lip 212019
 

Najpierw się pochwalę. Pierwszy raz w życiu udało mi się przejechać autem ponad 1000 km w jeden dzień. Ja wiem, że valser takie sztuki odstawia dwa razy w tygodniu, ale dla mnie był to wyczyn. Nawet nie za bardzo to odczułem, trochę tylko mnie szyja bolała.

Nie mogę już pisać o tematach rozrywkowych, bo to co dzieje się w polskich mediach przed wyborami nie zasługuje nawet na miano cyrku. To jest degradacja. Mam na myśli występy Kosiniaka z jednej strony i Gretkowskiej z drugiej. Oszust i idiotka rządzą. Póki co nic się na to nie poradzi, bo ludzie dysfunkcyjni zawsze przykują uwagę tłumu i staną się bohaterami dyskusji. No więc postanowiłem pisać o czymś innym. Zmieniłem poważnie rytm swojego funkcjonowania i normalnie jeżdżę do pracy na parę godzin. Nie siedzę już w domu, a w związku z tym, pojawiły się realne widoki na skończenie wszystkich zaczętych projektów Baśni. Mam zamiar wytrwać w tym reżimie, bo informacje dobiegające z rynku są takie, jakby się cały interes miał zaraz zwijać. PIW wydał Braudela w ilości 1500 egz. z czego ja od razu wziąłem 200. To jest niesamowite. Wielkie wydawnictwo wydaje tak ważną i potrzebną książkę w takiej ilości? Toż przecież I tom socjalizmu wyszedł w 3 tysiącach…III tom Baśni polskich także w trzech, a potem był jeszcze dodruk. Tomek Bereźnicki powiedział, że niedługo będę jedynym wydawcą w Polsce. A nie dość, że jedynym to jeszcze niezauważalnym. Wykładnia tego jest następująca – i widać to było po wczorajszych doniesieniach betacoola – wydawnictwa zwane poważnymi zostaną zredukowane do minimum i będą w zasadzie niedostępne. Rynek zaś zalany zostanie propagandowym chłamem. Ludzie zaś kultury, będą firmować ten przekręt i udawać dalej, że niosą oświatę w lud. Moim zdaniem to się nie uda, ale jak mawiał klasyk, walka klas zaostrza się w miarę jej prowadzenia i nie można wykluczyć, że na rynku książki zaczną się kiedyś strzelaniny, tak jak na rynku narkotyków, prostytucji i metali ziem rzadkich. Przekonanie, że każda książka ubogaca czytelnika jest przekonaniem błędnym. No, ale nie o książkach miałem pisać. Zabrałem się za kończenie III tomu socjalizmu i powychodziły z tego różne nieprzewidziane rzeczy. Postaram się zachować pewien poziom ogólności w tych rozważaniach, żeby za dużo nie zdradzić. Politycy polscy, czy to przed wojną, czy to dziś, uporczywie omijają słowo „doktryna” i na jego miejsce wstawiają zwrot „interes narodowy”. Nie można mówić doktryna, bo ktoś sobie może dopowiedzieć – polityczna, ale ktoś inny powie – religijna. No i robi się kłopot, choćby przez wzgląd na ten cholerny, masoński rodowód PSL. No i inne masońskie rodowody. Interes narodowy jest pojęciem ze słownika idioty, a nie dość, że idioty, to jeszcze analfabety. Interes narodowy to złudzenie, które ma przekonać ludzi, że praca w fabryce nie będzie upokarzająca, jeśli fabryka należeć będzie do państwa, albo będzie wspólną własnością. Interes narodowy to wytrych, jakim posługują się ludzie liczący na krótkotrwałe i szybkie kariery. Pojęcie to się zgrywa, ale ciągle jest jakoś tam istotne. Być może ma to związek z edukacją propagandową poprzez ten sprofilowane i wpuszczone na rynek książki, nie wiem. W każdym razie ciągle jest aktualne. Ma ono znaczenie, także dla złodziei, bo zawsze mogą oni powiedzieć, że kradną, to znaczy, chciałem rzec, reformują państwo i imię interesu narodowego. Interes narodowy kreuje pewną, fałszywą z istoty hierarchię, to znaczy stwarza takie złudzenie, że wszyscy są jednakowo upoważnieni do orzekania o priorytetach polityki państwa i potrafią wskazać te najważniejsze. Dobrze to widać w wypowiedziach tych wszystkich oszustów i wariatek, które uznają za stosowne zabierać głos w każdej możliwej sprawie, w imieniu nie swoim rzecz jasna, ale narodu. Nawet jeśli słowo „naród” akurat nie mieści się w dostępnej takiej osobie skali pojęć, to mówi ona tak, jakby właśnie ów nienawistny sobie naród reprezentowała. Interes narodowy jest także pułapką, albowiem łatwo go zawłaszczyć i przekonać publiczność, że złodziej, który jest akurat dysponentem wszystkich kodów politycznych i kulturowych, najpełniej wyraża swoją postawą ów nieszczęsny interes. Powiedzmy więc wprost – nie ma czegoś takiego i nigdy nie było jak polski interes narodowy. Były interesy poszczególnych grup, prowadzących politykę w imieniu Polski, bez zrozumienia jaka powinna być doktryna państwa, położonego w takim jak Polska miejscu. Nikt się nawet nad tym nie zastanawiał i nikt się nie zastanawia, albowiem cała państwowa propaganda, jaką mamy w Polsce, jest proweniencji niemieckiej. Zaczął ją produkować najpierw dwór w Królewcu, a potem została ona zamieniona na doktrynę i propagandę jezuicką. Później wróciła w stare koleiny. O tym co działo się między śmiercią Albrechta H., a rozbiorami mówimy, ale tylko w kontekstach dworskich i tak najwybitniejszym poetą baroku pozostaje francuski agent Jan Andrzej Morsztyn, a najważniejsze utwory, to te dotyczące miłości, spraw płciowych i różnych głupot. One są cytowane i nimi ekscytują się ludzie deklarujący zainteresowanie przeszłością. O roli jezuitów, Kościoła w ogóle i planach na chrystianizację Moskwy, czyli wyrzucenie z niej banków angielskich i holenderskich nie można nawet wspominać.

Niemcy zaczęli produkować polską, państwową propagandę także w XIX wieku, ale nikt o tym nie mówi, albowiem czynili to rękami profesorów UJ. I czynią do dzisiaj. Nie ma w Polsce nikogo, kto zweryfikowałby te treści i nie ma nikogo, kto zająłby się serio ustaleniem zasad i kierunków polskiej państwowej doktryny. Poetów i ich wierszy nikt nie kojarzy z polityką, choć związki te były zawsze oczywiste. My jednak w edukacji szkolnej pomijamy je, bo taką metodę przyjęto dawno temu i ona się utrzymuje. Nie ma szans na zmianę. Czasem myślę, że może to i lepiej, bo gdyby się za to zabrali mogliby dość do wniosków całkowicie Polskę unieważniających. Nie wpadnie im bowiem do głowy, by połączyć misję państwa z misją Kościoła. Stąd jest to gadanie o interesie narodowym. A bo to, panie, taki interes…wisz pan – tu następuje porozumiewawcze mrugnięcie okiem.

Najważniejsze interesy na świecie robili zawsze Brytyjczycy i, o czym pisaliśmy wielokrotnie, doktryna brytyjska wielokrotnie udowadniała swoją skuteczność. Dlaczego? Bo interes państwa jest jednocześnie interesem prywatnym, przynoszącym wielkie zyski. Kompania to interes prywatny z udziałem Korony. Żeby Anglik zdradził koronę, musi być człowiekiem krańcowo zdeprawowanym, albo po prostu wychowanym w innej niż brytyjska doktrynie. Mechanizm działał i działa bez zarzutu. My jednak nie możemy bezmyślnie naśladować doktryny brytyjskiej, bo wszystko co jest w Polsce wskazuje, że nie będzie ona skuteczna i zamieni się w karykaturę. Tak jak karykaturalnie wyglądali wszyscy ubecy przebierający się tweedowe marynarki z łatami na łokciach i palący w zamyśleniu wielkie fajki a la Sherlock Holmes. To się dla nas nie nadaje, albowiem warstwa legendarna nie pasuje do naszych okoliczności geopolitycznych. Od tego należy wyjść. A co pasuje w takim razie, jeśli nie legenda arturiańska, leżąca u samego spodu doktryny brytyjskiej? Moim zdaniem historia św. Stanisława. No, ale ona był przenicowana przez Niemców najpierw, a potem przez komunistów. Trzeba to odwrócić jakoś. Potem można prowadzić dalsze prace nad doktryną. Ja oczywiście fantazjuję, a czynię to z myślą, żeby dostarczyć Wam jakiejś godziwej rozrywki przy niedzieli. Mamy w rękach ten, pardon, narodowy interes, który przerzucają do siebie Gretkowska z Kosiniakiem i nie ma mowy, żeby przestali. Mamy państwo, które upatruje sukces w tym, że ponosi koszty eksperymentów ekonomiczno-politycznych aranżowanych przez swoich wielkich sojuszników. Okay, niech tak na razie będzie, skoro nie mamy nic lepszego, ale tak nie może być zawsze, o czym trzeba pamiętać. Nie istnieje nic takiego jak święty spokój w polityce, a słowo „zawsze” nie ma zastosowania w opisach dziejowych sukcesów. To tyle na dzisiaj.

Zapraszam do księgarni www.basnjakniedzwiedz.pl a także do księgarni Przy Agorze – ul. Przy Agorze 11 a oraz do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy. Zapraszam na portal www.prawygornyrog.pl

  16 komentarzy do “Interes narodowy, czyli obłąkane wykładnie polityczne”

  1. Jest nadzieja w narodzie. Na lotnisku w strefie bezcłowej, jak zwykle rzuciłem okiem na wystawione książki. Oprócz Sapkowskiego i Martina, co oczywiste z racji seriali, tradycyjnie Bonda, Mróz i jakiś szansonista anglojęzyczny na C, którego pozycji nie zdzierżyłem ze względu na brak treści, gównianą formę i nielogiczną oraz całkowicie nieprawdopodobną akcję. Oczywiście każdego „autora” eksponowano po parę książek. Zwróciłem uwagę towarzyszącemu mi synowi, na fakt, że w strefie bezcłowej, wszystkim podróżującym, Polska proponuje taki szajs na drogę.  Spytał po co mu to w ogóle mówię, na co przyglądający się scenie mężczyzna w wieku, w którym do 26-latka można jeszcze się zwracać na ty, odpowiedział. „Po to, żebyś nigdy tego nie kupował”

  2. Interes narodowy wg Frycza Modrzewskiego.

    na ćwiczenia z Historii myśli ekonomicznej musiałam przygotować referat o Fryczu Modrzewskim, jako uzupełnienie polecono mi książkę dot historii doktryn politycznych, (lektura z wydz. dziennikarstwa),  były tam krótkie cytowania z pism Frycza, pamiętam że walczył z żebractwem właściwie zalecał ich tępienie. Wg niego należało zbiegów i łazików zmusić do pracy. To zaganianie obowiązku pracowitości było podkreślane przez Frycza – a może „wyjęte” (cytowane) z jego tekstów pasujących do potrzeb PRL-u.

  3. Na marginesie – Kosiniak to jest ten, który w 2013 skroił środki z OFE?

  4. Panie Gabrielu czy i kiedy będzie dostępna Baśń jak niedźwiedź Kredyt i wojna

  5. Tom pierwszy jest dostępny cały czas. Tom II ukaże się dopiero po tym jak wydamy biografię Ludwika Świętego

  6. Kult pracowitości zasługuje na osobne omówienie…wszyscy lenie i oszuści go uprawiają

  7. Po co szukać odległej doktryny, jeśli mamy perłę niewyczerpalną czyli Wojtyła project.

  8. >interes państwa jest jednocześnie interesem prywatnym, przynoszącym wielkie zyski…

    Ale interes brytyjski liczył się z kosztami, w związku z czym interes państwa nie zawsze liczył się z interesem jego kolonialnych agentów. O tym w książkach Bernarda Portera.

    Brytyjski interes narodowy

    A Polska jeszcze w roku 1990 chciała przestrzegać nakazy moralności:

    „Podstawą polityki zagranicznej naszego państwa jest interes narodowy i polska racja stanu, realizowana przy przestrzeganiu nakazów moralności oraz prawa międzynarodowego”

    Sejmowe exposé ministra spraw zagranicznych RP Krzysztofa Skubiszewskiego

    Warszawa, 26 kwietnia 1990 r.

  9.  
    Szybko rosnąca polska gospodarka jest śmiertelnym zagrożeniem dla Niemiec. Z perspektywy mieszkańca Bonn, Berlina czy Rostocku likwidacja polskiego przemysłu stoczniowego była pilną koniecznością i planem minimum. Koło ratunkowe rzucone Angeli Merkel przez premiera Donalda Tuska, będące wyrokiem śmierci dla polskich stoczni, lotnisk, ropociągów, rodzimych marketów i zakładów wytwórczych było na wagę uratowania pokoju w Europie, o czym nie chcemy pamiętać. Na skutek absurdalnych posunięć i absolutnie obłędnej polityki ekip rządzących w imieniu Niemców, kraj nad Renem i Sprewą znalazł się na skraju przepaści i żaden trzeźwy ekonomista nie może obecnie zaprzeczać grozie sytuacji. Z pewnością zostanę zignorowany i wyszydzony po obu stronach Odry i Nysy Łużyckiej nawet, jeśli powiem, że wypracowanie efektywnego modelu współpracy Polski i Niemiec jest obecnie pierwszorzędnym zadaniem politycznym dla Europy i świata! Cyniczne przyłożenie ręki do awansu na szefa KE kontynuatorki polityki Merkel przez Mateusza Morawieckiego jest równoznaczne z usunięciem stołka spod nóg ofiary egzekucji, która została zaplanowana przez międzynarodową finansjerę z siedzibą w Nowym Jorku, zręcznie podsycającą nasze historyczne, irracjonalne antypatie oraz wykorzystującą niewielką i chwilową poprawę sytuacji drobnych ciułaczy chcących się odegrać za lata niepowodzeń, czyli elektoratu PiS. Ze smutkiem i niepokojem obserwuję proces, jak mrzonki powstałej z martwych drugiej Sanacji o jednoczesnym pokonaniu Wschodu i Zachodu doprowadzą niebawem świat do katastrofy. Każda wojna na dłuższą metę jest ekonomicznie nieopłacalna, dlatego potrzebuje paliwa nuklearnego w postaci nienawiści pałającej między wielkimi narodami.
    Ps. podsuwam temat do rozmów kuluarowych na najblizszą konferencję pod Culmsee, w Turznie.

  10. tak pewnie jest, że lenie wiedzą najlepiej, że są nie w porządku wobec otoczenia, ale co do AF Modrzewskiego,  żył równolegle do reform anglikańskich i ta jego troska o zapędzenie włóczęgów do roboty, pewnie bazowała do zastosowanych wtedy w Anglii workhausów zorganizowanych w miejsce zlikwidowanych klasztorów.

    na ćwiczeniach z historii myśli , dopiero przy omawianiu doktryny liberalnej Adama Smitha czyli 200 lat później po AFM, wspomniano o workhausach jako efektywnym zatrudnieniu na rzecz wzrostu dobra społecznego.

  11. workhausy w miejsce klasztorów – skrót myślowy (nieuprawniony) , wszyscy wiemy że chodzi o fakt zlikwidowania kościelnej dobroczynności, która stanowiła w tamtych czasach formę opieki społecznej, kiedy to po skutecznym wdrożeniu anglikanizmu i likwidacji dobroczynności kościelnej , klienci dobroczynności zostali wstawieni do workhausów.

  12. Wiem ze off topic ale wlasnie zaczalem czytac Okraine Krolestwa Polskiego. Czacha dymi. Pozdrawiam.

  13. no widzisz,  teraz docenisz dobry  wybór ministra od zegarków, też na Sicz wyjechał i to od razu jak tylko …. tego no …

  14. poeci i ekonomiści;

    Jan Kochanowski (1530 – 1594)   i A.Frycz Modrzewski (1503 – 1573)

    Jan A. Morsztyn (1621 1693)  i A.M. Fredro (1620 – 1679)

    Poeci o zachwycie nad światem a ekonomiści o tępieniu włóczęgów

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.