Lis 272017
 

Moja praca była, jak wiecie, wielokrotnie krytykowana. Ja się do tego zdążyłem przyzwyczaić i w zasadzie nie wnoszę zażaleń. Każdy ma jakiś krzyż, który musi dźwigać, a są tacy co mają dwa, albo i więcej. Ja się cieszę z tego co mi jest dane. Mam taki zwyczaj, że nie opowiadam się ze swoich planów, ani z technik ich realizacji. Nie czynię tego ze względów praktycznych. Kiedyś to robiłem i zawsze słyszałem wtedy – Gabryś, bracie, pogięło cię chyba, to jest absurdalne, świat tak nie działa, albo coś podobnego. Czasem też słyszę zarzuty dotyczące moich domniemanych zaniechań. To, przyznam denerwuje mnie i dręczy najbardziej, bo sam nie mogę sobie przypomnieć momentu, w ciągu ostatnich dziesięciu lat, w którym bym czegoś zaniechał. Milczę więc najczęściej na temat tego co będę robił za chwilę, bo daje mi to milczenie niezbędny do działania spokój. Jak wiecie prowadzę pewien rodzaj polityki, jest to polityka wydawnicza. Ona ma swoje lepsze i słabsze momenty, tak się akurat złożyło, że ostatni rok, półtora możemy zaliczyć do momentów słabszych, ale człowiek uczy się na błędach. W okolicznościach, w których działam, moje decyzje są, jestem tego pewien, jedynie słuszne. Jak wiecie poza sympatią czytelnika nie mam w rękawie żadnych asów, żadnych ukrytych trąfów. Fakt zaś, że ciągle jestem, to wystarczający dowód na to, że moje działania są nie tylko skuteczne, ale także słuszne. Puszczam więc zawsze mimo uszu krytykę, także krytykę osób życzliwych (tę może w szczególności, za co bardzo przepraszam) i robię swoje. Nigdy nie słucham i to jedno łączy mnie z Herkulesem Poirot. Pewnie chcecie się dowiedzieć teraz kto to jest Jaś Kapela polskiej prawicy? Już wyjaśniam. To ja we własnej osobie. Nazwał mnie tak Ziemkiewicz w rozmowie z Migalskim na twitterze, w sławnym roku 2015. Po co ja teraz do tego wracam, zamiast zapomnieć i cieszyć się życiem? Otóż czynię to wiedziony intuicją, która mówi mi, że nie wolno zapominać o takich rzeczach i jak ktoś coś mówi, do znaczy, że wie co mówi, a skoro wie, to warto ową wiedzę porównać z jego własnymi postawami. Intuicja podpowiada mi też, że nie może być tak, że tylko ja zbieram kopniaki od różnych Rojtów i innych śmieciarzy, a reszta, bez względu na to, co jest jej udziałem jest poza krytyką i poza szyderstwem. Tak nie będzie. Kto to jest Jaś Kapela? Wyguglajcie sobie, a ja Wam teraz pokażę w jaki sposób jego postawa przekłada się na moje działania. Oto Rafał Ziemkiewicz w rozmowie z Markiem Migalskim

https://twitter.com/mmigalski/status/603976562166333440

Ktoś powie, że to bzdura, głupota, na którą szkoda czasu. Otóż nie, bo po takiej konstatacji okaże się, że stoimy wszyscy w dziwnym jakimś miejscu, w którym postawy takie jak moja są naganne, albowiem ośmielam się aspirować do środowiska, w którym na co dzień przesiaduje pan Rafał, a inne postawy, jak idiotyczne by nie były, są godne pochwały albo wręcz zazdrości. Ponieważ nic poza jedną cechą nie łączy mnie z Herkulesem Poirot, to co znajduje się poniżej nie ma charakteru profesjonalnego śledztwa. To jedynie garść refleksji opartych na faktach.

Nie wiem czy w roku 2015 czy może rok później, człowiek, który nazwał mnie Jasiem Kapelą polskiej prawicy, ze względu na to, że chcę się wylansować używając do tego gniewu i oburzenia jakiejś sławy, na przykład takiej jak on – Rafał Aleksander Ziemkiewicz – umieścił w wieczór sylwestrowy zdjęcie na swoim profilu twitterowym. Na zdjęciu tym widoczne były różowe, puchate kajdanki i jakieś inne kolorowe szmaty, których kurwy w burdelach używają zwykle do zabawiania swoich klientów mających poważny kłopot z samooceną. Oni sobie tę dysfunkcję poprawiają poprzez wizyty w takich miejscach, gdzie jakaś pani, być może przebrana za nauczycielkę matematyki z liceum, najpierw przykuwa ich do łóżka, a potem łoi pejczem po włochatym, tyłku. Nie pamiętam dokładnie jaki komentarz wybitny pisarz Rafał Aleksander Ziemkiewicz umieścił pod tym zdjęciem, ale chodziło o to, że przed nim upojna noc w towarzystwie małżonki. Pomyślałem sobie – czy on się nie boi, że ta żona go przykuje, a potem zamiast pejcza wyjmie spod łóżka orczyk, niczym ojciec Marcina Lutra i powie – no Rafał, zmysły prysły, czas się żegnać. Następnie zaś, nie zważając na jego piski i histerię zdzieli go tym orczykiem między oczy? Ja bym się czegoś takiego obawiał, dlatego nie trzymam w domu żadnych kajdanek. Potem zaś, kiedy oficer śledczy dokonywał będzie oględzin zwłok i zdziwiony zapyta – rozumiem, że pękło mu serce ze wzruszenia, ale skąd te obrażenia na twarzy? – ona odpowie – bo serce podeszło mu do gardła i dopiero wtedy pękło. Po takim wyjaśnieniu wszyscy będą zadowoleni i rozejdą się do swoich zajęć. Protokół zaś z tych oględzin spocznie w policyjnym archiwum.

Nie pamiętam dokładnie czy to w tym samym 2015 roku czy rok później rzeczony Migalski, europoseł, rozpoczął w gazecie Lisickiego druk swojej pornograficznej powieści, którą zaczął pisać, żeby – niech zgadnę – wylansować się na reakcji kolegów z partii, którzy byli jeszcze w grze, podczas gdy on, stary dureń, został już odstawiony na boczny tor razem z Poncyliuszem. Normalnie z tą powieścią, to Migalski pojechał niczym jakiś Jaś Kapela. Pamiętacie może do czego zaczęło się odsuwanie Migalskiego na boczny tor? Ja pamiętam, od tego, że ktoś zrobił mu zdjęcie jak kupuje bieliznę damską w sklepie. Migalski tłumaczył się, że to dla jego partnerki, ale chyba sam w to nie wierzył. I teraz zobaczcie, w roku 2015 napisany był już nawet tom pod tytułem „Kredyt i wojna”, a wydawnictwo wchodziło właśnie w fazę kryzysu, którą mamy do dziś. Magazyny były pełne, sprzedaż leżała, a ja wymyśliłem, że trzeba napisać Baśń socjalistyczną. Oni zaś, jeden wybierający publicznie figi, a drugi szpanujący różnym Warzechom różowymi kajdankami, piszą, że jestem Jasiem Kapelą polskiej prawicy. Czy to nie jest zdumiewające? Czy to nie jest zanegowanie najbardziej oczywistych realiów? Czy to nie jest plunięcie w twarz czytelnikowi i wyborcy, którzy od takich ludzi oczekuje przecież postaw całkiem innych? Pozostawiam to Waszej ocenie, całą sprawę zaś opisałem, żeby przywrócić rzeczom właściwy wymiar i pion.

Teraz pora…nie na Telesfora bynajmniej, ale na Ebenezera Rojta. Jak już wspomniałem nie łączy mnie Z Herkulesem Poirot nic, poza jedną cechą – nigdy nie słucham. Niektórzy jednak z moich kolegów mają ze sławnym detektywem więcej wspólnego, a kolegów jak wiecie to ja zawsze miałem doborowych. I oto poprosiłem jednego z nich, by zbadał sprawę Ebenezera. Wyszły na jaw ciekawe bardzo rzeczy, a ja przypomniałem sobie dawne czasy, czasy polemik, gwałtownych sporów i zdziwień, kiedy musiałem jeszcze tłumaczyć niektórym osobom za pomocą orczyka, że wszedłem tu gdzie wszedłem, zostaję i mowy nie ma, żeby mnie ktoś wyrzucił. Nie zostało to, jak się domyślacie, dobrze odebrane. No, ale co się pośmialiśmy to nasze. Przeżyjmy więc to jeszcze raz.

Ebenezer Rojt to Lech Stępniewski. Jeśli ktoś chce teraz zadać pytanie – a kto to jest Lech Stępniewski, mogę z tego miejsca śmiało odpowiedzieć – to jest nikt. To jest pan czynny na forach numizmatycznych, autor kilku przyczynków, kilku artykułów w tygodniku Polityka, a także człowiek, który łasił się bardzo kokieteryjnie do redaktorów z portalu „Racjonalista”. Podkreślam – Racjonalista, nie Nacjonalista, gdyby ktoś zechciał mi teraz tłumaczyć, że Rojt to jest prawica taka, że dalej za nią jest już tylko ściana. Nie ma tam żadnej ściany, tam są całe wielkie przestrzenie, po których hulają wiatry wytrzęsione z desusów zakupionych w sklepie Triumph przez Migalskiego. Od tegoż właśnie Lecha Stępniewskiego, alias Ebenezera Rojta, dowiedziałem się, że Rafał Aleksander raczył nazwać mnie Jasiem Kapelą polskiej prawicy. Oto stosowny link odnaleziony przez mojego kolegę, który jest lepszy niż Herkules Poirot http://forum.tpzn.pl/index.php?topic=9578.105

Teraz ważna rzecz – skąd w ogóle Rojt zainteresował się moją osobą? Ani ja mu brat, ani swat, mógł mnie zostawić w spokoju i tyle, a jednak nie zostawił. Dawnymi czasy korzystałem z uprzejmej gościny zapomnianego już nieco blogera Artura Nicponia, który pozwalał mi wrzucać teksty na swój blog. To się nie każdemu podobało, bo ja generalnie nie spełniałem i nie spełniam standardów dominujących w twardym świecie prawicowych wojowników. Nie mam broni i nie umiem się nią posługiwać, mnie to wręcz nie interesuje, nie walczę też na gołe klaty. Często stosuję podstępy zamiast dążyć do otwartej konfrontacji z podniesioną przyłbicą. Czaję się też czasami, jak ten garbus z kawału, co przyszedł do lekarza, a lekarz na to – co się pan tak czaisz…no i generalnie daleko mi do ideału uszlachetnionego ideologiczną walką machismo, który w tamtych latach reprezentowali w większości, bo nie w całości, koledzy z szeroko rozumianej prawicy. Jednego mi tylko nie sposób odmówić – skuteczności. Nie sposób też mi zarzucić, że w swojej robocie oczekuję oklasków i akceptacji środowiska, jakiegokolwiek środowiska. To chyba było najgorsze, bo ja w tamtych latach wprost odrzuciłem zaproszenie to towarzystwa reprezentowanego przez blogera o nicku Wyrus, a także skrytykowałem targi w Katowicach organizowane przez jego żonę. Czas pokazał, że miałem rację, targów tych już nie ma, zostały przejęte przez firmę „Murator”, a cała organizująca je ekipa została przesunięta do innych, równie odpowiedzialnych zadań. Odrzuciłem to zaproszenie bardzo brutalnie, wiedziony intuicją, która podpowiedziała mi, że następnym krokiem będzie próba narzucenia mi czegoś, jakiejś koncepcji czy też skłonienia mnie do złożenia jakichś deklaracji. Wolałem więc to zakończyć wcześniej. Rozpętało się nieliche piekło, zwane także miejscami dyskusją. Oto link do tego wydarzenia, w którym biorą udział także osoby znane nam dziś z bloga. Cześć cmss, miło, że sobie ciebie przypomniałem, już się nie wywiniesz. Oto link, jak powiadam, http://web.archive.org/web/20120919194342/http://nicek.info/2012/09/14/eot-ws-coryllusa-ale-nie-tylko/ do czytania na długie zimowe wieczory. Ja zaś dokonam teraz pewnych skrótów, żebyście się nie zanudzili, skróty te pozwolą nam zorientować się dokładnie, dlaczego Lech Stępniewski, alias Ebenezer Rojt zainteresował się moją osobą. Zanim to jednak zrobię chciałbym serdecznie podziękować kolegom o nickach chlor i onyx, którzy walczyli tam w mojej obronie jak lwy, nie zważając zupełnie na nic, ani na uwodzicielski charme Artura, ani na inteligencję Wyrusa. Dodam jeszcze, że cała sprawa dotyczyła II tomu Baśni, który wziął w obronę także Artur, jemu nie podobała się wyłącznie moja postawa i styl, jakże, przyznam, daleki od doskonałości. W skrócie rzecz wyglądała tak. Kolega podpisujący się nickiem makaron czterojajeczny wyraził chęć napisania do Rojta, żeby ten rozprawił się z moją książką w swoim stylu. Na co Artur Nicpoń odpowiedział – no to pisz. Próbował też Artur trochę tego makarona mitygować, ale słabo mu szło. Napisał tak:

Zgoda, dlatego ja Misia 2 bronił będę jak niepodległości.

w eter:

Makaron, nie zmyślaj, nie bądź Jude i kup se tę książkę. Sam zobaczysz, że zajebsita.

 

Bloger o nicku marlowe zaczął namawiać kolegów, żeby zrobili zrzutkę na recenzję, którą miał napisać Rojt. Na co odpowiedział amin

 

I tak co, powiedzmy, dziesięc znalezisk…Albo się sponsorom Chivas skończy, albo Rojt dobuduje sobie piwniczkę.

 

A marlowe dodał:

 

albo Rojt dobuduje sobie piwniczkę.’
i to będzie wkład pana C. w krzewienie myśli:)

 

A teraz kolega cmss:

 

Ebenezer nie jest głupkiem, wprost przeciwnie. ON czym innym się zajmuje i TWOIM psim – wybacz proszę – obowiązkiem było TO rozumieć zanim poprosiłeś o recenzję.Jeżeli mogę coś sugerować, NAUCZ SIĘ CZYTAĆ ZE ZROZUMIENIEM CO DO CIEBIE PISZĄ. 

 

No i amin do zaskoczonego odpowiedzią Rojta kolegi makarona:

 

No i co ja mam teraz odpowiedzieć?”
 
Napisz mu, że jednak namawiasz. Zaczyna się wprawdzie obiecująco, ale może to tylko nieszczęśliwie/szczęśliwie dobrana próbka…

 

Wątków w tej dyskusji było dużo więcej, ale ja skupiłem się na najważniejszym. Na zasadach rządzących światkiem prawicowych publicystów, które wyznaczają autorytety – Migalski z Ziemkiewiczem, oraz na reperkusjach jakie owe zasady wywołują w tak zwanych dołach, czyli w ludziach dobrowolnie i bez żadnego przymusu nazwę „dołów” przyjmujących i akceptujących.

 

Teraz już wiecie skąd wziął się Ebenezer Rojt, a jeśli kogoś ciekawi ile on z kolei wziął za recenzję II tomu Baśni, ten musi się dowiadywać bezpośrednio u źródła, czyli u tych co płacili. Można też przy okazji zapytać o motywację, wyjaśnienie byłoby szczególnie ciekawe w kontekście pojawiającego się często w dyskusjach wątku o zawiści i niszczeniu osób w żaden sposób na to nie zasługujących. Ile to było? Flaszka, dwie? Ile trzeba zapłacić za próbę wyautowania autora…bardzo ciekawe.

 

Przypominam, że od czwartku zaczynają się targi pod zamkiem królewskim w Warszawie. Będę miał nową książkę Hipolita Milewskiego, pierwsze polskie tłumaczenie jego francuskiej pracy „O straszliwych niebezpieczeństwach rewolucji rosyjskiej”. Za tydzień zaś jestem u karmelitów we Wrocławiu, gdzie będę miał wykład w czwartek, a także spotkanie autorskie w piątek – Ołbińska 1.

Przypominam, że goście z miasta za udział w wykładzie muszą zapłacić drobną sumę, a także nie mogą zadawać pytań po jego zakończeniu. Mogą za to zadawać pytania podczas spotkania autorskiego w piątek. Zapraszam.

Przypominam, że książki nasze są do kupienia na stronie www.basnjakniedzwiedz.pl

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy przez ostatnie miesiące wspierali ten blog dobrym słowem i nie tylko dobrym słowem. Nie będę wymieniał nikogo z imienia, musicie mi to wybaczyć. Składam po prostu ogólne podziękowania wszystkim. Nie mogę zatrzymać tej zbiórki niestety, bo sytuacja jest trudna, a w przyszłym roku będzie jeszcze trudniejsza. Nie mam też specjalnych oporów, wybaczcie mi to, widząc jak dziennikarskie i publicystyczne sławy, ratują się prosząc o wsparcie czytelników. Jeśli więc ktoś uważa, że można i trzeba wesprzeć moją działalność publicystyczną, będę mu nieskończenie wdzięczny.

Bank Polska Kasa Opieki S.A. O. w Grodzisku Mazowieckim,

ul.Armii Krajowej 16 05-825 Grodzisk Mazowiecki

PL47 1240 6348 1111 0010 5853 0024

PKOPPLPWXXX

Podaję też konto na pay palu:

[email protected]

Przypominam też, że pieniądze pochodzące ze sprzedaży wspomnień księdza Wacława Blizińskiego przeznaczamy na remont kościoła i plebanii w Liskowie, gdzie ksiądz prałat dokonał swojego dzieła, a gdzie obecnie pełni posługę nasz dobry znajomy ksiądz Andrzej Klimek.

Zapraszam też do sklepu FOTO MAG, do księgarni Przy Agorze, do Tarabuka, do antykwariatu Tradovium w Krakowie, do sklepu GUFUŚ w Bielsku Białej i do sklepu HYDRO GAZ w Słupsku i do księgarni Konkret w Grodzisku Mazowieckim.

 

  138 komentarzy do “Jaś Kapela polskiej prawicy vs Herkules Poirot”

  1. Byłbym zapomniał, dziś o 15.30 będziemy z Józefem w telewizji Karnowskich gadać o Rosji

  2. Panie Gabrielu, czy w grudniu poza Hipolitem Milewskim będą jeszcze jakieś nowości?

  3. Natknąłem się kiedyś na recenzje tego całego Ebenezera i pomyślałem: kto zadał sobie tyle trudu żeby taką „recenzję” napisać – i to w dodatku książki podobno fatalnej, której nikt nie czyta? Mimo wszystko musiał Autor poruszyć wiele delikatnych strun II Baśnią. Teraz wiele się wyjaśniło.

  4. O do licha, pięć lat temu to było. Dopiero zaczynałem czytać Twoje teksty u Nicponia, do którego trafiłem przypadkiem, pod sam koniec jego działalności. Prawie nic nie komentowałem.

  5. Zastanawiałem się czasem, czy taki Ziemkiewicz swoim pisaniem łapie li tylko pomagaczy by zaistnieć czy to zwykłe chwytanie homeostazy. O taka literatura zaangażowana: „Właśnie widziałem w tv p. Annę Dryjańską. To wyjątkowa czelność że pyskuje pod domem Jaro, sama jest zdeformowana a jednak ją mama urodziła” lub „Kobiety? Kobiety nie szwendają się nocą pod cudzym domem wrzeszcząc o swoich cipach i macicach.” 

  6. Ten Rojt to typ gościa, który z radością zapewne wskazywał winnych różnorakich drak w swojej podstawówce, by zaoszczędzić wszystkim czasu na zbędne dylematy moralne i śledztwa. W takich okolicznościach numizmatyka zostaje jedyną alternatywą prowadzenia życia towarzyskiego.

  7. Nie widziałem wcześniej tego „tweeta” Ziemkiewicza ale ta opinia to strzał w dziesiątkę i pełna definicja „gospodarza tych dożynek”. Pamiętam jak Targalski wspomniał ot tak mimochodem o Corrylu. Na bazie krótkiego zdania Gabi wysmażył chyba z trzy „felietony” w których nie omieszkał posłużyć się merytoryką na poziomie kraba (vide „ale brzydki ten Targalski”). Ogólnie ma się wrażenie, że brak mu medialnego dopieszczenia i wbrew kokieteryjnym deklaracjom bardzo chętnie odnalazłby się w roli gadającej głowy np. u Rachonia. Pamiętacie jak jechał po Karnowskich? A teraz w podskokach goni do ich kanału aby poudawać z Orłem, że obaj biorą udział w poważnej debacie. Teraz widać próbuje przymilić się do Grześka Brauna w nadziei, że ten się na niego „odebrazi” i napiszę kilka czułych słów w „Magna Polonia” na temat przedruku starocia o wołach czy czegoś zbliżonego. Otóż nie wspomni, a Gabiemu nadal pozostanie pomstowanie na „naszych” w nadziei, że ktoś zechce go w ogóle zauważyć. Co więcej z tego co widzę zarówno targi w Bytomiu jak i „sieciowa” Szkoła Nawigatorów okazały się kosztownymi niewypałami. Nie trzeba być profetą by dostrzec, że „plan biznesowy” Gabiego to już prosty ślizg do niebytu i poszukiwanie roboty w najbliższym tartaku w charakterze pomocnika specjalisty od ostrzenia pił pomniejszym drwalom. Tak to się skończy. Stąd Gabi, lepiej zachowaj sobie w przytomnej pamięci te chwilę sławy i chwały jakim były nieliczne wzmianki na twój temat takie jak ten „tweet” Ziemkiewicza.

  8. P.S. Rojt wykonał profesjonalną robotę. W odróżnieniu od „gospodarza” zadał sobie trud zapoznania się z ocenianym tekstem zamiast arbitralnie i bez czytania określić dany tytuł jako „element propagandowej gry w ramach spisku brytyjskiej korony wymierzonego w Państwo Samona i Wielką Tartarie”. Tak wygląda porządna weryfikacja treści, a nie kocopalstwo pisane z palca jak to ma w zwyczaju czynić niedopieszczony Gabryś.

  9. Braun jest dla ciebie Grześkiem wieprzu? Nie przypuszczam…won

  10. Wiele osób, które tam były lub czytały w ogóle nie zauważyły tematu – bo wtedy to było, jak adres z kosmosu, bez znaczenia. Ja też czytałem tamten wątek pobieżnie – wtedy – i nic nie zapamiętałem. Były jednak takie osoby, które to zainicjowały – i doprowadziły do stanu obecnego – i te wiedzą, jak było – i pamiętają.

    Tak na marginesie – zadziwiające jest, jak poprawnie po polsku piszący anonim jest w stanie zawładnąć umysłami ludzi, którzy uważają się za niezależnych, za macho, biegają z bronią (nie chodzi o Nicka) – a przed anonimem z internetu klękają. Ruscy czy niemieccy agenci przerobiliby ich na mydło w 5 minut. Nawet nie trzeba nic obiecać – by zaufali anonimowi, a skopali uczciwego człowieka. Zrobią to za flaszkę, czy paczkę kondomów.

    Zacytuję Nicka:
    No to super! Nie ma to jak załatwić interesującą nas sprawę cudzymi rękoma 
    Kto sprawdzi tego od kompromitacji? 
    Nikt go nie sprawdzał, jak się zapewne domyślasz – nawet słowo nie padło, kto to jest.

  11. Za paczkę kondomów to chyba nie…nie przesadzajmy i nie peszmy dziewczyn

  12. Trolle się dzisiaj w większej ilości zeszły, z zabawnymi nickami, szewczyki dratewki i franki. Ataki werbalne w ego takie delikatniutkie, ostrożne, poniżej zakładanego poziomu percepcji bodźców ofiary ataku. Przekaz bez zmian: „opór jest bessssscelooowyy, sss!, Ssss!”

  13. Przepraszam, wymsknęło mi się.

  14. Najciekawsze w pańskim wpisie jest to, czego w nim nie ma – tzn. dlaczego pan tu przychodzi z rana i postanawia zabrać głos – w sprawie bez znaczenia. Także to, dlaczego pan przychodzi codziennie – przecież pan nie wiedział, że akurat dzisiaj będzie interesujący temat, bo skąd.

  15. Wypraszam sobie Panie Cenzorze.

  16. ORMO nie śpi, ORMO czuwa!
    To z pewnością bezinteresowna dbałość o wysoki poziom publicystyki przyciąga tu przeróżnych kontrolerów Coryllusa.

  17. Dorian Szewczyk to taka sama fikcyjna postać, jak Dorian Grey, czy Rojt.

    Zobacz, kto to niby jest:  Dorian Szewczyk

  18. musiał Autor poruszyć wiele delikatnych strun

    Nie śledzę tych wszystkich „towarzyskich” zanadzeń wokół bloga i Gospodarza. Ale owo poruszanie strun – i owszem. Bo tu jest ten cały Hund begraben i, co gorsza, „poruszanie strun” wywala w kosmos ustalone narracje. Które skutecznie lasują mózgi kolejnych pokoleń. I za to wywalanie w kosmos ustalonych /bezpiecznych! dla narratorów i manipulantów zarządzających/ narracji „kochamy Coryllusa”.

    A nad misiem socjalistycznym zapadła cisza… /chyba, że czegoś nie zauważyłam/.

  19. Chyba trzeba będzie jeszcze raz zabrać się za lekturę II Baśni – być może wszystkich delikatnych strun nie zauważyłem a sponsorzy Rojta i owszem!

  20. To jest dość proste technicznie. Rojt powala ludzi słabo i dawno chodzących do szkół niesamowitą ilością źródeł podawanych pod tekstami. To jest odbierane albo jako niezwykłe oczytanie w temacie, albo dowód, że za Rojtem stoi liczny wpływowy sztab, który wiele może. Tymczasem taką listę robi się migiem, bez potrzeby czytania czegokolwiek w całości.

  21. >Najciekawsze w pańskim wpisie jest to, czego w nim nie ma

    🙂

  22. >bezinteresowna dbałość o wysoki poziom publicystyki

    🙂

  23. To ropuch raczej.Podstawia odnóże w nadziei,że może go podkują 🙂

  24. Ja w ogóle lubię powracać do misiów. Warto. Już sobie osobną półkę w bibliotece „na Coryllusa” urządziłam. Co wymagało heroicznego wysiłku, połączonego z lataniem na mopie i odkurzawkach  🙂

  25. Miś II dotyczy rzeczy dość dawnych i można się doczepić rodzaju sprzączek od pasa. Baśń socjalistyczna dotyczy czasów nam blizszych i negować się nie da, łatwiej zamilczeć.

  26. Pan Lech Stępniewski to bardzo tajemnicza postać.  Prowadził/prowadzi bloga pt. „Prawicowe czytanki” ale na blogu nie ma najmniejszych nawet informacji o osobie: dacie urodzenia, profesji, osiągnięciach zawodowych.Nazwisko Stępniewski  nie jest jakoś specjalnie rzadkie. Lechów Stępniewskich może być też kilkunastu a nawet kilkudziesięciu.
    Ale już dziennikarzy/literatów Lechów Stępniewskich – zapewne jest nie więcej niż 2-3.

    Piszę o tym dlatego, iż z jednej strony na blogu pana Lecha Stępniewskiego w części ogólnej w informacji o Autorze można przeczytać, iż „..Autorowi bliskie są ideały radykalnej i skrajnej prawicy; takiej, co to powiada się, że na prawo od niej tylko ściana…” a w internecie poniewiera się też informacja o niejakim Lechu Stępniewskim,który jest urodzony w 1957 r. i którego tomik poezji pt. „Znaki” wydał w 1978 r. Zarząd Główny SZSP (Socjalistyczny Związek Studentów Polskich) w Warszawie. To dość wysoka półka propagandy „dojrzałego PRL”.
    Zakładam, że to NIE jest jedna i ta sama osoba. Ale z drugiej strony, kto mógłby przypuszczać, że publicysta „Najwyższego Czasu” i również zaciekły prawicowiec Rafał Ziemkiewicz, dziecięciem będąc został dopuszczony do elity elit PRL czyli klasy szkolnej, do której uczęszczała córka samego największego Dyktatora a raczej Namiestnika Kremla. No, może „Zastępcy Namiestnika Kremla”. Pan Lech Stępniewski pojawia się jako publicysta „Najwyższego Czasu”, kiedyś mojego bardzo ulubionego tygodnika około roku 2002 i pisze do 2004. Pan Ziemkiewicz pojawia się tam w 2007 i pisze coraz rzadziej – w zasadzie do dzisiaj. Rafał Ziemkiewicz ma w biografii info, że popełnił kilka artykułów dla „Polityki”. Jakiś Lech Stępniewski też jest wymieniany w archiwum Polityki jako autor – w latach 90-tych.

    Pobieżna analiza tekstów Ebenezera Rojta na blogu „Kompromitacje” pokazuje, że ma ten autor skłonność do bardzo daleko wyciąganych negatywnych wniosków co do intelektu i wiedzy autora na postawie wpadek typu – pomyłka o jeden rok w jakimś wydarzeniu i to w dodatku, gdy ta pomyłka nie rodzi w zasadzie żadnych skutków w przebiegu zdarzeń. Lub też mamy do czynienia z czepialstwem co do formy zapisu nazw własnych po łacinie albo innych „fundamentalnych zastrzeżeń”. Jak na „radykalnie prawicowego blogera” mocno symetrycznie obdziela kuksańcami – „radykalną lewicę” i „radykalną prawicę”. Te „recenzje”, jeśli czytać je uważnie, zawierają niewspółmierny ładunek pogardy i lekceważenia dla „ofiary” w stosunku do ciężaru zarzutów.  Oczywiście zabawa jest pyszna ale z czasem impreza staje się monotonna i przewidywalna.
    Pozostaje jeszcze odpowiedzieć na pytanie, czy autor tomiku poezji „Znaki” wydanej przez Zarząd Główny SZSP to Ebenezer Rojt.

     

    http://www.lechstepniewski.info/czytanki/index.html

    https://integro.ciniba.edu.pl/integro/192504528459/stepniewski-lech/znaki

  27. Czyli mniej więcej jak w komentarzach w deronecie czy wp, jeśli komentarz jest wyjątkowo celny, pod nim zaraz pojawia się rytualne szczekniecie: – Najpierw naucz się pisać po polsku, albo podobny argument.

    Deprecjonowanie treści,  poprzez zdeprecjonowanie autora. Sze nauczyli, to sze chwalą, że umią.

  28. Zastanawiające są te „ustawiane napaści” na prawicy na wybraną „ofiarę”. To jest pośredni dowód na to, jak wystrugane sztucznie są te wszystkie „pisarskie i dziennikarskie sławy” III RP. Gdyby jeden z drugim był pewny swojej pozycji, nie zwracałby uwagi na jakiegoś „krytyka z trzeciego rzędu” lub napisałby otwarcie i żartobliwie o osobie, odnosząc się do „zarzutów”. Tutaj pilnowana jest żelazna zasada, że „elita nie zauważa niższych sfer” i że głośne pisanie o tym, iż oni istnieją na tyle, na ile mają dostęp do dotacji – jest – prawdziwe.  Oczywiście analizując sprawę od strony rynkowej, wiadomo, że największa rywalizacja jest w tym samym segmencie. Każdy „segment rynku” ma pewien ograniczony „budżet” czyli „moc popytu” i jeśli ktoś kupi np. Coryllusa, to może już nie mieć kasy na kolejne „genialne dzieło” np. pana Z.  Komu jeszcze przeszkadza nowy autor „w segmencie” nie mnie sądzić, ale jak widać, do niewdzięcznej  roli „zlecającego zabójstwo ” został wybrany – być może oczywiście, pan Rafał.  Tłucze kasę od ponad 20 lat na tych samych treściach, w dodatku chyba ma zlecone jakieś dodatkowe „zadania polityczne” -a na rynek wchodzi -młode pokolenie, które żąda czegoś oryginalnego i nowego a nie odgrzewanych kotletów.  No i jest „bójka na tyłach knajpy”.:)))  PS. Zastanowiło mnie w tamtej przywołanej linkiem dyskusji stwierdzenie jednego z „żelaznych prawicowców-komentatorów” o treści mniej więcej takiej: a kogo obchodzą jakieś woły. Raczej należałoby zapytać: a komu przeszkadzają tematy związane z gospodarczą potęgą I RP??? I konkrety a nie jakieś „omówienia omówień na najwyższym poziomie abstrakcji”.

  29. Zaglądałem kilka razy do tego Rojta i to jest obraz jakiejś natrętnej obsesji. Obawiam się, że ten pan może być po prostu nieszczęśliwie zakochany w Coryllusie 😉

  30. Drobne sprostowanie, żeby nikt nam nie zarzucił pomniejszania zasług. Pan Ziemkiewicz pojawił się w Najwyższym czasie na samym początku. Nie jestem pewna, czy od pierwszego numeru (mam, mam gdzieś na strychu), w każdym razie już w roku 1995 wydał tom felietonów „Zero zdziwień”, w którym zebrał felietony publikowane w rubryce Nczasu pod tym samym tytułem.

  31. Maria CiszewskaC to ja. Nie mam pojęcia, jaki chochlik dodał mi to C 🙁

  32. Jaś Kapela? Nie kojarzę, ale Człowiek Orkiestra (to z powodu multifunkcyjności) przychodzi na myśl.

  33. To byłby scenariusz na piękną filmową opowieść :))) PS. Ja się zastanawiam, na jakie dochody stałe można liczyć w numizmatyce, bo to ‚dziennikarstwo” okazało się raczej „dorywcze”. A „żyć trzeba”. Taka „numizmatyka’ może być znakomitą przykrywką dla innych dyskretnych dochodów , które rodzą pewne zobowiązania. W zasadzie zawsze dochody pochodzą ze -zobowiązań, ale co innego, gdy dochody i zobowiązania są -jawne a co innego, gdy wszystko jest takie „owiane mgłą tajemnicy”. I tylko ta „wojna intelektów i wykształcenia”. Nie da się ukryć, że w III RP lista tematów objętych omertą jest dość długa. A Coryllusowi zdarza się dość często snuć te swoje „teorie” na terenach wyjątkowo „zakazanych” a wręcz „zaminowanych”. Poza tym kasa wydawana jest na produkcję kolejnych „pokoleń patriotów umierających za wolność naszą i waszą” i że „już płuca wyplute” a „Brystygierowa miała głębię duchową” a za to „zakonnice męczą dzieci”.   No to mamy „erratę” :))) To jest oczywiście bardzo pożyteczna errata, jeśli chodzi o te daty i inne „zapisy łacińskich nazw własnych”, ale wnioski z niej wyciągane idą niesamowicie daleko.

  34. W tej tajemniczej mgle snuje sie postac Rafaello Salieri, ciagnacego za soba puchate kajdanki i dostajacego szalu z zazdrosci o cudze talenty.

  35. Bieżąca narracja/haggada parszystowskich mediów polskojęzycznych jest starannie przemyślana, więc żydoubecki tygodnik Potylika nie wpuszczałby na swoje łamy przypadkowych osób. Z kolei Chamski atak ad personam, lekko tylko maskowany niby to lekkim, żartobliwym stylem, a nie zakończony żadnym pozytywnym wkładem, to często obserwowana w internecie technika erystyczna, używana przez polskojęzyczne dzieci i wnuki piwnicznych morderców i urzędniczek cenzury, aby wtrącić z równowagi osobę informującą o faktach niewygodnych dla aktualnie prowadzonego geszeftu.

    Strona internetowa Ebenezera Rojta nie ma nawet wyceny, zaś strona pt. Lech Stępniewski ma całe 27 unikalnych użytkowników dziennie i jest wyceniana na 459 zł. Google grafika nie pokazuje nikogo.

    Taki duch, z pisarską pozą wszystkowiedzącego kpiarza z biednych głupców.

     

    Ich „komunikaty” są zaś tak do siebie podobne: „jesteś głupi, jesteś słaby, nic nie wiesz, nie masz szans, zastanów się, przemyśl, a może jest coś jeszcze o czym nie wiesz, o czym ja sugeruję że wiem, ty zaś nie, zwątp!, przestań..”  –  i nigdy po za tym niczego wartościowego, wnoszącego jakąś informację nie napiszą, tylko insulty i insynuacje, tak długo jak się da…

    Po wykryciu takiego kpiarza, potraktować go/ją jak wszę i „zniknąć” razem z komentarzem. Unikać zdenerwowania, bo tylko taki jest cel ich pisaniny.

  36. Też mi się wydaje, że taki „ekskluzywny” tygodnik jak „Polityka” ma bardzo restrykcyjną politykę personalną. W końcu przez lata redaktorem naczelnym był sam tow. „ostatni pierwszy sekretarz” PZPR tow. Mieczysław Rakowski a towarzyszyły mu takie „mózgi” jak tow. Adam Schaff, Jerzy Putrament, Jerzy Urban a okazjonalnie nawet sam poeta Broniewski czy też światowej sławy ekonomista pod prezydentem Bierutem – tow. agent sowiecki Oskar Lange. Do takiego towarzystwa „bele kogo” nie przyjmują.

  37. Drobne sprostowanie, żeby nikt nam nie zarzucił pomniejszania zasług. Pan Ziemkiewicz pojawił się w Najwyższym czasie na samym początku. Nie jestem pewna, czy od pierwszego numeru (mam, mam gdzieś na strychu), w każdym razie już w roku 1995 wydał tom felietonów „Zero zdziwień”, w którym zebrał felietony publikowane w rubryce Nczasu pod tym samym tytułem.

  38. Przeglądnąłem dyskusję pod tekstem Nicponia i widzę, że przeciwnicy II tomu polskiej Baśni jak niedźwiedź kręcą się wciąż w kółko. Myślę, że boli ich, że sami nie wpadli na to, co opisał Szanowny Gospodarz, tylko boją się o tym powiedzieć. Gratuluję jeszcze raz udanego Drugiego Misia i pozdrowienia dla ówczesnych obrońców Coryllusa.

  39. Facet chodzący do jednej klasy z Jaruzelską składa się z samych zasług!

  40. tak, w dodatku starannie wyselekcjonowanych!

  41. Dzięki za sprostowanie.  Też mam sporo pierwszych numerów „Najwyższego Czasu”. Wszystko zapowiadało się świetnie.

  42. Ale jaja. Ale się pan panie Lechu musiał zdziwić dzisiaj. Patrz Pan dali radę znaleźć. Nic już nie będzie tak jak dawniej. Trzeba będzie teraz własną twarzą świecić a i kopa w rzyć można zaliczyć.

    Brawo Panowie. Ten cały Ebe coś tam właśnie poległ.

     

    Dzisiaj zamawiam 2 tom baśni, a i socjalistyczną też wezmę.

  43. ten sam facio który podaje się za Rojta.

  44. Pacz Pan, mamy tam 8 wpisów detektywa, jeden z 28 lipca 2017 i siedem jak rękawa wytrzepał 29 lipca 2017 – się chłopina uwinął, prymus jaki czy co?

  45. To było po „Zosi doradczyni”:))))

  46. W zasadzie same, atuty i komplementy. Ale tylko nie starsza, tylko nie starsza!!!

  47. Z własnego doświadczenia uczęszczania do renomowanego LO: początkowo były 4 klasy, a później 5; zaczynałem od klasy „d”, swoją naukę skończyłem w klasie „e”. Klasa „a”, tzw angielska miała oprócz polskiego i rosyjskiego lekcje prowadzone po angielsku. Była to klasa koedukacyjna, a była też klasa żeńska z językiem francuskim, naturellment. Do tej klasy chodziły Messnerki. W mojej klasie „d” była niespecjalnie wyróżniająca się wtedy siostra teścia PADa. Na koniec znalazłem swoje miejsce we wspomnianej klasie „e” wśród podobnych sobie. W klasie „a” uczyły się dzieci partyjnych bonzów, dyrektorów, lekarzy, adwokatów itp. W tej klasie była garstka osób pośledniejszych, która pełniła funkcje pomocnicze. Obstawiam, że RAZ pełnił tę ostatnią funkcję.

  48. @Coryllus

    „Cześć cmss, miło, że sobie ciebie przypomniałem, już się nie wywiniesz.”

    Wyjaśnij proszę co miałeś na myśli.

  49. Wystarczy zerknac na to zdjecie (link ponizej) zeby zalapac kto jest Jasiem Kapela polskiej prawicy:

    http://fakty.interia.pl/dobroczynny-bal-niepodleglosci-w-krakowie-zdjecie,iId,1240669,iSort,5,iTime,1,iAId,93595

    Jak widac na obrazku, Rafal Ziemkiewicz, w przerwach miedzy pisaniem o swojej cukrzycy i jakims chlopie ktorego zabili na Mazowszu, znajduje czas na dzialalnosc choreograficzna.

    Brakuje mi tam Jana Pietrzaka ale on chyba wtedy wydawal w Warszawie matury z orlem bialym.

  50. Czy ja dobrze widzę? Kto wiedział to wiedział…. zresztą, czy dużo jest takich dziwaków do wytypowania?
    „Ebenezer Rojt = Lech Stępniewski”
    niejaki kawador już 1 Listopad 2012, na forum tamtejszym to oznajmił

    https://libertarianizm.net/threads/agenci-w-wolnosciowym-swiatku.3638/

  51. Miałem na myśli twoją postawę sprzed lat i twoje wstawki pod ostatnim tekstem

  52. I co, dowiedział się przy okazji kto to jest Stępniewski? I kto się rzeczywiście kryje pod tym nazwiskiem? Jeśli nie, to my się dowiemy, bo mam prawie absolutną pewność, że to jest kolejna fałszywka

  53. Też tak mi się widzi… czy od pseudonimu ? Stępniewski do nazwiska będzie łatwiej, czy to kolejna koleina
    Z humoresek, to w necie spotkałem się z pochwałami, że Aleksander Ścios to niesamowity facet bo pisze pod swoim nazwiskiem i imieniem ;D

  54. 1) „Miałem na myśli twoją postawę sprzed lat”

    Wypada uzasadnić, mniemam. Chwilę potrwa, mam solidny bałagan na dyskach, jak pamiętam tą Gadułę byłem jedynym który od początku nie uważał Cię za {wycenzurowane}. Wyłącznie za kilka tekstów i Misia II.

    2) ” twoje wstawki pod ostatnim tekstem”

    O linki można prosić?

  55. Z zamierzchłej przeszłości przypominam sobie pana o nazwisku Stępniewski. Znajomy kogoś z rodziny. Był architektem w Poznaniu. Ale to dziś chyba mocno starszy pan.?? Chyba, że to ktoś z rodziny. Lub calkiem inny…

  56. Jeśli „Adam Michnik” nowoczesnej endecji nazywa cię „Jasiem Kapelą polskiej prawicy”, to coś w tym jest. Co? Być może ktoś już wpadł na ten pomysł w tej dyskusji, nie mam czasu przeczytać jej całej. Sądzę, że jest w tym nieumiejętnie ukrywana zawiść o partnerstwo pana Józefa w komentarzach do spraw globalnych.

    Czemuż ach czemuż pan Orzeł pominął jedynego, razowego „Adama Michnika” nowoczesnej endecji? Ileż mądrości etapu straciła na tym substancja narodowa? Nawet jedna litra czystej wypita duszkiem, nie zaleje tej tęsknicą tchnącej przepaści.

  57. Ludzi o nazwisku Stępniewski jest całkiem sporo. Nie należy wykluczyć, że to nazwisko też może być jakąś przykrywką w kontekście działalności pana Ebenezera.

  58. To może być podwójna garda, aby było trudniej się przedrzeć.

  59. Tak, napisałam w kontekście „że powinien mieć jednak jakieś dochody” – dochody architekta zapewniały kiedyś calkiem godziwe życie 🙂

  60. Ukrycie się w internecie jest prawie niemożliwe bez długiego przeszkolenia. Sądzę że wiadome służby klikają dwa razy i mają wszystko, z numerem buta i trybem życia dowolnego nicka włącznie.

  61. No i teraz widzę, że jak na zamówienie pan Dorian, artysta ze swojego portretu, potwierdza moje podstępne pomówienia. Oj, prawico prawicowa, czyż na prawdę tak nisko upadłaś?

  62. Jeśli kupuje buty przez internet 🙂 – no bo jak inaczej – rozumiem, że to taka przenośnia.

  63. Jak na „krytyka literackiego” –  strasznie się „czai”. Co oczywiście zwraca uwagę i każe myśleć o zadaniowaniu.

  64. Może wystarczy kupić buty na kartę w sklepie.

  65. Z całą pewnością i dzisiaj mają dobre dochody. Z tym, że to są poważni ludzie i raczej nie mają czasu na „ściganie błędów w literaturze faktu”:))) Oczywiście „udawanie architekta” to ciekawa metoda, ale architekci są gdzieś tam zarejestrowani i można ich szybko zlokalizować:))

  66. Internet jest jednak super. Tak wspaniale tu można odreagować – właściwie wszystko – euforię, wściekłość, zazdrość, pychę i wszelkie pomniejsze emocje…oczywiście anonimowo…

  67. To dobrze robię – sporo kupując za gotówkę 🙂

  68. No a Łysiak zum Beispiel??

  69. Jan Kapela sam określił siebie trollem artystycznym http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53668,18584258,troll.html?disableRedirects=true. A zatem lemat: Ebenezer Rojt = Lech Stępniewski = Jan Kapela. Wiem że to zbyt proste, żeby realne. E. Rojt pisze jak stary skryba akademicki. Te jego tasiemcowe przypisy. Ale za to byłby dowcipas trzydziestolecia pod okrągłym stołem?

    Na marginesie coś takiego

    http://bi.gazeta.pl/im/95/bb/11/z18595221Q.jpg

    Jaś Kapela w Wysokich obciachach pokazuje jak ćwiczy przed kolejnym Marszem Niepodległości. Te jego tricepsy i bicepsy. Szkoda że nie założył tej białej kominiarki.

  70. Ale oczywiście nie upieram się – po prostu skojarzyło mi się nazwisko z dość przedsiębiorczą osobą (kiedyś)…

  71. Zajrzałem i już na pierwszy rzut oka widać starą ebenezorową szkołę. Pink Panther jest do bani bo cytuje Wikipedię. Ebenezer też cytuje Wikipedię ale on rzecz jasna cytuje „lepiej”. Facet jest przewidywalny do bólu i jedzie na utartych schematach.

  72. „który jest urodzony w 1957 r. i którego tomik poezji pt. „Znaki” wydał w 1978 r. Zarząd Główny SZSP (Socjalistyczny Związek Studentów Polskich) w Warszawie. To dość wysoka półka propagandy „dojrzałego PRL”.”

    Stryj Jana Kapeli? Wszak stryj to stryj.

  73. Pan Rojst mógł już zapomnieć jakie jest jego prawdziwe nazwisko. Tyle było tych nicków. Tyle zleceń i tyle tego trollactwa. To już nawet nie jest „bunt rojstów”, raczej „bunt odrojstów”.

  74. I jeszcze, cwaniaczek, zdjęcie zamieścił! „Stryjek” Jasia Kapeli, jak nic. W białej kominiarce. „Stryjek” mentalny i mentorski.

  75. Wpis tego zakompleksionego dzieciaka wiele mówi. Ma cały Internet. Może se sam bloga założyć, wbić na fejsa czy coś takiego. On ma taką palpitację że najzwyczajniej w świecie musi się tu popłakać. O czym to świadczy? O tym że, Baśń jak Niedźwiedź tom 2 to książka którą należy kupić i przeczytać kilka razy. To wyszło w 2012 roku a Doriany i rojty dalej mają biegunkę. Znaczy się: mus przeczytać.

  76. Panie Marcinie, wyślij mi pan swój adres na wewnętrzną SN.

  77. Wysłałem już dawno ale zaraz sprawdzę czy wiadomość została wysłana.

  78. On się nie ukrywa przed służbami – a przed zwykłymi ludźmi. Człowiek, który istnieje tylko w internecie – nie istnieje w internecie – że takim bon motem go potraktuję.

    Reptilianie, przepraszam libertarianie twierdzą, że to tłumacz. Nikt nigdzie nie podaje czego – bo chyba nie chodzi o takiego, co tłumaczy dokumenty samochodów sprowadzanych z zagranicy.

    To może być zupełnie inna osoba – i pewnie jest.

  79. Ależ tu dzisiaj ruch  jak na Marszałkowskiej!  Tyle nicków starych nowych. Takie tłumy czytają tego bloga. Widać źe niektórych d.pa boli i nie trzymają moczu. Pani Krystyno, Panie Gabrielu, alleluja! I do przodu! Widać celne trafienia ich bolą. Psy szczekają, karawana idzie dalej. Góra stoi. Gratuluję i pozdrawiam.

  80. No jasne że przeczytać. Ja dopiero 3 raz przeczytam.

  81. https://www.whois.com/whois/lechstepniewski.info

    Niby jakiś numer telefonu tam jest. I nawet ulica.

  82. No nie wiem. Wpisałem siebie i wyszło że mieszkam w Vancouver.

  83. Zajrzałem – Pantera jest podejrzana, bo ukrywała płeć przed Igorem Janke – i skończyła SGPiS – i żyła w czasach, kiedy rządziła PZPR. To są „rojtyzmy”.

    Mnie ten gość kojarzy się ze starymi filmami kryminalnymi z zapuszczonym mężczyzną, mieszkającym samotnie, którego boją się sąsiedzi. Zbiera znaczki, a w kanapie leży od 20 lat zarąbana siekierą żona. Siedzi i sprawdza przez lupę te znaczki czy są prawdziwe i niepokancerowane.

  84. Ale co wpisałeś? Wpisy w whois zależą od tego, gdzie rejestruje się domenę i ile firma domenowa domyślnie udostępnia (można czasem ustawić lub kupić opcję, by ukrywać wszystko). W tym przypadku te dane pochodzą od kogoś, kto rejestrował domenę w godaddy, pytanie na ile szczery był przy ich podawaniu.

  85. Ileż to argusowych ócz śledzi pilnie poczynania autora 🙂

  86. Z ciekawości, czy moja postawa w

    „Coryllus zapomnial trzasnac drzwiami   NICEK.INFO.htm”

    budzi Twoje zastrzeżenia/poczucie krzywdy  ?

    ##################

    45

    Eine      Odpowiedz

    14 września 2012 w 21:17

    Triarius,

    wszystko się kiwa w zależności od definicji słowa „grafoman”.

    Dla mnie od początku  przypomina ten gościo australijskiego psa „dingo” którego kutas jest -przez cały czasu biegania dingo po pustyni – w stanie bliskim erekcji, gdyż koniuszek jego kutasa wlecze sie po piasku.Grafoman to człek który się onanizuje samą myślą o swoim pisaniu, jest w permanentnym stanie wzwodu oraz ekstazy masturbacyjnej i krzyczy: zobaczcie jak ja piszę,kupujcie moje książki,nikt nie jest takim pisarzem jak ja. I rzeczywiście szczytuje z wytryskiem, gdy pisze o tym, jak on cudownie pisze.Pzdr.

    ###############################

    cmss Odpowiedz

    15 września 2012 w 00:02

    @Eine

    Jak zwykle,  to kwestia smaku.

    Zgodzimy się,  prosty człowiek nie powinien zajmować się nie-prostymi sprawami bo   jakiś zdolny a nie-prosty    wyjaśni mu praktycznie co to znaczy mieć przejebane. Ma żyć, pracować i płacić podatki, wychować dzieci  itd.  Kultura to to w czym taki jeden  zanurzony jest, coś  jak woda dla ryby.  Wspólna kultura powoduje wzajemne zrozumienie intencji, stąd minimalizację konfliktów w społeczeństwie, i to jest to, o co chodzi.

    Pewien kłopot w tym, że ktoś nie-prosty w jednym temacie prosty w drugim jest a wtedy, dla przykładu, pituli  np. o Masłowskiej czy Maciejewskim a i kompulsywnie doszukuje się intencji. Znaczy, przekracza swoje kompetencje. W Buncie Mas Gasset ładnie problem ten przedstawił, Alzheimer jak mniemam?

    Czy zgodzimy się, to kwestia smaku?

    ########################################

    65

    Eine Odpowiedz

    15 września 2012 w 10:27

    […]

    @cmss

    z tym smakiem to sprawa jest niejednoznaczna.Jedni się ze smakiem rodzą[ dobrym lub złym],inni nabywają, a jeszcze inni bez niego od urodzenia- umierają.pan C. moim zdaniem należy do tej trzeciej kategorii.

    […]

    ######################################

    cmss Odpowiedz

    15 września 2012 w 14:08

    @Eine

    Jak rozumiem zgodziliśmy się, wstępnie, pojęcie „smak” wieloznaczne a i wyrafinowane nieco, czy tak? Sprawdżmy więc kogoż to paraliż postempowy.

    Przeczytaliśmy, jak rozumiem, Misia-2 i, technicznie patrząc, sytuacja następująco się przedstawia.

    Tabuny pracowitych i wykształconych układało i ułożyło puzzle.

    Było kilka rodzajów puzzelków, z napisami takimi jak ekonomia, polityka itd.

    Przyszedł pies Dingo, jak był Pan łaskaw zauważyć, i stwierdził, że jeżeli puzzelki z napisem Ekonomia zabarwić na np. różowo to na puzzlu pojawi się napis: Jesteś głupi i masz wszy.

    Jasne, kundla na kopach won ale napis pozostaje, zwykle 🙂 .

    Dalej, ja rzucam myśl Wy go łapcie 🙂

  87. Ten gość od Pantery nie jest Rojtem. Rojt to wariat, przeglądając jego wpisy, trudno dopatrzyć się konsekwencji, czy jakiegoś konkretnego „zleceniodawcy”, gość popisuje się po prostu kosztem opisywanych osób i nie byłoby z tym żadnego problemu, gdyby nie to, że różni traktują go jak wyrocznię i jeszcze z tym tutaj przychodzą.

    W przypadku Pantery sytuacja jest inna. Tu ktoś naprawdę się musiał postarać, poszukując informacji i na ich bazie próbuje insynuować, chociaż nie wiadomo dokładnie co. Moim zdaniem to ktoś, kto znalazł się w którejś z notek Pantery, zabolało go to i postanowił się w taki prostacki sposób zemścić. Tu nie ma żadnego popisywania, tylko wściekłość i chęć zaszkodzenia. Tu nie ma żadnej konkluzji, ani rojtowego „patrzcie, jaki jestem zahebisty.

  88. chwytanie homeostazy

    Metafora miodzio, pożyczam sobie.

  89. Lech Jakmutam, ksywka pseudoartystyczna Ebenezer Rojt, jest skończony. Niech mu ziemia lekką będzie.

    PS.

    Nie, nie czytałem komentarza 16:16

  90. A przeszkadzaja wszystkim „naszystom”  !!!…

    … sakiewiczowym w kurwizji… po primo – ta BANDA  baranow nie ma zielonego pojecia o prawdziwej historii… zna tylko te deta „legede”, ktora sama BANDA struga na zlecenie roznych „nulandow”…

    … po secundo – BANDA musi grzac rozne dete „kryzysy” zeby byl  ZER i przewal panstwowych budzetow… bo  BANDA  PROPAGANDYSTOW  inaczej  NIE  UMI  !!!

    To jest proste jak drut i jasne jak Slonce.

  91. Dzięki za słowa otuchy:))) Problem w tym, że mnie ten „zestaw rewelacji” zupełnie – nie ruszył. Po mnie takie „ataki” spływają jak woda po kaczce. Miałam w życiu troszkę większe wyzwania:)))

  92. Ktoś miał straszną motywację, żeby „zgnieść robaka”:))) Niektóre „autorytety” tak mają. PS. „Rojtyzm” to dobre określenie.

  93. Dzięki za wsparcie duchowe, ale zgodnie z profilem psychologicznym Różowej Pantery – mam w głębokim poważaniu wszelkie ataki personalne, które mają zastąpić merytoryczną dyskusję.  W ostatnim czasie blogerzy chyba są solą w oku „prawdziwych intelektualistów”, bo już kilku wołało na alarm w sprawie „bezeceństw internetu” i „bezkarności internautów”:))) Chyba będą musieli wyłączyć prąd:))) Serdecznie pozdrawiam.

  94. Popieram. Na niepoprawnych był jeden taki ostry gość, w swoich oczach, w dyskusji wyciągał swoje zasługi, jak to organizował portal, jak walczył o Polskę i takie inne bzdety, aż kiedyś w dyskusji zrobiła go na szaro kobieta. Biedak nie mógł tego ścierpieć i zrobił typowo ubecką robotę i wywalił w internet jej nazwisko, odesłał do hasła w Encyklopedii Solidarności i wykpił jej działalność. Sposób potraktowania osoby, która nie uległa mu w dyskusji był prawie identyczny. Podsumowując to jakiś zadufany bubek, którego PINK PANTHER dziabnął w ego.

  95. Zapewne…

    … BANDA  marionetek w telewizorze zwyczajnie  NIE  NADAZA… przyjdzie wylaczyc prad  !!!

    Rowniez serdecznie pozdrawiam… i bardzo dziekuje za aktywnosc blogerska… cudowne wpisy i genialne komentarze…

    … Bog zaplac i szczesc Boze, Pani Panther’o,

  96. Pani Krystyno Pantero! To nie tyle słowa otuchy a podziwu i szacunku. Ma Pani pazur i potrafi dotkliwie podrapać. Jak wyżej zauważył redpil kogoś tam zaszczypalo i wydziwia. Dla mnie to zaszczyt zaglądać na Państwa blogi, bo dowiaduję spraw o których nie miałem pojęcia. Nikt nas nie uczył historii jako pasma przyczyn i skutków. Powiązań finansowych czy klanowych. Tu się aż roi od tematów nad którymi powinna się pochylić Akademia. Niestety, Akademia nie istnieje.  Mejnstrim sam się pozakręcał w słoiki, ponaklejał etykietki i dogląda czy tam komu nie brakuje wazeliny. Te pluszaki nie ogarniają tematu, po prostu.

    Proszę robić swoje bo grono czytelników przybywa.  Widać to po merytorycznych dyskusjach pod notkami….. Myślę że to ich boli najbardziej.

  97. To całkiem możliwe – przyznam się, że nie wczytywałem się za mocno, celem trawienia stylu. Tamten (Rojt) to szczególarz – ale pastwi się nad treścią drukowaną – a nie życiorysami.

  98. Pożytek z tego dnia taki, że dowiedzieliśmy się, że ma …Pan 🙂 teczkę.

  99. Gdzie moja postawa w

    „EOT ws. Coryllusa, ale nie tylko   NICEK.INFO.htm”

    budzi Twoje zastrzeżenia/poczucie krzywdy?

    #################################

    Makaron czterojajeczny Odpowiedz

    19 września 2012 w 15:20

    Aleście mnie wrobili!

    Dostałem email z Kompromitacji, więc może po prostu go tu wkleję. I żeby nie było, że wynoszę prywatności! MAM NA TO ZEZWOLENIE OD NADAWCY!

    ***********************

    Szanowny Panie,

    mam już przed sobą tę książkę, którą podobno tak gorąco zachwalają Pańscy znajomi. Gdy chciałem zajrzeć do bibliografii, otworzyła mi się na jednym z ostatnich rozdziałów pod tytułem „Legendy miejskie” (s. 285) i mimowolnie przeczytałem pierwsze dwa zdania tego rozdziału. Brzmią one:

    „W roku 1907 obchodzono uroczyście w Krakowie 500-lecie urodzin Grzegorza z Sanoka, wybitnego – jak podkreślali i podkreślają nadal historycy – humanisty. Na okoliczność tego święta Józef Ignacy Kraszewski herbu Jastrzębiec napisał powieść zatytułowaną «Strzemieńczyk»”.

    Otóż w roku 1907 Józef Ignacy Kraszewski nie żył już od 20 lat (!), niczego więc na okoliczność 500-lecia urodzin Grzegorza z Sanoka napisać nie mógł. Jest to rzecz elementarna, z zakresu wiedzy ze szkoły średniej; w dodatku do sprawdzenia w minutę – choćby za pomocą tak niesłusznie pogardzanej Wikipedii.

    (Przy okazji: jeśli p. Maciejewski naprawdę przeczytał choćby tylko sam początek „Strzemieńczyka”, to powinien dobrze wiedzieć, że u Kraszewskiego Grzegorz z Sanoka w roku 1412 ma lat dwanaście, a więc został postarzony w stosunku do powszechnie przyjmowanej daty o siedem lat. Choćby więc i z tego względu trudno byłoby czcić w roku 1907 500-lecie urodzin Grzegorza z Sanoka powieścią, która to 500-lecie przesuwa na rok 1900.)

    Po tym przykrym incydencie szybko przeszedłem do bibliografii, nadzwyczaj skromnej i dość osobliwej: wymienia się w niej między innymi dwie powieści Henryka Manna, jedną powieść Aleksandra Dumasa i tę właśnie powieść Kraszewskiego „Strzemieńczyk”, którą wg p. Maciejewskiego Kraszewski pisał już chyba jako dusza czyśćcowa. Nb. bibliografia ta została sporządzona niechlujnie („palingeneza” a nie „paligeneza”; „Mohács”, a nie „Mohacs” etc.) i dyletancko. Autor nigdy nie podaje, z jakiego wydania korzystał, ani nawet, czy chodzi o książkę, czy o artykuł w piśmie lub w pracy zbiorowej.

    Zabrałem się z kolei do czytania wstępu. Starałem się nie zwracać uwagi na literówki oraz na kwiatki stylistyczne w rodzaju „oszukanych intencji” (zamiast „oszukańczych”). Ale po natknięciu się już na trzeciej stronie tego wstępu na kolejny (!) błąd ortograficzny na razie książkę odłożyłem, by trochę dać odpocząć swym nerwom.

    Czy na pewno dalej namawia mnie Pan, bym zajmował się tym gejzerem nieuctwa i niechlujstwa?

    Serdecznie Pana pozdrawiam

    Ebenezer Rojt

    ****************

    No i co ja mam teraz odpowiedzieć?

    ############################################

    cmss  Odpowiedz

    19 września 2012 w 16:14

    wybitnego – jak podkreślali i podkreślają nadal historycy – humanisty. Na okoliczność tego święta Józef Ignacy Kraszewski herbu Jastrzębiec napisał powieść zatytułowaną «Strzemieńczyk»”..

    wystarczy zamienić na:.

    wybitnego – jak podkreślali i podkreślają nadal historycy – humanisty. Na okoliczność tego „humanizmu” Józef Ignacy Kraszewski herbu Jastrzębiec napisał był powieść zatytułowaną «Strzemieńczyk»”..

    Czy to kończy dyskusję odnośnie polemicznych wartości recenzji Ebenezera?

    ##########################################

    Makaron czterojajecznyOdpowiedz

    19 września 2012 w 16:26

    No oczywiście, jak się napisze książkę Maciejewskiego jeszcze raz to ten Ebenezer w ogóle wyjdzie na głupka.

    #########################################

    cmssOdpowiedz

    19 września 2012 w 16:47

    Ebenezer nie jest głupkiem, wprost przeciwnie. ON czym innym się zajmuje i TWOIM psim – wybacz proszę – obowiązkiem było TO rozumieć zanim poprosiłeś o recenzję.

    Jeżeli mogę coś sugerować, NAUCZ SIĘ CZYTAĆ ZE ZROZUMIENIEM CO DO CIEBIE PISZĄ.

    #############################################

    cmssOdpowiedz

    19 września 2012 w 16:00

    Pozwolę sobie przypomnieć, problemem jest fakt, iż:.

    Przyszedł pies Dingo […] i stwierdził, że jeżeli puzzelki z napisem Ekonomia zabarwić na np. różowo to na puzzlu pojawi się napis: Jesteś głupi i masz wszy.

    Jasne, kundla na kopach won ale napis pozostaje

    .

    Imo, próba wykorzystania Ebenezera jako recenzenta to próba morderstwa tegoż Ebenezera, jako że zawał trafi go podczas czytania, co oczywistym jest dla każdego z jakim takim smakiem.

    Das SEIN jest ważne a nie das SEIENDE, że drugi raz zacytuję blogera kijmuwoko.

    ############################################

    AminOdpowiedz

    19 września 2012 w 16:07

    @makaron

    „No i co ja mam teraz odpowiedzieć?”

    Napisz mu, że jednak namawiasz. Zaczyna się wprawdzie obiecująco, ale może to tylko nieszczęśliwie/szczęśliwie dobrana próbka…

    ###########################################

    cmssOdpowiedz

    19 września 2012 w 16:25

    Tam u Ebenezera jest gdzieś wzmianka/wyjaśnienie dlaczego pisze to, co pisze.

    Co do rzeczy samej, to nie jest, prawdopodobnie, nieszczęśliwa próbka.

    Książka, imo, nie miała redaktora godnego swej nazwy. […]

  100. Chyba rzeczywiście urodziłem się bez smaku, nie to Eine

  101. >Problem w tym, że mnie ten „zestaw rewelacji” zupełnie – nie ruszył. Po mnie takie „ataki” spływają jak woda po kaczce. Miałam w życiu troszkę większe wyzwania:)))

    🙂

  102. >Dla mnie to zaszczyt zaglądać na Państwa blogi, bo dowiaduję spraw o których nie miałem pojęcia. Nikt nas nie uczył historii jako pasma przyczyn i skutków. … powinna się pochylić Akademia. Niestety, Akademia nie istnieje.

    Tak, zgadza się.

  103. Niespecjalnie kręcą mnie jacyś Ebenzerowie i „prostowanie baśni”, ale mam jedno pytanko, jeśli można:
    Czy nie mieści się Panu w głowie sytuacja, że ktoś mógłby mieć czystą, bezinteresowną przyjemność we flekowaniu Szanownego? Po pierwsze, to bardzo „polskie”, a po drugie, można się przy okazji trochę podlansować, co już samo w sobie bywa zyskiem, choć niekoniecznie materialnym. Co do „śledztwa” w sprawie Rojta, to przecież nic nie stało na przeszkodzie, żeby przeprowadzić je czasach, gdy sprawa była świeża, prawda?

    I jeszcze na marginesie:
    Czytywałam Pan na salonie i uważam, że odejście z tamtego miejsca pozytywnie wpłynęło na jakość publikacji.
    Pozdrawiam

  104. >Po pierwsze, to bardzo „polskie”

    sam jesteś „polski”

  105. Co do „śledztwa” w sprawie Rojta, to przecież nic nie stało na przeszkodzie, żeby przeprowadzić je czasach, gdy sprawa była świeża, prawda?

    A skąd Pani to wie?

    Autor, który jest regularnie opluwany nie może prowadzić śledztw w sprawie każdego opluwacza, bo musiałby mieć budżet, jak MON. A priori nie da się przewidzieć, który z opluwaczy zdobędzie „popularność”.

    To, czy Rojt ma czystą, czy brudną przyjemność – nie ma znaczenia – ponieważ tych, co go uruchomili w żaden sposób to nie usprawiedliwia. Ponieważ Panią nie interesuje temat, o czym pisze – to poinformuję, że Rojt nie znalazł Coryllusa – a został mu on podsunięty do znienawidzenia.

    Jeżeli jest inaczej – a Pani coś wie i nie mówi – a udziela porad – to jak kto rozumieć?

    Jeżeli grupa ludzi, uważająca się za poważną rozmawia o sukcesie politycznym, o potrzebie posiadania dobrego propagandysty – a potem przystępuje do niszczenia czy też „sprawdzenia” jedynego kandydata – to jest po pierwsze piaskownica, pod drugie głupota, po trzecie – podłość.

    Gdyby ci ludzie mieli choć trochę rozumu – to zrobiliby zrzutkę na korektę – np. literówek czy czegoś więcej – a nie dokonywali publicznej stygmatyzacji na podstawie tych literówek. Z treści postów wynika jednak, że chodziło o dokopanie, udowodnienie, że rację maja historycy PRL, Norman Davies i propaganda niemiecka – i żaden samouk nie będzie im podskakiwał.

    Z treści, która Pani nie interesuje – wynika, ze dla zleceniodawców Rojta problemem jest 40 zł na książkę – czyli do poprzednich wniosków dochodzi fakt, że to są gołodupcy mocni w gębie, co chcieli urządzać Polskę i bawić się w politykę – a nie mają nawet na książkę – jedyny, który ma na książkę to sam Nicek, reszta musi „czekać do wypłaty”.

    Podkreślam – ludzie, których stać na postawienie komuś zaledwie flaszki wódki zabierają się za naprawę państwa – a jak się trafia ktoś wartościowy – to go niszczą.

    A Pani przychodzi i sugeruje, by nie drążyć tematu. A pisała Pani do tamtych czy do Rojta – by oni to posprzątali? Nie? Bo liczyli, że nic nie ma w sieci – i nikt się nie wygada.

    No, ale głupio wyszło – że jest.

  106. „Demaskatorzy” mają pewien problem, bo między nimi było wiele ócz i uszu, które zapamiętały, potrafią kojarzyć i nie zamierzają zapomnieć. Nawet w redakcji tygodnika ‚Polityka’, w 1980 r. znalazła się jakaś polnische schwain,  która zrobiła odpis z nagrania wywiadu Hanny Krall z derogim Bronisławem.

    Lepiej by było wypuścić nas spod buta. Lepiej dla obu stron.  Poważnie,  bo czasami sobie żartujemy.

  107. Tyle że ma słabe źródła

  108. O tak i zwiększasz swoje szansę przetrwania

  109. Straszne przekłamania/niezrozumienia Gaduły; link

    https://megadrive.pl/#/view/file/etltvdb74cmh8bfgj1bm/Awantura.zip

    po kliknięcie na pomarańczowy przycisk z napisem „POBIERZ” umożliwi kopiowanie pliku awantura.zip na dysk.

    Zawartość tego zipu to 4 pliki z nicek.info i 1 plik z salon24.pl, kolejność uwzględniona.

    Osoba pod Eide występująca w rzeczonych plikach to, imho, nie jest bloger-fizyk Eide z salon24.pl

  110. cmss – wypłakałeś się już ? Załóż sobie bloga i tam sobie polemizuj z kim chcesz, a ci co chcą ciebie poczytać, zamiast przychodzić na stronę coryllusa, będą przychodzić do ciebie :-).

    z tym wirusem zaś w pliku *.zip, do którego wysyłasz wszystkim tutaj linka, to żeś sie  nieźle zamachnął pejsikami, aż ci pewnie jarmułka spadła 😀

  111. A gdzie ja mianowicie sugeruję, „żeby nie drążyć tematu” ? Skoro ktoś odczuwa potrzebę, niech drąży do woli i ujawnia wszystkich mocodawców anty-Coryllusowych. Skoro autor jest „antysystemowy” to jasne jest, że system będzie z nim walczył, oczywiście „znając proporcjum, mocium panie”. Choć może lepiej przywołać na tę okoliczność Krasickiego niż Fredrę, o ile w dziejszych czasach istnieje jeszcze prawdziwa cnota. Zaintrygował mnie Pan trochę sformułowaniem „podsunięty do znienawidzenia”. Sugeruje Pan, że Rojt tak sie zapamiętał w działaniach na zlecenie, że aż znienawidził Coryllusa? Albo inaczej sformułuję pytanie: Czy można narzucić recenzentowi jakikolwiek stosunek emocjonalny do autora recenzowanych prac?
    Trochę się Pan zagalopował, ale bycie fanem zapewne usprawiedliwia. Ja jestem w o tyle lepszej sytuacji, że nie jestem miłośniczką twórczości autora i nawet jej nie znam, natomiast jako bloger nie jest mi obcy. Szczerze mówiąc mało mnie interesują „intelektualne”  rozgrywki na prawicy (na lewicy zresztą podobnie) i mam w głęboim niepoważaniu opinię pana Ziemkiewicza na dowolny temat, czego serdecznie życzę również panu Coryllusowi, choć jestem w stanie zrozumieć oburzenie, którym pała.

  112. Proszę Pani – przeczytałem sporo z tego, co napisał Rojt – i to jest emocjonalnie zabarwione – i nigdzie się nie zagalopowałem. Jemu niespecjalnie chciało się tym zajmować – ale został przekonany – czym, nie wiem – ale Pani mi to na pewno powie.

    Nicek i kumple to system? On o tym wie? Może ich zapytamy,  jak było?

    p.s. Pani chce polemizować z faktami – przedstawiając w ich miejsce nieuprawnione oceny. Wiem, że to było dużo czytania – i jeszcze trzeba znać kontekst – który jest dla Pani być może nieczytelny – alb Pani coś wie, czego ja nie wiem.

    Gdybym miał stawiać hipotezę – to Pani zainteresowanie tym tematem jest ponadnormatywne – więc proszę skończyć polemikę, a przejść do rzeczy.

    Rojt nie jest recenzentem, a cynglem do wynajęcia – to killer, który posiada umiejętność, na którą jest popyt – anonimowe opluwanie ubrane w pozory naukowości.

  113. Myszko, parchateczko niewątpliwie słodka, jakim wirusem?

  114. Nie rozumiem. Z tego, że ktoś na blogu Nicka wybiera ksywkę Eine nie wynika, że ten ktoś to faktycznie bloger z salon24 o nicku Eine.

    Eine_salon24 usiłuje zrozumieć  i nie zaryzykuje autorytetu, Eine_Nicek był ‚malarsko’ złośliwym ryzykantem 🙂

  115. W Nicka też jest eine  i zwracają się do niego „profesorze” – więc to pewnie ten.

    Miał usilną potrzebę, by ktoś wystawił certyfikat baśniom, że jemu wolno to czytać. To, co my tu piszemy – to jest guano. To się nazywa samodzielny pracownik nauki, podobno.

  116. Czyli profesor do eine to była taka ksywa, ja w kryminałach rodem z PRL-u – szef grupy przestępczej to był zawsze profesor, docent, albo inżynier.

  117. Przeczytaj bardzo uważnie 5 plików, naprawdę duża zabawa.

    Nicek działał kiedyś na salon24 i chyba czytał blogera Eine, poczuł się ‚usatysfakcjonowany’, mniemam. Jeżeli masz konto na salonie to zapytaj, odpowie imo.

    BTW, „pełna paranoja to pełnia świadomości ” to narzędzie  którym należy umieć posługiwać się, inaczej klops 🙂

    BTW2,  parchata  Myszka niedzisiejsza nieco, OK,  poniżej link do katalogu:

    https://megadrive.pl/#/view/folder/NZ8B1uzvKC6DtJK/Gadula

    ale i tak prześlą zzipowane. Mysza se założy antywirusa!

  118. „Ponadnormatywne” ? Ależ skąd, najlepszym dowodem na to niech będzie fakt, że to moja ostatnia wypowiedź na ten temat. Reasumując:

    Kilka lat lat temu wynajęto niejakiego E.Rojta, żeby zniszczył niszowego pisarza prawicowego, znanego jako Coryllus. Trochę to trwało, aż wreszcie prawie się udało, bo pisarz zdaje się cienko przędzie, prosząc o wsparcie finansowe w każdym tekście. Zaiste, wielka jest siła „anonimowych killerów”, skoro publikując z palca wyssane krytyki są w stanie aż tak bardzo zaszkodzić niezależnemu od nikogo (oprócz swoich czytelników) twórcy.

    Panu się nie wydaje, że to nieco pokrętne rozumowanie jest, obliczone na naiwnych głuptasków, którzy łykają teorie spiskowe jak pelikan rybę?

    Moim zdaniem pan Coryllus nie stanowi dla nikogo żadnego realnego zagrożenia (konkurencji), choćby z tego powodu, że dziś prawie nikt nie czyta już książek, a jeśli czyta, to ma całkowicie wolny wybór w kwestii tego, co ma ochotę przeczytać. I choćby stu Rojtów czy innych Ziemkiewiczów twierdziło, że Coryllus opowiada kocopoły, to jego fanów i tak ta krytyka nie zniechęci, a tych, którzy nie są jego wielbicielami bardziej zniechęcić się raczej nie uda. W efekcie – niezależnie od sposobów dyskredytowania autora – takie próby jak Rojta nie służą kompletnie niczemu i nie warto się nimi zajmować ani ich analizować i dlatego na tym kończę ten wątek i lecę zająć się Rosją 🙂
    Oczywiście osoba zainteresowana, czyli pisarz, ma święte prawo walczyć o swoją „cześć”, ale odgrzewanie starych kotletów może sugerować, że nie ma nic lepszego do roboty, co trochę kłóci się z padającymi z tych łamów deklaracjami o nawale pracy. Dodam jeszcze, że nie mam najmniejszej nawet „dodatkowej” wiedzy w przedmiotowym temacie i Pańskie sugestie w tym kierunku traktuję jako prowokację, na którą nie zamierzam w ogóle odpowiadać. Interesował mnie wyłącznie wątek „napaści” bez profitów finansowych, ale jak rozumiem, udowodniono już, że pan Rojt wzbogacił się na akcji anty- Coryllusowej, więc temat uważam z mojej strony za definitywnie zamknięty.

  119. Pani jest od Rojta, czy od makarona czy innego amina?

  120. „przeczytaj bardzo uważnie 5 plików…”

    ty mi nie mów, co ja mam robić w wolnym czasie, a wirusem jesteś ty i treści którymi zamulasz.

  121. Ponoć byłeś stary już wtedy kiedy się wpisywałeś u Nicka, a zachowujesz się jak dziecko….

  122. Eine jest wyjątkowy, na początku zarzucał mi, że nie potrafię sprzedawać swoich książek, a jak zacząłem je sprzedawać to się na mnie obraził

  123. Jest więcej wariatów starych niż młodych„; stanowczo.

  124. „coryllus     09.12.2011 22:04

    @Eine

    Ze względu na zaawansowaną demencję może pan tego nie pamiętać, ale też żart powtórzył pan na moim blogu dziś po raz trzeci. Jeśli po raz trzeci powtarza pan pytanie – A kto to jest Toyah – to znaczy, że czas pomyśleć o azylu – siostro – że pojadę klasykiem.”

    Psychiatryk traktowałem bardzo wybiórczo; widzę że byłem w błędzie i Eine faktycznie mógł chcieć odwinąć panem Hyde :)^:)

  125. To od razu 3. tom Baśni proszę zamówić – po 2. będzie Panu mało, a ten następny wg mnie jeszcze lepszy

  126. Ja znam tylko blogera Eine z s24.

    To profesor fizyki (obecnie  emeritus) o personaliach znanych  wtajemniczonym, czyli znającym światek polskiej fizyki akademickiej. Czyli np. mnie.

  127. 🙂  Gdyby miały być znane tylko wtajemniczonym … 🙂  BTW, gdzie powędrował Boson i dlaczego?

  128. >na początku zarzucał mi, że nie potrafię sprzedawać swoich książek, a jak zacząłem je sprzedawać to się na mnie obraził

    🙂

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)