Wrz 292013
 

Jeżeli chodzi o komiks byłem na naszej ulicy prawdziwym potentatem. Miałem wszystkie prócz pierwszego numery magazynu „Relax”, miałem większość „Kapitanów Żbików”, wszystkie „Podziemne fronty” i prawie wszystkie „Alfy”. No i „Tytusy” oczywiście też miałem wszystkie, z wyjątkiem księgi II. To była potęga. Koledzy pożyczali ode mnie te zeszyty wielokrotnie i nigdy nie mieli dość. Niech się nikomu nie zdaje, że kupienie komiksu w latach osiemdziesiątych było łatwe, albo oczywiste. Trzeba było mieć zaprzyjaźnioną panią w kiosku, bo wszystko co się tam pojawiło znikało od razu. Dla mnie komiksy chowała pod ladą pani Groszkowa. Później, kiedy umarła, było już gorzej i musiałem na „Relaxy” polować. Byłem w tym dość skuteczny. Komiksy były ze mną bardzo długo i czułem, że ich wartość rośnie. Czasem jednak zdarza się tak, że człowiek zostaje dotknięty obłędem i schodzi z prostej ścieżki i zaczyna iść przez chaszcze. Niektórzy moment ten nazywają początkiem wieku cielęcego, a inni okresem burzy i naporu. Jak by tego nie nazywać zawsze oznacza to cholerne kłopoty, głupie decyzje i jakąś nieprawdopodobną emocjonalną masakrę. Kiedy poczułem, że jestem już dorosły i poważny, że przede mną już tylko dojrzałe decyzje, postanowiłem sprzedać swoje komiksy i kupić sobie dwa tomy listów Jamesa Joyce’a. Tak właśnie – Jamesa Joyce’a. Wstydzę się tego do dziś i napisanie tutaj powyższego zdania nie było proste, wierzcie mi. Normalnie sprzedałem „Relaxy”, „Alfy” i „Tytusy” i poszedłem do księgarni kupić sobie tego cholernego Dżojsa. Jak jakiś debil, jak kompletny idiota. Oczywiście nie przeczytałem z tego ani kawałka, a komiksy czytałem przecież ze dwieście razy, a może więcej i pewnie czytałbym je do dziś, a na pewno bardziej by mi się przydały niż te dwa tomy listów starego wariata w okularach. Stało się jednak inaczej i jestem przekonany, że wszystko odbyło się za podszeptem złego. Chcecie wiedzieć co się stało z tym Dżojsem? Podarowałem go potem pewnej wariatce, bo mi się zdawało, że będzie mnie bardziej lubić jak jej dam te książki. Nie chcę o tym nawet myśleć….
Komiksy, moje fantastyczne komiksy, sprzedałem Dzikiemu, który ma je wszystkie do dziś i przechowuje pieczołowicie jak największy skarb. Dzwoniłem wczoraj do Czarnego, jego brata, żeby wybadał możliwość odkupienia całej kolekcji, ale raczej nie ma szans. Dziki jeszcze nie zwariował i musiałoby go mocno przycisnąć, żeby się zdecydował na tak nierozważny krok. Cóż nam więc pozostaje? No tylko skompletowanie własnej serii komiksów na takie tematy, które lubimy i które nas interesują. I właśnie od jutra się do tego zabierzemy. Był tu wczoraj u mnie Pan Hubert Czajkowski, rysownik i przywiózł mi swój album, o którym już pisałem. Rzecz nazywa się „Romowe” i opowiada o wyprawie mnicha i rycerza do Prus po głowę św. Wojciecha. To jest fantastyczny zupełnie produkt, ma twardą lśniącą oprawę, format A4, rysunki są wyraziste, a klimat mroczny. Mnie się to wszystko kojarzy po prostu z filmami japońskimi z lat sześćdziesiątych, z Masakim Kobayashim po prostu. To jest ta sama poetyka. Nie wiem czy Hubert Czajkowski wie kim był Kobayashi i czy oglądał jego film „Harakiri”, w którym samuraj musi rozpłatać sobie brzuch drewnianym mieczem. Jeśli nie wie i nie oglądał tym lepiej, bo jakoś tak intuicyjnie doszedł do tego, że epoka wczesnopiastowska znakomicie nadaje się do tego, by opowiadać o niej językiem podobnym do tego jaki stosował Kobayashi opowiadając o Japonii. Pogadaliśmy siebie wczoraj z panem rysownikiem i jego narzeczoną, krótko ale bardzo treściwie. Głównie o funkcji komiksu i jego prawie całkowitym już wprzęgnięciu do wózka propagandy gender i podobnych idei.
Tak się składa, że największym wrogiem sztuki jest propaganda. Żeby za pomocą rysunkowych historyjek robić propagandę, musi się to odbywać kosztem jakości. Tak jest zawsze i to jest od razu widoczne. Nie ma historii, a są luźno pozlepiane obrazki i do tego jakiś tekst. Jeśli pamiętacie komiksy umieszczane na ostatniej stronie stołecznego wydania GW, wiecie o co chodzi. Ktoś tam rysował cztery na krzyż obrazki, dodawał całkowicie niezrozumiały tekst i z tego miał być jakiś fun. Ja tego nie potrafiłem zrozumieć, ale wczoraj mi wyjaśniono, że to jest taka metoda. Komiks przestaje opowiadać, a zaczyna pokazywać. A pokazuje głównie postaci z telewizora, albo znanych dziennikarzy, którzy walczą o lepsze jutro z ciemnotą i zakłamaniem reprezentowanym przez Kościół. Kiedy gdzieś organizowane są targi komiksu, albo festiwal, większość produkcji to propaganda właśnie, w której pierwszoplanową rolę odgrywają elementy związane z tożsamością płciową i różnymi fikcyjnymi wyborami. Nawet na targach organizowanych przez IPN są takie rzeczy. I nie da się tego zwalczyć, bo parcie jest przemożne. Są oczywiście rysownicy, którzy próbują robić coś innego, ale oni nie mają szans, bo nie mają dystrybucji. Skazani są na łaskę, jakichś komiksowych mafii, które biorą wszystko hurtem, a wystawiają gołe baby, bo te się ponoć najlepiej sprzedają. Nie wejdą z tym do hurtowni, bo nie zobaczą ani pieniędzy ani towaru. Zwykle sami są wydawcami swoich dzieł, lub pracują dla IPN, bo to jest jedyna instytucja zainteresowana publikowaniem czegoś innego niż „Przygody warszawskich pedałów w piątkowy wieczór pod kinem Ochota”. Tak to wygląda. O tym, o czym od dłuższego czasu wszyscy gadają, czyli o trafieniu do młodzieży z treściami innymi niż degradujące i demoralizujące nie może być nawet mowy. Nie może być, powiadam mowy, bo nie istnieje realna dystrybucja. Produkt na rynku, nie tylko komiksowym, jest jedynie pretekstem do przenoszenia pieniędzy z jednego miejsca w drugie. W takiej sytuacji są autorzy książek i komiksów. Oni nic nie znaczą, są jedynie pretekstem, bo najważniejsi są faceci od przenoszenia forsy. Oni znają hasło otwierające sezam i właściwie mogliby doń wejść, wynieść ile tam im potrzeba i przetańczyć. Nie mogą jednak tego zrobić, bo w dojrzałych demokracjach wszystkie pozory muszą być zachowane. Potrzebują więc pretekstu do tego, by wraz z pieniędzmi z sezamu wyjechać na Malediwy. Tym pretekstem jest pomoc, dla młodych, zdolnych, biednych i nie potrafiących sobie poradzić. Dlaczego oni nie mogą sobie poradzić? Dlaczego, skoro są młodzi, zdolni i potrafią pisać oraz rysować, nie mogą sobie poradzić? Bo nie znają hasła do sezamu, to oczywiste. Pieniędzy zaś poza sezamem nie ma, bo być nie może. To znaczy jakieś grosze się tam walają po świecie, ale żeby je do siebie ściągnąć potrzebne są inwestycje w promocje, bez gwarancji, że cokolwiek się zwróci.
No więc jeśli ktoś mówi: jak tu panie trafić do młodzieży. Ja mu odpowiadam: potrzeba wiele wysiłku i poświęcenia. Inaczej się nie da. Jeśli zaś zaniechamy powyższego, młodzież kupi sobie na targach w IPN komiks o seksie analnym. Nie ma lekko.
Mam głębokie przekonanie, że dobrą drogą ku sercom czytelników nie jest upraszczanie i spłaszczanie historii, nie jest dobre czynienie z Zawiszy Czarnego, gościa z blokowiska, który rozprawia się z gitowcami, ale co innego. Chodzi mi o wysoki poziom artystyczny. Ponieważ powoli przymierzamy się do ogłoszenia konkursu na komiks według „Baśni”, od razu mówię, że to będzie główne kryterium oceny – wysoki poziom artystyczny, który jednakowoż nie zaburzy jasności i klarowności przekazu. Nie trafia do mnie argumentacja, że młodzież to banda prymitywnych durniów, którzy muszą mieć swoje gołe baby, żeby w ogóle zacząć myśleć. To nie jest prawda i ja jestem na to żywym dowodem. Sprzedałem swoje komiksy dopiero wtedy kiedy dorosłem i co sobie kupiłem? Dżojsa! Bo mi się zdawało, że mnie to spozycjonuje towarzysko. Co za obłęd.
Komiks jest ważny jako nośnik treści, wiedzą to „oni” i dlatego lansują swoich autorów, którzy rysują historie o złych Kaczyńskich co zniewolili Polskę i zabronili wolnym ludziom oglądać program z Wojewódzkim. I to się nie zmieni samo z siebie, a będzie jeszcze gorzej, bo „oni” to znaczy między innymi „Newsweek” zorganizowali teraz konkurs na album o Powstaniu Warszawskim. A niedługo pewnie przyjdzie kolej na album o Janie Pawle II. I wszyscy ci, którzy wcześniej rysowali różne genderowe historie zabiorą się raźno do roboty i odmalują dla młodzieży takie Powstanie i takiego papieża, że wam oko zbieleje. I żaden Dżojs nie będzie miał z nimi szans. Tak więc od jutra zaczynamy zawracać Wisłę kijem, czyli zaczynamy promować i sprzedawać albumy komiksowe o treści dalece odbiegającej od nurtu meinstreamowego. Jako pierwszy pojawi się w naszym sklepie album „Romowe” Huberta Czajkowskiego i Sławomira Zajączkowskiego opowiadający o wyprawie po głowę św. Wojciecha.

Ponieważ tak się składa, że bez udziału w dużych eventach i bez nagród nie poszerzymy grona czytelników tego bloga, a także książek i komiksów, postanowiłem, poprosić Was wszystkich o wsparcie. Chodzi o to, by zgłaszać moją kandydaturę do konkursu „Strażnik pamięci” ogłoszonego przez tygodnik „Do rzeczy”. Wszystkie informacje znajdują się pod tym linkiem http://dorzeczy.pl/straznik-pamieci/
Chodzi o to, by każdy kto uzna, że to ma sens i chce to zrobić, zgłosił mnie do konkursu w kategorii „twórca”. Ja to piszę wprost, bez fałszywej i prawdziwej skromności, bo chodzi o rzecz ważną, czyli o poszerzenie targetu i sprzedaż. Zgłoszenia wraz z uzasadnieniem trzeba przesyłać do 13 października na adres: ul. Racławicka 146, 02-117 Warszawa lub e-mailem: [email protected]

Dobrze by był, żeby uzasadnienia były oryginalne, choć kolega newcomer zamieścił pod wczorajszym moim wpisem wzór, z którego można skorzystać. Oryginalność uzasadnień oddali od nas zarzut o niepoważne traktowanie jury i całego konkursu. A my go traktujemy bardzo poważnie. I chcemy go wygrać. Mam tu na myśli nas wszystkich zgromadzonych na tym blogu. Aha, jeszcze jedno – dobrze by było gdyby do zgłoszenia dołączyć jeszcze mój mail [email protected] , tak by wiadomość dotarła nie tylko do redakcji, ale również do mnie. Będę wówczas dysponował statystyką zgłoszeń, w razie gdyby okazało się, że nie ma mnie wśród osób uczestniczących w konkursie.
No i oczywiście zapraszam na stronę www.coryllus.pl jeszcze dziś i jutro można tam kupić II tom Baśni jak niedźwiedź po promocyjnej cenie 25 złotych plus koszta wysyłki.

  5 komentarzy do “Hubert Czajkowski – Masaki Kobayashi polskiego komiksu”

  1. Off topic
    Za co przepraszam wyprzedzająco. Proszę przeczytać poniższy artykuł:
    http://www.gazetakrakowska.pl/artykul/732751,mord-w-krakowskim-kosciele-franciszkanow-kare-poniesli-niewinni,id,t.html?cookie=1

    Jak bezkarnie można zerżnąć temat, powykręcać sensy i wziąć za to jeszcze kasę. Niejaka Marta Paluch, w ręce kata. Publikacja nosi datę 2013-01-05.
    Pozdrawiam autora, Pana Gabriela.
    -w.

  2. To jakaś nieszczęśnica, co za idiotyzmy…

  3. Strzelimucha Cjanowska.

  4. Byłem tu. !
    -w.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.