Paź 272019
 

Kiedy patrzę na histerię wokół konkursy na najlepszą książkę histeryczną roku, pardon, chciałem napisać najlepszą książkę historyczną, zyskuję całkowitą pewność, że żydzi niestety nie rządzą. Skąd ta pewność się bierze. Otóż po lekturze dzieła Ignacego Schipera „Dzieje handlu żydowskiego na ziemiach polskich” doszedłem do wniosku, że żaden poważnie myślący o rynku żyd, nie dopuściłby nigdy do takiego zawężenia spektrum tematów na rynku książki. To jest niemożliwe, albowiem nie gwarantuje żadnych zysków, uniemożliwia spekulacje i wyłącza z miejsca te wszystkie cudowne sytuacje, kiedy kontrahenci mogą złapać się za tak zwane orzydle i wołać w niebogłosy – gewałt, oj wej, gewałt! Czyli, jakby to powiedział ktoś z wielkiej korporacji, prowadzić poważne negocjacje dotyczące ceny i jakości towaru. To jest w przypadku polskiego rynku książki wykluczone, w segmencie książki historycznej czy naukowej w ogóle, wręcz nie do pomyślenia. Wokół rynku bowiem tworzy się hierarchia, a który uczciwy żydowski handlarz wytrzymałby ciśnienie hierarchii, która arbitralnie, nie pytając nikogo o zdanie decyduje co jest, a co nie jest wartościowym dziełem? Żaden. Kim więc są ludzie zatwierdzający jakość w opisywanym tu segmencie? To są urzędnicy. O co oni się kłócą, wszak hierarchia urzędników jest jawna i regulują ją jakieś przepisy resortowe. Otóż okazuje się, że nie. Oni się kłócą o to, kto będzie ważniejszy w hierarchii niejawnej, która istnieje w każdej strukturze. Oparta zaś bywa o osobiste charyzmaty, ale częściej o jakieś kontakty z innymi, silniejszymi strukturami, które są na zewnątrz. Charyzmaty zaś służą wyłącznie do tego, by owe powiązania ukryć. Dlatego właśnie jak ognia należy unikać – działając w sztywnej hierarchii regulowanej ustawami – tak zwanych malowniczych osób, które wzięły się nie wiadomo skąd, nie wiadomo co robią, ale mają fantastyczne poczucie humoru i wszystko im wolno. To są kapusie i reprezentanci sił zewnętrznych. Innych resortów, innych organizacji, innych państw wreszcie. Są nie do ruszenia, albowiem sama najwyższa hierarchia struktury, w której działamy, czuje przed nimi respekt. I być może ubija się tam jakieś interesy, czego szeregowy uczestnik misji, jaką hierarchia deklaratywnie ma wykonywać, nie rozumie i zrozumieć nie może.

Jak to wygląda, kiedy rzecz przeniesiemy na rynek książki i ustawimy w segmencie książki historycznej albo naukowej w ogóle? Ciekawie. Nie ma bowiem, teoretycznie, żadnego powodu, by czytać jakiekolwiek książki naukowe i popularyzatorskie. System grantów unieważnił czytelnika i decyzje gremiów gromadzących się na uczelniach owo wykluczenie czytelnika tylko potwierdzają. O co więc chodzi ludziom z tytułami, którzy szarpią się o tę nagrodę? Oni nie chcą przyjąć do wiadomości, zakulisowych decyzji własnego środowiska, których istotny sens jest taki – żadne rodzime treści, czy to popularyzatorskie czy to poważniejsze, nie mogą być kolportowane. Należy je powoli wygaszać, a już z całą pewnością nie tłumaczyć na języki obce. To można robić tylko z propagandą, którą podeprze się tak zwanymi wielkimi nagrodami – patrz Nobel dla Tokarczuk. Na rynki lokalne zaś należy wprowadzać propagandę anglojęzyczną, drukowaną w wielkich ilościach, która ma zastąpić w zasadzie wszystko. No, ale co zrobić z tymi, którzy jednak są i mają jakieś aspiracje? Chcą czytać, dyskutować i traktują to wszystko cholernie serio? Co z nimi? No trzeba im coś podrzucić do wierzenia i wokół tego nakręcić jakąś koniunkturę, która nie da nikomu sukcesu, ale posłuży jako młotek na sznurku w resortowych walkach urzędników z akademii, kreujących ten nasz biedny ryneczek. I takie próby oglądamy bez przerwy. One są coraz bardziej komiczne, bo jak to tu kiedyś napisał Jarecki, wszyscy – wydawcy i autorytety naukowe rozglądają się nieufnie wokół w poszukiwaniu czytelnika idioty. A kiedy już takiego znajdą, rzucają się nań jak rugbyści na napastnika drużyny przeciwnej i usiłują mu wepchnąć do gardła jakieś treści. Wielu z nich, poprzez znajomości w dużych firmach kolporterskich, idzie na tak zwanego chama i wpuszcza do wszystkich kiosków w kraju film o królach wielkiej Lechii. Inni są trochę ostrożniejsi i stawiają na czytelnika elitarnego i wrażliwego. Dla nich są te wszystkie wojenne dziewczyny, dziewczyny z Wołynia, dziewczyny z powstania, dziewczyny z magla przy ul. Chłodnej i Zychowicz. To wszystko jednak nie załatwia sprawy, bo okazuje się, że wymarzony czytelnik idiota to jest zwierzyna rzadka, płochliwa i nieufna. Poza tym występuje zwykle pojedynczo, a przez to nie można mu wcisnąć jednorazowo zbyt wielu egzemplarzy dzieł popularyzatorskich. Co zrobić z czytelnikami, którzy idiotami nie są? Jesteśmy na etapie niezauważania. To znaczy autorzy, promotorzy, profesorowie i inne jakieś autorytety, które mają fantastyczne poczucie humoru, wzięły się nie wiadomo skąd i wszystko im wolno, traktują nas, czytelników nie-idiotów, jak powietrze. To było widać na spotkaniu z prof. Cenckiewiczem, a także widać na innych spotkaniach, gdzie wymienieni wyżej osobnicy, nigdy nie wychodzą poza formułę polityczno alkowianą, czyli syfilis+agentura. O tym, żeby zagaić coś o handlu nie może być nawet mowy, jeszcze by ktoś z sali wyjął kalkulator i dokonał „na szybkiego” jakichś kłopotliwych działań arytmetycznych. Po co to komu? Niech zostanie jak jest. Otóż nie może zostać, jak jest. Nie może, albowiem grupa czytelników nie idiotów multiplikuje się i rośnie, również dzięki nam tutaj, choć nasz udział w powiększaniu tej grupy, to jedynie jakiś ułamek procenta. Ludzie myślą sami z siebie i sami z siebie wyciągają wnioski. I nawet jeśli trochę błądzą, w końcu dochodzi do nich, że ostatnią rzeczą jaka może pomóc w poznaniu prawdziwej historii, jest histeria. Po takiej zaś konstatacji zaczynają unikać książek o dziewczyna z Wołynia, z magla, a także książek Zychowicza.

Tak, jak napisałem, na razie jesteśmy niewidoczni, ale myślę, że od następnej edycji konkursu, będziemy bardziej zauważalni.

Na dziś to tyle. Zostawiam Wam jeszcze link-zaproszenie do oglądania wywiadów z Turzna.

https://prawygornyrog.pl/tv/2019/10/zaproszenie-na-wywiady-z-iv-konferencji-latajacego-uniwesytetu-leszczynowego/

  21 komentarzy do “Histeryczna książka roku czyli dlaczego lepiej jest kiedy rządzą żydzi”

  1. Anna Herbich podobno podrasowywała w swojej książce „cytowane” opowieści dziewczyn z powstania (były ich protesty) a zatem nam  pozostaje do czytania tylko Barbara Wachowicz ” Bohaterki Powstańczej Warszawy”.

    Ta Pani Ania Herbich (podobno  – niegdyś narzeczona Zychowicza, może już żona)

  2. To żona, nawet dziecko mają. Tak podrasowała te wypowiedzi i nawet mama naszego kolegi, bohaterka tych gawęd chciała się z tego wycofać

  3. Ta od dziewczyn z magla na Chłodnej to kobita Zychowicza. Podzielili się. Ale i tak Koper rules.

  4. Nazwa konkursu jest fałszywa. Pod uwagę są brane tylko książki o wieku XX.

  5. Progenitura Zychowiczów opracuje i wprowadzi do empirii nowoczesną metodę  badań historycznych, to będzie rodzinny i naukowy sukces.

    Już jestem przerażona.

  6. Trudno się nie zgodzić, dodam tylko(mogę się mylić) że z książek wydawanych przez IPN, trafiają się całkiem przyzwoite prace, co z tego jeżeli nakład jest mikro i często po roku czy nawet pół, na rynku nie ma absolutnie nic, dodam również, że oglądałem ostatnio wykład dr Bartosiaka i jego omówienie twórczości Wegecjusza, oczywiście na polskim rynku ze świecą szukać wznowień owego dzieła.

  7. Centkiewicza przeczytałem książkę o długim ramieniu, a wyszedł z tego taki wał z cmokiem. Utkwiło mi w pamięci spostrzeżenie niemieckiego historyka, Bogdana Musiała i rosyjskiego Sołonina, że dokumenty w archiwach leżą niedotykane, wręcz omijane przez histeryków a bijących pianę propagandową. Leżą i wołają:otwórz mnie, poczytaj, proszę…ho ho, tak tak…

  8. Mnie to się  zdaje ,że Bartosiak też wpisuję się w powszechną gawędę używając swojego technokratycznego języka .Niedawno jechał na groźbie wojny USA z Chinami a tu jakoś nie wypala.Nic to Baśka ,tak mówił Wołodyjowski .Przerobił Pacyfik,międzymorze,potęgę Chin,co nieco z zimnej wojny oryginalnym sparafrazowaniem wspomnień oficerów sowieckich to dziś mamy sprawy polskie ,Becka często na wokandzie .Będzie nadal ciekawie ale tylko zdaje się w zapowiedziach ,bo i tak wszystko to jest wtórne wobec Małyńskiego,Korwina-Korwina-Milewskiego czy nawet Satona .

  9. Z artykułu Gabisia cytat z książki Zychowicza:

    „Opowiada świadek: „Zabici ludzie leżeli jak snopy. W jednym sadzie było tak gęsto, że aż się przestraszyłam. Na drodze przed sadem leżało jeszcze dwoje ludzi. Znałam ich. To było małżeństwo Prytułów. Między nimi leżało dwutygodniowe niemowlę. Nagusieńkie. I dla niego nie pożałował bandyta kuli. Pośrodku czoła widać było malutką dziurkę”. Polski bandyta nie pożałował kuli (malutkiego kalibru) dla dwutygodniowego niemowlęcia.

     

    Właśnie słyszę z telewizora jak Ziemkiewicz gardłuje o „reżymie sanacyjnym”, który cenzuruje książki, pewnie zazdrości, że nie jego cenzurują. Tyle z tego ma widz rozumieć, że cenzura i reżym

  10. Bartosiak dużo wie. Dobrze, że chce się wiedzą dzielić. Polecałbym posłuchanie także filmów fundacji Ad Arma. Wynika z nich, że jesteśmy jako państwo całkowicie bezbronni (być może w wyniku tajnych porozumień podczas rozpadu ZSRR). Nie ma sprzętu, broni przeciwpancernej, odpowiedniej liczby wyszkolonych ludzi w sensownym wieku (a wyszkolenie nowych zajmie wiele miesięcy). Np. mamy kilka razy mniej śmigłowców niż moglibyśmy mieć zgodnie z traktatami, ale nawet te które mamy  nie mają rakiet przeciwpancernych. Czołgi nie mają amunicji przeciwpancernej. Bartosiak niedawno wspomniał, że zakup będących oczami USA samolotów F35 był wymuszony (są ważniejsze potrzeby). Wszystko jest zaliczkowane. Wszystko co importowane może zostać wyłączone (był ponoć taki przypadek w Libii, gdzie na życzenie USA wyłączono francuskie systemy przeciwlotnicze dzięki czemu możliwe były swobodne loty nad Libią i bezkarne bombardowania). Informacje wywiadowcze (w tym satelitarne) USA mogą reglamentować. Nawet silników do czołgów nie można już w Polsce zrobić. A leciwe Leopardy serwisują Niemcy. W razie wojny o państwa nadbałtyckie Polacy muszą zneutralizować Obwód Kaliningradzki i pilnować przesmyku suwalskiego. Zagłoba z USA daruje nam go łaskawie po zwycięskiej wojnie. Wspomina jednak, że z pierwszych jej dniach zginie ok. 160 tysięcy Polaków a na koniec Rosja zrobi jądrowe uderzenie „de-eskalacyjne”. „Polacy muszą się  poświęcić”. Dla odmiany Węgry kupują uzbrojenie z pobliskich państw europejskich i jednocześnie deklarują neutralność w ewentualnym konflikcie mocarstw.

  11. Tak…

    … bedzie „sukces”  jak  banka  mydlana  !!!

  12. Uwazam, ze…

    … bez wykladow i opracowan  sakiewiczowego, patriotycznego  i „naszego”  dr Bartosiaka da sie zyc…  przy  nawigatorowym  STALAGMIT’ie  dr Bartosiak  to  betka  !!!

  13. czyli co? sytuacja taka sama jak w Manifeście Matuszewskiego

  14. Nie wiem, nie znam Manifestu. Ale widać rozdźwięk między ambitnymi planami Bartosiaka, planem poświęcenia polskiego pionka przez amerykańskich szachistów w rozgrywce z rosyjskimi a mizerią polskiej armii, którą w 5 minut objaśnił p. Hoga z fundacji AD Arma https://youtu.be/QEC85HenLdQ Wydaje się, że gość wie, co mówi. I raczej nie jest jego celem podkopywanie morale (często wspomina o obowiązku obrony jako prawa przyrodzonego jednostce i narodowi),  ale opisuje stan, który zna który jest nieznany zwykłym ludziom (jak ja do niedawna), mamionych nierozerwalnym sojuszem z hegemonem i bitnością polskich żołnierzy. Nie ma sprzętu, nie ma amunicji, nie ma wyszkolonych ludzi. Są liczni oficerowie i politycy wysyłający ostatnio sprzęt i ludzi na odległe misje, przez co stosunek liczby dowodzących do podwładnych zbliży się niebawem do 1.

  15. zajrzyj na Szkołę Nawigatorów i zobacz ten tekst, jeden z blogerów cytuje przemyślenia tego człowieka opublikowane w 1941 roku. Gorzko o krajach Zachodu w sprawie jak Zachód przehandluje Polską.

  16. ale sobie „Zychu” reklamę robi, pewnie we frankach umoczony, ale gdzieś w internecie był tytuł na jego temat (?).  Nie pamiętam czyjego autorstwa, ale brzmiał mniej więcej tak: „Zychowicz jako (czyjś) kontrapunkt”.

    I to je dobre.

  17. Toć Zycha i Cencusia prowadzi Londyn czyż nie widać?

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.