoty okazywać nam wdzięczności za Bitwę Warszawską, choć powinni, a za to rozkręcali wielkie prasowe kampanie w obronie Belgów. No i on nie wie dlaczego tak było, ale z tą wdzięcznością i honorem z naszej strony to po prostu zwykłe frajerstwo. Można by sobie nie zawracać głowy Ziemkiewiczem, ani innymi producentami mułu i lasowanego wapna kładzionego ludziom do głów. Można czy nie można? Nie można, bo człowiek po lekturze tych jego tekstów czuje się jakby wypił bełta i przepalił sportem. Musi wstać, włos pod górę zaczesać i wygłosić jakiś monolog. Chodzi o to, że czytelnik ma inne, subtelniejsze oczekiwania niż to, co realizuje Ziemkiewicz i ja je spróbuję tu opisać. W tekstach publicystycznych nie chodzi o to, by wychowywać Polaków, jak się zadaje Ziemkiewiczowi i Semce, który jego książkę recenzuje. Trzeba wychowywać tamtych, tych co uratowali Belgię, a nie chcieli ratować Polski. Można to robić jedynie w jeden sposób – pokazując jak koniunktury gospodarcze wpływały na politykę światową. Ja oczywiście wiem dlaczego Zachód interesował się Belgią bardziej niż Polską. Jest takie słowo, bardzo wdzięczne, które można znaleźć na mapie Afryki – Kongo. Tam są wszystkie odpowiedzi na ważne pytania dotyczące Europy i świata przed I wojną. Żeby odeprzeć kłamliwe narracje nie powinniśmy pisać o własnym frajerstwie i liczyć na to, że w kolejnym rozdaniu to ho, ho, ho…już my im pokażemy jak się twardo broni interesów. Nic nie pokażemy, bo my tych interesów nawet nie potrafimy rozpoznać. A feler ten mamy między innymi przez publicystów takich jak Ziemkiewicz i Semka. Żeby odeprzeć kłamliwe narracje musimy wejść na teren tych co gotowi byli umierać za Belgię i napisać coś o sprawach, które są im bliskie i na temat których oni nałgali tak, że już się o te kłamstwa przewracają, jak Jerzy Połomski o kable na estradzie w Opolu, w roku 1974. Inaczej się nie da. No, ale nikt nie ma pomysłu jak to zrobić. To znaczy ja mam ten pomysł i go przeprowadzę na skalę taką, na jaką mnie stać. Potem zaś zobaczymy co się stanie. Wymienieni panowie zaś nadal będą realizować się w swojej roli kaowców zatrudnionych w domu wariatów.
Semka o książce Ziemkiewicza pisze, że powtarza ona tezy z książki Zychowicza, tam zaś są powtórzone tezy z książki Wieczorkiewicza. Nie wiemy niestety od kogo zapożyczał swoje tezy Wieczorkiewicz, ale to chyba nie jest już istotne. I to jest moim zdaniem coś, przed czym powinni klękać sataniści i wznosić te swoje bezbożne okrzyki. Jak Semka może coś takiego napisać? Coś tak bezwzględnie demaskującego? Jak on może napisać, że cała ta hucpa służy temu jedynie, by konsolidować ten ich gang Olsena wokół treści zatwierdzonych dawnego temu, przez nierozpoznane czynniki i powtarzanych dziś do, przepraszam za słowo, porzygania?
To są jacyś uniwersyteccy buddyści, łażą w kółko i kręcą te swoje bębenki modlitewne, szepcą mantry takie jak ta na przykład: bici i zwyciężani uciekamy się niekiedy do mitów o bezgrzesznej II RP oraz mądrych przywódcach konspiracji wojennej. Albo: książka ma wiele „firmowych” cech Rafała – ostry język, barwne porównania i typowy dla niego publicystyczny żar.
I wszystko jest jasne. Żeby sprzedać jedną, wtórą książczynę, która powtarza to, co już zostało po wielokroć przemielone, angażuje się Semkę i Wildsteina, który też napisał recenzję książki Ziemkiewicza. A wszystko w ramach debaty historycznej „Do rzeczy”. Może o Retingerze zorganizujecie mili panowie jakąś debatę? Albo o ograniczeniach w polskiej polityce wynikających wprost z tępoty publicystów ją opisujących i polityków, którzy ją kreują? Nie? Jaka szkoda.
Toyah twierdzi, że „W sieci” jest jeszcze gorzej. Czy to aby możliwe? Pewnie tak, wszystko jest możliwe.
My tutaj na blogach ulegamy pewnemu złudzeniu, każe nam ono wierzyć, że poglądy podlegają jakiejś ewolucji. I tak jest, ale w wypadku, kiedy towarzyszy im świadome działanie, które ma jakiś cel. No, a w przypadku „naszych” jedynym celem jest pilnowanie domu wariatów i ograbianie pensjonariuszy z papierosów i ciastek. Można to też zauważyć w salonie24 gdzie Igor Janke opowiada o tym, jak to będziemy mówić Orbanowi twardo o swoich interesach. Powtórzę: ani Igor Janke, ani nikt z polskich polityków, nie potrafi dziś rozpoznać czym jest polski interes narodowy. Zamiast tego mamy mantry. O mieszkaniach dla młodych, o honorze, że niepotrzebny, o „gospodarka głupcze”, o silnym bloku w Europie Środkowej, który stworzą Polska i Węgry. Jeśli do tego dojdzie, w co wątpię, okaże się na koniec, że cały ten blok, to ekspozytura jakiegoś banku.
Po przekartkowaniu tej gazety rzuca się w oczy coś jeszcze. Zaczyna ona przypominać sensacyjne periodyki sprzed pierwszej wojny właśnie. Mamy jakieś sfingowane afery, jakieś namiastki Dreyfusa i kanału panamskiego, jakieś gendery i korwiny, a wszystko to okraszone pitavalowym materiałem o zamordowaniu młodej prostytutki. Właściwa funkcja mediów aspirujących do uczciwości i deklarujących ją na każdym kroku ujawnia się przed nami po raz kolejny. Kiedy znów wybuchnie wojna powiedzą, że ich to zaskoczyło jak zima drogowców, że miało być inaczej, ale wyszło jak zwykle.
No, ale wróćmy do naszych ewolucyjnych złudzeń. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że nie mamy wpływu na nic. Możemy nie zgadzać się z tymi bredniami i proponować coś innego, ale oni tam mają potężną maszynę do wytwarzania mułu wymieszanego z wapnem, zawsze mogą ją puścić w ruch. Przyjdzie Lisicki, odkręci zawór i muł popłynie szeroką strugą, a wszyscy się będą w nim taplać jak punkowcy na przystanku Woodstock. No, ale nie możemy ustawać w wysiłkach, nie będziemy przecież czytać o Korwinie i gender.
Grzegorz Braun namówił mnie, żebym wydał książkę, niewielką, ale ważną, pod tytułem „Irlandzki majdan”. I ja to zrobiłem. Książka będzie, ale nie wiem czy zdążymy na targi w maju. Postaramy się zdążyć. No i kiedy już ustaliliśmy, że przygotowujemy tę książkę, moja żona wpadła na pomysł, żeby to była seria. I zaraz wymyśliliśmy tytuł serii: Małe książki o ważnych sprawach. Tomek zaprojektował okładkę tak dobrą i nowoczesną, że podjąłbym się sprzedawania tylko okładki, bez żadnych treści w środku. Pomysł by seria przypominała nieco serię z żółtym tygrysem wpadł mój kolega i oto na oczach wszystkich z niczego właściwie, ze wspólnego wysiłku kilku osób powstała jakość. Kocham to. Ten moment kiedy coś się materializuje w powietrzu i buch – spada na stół. Obyśmy zdążyli z wydaniem. Kolejną książkę w tej serii napisze Toyah, albo ja wspólnie z nim. Następną zaś nasz kolega boson. Potem zaś zobaczymy. Chodzi o to, by mały wydawca, taki jak jak, miał możliwość przyciągnięcia do siebie innych autorów. Nie znaczy to, że będę wydawał wszystko co dostanę do rąk, nie mam czasu czytać wszystkiego. Będę jak zwykle podejmował arbitralne i skrajnie niesprawiedliwe decyzje. Na razie zapraszam na stronę www.coryllus.pl

  29 komentarzy do “Ewolucjoniści i buddyści”

  1. Dobry pomysł .Czekamy.A co z ksążką Kamiuszka o Koperniku ?

  2. Zapłatę od aliantów trzeba brać jak zaliczkę od wydawców – z góry 😉

  3. No, ale żeby tak czynić trzeba mieć stosownie rozgarniętych polityków i publicystów, którzy potrafią o tym pisać. To co oni robią jest gorsze i mniej skuteczne niż napis „palenie zabija”.

  4. Kupiłam w prezencie dla 10 latka książkę pt ” Kosmos. Wielka księga. Podróż do gwiazd”. Księga jest tak wielka, że na 120 stronach jest wzmianka o Arystotelesie i Galileuszu po 2 strony i ani słowa o tym jakie miał zasługi Kopernik. Jest takie zdanie: „Ponad 50 lat po opublikowaniu rozprawy Kopernika włoski naukowiec Galileusz po raz pierwszy skierował w stronę nieba mały teleskop własnej konstrukcji.” (s.12) Kto to był ten Kopernik, co za rozprawę ogłosił – dzieki której w 50 lat później niejaki Galileusz po raz pierwszy skierował w stronę nieba mały teleskop…..i dokonał przełomowego odkrycia . Kto to był Kopernik w/w książka nie wyjaśnia. No czeka młodzież na książkę o Koperniku, bo o przełomowym odkryciu Galileusza już coś niecoś napisano.
    To z tym brakiem informacji o dokonaniu Kopernia to tak coś jak z tą Danią i Polską. Dania zaszczyca (bo Kongo) a Polska to państwo przez które wybuchła II WŚ.
    Taki przekaz

  5. U mnie będzie sporo o Koperniku, tyle, ze niestety nie dla dzieci i młodzieży…

    To jest znacznie szerszy problem… jak dobrze pójdzie, to zaproponuję Coryllusowi, współfinansowanie konkursu na opowiadania o: Koperniku, Banachu, Skłodowskiej, Czochralskim itp.

    No, i może kiedyś uda się wydanie „dużych” DOBRYCH książek popularnych o tychże postaciach…

  6. Ja nie wiem co robi Kamiuszek, zapytajcie jego najlepiej. Zajmuje się pewnie jakimiś poważnymi sprawami. Może sprzedaje odkurzacze, a może kładzie parkiet w Berlinie, ja nie wiem… Rok temu w czerwcu powiedział mi, że książki pisać nie może, bo się musi zająć poważnymi sprawami….

  7. Kamiuszek młody jest, jeszcze spoważnieje…

  8. Jaki młody? On ma 43 lata…

  9. Jeśli o Banachu to zdaje się głównym bohaterem musi być gęś jako nagroda za dobrze rozwiązane zadanie, serwetki kawiarniane jako materiał do wypisywania dowodów matematycznych oraz praca w pewnym Instytucie lwowskim produkującym medykamenty zwalczające tyfus.

  10. …tak niektórzy mają…

  11. dokładnie! można tylko przebierać…

  12. …a co do M. Skłodowskiej, to bardzo mało wiadomo o jej życiu PRZED wyjazdem do Paryża. A to rzecz naprawdę ważna i bardzo ciekawa.

  13. A co wyście tak na Kamiuszek-ka wleźli, zrobi te swoje poważne sprawy i git zajmie się Kopernikiem. Co się zaś tyczy „naszych” oni niedługo mogą odkryć TED talks i zauważyć, że warto rozmawiać o tym by „świat był dobry”. A na początek zaserwują pewnie coś o moralnej polityce.

  14. i o pewnym spotkaniu na krakowskich Plantach 🙂

  15. Była guwernantką na Mazowszu, w jakiejś nobliwej rodzinie, chyba miała wtedy ok. 20 – stki. Po roku jej się to chyba znudziło i padła propozycja ze strony krewnego, który parał się chemią i ona w tej pracowni chemicznej przelewała z pustego w próżne jakieś chemikalia. Tak się wdrożyła do tej laboratoryjnej procedury że skończyło się to wyjazdem do Paryża na dalsze nauki w zakresie chemii i potem Noblem. Ja to chyba to wiem z jakiejś wystawy zorg. na Politechnice. Jak któras uczelnia org wystwę to grzecznie jest odwiedzić i pochwalić. Myślę że stąd ta wiedza o tej 20 – letniej guwernantce i pracy u krewnego.

  16. …krewnego, który parał się chemią… noooo… niezupełnie – za wiki:

    Gdy Maria miała 10 lat rozpoczęła naukę na pensji dla dziewcząt, którą wcześniej prowadziła jej matka. Następnie kształciła się w III Żeńskim Gimnazjum Rządowym, które ukończyła w 1883 roku ze złotym medalem. Kolejny rok spędziła na wsi u ziemiańskiej rodziny jej ojca, gdzie regenerowała siły fizyczne i psychiczne po bolesnych przeżyciach związanych ze śmiercią matki i siostry. Po powrocie do Warszawy udzielała korepetycji z matematyki, fizyki, języków obcych (znała polski, rosyjski, niemiecki, angielski, francuski)[8]. W Warszawie Maria poznała Bronisławę Piasecką – nauczycielkę, którą przepełniały idee pozytywizmu. Pod jej wpływem Maria wraz z siostrami – Bronią i Helą wstąpiły na Uniwersytet Latający. Był to czas, kiedy młode Skłodowskie poznały wybitnych profesorów, którzy przekazali im zakazaną przez władzę wiedzę.

    Zafascynowane nauką, Maria i Bronia zawarły umowę, w myśl, której najpierw na studia do Paryża wyjedzie starsza z nich, a młodsza będzie pracować w kraju na jej utrzymanie. Po zakończonych studiach we Francji, Bronia miałaby utrzymywać Marię[9]. W związku z tym została guwernantką najpierw w prawniczej rodzinie z Krakowa, a następnie u ziemiańskiej rodziny Żorawskich, mieszkających w majątku ziemskim w Szczukach. Tam Maria uczyła dwie córki Żorawskich, a w wolnych chwilach, za zgodą Żorawskiego uczyła wiejskie dzieci czytania, pisania i liczenia; działalność ta była zabroniona i bardzo surowo karana przez carskie władze.

    W Szczukach Maria poznała syna Żorawskich, Kazimierza, wtedy młodego studenta matematyki. Młodzi zakochali się w sobie i dość szybko zaręczyli. Rodzice Kazimierza jednak stanowczo odrzucili pomysł ślubu ich syna z ubogą guwernantką, a sam Kazimierz nie potrafił się im przeciwstawić. Upokorzona Maria pracowała w Szczukach jeszcze piętnaście miesięcy. Żyjąc nadzieją na małżeństwo, raz jeszcze spotkała się z Kazimierzem w Zakopanem w 1891 roku. Jednak potwierdziło ono tylko obawy Marii, że do małżeństwa nie dojdzie. Ostatecznie zerwała znajomość z młodym Żorawskim[10]. W 1889 roku upokorzona i odtrącona Maria, po czterech latach żalu, bólu, samotności i ciężkiej pracy powróciła do Warszawy. Tutaj zaczęła uzupełniać swoją wiedzę z chemii i fizyki w laboratoriach Muzeum Przemysłu i Rolnictwa przy Krakowskim Przedmieściu. Pomagał jej cioteczny brat Józef Boguski, były asystent Dymitra Mendelejewa oraz chemik Napoleon Milicer, były współpracownik Roberta Bunsena. To właśnie ci uczeni nauczyli młodą Skłodowską analizy chemicznej, którą później mogła wykorzystać przy pracach umożliwiających jej wyizolowanie radu i polonu.

    Na początku 1890 roku, zgodnie z wcześniejszą umową, Bronisława, która kilka miesięcy wcześniej poślubiła Kazimierza Dłuskiego (także lekarza), zaprosiła ją do swojego paryskiego mieszkania, oferując pełne utrzymanie. Maria jeszcze przez rok się wahała, dokształcała, udzielała korepetycji, aż na początku 1891 roku zdecydowała się wyjechać do Paryża[11].

  17. świetnie , chodziłam do liceum jej imienia , wygłaszałam referat o niej 🙂
    dzięki

  18. To prawda ze politycy polscy nie potrafia dbac o interes Polski bo nie sa w stanie nawet okreslic co jest tym interesem. To jest takie obijanie sie od sciany do sciany I tylko reakcja na jakis problem gdy ten wyplynie. I to tez reakcja jest werbalna deklaracja, jak np. slowa Tuska ostatnio : „my walczymy jak lwy o polski wegiel I interesy gornictwa”.
    A towarzysza politykom grajkowie jak ja ich nazywam czyli humanisci, dziennikarze, publicysci bo za te gre na lutni oni wiedza ze cos im skapnie.

    Ron Paul powiedzial ostatnio ze sa dowody na to ze za ukrainskim Majdanem stal Miedzynarodowy Fundusz Walutowy. I jeszcze jedna ciekawa sprawa. Po wydarzeniach w Kijowie I dorwaniu sie do wladzy nowej ekipy podjechaly do banku ciezarowki w mocnej obstawie I wywiozly cale ukrainskie zloto na lotnisko I dalej za ocean.
    Swoja droga, czy w Forcie Knox jest jeszcze jakies zloto czy juz tylko kupa kurzu?
    Wlasnie Ron Paul niedawno domagal sie zeby dokonac inspekcji w forcie I ustalic czy I ile tego zlota tam jest. Ale to wolanie na puszczy.

  19. Anglicy pakowali polskich żołnierzy walczących na Zachodzie na statki i wysyłali do ojczystego kraju, wiedząc co może z nimi się dziać. Generał Maczek z braku środków na utrzymanie pojął pracę kelnera. Ciekawe dlaczego generał Anders nie podzielił jego losu. Czyżby dezercje z Wojska Polskiego i pobłażliwość względem dezerterów?
    Wolińska i innych podobnej proweniencji wpuszczano na wyspy bez oporu. Davies Norman, a właściwie jego żona utrzymywała kontakty z Wolińską i pozwalała głaskać tejże własnego syna po główce.

    Kajamy się za Zaolzie i za rok 1968, a taka mała nacja, jak Czesi, zawsze patrzyła swego i po II WŚ próbowała marszem na Kłodzko dokonać zaboru tych ziem. Inni sprzedawali Żydów, pomagali wywozić na zatracenie, a to my musimy tłumaczyć się z rzekomo wyssanego z mlekiem matki antysemityzmu, choć tylu Polaków rozstrzelano lub zesłano do KL za pomoc im.

    Nie ma opracowania o prawdopodobnym udostępnianiu przez Brytyjczyków wrażliwych informacji dotyczących podziemia jednym i drugim okupantom.

    Czy nie warto zebrać by funduszy na opłacenie i „wyprodukowanie” zastępu Machiavellich?

  20. Od czasu do czasu organizuje sie imprezy typu „Polska Wielki Projekt”, to chyba robi Instytut Sobieskiego (ciekawe kto finansuje ten instytut). Wychodzi na mownice Stanilko I paru innych mezow uczonych I mowia o polskim przemysle ktorego nie ma I polskich markach (czyli jak niektorzy mowia „brandach”, co za smiec jezykowy) czyli firmie Solaris produkujacej autobusy.
    A potem zgarniaja szmal za referaty I ida do domu. I po projekcie.

  21. Panie Coryllusie
    może by pan się zajął stanowiskiem Episkopatu ws pojednania polsko – ruskiego i współpracy kościołów. To bardzo ciekawa sytuacja. , Pan jako człowiek bywały w siwcie na pewno wiele słyszał.
    pozdrawiam

  22. Roszczeniowo, prawie egoistycznie podpowiadamy Coryllusowi jakimi to tematami ma się zająć , abyśmy dzięki jego dociekliwości mogli uzupełnić nasze deficyty wiedzy – no to dodam jutro Św Stanisława.
    Czekamy na stosowny tekst Pańskiego autorstwa, bo tylko Pan napisze to dobrze.

  23. Goraco popieram!!! Niech ktos o odpowiednim talencie pozbiera te wszystkie historie. Jakiej wysokosci budzet zadowoli „tworce” i na kiedy moglo to byc gotowe?

  24. Czy byloby odpowiednim dla rownowagi dodac przypadki wzorowego zachowania? Dla kontrastu….

  25. Myli się Pan, ja w ogóle nigdzie nie bywałem, a o kwestiach przez Pana poruszonych nie wiem nic. No, ale mogę się tym zainteresować.

  26. Ach te ‚Do Rzeczy’. Ziemkiewicz powtarza za Zychowiczem, ten zaś za Wieczorkiewiczem – a ten to chyba za Mackiewiczem zwanym Catem. Szkoda, że nie było debaty o Retingerze, ale pamiętam, wprawdzie bez rewelacji, że Zychowicz napisał o nim do specjalnego wydania ‚Do Rzeczy’ i to nie dawno w kwietniu.

    Z tą seria książek to bingo! Powodzenia

  27. wiem, powinno być ‚niedawno’ 😉

  28. Zaolzie , to byl „noz w plecy” w roku 1920 > wlasnie od Czech. Innymi slowy po roku 1918 , po „Wersalu” > Zaolzie o ktorym mowa bylo w granicach II RP. Terenem „spornym” stalo sie przez bardzo krwawe odebranie Polsce (regularna interwencja zbrojna Czech) , a stalo sie to w 1920 r. gdy Polskie Sily Zbrojne byly zajete odparciem bolszewikow spod Warszawy (planista akcji gen.Rozwadowski , front polnocny gen. Sikorski , gen. Haller , front poludniowy i szturm znad rzeki Wieprz > marsz. Pilsudski. Slask Cieszynski (dawne ksiestwo cieszynskie > Habsburgow) w granicach II RP , nie podobalo sie Czechoslowacji , a trzeba wspomniec ze Czechoslowacja rozpoczela swoj byt w 1918 r. po rozpadzie Austro-Wegier , a zakonczyla w 1938 r. (sprzedana w Monachium za „gwarancje pokojowe”) > wowczas Polska upomniala sie o Zaolzie (trzeba dodac > bezkrwawo) , teren o znaczeniu strategicznym i waznym gospodarczo wrocil do Polski (nie wpadl w rece Hitlera). Co wazne > nie byl to rozbior Czechoslowacji (ta karta jest notorycznie podnoszona , i jest kluczem by dzielic/utrwalac wrogosc).

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.