Gru 092015
 

Nie było dziś prądu od rana. Nie mogłem więc nic napisać, a teraz muszę lecieć. Zostawiam Wam fragment tekstu z najnowszego numeru Szkoly Nawigatorów.

Spośród wszystkich bohaterów masowej wyobraźni stworzonych na Wyspach Brytyjskich Horatio Hornblower jest najbardziej tajemniczy. Nie przez swój fach bynajmniej, bo przecież wielu angielskich marynarzy doczekało się upamiętnienia w literaturze i filmie. Horatio Hornblower ma inne walory, które czynią zeń postać niezwykłą i ważną. Otóż admiralicja wysyła go zawsze w te miejsca, gdzie dzieje się coś naprawdę ważnego, od czego zależy los nie tylko aktualnej kampanii przeciwko Bonapartemu, ale także całej europejskiej geopolityki. Można oczywiście powiedzieć, że Hornblower to literacka proteza zastępująca zabitego pod Trafalgarem Nelsona, bohatera prawdziwego, który nie dożył chwil największego triumfu nad korsykańskim uzurpatorem. Być może tak właśnie jest, być może po to Hornblower został stworzony, ale nawet jeśli uznamy tę hipotezę za słuszną, zaraz przyjdzie nam stwierdzić, że jest to zaledwie część prawdy. Hornblower jest bowiem postacią o wiele głębszą. Jest ostrzeżeniem, rękawicą rzuconą wszystkim wrogom, sygnałem, który marynarka królewska rozsyła na wszystkie strony świata – drżyjcie, oto nadchodzę!
Wielu, czytając te słowa, wzruszy ramionami. – To tylko cykl słabych powieści dla niedojrzałych emocjonalnie mężczyzn, którzy nigdy nie mogliby przeżyć na morzu żadnej przygody, bo strach by im nie pozwolił – powiedzą. Można przyjąć takie założenie, można nawet wskazać nieścisłości fachowe w każdej z książek tego cyklu, ot choćby takie jak ta, zawarta w interesującym nas tomie, kiedy to Hornblower, wytrawny wilk morski, znawca i praktyk, pyta jednego z oficerów, jak daleko sięgają przypływy na Bałtyku. Takich lapsusów jest więcej, ale nie mają one żadnego znaczenia wobec istotnej i poważnej roli, jaką ma spełniać Hornblower w literaturze i kulturze brytyjskiej. Gdyby go nieco odświeżono i podano w innej niż stare i bardzo brzydkie wydanie, znane nam z lat osiemdziesiątych, podobnie ważną rolę mógłby pełnić Horatio Horblower w całej Europie, w tym w Polsce. O jaką rolę chodzi? Otóż z kart książek o przygodach dzielnego marynarza, który zrobił karierę od midszypmena do admirała, dowiadujemy się wprost, choć nieco ukradkiem, jak naprawdę wyglądała kampania napoleońska i kto był w niej najważniejszym graczem. Kiedy mówię wprost, a jednak ukradkiem, mam na myśli ten specyficzny, właściwy tylko Brytyjczykom sposób opowiadania, w którym podnoszą oni na wyżyny swojego przeciwnika, przypisując mu istniejące i nieistniejące cechy, oskarżając go o zbrodnie, które popełnił i takie, które nigdy nie miały miejsca, po to tylko, by w oczach czytelników unieważnić go jedną sugestią, jednym obrazem lub motywem. Przekonującym, choć czasem trochę oszukanym. W oczach Hornblowera Napoleon Bonaparte jest złem wcielonym, groźnym i tajemniczym, ale jednocześnie jest godny najwyższej pogardy. Horatio nie fascynuje się nim i nie podziwia go. Jedyną myślą, jaka towarzyszy Hornblowerowi, jest przemożne pragnienie zniszczenia Bonapartego wraz z całą jego armią. Nastrój wszystkich powieści o Hornblowerze osadzony jest na prostym schemacie – z jednej strony dzika moc i potęga smoka żyjącego na lądzie, a z drugiej grupka dzielnych, brytyjskich marynarzy, którzy w trudzie, wśród niebezpieczeństw wykonują powierzone im zadania. I zawsze zwyciężają. Zawsze – podkreślmy — a to dlatego, że są dobrze przygotowani. Cały smak przygód Hornblowera polega na głębokich i szczegółowych opisach przygotowań do wykonania powierzonych zadań. Postaci, które biorą w tym udział, są zwyczajne, ale dokonują rzeczy nadzwyczajnych, przewaga intelektu nad siłą zaznacza się w przypadku każdego z nich tak mocno, że człowiek, czytając to, nie może wyjść z podziwu i sam chciałby czym prędzej znaleźć się na liniowcu i brać udział w tych wszystkich śmierdzących prawdziwym profesjonalizmem rytuałach. Dopiero po chwili przychodzi refleksja, a z nią otrzeźwienie. Liniowiec to piekło, Hornblower to potencjalny wisielec, zamordowany przez rozwścieczoną nudą lub dyscypliną załogę. Cała zaś jego moc i niezwykłość polega na bezwzględnym stosowaniu terroru. On sam i jego zwierzchnicy nie mogą mieć wobec załóg cienia litości, w przeciwnym razie zginą, a Imperium się rozsypie. To jednak działa. Terror, dyscyplina, sztywne formy i rozbudowane rytuały pozwalają tym ludziom przeżyć nie tylko ostrzał, nie tylko sztormy, ale tygodnie nudy, złe jedzenie, robaki lęgnące się w sucharach i śmierdzącą wodę, którą podaje się im do picia. Bez tego wszyscy by zginęli, a losy świata potoczyłyby się zupełnie inaczej. Bo, o czym łatwo się przekonać sięgając po dowolną powieść z cyklu hornblowerowskiego, od postawy Horatio Hornblowera zależą losy świata. Jeśli nie wierzycie, sięgnijcie po najbliższą nam, z racji miejsca i emocji związanych z tamtą epoką powieść hornblowerowską zatytułowaną Komodor. Zanim zajmę się jej treścią, omówię krótko charakterystykę samego bohatera – Horatio Hornblowera, człowieka, którego imię łączy jawnie i bezwstydnie z Nelsonem, człowieka, z którym może się utożsamić każdy najbardziej safandułowaty dzieciak z przedmieść czy angielskiej prowincji. Hornblower pochodzi ze wsi. Jako dziecko rzadko się mył i nie miał towarzyskiego wzięcia. Kiedy trafił na okręt i postanowił w nieludzkim trudzie zrobić karierę w marynarce, okazało się jednak, że cierpi na chorobę morską. Na dokładkę nie potrafi skakać jak małpa po linach, bo paraliżuje go strach. W dodatku ma wstręt do śpiewu i marynarskie pieśni drażnią go bardzo. Jedyne co daje mu przewagę nad brutalnymi i ordynarnymi kolegami to matematyka. Horatio liczy szybko, szybko kojarzy i błyskawicznie wyciąga wnioski. I ta właśnie cecha daje mu bezwzględne fory przed całą wielką armią Napoleona Bonaparte maszerującą na Moskwę. Jakby tego było mało, Hornblower żeni się z arystokratką i ma z nią dzieci; jest to w dodatku nie byle jaka dama, bo siostra samego Wellingtona. Gamoń ze wsi, który pierwszy raz zobaczył wannę jako dorosły już człowiek, żeni się z siostrą lorda, późniejszego księcia, bohatera wojen i pogromcy Napoleona. W dodatku, w czasie każdej rozmowy pomiędzy Wellingtonem a Hornblowerem zaznacza się wyraźnie wyższość intelektualna tego drugiego. Nie może być inaczej, to jasne. Jak to jest jednak możliwe, by angielski autor, starający się z różnym skutkiem dbać o prawdopodobieństwo swojego dzieła, ożenił arystokratkę z marynarzem wywodzącym się z hołoty? To proste. Ona była wdową nie pierwszej już młodości, a on aspirującym oficerem. To według autora – Cecila Scotta Forestera – wystarczy, by rzecz uprawdopodobnić. Nie będziemy z tym dyskutować, dla nas istotne jest, że wiosną roku 1812, wiosną, która była jedyną taką w życiu poety Adama Mickiewicza, Hornblower mianowany komodorem wyrusza na Bałtyk. Żona żegna go czule, a jej brat sarkastycznie. My zaś ani się możemy domyślać, po co Hornblower płynie na wschód. Skupiamy się wyłącznie na szczegółach, które Forester dawkuje nam w sposób nieumiarkowany. Oto widzimy dwa pistolety wykonane na specjalne zamówienie, podarowane Hornblowerowi przez żonę, oto defiluje przed nami dziwny tłumacz, mówiący po rosyjsku, szwedzku, fińsku i polsku, a za nim kulawy kapitan, znany Hornblowerowi z dawnych lat i cała flotylla pływających jednostek przeznaczonych do zadań specjalnych, wśród których wyróżniają się – co za nazwa – dwa kecze bombowe. Póki nie zobaczymy ich w akcji, my laicy, za nic do możemy się domyślić, do czego służą. Sam Hornblower, komodor, dowódca eskadry do zadań specjalnych rezyduje na liniowcu o nazwie Nonsuch, potężnym okręcie uzbrojonym w 76 armat, na którym stale przebywa jakieś dziewięć setek ludzi. W czasie kiedy Hornblower wpływa na Bałtyk, armia cesarza Francuzów uderza na Rosję. Tak jak już nadmieniłem — z jednej strony mamy 600 tysięcy ludzi maszerujących na Moskwę, a z drugiej kilka okrętów i załogi liczące w sumie około 1000 osób. Dokładnie czujemy tę dysproporcję. Dokładnie też wiemy, że szczegółowo przygotowany, pedantyczny do histerii Hornblower musi ostatecznie zwyciężyć. Zanim jednak to się stanie, powinien dostać się na Bałtyk, przepływając przez cieśninę Sund, co nie jest łatwe, tym bardziej, że Duńczycy są w ręku Francuzów, a Szwedzi przyjęli postawę wyczekującą. Kluczowa, zagarnięta jeszcze przez Karola X Gustawa wyspa Ven jest naszpikowana bateriami dział, które mogą w każdej chwili wystrzelić. Po przepłynięciu cieśnin Hornblower musi żeglować wzdłuż pomorskich brzegów należących do Szwedów, którzy nie opowiedzieli się po żadnej ze stron. Szwedzkie niebezpieczeństwo jest przez Forestera wyraźnie demonizowane, tym mocniej, że tłumacz, którego przydzielono Hornblowerowi, jest Finem, a jego kraj został właśnie przez nowego szwedzkiego króla oddany Rosji. Nie rozumiemy dlaczego, ale kiedy już to pojmiemy, będziemy absolutnie pewni, że Hornblower odniesie sukces. Nie ma bowiem innej możliwości, by król Szwecji, były napoleoński marszałek Bernadotte oddał cokolwiek Rosji bez porozumienia z Brytyjczykami, porozumienie takie zaś czyni zeń po prostu agenta korony na tronie w Sztokholmie. Agenta posiadającego dużą swobodę, ale także niezwykle łatwego do likwidacji, o czym pisze nam sam Forester w powieści Komodor, opiewającej czyny angielskich marynarzy na Bałtyku. Zanim mówiący po polsku fiński tłumacz Anglików próbował zastrzelić cara i króla Szwecji na balu w Petersburgu, wykorzystując do tego ukradzioną Hornblowerowi broń, którą ten dostał w prezencie od żony, cała angielska eskadra musi rozprawić się z najważniejszym dla interesów brytyjskich w tym rejonie problemem. To jest pierwsze zadanie, niejako próba ognia, która kończy się całkowitym sukcesem. Oto na Bałtyku szaleje francuska kontrabanda i na jeden z takich okrętów, w dodatku uprowadzony kupcom angielskim, trafia Hornblower. Dowodzi nim oczywisty zdrajca, angielski oficer, który wybrał służbę u Francuzów. Człowiek ten woli się zastrzelić z niepewnej przecież i niegwarantującej śmierci broni kapiszonowej niż wpaść w ręce komodora Hornblowera. Jego statek zostaje zajęty, a znajdujący się na nim oficerowie brytyjscy uwolnieni. Kolejnym zadaniem jest likwidacja francuskiego pirata szalejącego na południowym Bałtyku. I tę kwestię ludzie Hornblowera rozwiązują pomyślnie, my zaś dowiadujemy się, do czego służyły kecze bombowe. Otóż były to jednostki przygotowane do tego, by razić wroga ogniem moździerzy. A co za tym idzie — likwidować cele naziemne, a także te cele nawodne, które szukają schronienia w płytkich zatokach niedostępnych dla liniowców. Piracki okręt Francuzów zostaje rozniesiony w drzazgi przez dwa kecze, a komodor przygląda się wylatującym w powietrze kawałkom z niekłamaną satysfakcją. Nie widzi całej akcji, bo Francuz schował się w zatoce, która zasłonięta jest łagodnymi pagórkami. Widać więc jedynie to, co zeń zostaje po każdej kolejnej salwie. Kiedy akcja się kończy, Forester mówi nam wprost, że od tego momentu to właśnie marynarka królewska jest jedynym władcą Bałtyku, na całym bowiem wschodnim morzu nie ma ani jednej jednostki tak dobrze dowodzonej jak Nonsuch komodora Hornblowera, ani jednego oficera tak zdecydowanego jak oficerowie Hornblowera i ani jednej załogi posiadającej tak szczegółowe i kategoryczne instrukcje. Hornblower staje się więc panem Bałtyku i bez przeszkód wyrusza ku swojemu przeznaczeniu, którym jest najpierw dwór petersburski, a potem Ryga.
Opis pobytu Hornblowera na balu u cara, gdzie ten podejmuje większość brytyjskich oficerów w towarzystwie króla Szwecji, fałszywego uzurpatora posadzonego na tronie przez Brytyjczyków, mocno nas rozczarowuje. To nie to samo, co walka z francuskim piratem. Forester silił się na demaskację lekkości obyczajowej petersburskich dam, a wyszła mu z tego opowieść o pijanym oficerze zaciągniętym do łóżka przez nimfomankę. Tak to już jednak jest, kiedy ktoś ma zbyt mało talentu, by z wdziękiem odmalować słabości swojego ulubionego bohatera. Nie dość, że Hornblower ożenił się z siostrą Wellingtona, przy całym bagażu kompleksów i zahamowań, które za sobą ciągnie, to jeszcze ją zdradził i nikt – o dziwo – się o tym nie dowiedział. No, ale porzućmy ten śliski temat. O wiele ciekawszy, ale tak samo bezsensowny jest opis zamachu, jaki tłumacz – Fin nazwiskiem Braun — zamierza przeprowadzić. Ni mniej nie więcej człowiek ten chce, z zemsty za oddanie Finlandii Rosjanom, zabić cara i króla Szwecji; w dodatku z ukradzionej broni. To jest komicznie i nieprawdopodobne jak przypływy na Bałtyku. W dodatku Hornblower ze swoimi oficerami obezwładnia go w sposób tak dyskretny, że żaden z ochmistrzów i lokai obsługujących ogromne przecież przyjęcie nie orientuje się, o co chodzi.
Postać owego Fina jest jednak dość istotna. Z tego mianowicie względu, że w literaturze brytyjskiej żaden Polak nie zasłużył sobie nawet na taką wzmiankę, nawet na te kilka nasączonych pogardą akapitów, tak jakby podzielenie Polski było z brytyjskiego punktu widzenia czymś sensownym i celowym.

Zapraszam wszystkich na stronę coryllus.pl. I dołączam nasze ostatnie pogadanki oraz trailer komiksu.



  68 komentarzy do “Hornblower a sprawa polska”

  1. KRAKÓW

    To ja wrzucę info o odbywającej się w Krakowie największej szopie teatralnej czyli: BOSKA KOMEDIA.

    Są „wszyscy” a nawet wszyscy: Borczuch, Wyrypajew, Warlikowski, Jarzyna, Monika Strzępka i wielu, wielu.
    Tu są ich zdjęcia, biogramy, a na końcu bigramu tytuł przedstawienia z którym reżyser przyjechał do Krakowa.

    http://www.boskakomedia.pl/reżyser

    Strzępka zrobiła w Narodowym Starym Nie- boską komedię. Wszystko powiem Bogu. Jest to teraz od razu nagrywane w radiokrakow jako teatr radiowy. To ten oprotestowany i usunięty rok temu spektakl. Wtedy miał go robic jakiś „jugosłowiański” teżyser skandalista.

  2. A tutaj kafelkowo ułozone zdjęcia – zajawki spektakli. Podpisane tylko tytułami. Po kliknięciu na zdjęcie otwiera się opis spektaklu.

    http://www.boskakomedia.pl/spektakle

    Całe „piekło” polskiego lewackiego teatru się zjechało.
    Na górze strony jest menu, mozna przejrzeć inne aspekty festiwalu, miejsca, międzynarodowe jury itd.

  3. Może być science fiction to i historical fiction może być 😉

  4. Współczesnym odpowiednikiem Hornblowera jest cykl space oper o Honor Harrington. Tyle że gorszy i bezczelniejszy.

  5. To właśnie na przykładzie Davida Webera zrozumiałem to co coryllus podkreśla cały czas. Podstawą istnienia literatury jest propaganda.

  6. Jest jeszcze „suchoputnyj” wariant Hornblower’a niejaki major Sharpe.
    Nawet to zekranizowali, Ned Stark vel Boromir w roli głównej 😉
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Richard_Sharpe

  7. Nie chcę nawet na to patrzeć

  8. Jak powiedział pewien minister za komuny, mam analogiczne zdanie, bo i nie ma, na co.

  9. Aa bohaterski Sharpe, żołnierz od zadań niewykonalnych, dzielny obrońca uciśnionych, zwłaszcza kobiet, pogromca skorumpowanych wyższych oficerów nienawidzących go jako nieszlachcica, ukochany przez żołnierzy. Żywy dowód na wielkość umysłu Wellesleya znanego jako książę Wellington, który zdolnego żołnierza z ludu zrobił oficerem(ostatecznie doszedł do pułkownika). Żołnierz brytyjski, który jest żołnierzem doskonałym.

  10. Ciekaw jestem czy w literaturze, propagandzie funkcjonuje, również podobna postać pełniąc podobną funkcję jak wyżej wymienieni dla Nelsona i Wellingtona, a występująca w czasach Johna Churchilla księcia Marlborough?

  11. I na to idą publiczne pieniądze?
    Patrząc na zdjęcia tych smutnych i biednych ludzi, tylko masochista może chcieć coś takiego oglądać i jeszcze za to płacić.
    Tak mi się skojarzyło.
    http://www.filmweb.pl/film/Odrażający%2C+brudni+i+źli-1976-35279/descs#

  12. Tak. Bilety są sprzedane. I kupili je tzw normalni ludzie. Słyszę od nich, ze byli.
    Radiokrakow spieszy się przed ustawą madialną nagrać Strzępkę. Lewaczkę ( zespół Strzępka, Demirski )
    Płacę abonament radiowy – nie mam odbiornika tv i szlag ,mnie trafia że za moje nagrywają.

  13. Zalogowałem się na fejsie, gdzie będę puszczał coś tam o wydawnictwie, jakbyście mogli pomóc temu profilowi byłoby miło

    https://www.facebook.com/gabriel.maciejewski

  14. Hornblower, to, o ile się nie mylę, produkcja z lat 30-40 XX wieku. Patrick O’Brian pisał swoje powieści o Jacku Aubrey’m i Stefanie Marutinie w latach 70-80 XX w. Akcja powieści także dzieje się w czasie wojen napoleońskich. Polacy występują tam w roli anonimowych członków załogi angielskich okrętów. Pojawia się za to Litwin o swojskim nazwisku Jagiełło.

  15. Widzę, że weszliście w komentarze nt. filmów, kina i propagandy.

    Tak sobie myślę, że twórcy serialu „ALLO ALLO”, który od przedwczoraj powtarzają, Anglicy, ośmieszyli Francuzów jak mało kto. Nieźle dowalili. Być może nawet można by pokusić się o stwierdzenie, że to niezła polityka historyczna. A poza tym: tak wyglądała tam wojna: starzy oficerowie niem. (wiemy że Francję okupowały odziały niskiej wartości bojowej), ruchy oporu o charakterze symbolicznym liczące wyłącznie na Londyn itp.

    Francuzi robią co mogą pod względem polityki historycznej by nie pokazano całej prawdy o Vichy, m. in. utajniają archiwa. Cudem do ich części udało się dotrzeć Robertowi Paxtonowi i napisał świetną książkę „Francja Vichy”. Po prostu obraz narodu kolaborantów, tchórzy oraz „Koko” Chanel puszczającej się z niemieckimi oficerami.

    Jednym serialem komediowym można popsuć robotę Francuskim specom od histo-polityki.

  16. Twoje interpretacje są całkowicie chybione. Oni im tym serialem pomagają.

  17. „W obszarze południowego Bałtyku, gdzie głębokość nie przekracza 100 metrów, poziom wody podczas przypływu podnosi się zaledwie o centymetr. Wielkość amplitudy pływów jest natomiast znacznie większa w obszarze cieśnin duńskich, gdzie może sięgać 14 cm. Nieznaczne zwiększenie amplitudy pływów, do ponad 6 cm, stwierdzono także w części Zatoki Fińskiej, na szerokości której morze jest co najmniej dwukrotnie głębsze, ale i znacznie węższe. W wydawnictwach, które ukazały się _dawniej_ można natomiast znaleźć informację, że wielkość tej amplitudy miałaby sięgać tam nawet pół metra.”

    Specyfika działania keczów bombowych, ale także i bezpieczeństwo żeglugi trudnych w sterowaniu okrętów na płytkich wodach zależą często nawet od kilkunastu centymetrów głębokości, stąd pytanie Hornblowera, który wcześniej nie znał Bałtyku. Nie ma tu żadnego błędu, co najwyżej przesadna ostrożność. Wydana w Polsce w latach 70. seria była zresztą solidnie skonsultowana pod względem poprawności marynistycznej, co dziś nieczęsto się widuje.

    Autor serii hornblowerowskiej pisał o wodach, po których sam pływał — i o żadnych innych. Tematykę swych powieści dobierał więc tak, by zgrabnie umieścić losy wymyślonych bohaterów w znanej sobie geografii na kanwie wydarzeń historycznych. Że popełniał drobne błędy? A kto ich nie popełnia?

    Oczywiście, że zasadniczym zamierzeniem autora była propaganda polityki Londynu i dzielności brytyjskiej floty oraz antypropaganda Napoleona. Jednak każdy, kto zna całość cyklu, a ja znam, musi dostrzec, że zarzuty o jednostronne i nieuczciwe odmalowywanie realiów historycznych trafiają kulą w płot. Podobnie, jak spłycanie postaci głównego bohatera. Jest wręcz przeciwnie — Hornblower to człowiek zbudowany z kompleksów i skrupułów, które dwukrotnie — raz w młodości, drugi raz u szczytu kariery — pchają go wręcz do czynów, które przed sądem zyskałyby w tamtych czasach miano zdrady czy buntu. Wbrew wzgardzie coryllusa jest to — moim zdaniem — postać skonstruowana pod względem literackim perfekcyjnie, i między innymi temu faktowi cykl i autor zawdzięczali w swoim czasie olbrzymią popularność.

    Temu właśnie, oraz — znowu wbrew opinii gospodarza tego bloga — zniuansowanemu oddaniu realiów politycznych i społecznych epoki. Pewnie, że żadna z tez polityczno-historycznych podnoszonych przez coryllusa, na kartach książek Forestera miejsca nie zyskała — raz z powodów chronologicznych, dwa — dlatego, że pisał ją Anglik o Anglikach i głównie dla Anglików. Pewnie, że plastycznie oddane trudy i niedole życia marynarzy, ale także i oficerów, a nawet arystokratów (każdy w końcu ma w życiu własne problemy) służą nie tylko odmalowaniu prawdy historycznej, ale i uzasadnieniu promowanego przez autora podziwu dla przodków, którzy w imię potęgi swego kraju znosili nieprawdopodobne trudy, cierpienia i godzili się z ryzykiem przedwczesnego zgonu. W końcu dokładnie ten sam chwyt stosuje KAŻDY autor tego rodzaju powieści, jak świat długi i szeroki, łącznie z naszym Sienkiewiczem, by daleko nie szukać. Jednak autor bynajmniej nie pomniejszał cierpień, niedoli czy patriotyzmu przeciwników — od Francuzów, przez Hiszpanów, Prusaków czy nawet Turków (tych akurat chyba najmniej cenił). Z Polaków na kartach powieści „Komodor” pojawia się akurat gen. Dybicz (Hans Karl Friedrich Anton von Diebitsch-Sabalkanski, tak naprawdę nie był Polakiem, lecz Niemcem), ale Foresterowi widocznie potrzebny był jakiś Polak.

    Oczywiste jest, że Hornblower jako typowy Anglik prezentuje typowy światopogląd ówczesnych oficerów brytyjskich — Bonia szczerze nie cierpi, do papistów odnosi się z podejrzliwością (choć bez szczególnej wrogości), prezentując typowy dla letnich ideałów oświeceniowych indyferentyzm religijny, Hiszpanami gardzi jako niesłownymi i nieudolnymi leniami (choć opisując konkretne wydarzenia i ludzi często przyjmuje postawę całkiem przeciwną). Nie jest jednak doktrynerem i każdy, kto zada sobie trud sięgnięcia po książki Forestera, znajdzie tam sporo interesujących przemyśleń bohatera na przeróżne tematy społeczno-polityczne i nie tylko.

    Do tego — chyba na złość coryllusowi 😉 — Hornblower jest zdecydowanym konserwatystą kulturowym, choć jako technokrata ceni postęp techniczny i u schyłku życia nie wzdraga się zbytnio przed takimi wynalazkami jak parowiec czy kolej. Co do wstrętu do muzyki — autor uznał, że Hornblower będzie głuchy na melodie, pozbawiony zupełnie zdolności ich rozumienia. Muzyka to dla niego zbiór hałaśliwych dźwięków, nie pojmuje z niej nic poza rytmem. To dowód bystrości obserwacji autora, bo współcześnie neurofizjologia widzi dość ścisłą zależność między zdolnościami matematycznymi (zwłaszcza talentem do geometrii i wyobraźni przestrzennej) a muzycznymi — osoby obdarzone w dużej mierze jednym, są pozbawione drugiego, gdyż realizują je te same ośrodki mózgowe. Skoro więc Horatio był bardzo uzdolniony matematycznie, mógł być głuchy na muzykę, nic w tym dziwnego.

    Można także kpić sobie z awansu społecznego bohatera, ale nieprawdą jest, jakoby był on nieuzasadnionym „deus ex machina” w powieściach Forestera. By się o tym przekonać trzeba jednak przeczytać całość cyklu, bo uzasadnieniem związku kapitana z siostrą Wellingtona są wspólnie przeżyte miesiące na Pacyfiku i wspólna rozpaczliwa walka o przetrwanie. Do tego autor zgrabnie uzasadnia nieciekawe położenie matrymonialne siostry przyszłego pogromcy Bonapartego, która — na marginesie — w chwili poznania Hornblowera („Szczęśliwy powrót”) nie była wdową, lecz starą panną (starą jak na ówczesne standardy oczywiście).

    Dopiero kilka lat potem, odrzucona przez Hornblowera, wyszła za adm. Leightona. Hornblower był w owym czasie od lat żonaty z Marią, prostą dziewczyną z ludu, którą poznał jako młody porucznik. Z przedwcześnie owdowiałą lady Barbarą (Leighton zginął w bitwie w hiszpańskim porcie Rosas, gdzie Hornblower był jeńcem po utracie „Sutherlanda”) połączył się znacznie później, po śmierci żony, już jako sławny bohater, podniesiony do rangi rycerza po swojej ucieczce z francuskiej niewoli („Z podniesioną banderą”). Wówczas przepaść społeczna między nimi nie była już tak wielka jak na początku. Zresztą realistycznie i z psychologicznym zacięciem poprowadzony wątek miłosny w powieściach Forestera zyskałby popularność u wielu pań, gdyby nie odstręczała ich wojenno-marynistyczna oprawa całości.

    Piszę to wszystko w dwojakim celu — po pierwsze dlatego, że „amicus Plato…”, a po drugie, by zachęcić do zapoznania się z tą znakomitą moim zdaniem literaturą — ale już po immunizacji na propagandę Imperium szczepionką serwowaną nam przez coryllusa. Wówczas czyta się te książki z jeszcze większą ciekawością i pożytkiem niż wprzódy, można bowiem oddzielić i osobno przeanalizować elementy brytyjskiej politgramoty, by potem z rozkoszą delektować się walorami literackimi i marynistycznymi tej literatury.

  18. panie Gabrielu http://tagen.tv/vod/2015/12/swiat-jest-inny-odc-17-falszywa-flaga/ dr Jerzy Jaśkowski Każdy jako tako oswojony z historią wie, że od 1863 doku do 1918 roku na terenie tzw. Kongresówki i województw zabranych panował stan wojenny. Wszystkie książki, łącznie z trylogią H. Sienkiewicza miały pieczątkę cenzury. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że administracja w zaborze moskiewskim była głównie rosyjska, a po 1914 roku uciekła i podobnie było z pruską, to jest oczywistym, że rozpleniła się galicyjska. Opisuje to doskonale i z ogniem Maria Rodziewiczówna.

  19. @tipsi – Einstein grał na skrzypcach a Feynman na bębnach – reszta w rękach gospodarza 😉

  20. Piękna polemika z Gospodarzem. Nie odnoszę się do dzisiejszego tekstu bo nie mam o tym pojęcia – po prostu – ale zderzenie waszych tekstów bardzo pouczające:)
    Lubię takie sytuacje. Szczególnie gdy na salonie potrafią przychodzić trolle krytykujące z zasady:) i pewnie broni ci Gospodarza – z zasady.
    Oczywiście trzeba znać coryllusową wykładnię funkcjonowania Imperium. To ustawia sprawy na odpowiedniej płaszczyźnie.

    .

  21. Zresztą realistycznie i z psychologicznym zacięciem poprowadzony wątek miłosny w powieściach Forestera zyskałby popularność u wielu pań, – See more at: http://coryllus.pl/?p=2953#sthash.HfVRKyYo.dpuf

    To jest tipsi najlepsze. On w tym komodorze zdradza tę swoją Barbarę z jakąś ruską barysznią. Ochłoń. To jest słaba i pretensjonalna powieść, która leczy frustracje autora i ma jeden cel – przekonać wszystkich o potędze korony.

  22. Cóż, mógłbym powiedzieć, że widocznie zdradził żonę ze względów służbowych, ale to akurat z treści książki nie wynika. Wynika, że uległ pokusie i zapłacił za to… tyfusem. Może nie bezpośrednio, bo okres wylęgania tyfusu to maks. do 21 dni, a romans miał miejsce kilkanaście tygodni przed chorobą.
    Książkę każdy czytelnik odbiera i interpretuje osobiście. Autor skonstruował relacje Horatia z Barbarą w sposób dość skomplikowany, bliższy realnemu życiu niż mdłym romansom z jednej, czy chrześcijańskiemu ideałowi małżeństwa z drugiej strony. A przecież mógł potraktować rzecz równie głęboko, co Sienkiewicz w przypadku Wołodyjowskiego i Baśki 😉
    Twoim zdaniem powieść jest słaba i pretensjonalna, moim — wręcz przeciwnie. Zgadzamy się co do jej funkcji politycznej i przy tym pozostańmy. Swoją drogą — które powieści polecasz jako dobre i warte czytania?

  23. Henry, a czy ja napisałem, że to prawo przyrody? Medycyna po prostu zna takie przypadki i to wszystko.

  24. Aha, jeszcze — autorowi w młodości zdarzyło się zarobkować jako żigolo, więc trudno posądzać go o brak wiedzy o życiu, a z drugiej — posądzenia o kompleksy i frustracje nie są bezpodstawne. W ogóle to życiorys Forestera jest równie interesujący, jak jego powieści i równie pouczający, szczególnie dla kogoś zainteresowanego mechanizmami działania Imperium, polecam.

  25. to wyjadanie sobie z dzióbków nazywasz głęboką relacją? A z tym zdradzaniem żon to osiągnąłeś mistrzostwo świata. Idź i powiedz jakieś pani, że mąż ją zdradził z przyczyn służbowych i jest przez to usprawiedliwiony….mimo wszystko kontynuuj.

  26. Ja w ogóle nie jestem w stanie sobie wyobrazić czegoś takiego jak angielski żigolo, chyba, że w pubie dla gejów. No, ale widocznie jestem ułomny…

  27. Odwrotne też zna 😉

  28. Możemy lecieć stereotypami i kliszami, ale jaki miałoby to sens? Zresztą, samotne angielskie matrony, zaniedbywane przez swych mężów, którzy preferowali… hmm, powiedzmy, że grę w golfa 😉 potrzebowały męskiego towarzystwa, a młody elegant mógł im je zapewnić za drobną gratyfikacją. W późniejszym okresie zdarzało mu się żyć z gry w karty (był świetnym brydżystą), podobnie jak Hornblowerowi w okresie pokoju w Amiens, gdy wylądował na bruku z połową pensji wstrzymaną na poczet wyrównania za pobrane pobory porucznika, którego to stopnia Admiralicja mu nie uznała z powodu zawarcia pokoju właśnie.

  29. Nie, nie. Nie chodzi o relacje z Rosjanką (czy raczej Niemką inflancką, nie pomnę imienia, baronowa jakaśtam), ale z lady Barbarą. W celu poznania tej relacji trzeba przeczytać jednak więcej niż tylko „Komodora”. Skomplikowane stosunki małżeńskie z Barbarą wynikały nie tylko z różnic społecznych, ale i trudnych charakterów obojga, i autor naprawdę bardzo interesująco i spójnie to opisuje i analizuje, całkiem jakby znał z autopsji 😉

  30. Klub Pickwicka 🙂

  31. Skagerrak i Kattegat to formalnie też Bałtyk.
    Np. pływy w Oslo dochodzą do 0,5 m.

    Niemniej.
    Serię hornblowerowską warto przeczytać.

    Warto zwrócić uwagę na szczegóły.
    To przede wszystkim przygotowanie, bycie o krok przed przeciwnikiem, zrobienie wszystkiego jak najszybciej mimo zapasu czasu i, moim zdaniem bardzo ważne, związanie fortuny z żołnierzy, marynarzy, z sukcesem wojsk królewskich.
    Bardzo wysokie nagrody za zdobycie statku, podział łupów z koroną, i, brak prawa do błędu.

  32. TIPSI napisał, że poza elementami „marynistycznymi” to może być powieść „dla kobiet”. Otóż z przyczyn różnych, częściowo zawodowych kilka razy w życiu czytałam spore porcje tej tzw literatury kobiecej. Najpierw ktoś przyniósł w czasie wakacji do pracy całą wielką siatę harlequinów i to się czytało na wakacyjnym dyżurze z nudów, potem jeszcze dwukrotnie właśnie już takie porcje obowiązkowe. Gdy się te ksiazki czyta w „pakietach” widać wyraźne schematy, których tu nie chce mi się nawet spisywać. Jeden z nich to „księżniczkowatośc” bohaterki, nawet jak pozornie dekoracje na to nie wskazują. Ale jeszcze kilka innych.
    I zapewniam, że nie ma to nic wspólnego z prawdą psychologiczną. Ma być ucieczką dla czytelniczki od banału życia. Z wkładką modną w danym czasie. Np przyjacielem – pedałem, który „rozumie” kobietę itp.
    Dopatrywanie się w bohaterach jakiegoś podobieństwa do rzeczywistości jest błędem – który zresztą czytelniczki popełniają często. Kończy się przy uzaleznieniu się od takiej lektury nierealnymi oczekiwaniami od chłopaka, męża … mężczyzny.

    Nie wiem czy omawiana wyżej książka spełnia takie kryteria, ale wydaje mi się ze nie. Chyba że TIPSI niewłaściwie używa określenia literatura kobieca?

  33. wmiędzyczasie urzednicy podatkowi odnoszą nowe zwyciestwo…koniec tajemncy bankowej w Szwajcari..

    http://www.armstrongeconomics.com/armstrong_economics_blog

  34. To nie jest sprawa samego Klaty. To jest cała piekielna lewacka szajka. Zjechali się w Krakowie i widać ile tego jest. Samo odwołanie Klaty nie czyni wiosny. On wręcz w radiokrakow naigrywał się z min Glińskiego, ze ten nie umie podjąć decyzji i wprowadza cenzurę tylnymi drzwiami.

    Klata chce być w pewnym sensie odwołany. będzie robił za męczennika cenzury faszystowskiego PiSu.
    Duda umie podjąc decyzje. Gliński spowoduje stan zapalny – wlokący się konflikt.
    To się nazywa – robienie koło pióra PiSowi.

  35. a z wiadomości ekonomicznych…:))) Międzynarodowy Fundusz Walutowy zadeklarował iż Ukraina nie musi spłacać swoich długów wobec Rosji….

    http://www.zerohedge.com/news/2015-12-09/imf-just-entered-cold-war-forgives-ukraines-debt-russia

  36. kilka skojarzeń o rodzinie Bernadotte (wikipedia), wyjątkowo zdrowe osobniki ani jednej śmierci wśród dzieci co się np. przydarzało się Wazom) ani jednego gwałtownie wczesnego odejścia osoby panującej jak to się zdarzało np. Romanowym i ta stabilna egzystencja nie niepokojona nawet przez bakcyle bolszewickie. Przywołana wczoraj przeze mnie książka Jałowieckiego „Na skraju imperium” informuje o przeniesieniu bakcyla rewolucji z Rosji do Niemiec, strajki w Kilonii – autor podaje kilka szczegółów a w Szwecji żadnej epidemii w tym zakresie.

  37. Niech Pan lepiej zrobi na Facebooku fanpage, a nie prywatny profil. Ludzie będą mogli „polubić”, czyli tym samym obserwować, oraz komentować wpisy gospodarza.

  38. Hornblower to miał być taki „poprawiony” Nelson.

    Nawet pod względem życia osobistego, bo jawny romans żonatego Nelsona z lady Hamilton wzburzył całą Anglię. Mówi się, że wystawienie się na snajpera pod Trafalgarem (wbrew radom oficerów nie narzucił na swoje liczne ordery i mundur płaszcza) – było formą „honorowego samobójstwa”. Lady Hamilton zmarła samotna w przytułku we Francji.

    Bernadotte (a czytałem o nim bardzo, bardzo dużo) – moim zdaniem na początku nie był agentem angielskim. To był marszałek Napoleona (kiepski w swoim fachu), który zazdrościł Napoleonowi wszystkiego i nienawidził Go. Uchodziły mu wszystkie wybryki, bo był żonaty z Desiree – pierwszą miłością Napoleona.

    Następcą tronu Szwecji został przypadkowo – zajął on w imieniu Napoleona Pomorze Szwedzkie i dobrze traktował jeńców szwedzkich. Ci to zapamiętali.

    Po detronizacji Gustawa IV Adolfa (z powodu przegrania z Rosją wojny o Finlandię w 1809 roku) – szwedzcy wojskowi chcieli wojskowego na króla, żeby odbił Finlandię. Wybór padł na duńskiego księcia, ale ten spadł z konia i skręcił kark. I wtedy Szwedzi przypomnieli sobie o Bernadotcie.

    Napoleon się zgodził, gdyż myślał, że Bernadotte będzie „jego człowiekiem”.

    Pomylił się srodze. I w roku 1812 Bernadotte dokonał swojego największego czynu historycznego (do dziś wysławianego przez historyków szwedzkich – jako twórca 200 lat „pokoju szwedzkiego”) – nagłej „wolty” politycznej, wbrew woli całego korpusu oficerskiego. Otóż przewidując jako marszałek Napoleona, że Napoleon przegra w Rosji, zawarł sojusz z carem Aleksandrem I.

    Jako rekompensatę za Finlandię, otrzymał po przegranej Napoleona Norwegię – dotąd część Danii, która w ten sposób została ukarana na Kongresie Wiedeńskim za bycie sojusznikiem Napoleona (podobnie jak Saksonia).

    Bernadotte założył do dziś panującą w Szwecji dynastię i jest uważany za jednego z największych mężów stanu w historii tego kraju.

  39. Hornblower to miał być taki „poprawiony” Nelson.

    Nawet pod względem życia osobistego, bo jawny romans żonatego Nelsona z lady Hamilton wzburzył całą Anglię. Mówi się, że wystawienie się na snajpera pod Trafalgarem (wbrew radom oficerów nie narzucił na swoje liczne ordery i mundur płaszcza) – było formą „honorowego samobójstwa”. Lady Hamilton zmarła samotna w przytułku we Francji.

    Bernadotte (a czytałem o nim bardzo, bardzo dużo) – moim zdaniem na początku nie był agentem angielskim. To był marszałek Napoleona (kiepski w swoim fachu), który zazdrościł Napoleonowi wszystkiego i nienawidził Go. Uchodziły mu wszystkie wybryki, bo był żonaty z Desiree – pierwszą miłością Napoleona.

    Następcą tronu Szwecji został przypadkowo – zajął on w imieniu Napoleona Pomorze Szwedzkie i dobrze traktował jeńców szwedzkich. Ci to zapamiętali.

    Po detronizacji Gustawa IV Adolfa (z powodu przegrania z Rosją wojny o Finlandię w 1809 roku) – szwedzcy wojskowi chcieli wojskowego na króla, żeby odbił Finlandię. Wybór padł na duńskiego księcia, ale ten spadł z konia i skręcił kark. I wtedy Szwedzi przypomnieli sobie o Bernadotcie.

    Napoleon się zgodził, gdyż myślał, że Bernadotte będzie „jego człowiekiem”.

    Pomylił się srodze. I w roku 1812 Bernadotte dokonał swojego największego czynu historycznego (do dziś wysławianego przez historyków szwedzkich – jako twórca 200 lat „pokoju szwedzkiego”) – nagłej „wolty” politycznej, wbrew woli całego korpusu oficerskiego. Otóż przewidując jako marszałek Napoleona, że Napoleon przegra w Rosji, zawarł sojusz z carem Aleksandrem I.

    Jako rekompensatę za Finlandię, otrzymał po przegranej Napoleona Norwegię – dotąd część Danii, która w ten sposób została ukarana na Kongresie Wiedeńskim za bycie sojusznikiem Napoleona (podobnie jak Saksonia).

    Bernadotte założył do dziś panującą w Szwecji dynastię i jest uważany za jednego z największych mężów stanu w historii tego kraju.
    – See more at: http://coryllus.pl/?p=2953#comment-73415

  40. ” A ja darowuję Jego Królewskiej Mości Niderlandy…”

  41. taaa….. prawnik z New Jersey. Jego rewelacje sa daleko przesadzone.

  42. Nigdzie nie użyłem terminu „literatura kobieca”. Napisałem, że wątek miłosny (czy raczej — wątki) w powieściach hornblowerowskich (formalnie to chyba raczej nowele) mogłyby zainteresować czytelniczki płci pięknej. A to dlatego, że mężczyźni częściej interesują się aspektem przygodowym, marynistycznym czy militarnym niż drobiazgową analizą uczuć i psyche bohaterów, kobiety zaś — wręcz przeciwnie. A o ten aspekt autor akurat zadbał równie solidnie, jak o te „męskie”.

  43. marynarze porwani przez piratów, już uwolnieni, wracają do kraju, już są w Hamburgu, czy tak?
    Czyżby to sukces Swetru , Siemoniaka Schetyny

  44. Acha. Ale z punktu widzenia kobiety to tak nie działa. Albo jest to potrzeba czytania dosłownie literatury kobiecej, z jej kołysaniem i księżniczkowatością. Albo jak ja, czyta się po prostu literaturę, bo jest interesująca. Muszkieterów Dumasa czytałam w dzieciństwie ze względu na ICH przygody a nie wplecione wątki kobiece.
    Nadzy i Martwi czytałam – bo czytałam. I nie potrzeba było „umilania”.
    Amerykańscy chłopcy czy Most na rzece … Czy cokolwiek. Choć to pewnie w/g wielu jest „męska” literatura.
    Więc z tym wątkiem marynistycznym … nie wiem … ale jeśli nie jest sam w sobie ciekawy, to dla romansu na pewno nie:).

  45. Do takiego teatru ? Po co
    W życiu do teatru nie pójdę.
    Nie chciałbym wyłysiec.

    Bareja

  46. Ależ nie, Skagerrak i Kattegat to Morze Północne, formalnie. Oslo leży nad Oslofiordem i to też Morze Północne, we Francji pływy sięgają ponad 10 metrów.

  47. Firmy ubezpieczeniowej, jak znam życie.

  48. Pewnie ci piraci są zorganizowani przez właścicieli firm ubezpieczeniowych, dzięki temu mogą liczyć na drugą premię, bez podatku.

  49. Całe to robienie „polityki historycznej” filmami, teatrami itd., to niezły sposób na wieczne pogrzebanie niektórych tematów.
    Leci teraz na TVN7 film o J.Edgarze Hooverze. Facet miał teczki na wszystkich i przez pół wieku trząsł elitami politycznymi w supermocarstwie.

    A zrobiono o nim smętny i nudny film, którego główna treść to mizoginistyczne rozterki starego kawalera. Kryptogeja, żeby i na niego ktoś miał teczkę, ale z filmu to nie wynika. Z kina bym już dawno wyszedł.

    W roli głównej DiCaprio – a więc budżet na to musiał być niemały i gwarantujący kasową klapę.
    Żeby czasem nikt więcej nie chciał robić filmów o politycznej kiełbasie.

  50. Przeczytaj jeszcze raz dokładnie swój komentarz. Ze wskazaniem na część dotyczącą skręcenia karku przez księcia danii

  51. Och, akcja toczy się wartko i odpowiednio barwnie, ale realistycznie i bez hollywoodzkiej przesady. Wydarzenia następują gęsto, gęściej niż w życiu, lecz taka natura opowieści. Rytm akcji jest zmienny (przeciwnie, niż np. w „Grze o tron”, która niby to napisana na kanwie wojny stuletniej i z dość ciekawym sztafażem, jest jednak pod wieloma względami nużąco powtarzalna i przewidywalna). Najważniejsze jest to, co Anglicy cenią szczególnie — ogólnie wysoka jakość literacka i dostosowanie środków wyrazu do potrzeb. Na marginesie — Hornblower, wzorem swego demiurga, cenił wielce Gibbona, nie znosił zaś Byrona 🙂
    W żadnym razie Horatio nie jest kreowany przez autora na Conana ery żaglowców — wręcz przeciwnie — to człowiek jedynie siłą woli i wstydem przed wyśmianiem zwalczający i skrywający swoje liczne słabości, a przez to często cierpiący i zadręczający się bez potrzeby. Momentami wręcz neurastenik, ale skuteczny w działaniu. Faktem jest, że — być może podświadomie — autor obdarzył Hornblowera pewnymi cechami Cesarza. Natomiast nie ma odczucia, że Hornblower miałby jakoś zastępować Nelsona — właściwie nigdy nie uczestniczył jako dowódca w wielkiej bitwie morskiej, toczył raczej zacięte pojedynki i wypełniał misje morsko-lądowe, szpiegowskie, sabotażowe i wojskowo-dyplomatyczne na uboczu głównych wydarzeń. W „Komodorze” też nie jest tak, że „zatrzymuje” francuską nawałę. Po prostu bierze udział w obronie oblężonej Rygi, która utrzymuje się do chwili rozpoczęcia odwrotu przez Napoleona. Autor pozwolił sobie natomiast przypisać Hornblowerowi główną zasługę w nakłonieniu Prusaków do zmiany frontu i zdrady Bonapartego — ale trzeba przeczytać książkę, by zrozumieć, że nie ma w tym nic typowej dla Anglików chełpliwości, lecz wynika to z kalkulacji politycznej dowódcy pruskiego korpusu i fatalnej sytuacji na froncie (głód i zaraza bardziej przyczyniły się do tego niż skuteczność obrońców wspomaganych przez garstkę Anglików). Ale dość o tym — każdy może przeczytać, choć książki w klasycznym tłumaczeniu Henryki Stępień (nie idealnym, ale — jak dla mnie — jedynym akceptowalnym, coś na zasadzie Piotra W. Cholewy przy Pratchetcie) są coraz trudniej dostępne w antykwariatach i na aukcjach sieciowych. Niestety, jakość papieru i oprawy są odwrotnie proporcjonalne do treści, a nikt nie ma ochoty ryzykować nowego, porządnego wydania całej serii, może m.in. przez jakiś problem z prawami autorskimi.

  52. ,,Ostatnio miałem okazję jeździć po kraju i rozmawiać zarówno z członkami PO, jak i z normalnymi ludźmi” – Tomasz Siemoniak, 7 grudnia 2015r. (były Minister MON).

    Nie komentuję.

  53. Gospodarz mówił na ostatnich targach o Wallensteinie, że nie był już nikomu potrzebny, więc go zamordowano. Mam takie podejrzenie, że księża zamordowani zostali tuż przed, jak i po Okrągłym Stole, bo byli już również niepotrzebni. To sprawa oczywista, jeśli idzie o stronę jaruzelską. Robi mi sie zimno, gdy pomyślę, ze byli również kłopotliwi.

    Strycharski, czyli mąż Heni tramwajarki był na tamie we Włosławku i nurkował w czasie poszukiwania zwłok ks. Jerzego. Syn Karola Świerczewskiego (tego Karola), też Karol, jest mężem córki Karola Małcużyńskiego.

  54. Przeczyalam te dosyc dlugie „szczere” wyznania tej pani. Wynika z nich, ze
    Szwecja to tez duchowy trup.
    Jakos wcale mi nie zal ani Szwecji ani tym bardziej Szwedow… jakos wcale mnie
    to nie wzrusza, ze tak zachlysnieci przez dziesiatki lat swoim dobrobytem i „etosem pracy” dzis bezwiednie i bezwolnie ida na stracenie jak barany na rzez!

    Ciesze sie, ze ta pani wreszcie „sie odnalazla”! Ciesze sie, ze „odkryla”, ze
    ta cala polityka emigracyjna w Szwecji to jedna wielka „lipa i sciema”, ze
    to co ona tam robila to „udawanie”… po ponad 30 latach swojej bytnosci
    w Szwecji… ale dobre i to!

    Dobrze, ze „odnalazla” seriale Agnieszki Holland, ktore po obejrzeniu, pomogly jej
    dzwignac sie z tej depresji i beznadziei!

    … mnie z kolei sie marzy aby Szwedzi nie musieli przyjezdzac do Polski aby
    zbierac truskawki… obejdzie sie bez ich pracy.

  55. Jak to mawia Pan Coryllus ho, ho, tak, tak:

    http://www.kresy.pl/wydarzenia,europa-srodkowa?zobacz/odnaleziono-grob-sulejmana-wspanialego

    To nie Pan przypadkiem wspominał kiedyś, że Węgrzy będą iść w odbudowę wielkich Węgier albo z Rosjanami albo z Turkami?

  56. Jedna,wielka Rodzina…

  57. Odkopano serce i organa wewnętrzne sułtana! Były niesmaczne i robaki nie zjadły 😉

  58. 🙂 . 🙂

    🙂

  59. O qurczę !!

    Piękne.

  60. Z lat 1937-1966. Obszerne wspomnienia pisarza na temat kulis powstania serii i jego metod pracy można znaleźć w „Vademecum hornblowerowskim”, wydanym w Polsce w r. 1985.

  61. A mnie się marzy, by na północnej flance Polska (i Europa) miała stabilne, silne i odporne państwo o nastawieniu antyrosyjskim. Osłabienie Szwecji zagrozi jeśli nie Finlandii, to na pewno pribałtice i zdestabilizuje sytuację na Bałtyku. Za chwilę Szwecja popadnie w zależność od wierzycieli i jeszcze większy bałagan wewnętrzny, a wówczas punkt równowagi przesunie się na korzyść Rosji, która z pewnością zechce „ustabilizować” sytuację. Najgorsze jest to, że Szwedzi sami znaleźli i postanowili połknąć tę żabę. Wiele lat temu, gdy jeździłem do Szwecji na saksy, rodziny przyjmowały głównie niepełnosprawne kolorowe dzieci (dla forsy oczywiście). Ale jak raz się zacznie, trudno skończyć, więc mają, co mają.

  62. Rząd wypłacił okup, pewnie z pół bańki za głowę. Cosi fan tutte.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.