lt. 172021
 

Ktoś zarzucił mi tu wczoraj, że chciałbym historii bez bohaterów. I to jest oczywiście prawda, ale nie można z tego robić zarzutu. Bohaterowie bowiem są potrzebni wyłącznie do tego by manipulować historią i tworzyć nowych bohaterów, najlepiej martwych. Tylko tacy są bowiem potrzebni.

Historia kryzysu lat 1410 – 1466 ma kilku bohaterów, ale ja wymienię dwóch, takich, którzy pojawili się na samym początku tego kryzysu. Sława, czy też rzekoma sława jednego z nich została rozkolportowana w drugiej połowie piętnastego stulecia i w zasadzie nie znajduje potwierdzenia w żadnych faktach, poza dotyczącymi urodzin, śmierci, podejrzanych misji i pobytu na Soborze w Konstancji. Z tego bardzo wątłego materiału ulepiono postać pomnikową, czyli Zawiszę Czarnego z Garbowa. Jak wskazywali już wcześniej niektórzy historycy, nie ma żadnych podstaw, by ten człowiek był lansowany jako symbol cnót i poświęcenia. Kazimierz Stadnicki, autor pracy Przyczynek do heraldyki polskiej w wiekach średnich, tak pisze o całym problemie Zawiszy:

Teraz, po tylu panegirykach,nasuwa się pytanie jak z materiału zawartego w życiorysie Zawiszy, któryśmy wiernie za Długoszem podali, tenże Długosz (bo inni są tylko jego

echem) mógł wykuć bohatera tak olbrzymich kształtów? Wszak był to przede wszystkiem dyplomata nieudały, uwijający się nieustannie od Zygmunta do Jagiełły od Jagiełły do

Zygmunta, ale prócz dwóch spraw podrzędnych, które udało mu się załatwić, nic kiedykolwiek, nie uzyskał, mianowicie w interesie króla Władysława, którego przecie Długosz przede wszystkiem miał na oku. Był walecznym wojownikiem, nie ulega to wątpliwości, ale naczelne dowództwo nie było mu ani raz jeden poruczone, Odbył pod Zygmuntem jedną wyprawę do Bośnii, nie odznaczył się w bitwie pod Grunwaldem, w Czechach sprzeniewierzywszy się swojej misyi pokojowej wpadł w niewolę, na koniec w bitwie nad Dunajem szukał śmierci, i tę znalazł według jego biografa jako jeniec pod mieczem tureckim. Ten zgon jego byłby rzeczywiście bardzo pięknym, gdyby nie wypadało dać tu głos i relacjom węgierskim, bo wyprawa owa podjętą była przez króla Węgier, a Zawisza służył na ten czas pod jego chorągwią.

Otóż dwie najwiarygodniejsze relacye z owego źródła pochodzące w tem się zgadzają, że Zawisza nie dostał się w niewolę turecką, ale poległ na placu bitwy.

Gaspar Szlik sekretarz Króla Zygmunta, w liście swoim do rady miasta Frankfurtu z 11 go września r.1428, a przeto cztery miesiące po stoczonej bitwie, mówi między innemi: „jeżeli wam powiedzą żeśmy w ostatnich walkach z Turkami wielkie ponieśli straty nie dajcie temu wiary. Straciliśmy, najwięcej dwa tysiące ludzi, i to samych biednych zaciężnych z Wołoszczyzny, z wyjątkiem pana Zawiszy, który został tam zabity.”

Drugi,Thurocz kronikarz węgierski, z czasów króla Macieja(1458 – 1480) toż samo twierdzi, poświęcając przy tym słów kilka pamięci Zawiszy, które świadczą że rzeczywiście ten że wielką miał wziętość na dworze cesarza Zygmunta. „Nie bez żalu – mówi – wspomnieć musimy, że poległ

w tej bitwie mąż wielce znakomity, Zawiszą Czarnym nazwany, celujący cnotą i sztuką wojenną.

Na koniec Długosz sprzeciwia się sam sobie, bo mówiąc pod r.1444 o synach Zawiszy poległych pod Warną, dodaje że ich ojciec w bitwie Zygmunta z Turkami pod twierdzą Gołubiecz ubity został.(dimicando strenue occubuerit).

Co się tyczy zaś podania Długosza, że Zygmunt dostawszy się na drugi brzeg wysłał natychmiast statek, który miał przenieść Zawiszę, i ono również utrzymać się nie może, ponieważ statków na brzegu serbskim było pod dostatkiem, gdyż te które przewiozły wojsko węgierskie stały w pogotowiu. Lecz dla niespodziewanego napadu Turków z przeciwnej strony było niemożliwem

do nich się dostać.

Ponieważ na temat Zawiszy istnieje jedna tylko relacja i jest to relacja Długosza, nie ma moim zdaniem sensu zastanawiać się, czy Zawisza przysłużył się Jagielle, czy też nie do końca. Okoliczności bowiem jasno wskazują, że jego misje przy królu i na zlecenie króla były co najmniej dwuznaczne. Popatrzmy na sprawę szerzej i wyjaśnijmy czego dotyczył kryzys lat 1410-1466. Chodziło o połączenie szlaków handlowych pomiędzy Bałtykiem, a Morzem Czarnym, a także o kontrolę tych szlaków. Jest więc ta sytuacja wielce zbliżona do naszej współczesnej, choć innymi metodami realizowano politykę w XV wieku, a innymi robi się to dzisiaj. Dziś z misją na Ukrainę wysyła się Sławka Nowaka, któremu być może za lat parę także ktoś dorobi legendę o niesłusznym uwięzieniu i różnych cierpieniach.

Zacznijmy od tego, że zanim w ogóle zaczął się kryzys wspominany przeze mnie wyżej, w Genui utworzono Bank św. Jerzego. To ważna instytucja, albowiem stanowi ona milowy słup w rozwoju tak zwanej nowoczesnej polityki. Bank św. Jerzego i jego akcjonariusze byli podstawą polityki genueńskiej na wschodzie, ale nie do końca, albowiem wśród akcjonariuszy banku znajdowało się wiele wpływowych rodzin żydowskich. Takich, jak na przykład rodzina Ghisolfi. Bank św. Jerzego, był, prócz wielkie rady, a później floty, jednym z trzech elementów decydujących o kształcie polityki liguryjskiej, a ta była niesłychanie wyrafinowana i wielokrotnie wykazywała swoje przewagi nad polityką wenecką, szczególnie w dziedzinie finansów. Bank św. Jerzego był wzorem dla Banku Amsterdamskiego i dla Banku Anglii, a co za tym idzie także dla FED. W siedzibie Banku św. Jerzego, który zlikwidowano za Napoleona Bonaparte, odbyła się konferencja genueńska w roku 1922, gdzie przypieczętowano ostatecznie los krajów, które uzyskały niepodległość po traktacie wersalskim. I to z całą pewnością nie był przypadek. Było to jawne ostrzeżenie, ale ono nie było zrozumiałe dla polityków polskich w latach dwudziestych, bo nikt z nich nie miał pojęcia, jaką funkcję pełnił w średniowieczu Bank św. Jerzego.

Bank utworzono w roku 1407, a dwa lata później wybuchł kryzys polsko-krzyżacki, który powinien zakończyć się zdobyciem Malborka, ale się nie zakończył. Ciekawe dlaczego? Bo Jogaiła preferował politykę litewską i nie rozumiał polskiej racji stanu. Tak piszą historycy. To są brednie, Jogaiła dokładnie wszystko rozumiał, ale miał bardzo ograniczone możliwości działania. To znaczy pozwolono mu wygrać bitwę, ale nie pozwolono skonsumować zwycięstwa, albowiem czas nie był po temu. Interesy genueńskie miałby bowiem ciągle mocne oparcie w Konstantynopolu, a tylko upadek tego miasta i przejęcie go przez siłę zdecydowanie prącą na północ mogło udrożnić szlak wiodący przez Dunaj i Karpaty ku Wiśle i Gdańskowi. Pierwszy etap kryzysu polsko- krzyżackiego, a tak naprawdę polsko-węgiersko- krzyżackiego, w którym Polska reprezentowała interesy Wenecji, a Węgrzy i Krzyżacy interesy Banku św. Jerzego i Hanzy, zakończył się pewnym istotnym wydarzeniem. Nie była nim bynajmniej bitwa pod Grunwaldem. Chodzi o utworzenie Starostwa Spiskiego. Nie będę się wdawał w szczegóły, bo są one w książce o fechmistrzach, ale każdy wie co to jest Starostwo Spiskie, to jest wolna strefa ekonomiczna wydzierżawiona Polsce przez Węgry. Obszarem tym, z jego siedziby, czyli Lubowli, zarządzali – Zawisza Czarny herbu Sulima i Ścibor ze Ściborzyc młodszy, herbu Ostoja. Starostwo spiskie znajduje się dokładnie w tym miejscu, w którym przebiega granica pomiędzy dorzeczem Wisły a Dunaju. Starosta spiski był więc panem ceł na towary zmierzające z Węgier do Polski, albowiem na jego terenie musiałby być one przeładowywane. Umowa pomiędzy Zygmuntem Luksemburskim a Jogaiłą stanęła w roku 1412, a jej gwarantem była Wenecja. Jak ważną sprawą było otworzenie takiego obszaru wskazywać może aktywność Zawiszy Czarnego, przed bitwą grunwaldzką, która opisywana jest w kronice Długosza, jako szlachetny poryw serca mężnego rycerza, który spieszy na ratunek ojczyźnie. Prawdopodobnie było tak, że znajdujący się w Bośni Zawisza dostał polecenie od króla Zygmunta, żeby pojechał do Polski i zainstalował się przy dworze Jogaiły. W tym czasie inny polski rycerz, poddany Luksemburczyka, pan Doliny Wagu, czyli tego obszaru, który przylegał od południa do starostwa spiskiego, także pojechał do Polski. Nie zatrzymał się jednak w obozie Jagiełły, ale popędził wprost do wielkiego mistrza, razem z całą gromadą dzielnych polskich rycerzy. Tych rycerzy, jak również samego Ścibora, tłumaczy znany współczesny badacz spraw rycerskich, Dariusz Piwowarczyk, pisząc, że oni tam, u Ulricha z całą pewnością, ani na moment nie zapomnieli o polskiej racji stanu. Moim zdaniem oni nawet nie potrafili wymówić takich wyrazów, jak polska racja stanu.

Mamy więc sytuację taką – Zawisza, dobrze się znający ze Ściborem, jest w obozie Jagiełły. Do tego obozu przybywa z Malborka wprost, Ścibor ze Ściborzyc, niedawny poddany Jogaiły i wręcza mu wypowiedzenie wojny. Towarzyszą mu, co dość oczywiste, owi polscy rycerze, przybyli z dworu Zygmunta Luksemburskiego. Wszystko to oczywiście dzieje się dla dobra Polski i w imię racji stanu. Moment jest podniosły i uroczysty, Jogaiła zaś zamiast kazać zamknąć Ścibora i odrąbać mu łeb, traktuje go dwornie i rycersko, albowiem wie, że człowiek ten reprezentuje w istocie Bank św. Jerzego. On zaś, żeby jakoś żyć, musiał się na samym początku panowania wyrzec picia innych płynów poza źródlaną wodą. Co było dalej wszyscy wiemy, upalne lato 1410 roku. No, a w dwa lata potem utworzono Starostwo Spiskie.

Długosz zaczyna pisać swoją Kronikę w roku 1455, kiedy zaczął się drugi etap kryzysu polsko-krzyżackiego, a zaczął się on tuż po upadku Konstantynopola i sprzedaży kolonii pontyjskich. Kto sprzedawał, a kto kupował? Sprzedawała Genua, a kupował Bank św. Jerzego. I to jest transakcja na miarę kupna Grenlandii przez Trumpa, gdyby doszła do skutku. Efekt jej był taki, że mieszkańcy Kaffy, dobrze zdając sobie sprawę co to jest Bank św. Jerzego natychmiast zaczęli pisać listy do Kazimierza Jagiellończyka, by objął ich swoją protekcją. W tym czasie Długosz już rozmyślał o hagadzie na temat dzielnego rycerza Zawiszy. Drugi etap kryzysu o mało nie zakończył się tragicznie w bitwie pod Chojnicami, gdzie do niewoli dostał się ostatni Sulimczyk, syn Zawiszy, który zmarł niebawem. Całe szczęście młodemu królowi udało się uciec przed pościgiem krzyżackim i wojna mogła ciągnąć się przez trzynaście lat. Toczyła się głównie na wodzie, o czym mało kto pamięta. Kto się w niej najbardziej wyróżniał i kto wyciągnął z niej największe korzyści? Pochodzący z Kujaw rycerze herbu Ostoja, potomkowie Ścibora i jego powinowaci. To oni stoją i asekurują wręcz powstanie obszaru, który domknął budowę projektu rozpoczętego przez utworzenie Starostwa Spiskiego. Chodzi rzecz jasna o najmniejsze województwo w I Rzeczpospolitej, a przy tym o województwo najważniejsze, chodzi o województwo malborskie. Teraz sobie sprawdźcie kto pełnił tam funkcję wojewody po rycerzach herbu Ostoja, jak wyglądał jego herb, skąd się wywodził itp., itd. Dopiero początek XVII wieku przynosi istotną zmianę na stanowisku wojewody w Malborku.

Sprawy idą więc tak – 1407 utworzenie Banku św. Jerzego, 1409-1410 wojna polsko krzyżacka, 1412 powstaje starostwo spiskie, potem konflikt przygasa, 1444 – bitwa pod Warną, 1453 upadek Konstantynopola, początek wojny trzynastoletniej – 1454, a w dziesięć lat później, na dwa lata przed podpisaniem pokoju w Toruniu, utworzone zostaje województwo malborskie. Początek i koniec spławu Wiślanego zostaje opanowany. Kto go kontroluje? Dzielni rycerze herbu Sulima i Ostoja, sami wybierani i wspominani w Kronikach Sławnego Królestwa Polskiego.

Celowo pominąłem sprawy czeskie i Husa, byłoby tego już za dużo.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/zydowscy-fechmistrze/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-27-genuenski/

  27 komentarzy do “Historia bez bohaterów czyli kryzys lat 1410-1466”

  1. Dzień dobry. Czyli – upraszczając i skracając – wszystkie nasze ówczesne a zapewne i dzisiejsze konflikty, które weszły do kanonu naszej historii i dziś dla większości Polaków niejako definiują naszą tożsamość i świadomość historyczną, w istocie były konfliktami sił dalekich, bogatych i potężnych, które miały koncept co i jak przeprowadzić oraz potrzebne do tego umiejętności i środki. My zaś stanowiliśmy już wtedy stado baranów, po pierwsze – nie widzących, co się dookoła nich dzieje, po drugie – w najlepszym wypadku gotowych przyjąć jakiś wziątek. No rzesz…

  2. Ja sądzę, że Jogaiła jednak wiedział o co chodzi, ale był tak obstawiony, że w zasadzie nie miał wyboru. Co do reszty zgoda. Sprawy zmieniły się, kiedy zaczęła się kontrreformacja i pojawili się jezuici. Trudno by było inaczej, kiedy krajem rządzą producenci zboża i stali skazani na kredyt i pośrednictwo w obrocie towarem.

  3. Generalnie pisze Pan o „Jogaile” bez sympatii, z pewnością zrobiono z niego bohatera na siłę. Wydaje się jednak, że stał przed wyborem różnych „propozycji nie do odrzucenia”. Wybierał jak wybierał. Przygotowanie miał, delikatnie mówiąc, prowincjonalne. Akademii Krakowskiej nie mógł skończyć, bo jej nie było…

  4. Starał się. Nie budzi mojej sympatii, ale nie sposób mu odmówić zaangażowania

  5. – reprezentował siebie, swoją rodzinę, swój kraj. Jakaś Polska to była dla niego nowość.

  6. Drogi Coryllusie, przepraszam, że piszę dziś odnosząc się do Twojej wczorajszej notki ale, jak wiesz, nie zawsze mi się udaje zdążyć. Patrzę jak na moim stole leżą klocki puzzla: przekop Mierzei Wiślanej, pełnomorski port w Elblągu, specjalna linia kolejowa do Odessy, miliardy na budowę lądowego portu kontenerowego w Małaszewiczach, walka agencji celnych na granicy polsko – ukraińskiej, wreszcie, umowa o wolnym handlu między Koroną a Ukrainą (z perspektywą Brytyjskiej Wspólnoty Narodów) i to się zaczyna składać. Ciekaw jestem tylko czy to my tak wyprzedzająco kombinujemy czy jesteśmy jedynie podwykonawcą?

  7. jaki był ten herb po rycerzach Ostoja?

  8. W Pańskich słowach  gorycz i być może nawet kompleksy. Brytyjski generał Carton de Wiart nazwał nas hobbitami i być może nie dla nas sprawy wielkich ludzi i elfów a tym bardziej czarodziejów, ale co znaczą z perspektywy jednego ludzkiego życia (a innej tak naprawdę nie ma) te wszystkie szlaki handlowe i imperia. Naszych dzieci nie wieszano za kradzież dwóch bochenków chleba, a nasze liczne wojny mają się nijak do ciągłych walk prowadzonych przez biednych Brytyjczyków . Ich skutek dla gen. de Wiarta był taki że odszczelono mu i wykłuto wszystko co się dało i jeszcze na starość musiał przez 20 lat szpiegować siedząc na poleskich bagnach. Może siedząc przy kominku i piwku, czytając smakowite demaskacje Coryllusa wcale nie wyglądamy jak stado baranów.

  9. Ale jesteśmy strzyżeni. Cóż z tego, że ze świadomością strzyżenia..?

  10. Wszyscy są strzyżeni , a nawet zażartuję że ci z większym runem bardziej.

  11. Tak teraz mi wpadła myśl, jaką w tej całej układance pełniła rolę św. Jadwiga? Bo w to, że zmarła naturalnie jak również jej dziecko to nie wierzę.

  12. Może warto przypomnieć, że Zygmunt Luksemburski był prawnukiem króla Kazimierza Wielkiego. Te związki się wtedy liczyły, a napradę niecną rolę grał Witold.

  13. Gorycz – może, raczej rozczarowanie i żal, że tyle czasu musiałem zmarnować, tyle propagandy i kłamstw połknąć, zanim, dobrze po pięćdziesiątce, udało mi się to wszystko poskładać w jakąś całość – dzięki Gospodarzowi nb. Kompleksów raczej nie mam, aczkolwiek daleki jestem od wykazywania komukolwiek jakiejś naszej niby-wyższości. My, Polacy, mamy taką historię jaką mamy i póki będziemy istnieli, będziemy zachodzili w głowę, dlaczego tak się z nami stało. I kto winien. Ja nie odpowiem na to pytanie, ale sądzę, że tyleż samo złej woli z zewnątrz ile nierozumności i małości od wewnątrz stało się przyczyną naszego upadku. A jest on niewątpliwy.

  14. Składanie w całość jest pasjonujące a wyższość , niższość i upadki nieoczywiste. Spytałem Ukraińca który przyjechał do roboty z polską firmą budowlaną , jak mu się podoba w Szwecji. Odpowiedział że Szwecja to gawno tu nic nie ma i że w Polsce to się żyje. Po 20 latach pobytu nad Duveholmsjö potwierdzam.

  15. strenuus vir nobilis Zawissa niger aule nostre maiestatis miles

  16. W tym zakonie smoka? Co też Pani mówi?!

  17. Ma Pan dużo racji. Widzę to podobnie.

  18. Ale jesteśmy strzyżeni.

    Jak się pan daje, to trudno! Ale lepiej nie mieszać do tego innych. Nie będę pisał o sobie, ale jak patrzę po poziom życia wielu moich kolegów ze szkół, to w zasadzie nie wiem czego można więcej oczekiwać. Jak kto jest pracowity, uparty, ma łeb na karku to może żyć w Polsce bardzo dobrze. Ostatecznie można wyjechać – jest tyle możliwości. Przynajmniej nigdzie na świecie nie ma tak narzekającej mentalności jak u nas.

  19. Według autorów biografii Zawiszy Czarnego z roku 2003 do albumu Muzeum Wojska Polskiego (Beata Możejko, Sobiesław Szybkowski, Błażej Śliwiński) w Archiwum Korony Aragońskiej nie ma wzmianki o Zawiszy, jest natomiast o [polskim pielgrzymie] Mesturo Suamberch, caballero polacco [2 stycznia 1414]. W tamtych latach było Polaków więcej, a rzecz dotyczyła Drogi św. Jakuba (O Camiño de Santiago) do Compostela.

  20. Długosz to wszystko zmyślił. Ten facet wykonywał zlecone roboty na frontach i przenosił informacje. Udało mu się pod Niemieckim Brodem, ale pod Gołąbcem już nie. Ktoś go kazał załatwić

  21. Denerwuje mnie bezkarność kłamstw i kłamców. To jest właśnie strzyżenie, o którym piszę.

  22. 10/10

    Oby nie bylo wojny. Jest tyle spraw rozpoczetych- przekop mierzei, via karpatia i reszta drog(kto dal na to pieniadze? ) wojny nie bedzie.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.