Kwi 082014
 

W całkowicie zakłamanej, a wydawanej w latach osiemdziesiątych serii zeszytów historycznych zatytułowanych „II wojna światowa” umieszczone było zdjęcie gromadki ludzi wśród, których stał sobie na stojaku karabin maszynowy. Nad tym przejętym tłumkiem wisiał transparent treści następującej: „Armii w darze. Warszawscy sprzedawcy gazet w kioskach”. Obrazek ten wzruszał mnie mocno gdy byłem dzieckiem, ale dziś nie rozczula mnie on wcale i myślę, że wszyscy dobrze rozumiecie dlaczego.
Mamy oto okoliczności polityczne przedwrześniowe. Okoliczności te wymagają decyzji, charyzmatów i dynamicznych organizacji, które owe decyzje wcielą w życie. Po co charyzmaty spytacie? Po to, by przebijać każdorazowo kartę przeciwnika, który zgłasza różne kłamliwe roszczenia. I w tych okolicznościach, jakże dramatycznych okolicznościach, których świadomi są nieliczni, bo innym broni się dostępu do informacji, zapadają oczywiście decyzje, ale prawie wszystkie one są błędne. A jeśli nie są błędne to są spóźnione. Organizacjami zaś, które wiodą prym w polityce nie są bynajmniej partie, ale jakieś kółka i salony oparte o dwory obce i przez owe dwory wprowadzane notorycznie w błąd co do realiów. I w tym wszystkim rodzi się wojenna propaganda, której efektem jest ten karabin ze sterczącą w górę lufą i napis: „warszawscy sprzedawcy gazet w kioskach”. Państwo, którego przywódcy przez 20 lat nie potrafili zrozumieć dlaczego nikt im nie chce dać kredytu na wojsko, obarczali odpowiedzialnością za zaopatrzenie armii warszawskich sprzedawców gazet. I ci ochoczo spełniali te obłąkane oczekiwania. Bez szemrania, albowiem dyscyplina w narodzie była wielka i każdy chciał być Polakiem. Wokół czego obracała się przedwojenna doktryna państwa polskiego? Wokół sojuszy. To była podstawa i wszystko inne z niej wyrastało. Polska nie miała żadnego pomysłu na dalsze istnienie, a tuż przed wojną fakt ów został zdemaskowany całkowicie poprzez gwałtowne, rozpaczliwe pijaństwo generała Długoszowskiego, który wreszcie zrozumiał gdzie się znalazł i w co się tu gra.
Ponieważ my do dziś nie wiemy jak dokładnie wyglądały stosuneczki pomiędzy różnymi koteriami w Polsce międzywojennej, do dziś nie wiemy ilu zdrajców w generalskich mundurach paradowało po ulicach, karmimy się obrazkami przyjemnymi i słodkimi. Na targach książki ktoś sprzedawał album z fotografiami zatytułowany „Dwudziestolecie. Stare dobre czasy”. No więc czasy te nie są aż tak stare nie były też wcale dobre. Bynajmniej nie przez niesprawiedliwość społeczną jak chcą czerwoni, ale przez co innego, przez brak pomysłu na przyszłość. Ja już sto razy o tym pisałem, ale jeszcze powtórzę: państwo składające się z urzędników i lansujące kulturę sztabowo-biurową potrzebuje kredytu, kredytu i jeszcze raz kredytu. A co za tym idzie państwo to musi być potrzebne kredytodawcom. Czy II Rzeczpospolita była potrzebna komukolwiek poza samymi Polakami? Oczywiście, że nie. Nie była potrzebna nikomu, a jeśli już to pokawałkowana albo okrojona z ziem wschodnich i pozbawiona wielkich gospodarstw rolnych. O tym jednak, że Polska jest potrzebna wyłącznie Polakom rząd i elity II RP przypomniały sobie dopiero na wiosnę roku 1939 i wtedy właśnie zwróciły się o pomoc do sprzedawców gazet, którzy postanowili natychmiast zrobić zbiórkę i kupić karabin.
Co jest kluczem do zrozumienia dwudziestolecia? Są nim relacje pomiędzy politykami polskimi drugiego szeregu oraz generałami a Moskwą. Dopóki tego się nie prześwietli niczego z dwudziestolecia nie zrozumiemy.
Po co ja o tym piszę? Czynię to ponieważ poseł Gowin zwrócił się niedawno do nas z prośbą, żebyśmy mu kupili karabin maszynowy. On tego nie powiedział wprost ale ogródkami, no ale powiedział. Mamy kupować polskie produkty, a wtedy będziemy żyć po polsku i polski przemysł będzie rozkwitał. Pora wyjaśnić od kogo warszawscy sprzedawcy gazet w kioskach kupili karabin. Otóż dostarczył im go polski przemysł zbrojeniowy, na który płacili podatki ze swoich skromnych dochodów. Przemysł ten niestety nie zdobywał rynków zbytu za granicą, albowiem przyjaciele polityków z innych krajów tłumaczyli im cierpliwie, że Polska musi kupować produkty obce,, również dla wojska. Tak więc przemysł polski produkował dla armii, czyli na rynek wewnętrzny. Produkty tego przemysłu kupowali tak naprawdę obywatele, a kiedy okazało się, że jest ich za mało zwrócono się do nich jeszcze raz o pożyczkę. No i oni nie zawiedli, kupili ten karabin. I ja mam teraz pytanie do posła Gowina: co z polskich produktów, prócz soczków, o których niedawno pisał sprzedaje się za granicą? Ja rozumiem, że poseł Gowin stawia na przemysł spożywczy, bo on daje szybkie dochody i po produktach tego przemysłu nie zostaje żaden ślad. Rynki są w stanie wchłonąć dowolną ilość soków czy przetworów owocowych, szczególnie jak jest upalne lato i w ogóle nie ma się czym przejmować. Gorzej jest z innymi gałęziami przemysłu, ale o nich Gowin nie pisze. Polskie produkty bowiem to spożywka. No i karabiny rzecz jasna, ale tu sprawa powiązana jest z misjami wojskowymi więc nie ma się co martwić. Póki będą misje, różne rzeczy z Bumaru będą się sprzedawać. No, ale nie na broni i sokach owocowych świat zbudowano. Co tam słychać w tekstyliach panie pośle Gowin? Kupił pan sobie ostatnio może jakiś polski krawat? Albo marynarkę? Był pan może w Żyrardowie? Widział pan pole porośnięte kwitnącym lnem o poranku? Pewnie nie. Dlaczego? Otóż dlatego, że koledzy posła Gowina i koledzy innych posłów zasiadający w innych parlamentach i innych gabinetach wytłumaczyli im, że tekstylia to nie jest polska domena, a już o tym by kontraktować u rolników len to mowy być nie może. No, a przecież tekstylia to nie wszystko, są inne gałęzie przemysłu. Jest elektronika, jest przemysł ciężki, przemysł drzewny itp..itd…Co z produktami tych branż? Czy także mamy je kupować czy musimy koncentrować się na spożywce?
Ja się naprawdę nie denerwuję, ale sami zobaczcie wokół czego taki Gowin buduje sens naszego tutaj istnienia i jak definiuje misję. To przecież szlag człowieka może trafić. To jest jeszcze gorsze niż gadanie o podniesieniu poziomu życia i milionie mieszkań. No i najważniejsze – co on i inni politycy zrobili dla polskiego przemysłu? Nie spożywczego, nie dla soków z Hortexu, ale dla tekstyliów właśnie. Przypuszczam, że nic. Poza rozwaleniem wszystkich jak kraj długi i szeroki fabryk włókienniczych. Gowin nie mówi o tekstyliach, bo ten gang, który z ramienia korony brytyjskiej sprzedaje szmaty w lumpeksach, mógłby pewnego dnia zjawić się u niego pod drzwiami i zażądać wyjaśnień. I co wtedy? Warszawscy sprzedawcy gazet z pewnością nie dostarczą mu dziś żadnej broni. Będzie się musiał tłumaczyć i to gęsto.
Ja jestem całkowicie poza tymi sprawami, ale może ktoś kompetentny wyjaśni mi jakie możliwości wpływania na rynki obce ma polityk takiego kraju jak Polska? Jakie on ma narzędzia, by umożliwić sprzedaż polskich produktów na skalę masową w innych krajach? I czy on rzeczywiście tego chce? Jeśli bowiem rynki są kontrolowane, a zawsze są, to znaczy, że potrzebne jest jakieś silne polskie lobby, które będzie forsowało politykę gospodarczą potrzebną naszym zakładom i naszym produktom. Czy ono ma się motywować? No przecież nie zyskiem do cholery, bo powyżej pewnego poziomu zysk nie ma już żadnego znaczenia. I tu dochodzimy do rzeczy najważniejszej czyli do doktryny. Czy ona istnieje? Oczywiście, że nie. Nie istnieje, bo poziom polskich polityków wyklucza jej istnienie. Oni się obracają wokół fikcji zysk-strata i haseł „swój do swego, po swoje”.
Podam teraz skrajny przykład organizacji gospodarczej zaopatrzonej w doktrynę i narzędzia. I nie będę się odwoływał do XVI wieku. Oto mamy aferę „Żelazo” i ludzi, którzy za nią stoją. Oni mają doktrynę i mają narzędzia jej realizacji, jest to oczywiście doktryna zbrodnicza, ale niezwykle skuteczna i zysk także jest w tej doktrynie ważny, ale nie najważniejszy. On jest na drugim planie. Rabunków tych dokonywano bowiem w innym niż chęć wzbogacenia się celu.
Czy jakakolwiek organizacja w Polsce ma może dziś narzędzia realizacji polityki gospodarczej na rynkach obcych choć w połowie tak skuteczne? Oczywiście żartuję, ale mam nadzieję, że jestem rozumiany. Rynki i handel nie służą temu, by wzbogacić jedną czy drugą grupę osób i podnieść poziom życia obywateli. One budowane są i działają na chwałę już to korony już to Pana Boga, który po 6 dniach pracy dał nam 7 dzień odpoczynku. Czy ja się wyrażam zrozumiale panie pośle Gowin? Chcę powiedzieć, że nie wygramy żadnej wojny, nawet bardzo cichej jedząc serek z Piątnicy i popijając go garwolińskim mlekiem. To się nie uda. I jestem szczerze zdziwiony, że ludzie tacy jak pan tego nie rozumieją.

A teraz uwaga. Rozpoczynamy wielką wiosenną promocję. Przed nami nowe wyzwania. Opróżniamy magazyny. Od dziś I tom Baśni jak niedźwiedź kosztuje 20 złotych plus koszta wysyłki, a książki takie jak „Dom z mchu i paproci”, „Twój pierwszy elementarz” oraz „O siedmiokilogramowym liściu i inne historie” sprzedajemy po 15 złotych plus koszta wysyłki. Po 15 złotych również sprzedajemy „Dzieci peerelu” i „Nigdy nie oszczędzaj na jasnowidzu”. Zapraszam na stronę www.coryllus.pl Aha, mamy jeszcze koszulkę z nowym rysunkiem niewolnika.

No i jeszcze linki do nagrań. Grzegorz Braun i Jan Pospieszalski mówią o „Szkole nawigatorów” a także rozmowa moja i Grzegorza Brauna we Wrocławiu.

http://www.pch24.pl/tv,braun-i-maciejewski–we-wroclawiu–zobacz-film,22167

  37 komentarzy do “Gowin o gospodarce i polskich produktach”

  1. Potrafisz zadziwić???: „Rabunków tych dokonywano bowiem w innym niż chęć wzbogacenia się celu” 😉

  2. Drogi Coryllusie, nie chcę wchodzić w jakiś zaciekły spór z Tobą, ale jeśli chodzi np o tekstylia to jest w Polsce kilka firm, które ostro grają, na razie, na europejskich rynkach. Rozpoznawalne są po markach i sklepach sieciowych. Projektują i przeszywają kolekcje w Polsce. Masówkę szyją w Chinach, Bangladeszu czy na Madagaskarze (doczytaj proszę dla kogo szyły ciuchy szwaczki, które zginęły w katastrofie budowlanej w Bangladeszu). Może to co piszesz dotyczy jakiegoś preferowanego przez Ciebie modelu gospodarki ale, na Boga, w tym samym regionie świata szyją wszyscy „światowcy” – Nike, Adidas, Puma, Zara etc. 100% produktów elektronicznych Apple jest z Chin i Malezji. Chcesz czegoś innego niż żywność, proszę bardzo: Polska jest największym producentem mebli w Europie i w ścisłej czołówce świata. To samo jeśli idzie o okna, zwłaszcza połaciowe. W Polsce są firmy informatyczne, które robią dla marek światowych automapy do urządzeń GPS, które projektują części dla Boeinga, Air Busów itd. W jednym masz tylko rację – to jest polska prywatna inicjatywa. To jest coś co nijak nie wynika z zaplanowanego projektu politycznego, co jest robione mimo tych wszystkich Gowinów.

  3. No właśnie, ale ja się nie czepiam tego gdzie oni produkują, ale tego, że są sami, że państwo jeśli już zdecydowałoby się coś dla nich zrobić, to po zainkasowaniu solidnej wziątki.

  4. A tobie się zdaje, że obecność ruskich gangsterów w Polsce spowodowana jest wyłącznie chęcią zysku?

  5. Soki, spożywka ( w tym serki i mleko) to rzecz ważna zatrudnieniow – popytowo – zaopatrzeniowo, ale może Gowin zostawi ten przecież nie zasadniczy a drobny przemysł spożywczy (a właściwie działalność spółdzielczą) a odniesie się do spraw o znaczeniu strategicznym np do sprawy złóż (gaz, węgiel, ruda w suwalskim, KGHM), co z koleją (PKP), co z Pocztą Polską która jest niszczona rękami spółki z Cypru, co z zasiłkami na chore dzieci itd … W ślad za Coryllusem zapewniam p. Gowina że procesy gospodarcze zależne od upałów (sprzedaż soków, produkcja lodów i wafli do lodów) zaistnieją bez ingerencji rządu i funduszy z UE oraz gowinowego wskazywania gdzie …. mamy patrzeć i co mysleć .

  6. 1. miałam możliwoś rozmowy z kimś mającym baardzo dużą firmę , polską , swoją , i on sprzedaje prawie wyłącznie za granicą , nie chce wręcz żeby o nim wiedziano w kraju ; oczywiście wszystko legalne , podatki itd … tylko nie chce gazet , reklamy , celebryztwa …. żeby mu się nik nie wchrzaniał ….. żeby przeżyć

    2 . wojsko ; była jakieś 1,5 roku temu wielka awantura w Krakowie o działkę w Bronowicach , z wojskowymi budynkami , już zbędną ; chcieli dobrze sprzedać , był chętny deweloper , kasa , OK
    niestety mieszkańcy protestowali przeciw wpakowaniu na ich teren takiej zabudowy ….
    I jednorazowy występ rzecznika wojskowego jednostki w mediach :

    musimy ten teren sprzedać jak najlepiej , bo od nas idzie zaopatrzenie dla naszych w Afganistanie i potrzebujemy kase , no bo i naboje i papu , i mundury się zużywają

    tylko jeden raz wystąpił

    wnioski pozostawiam czytelnikom / działka w cennym miejscu ,,przetworzona na zaopatrzenie ,,zużywalne „/

  7. Wiesz Mario, moja rodzna poniosła duże straty osobowe w zbiorowości mężczyzn w czasi II wojny Światowej, oczywiscie mój czas wzrastania i dorosłości i wychowywania własnych dzieci opierał się na opowiadaniach opisujących utratę tych wujków i stryjkówi. Potwierdzenie tych zdarzeń opisane zostało w książkach, które się z czasem pojawiły, i kiedy obserwuję wojsko polskie w czasie transformacji, to b. często ogarnia mnie osłupienie i nachodzi myśl że między żołnierzami II i III RP tylko kolor munduru się zgadza i nic poza kolorem munduru się nie zgadza. Coryllus czasami wątpi w to czy w tamto opisując II RP, ale nie zdaje sobie sprawy że oni wszyscy w tej II RP czuli że są u siebie. Tego poczucia nie mamy . Tak jak piszesz jest działka, lokalna społeczność ma jakieś sugestie, jakieś prawo współdecydowania ….. gdzie?…. u kogo…? u Majchrowskiego? ….. dlaczego nikt nie słucha ? ……….bo co, bo Afganistan? No nie jesteśmy u siebie.

  8. Po swoje (i nie swoje) przychodzi to państwo i tak. Jakiś czas temu był problem bo wielka ( już) firma tekstylna z Trójmiasta przenosi siedzibę do jakiegoś raju podatkowego. Oczywiście były pytania o patriotyzm. Nie było pytań o polityką przemysłową państwa!

  9. Obawiam się, że nasze wojsko ma wciąż głęboki „syndrom kremlowski”, może nie taki jak wojsko ukraińskie, ale ciężar tamtego okresu trwa w świadomości chyba też młodszych kadr. Jednym z objawów jest sympatia polskiego wojsko do lewicy, chyba głównie SLD. Akurat odwrotnie niż np. w USA, gdzie armia jest domeną republikanów.

    Co do uzbrojenia – pokazywali chyba wczoraj replikę prototypu karabinka powtarzalnego sprzed wojny, czyli taki jednostrzałowy, ale bez repetowania, armia USA miała sporo takich na froncie zachodnim. Zachowały się projekty i jakiś hobbysta go wyprodukował. Jak bardzo brakowało takiej broni w 39. Takiej i w ogóle wszelkiej poręcznej i mobilnej broni obronnej.

    Z kolei z dzisiejszych czasów – Tarnów robi rodzinę karabinów snajperskich, od kalibru 7, przez ca 9 do 12 mm. Ten największy pokazali ostatnio, wali prawie do 3 km, jak karabin Barette’a w USA.

    A co do tekstu – bez doktryny pilnowania własnych interesów nie będziemy mieli sprawnego i silnego kraju. Ludzi odmóżdzono, przemysłowi postkomunistycznemu nie dano szans, celowo czy z głupoty – inny temat.

    Unitra nie może więc konkurować z Samsungiem na rynkach światowych, a Łódź z Szanghajem.

    Ratunkiem było uwłaszczenie ludzi na większości fabryk i pakiet sprzyjających przepisów. Czy ktoś wie, że Kopernik SA (pierniki) jest spółką pracowniczą? Podobnie jak gigant TZMO (środki opatrunkowe, pieluchy), obecnie własność 800 pracowników, budujący fabryki także w Indiach. O tym nie mówi się w Wiadomościach…

  10. Dużo by pisać …. i o międzywojniu , bo powoli w to wchodzę coraz lepiej … ale masz rację..

    ale tu chciałam pokazać , ze działka w dobrej lokalizacji , duża . kilka budynków koszar , zieleń stara … to jest w Krakowie majątek … może by za to nie kupili drona ,,,, ale ….. a pójdzie na chlebuś dla naszych na misjach … raz sprzedanego nie ma i już …..

    A o pą prezidą prof M. to ja nawet nie rozmawiam …. tym bardziej , że tu nigdy nie było w ofercie kandydata sensownego …. jedną kadencję był dość dobry Gołaś prof …. i sam zrezygnował z dalszego kandydowania / AWS/

  11. może lepiej , że się nie mówi … jeszcze by ich zaczęli kontrolować usilnie ,bo ktoś wymyśli przejęcie

  12. Słyszałem o spotkaniu z ministrem Gradem, gdzie polscy producenci okien prosili ministra o wsparcie w wejściu na rynek zagraniczny. Pan minister stwierdził, że nic nie zrobi bo jest wolna konkurencja i trzeba sobie radzić.

  13. Grad prawdę powiedział , biorąc pod uwagę , że on sobie radzi….rodzina pomaga … wiesz ???

  14. W Dzierżoniowie i okolicach nadal się coś produkuje, chociaż jest to najwyżej 30% tego, co kiedyś. Z tego, co wiem są to jakieś kosmiczne rzeczy: dla strażaków, marynarzy i alpinistów. Generalnie w Dzierżoniowie zakłady elektorniczne i włókiennicze po transformacji zostały częściowo rozkradzione (praca marzeń podczas transformacji – syndyk ),
    ale dużo maszyn i know-how posłuzyło do powstania olbrzymiej ilości firm – są to firmy, które wybrały dość wąskie specjalizacje i większośc eksportują.

    Nie jest aż tak źle.

  15. tak, on wie jak na mapie kręcić lody. Prawdziwy rodzinny biznesik. Wolny rynek, psia jego mać.

  16. sistars czy jakoś tak się ta kręciołka lodowa nazywa ……:)

  17. Nie bede sie wypowiadal na temat tego czy polski przemysl tekstylny istnieje czy nie ale chce sie podzielic taka uwaga. Mieszkam od lat w USA I poznalem na wylot amerykanskie sklepy I supermarkety, tzn chodzi mi o zywnosc, produkty spozywcze I odziez. Gdy za ktorym tams razem przyjechalem do Polski I poszedlem do super czy hipermarketu to nie moglem sie nadziwic. W delikatesach np jest tam taki wybor salatek, mies, serow ze mozna dostac oczoplasu. I wszystko jest tak wspaniale podane, czysciutko. Druga rzecz to ciuchy, odziez, tekstylia. Wybor, marki, jakosc, to jest po prostu nie porownywalne. W Stanach to jest CHLAM I byle co, wystarczy pojsc do bliskiego supermarket zeby to stwierdzic.
    Pomijam w tej chwili kwestie istnienia marek polskich, przemyslu tekstylnego itp., chodzi ot to ze w tych kwestiach Europa bije na glowe USA, po prostu klasa ktorej w USA nie ma.

  18. Nasz wykorzeniony narod jak powiedzial sp. Tomasz Merta.

  19. pewna znajoma pani jeździ okresowo do USA na spotania ludzi z jej firmy … zlatują sie raz do roku ….

    na lotnisku , jak ja przy odprawie załatwia kobieta , to jest uwaga typu : ooo pani z Europy , bo taka fryzura … chodzi o to , że ten szyk , którego w stanach nie ma jest rozpoznawalny ….Ta maja pani strzyże sie normalnie , w Krakowie .

    TYlko , że nie mówimy o naszej prywatności , tylko o tym , że nad naszymi głowami coś się podziało i dzieje …. popatrz na górę na wpis Henry i odpowiedź Coryllusa … O to chodzi ……

  20. Nasze wojsko ma TYLEEEE kasy , że aby opłacić misje w interesie USA … musi się przez agencję mienia wojskowego wyprzedawać z istotnej wartościowej własności … bo nie ma na naboje , konserwy itd dla tych misyjnych oddziałów …… np w afganistanie

  21. co do rynku tekstyliów
    http://wyborcza.pl/duzyformat/1,134719,14903687.html
    przebitka jak na dragach i to legalnie.

    (sory za linka do szamba)

  22. i jeszcze

    „Łódź ciągle pozostaje zagłębiem przemysłu lekkiego, mimo że już w 2004 roku amerykańska firma doradcza McKinsey przewidywała, że łódzki przemysł odzieżowy upadnie na dobre. – Od kilku lat trend jest odwrotny”

    http://wyborcza.biz/Gieldy/1,122116,14724909,Jak_dziala_polska_branza_odziezowa__czyli_paryski.html#ixzz2yJUlXSSL

    podwykonawstwo znaczy. i rzeczy których nie opłaca się szyć w Chinach

  23. Jak panstwo zdejmie ogreaniczenia w dostepie do broni chetnie sobie ten maly kupie i z tys naboi.
    I jeszcze kilka krotkich.

    I przemysl sie rozwinie i kraj bezpieczniejszy i ja bede mial zabawe.
    Same zalety.

  24. uciekła mi nazwa angielska … w każdym razie Kraków jest ZAGŁĘBIEM miejsc pracy w takiej usłudze typu centrum telefoniczne jakiejs firmy … z całego świata dzwoni się na nr telefonu i ktoś prowadzi np po czynnościach w obsłudze programu itp itp …. dawniej tę usługę świadczyli np Hindusi , bo u nich było tanio … ale się wzbogacili i teraz świadczy się tę usługę z Krakowa … gdzie jak wiadomo jest masa absplwentów uczelni z różnymi dyplomami …. ale wartość tych pracowników polega na tym że na licznych kursach wyuczyli się języków ,,, nie są obciążeni rodziną i mogą pracować na doqwolna zmiane ….. póki się nie wypalą … ale idzie nowy rocznik absolwentów , co to szukają pracy ……

    bardzo dużo powierzchni biurowej buduje się w Krakowie , na potrzeby tych centrów … wyposarzenie to biurko , telefon i szkolenie paracownika na jakimś programie , jak małpę …..

    jak będzie drożej , to się tylko wywali bióraka i telefony na złom … zero kosztów inwestycyjnych

  25. biurka … oczywiście

  26. A ja myślę, że to nie tylko kwestia taniości.
    Gadałem z kilkoma Hindusami po angielsku.
    O Boże…

    Tym bardziej co ma powiedziec wymagający Brytol czy Amerykanin?
    Bo pewnie dla nich Hindusi brzmią, jak nie przymierzając dla nas Koreańczycy – „kuciak”

  27. CORYLLUS…. Gowin to projekt … wiem , że pokazałeś oblicze gospodarcze …. i o tym dyskusja na salon24 … nie miałam dziś czasu w to wejść….
    nie chciałam też pisac o takich krakowskich mechanizmach i ludziach okologowinowych ,, Klub Jagielloński , gdzie prawie nie było ludzi …. ale siedziba w Rynku … wiesz ile to kosztuje … i ci ludzie są tu jakąś częścią bazy Gowina ….. na pewno jest to fałszywaka i manekin …..nie chcę tu snuć przypuszczeń , na salonie tylko rzuciłam małe zdanko , ale umknęło , albo nikt tego nie chce ruszać ,,,,,,,Były sprawy z własnością budynku jego Szkoły … w szkole dziwni wykładowcy … robiło to chyba za think thank itd

    może jeszcze tak , że znam kilka plotek , które gdyby prawdziwe ,,, potwierdzaja ,że to czyjś projekt ……
    Przepraszam , coraz gorzej mi się pisze , ale mam kłopot z ręką ….. boli i ja nie mam do tego już cierpliwości … sto razy bym opowiedziała konkretniej .. a tu pisz … trzęsie mnie ze zniecierpliwienia ….
    Pozdr .

  28. Nie wiem jak inni docenci, ale ja zauważyć pragnę, że wszystkie artykuły pierwszej potrzeby jak:
    żywność, w szczególności przetworzona, przemysł tłuszczowy, słodycze, cukier, kosmetyki, środki piorące i czystości, AGD, elektronika oraz strategiczne, typu banki, telefonia, przemysł cementowy, stalowy, woda, kopaliny perspektywiczne są w rękach obcych. Po 2016 to dopiero będzie jazda. Czego nie dorżnęli w ciągu 25 lat to wykończą w kilku nadchodzących.

  29. Poznański ekonomista prof. Wacław Wilczyński pisał kiedyś o prostym produkcie jakim są wykałaczki, zwykłe drewniane wykałaczki – prosta produkcja. Prof. Wilczyński kupił wykałaczki i sprawdza gdzie w Polsce je produkują. No i zdziwienie – Norwegia, kolejne i znowu Norwegia. Ponoć już jest lepiej w tej dziedzinie, ale…

  30. w Zakopanem worki na psie kupy te darmowe worki finansowane przez miasto są norweskie

  31. Ale ma na olbrzymie wojskowe emerytury dla młodzieńców, na przepisy sprawiające, że 20% mundurowych rocznie nie pracuje bo „choruje”. Argument z amunicją był żeby zamydlić oczy, bo to jeden wielki wspólny worek, a przy podziale łupów w tej generalskiej guberni jest jak z walką buldogów pod dywanem – coś się kotłuje, a od czasu do czasu wypada jakiś Potulicki czy Papata.

  32. tak, ten rozbiór jest jak dotąd najbardziej skuteczny.

  33. nic nie jest darmowe. Nawet baty, którymi będą nas okładać za pracę w nierównym tempie będziemy musieli im sfinansować.

  34. Nie bedzie niczego. Tylko Kononowicz zostanie. Jaka republika taki wieszcz.

  35. Słusznie. Przydałaby się jednak analiza statystyczna proporcji przemysłu i handlu opartego na kapitale zagranicznym do opartego na kapitałach rodzimych. Przy czym po stronie kapitałów zagranicznych są olbrzymie firmy przejęte za grosze lub co najwyżej złotówki, czyli nasz dawny potencjał.

    Rzeczywiście pewne firmy świetnie rozwinęły się w Polsce. Np. okna. Ale okna składają się z profili, szyb zespolonych i okuć. Okucia najczęściej importowane. Profile różnie, sporo produkowanych w Polsce, ale z jakich surowców? Kto dostarcza PVC i domieszki? Szyby zespolone – są polskie zespalarnie, ale huty szkła już przejęte raczej, np. Pilkington.

    Meble – super, jesteśmy potentatem, a firma Bodzio Meble używa nawet jako wyłącznego samochodu polskiego Lublina, a ma ich ca 300 sztuk. Ale kto kontroluje rynek płyt meblowych? Tego nie wiem. Słyszałem, że fabrykę płyt pilśniowych w Karlinie, zasilaną słynnym karlińskim gazem, przejęli Niemcy.

    Jesteśmy też potentatem w płytkach ceramicznych. Pytanie – czyje są te fabryki, kto dostarcza maszyny?

    Czyli wracając do początku – jaka jest proporcja kapitałów i obrotów z rozpisaniem na branże. Dopiero opierając się na takiej rzetelnej statystyce można zabrać merytoryczny głos w dyskusji. Na oko wygląda to fatalnie, z lokalnymi optymistycznymi przebłyskami.

  36. termin to callcenter. kraków nie jest jedynym miastem gdzie „słuchawa” to jedyna praca dostępna dla studentów/absolwentów

  37. pozwole sobie troche ochlodzic Panski entuzjazm, bo nie widze w tym sukcesu , produkujac w Bangadeszu. Ani dlugofalowego sprytu, potrzebujac na przedsiewziecie obcego kredytu.
    Meble….wiadomo raz na 10 lat potrzeba, surowca jest wystarczajaco – drzewa.
    Jednak co sie stanie, gdy sprywatyzowane lasy – dla zwiekszenia rentownosci znajda wlasciciela w zagranicznej osobowosci ?
    Uwlaszczenie lesnikow byloby rozwiazaniem w miare dogodnym….jednakze budowa elektrowni atomowej na skraju lasu bardziej dochodnym.
    Polska informatyka , licznymi miedzynarodowymi nagrodami uhonorowana, coz z tego gdy nie mozna kupic rozsadnej ksiazki do programowania.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.