sie 012018
 

Miałem pisać o powstaniu, ale dam sobie spokój. Gazownia o tym pisze, w metrze jakieś apele ostatnich powstańców, Zychowicz na szczęście siedzi cicho, bo okazało się, że nie wystarczy napisanie dwóch książek, żeby zostać wice Wieczorkiewiczem. Nie ma się więc co napinać. Będzie dziś o czymś innym. Od razu zdradzę najbliższe plany wydawnicze. Chcemy wydać książkę Klemensa Junoszy zatytułowaną „Pająki” a także drugą jej część zatytułowaną „Czarnebłoto czyli pająki wiejskie”. To ważne publikacje, które wydamy w jednym tomie, a ja we wstępie wyjaśnię dlaczego są one tak istotne dla polskiego czytelnika. Teraz zaś chciałem opisać zjawisko, którego w swojej przemądrej książce nie potrafi wyjaśnić wybitna myślicielka niemiecka żydowskiego pochodzenia Hannah Arendt, a które bez trudu, w swojej obyczajowej, pełnej niezwykłych spostrzeżeń powieści wyjaśnia Klemens Junosza. Chodzi mianowicie o to skąd się wziął antysemityzm.

Hannah Arendt twierdzi, że antysemityzm to obraza zdrowego rozsądku, albowiem zaczął się on w państwach narodowych wtedy kiedy wpływy diaspory w tych państwach zaczęły gwałtownie maleć. Rozwodzi się autorka nad tym zjawiskiem przez kilkadziesiąt stron, nie może się mu nadziwić i cmoka zupełnie tak samo, jak bohater powieści Junoszy – Uszer Engleman, kiedy udało mu się narysować na stole kredą wyjątkowo kształtne koło. Daje ona tym samym dowód, że tak zwana inteligencja nie jest przynależną do żadnego narodu cechą. Pan Bóg nie obdarzył nią szczególnie nikogo, ani Niemców, ani Żydów. Oczywiście zachodzi obawa, że przez te swoje pokrętne wywody pani Arendt chce nas zwyczajnie wyprowadzić w pole, ale myślę, że nie. Jestem pewien, że ona jest po prostu głupia. Tak głupia, jak tylko mogą być głupie najzdolniejsze uczennice sławnych filozofów. Co innego Klemens Junosza, to jest jeden z najzdolniejszych i najważniejszych pisarzy polskich. Niestety jest całkowicie zapomniany. Przyjdzie nam jeszcze wyjaśnić dlaczego, ale to już innym razem.

Najpierw odpowiedzmy na pytanie postawione przez uczennicę słynnego filozofa – skąd się wziął antysemityzm skoro Żydzi zaczęli tracić wpływy w państwach narodowych? Może lepiej by było zapytać – dlaczego Żydzi zaczęli tracić te wpływy? Czy czasem nie dlatego, że państwa narodowe, jako część globalnej struktury ekonomicznej wchodzić zaczęły w nową fazę rozwoju? Sama Arendt podkreśla, że nie można nazizmu traktować jako ruchu narodowego, a więc skoro nie można, trudno powiedzieć, by Niemcy hitlerowskie były państwem narodowym. A skoro nie były, to miały do załatwienia jakieś globalne interesy. Jakie? Jakie interesy może załatwić państwo położone w większej części za cieśninami duńskimi w chwili kiedy niedawno całkiem jego okręty stoczyły ciężką bardzo bitwę u brzegów Jutlandii? Kiedy nie niebie nie krążą jeszcze satelity, a o telewizji nikt nie słyszał. Jakie to mogą być interesy? Łatwo je określić dwoma słowami – nie niemieckie. Skoro nie takie, to jakieś inne. Ja się tu powstrzymam od odpowiedzi na to pytanie i wrócę do Klemensa Junoszy. To jest pisarz na wskroś nowoczesny, a jego książki, w przeciwieństwie do książek Żeromskiego, powinni czytać wszyscy, ze szczególnym wskazaniem na studentów ekonomii oraz pracowników wielkich korporacji. O czym one są? O nowoczesnym marketingu, o technikach wrogiego przejęcia, o tym czym jest mikrokredyt dla gospodarki. A także o wielu innych, bardzo ciekawych kwestiach. Klemens Junosza, nie wprost co prawda, ale jednak, daje jasną odpowiedź na pytanie – skąd się wziął antysemityzm, skoro Żydzi zaczęli tracić wpływy.

Jakiś czas temu mój kolega Kuba wynalazł taką oto formułę – dwór był zaporą, jaka chroniła chłopa i wyrobnika przed uzależnieniem od banku. Formuła ta jest nieprecyzyjna ale mocno uwodzicielska. Spróbujmy ją rozbudować – dwóch chronił chłopa i wyrobnika przed wpływami międzynarodowych korporacji finansowych, ale nie chronił go przed Jankielem Basem i Dawidem Śliwką. Nie mógł go chronić, albowiem obaj ci świetni mężowie załatwiali na poziomie najważniejszym, czyli na poziomie menedżerów obsługujących produkcję żywności, sprawę kredytu. Gwarantem tego kredytu było prawo rosyjskie, które wszyscy autorzy, także ci organicznie wrodzy imperium rosyjskiemu, wynoszą pod niebiosa. Podkreślam – nie chodzi tu o jakieś dęte całkiem, fikcyjne relacje społeczne, jakie opisała Orzeszkowa w powieści „Meir Ezofowicz”, ale o poważne sprawy dotyczące obrotu gotówką, towarem, a także spłat kredytu, czyli przyszłości. Bo tym jest właśnie przyszłość dla bohaterów Junoszy – perspektywą korzystnych lub niekorzystnych warunków spłaty kredytu. I teraz ważna rzecz – do czyjej kieszeni idą te procenty? No jak to? Do kieszeni Jankiela Basa i Dawida Śliwki, do kieszeni Chaskiela i do kieszeni fartucha pięknej Małki, szynkareczki. Gdzie niby miałby iść? Czyli co? Nie są transferowane za granicę, prawda? W powieści „Czarnebłoto czyli pająki wiejskie” ujawnia się w pewnym momencie groza. Przybiera ona kształt inwestora, bogatego kupca, który przybywa w okolice miasteczka Czarnebłoto i wykupuje ogromne ilości pszenicy z folwarków. Na Jankiela, Dawida, na Uszera Engelmana, na Małkę i na jej męża Mojsie pada blady strach…nie wiadomo kto to jest i skąd się wziął. Jedno tylko wiadomo, że jest to Żyd i to nie miejscowy. Ma on jednak za zadanie zdusić cały czarnobłocki handel i pozbawić podstaw egzystencji całą społeczność. Wszyscy bez szemrania składają się na furkę dla Goldmana, który ma dobrą rękę do pisania kwitów dłużnych i wysyłają go z petycją do cadyka w Kopytkowie, żeby ten coś poradził. I cadyk radzi, a także uspokaja – będzie jak było – mówi. Ha, będzie, ale jak długo? Na tego przestępcę gospodarczego udało się, za pomocą serii donosów nasłać żandarmów, którzy odstawili go do najbliższej stacji kolejowej, zatrzaskując za nim drzwi pociągu, ale co będzie później? Tym póki co ani Jankiel Bas, ani Dawid Śliwka, ani Chaskiel, ani Mojsie się nie przejmują. A powinni, albowiem ten co przyjechał wykupić zboże z folwarków położonych w okolicach Czarnegobłota, był przedstawicielem międzynarodowych korporacji, które właśnie rozpoznawały teren do nowego podboju. Jego zaś pojawienie się, można by śmiało uznać za to co Rosjanie nazywają razwiedka bojam. Cóż z tego, że go aresztowali, trochę nim potrzęśli w cyrkule i zapakowali do pociągu? Cóż z tego powiadam, skoro on się dowiedział samych ważnych i ciekawych rzeczy. A jakich? Proszę bardzo – on się dowiedział, ze Jankiel, Dawid, Małka, jej mąż krzywy Mojsie, a także mędrzec Uszer Engelman, pisarz Goldman i działający z rozmachem kalifa z Bagdadu kredytodawca Chaskiel, tworzą organizację, której nie można tak po prostu unieważnić głupim wykupem zboża. To się tak mogło zdawać jednemu czy drugiemu menedżerowi wykształconemu na kursach opłaconych przez barona Rotszylda czy innego Rockefelellera przyzwyczajonego do tępych angielskich wieśniaków i ich brutalnych nawyków. W Czarnymbłocie mieszkali, co kilka razy podkreśla w swojej powieści Klemens Junosza, ludzie subtelni. A nie dość, że subtelni to jeszcze wrażliwi. Ich nie można było tak po prostu zrobić w trąbę i unieważnić. Oni, w istocie, w czym zorientuje się od razu każdy uważny czytelnik, stali na straży tak zwanego starego porządku, albowiem byli jego gwarancją najważniejszą, to znaczy finansową. Co z tego rozumie Hannah Arendt uczennica Heideggera? Tyle samo co sam Heidegger – nic cholery, ani jedna kwestia z tych jakże ważnych, a wymienionych w powieści Klemensa Junoszy, nie przebija się do tych zaczadzonych mózgów. Ani jedna.

Postawmy teraz pytanie – czy możliwe jest, by rozproszona, ale bardzo zdyscyplinowana organizacja, kontrolująca obieg pieniądza na dużym obszarze, w dodatku pieniądza kruszcowego lub mającego w kruszcu pokrycie, organizacja oparta o lokalne, religijne autorytety, mogła przetrwać operację, zwaną globalizacją? Mam tu na myśli globalizację operacji finansowych i podział świata na sfery produkcyjne i konsumpcyjne? Rzecz jasna nie. Globaliści wymyślili sposób na to, jak się tej organizacji pozbyć i zastawili na jej członków wiele sprytnych pułapek. Najpierw za pomocą rewolucji unieważnili podstawę jej ekonomicznego bytu, zakwestionowali stary porządek. Tak się niestety złożyło, że wielu zdrajców opisywanej tu organizacji firmowało rewolucję. W nadziei nie wiadomo właściwie na co. Kiedy rewolucja zwyciężyła, przyszła pora na pozbycie się religijnych autorytetów, czyli cadyka z Kopytkowa i innych cadyków, a także na fizyczną likwidację Jankiela Basa, Chaskiela, Dawida Śliwki, Uszera Engelmana i innych. I to załatwiła organizacja zgłaszająca pretensje do prowadzenia polityki globalnej i tworzenia globalnej struktury czyli naziści. I to mam nadzieję jest jasne dla każdego. Nie jest tylko jasne dla Hannah Arendt, która uważa, że antysemityzm to obelga dla zdrowego rozsądku. Nie jest to żadna obelga, tylko narzędzie, dzięki któremu globalna sieć kredytowa pozbyła się lokalnej konkurencji. Konkurencji silnej, dobrze zorganizowanej, przygotowanej do walki, ale nie rozumiejącej pewnych aspektów i nie rozumiejącej pułapek, które zastawia się na całe, duże społeczności. No, ale my na szczęście mamy Klemensa Junoszę i my to wszystko dokładnie rozumiemy.

Zapraszam na stronę www.prawygornyrog.pl

  15 komentarzy do “Hannah Arendt vs Klemens Junosza czyli skąd się wziął antysemityzm?”

  1. Wstrząsające

  2. Dzięki za ten wpis. Czekam na książkę!

  3. Po wpisach Gospodarza o „Korzeniach totalitaryzmu” sięgnąłem po tą lekturę (niegdyś rozpoczętą i przerwaną). Prawda jest taka, że tego się nie da czytać. Stopień egzaltacji autorki jest porażający. Od czytania jej zdań – zęby bolą (a nawet: pękają…). Coś, co miało świadczyć o jej erudycji jest chyba tylko świadectwem braku zdolności do komunikatywnego wyrażania swych myśli w słowie pisanym. To co mnie zastanowiło, to fakt w jaki sposób łączy ona kwestię żydowską w środowisku arystokratycznym Francji sprzed afery Dreyfussa z… homoseksualizmem. A wszystko, oczywiście, podlane, Proustem…

  4. Jest to znakomity pomysł na wydanie  „Pająków”jako lektura obowiązkowa dla studentów wydziałów ekonomii.

  5. to może właśnie od tej lektury „Korzenie totalitaryzmu”,  Gabrielowi pękła ta „czwórka” o której wspomniał, kiedy miał rekomendować książkę  G. Brauna o Gietrzwałdzie.

  6. Woyniłłowicz miał na sumieniu dwie krzywdy wyrządzane społeczności handlowej, bo na dużym zasobnym obszarze, sprawnie kontrolował finanse i sprawnie kontrolował rynek żywności.

  7. „Dla tych półmędrków, co w dzień biały,

    Chcą wmawiać w ludzi, że jest noc…”

    Jaśniejący krzyż na grobowcu Junoszy.

  8. NASI ŻYDZI
    W MIASTECZKACH I NA WSIACH.
    Przez
    Klemensa Junoszę.
    VII.Żydzi na wsi.
    …’ Ci, którzy na kwestyę żydowską zapatrują się z poetycznego punktu widzenia, gdy mowa o żydowskim wstręcie do pracy, wystawiają stereotypowy obrazek żyda-nędzarza, tłukącego kamienie na szosie.
     — Czy widzieliście kiedy, zapytują, tego starca z siwą brodą, w nędznych łachmanach na grzbiecie, jak rozbija kamienie ciężkim młotem, podczas największego upału? Widzieliśmy — i nietylko tego starca, nietylko w ogóle żydów, ale i chrześcian wyrobników, trudniących się tą czynnością, nie cięższą zresztą od wielu innych rodzajów pracy fizycznej. Widzieliśmy nawet kobiety, tłukące po całych dniach kamienie przy drodze — ale jesteśmy najmocniej przekonani, że gdyby ów żyd, pracujący na skwarze słonecznym, był posiadaczem dziesięciu rubli — rzuciłby w tej chwili młot i poszedł do najbliższej wioski handlować wódką… Żydzi wiedzą o tem doskonale, że podstawą ich bytu są chrześcianie, że tylko w stosunku z nimi mogą egzystować. Dowodem tego własne ich przysłowia, wytworzone w ciągu wieków, a oparte przecież nie na fantazyi, lecz na prawdzie i doświadczeniu życiowem… „Więcej gojimów, więcej szczęścia“ głosi jedno z nich — i naturalnie, więcej chrześcian, więcej pola do wyzysku. Żyd przy żydzie nie wiele się pożywi; „z żydami dobrze jest tylko do szkoły iść“, „między żydami umierać — wśród gojów żyć“… głosi mądrość zawarta w przysłowiach. Wśród żydów żyd znajduje otoczenie pokrewne duchem, wspólną modlitwą, wspólne obrządki, tłómaczenie ksiąg nabożnych. Gdy o sprawy wyznaniowe, o duchową stronę życia chodzi, dobrze mu jest w gronie współbraci, innego towarzystwa i otoczenia nie pożąda — ale gdy idzie o kawałek chleba, o pożywienie, o grosz, wtenczas idzie między chrześcian — „bo dobrze jest wśród gojów żyć“.

    Zakończenie.

     
     Chcąc wyczerpująco przedstawić wszystkie ujemne strony nienormalnego stosunku żydów do ludności krajowej, trzebaby napisać chyba tomy całe, gdyż owa nienormalność ciężkiem brzemieniem waży na wszystkich warstwach naszej ludności, na każdej gałęzi pracy wytwórczej. Ile nas żydzi kosztują i moralnie i materyalnie, o tem mogliby dużo powiedzieć przedewszystkiem chłopi, ta najpracowitsza, najbardziej liczna warstwa narodu, dalej koloniści, dzierżawcy, właściciele mniejszych lub większych folwarków, rolnicy małomiasteczkowi — słowem, cały zastęp właścicieli i uprawiaczy ziemi. Mało jest takich, którzyby nie jęczeli pod jarzmem lichwy i wyzysku. To samo powiedzieć można o oficyalistach gospodarczych, rzemieślnikach, robotnikach fabrycznych — a urzędnicy, a pracownicy różnych instytucyj, jak drogi żelazne, różnego rodzaju przedsiębiorstwa, banki — a drobni przemysłowcy i handlujący, zmuszeni w braku odpowiednich instytucyj finansowych szukać kredytu u żydów?… Powtarzamy, że chcąc przedstawić dokładny obraz złego, jakie się z powodu „kwestyi żydowskiej“ w kraju dzieje, tomy trzebaby zapisać.’

  9. Jestem pewien, że ona jest po prostu głupia. Tak głupia, jak tylko mogą być głupie najzdolniejsze uczennice sławnych filozofów.

    No coś w tym jest; dawno, dawno temu rozmawiałam ze studentką x. prof. Sedlaka. I byłam wstrząśnięta infantylnością tego dziewczęcia.

    Co do uczennicy Jaspersa, wrzuconej mu przez Heideggera /”elegancki” koniec romansu/, to: „W 1933 roku wyemigrowała do Francji, po wyjeździe męża do Stanów związała się z Heinrichem Blücherem, wybitnym działaczem Komunistycznej Partii Niemiec. W maju 1940 roku, już po ślubie z Blücherem, została internowana w Gurs. Pod koniec 1940 roku Hannah i jej mąż otrzymali wizy i wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych.” /za wiki/. 

    Sądzę, wobec powyższego, iż pamiętna moda na Arendt /wszystkie salony inteligenckie w Polszcze nasładzały się jej książką o banalności zła/ brała się z oczywistych „nośnych” uwikłań. Komuniści, marksiści wymiatali na każdym polu publicznym.

  10. no właśnie, jak niedawno przypomniał Coryllus:

    „sowa Minerwy wylatuje o zmierzchu” , tak samo i w tym przypadku

  11. Witam, oglądałem wczoraj (1-08) tvp historię, no… „ciekawe”, ale do końca nie dotrwałem.

    Akurat 1 sierpnia ten film?

  12. Sorry, tvp o zgrozo kultura.

  13. jaki film? my nie mamy telewizorów, o kim ten film?

  14. Cóż, podobnie podczas II Wojny Światowej uruchomiono antysemityzm ostateczny nie z nienawiści a z obliczonego wyrachowania. Przejęte złoto i inne dobra mordowanych pozwoliły Niemcom kontynuować wojnę po 1943 roku.

  15. A pan tak musi dociskać te oczywistości, żeby pokazać, że też coś rozumie, prawda?

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.