Paź 082017
 

Pretensje mogę mieć tylko do siebie i to jest niesłychanie szczęśliwa okoliczność w sytuacji, w jakiej znalazłem się w czwartek, piątek i sobotę. Targi jubilerskie, na których byłem zgromadziły przede wszystkim hurtowników, z których żaden nie był zainteresowany książkami. Zainteresowanie wyrazili: jeden rzeczoznawca, trzech jubilerów, którzy czytają blog i kupują stale książki, dwóch detalistów nudzących się trochę w okolicznościach, w których tak naprawdę nie było dla nich miejsca. Po pobieżnym przeglądzie oferty i rozmowach z kilkoma osobami stwierdzić mogę, bynajmniej nie autorytatywnie, ale pochopnie, że rynek jubilerski składa się z chińskiej taniochy – złota, srebra, z diamentów oraz z przedmiotów, które udają wartościową biżuterię, a są podróbami. Wśród tych ostatnich wyróżniamy podróby zwyczajne i te, które aspirują do sztuki. Do tego dołożyć można jeszcze wszelkiego rodzaju akcesoria służące do konserwacji biżuterii oraz maszyny do obróbki. Mieliśmy naprzeciwko takie stoisko z maszynami i nawet zakolegowałem się z załogą, ale nie bardzo było o czym gadać, bo nie mam przecież pojęcia o spawaniu złota i srebra.

Za kawałek podłogi bez oświetlenia zapłaciłem ponad 2 tysiące. Stoisko się nie zwróciło rzecz jasna. Nie pomógł nawet Hubert, który rysował postaci rycerzy i mnichów w swoim nowym komiksie. Było gorzej niż swego czasu na targach w Krakowie, kiedy Tomek, artysta w końcu miejscowy, rysował postaci w komiksach, a miejscowi odbiorcy sztuki patrzyli na to z wyniosłą obojętnością. Ci z targów jubilerskich, miałem wrażenie, nawet nie wiedzieli co się dzieje, siedzi jakiś facet i rysuje. Na ich twarzach malowało się głębokie niezainteresowanie. Ja nie mam do nikogo pretensji, jak mówię, chodzi o to z grubsza, że rynek rzemieślniczy nie pasuje w żaden sposób do rynku treści, to są obszary nie mające punktów stycznych. Jeden z kupujących okazał się historykiem z wyższym wykształceniem i kupił Baśń socjalistyczną. Inni mówili wprost, że czytają tylko literaturę branżową. Punktów stycznych nie ma, jak powiadam, bo inny jest sposób kształcenia fachowców na obu rynkach. To ma swoje konsekwencje, a są one następujące – rynek treści może wygenerować samodzielnego wydawcę, który będzie konkurował w wielkimi graczami. Nawet jak go przemilczą. Rynek jubilerski może co najwyżej stać się częścią innego rynku jubilerskiego, albo przejść w ręce jakiejś organizacji, która urządzi go po swojemu, wyrzucając zeń tych wszystkich, którzy przeszkadzają lub się po prostu nie podobają. Rynek jubilerski jest rynkiem bezwładnym, a przy tym niestabilnym, może go rozhuśtać w dowolną stronę każdy, kto ma środki. O konkurowaniu z kimkolwiek i promowaniu jakichś nowych wzorów, a wszyscy tam prawie aspirują do sztuki, bo ile się można ekscytować złotem, nie może być nawet mowy. Wszelkie więc gawędy o niebanalności biżuterii, to są zabawy lokalsów, którzy grają na malutkich ryneczkach i w zasadzie mogliby wystawiać się na jarmarkach.

W tym samym czasie prawie, czyli wczoraj i dzisiaj, odbywała się w Warszawie giełda minerałów, skamieniałości i biżuterii. Odbywała się w środku miasta na Nowowiejskiej. Tam powinniśmy pojechać, bo jak stwierdzić można zerkając na harmonogram takich giełd, jest to prawdziwy rynek lokalny, gdzie zbierają się detaliści. Giełdy odbywają się bowiem regularnie co dwa tygodnie, w całej Polsce. Nie wiem kto tym kręci, ale ktoś sprawny i dynamiczny. Czy się tam kiedyś wybiorę jeszcze nie zdecydowałem, ale mam przeczucie, że na pewno będzie tam więcej czytelników niż na wielkich i okrzyczanych targach jubilerskich, odbywających się przy ul. Prądzyńskiego. Wrażenia jakie wyniosłem z tych targów dają się streścić w zdaniu – to jest jakaś pułapka, w którą wpadają detaliści, mający stworzyć pozory dynamicznego rozwoju branży. Nie o nich tu chodzi i nie o wprowadzanie nowych wzorów, z dziwnych i ciekawych materiałów. Raczej chodzi o to, kto będzie kontrolował obrót wzorami przywożonymi z Chin. Jest tam zapewne jeszcze cała masa innych, drobniejszych zależności, które dotyczą poszczególnych segmentów rynku, na przykład pereł, ale nie dojdziemy dokładnie jak to wygląda, bo i po co. Na targach była cała masa bursztynu, który podobno wozi się teraz z Ukrainy, gdzie pozyskiwany jest w lasach. Wypłukuje się go po prostu wodą pod dużym ciśnieniem. Te olbrzymie ilości bursztynu rzeczywiście robiły wrażenie. Było jeszcze coś, a raczej ktoś, przez cały czas trwania tragów wokół wystawców kręciła się niezwykła zupełnie pani, była ona sobowtórem Natalii Siwiec, chodziła w czarnej sukience mini, przykrywającej ledwie pośladki, uśmiechała się tajemniczo. Do pleców miała przyczepione czarne skrzydła. Na pęcinach wytatuowała sobie duże, granatowe gwiazdki. Nie powiem, wyglądało to ciekawie. Ostatniego dnia przebiła ją jednak inna pani, która pojawiła się na targach w kostiumie w zasadzie bez pleców. Całe szczęście miała na sobie spodnie. Ten kostium zrobiony był tak, żeby widać było tatuaż, który widniał tam, gdzie te plecy tracą swoją szlachetną nazwę. Były też, rzecz jasna, inne hostessy, na obcasach tak wysokich, że wszystkie wydawały się wyższe ode mnie, ale nie jeśli idzie o ekstrawagancję i ryzyko, to dwa powyższe przypadki były nie do pobicia.

Tak zwany dzień otwarty był pomyłką. Zdawało mi się, że targi są promowane w mieście i pojawi się tłum ludzi. No, ale tłum był zapewne na giełdzie przy Nowowiejskiej, a nie w budynku Expo. Bo i po cóż miałby tam przychodzić, jeśli nie można było nigdzie nic kupić w detalu. Gotówki prawie nie było widać. Siedzieliśmy więc i gapiliśmy się jedno na drugie, Hubert rysował, a Bartek bawił się telefonem. Rozdaliśmy trochę gazet. Mieliście szczęście, że Was tam nie było.

Jak pewnie już wszyscy wiedzą okoliczności zmuszają mnie do ogłoszenia tutaj pokornej prośby o wsparcie tego bloga. Jeśli ktoś uzna, że moja ośmioletnia, jakże intensywna działalność, warta jest jakiegoś zaangażowania, ponad wpisanie komentarza pod tekstem, będę mu nieskończenie wdzięczny za pomoc.

Bank Polska Kasa Opieki S.A. O. w Grodzisku Mazowieckim, 

ul.Armii Krajowej 16 05-825 Grodzisk Mazowiecki

PL47 1240 6348 1111 0010 5853 0024

PKOPPLPWXXX

Podaję też konto na pay palu:

[email protected]

Teraz inne ogłoszenia.

Oto musimy stanąć w prawdzie i ponieść odpowiedzialność za nieprzemyślane decyzje jakie stały się moim udziałem w tym i pod koniec zeszłego roku. Po sześciu latach prowadzenia wydawnictwa wiem już mniej więcej w jakich cyklach koniunkturalnych się poruszamy. Oczywiście nie potrafię tego opisać, ale biorę rzecz na wyczucie. I to wyczucie mówi mi, że jeśli nie zaczniemy już teraz opróżniać magazynu z książek, które na pewno nie będą się dynamicznie sprzedawać, położymy się na pewno. Nic nas nie uratuje. Zanim przejdę do rzeczy, chciałem coś jeszcze zaznaczyć. To mianowicie, że od dziś nie słucham nikogo. Nie biorę pod uwagę żadnych opinii, rad, cudownych przepisów na biznes i zwiększenie sprzedaży, nie robię też nic, co nie jest bezpośrednio związane z moją pracą. Słucham tylko siebie. Howgh. Weźcie to pod uwagę. Teraz clou. Nie sprzedamy nakładu wspomnień księdza Wacława Blizińskiego. To jest dla mnie już dziś jasne. Zajmują one poważną powierzchnię w magazynie i ona musi się zwolnić. Nie sprzedamy tego, bez względu na deklaracje jakie padają na temat tej książki oraz jej autora. Nie sprzedamy jej nawet wtedy jeśli obniżę cenę bardzo drastycznie, bo doświadczenia z obniżaniem cen książek mamy już za sobą i one nas o mały włos nie doprowadziły do katastrofy. Pomysł jest więc taki – wszystko co uzyskamy ze sprzedaży wspomnień księdza Wacława Blizińskiego, pod odliczeniu podatków rzecz jasna, zostanie przekazane na remont kościoła i plebanii w Liskowie, gdzie proboszczem jest dziś nasz dobry znajomy ksiądz Andrzej Klimek. To nie jest ekstrawagancja tak wielka jak „dżdżownica jest to:”, ale uważam, że trzyma jakiś standard. Nie mogę inaczej. Tak więc jeśli ktoś chce pomóc w remoncie kościoła i plebanii w Liskowie, niech kupi jeden egzemplarz książki księdza Blizińskiego i komuś go podaruje.

Zapraszam na stronę www.basnjakniedzwiedz.pl Michał wrócił już z urlopu, więc FOTO MAG jest już czynny. Zapraszam także do Tarabuka, do księgarni Przy Agorze w Warszawie. Do antykwariatu Tradovium w Krakowie, do sklepu Gufuś w Bielsku Białej, do sklepu Hydro Gaz w Słupsku i do księgarni Konkret w Grodzisku Mazowieckim. Nasze książki są także dostępne w Prudniku w księgarni „Na zapleczu” przy ulicy Piastowskiej 33/2

  67 komentarzy do “Jubilerska katastrofa”

  1. dla kogo w takim razie te targi? Wywnioskować można, że to tylko pokazówka, a prawdziwe targi odbywają się w salach zamkniętych

  2. Miałeś na targach brylanty,w dodatku dostępne w detalu ,ale się gamonie nie zorientowali 🙂

  3. rynek diamentów/brylantów jest ściśle regulowany. Diamenty nie są rzadkie, a ich wysoka cena wynika z umów.

  4. Brylanty to książki Coryllusa 🙂

  5. Brawo Coryllus.  Brawo Augustynka .

  6. Z tego wynika, ze snoby od bizuterii nie czytaja.

    Moze ludzie co czytaja pojechali na Rozaniec? (z rozmow ze znajomym wiem, ze prawie wszyscy w tym uczestniczyli)

  7. Niezupełnie, te targi to była ogromna impreza. Stoisk multum w dwóch czy trzech naprawdę ogromnych salach. I ci zwiedzający, których było bardzo mało po prostu zginęli w tym gigancie. Myślę, że ci wystawcy to raczej przyjeżdżają, by się zintegrować ze sobą a nie z oglądającymi.

  8. Drogi Coryllusie, takie targi jak jubilerskie (są jeszcze w Poznaniu dot. skóry i obuwia czy zegarków i bibelotów w Warszawie) nie są targami gdzie cokolwiek, poza jedzeniem, się sprzedaje. Wystarczy sobie uświadomić, że cały obrót metalami i kamieniami szlachetnymi jest koncesjonowany, na całym świecie. To wyklucza rynek, cokolwiek by to miało znaczyć.

    Pisałem u ciebie, że raczej obstawiałbym targi dentystyczne gdzie przekupuje się masy lekarzy i protetyków na masową skalę.

    Pomysł aby zainteresować się giełdami jest super bo tam tylko detal i masa potencjalnych klientów.

  9. W sklepie jest już trzecia, po Romowe i Wilczej Gontynie, część komiksu z serii Lux in tenebris. Nosi tytuł Jellinge.

  10. Na takie giełdy jak giełda minerałów i ozdóbek przychodzi dużo ludzi, ale oni idą tam z gotówką przeznaczoną na konkretny cel i niechętnie kupią coś całkiem innego. Zresztą na tych giełdach frekwencja z roku na rok spada. Kiedyś bywały faktycznie tłumy.

  11. Lokalizacja hali EXPO może zmylić. Dla kogoś obcego z mapy wynika, że to centrum Warszawy, a tak na prawdę to cały czas straszne zadupie, mimo, że okolica zmienia się dynamicznie. Tam nikt przypadkowy nie trafi.

  12. Już widzę, jak reaguje mój proboszcz na propozycję umieszczenia płatnej reklamy książki Socjalizm i śmierć, albo nawet Tokarzewskiego

  13. Dlaczego płatnej? Ta jest bezpłatna. No i nie musi to być Twój proboszcz, tylko zachęceni proboszczowie z naszych parafii.

  14. Oni chcą udzielać koncesji na prawdę. Ten Mucha to wyjątkowa świnia…to jest były bloger.

  15. Jak widać: zaczęliśmy;-). Akurat tą książką (z Twojej księgarni, ale obcego wydawnictwa), bo w wielu parafiach, w październiku – miesiącu różańcowym, pojawiły się w 140. rocznicę objawień, wielkie plansze z Matką Bożą z Gietrzwałdu, a dzieci uczestniczące w różańcu dostają związane z tym obrazki, które wklejają na swoje domowe plansze (akcja Gościa Niedzielnego). No to trzeba spróbować, czy znajdą się chętni do pogłębienia swojej wiedzy o tych objawieniach.

  16. To jest nisza. Punkt.

    Nie mówię o biżuterii, tylko o rynku książki na którym konkuruje Klinika Języka. W ramach mojej grupy zawodowej, nawet szeroko rozumianej nie znam nikogo, kto byłby zainteresowany treściami tego typu, a środki potrzebne do wynalezienia tych paru zainteresowanych byłyby niewspółmierne do uzyskanych korzyści. Wydawnictwa „prawicowe”, rozumiane bardzo szeroko, np. jak Polonia Christiana, czy z drugiej strony Znak, czy nawet Gazeta Polska albo Bellona niby również, gdzieś tam się zazębiają z tąż niszą, ale tylko niby. Bo ich głównym rynkiem jest obszar, gdzie jednak świeci aspiracja i potencjalna przynależność do formalnej i nieformalnej hierarchii.

    Śmierć Salonu, gdzie aspiracja grała główną rolę pozbawiła Klinikę narzędzia penetracji nisz. Może to zabrzmi cynicznie, ale skoro odtworzenie tego narzędzia w pełni nie jest możliwe, to czy nie trzeba się podpiąć pod coś innego?

  17. Pan naprawdę sądzi, że lekarze coś czytają? No, może trochę przesadzam bo przecież Grochola , Twardoch i im podobni to też jakoby pisarze.  Coryllus ze swoim wydawnictwem to nie ten trynd. Znam tylko jednych zawodników którzy mogli by być zaiteresowani  literaturą z Kliniki Języka ale oni nie organizują żadnych targów. To są geodeci.

  18. …Na targach była cała masa bursztynu, który podobno wozi się teraz z Ukrainy, gdzie pozyskiwany jest w lasach. Wypłukuje się go po prostu wodą pod dużym ciśnieniem. Te olbrzymie ilości bursztynu rzeczywiście robiły wrażenie. 

    https://youtu.be/9daL_o9Ejgw 2:07 Co mnie zdziwiło w Polsce.  JEDNOŚĆ.

    Dosyć naiwna i powierzchowna ocena młodej Urainki, ale od 1 minuty dziewczyna mówi o krainie bursztynu.

  19. Bo Ci którzy czytają Gabriela, Julka czy Krzysztofa to jest właśnie specjalna kasta

    W dodatku otwarta, każdy może do niej należeć, bez żadnych materialnych korzyści

    I przyciąga, takich tekstów jakie są w szkole nawigatorów nie ma nigdzie

  20. Tylko uniwersytet przychodzi mi do głowy…A serio to uważam, że powinieneś aktywniej istnieć na Twitterze. Nie tylko linki do tekstów, ale codzienna zajawka na temat niekoniecznie z tekstem związany.

    OK, wiem, rady mogę sobie wsadzić. Ale tam się naprawdę zbiera mnóstwo niszowych istot.

  21. publikacje elitarne wymagają takiego samego czytelnika, czyli na tyle wyedukowanego w historii, żeby te treści mógł jakoś umiejscowić w swojej przestrzeni wyobraźni, żeby mu się z czymś kojarzyły.

    Klinika Języka  działa w sytuacji, gdy proponuje rachunek macierzowy na rynku, na którym  głównym potencjalnym konsumentem są  osoby mające kłopot z opanowaniem tabliczki mnożenia. Czytelnictwo książek znajduje się w stadium  agonalnym  i proces ten stanowi pochodną upadku poziomu edukacji.

    Nie czytają nauczyciele i nie czytają uczniowie oraz studenci. A później to  już w ogóle nie wiadomo po co mają cokolwiek czytać.

    Bo to, co czytają z tzw. literatury to jest właśnie poziom tabliczki mnożenia, poza którą mało kto potrafi wyjść, a to z braku czasu i braku rozeznania, jak w morzu tandety trafic na rzeczy wartościowe. Z dwojga złego lepiej niczego nie czytać, niż łykać szkodliwy, zideologizowany i sformatyzowany  chłam.

  22. Zdecydowanie potwierdzam…jeszcze większy dystans.rachunek różniczkowy a dodawanie.

  23. Tak mi się wydaje , że wśród rzemieślników ciężko będzie znaleźć ludzi zainteresowanych literaturą . Są to ludzie zazwyczaj zapracowani ,dodatkowo mają cały czas fiskusa na karku ,do tego duża konkurencja ,zazwyczaj żony które za wszelką cenę chcą błyszczeć i dzieci które mają rozbuchane wymagania .

  24. A może ciekawość, świata i historii, odgrywa w tym dużą rolę?

    Bez ciekawości jak było, jak to działa, nie chce się niczego poznawać

    Jest tyle przyjemnych sposobów spędzania czasu że można na nich poprzestać

    Nie da się zaistnieć w kulturze pop o której Gabriel twierdzi że jest najważniejsza takimi tekstami jakie są w szkole nawigatorów

    To raczej jest wychowanie kadr a tych kadr może pojawi się ktoś z talentem napisania powieści, nakręcenia filmu albo chociaż dobrego odśpiewania piosenki z przesłaniem

  25. Kto czytuje kogoś takiego jak Gabriel Maciejewski? Są to ludzie inteligentni z dużym potencjałem , ale niestety ten ich potencjał został zablokowany . Zablokowano go na różnych etapach życie ,na różne sposoby i ci ludzie chcą zrozumieć dlaczego mimo tylu talentów ,którymi obdarzył ich stwórca , nie mogą wybić się ponad szarą przeciętność .

  26. jedna jaskółka ,  etc.

    Ja miałem na uwadze głownie czytelników z metrykalną dorosłością.

  27. Nie za mojej pamięci. W każdym razie nie jako twórca.

  28. Z tego, co zaobserwowałem, minerały coraz częściej kupują ludzie, którzy są przekonani o ich magicznej mocy i ich wpływie na powodzenie w interesach. Serio chciałbyś uderzać do takiej publiczności?

  29. Kupuję minerały, bo ładnie wyglądają jak leżą w szufladzie na kupie.

    Chodzi o to, że ludzie mogący czytać książki Kliniki Języka są równo rozproszeni we wszystkich grupach społecznych i zawodowych, nie tworzą skupisk na które można łatwo trafić. Są rozproszeni jak metale rzadkie w przyrodzie, choć w sumie masa jest znaczna.

  30. Wiem, ale nie mam wpływu na treść ogłoszeń na stronie parafialnej. Spróbuję poprosić o uzupełnienie.

  31. Tak to wlasnie bylo.

    Probowalem w PRL-u i potem, gdy „obalono komunizm”, nikt mi nie wytknie, ze nie. Wyjechalem za granicę na stałe, gdy w zasadzie bylo po zupie i ja zdawalem sobie z tego sprawe ale wyjechalem. Szkoda tych lat w Polsce. Teraz wiem, mimo, ze juz wiem, co to jest Zachód, że ze swoim charakterem i swoimi roznymi talentami, kazdy ma, powinienem wyjechac wcześniej. Nie nadrobie straconego czasu. Staram sie cieszyc tym co mam i nie wracać do przeszłości. Tutaj bedac przychodzi mi to latwiej. I o to chodzi

  32. dlatego porównania nie uważam za trafne. Sorki za przeskoki myślowe

  33. Równo rozproszeni nie są, ale są rozproszeni.

  34. Niedzielna ciekawostka ukazująca [nadal trwający] proces „pozyskiwania” bursztynu w lesie, w mieście wojewódzkim, w miejscu „dobrze znanym” policji.  Związane jest to z pewnym wątkiem zeznań przed komisją badającą … Amber Gold [to tylko wycinek lasu]. 
    Co do samych „komisji” [YT]: Jacek Hoga Fundacja Ad Arma.
    Obecnie teren jest dużo bardziej zdewastowany. Z poziomu „gruntu” sprawa wygląda dużo, DUŻO gorzej. Dosłownie plaża w środku lasu. Dopiero w okolicy ropociągów sytuacja się normalizuje.

    „Socjalizm i śmierć” [str. 264; jak widać władza ludu tam nie sięga :]] w praktyce. Reglamentacja dostępu na tym „nieistniejącym” rynku jest wiadoma bez konieczności ujmowania w Dzienniku Ustaw.

  35. Pisałem pod wczorajszym tekstem, targi złotników są w unijnym jakimś programie i i ci z unii zwracają wystawcom 85% kosztów. Głęboko wierzę, że każde działanie finansowane z dotacji, samo się w ten sposób unieważnia i nie służy juz niczemu innemu, jak spełnieniu kryteriów umożliwiających odbiór grantów. Tu niespecjalnie jest co oceniać, bo branża złotnicza takich targów raczej nie potrzebuje, chyba po to, żeby się spotkac i mieć zwrot za hotele. Niestety zwrot przysługuje tylko złotnikom.

  36. Nie wiem, czy to w ogóle jest zależne od zawodu. Ale z własnej wiedzy i intuicji to raczej wątpię. Raczej nie o to chodzi. Zresztą gdyby na tym blogu zrobi ankietę zawodów, to myślę, że mielibyśmy dość szeroki przegląd.

  37. Kucharze bez matury sporo czytają.

  38. poważnie, Jerzy Zięba? Ten hipnotyzer okultysta?

  39. Z pszczelarzami da się fajnie pogadać. Serio. Książki też czasem kupują.

  40. Panie Henryku, funkcjonariusz medyczny na moją przypadłość: zatoki i gardło, przepisał mi trzy syropy po 70 zł, i powiedział „do 3 tygodni powinno minąć”.  Uważam że elementem rozweselającym są te „trzy tygodnie” –  „z katarem na Ty”.

  41. Cytryna z rana jednak jest tańsza. Może funkcjonariusz jest na prowizji???

  42. naprawdę? i do tego okultysta, kto by pomyślał

  43. na zatoki i gardło, u mnie /i nie tylko/ świetnie sprawdza się woda utleniona + płyn lugola –
    tą wiedzę tajemną przypomniał mi ten okultysta Zięba
    a, i ocet jabłkowy – to z kolei jak mantrę powtarza /prócz okultysty i zapewne agenta i pseudolekarza Czerniaka/ zakręcony Jaśkowski /zapewne też pseudo dochtor/

  44. Oj… da sie pogadac…

    … kiedys, parenascie lat temu przyjezdzal taki pszczelarz, emeryt… gdzies spod Legnicy pod Hale Mirowska… alez on… ten dziadek mial gadane o tych pszczolach, a miod – to byla bajka… taki dobry…  sadze, ze on by kupowal ksiazki, bo i na inne tematy tez dyskutowal niezle…

    … w kazdym badz razie, ja go sluchalam z zapartym tchem i czekalam kazdej soboty na te jego opowiesci.

  45. Ja stosuję mielony cynamon rozpuszczony w gorącej wodzie, kilka razy dziennie  po pół łyżeczki. Trzeba tylko odczekać aż całkowicie się rozpuści, bo w postaci proszku drażni gardło i może wpaść do płuc.

  46. Szara przeciętność nie istnieje. Trzeba tylko umieć spojrzeć i chcieć się uczyć. Ja raczej chcę robić swoje i zarabiać pieniądze. Jestem tu po to by dowiadywać się rzeczy istotnych. Może coś więcej da się zrobić.

  47. Kurkuma lepsza od cynamonu.

  48. Ewarem – też tak sobie pomyślałam o prowizyjnym zasilaniu tego funkcjonariusza medycznego.

    Wszystkim dziękuję za porady, zapiszę i będę stosować. Wszystkim Państwu, zdrowia życzę, żeby nie trzeba było uzależniać się od tychże „medycznych” funkcjonariuszy.

  49. Kiedyś gospodyni domowa po wyprawieniu męża do pracy i dzieci do szkoły i po zrobieniu zakupów nastawiała obiad i w międzyczasie czytała książki. Dzisiaj śledzi losy jakiejś serialowej rodziny.
    Kiedyś matka na spacerze szczebiotała do dziecka w wózku i objaśniała mu wszystko co dookoła, a dzisiaj zajęta FB czy WA w komórce ucina zadawane przez dziecko pytania.
    Dlatego dzisiaj wrażenie zrobił na mnie młody ojciec z trzy, a może czterolatką. Nie wyglądał szczególnie interesująco, bo bejsbolówa na oczy i dresy. Po wyciągnięciu córki z wózka i usadowieniu się na siedzeniu w autobusie wywiązała się rozmowa.
    – To co? Gramy dalej i zobaczymy kto pierwszy zobaczy psa.
    – Ale ty wygrasz.
    – To ja muszę zobaczyć dużego psa, bo jestem duży, a ty małego.
    – O, dym! Tatuś, a co oni tu palą?
    – Pan myje wodą samochód.
    – Ale dym.
    – To nie dym to para.
    – Para?
    – Pan myje samochód ciepłą wodą.
    – A dlaczego?
    – Żeby samochodzikowi było ciepło.

    Uśmiecham się, ale widzę że nie tylko ja.

  50. „Kiedyś gospodyni domowa po wyprawieniu męża do pracy i dzieci do szkoły i po zrobieniu zakupów nastawiała obiad i w międzyczasie czytała książki. Dzisiaj śledzi losy jakiejś serialowej rodziny.
    Kiedyś matka na spacerze szczebiotała do dziecka w wózku i objaśniała mu wszystko co dookoła, a dzisiaj zajęta FB czy WA w komórce ucina zadawane przez dziecko pytania.”

    Po tych wszystkich czynnościach i nagadaniu się z synkiem odpalam internet i zaczynam od Coryllusa,potem słucham katechez : RM,ks.Natanek,ks.Glas,ks.Chmielewski.W międzyczasie masa różnych domowych spraw + zabawa z synkiem.Fajne mam życie 🙂

  51. Co do uczestnictwa w targach specjalistycznych, nie związanych wprost z książkami, to może gospodarz, jeśli  pomysł na uczestnictwo w takich imprezach nie jest w jego oczach kompletnie spalony,   rozważyłby wziecie udziału  w czymś takim jak Moto Weteran Bazar w Łodzi.    Jest to impreza na skalę bardzo dużą, cykliczna odbywajaca sie od wielu lat.  Przyciąga  miłośników staroci , motocyklistów, rekonstruktorów, kolekcjonerów, w tym naprawdę wielu miłośników historii. Łódzka księgarnia wojskowa państa Podgórskich , którzy kiedyś organizowali w Łodzi spotkanie z gospodarzem też się tam wystawia. No i koszty stoiska  to nie 2000 zł ale coś  1/10 tego.  Nie jestem organizatorem ale polecam . W załączeniu link do strony gdzie znajduja sie też  informacje o cenach  :  http://www.motoweteranbazar.com/

    Pozdrawiam z Łodzi

  52. Można sprawdzić praktycznie, co komu bardziej pomoże.

  53. Można. Na moje dziewczyny lepiej działa kurkuma.

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)