sie 042022
 

Pewnie już o tym pisałem, ale sam nie pamiętam, więc nie zaszkodzi powtórzyć. Często, a być może zawsze mylnie oceniamy przyczyny popularności różnych, silnie nas fascynujących fenomenów. Mylnie też oceniamy ich konstrukcję, a albo po prostu jej nie zauważamy, ulegając chwytom promocyjnym, które – co tu gadać – mydlą nam oczy. Weźmy pierwszy z brzegu przykład – Mikołajka ze słynnej książki Gościnnego i Sempe. Jakież to było zabawne, jakie fantastycznie oczyszczająca po naszej rodzimej literaturze dla dzieci, która ma – aaaaaaaaaaaa, nie, nie – wzbudzić zainteresowanie jakimiś poważnymi bardzo kwestiami. Ja swoim dzieciom przeczytałem wszystkie części, przygód Mikołajka, nie bacząc na to, że przez większą cześć czasu nudzą się one śmiertelnie. Tylko niektóre bowiem przygody są naprawdę śmieszne, a większość jest po prostu naciągana, wydumana i silnie nieautentyczna. Co zawsze należy rozumieć, jako zabieg marketingowy służący podniesieniu dochodów wydawcy. Być może również autora, ale z doświadczenia wiem, że autorzy są raczej niechętni powielaniu takich formatów, no chyba, że sami je zaplanowali i kieruje nimi złośliwość wobec konkretnych osób i postaw. Wróćmy jednak do śmiesznych przygód Mikołajka. One były tak śmieszne i tak autentyczne, że można je było czytać po kilkanaście razy i za każdym kolejnym razem śmiać się tak samo szczerze, jak podczas pierwszego czytania. I to zostaje z człowiekiem na zawsze. Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym fenomenem i nad paraliżującą wprost autentycznością tych historii, która – i to jest najważniejsze – połączona jest z równie paraliżującym nieprawdopodobieństwem, w które jednak coś, jakaś przemożna siła każe nam wierzyć? Na pewno się nie zastanawialiście. To ja Wam wszystko wyjaśnię. Na pewno nie wiecie, że dopiero w roku 1956 wprowadzono we francuskich szkołach zakaz spożywania alkoholu przez dzieci do lat 14. Ten drugi zakaz, który dla nas jest oczywistością, czyli całkowite usunięcie alkoholu ze szkół wszedł we Francji w życie w roku 1981. To jest moim zdaniem niezwykłe. I nikt o tym nie mówi, nikt nie wskazuje tego czynnika, jako czegoś istotnego w rozwoju i kształtowaniu młodych ludzi. Wszyscy czytają tego Mikołajka i śmieją się z Rosoła czyli pana Dubon. Proszę Państwa, zastanówmy się, co miał zrobić biedny pan Dubon, mając pod swoją opieką gromadę pijanych dziesięciolatków? Alcest na pewno nie poprzestawał na spożywaniu kanapek, na pewno miał w tornistrze flaszkę czerwonego wina i na pewno nie częstował nią kolegów. To jest jasne. Trudno jednak przypuścić, by Gotfryd, który miał bogatego ojca nie próbował popisywać się przed kolegami przynosząc do szkoły, prócz dziwnych kostiumów, także co lepsze roczniki z piwnicy swojego taty. To są kwestie, które wyjaśniają bardzo wiele. Dlaczego Kleofas nie potrafił niczego zapamiętać, dlaczego był wiecznie zaspany? Bo popadł, jako niewinne dziecię w nałóg alkoholowy. To chyba jasne, A sam Mikołajek, żywe dziecko pełne szalonych pomysłów, całkowicie pozbawione tego, co w polskiej szkole było twardą i dręczącą niektórych do dziś rzeczywistością – stresu szkolnego? On nigdy Was nie zastanawiał? Mnie przyznam też, bo człowiek łatwo wpada w takie pułapki i myśli sobie – jak w tej francuskiej szkole było wesoło. I to kiedy? – w latach pięćdziesiątych, kiedy nauczyciele byli srodzy, na stanowisku woźnych zatrudniano byłych podoficerów spod Verdun, a dyrektor był jak zastępca prezydenta republiki. Co to za czasy? – zastanawiałem się wielokrotnie. Tyle opresji, a dzieci wesołe i na wszystko im się właściwie pozwala. Psycholog szkolny jeszcze nie wylądował w latającym spodku i nie wyniósł z niego tych, dobrze dziś znanych, obezwładniających dzieci gadżetów służących wychowaniu współcześnie. Wszystko wydaje się normalne i do tego jeszcze śmieszne. Oczywiście, wiemy, że to książka dla dzieci i jest silnie przejaskrawiona, ale wiemy też, bo sami byliśmy dziećmi, co w niej może być prawdą, a co nie. I ta prawda, nie chcę używać słowa, psychologiczna, ale jednak muszę, silnie do nas przemawia. I po latach, kiedy człowiek przypadkiem napotyka pewne, słabo nawet ukrywane informacje, dociera do niego co było źródłem tej prawdy – wino. Oczywiście, można tera zacytować łacińskie przysłowie, ale nie obniżajmy poziomu tego tekstu. Podsumujmy to, co do tej pory zostało powiedziane – francuskie dzieci, do roku 1981, mogły pić w szkole i nikogo to nie dziwiło. Więcej, zakaz spożywania alkoholu przez dzieci wywołał falę dyskusji i krytyki, uważany był za fanaberię i gwałt na wolności, a niektórzy pisali o nim, że jest nieludzki. Co w tym czasie działo się w szkołach polskich? Wiemy co, nie można było pić w szkole, albowiem w sklepie była tylko wódka. Wódkę tę pędzono także w domach i stodołach, a niektórzy czynili to w lesie. Szkoła polska, w odróżnieniu od szkoły francuskiej była ostoją trzeźwości, jeśli oczywiście nie liczyć tych nauczycieli, którzy mieli na zapleczu swoich pracowni tak zwane kantorki. Byli to przeważnie fizycy i chemicy i z ich trzeźwością bywało różnie. Historyk musiał być przytomny, jak pan Dubon, który na pewno nie chciał stracić posady, uganiając się trzeźwy za pijanymi dziećmi. To samo było z matematykami i polonistami. Okoliczności te wskazują, że obecność alkoholu w szkole ma przyczyny i znaczenie całkowicie osadzone w praktyce. We Francji jasne było, że dzieci powinny pić, bo lepiej i bardziej spontanicznie przebiega wówczas ich rozwój. W Polsce jasne było, że dzieci nie mogą pić, bo dookoła wszyscy chlają. Nie może pić także polski odpowiednik pana Dubon, dlatego tak mało było u nas woźnych mężczyzn. Funkcje te piastowały przede wszystkim kobiety. Praktyka szkolna zaś skazywała fizyków i chemików na alkoholizm, no chyba, że mieli oni w sobie jakieś silne wewnętrzne blokady, ale sami przecież wiemy jak było. Aha, byłbym zapomniał – w wychowawczo rozumiane pijaństwo popaść mógł także pan od ZPT, bo też miał kantorek, gdzie trzymał różne narzędzia.

I teraz zobaczcie do jakiej patologii doprowadziło usunięcie alkoholu ze szkół. Mamy tam przecież stokroć gorsze rzeczy. Dzieci zamiast tworzyć oparte na naturalnie ujawniającym się temperamencie i zdolnościach hierarchie, izolują się od innych korzystając ze zdobyczy technologii. Jeśli zaś nie popadają w ten rodzaj obłędu, zaczynają się nadmiernie i przedwcześnie interesować własną płcią, a zainspirowane przez media i wszechobecną propagandę, myślą nawet o zmianie płci? Czy Maksencjusz myślał o takich głupstwach patrząc na swoje brudne, kościste kolana? Na pewno nie. Na pewno też nie frustrował się swoim wyglądem przesadnie, a jeśli mu jakaś taka myśl przyszła do głowy, sięgał po flaszkę Dubonnet, którą mu zapakowała do tornistra troskliwa mama i już był wesoły. Ktoś może powiedzieć, że przecież tak było we francuskiej szkole, a u nas okoliczności były odmienne zgoła. O czym więc miał myśleć polski uczeń? O tym, jak dostać się do kantorka pana od fizyki, to chyba jasne. No i o tym, jak ominąć domowe rafy, które konsumpcja i produkcja alkoholu wypiętrzyła w przestrzeni, mającej być dla ucznia azylem. Nie było lekko, wszyscy to wiemy. Wiemy też, że o wiele lepiej dla wszystkich nas byłoby, gdyby można było – za naszych czasów – pić w szkole a trzeźwieć w domu, a nie na odwrót. Francuzi jednak mieli kiedyś dobre intuicje.

Po co ja to napisałem? Albowiem postanowiłem wznowić książkę, która kiedyś bardzo się podobała, a ukazała się najpierw pod tytułem „Dzieci peerelu”, a potem pod innym – „I co, kiedyś było fajniej?”. Nakład przyjedzie w poniedziałek.

W sobotę będę ostatecznie, mam nadzieję wiedział, czy mam w Grodzisku lokal dla Władysławy, jej chorej mamy i siostry. Negocjacje trwają. Bardzo proszę wszystkich o pomoc, bo czas nagli, a od znalezienia mieszkania i jego lokalizacji zależy gdzie będzie chodzić do szkoły mała Ania. Każdy zaś, po przeczytaniu tego tekstu, dobrze wie co to znaczy szkoła, w której nie pozwalają pić wina. W tej, które jest obok mieszkania, gdzie miałyby się wszystkie schronić, też go nie podają, ale przynajmniej jest tam ktoś znajomy i nie jest to pan od fizyki, ani chemik. Tak więc – już całkiem bez wiców i kokieterii – bardzo proszę o pomoc. Czas nas goni.

Link do zrzutki jest tutaj:

 

https://zrzutka.pl/g6kscy

 

Jeśli ktoś chce pomóc, ale nie podoba mu się zrzutka, niech wpłaci pieniądze na konto Władysławy z dopiskiem, że to na wynajem mieszkania. Proszę nic nie wpłacać na moje konto, na które zbieraliśmy fundusze poprzednio.

 

Władysława Rakowska

98 1020 1055 0000 9902 0529 0566

Aha, w Grodzisku Mazowieckim, przy deptaku była do niedawna sławna szkoła nauczająca angielskiego – The Tree House – prowadzona przez naszych znajomych – Sarę i Patricka. Właśnie ją zamknęli i wyjeżdżają. Na budynku szkoły widzi taki banner podświetlany. Jest do wzięcia za niewielką sumę, ale trzeba po niego przyjechać i go sobie zdjąć. Jakby ktoś miał ochotę służę namiarami na właścicieli.

  18 komentarzy do “Fenomen Mikołajka i innych chłopaków”

  1. Dzień dobry. Cóż, w mojej szkole podstawowej, którą skończyłem w roku 1979 istotnie nie można było pić wina. Wódka była wtedy po 44 zł/0,5 l., mało kto miał takie kieszonkowe. Wino marki wino, ze słynnym patykiem pisanym czarnym napisem kosztowało 17,50 – tyle ile kostka masła. Na lekcjach nikt nie pił, ale na szkolnych zabawach – zdarzało się, chociaż nie pamiętam większych skandali. Może dlatego, że zarówno dyrektor szkoły jaki i Pan Woźny byli mężczyznami, powiedzmy w starym stylu. Żartów nie było. Przypadek prawdziwego alkoholika był jeden. Pan polonista, chory na raka żołądka. Miał ładną, tzw. „klaso-pracownię” z zapleczem, dobrze wyposażoną. I miał tam alkohol, który popijał. Dyrektor zamierzał go wyrzucić, ale nie zdążył. Prowadził najlepsze lekcje polskiego, jakie mogę sobie wyobrazić. Myślę, że sporo mu zawdzięczam. Świeć Panie nad Jego duszą.

  2. Europa i Europejczycy piją alkohol, można godzina dyskutować o kulturze picia, o dawka które są zdrowe albo nie dewastujące organizm. Pamiętajmy jednak ,że połowa populacji ludzkiej ma zapisane w zasadach nie pić, nie wiem na ile muzułmanie tego dotrzymują?

    Pijące dziecko jest dla mnie szokiem kulturowym, pamiętam jak ogladałem „Pan na krańcach świata” tam dorośli oficerowie pili alkohol z dziećmi , które miały się stać oficerami

  3. Właśnie, właśnie…a nudne, trzeźwe polonistki co?

  4. – nie wiem jak dziś, ale dawniej było tak, że w restauracji we Francji można było zamówić dla dziecka wino z wodą – mniej więcej pół na pół. Uważano powszechnie, że wino do posiłku to rzecz wręcz wskazana, dobra na trawienie, itd. Nikt wtedy nie zastanawiał się nad wpływem samego alkoholu na organizm dziecka, ale wtedy też można było wszędzie palić… Od tego czasu zapisano tony papieru na temat wina i jego (pozytywnego) znaczenia dla ludzkiego organizmu. Francuzi lamentują, że spożycie wina maleje i niektóre regiony przez to biednieją. Abstrahując od tego, że dawno co lepsze winnice są w posiadaniu cudzoziemców. Tak czy tak, zważywszy na znaczenie wina dla gospodarki Francji, ale także innych krajów – temat obciążony jest skazą materialnego zainteresowania wygłaszających różne teorie. Punkt siedzenia określ punkt widzenia.

  5. – akurat do Pań polonistek to ja szczęścia nie miałem, ale zważywszy na to, jak i po co tworzy się programy szkolne – pewnie nie miały za bardzo możliwości błysnąć talentem. A że lekcje te były raczej stratą czasu – cóż, takie jest życie. Ja lubię takie powiedzenie – nieważne co, ważne – z kim… 😉

  6. alkohol w ustach dziecka, ucznia , nauczyciela ….

    no chyba był/jest nie do pomyślenia,

    ale teraz kiedy nauczyciele ganiają ze szkoły do szkoły żeby zebrać wymaganą ilość godzin nauczania, to może łatwiej na trasie czymś popić a i Biedronka specjalizuje się w małpkowych porcjach ułatwiając zasilanie

    we Francji zapewne było silne lobby winiarskie… walczyli o -zbyt-  nie rezygnując z żadnej grupy docelowej …

  7. na SN – Mniszysko zastanawia się nad prezydentem /aktualnym/  Francji – ja myślę że prezydent po prostu lubił starsze osoby, uważał je za mądrzejsze, nie cenił swoich rówieśników,

    traktując rzecz pobieżnie  – jeśli wybrał tak, że jego pasierbowie i jego żona  są starsi od niego, no to chyba dowód że gustuje w odpowiedzialnych poważnych ukształtowanych osobach

  8. Wodka po  44.5 za pollitra w 1979 to chyba we snie

    raczej po 145

  9. – no może i tak, pod koniec lat siedemdziesiątych te ceny zaczęły iść w górę. Ale przez większość dekady takie były. Cukier – 10,50, chleb – 4.00, … I jak system zaczął bankrutować, ceny poszły w górę, to ludzie doznali szoku, zwłaszcza, że im pensji nikt nie podwyższył. I tak się zaczął przewrót…

  10. cytat z 1980, laskowik + smoleń, „…  ale wy zarabiacie, wy 3200 na miesiąc macie …”, to była wymarzona średnia krajowa, chociaż GUS pisze co innego … miałem 10 lat, wtedy, bilet ulgowy kosztował 50gr, woda w saturatorze bez soku przed 1980 byłą po 10, 20, potem 50 groszy, na tacę dawało się złotówkę, loda bambino kupowało się za złotówkę, bilet do kina ulgowy był po 4pln, na „Poranki” po 2pln, dla chłopca 2pln wystarczało na zień, potem 5pln, moneta z Rybakiem … cena wódki szła szybko w górę między 1978 a 1980, zaczęła się gruuuuubo poniżej 100, skończyła powyżej 100, a potem wódka zniknęła, tak jak benzyna, masło i cała reszta …

  11. btw,  info o Mikołajku genialne ! powinno wisieć w każdej szkole, bibliotece, restauracji, winiarni, parafii i konsulacie francuskim, na ścianie, na zachętę 🙂   za sukcesem Mikołajka, imho, stoi obraz świata wykreowany przez JJSempé, zrobił dla Francji to samo co Doré dla Biblii …. Da Vinci komiksu

  12. (…) ukazała się najpierw pod tytułem „Dzieci peerelu”

    No to co teraz chcecie – jeszcze raz tę dziwkę czy to ruskie gówno o wojnie?

  13. Coryllus napisał książkę wspomnieniową, między innymi o sobie.

  14. Po wysłuchaniu dyskusji w TVP Info, przypominającej gdakanie kur na grzędzie, dochodzę do wniosku, że poloniści zawiedli na całej linii.

  15. U nas w podstawówce ZPT-owiec miał „apteczkę” na zpaleczu, do tego albo był seksuologiem amatorem albo miał z tego zakresu drugi fakultet, w każdym razie to nie pamiętam czemu zmuszał nas na ostatnich dwóch lekcjach roku szkolnego w końcowej ósmej klasie do czytania na głos fragmentów jego dzieła o dojrzewniu płciowym mężczyzn. Do tego jak to w suterenie szkoly 1000-latki, za przepierzeniem (w tylnej części gdzie była wspomniana apteczka) sąsiadowaliśmy z pracownią ZPT dziewczyn i wszystkiego mogły sobie posłuchać.

    A w liceum podczas wymiany z uczniami z Francji (mieliśmy max 16 lat) zabrano nas do winnic Beujolais na festyn i degustację win. Stały sobie takie fajne beczułeczki drewniane z kranikami i puste kieliszki plus chrupki na zakąskę, niektórzy z nas zdegustowali do dna z 6-8 kieliszków i w sumie nikt się nie upodlił, natomiast nauczyciele i kadra opiekuńcza brała udział w zabawach na festynie typu picie wina na czas, itp. Nasz śp nauczyciel historii mocno się zaprawił i trzeba było go prowadzić do autokaru, do tego było dość ciepło i słonecznie to wzmacniało efekt.

  16. Nie do uwierzenia, żeby w szkole było tolerowane picie alkoholu. Może chodzi o to, że oczywisty fakt nie był ujęty wcześniej przepisami? I był traktowany jako naturalne prawo?

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)