Cze 092019
 

Zadzwonił tu wczoraj mój kolega Kuba i wielce zatroskanym głosem oznajmił mi, że wszystko zmierza ku końcowi, albowiem w czasie parady równości, w której brali udział politycy i urzędnicy samorządowi jakiś profan odziany w parodię szat liturgicznych odprawiał jakąś niby mszę. Ja to też widziałem w Wiadomościach, a do tego usłyszałem nazwisko owego profana. Dlatego uspokoiłem mojego kolegę i zasugerowałem, że zamiast się martwić powinien raczej otworzyć szampana. Tym fałszywym celebransem był bowiem Szymon Niemiec, człowiek katastrofa, który – wysłany na Marsa – dokonałby niemożliwego, odwaliłby sam jeden i wysłał w przestrzeń międzygwiezdną, tę bardziej oddaloną od nas część układu słonecznego. Z nazwiskiem Szymona Niemca zetknąłem się po raz pierwszy kiedy pracowałem w pewnej lokalnej gazecie, której właścicielem był pan Sławeczek (serdecznie pozdrawiam Panie Sławku), lokalny „bizmesmen”. To był czas rządów Milera, praca była tania, pieniędzy nie było wcale, a ja miałem dwa kredyty do spłacenia. Kiedy przychodził dzień wypłaty pan Sławeczek przychodził do redakcji i rozpoczynał tak zwane rekolekcje. Siadał na krześle i mówił: do uspania, wszyscy jesteście do uspania….nie nadajecie się do niczego, złe te artykuły piszecie, bo gazeta się nie sprzedaje. My zaś zielenieliśmy coraz bardziej na twarzach, bo jasne było, że jeśli pan Sławeczek wpadnie na pomysł, żeby jednak nie zapłacić, to nie zapłaci i już. Zwykle jednak kończyło się na „rekolekcjach”. Kiedyś jednak pan Sławcio wpadł na pomysł, żeby zaczerpnąć dla swej gazety świeżych sił z rynku. Dał ogłoszenie, że poszukuje dziennikarzy. Przyszła masa zgłoszeń, a my je zaczęliśmy przeglądać. W pewnym momencie w ręce mojego kolegi trafiło opatrzone zdjęciem CV. Na fotografii widniała twarz zamyślonego, długowłosego młodzieńca, o spojrzeniu inteligentnym i zdradzającym nieprzeciętne zdolności. W CV zaś, krępująco ubogim, znajdowała się informacja, że ów młodzieniec, nazwiskiem Szymon Niemiec, gotów jest pracować dla naszej gazety za darmo. Popatrzyliśmy na siebie, a ja powiedziałem – podrzyj to natychmiast na drobne kawałki i wrzuć do śmieci, jak pan Sławeczek zobaczy, że jakiś dureń chce pracować za darmo to po nas. I tak zatrzymałem karierę Szymona Niemca w mediach. Może źle zrobiłem, nie wiem. Może gdybym nie podarł tego jego CV, bo w końcu sam je potargałem, a on dostał pracę u pana Sławka nie odprawiałby dziś tych dziwnych mszy? No, ale stało się tak jak się stało. Potem jeszcze kilka razy słyszałem o Szymonie Niemcu, za każdym razem były to informacje tragiczne dotyczące zakończonych klęską poczynań tego człowieka. W pewnym momencie założył on kościół, dla swoich kolegów gejów i zdaje się, że w ramach tej organizacji odprawiał wczoraj tę mszę. Jakby nie było, jedno jest pewne – trzeba jakoś stymulować poczynania Szymona Niemca, trzeba go zachęcać, a nie zniechęcać, a jeśli zdarzy mu się osłabnąć w wysiłkach można mu nawet coś zapłacić. Jego aktywność, ba – sama obecność tylko – wystarczą za 100 procentową gwarancję, że po tamtej stronie wszystko się, pardon, rozpieprzy i nie zostanie w tej całej nowej koalicji, Wiośnie czy gdzie tam, kamień na kamieniu. Jestem tego całkowicie pewien. Nie ma więc co rozdzierać szat. Trzeba doprowadzić do szybkiej serii awansów pana Szymona i zrobić go asystentem Tuska albo Schetyny, w ramach promocji tolerancji. To wystarczy, żeby w ciągu roku lub dwóch pamięć o tych politykach zatarła się całkowicie.

Kłopot jest tylko taki, że nikt z tak zwanych „naszych” nie rozumie jak ważna jest taka podstępna strategia, a ja mam wrażenie, że wielu – szczególnie mam tu na myśli prawicowych publicystów – chciałby być Szymonami Niemcami po „naszej” stronie.

Omawialiśmy tu niedawno casus młodego Łysiaka, który wystąpił w programie „Wywiad z chuliganem”. To jest pewien sznyt, który wskazuje aspiracje i preferencje, a także demaskuje tych „naszych” autorów i moderatorów treści emitowanej w przestrzeń publiczną. „Rozmowy z chuliganem” prowadzi Lisiewicz, osobnik śmiało mogący uchodzić za prawicowego odpowiednika Szymona Niemca. Facet śmieszny pozornie, który – dla uwiarygodnienia siebie i swoich rozmówców – przyjmuje dla tej rozmowy, całkiem fałszywą formę wziętą z folkloru przedmiejskiego. To znaczy poza nazwą i tym chuliganem w środku nie ma tam nic związanego z knajackim przedmieściem, ale chodzi o to, żeby widz myślał, że jest i jeszcze uważał, że to fajne. Ponieważ my tutaj, między sobą, mamy prawdziwych chuliganów, nie jesteśmy w stanie uwierzyć, że młody Łysiak ma z takimi osobami cokolwiek wspólnego. Wiemy też, że prawdziwy chuligan nigdy nie będzie nikogo swoim chuligaństwem epatował i nie będzie uprawiał żadnej kokieterii. Może co najwyżej, jeśli się go zdenerwuje, dać komuś po mordzie. Idźmy jednak dalej. Pokazują w telewizorze inny program z udziałem prawicowych publicystów, nazywa się on „Dranie w kinie”. Rozmówców jest dwóch, jeden nazywa się Jakub Moroz, a drugi to znany nam dziennikarz Krzysztof Kłopotowski, krytyk filmowy. Program nazywa się „Dranie w kinie”, a ogląda się go jak relację z finału mistrzostw w warcabach stupolowych, rozegranych w domu starców w Bramkach pod Sochaczewem. „Dranie w kinie” to typowa fucha dla „swoich”, którzy muszą wypaść wiarygodnie w oczach publiczności, a ponieważ uważają, że ta publiczność ma niskie bardzo aspiracje, a poza tym na pewno uwielbia egzotykę przedmieść i filmy kręcone na ten temat, nazwali to właśnie tak. Jeśli ktoś myśli, że oni tam rozmawiają o chuligaństwie, albo, że dopuszczają się jakichś grubych ekscesów słownych ten się myli. Oni obaj – Moroz i Kłopotowski – gadają tak, jak sobie wyobrażają rozmowę dwóch greckich mędrców okresu klasycznego, którzy przypadkiem spotkali się gdzieś nad morzem. Nędza tej formuły jest lepiej widoczna niż nędza tej wczorajszej prowokacji Szymona Niemca. To nie koniec jednak. Pan Jakub Moroz, który, jak się okazuje jest z wykształcenia teatrologiem, co po prostu oznacza, że szkolił się w zakresie technik manipulacji tłumem, prowadzi jeszcze jeden program. Nosi on tytuł „Rozróby u Kuby”. Już o tym pisałem, ale nie zaszkodzi wspomnieć raz jeszcze – „Dranie w kinie” i „Rozróby u Kuby”, gdzie rozmówcą tytułowego Kuby jest Mateusz Werner, bezskutecznie przed laty kreowany na telewizyjną gwiazdę młodego pokolenia intelektualistów. Jeden rzut oka na Wernera i wszystko staje się jasne. Gdyby między nimi posadzić Szymona Niemca, nikt by się nie zorientował, że coś jest nie halo. To nie koniec. Nie możemy zapominać o programie Matyszkowicza, pod tytułem „Chuligan literacki”. Tak właśnie, jest taki program i prowadzi go Mateusz Matyszkowicz, były hipster prawicy, czyli członek idiotycznego całkiem projektu, który miał w zamyśle doprowadzić do tego, że tak zwany lud prosty, szczególnie zaś prosty i młodociany, poparłby słowem i aktywnością uliczną, tych tam hipsterów. No i byłaby nowa frajda, bo hipsterom – sformatowanej i ogłupiałej grupie – można wcisnąć wszystko, co tylko da się sprzedać. Nie udało się jednak, a to dzięki aktywnym stale blogerom, wtedy jeszcze piszącym w salonie24, którzy hipsterów prawicy wyszydzili bez litości i skazali ich na zapomnienie. No nie tak całkiem, bo każdy hipster po zwycięstwie PiS otrzymał fuchę w mediach. I tak Mateusz Matyszkowicz, który wygląda jak żywa ilustracja serii kawałów o anemiku, dostał program w telewizji zatytułowany „Chuligan literacki”. Tu się nie ma z czego śmiać, a ja mam pełną świadomość tego, jak naciągane i nie a propos rzeczywistości są te moje wice. Nie ma bowiem takiej konstrukcji na obszarach szeroko rozumianego sytuacyjnego żartu, którymi można by było zilustrować postawę wyżej wymienionych – Szymona Niemca, Jakuba Moroza, Krzysztofa Kłopotowskiego, Mateusza Wernera, Mateusza Matyszkowicza i wszystkich hipsterów prawicy. To się wymyka opisom. Trzeba by może, żeby na wydziale teatrologii, opracowano jakiś nowy język służący opisowi tych istot i kreowanych przez nie zjawisk. No, ale czy ktoś się tego podejmie?

Zwróćmy uwagę na pewną prawidłowość. Oto Niemiec Szymon, chce się uwiarygodnić za wszelką cenę naśladując, częściowo bez zrozumienia gesty i słowa celebransów oraz liturgię Mszy Świętej. On wyraźnie aspiruje do sfery sacrum. W wymiarze praktycznym pan Szymon wyobraża to sobie w ten sposób – będę jak te katabasy nieroby, ale we własnym Kościele. Mi, tak samo jak im ludziska będą bulić, za wykonywanie tych bezsensownych przecież gestów przy stole przykrytym białym obrusem. To jest, przyznajmy jakiś pomysł, ale wiemy, że ten pomysł gra tak naprawdę na sukces przeciwnika. Nie można bowiem zanegować w Polsce sensu liturgii. Szymon Niemiec tego nie rozumie, a w naszym, dobrze pojętym interesie jest, by nie rozumieli tego także wszyscy politycy PO, Nowoczesnej, Wiosny i czego tam jeszcze. W sensie politycznym jest więc Szymon Niemiec naszym sojusznikiem. Wierzcie mi, ten człowiek potrafi zniszczyć wszystko. Dacie mu dwie szklane kulki, jedną zepsuje a drugą zgubi. To pewne. Nie trzeba mu tylko za bardzo przeszkadzać.

Pytanie istotne brzmi, czyimi sojusznikami są ci wszyscy chuligani i dranie z programów publicystycznych? Ja myślę, że jednak sojusznikami jakichś prawdziwych chuliganów, którzy im te chuligańskie formuły podsuwają. Wszyscy bowiem wiemy, że człowiek od pewnego wieku staje się istotą patrzącą na świat serio i nie może udawać chuligana, szczególnie zaś wtedy kiedy był tym chuliganem naprawdę przez dłuższy lub krótszy czas. To są dla poważnego człowieka sprawy jasne i nie do zaakceptowania. Kokieteria zaś programów publicystycznych o chuligańskich tytułach jest dlań odstręczająca. No, ale ma jakiś sens, a wskazuje na to teatrologiczne wykształcenie Jakuba Moroza. Do czego oni aspirują? Moim zdaniem do Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Piszę to wprost, bo to się samo narzuca. Nie można założyć kagańca pojedynczemu kundlowi, bo to jest wbrew zasadom demokratycznym, ale można wyszkolić stado psów według określonych zasad. I tym zajmują się nasi chuligani, nie zwracając uwagi wcale na rozdźwięk między ich wyglądem, postawą, głosem i zaśpiewami w tymże, a formułą programu, która sugeruje wyraźnie to co napisałem powyżej. Formacje teatrologów, hipsterów, chuliganów, rozrabiaków, równiachów i fajnych kumpli, pokazujące się w programach telewizyjnych to po prostu nowa wersja knebla. Czy oni zdają sobie z tego sprawę? Zapewne tak, ale przekonani o swojej wyjątkowości, atrakcyjności i przemożnym wpływie na widza, nie dostrzegają w tym nic złego. Przeciwnie uważają, że mają misję. Podobnie jak Szymon Niemiec, on także ma misję – misję zdegradowania liturgii. Niemcowi się to nie uda, ale „nasi” mają szansę. Tak, jak za prawdziwą, twardą cenzurą, stoi za nimi aparat władzy. Jedyna nadzieja w tym, że ich przyrodzona gamoniowatość sparaliżuje wszystko. I to pewnie tak będzie, ale niestety trochę się jeszcze z nimi pomęczymy. Na szczęście zawsze można wyłączyć telewizor.

Zapraszam na portal www.prawygornyrog.pl

  27 komentarzy do “Hodowla nieudaczników”

  1. ciekawe czy ta predylekcja do pracy za darmo została Niemcowi do dzisiaj ?

  2. Myślę, że tak. Ponoć jego kościół uległ rozwiązaniu

  3. Przeciętny warszawiak wybierze na swojego przedstawiciela Szymona Niemca, a nie panią Zofię Klepacką.

  4. w swojej konstatacji , kierujesz się tym, że przy analizowaniu wyników „wyborów”wygrywa ten co liczy głosy, że niby może on podrasować wynik, czy tym że głupcy głosują?

  5. Przejeżdżałem wczoraj przez Warszawę, ludzie wracali z tego marszu deprawacji. Młodzi ludzie, którzy wczoraj dowiedzieli się po raz kolejny, że reprezentowali dobrą sprawę, że są solą tej ziemi, i że cool. A elementem tego cool jest durszlak na głowie  „ministranta”.

    Czy Niemiec jest skuteczny? W jakimś sensie tak, jak Bolko partyzant w Bitwie nad Neretwą. Nie można lekceważyć świrów uprawiających z własnej lub nie własnej woli harce. Nawet jeśli w końcu kończą marnie lub im się to znudzi.

    Tacy goście na razie rzucają w słonia małymi kamykami, słoń ich lekceważy, a czasami zmiata trąbą. Ale sytuacja powtarza się, coraz częściej, po czym słoń zamienia się w surowiec – dostawcę mięsa i solidnej kości.

    Prawdę powiedziawszy ministrant z durszlakiem na głowie byłby całkiem śmieszny i niewinny w jakimś wiejskim kabarecie. Tutaj jednak nastąpiło regularne bezczeszczenie, rozkopanie grobu i żonglerka piszczelami. Pod patronatem.

    Oni znowu wygrali, przesuwają granicę i udeptują ziemię.

  6. Daj spokój, wcale nie wygrali.

  7. To jest hipoteza robocza. Prawdopodobnie, skoro władza widzialna jest tylko kamieniem u nogi, to rozsądni ludzie wolą wybrać nieszkodliwego palanta, niż kogoś, kto mógłby ich wziąć za twarz i zapędzić do roboty. Dopiero w czasie wojny wybiera się ludzi wartościowych. Wiadomo, że demokracja tak działa.

  8. Dzisiaj jest Marsz dla Zycia i Rodziny. Zamiast rwac wlosy z glowy nad „tamtymi”, trzeba dolaczyc i pokazac kto wygrywa.

  9. Słowa wypowiedziane przez metropolitę Ignatiosa z Syrii  w Upsali w 1968 r.
    Bez Ducha Świętego Bóg jest daleki,Chrystus jest przeszłością,Ewangelia martwą literą,Kościół tylko organizacją,władza panowaniem,posłannictwo propagandą,kult przywoływaniem wspomnień, a postępowanie po chrześcijańsku moralnością niewolników

  10. Przybądź, Duchu Święty,Spuść z niebiosów wziętyŚwiatła Twego strumień.Przyjdź, Ojcze ubogich,Dawco darów mnogich,Przyjdź Światłości sumień!

     

    O najmilszy z Gości,Słodka serc radości,Słodkie orzeźwienie.W pracy Tyś ochłodą,W skwarze żywą wodą,W płaczu utulenie.

     

    Światłości najświętsza!Serc wierzących wnętrzaPoddaj swej potędze!Bez Twojego tchnieniaCóż jest wśród stworzenia?Jeno cierń i nędze!

     

    Obmyj, co nieświęte,Oschłym wlej zachętę,Ulecz serca ranę!Nagnij, co jest harde,Rozgrzej serca twarde,Prowadź zabłąkane.

     

    Daj Twoim wierzącym,W Tobie ufającym,Siedmiorakie dary!Daj zasługę męstwa,Daj wieniec zwycięstwa,Daj szczęście bez miary!

  11. Obawiam się, patrząc na godzinę Twojego komentarza (nie mówiąc o moim), że był,  a nie jest. Bo „POMNIK KOPERNIKA KRAKOWSKIE PRZEDMIEŚCIE, GODZINA: 11:45”.

  12. Jeśli część tego marszu, nie wiem jak wielka, to pokrzywieni rodzinnie, niezdecydowani seksualnie studenci ASP (jak koleżanka mojego dziecka, która namawiała na wspólne wyjście na tą paradę), to tym bardziej nie jest to (jeszcze) przeciętny Warszawiak.

  13. a czy to nie było tak, że zakładało się „kościół”, bo taka organizacja mogła zdaje się sprowadzać z zagranicy auta z jakimś niższym cłem, a może bez cła. Nie obserwowałam tego procederu ale wiem, że były takie możliwości i ten podmiot importujący musiał mieć w nazwie „kościół”. Pamięta to ktoś?  Może ten Niemiec w tym celu ten „kościół” powołał do życia, dlatego mógł chcieć pracować za darmo.

  14. A w ogóle to bardzo fajny wpis dziś. W dodatku się uśmiałem. Więc dwa w jednym.

    PS. No i Bramki to raczej nie pod Sochaczewem, tylko gdzieś w połowie drogi.

    A niedługo będzie może „Bramki pod CPK” 🙂

  15. W ostatnich wyborach samorządowych w Warszawie mój ojciec był świadkiem, jak pewien bezczelny facet, nie figurujący na spisie wyborców, nie potrafiący potwierdzić swojego adresu i nie posiadający karteczki z innej komisji wyborczej, po krótkiej awanturze z członkami komisji, oddał jednak głos. Facet publiczne zapewniał, że chce głosować na Trzaskowskiego i to jest powodem, że mu komisja robi trudności.

    Myślę, że jednym z powodów zaniechania wpisywania obecnie adresu do dowodu osobistego,  jest chęć ułatwienia matactw wyborczych.

  16. jeszcze nie wiadomo jak będzie z tym CPK

  17. Przy wyborach Czaskoskiego, na Bemowie przyjechało kilka autokarów turystycznych z zaświadczeniami, że głosują poza miejscem zameldowania, bo akurat zwiedzają stolicę, nie musieli się awanturować. Można wesprzeć ? Można.

  18. na zielone swiatki chcialem sie podzielic z @coryllus i @ SN

    z dzisiejszego kazania w moim kosciele

  19. >Moim zdaniem do Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk….

    Bliżej człowieka. Przeprowadzka z Mysiej do Rodentii

  20. Zdecydowanie Bramki, gmina Blonie…

    … to moja parafia… stad wiem… i nie daj Boze pod CPK  !!!

  21. 100/100…

    … i nie tylko matactw wyborczych  !!!

  22. Oooo…

    … to moja gmina prym wiedzie w tym „postepie”…  4 lata temu wystrugali tam  zandberga i te jego deta „nowoczesna”  !!!…

    … teraz czaskoskiego.

     

    Pewnie, ze mozna  !!!

  23. Dzieki, faktycznie warte rozpowszechniania.

  24. a co tam jest pod tymi Bramkami jakaś lożyczka ma swój dworek kupiony z zebranego po ludziach „czarity”, czy co?

  25. Rzeczywiscie…

    … w zalesionym parku miesci sie dworek, ktory dzisiaj w niczym nie przypomina tamtego sprzed wielu lat.  Budynek  odnowiony, ogrodzenie super… po prostu „Ameryka”… zreszta na ten remont szly nawet pieniadze z jakiejs fundacji z USA, ale to oczywiscie owiane jest nimbem tajemniczosci… wszystko to dla kilkudziesieciu pensjonariuszy, wielce uzdolnionych ludzi… mowilo sie, ze nawet na nich zarabiali.   Czesto robili szopke, Grob Panski i wience dozynkowe dla kosciola… teraz to sie zmienia, bo jest nowy proboszcz i wprowadza swoje porzadki… narazie nie ma sie do czego przyczepic.

    W tymze domu opieki spolecznej parenascie lat temu pracowaly moje kolezanki ze szkolnej lawy, ale z czasem zostaly zwolnione… byl szlaban na mowienie co sie tam dzieje, nie ma szans aby ktos z tubylcow zdobyl tam prace.

    Czy lozyczka tam ma swoj dworek – wszystko mozliwe, ale oficjalnie ciezko to potwierdzic… przydaloby sie aby ktos przeprowadzil jakies „sledztwo dziennikarskie”… bo rozne rzeczy kiedys byly mowione o tym domu, malo pochlebne.

    Nasza znajoma starala sie o przydzial tam na starosc… z tego co mowila to bylo tam bardzo drogo, ale ona miala kilkuhektarowe pole na zabezpieczenie… ale jak to w koncu wyszlo – to nie wiemy, nie mamy kontaktu z ta pania, a ona dzis jest dosc leciwa, trudno powiedziec, ale moze nawet juz nie zyc… byla  sama ze zwyrodnialym synem, straszna  patologia… do nikogo sie nie skarzyla, czasami tylko z mama zagadala i do tego prosila o dyskrecje… ale mama tylko  do mnie o niej mowila, bo lubila ja.

    Tak wiec, wcale nie bylabym zaskoczona, ze „ktos” uwil  tam sobie  „bezpieczna przystan”.

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)