wrz 202022
 

Jakoś nie mogę skończyć tego tematu. Wczoraj dowiedziałem się, że dla niektórych Uniejów nie był wcale tak tanim obiektem, jak mi się zdawało. Niektórzy zapłacili za pokój w Domu Pracy Twórczej, więcej niż kosztuje analogiczny i dużo lepszy metraż w tak ekskluzywnym pałacu jak Chlewiska. Zdziwiłem się, ale powiem Państwu tyle, że naprawdę się cieszę, że mamy już to za sobą. Doświadczenie to jednak pokazuje, że nie można organizować dwóch konferencji w tak krótkim odstępie czasu. Mi zaś zdawało się, że przekładanie – z powodu pandemii – imprezy w Kazimierzu, spowoduje zwiększone zainteresowanie kolejnymi eventami. Efekt był inny – trochę chaosu i nieporozumień.

Jeszcze w Uniejowie postanowiliśmy, że trzeba jakoś rozreklamować te konferencje jeśli mają się one odbywać kiedyś tam w przyszłości. A nawet jeśli miałby się nie odbyć, warto by pozostał po nich jakiś ślad inny niż tylko wywiady z prelegentami. Tak więc obojętnie, czy wpłynie to na frekwencję czy nie, od października, co miesiąc publikować będziemy jeden wykład z dawniejszych konferencji. Było ich siedem, a ta ostatnia przebiegła w taki sposób, że nie mogliśmy zrobić wywiadu z Łukaszem Wysoczańskim, postanowiliśmy więc, że opublikujemy jego wykład. Stąd pomysł, by pokazać czytelnikom SN, niektóre z wcześniejszych wystąpień. Jeszcze nie wiemy, które wykłady udostępnimy, ale wybierzemy te, która uznam za najlepsze. Oczywiście będziemy publikować także wywiady. Michał miał trochę kłopotów, tak więc materiał nagrany w Wąsowie jeszcze się nie ukazał, ale miejmy nadzieję, że ukaże się niebawem.

Zobaczymy jak publikacja tych materiałów wpłynie na frekwencję. Skłaniam się ku temu, by zacząć zbierać pieniądze na kolejną imprezę – gdzieś około stycznia – nie ogłaszając jeszcze lokalizacji. Tak, jak to zrobiłem za pierwszym razem. Wszyscy wpłacali, rozumiejąc, że nie ma za tym żadnych podejrzanych intencji. Kiedy zacząłem ogłaszać lokalizację, frekwencja zmalała, a potem załamała się z powodu pandemii. Ogłoszenie gdzie odbywać się będzie impreza oznacza, że muszę już, w tym momencie zapłacić zaliczkę, a tym samym staję się niewolnikiem koniunktur i pomysłów na które nie mam wpływu. Nawet jeśli wymyślę bardzo atrakcyjną lokalizację, nie mam gwarancji, że kogoś to zainteresuje. Jak napisałem wczoraj jest zawsze mnóstwo powodów, by nie zdecydować się na przyjazd mimo wcześniejszych deklaracji. Stąd publikacja wykładów jest, moim zdaniem, lepszym pomysłem niż wskazywanie od razu obiektu i zachęcanie do odwiedzenia go. Poza tym wiele osób lubi niespodzianki.

Publikacja wykładów, mam nadzieję, odsunie ode mnie konieczność odpowiadania na pytania w rodzaju – a czy będzie naprawdę atrakcyjnie? Czy będą ciekawe wystąpienia? Bywało na tych konferencjach różnie, ja nie mogę udzielać gwarancji, że wszyscy wykładowcy spełnią oczekiwania wszystkich uczestników, ale poziom konferencji był raczej wysoki. Niektórzy z wykładowców chętnie z nami jeżdżą i nie trzeba ich do niczego namawiać, z tego powodu, że widzą żywe reakcje publiczności. Takich atrakcji nie ma właściwie nigdzie. Co ja się nasłuchałem od prof. Kucharczyka o realiach konferencyjnych na imprezach organizowanych przez uczelnie, o opłatach konferencyjnych, które musi wnosić uczestnik i innych szykanach. Nasze imprezy mają tę zaletę, że nawet jeśli zabraknie kawy  i ciastek towarzysko jest zawsze świetnie. No i publiczność jest przygotowana, a prelegenci, jeśli czują się czymś zaskoczeni, to merytorycznym zaangażowaniem widzów, a nie ich żenująco niskim poziomem intelektualnym. Ważnym aspektem tych imprez jest emocjonalne bezpieczeństwo, które, mam nadzieję, wszyscy odczuwają. Bywa, że ja go nie odczuwam wcale, ale jestem przecież organizatorem i muszę sobie jakoś radzić ze zbyt natarczywymi i dociekliwymi uwagami. Jeśli jednak chodzi o wykładowców i uczestników, to chyba wszyscy pod tym względem są zadowoleni. Konferencje są momentem oddechu i odpoczynku od spraw codziennych i przyziemnych. Muszą jednak pozostać imprezą wieńczącą całą naszą działalność, albowiem ich koszt jest niemały. Tak więc spróbujemy zorganizować coś w przyszłym roku, ale na opisanych wyżej zasadach. To znaczy najpierw ogłoszenie zbiórki, która mam nadzieję, pozwoli na zapłacenie zaliczki za wynajem obiektu. Być może od wysokości zebranej kwoty zależeć będzie, który obiekt wynajmiemy. Kiedy zbierze się odpowiednia kwota, ogłaszamy gdzie odbywać się będzie konferencja i reklamujemy ją czekając na dalszych uczestników. Dwa miesiące przed imprezą podnosimy wysokość wpisowego z 370 zł do 420. Spóźnialscy płacą więcej. Jeśli ten system nie zadziała, pozostaniemy przy spotkaniach autorskich, targach w Grodzisku i ewentualnie jakichś kiermaszach.

Poświęcę teraz kilka słów naszym prelegentom. Ich obecność, jest istotna z kilku względów, z których jedne są oczywiste, a inne nie. Bez prelegentów nie mogłaby się odbyć impreza to jasne. Prelegenci jednak są szczególnego rodzaju, to znaczy większość z nich jest związana z akademią. To ważne, albowiem podnosi merytoryczny poziom całej imprezy. Podnosi też znaczenie samych prelegentów, którzy czują się u nas dobrze. Podnosi nasze znaczenie, albowiem profesorowie nie mają żadnego absmaku w związku z uczestnictwem w naszych wydarzeniach, co nie jest bynajmniej regułą. Poza tym coraz więcej blogerów występuje jako prelegenci obok profesorów Kucharczyka i Tryjanowskiego i fakt ten także ma swoją wagę.

Zobaczcie jak niezwykłą intuicją się wykazałem, formułując od początku taki program. Na pierwszej konferencji wystąpili przecież razem nasz kolega Pioter, dr Kaczmarski, dr Gliwa i prof. Kucharczyk. Nie wiem czy ktoś to zauważył i docenił, ale nigdy nie zaprosiliśmy żadnego dziennikarza, ani tak zwanego człowieka mediów. Nigdy nie wpadłem na pomysł, żeby na konferencji wystąpił ktoś z tak zwanego świecznika. Osoba kolportująca różne rewelacje powielane potem przez komentatorów z twittera. I to także jest niezaprzeczalnym atutem konferencji. Przy tej formule pozostaniemy. Musimy tylko rozszerzyć krąg specjalistów, którzy będą występować na konferencjach.

Gdybyśmy postępowali inaczej wpadlibyśmy w wir nakręcany przez różne propagandowe machiny, który wciąga niewinnych ludzi, nie rozumiejących potem, że istnieje jakiś świat poza dziennikarskimi histeriami, moralnymi i politycznymi wyborami jakichś Lisickich i Ziemkiewiczów, całkowicie przecież fikcyjnymi. Dla wielu, także dzisiaj, bo tylu demaskacjach, oczywiste wydaje się, że na takich imprezach powinni gościć sławni autorzy. No, ale to jest absurd, albowiem oni są sławni nie przez to co robią, ale przez to pod jakim kątem ustawiają chorągiewkę swoich poglądów. Ponoć tygodnik „Do rzeczy” zatrudnił Marcina Rolę, a w tym tygodniku w najlepszej komitywie pracują: Ziemkiewicz, Warzecha, Lisicki, a jego promocją zajmuje się Sławomir Cenckiewicz. Czy ci ludzie są ślepi? Czy im odwaliło? Nie wiedzą kim jest Rola? Pluralizm poglądów przeżarł im mózg? Nie rozumieją co to jest intelektualna i emocjonalna nędza? Najwyraźniej nie – liczy się tylko złudzenie popularności, które w żaden sposób nie przekłada się przecież na sprzedaż. Pozostaje czekać aż opiniotwórcze media zaczną zdychać jedno po drugim. Dobijane fantastycznymi pomysłami ludzi traktujących siebie samych jak szmaty. My tak robić nie będziemy. Może nie zyskamy na tym specjalnie wiele, ale spać będziemy spokojniej.

  3 komentarze do “Jeszcze o konferencji”

  1. Popularny karateka – youtuber organizuje raz do roku „specjalne super warsztaty” karate, a dodatkowo sprzedaje dostęp do streamingu nagrań z danego wydarzenia niedługo po jego odbyciu na serwisie gumroad.

    Może to jest jakaś opcja? Może od następnej konferencji? Wiem, że ja nie miałbym oporów przed zapłaceniem 200-300 PLN za dostęp do wykładów z konkretnej konferencji.

  2. Nie, Gorim, to nie przejdzie. Będziemy, po latach, udostępniać niektóre wykłady. Tak będzie lepiej

  3. Panie Gabrielu, bardzo dobrze dobiera Pan tematykę. Proszę dalej trzymać taki kierunek i nie ulegać „bierzączce” . Może uda mi się w końcu przyjechać na konferencję.

    Pozdrawiam

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)