Sty 232021
 

Tytuł już raz, a może dwa, był przeze mnie użyty, ale co zrobię kiedy mi się podoba. Pochodzi on z autentycznego wypracowania na temat Lalki Bolesława Prusa, które powstało może ze 30 lat temu.

Obejrzałem dalsze odcinki serialu, w którym główną rolę gra Jerzy Kamas i jestem zdumiony, że ktokolwiek może traktować moją interpretację jak żart. Oto Wokulski zmierza do majątku prezesowej Zasławskiej, gdzie nudzi się doborowe towarzystwo. Przede wszystkim zaś niejaka Wąsowska, adorowana przez Kazia Starskiego. Ten zdążył już wrócić z Paryża, gdzie był w tym samym czasie co Wokulski i korzysta z uroków wsi. Po co oni tam siedzą, w dodatku, jak wyznaje Rzecki, we wrześniu, kiedy już jest po wakacjach? Odpowiedzi na to pytanie udziela nam sama prezesowa. Wokulski pyta ją, po co go wezwała, ale tak naprawdę, a ona mówi, że chciała się poradzić, albowiem każą jej budować cukrownię.

Czym jest cukrownia wie każdy uważny czytelnik II tomu Baśni socjalistycznej. Do czego służyły cukrownie w czasie rewolucji roku 1905, też się wszyscy dobrze orientują. Prezesowa nie zdradza, kto każe jej budować cukrownię, ale my się domyślamy, że to pomysł Starskiego, który udaje tylko bawidamka, a rzeczywistości ma inną misję. Czeka też na zapis, który ma na jego rzecz uczynić prezesowa, czyli jego cioteczna babka. Liczy, że przejmie cały majątek razem z tą nowo powstającą cukrownią i uczyni zeń punkt kolportażu ludzi i idei rozwalających miejscowe stosunki własnościowe i polityczne. No, ale zjawia się Wokulski, który udaje zainteresowanie Izabelą Łęcką, czeka aż ona przybędzie do majątku prezesowej i oceniając towarzystwo i okolice fachowym okiem, mówi, żeby cukrowni nie budować. To jest jasne, dlaczego. Wokulski występuje bowiem jako pełnomocnik kół rządowych moskiewskich i petersburskich. One zaś nie chcą, by w Królestwie powstał kolejny zakład nadający się do przerobienia na fabrykę zbrojeniową.

Błąd Starskiego polega na tym iż uważa on Wokulskiego za człowieka serio zainteresowanego Łęcką. Postanawia więc ją uwieść, a do tego jeszcze zbałamucić Wąsowską, młodą wdowę, która także ma spory majątek.

Tymczasem w Warszawie wszyscy już wiedzą, że Wokulski zamierza sprzedać sklep Szlangnbaumowi. W rzeczywistości nie chodzi o sprzedaż, ale o ujawnienie istotnego stanu rzeczy. Wokulski działa na styku interesów warszawskiej diaspory i kół moskiewskich, Żydzi uczynili go swoim pełnomocnikiem, który przysłania ich rzeczywiste interesy. Te zaś dotyczą przede wszystkim przejęcia spółki do handlu ze wschodem, kamienicy i majątku Łęckich i wykolegowania kapitału brytyjskiego, który reprezentuje Starski, czyhający na majątek swojej ciotecznej babki.

Wszystkie te cele realizowane są po kolei, ale nie wszystko się udaje. Wokulski kupuje co prawda kamienicę Łęckich w imieniu Szlangbauma, co zorganizowane jest tak, by wszyscy myśleli iż jest na odwrót, ale za kulisami tej transakcji dokonuje się grube wymuszenie. Baronowa Krzeszowska odkupuje, ze stratą dom. Dlaczego? Albowiem mieszka w nim francuska agentka, niejaka Stawska, która kolportuje po mieście hagadę, że jej mąż zaginął bez wieści. Krzeszowska zaś z nią współpracuje. A obie udają wobec siebie niechęć.

W rzeczywistości zaginiony mąż, oskarżony o zamordowanie jednego z niemieckich agentów posiadających spore znajomości w carskiej policji, musiał być ewakuowany za granicę. Jego żona zaś pozostała i udając naiwną gęś, przekazywała dalej informacje do Paryża. Proces z Krzeszowską o Lalkę kupioną w sklepie Wokulskiego, jest przykrywką dla tej działalności i dla przejęcia kamienicy przez Francuzów czyli przez Krzeszowską i jej zwariowanego męża barona. Nowa właścicielka wyrzuca od razu studentów, ale Szlangbanum instaluje ich tam znowu, a kretyn Maruszewicz, nie rozumiejący co się dzieje, idzie do niego na skargę, że tamci strzelają do niego jarzębiną przez rurkę.

Rzecki, dawny francuski agent, teraz już spalony, usiłuje jeszcze wrócić do gry i snuje swoje napoleońskie plany. Wydaje mu się, że namawia Wokulskiego do rozpoczęcia poszukiwań tego męża. Ten zaś rozpoczyna je rzeczywiście, już w Paryżu, ale czyni to z polecenia Suzina, Stawski bowiem za dużo wie, a Suzinowi zdarzyło się raz i drugi wziąć jakieś honorarium z Berlina. Rzecki myśli, że Wokulski chce się ożenić ze Stawską, ale on, czyniąc takie wrażenie, usiłuje ukryć, że jak tylko Ludwik Stawski zostanie odnaleziony, natychmiast każe go zabić. I rzeczywiście, odnajdują go w Algierze, jest oficerem Legii Cudzoziemskiej i ginie w nierozpoznanych okolicznościach, choć jest mężczyzną młodym i silnym.

Po przejęciu sklepu, Szlangbaum lekko przejmuje spółkę do handlu ze wschodem, z której, bez podania przyczyny, wycofuje się Wokulski. Ta przyczyna jest jasna, owa spółka była od dawna szykowana jako narzędzie dla Szlangbauma, który – współpracując z moskiewskimi kołami władzy – musi jednak ominąć wszelkie dotyczące Żydów zakazy, jakie ograniczają ich działalność w Rosji. Nikt nie potrafi zrozumieć postępowania Wokulskiego, a człowiek Rotszylda, czyli Michał Szuman uważa, że to on pociąga za wszystkie sznurki i kiedy Szlangbaum proponuje mu udział w sklepie Wokulskiego, zgadza się bez wahania. Okazuje się jednak, że Henryk S, tak go tu będziemy nazywać w skrócie, potrzebował trochę gotówki, którą wydusił ze współwyznawcy, nie bacząc, że jest on koordynatorem Rotszylda, a do tego jeszcze musiał pokazać, kto naprawdę rządzi w warszawskim handlu detalicznym. Owa chwilowa spółka z Henrykiem S., wywołuje w doktorze Szumanie niezwykłą przemianę. Nazywa on Rzeckiego romantykiem, wręcz frajerem i mówi, że polski system jest skazany na zagładę, a żydowski będzie triumfował. Kiedy jednak okazuje się, że Henryk S., zrobił go w bambuko, zmienia śpiewkę i nie mówi już o Żydach inaczej jak parchy. Wywołuje to wielką wesołość Rzeckiego.

Układ moskiewsko- żydowski, któremu patronują Suzin i Wokulski wydaje się triumfować. Wokulski dokonuje nawet pewnej niebezpiecznej demonstracji, wręcza kluczową dla wojennego now how zabawkę czyli metal lżejszy od wody, Izabeli Łęckiej, odgrywa przy tym łzawą scenę, ale chce żeby ona pokazała to Starskiemu, który musi zrozumieć, jak daleko zaszli Wokulski z Suzinem i powinien odpuścić, pozwalając Rosji odgrywać w tajnych negocjacjach przeciwko Niemcom rolę kluczową. To jest trochę nieodpowiedzialne, bo Francuzi nie po to mu powierzyli próbkę metalu, żeby szpanował nią przed drugorzędnymi angielskimi agentami, ale żeby dotarł z tym do ministerstwa wojny w Petersburgu. Tak kretynka Izabela jednak gdzieś tę blaszkę gubi. No i w ogóle nie rozumie o co chodzi. Wokulski o tym nie wie i rozgłasza po mieście, że żeni się z Izabelą. Udaje przy tym człowieka szczęśliwego. Stary Łęski, który ma trochę ziemi pod Krakowem i siostrę w samym mieście, zostaje wezwany przez austriacki wywiad i pod pretekstem odwiedzin tej siostry jedzie do Krakowa. Po drodze austriaccy agenci zamierzają zgładzić Wokulskiego i przejąć Starskiego, któremu, tak jak Suzinowi z Berlina, zdarzyło się parę razy brać honoraria z Wiednia. Starski uważa, że powinien zdewastować plany Wokulskiego i najlepiej zrobi to uwodząc Izabelę. Ta jest oczywiście bardzo zainteresowana, albowiem nie rozumie co się dzieje dookoła, a Wokulskiego po prostu nie znosi, choć zamierza się zań wydać.

I wtedy dochodzi do sceny, którą dawno temu pewien uczeń opisał zdaniem – Izabela Łęcka była prostytutką i kokietowała się ze Starskim w wagonie kolejowym. Kiedy oboje myślą, że Wokulski śpi dochodzi do tak zwanych śmiałych scen eortycznych. A Łęcka i Starski gadają przy tym po angielsku, myśląc, że nikt ich nie rozumie. Wokulski siedzi spokojnie i tego wszystkiego słucha, ale kiedy okazuje się, że ta idiotka zgubiła próbkę metalu lżejszego od wody, nie wytrzymuje. To była bardzo cenna rzecz i obawia się, że Francuzi, którzy uważali go za człowieka poważnego, po prostu każą go odstrzelić. Sprawa jest grana serio, a więc Wokulski odgrywa scenę zazdrości, każe udać dróżnikowi, że przyszedł do niego telegram, a potem popada w histerię, czemu nie należy się dziwić, albowiem przez wiele miesięcy żył w wielkim napięciu. Próbuje nawet popełnić samobójstwo, ale na szczęście zapomina, że na dworcu w Skierniewicach, gdzie dawniej car przesiadał się do powozów i automobilów, w drodze do Spały, wszyscy dróżnicy, to agenci ochrany. On zaś nawet jednego z nich, Kacpra Wysockiego, którego wylali z roboty za pijaństwo, kazał tam przyjąć z powrotem. Samobójstwo się nie udaje, ale metal lżejszy od wody przepadł. Wokulski aranżuje całe przedstawienie, które nosi nazwę – wyzwoliłem się z okowów toksycznej miłości – i na razie nie zdradza, co się stało z próbką. Musi jednak działać szybko. Za pomocą niejakiego Węgiełka więc, który kiedyś, realizując histerie prezesowej Zasławskiej, rył jakieś napisy w kamieniu pod zamkiem, aranżuje samobójstwo. W istocie wyjeżdża do Moskwy, a potem na daleki wschód, gdzie ochrana instaluje go w branży handlu jedwabiem. Pieniądze, które pozostały na jego kontach w Warszawie dzieli między swoich, nie świadomych w czym brali udział, współpracowników.

Szlangbaum triumfuje. Żeby pokazać po czyjej stronie stoi, denuncjuje swoich byłych współpracowników, studentów, których policja aresztuje za strzelanie do Maruszewicza ze świstuny. Wyrzuca ze sklepu socjalistę Kleina, ale zatrzymałby chętnie antysemitę Lisieckiego. Ten jednak czując pismo nosem i nie chcąc być marionetką w rękach Henryka S., wymyśla mu od czosnkowych i wychodzi z godnością. Szlangbaum jest niepocieszony. Taki fantastyczny okaz autentycznego antysemity…Gdzie on znajdzie drugiego takiego? Postanawia za pomocą prowokacji zrobić antysemitę z Rzeckiego. Umawia się z nim, że stary zrobi mu nową wystawę, po godzinach, ale zostawia w sklepie niejakiego Gutenmorgena, nowego subiekta, żeby pilnował czy stary nie kradnie. No, ale chce też, żeby się w pewnym momencie ujawnił i sprowokował Rzeckiego do jakichś ekscesów. I tak się rzeczywiście dzieje, ale Ignacy Rzecki jest już za stary na zabawy w antysemityzm. Urażony we własnej dumie, ciężko chory, umiera w końcu na zawał.

  32 komentarze do “Izabela Łęcka była prostytutką i kokietowała się ze Starskim w wagonie kolejowym. Lalka ciąg dalszy”

  1. Proszę, tylko niech pan nie ogląda Faraona, Popiółow i Nocy i dni. Czemu tych ostatnich? Nie może dojść do demaskacji  Bogumiła jako agenta Ochrany.

    BlaBła, naprawdę błagam 🙂

  2. Już drugi raz daje pan dowód na to, że nic nie rozumie…

  3. W jakiejś (nie pamiętam ale może ją odnajdę) XIX wiecznej archiwalnej gazecie, znalazłem recenzję Lalki pewnego księdza. Zarzuca książce Prusa kompletny brak realizmu a głównie odwrotność zachowań ludzi i przedstawienie sytuacji społecznej i politycznej. Wyjaśnia to w sposób podobny, zwraca uwagę dodatkowo na antykatolickie zabarwienie „900 stronicowej powieści o niczym”

  4. Nie wszyscy byli i są obecnie (oczko dla kumatych) w stanie zrozumieć ile smaczków intelektualnych i jak wielowarstwowa jest to powieść.

  5. Nie wierzę. Niech ktoś mnie uszczypnie 🙂

  6. też na lekcji języka polskiego, kiedy przerabialiśmy „Balladynę”, pani przeczytała nam recenzję Balladyny, napisaną tak, że można było płakać ze śmiechu, rodzaj pastiszu. Recenzja była współczesna  premierze tego utworu. Tak że tego…

    Szkoda że nie pamiętam nazwiska tego recenzenta – zgrywusa

  7. Wszystko świetnie opisane, że aż strach, że aż nie chce się zadawać pytania, dla której firmy ochroniarskiej, oczywiście na wolnym rynku idei, Pan pracuje. My w Poznańskiem niewykształceni, nie wiemy co to język ezopowy i jak go rachować.

  8. Ale, panie Gabrielu nie będe tu pana pouczał. To pana blog.

    Jak to powiedział Leszek w „Daleko od szosy” (nie wiem agent czy nie, no dobra już przestaję):

    „Dziękuję, przepraszam, do widzenia”. Jak co złego to nie ja.

  9. Bardzo dobry tekst. Mam nadzieje, że będzie Pan dalej oglądał filmy i czytał lektóry.

    Przy okazji wyjaśnił Pan łopatologicznie relacje reprywatyzacyjne współczesnej Polski, w tle z toczącymi się negocjacjami. Mechanizm jest zawsze stały. Chętnie obejrzałbym film na takim scenariuszu. Tylko gdzie szukać aktorów i reżysera i musiałby Pan zostać prezesem TVP aby zadbać o dystrybucję.

  10. „Lalka” nie jest nudna. Jest tam tyle interesujących epizodów i różnych smaczków jak rzadko w tego typu książkach. Coryllus nie dopowiedział jak skończyło się dla Gutenmorgena szpiegowanie Rzeckiego. Rzecki ustalił mimo wszystko hierarchię ważności.

  11. Hierarchia wartości w świecie biznesu nie istnieje. Istnieje może w kantynie oficerskiej. Ale myśmy daleko od eposu rycerskiego.

  12. Kiedys mloda polonistka ktora przejela nas w lesniku, katowala nas Prusem Zeromskim Rejmontem. Bylo pytanie otwarte o dalsze losy Wokulskiego. Napisalem ze wyjechal do Indii i prowadzil bisnes ale poszedl pewnego dnia bad jeziorko i zjadl go tygrys ludojad. Mloda polonistka zglosila sprawe do wychowawczyni i dyrektora. Dobrze ze nie do wice bo to byl dopiero psychol. W mlodosci musial byc szkolony przez specnaz albo smiersz. Mlode polonistki to zaraza, zero poczucia humour, tylko socializm a jeszcze katowala nas holokalstem. Slabo jej to wychodzilo bo cala klasa(prawie) byla antysemicka. Wiersz karuzela czy cos podobnego. Pozdrawiam.

  13. Miki, chyba pan nie pamięta treści tej powieści…

  14. Jak się lektur nie czyta, to się  potem siedzi jak na tureckim kazaniu… a jak się nie zna chociaż  trochę historii, to potem wcisną karuzelę w brzuch.

  15. Proszę nie odwracać mojej uwagi od przekazu. To niepotrzebne.

  16. Proszę jeszcze raz przeczytać, jeśli ma pan ochotę,  to co napisałam i nie odwracać kota ogonem. Tam stoi „hierarchia ważności” nie „wartości”.

  17. A więc ma Pani rację, w sensie logiki, sylogizmu i po prostu rzeczywistości, politycznej, ekonomicznej? Ale mogę sobie gdybac nad żartem Konecznego, wobec panoszących się mafii i sekt, a jednak oczekując, tak jak niegdyś mistrz Kong, że garstka ludzi po prostu nie chorych, znów wróci do rozmowy, do zwykłego życia.

  18. Coryllus zaproponował nam odczytanie „Lalki” w konwencji szpiegowskiej, okazuje się, że taki sposób patrzenia na teksty literackie odsłania dodatkowe sensy. Świat przedstawiony w powieści pokazuje moment przełomowy w sposobie funkcjonowania kapitalizmu na ziemiach polskich, odsłania „niewidoczne” dla wielu naiwnych entuzjastów demokracji, pozytywizmu i emancypacji, prawdziwe mechanizmy rządzace światem. Polacy w tym wyścigu nie mają szans, przegrywają. W tym sensie ma pan rację. Ja, we wcześniejszym wpisie, chciałam zwrócić uwagę na literackiej zemście dokonanej przez Rzeckiego (Prusa)  na różnych szemranych osobnikach.

  19. Proszę o tę recenzję, Lalki nie znoszę, ale felietony codzienne Prusa uwielbiałem.

  20. Podziwiam. Ja mam tylko jedno pytanie, Prus czyim był agentem. Czy pisząc nie chciał współczesnych oprzytomnieć, albo zamotac. Nam się na lekcjach polskiego wyłączało do głowy jedna jedyna prawdę. Jedna z osobą z klasy napisała wypracowanie całkowicie wbrew. Pytała czemu ma się wzruszać nad losem tamtych bohaterów, ją interesuje czy będzie stała w kolejce po paszport czy w tym naszym kraju da się żyć. Pani polonistka konsultowała się z metodykiem czy dać 5 za myślenie  czy 2 bo kpi

  21. Jakby nie patrzył, zawsze byliśmy sterowani przez obcych, zawsze graliśmy o interesy innych. Idzie się załamać…

  22.  >jestem zdumiony, że ktokolwiek może traktować moją interpretację jak żart…

    Lord żartowniś i warszawscy studenci

    Więcej nazwisk lordów i agentów angielskich podam przy kolejnej okazji.

  23. Nie ma Pani racji wbrew sobie, lub też zgodnie z asymilowaną sobie teorią czekając aż zdechnę. Tak. Dokładnie. Ale ja nie zdechnę.  Gdyż język jest potężniejszy niż wsz.ystkie idee, które nam  wyświetlacie .   Zabij mnie więc, albo przestań gadać

  24. ad vocem do dyskusji między Panem i ada1.

    Czy dalej po takim wpisie chce Pan uchodzić za kogoś, kto patrzy na życie realnie i zdroworozsądkowo w odróżnieniu od tych, którym Pan zarzuca, że za pomocą sylogistycznych sztuczek językowych odwracają uwagę naiwnych i maluczkich ku niezobowiązującej abstakcji od spraw realnego świata ?

    Gdyby był Pan rzeczywiście tak zdroworozsądkowy jak próbuje się tutaj przedstawiać, to:

    1) nie udawałby histeryka (tania kalka, charakterystyczne zachowanie u takich, którzy po przeczytaniu erystyki Schopenhauera są święcie przekonani, że oto poznali wszelkie tajemnice dyskusji i manipulowania innymi – każdy profesjonalista rozpoznaje takiego z kilometra, jak takich po kursach NLP).  Jak już się coś robi, to trzeba to robić dobrze, choćby to była próba uderzania w emocjonalne tony.

    2) biznes hierarchię wartości posiada. Najważniejszą wartością w biznesie jest zysk. Jeżeli Pan uważa, że jest inaczej, proszę przedstawić dowody, dlaczego ? Z faktu, że dana hierarchia wartości nie pokrywa się z moralnością nie wynika, że taka hierarchia wartości nie istnieje.

  25. Panie doktorze nick. Ma Pan rację. To tgra, jeden z poziomów gry.  Postulat aby grać dobrze ma sens. Tyle że gramy znaczoną talią. No cóż, na tym poziomie, do którego nas dopuszczono jest uroda języka, coś na czym stosunkowo najtrudniej zarobić. A sylogizmy lub tzw żelazna logika? Z naszej perspektywy to arabeski. Może przed wojną jak istniała dwójka miało to sens. Teraz?

  26. Szanowny Panie,

    być może byłem nieprecyzyjny, za co przepraszam. Postaram się teraz sprecyzować.

    Jeżeli Pan próbuje uzywać tzw. „sztuczek erystycznych” w sposób taki, jak powyżej to jest to zwyczajne partactwo. Jak się coś robi, to trzeba to robić dobrze. Sztuczki erystyczne na takim poziomie „finezji”, jaki Pan prezentuje, są tak oczywiste dla wszystkich tutaj (tak sądzę), że z grzeczności tylko tego nie ujawniają.  To jakby próbować zrobić cinkciarzowi „wajchę”, albo skroić portfel kieszonowcowi. Ewentualnie to tak, jakby na podstawie wiedzy z książek wydawanych przez IPN próbować zawerbować byłego SB-ka na tajnego wspópracownika.

    Jednocześnie przepraszam, wszystkich pozostałych za tak dosadne i obrazowe porównania, ale jak Państwo widzą to konieczne.

    A propo Pana zainteresowań biznesowych. Polecam obejrzeć taką japońską bajkę pt. „Spice and Wolf” (wszystkie sezony).

  27. Używa Pan mocnych środków dla naprawdę lichej sprawy. Nie będę dociekać dlaczego. Nie gustuję w finezji ani w środkach erystycznych dobrego lub podłego gatunku. Po prostu wypowiedziałem się na temat hucpy i ustawki, którą wyświetlono przed moimi oczami. Nie pierwsza i nie ostatnia to hucpa, ale zastanawia mnie impet, z którym Pan replikuje w mojej, naprawdę nieistotnej sprawie. A dlaczego Pan sądzi, że mam zainteresowania biznesowe? To akurat w niewielkim stopniu wynikać mogłoby z rozmowy na tym portalu. A zatem ma Pan wiedzę o mnie większą niż ja sam. Być może nawet słowa których Pan użył,  cinkciarz IPN, SB, wajcha, mają dla Pana sens, który dla mnie, erystycznego prostaczka, zawsze pozostanie tajemnicą.

  28. Patrzę na te wpisy i się zastanawiam. To jak to jest? Licha sprawa czy zabij mnie?

  29. Dobre. 🙂 Moim zdaniem wykręcała mnie Pani i stąd taka moja reakcja. Nie chcę powiedzieć więcej, kawę na ławę wykładać. W sumie przejrzała mnie Pani. Wolę pojedynkować się z kobietą. Epitet mizogin mógłby mi dopiec 🙂

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.