Maj 102021
 

Pamiętam czasy, kiedy ludzie odkrywali ze zdumieniem, że taki Pol Pot, zanim został politycznym zbrodniarzem, studiował na Sorbonie. Tą samą ścieżką kariery przeszli niektórzy afrykańscy kacykowie, zwani dla niepoznaki przywódcami niepodległych i demokratycznych państw. Informacja ta, poza tym, że wywoływała zdziwienie, traktowana była jako pewien folklor. Nikt nie rozumiał wówczas, a pewnie i dziś nie rozumie, że nie można kolportować i utrwalać w praktyce zbrodniczych idei, bez pośrednictwa uniwersytetu. Mam na myśli uniwersytet państwowy. To jest niemożliwe, albowiem zbrodniarz, by móc popełniać zbrodnie, musi mieć do tego zagwarantowaną bezkarność. Musi być stworzona sytuacja, w której ludzie, nie wiedząc co ich czeka, dobrowolnie, na podstawie gwarancji, jakie dają demokratyczne państwa i czynne tam uniwersytety, poddają się władzy zbrodniarza.

Ktoś powie, że Pol Pot to przeszłość. No cóż…można w to oczywiście wierzyć, ale ja mam pewne obawy i serce moje drąży niepokój. Wszystko przecież może się zdarzyć, tym bardziej, że struktura karier akademickich zbudowana jest w taki sposób, by implantować na terenach peryferyjnych różne idee, które krzewić mają tam właśnie ludzie mający największy autorytet. Chodzi oczywiście o autorytet wiedzy i moralności. Któż to może być, jeśli nie uniwersyteckie sławy?

Mechanizm ten został skompromitowany już dawno, ale utrzymuje się go nadal, albowiem jego skuteczność została wielokrotnie potwierdzona i w zasadzie jest on niezbędny do tego by prowadzić politykę imperialną, czyli działania zmierzające do podporządkowywania krajów polityce globalnej. To na uniwersytecie, a w dodatku nie tylko na wydziałach takich jak politologia, ale także tam, gdzie istotną rolę odgrywają pomiary i dane liczbowe, wymyśla się uzasadnienia, które służą dystrybucji idei, zachowań i produktów. Upraszczając rzecz do końca można powiedzieć, że tam wymyśla się uzasadnienia dla dystrybucji przemocy i przymusu. To zaś jest po prostu pośmiertnym triumfem marksizmu, heglizmu czy jak się tam ten syfilis nazywał… Chodzi o to, że po ogłoszeniu ostatecznego końca zbrodniczych, lewicowych idei, nie złożono ich do grobu, ale upudrowano trupa i podłączono do akumulatora, żeby udawał żywego. Nie da się bowiem, w świecie świeckich i zmierzających do odebrania ludziom indywidualnej swobody, idei, rządzić bez marksizmu.

Na razie nie można go jednak implantować na tak zwanego chama. To już było i się nie powiodło. Ostatnim zaś, „wielkim” przedstawicielem tego trendu był, martwy już Zygmunt Bauman. Niech mu ziemia lekką będzie.

Dziś sprawy wyglądają inaczej. Żeby w ogóle coś sprzedać, a mówimy jak zwykle o handlu treścią, to coś musi mieć pewien charyzmat. Nie chodzi bowiem o sprzedaż w tradycyjnym rozumieniu, że ktoś za coś płaci i ta rzecz jest jego, ale o wyniesienie produktu zawierającego treść do rangi relikwii, a owej treści do rangi dogmatu. Tych relikwii i dogmatów produkuje się teraz całą masę, bo one się zużywają błyskawicznie i uniwersytet nie nadąża z ich emisją. Jest z tym naprawdę poważny kłopot, bo żeby dogmat i relikwia zaistniały, nie wystarczy sam uniwersytet, potrzebne są jeszcze stosowne media. Dziś zaś mamy tę szczęśliwą sytuację, że każdy w zasadzie spór medialny ma charakter dogmatyczny i wszystkie organizacje, które podpisały umowy na okoliczność sprzedaży w Polsce jakichś idei poprzez uniwersytet ze wspomaganiem mediów okładają się tym po łbach. I bardzo dobrze. To powoduje gwałtowną dewaluację dogmatów i treści, a także wywołuje tak potrzebną dla psychicznej higieny wesołość. Sytuacja jednak może się zmienić, a ja wręcz przypuszczam, że mechanizm karier akademickich, jest przez jakieś ciemne siły stymulowany, w taki sposób, by dogmaty i zbrodnicze idee, były za parę lat promowane przez ludzi, którym w zasadzie nie będzie można niczego zarzucić. Jak to – zapyta ktoś – skoro nie będzie można niczego zarzucić, to może i te idee nie będą zbrodnicze? Tak się zawsze wszystkim zdawało. Wracamy bowiem do korzeni, to zaś oznacza, że, pardon, wszystkie stare kurwy zaczną udawać dziewice.

Jak działa mechanizm windowania karier akademickich i co jest jego paliwem? Przede wszystkim ambicja. Stąd właśnie, swego czasu, na komunistycznym jeszcze uniwersytecie wymyślono punkty za pochodzenie. Chodziło o to, by z najgłębiej w lesie położonych wioch przychodzili na studia ludzie, którzy później, będą żyć ze świadomością, że wszystko zawdzięczają systemowi. Dziś to nie jest potrzebne wcale, albowiem dostęp do informacji sprawił, że każdy może się we własnym zakresie przygotować do egzaminów maturalnych, które dadzą mu wstęp na wybrane kierunki. I nie ma znaczenia gdzie mieszka. Ważne żeby miał ambicję. Prócz ambicji potrzeba jest jeszcze wiara. Nie w Boga bynajmniej, ale w system, który promuje ludzi nauki, a także w to, że ta nauka służy czemuś dobremu. Od czasów Pol Pota, wiadomo, że nie służy, a sama idea uniwersytetu, rozumiana jako mgławica o ujemnym ładunku elektrycznym służy temu jedynie, by w masie robiących kariery ambicjonerów ukryć tych właściwych, przeznaczonych do zadań poważnych.

System karier i powiązań akademickich to dystrybucja i biada temu, kto takich spraw nie rozumie. Nie można wymyślić czegoś w Polsce, i nie mówię tu teraz o wynalazkach, ale o ideach i koncepcjach, a także o interpretacjach, a następnie sprzedać tego za granicą. To jest śmieszne złudzenie. Można zrobić tylko na odwrót. To znaczy, wszystkie powstałe w zachodnich akademiach brednie muszą być natychmiast kolportowane na peryferiach, bo to jest element działania systemu. I one nie mają charakteru ciekawostek, z którymi się dyskutuje na seminariach, ale jest to przymus. Na razie egzekwowany łagodnie, bo promocja „na Baumana” okazała się dystrybucyjną porażką odbierającą wiarygodność dogmatom. Jeśli cokolwiek napisanego po polsku przekłada się na języki obce, nie czyni się tego po to, by ktoś to czytał za granicą, ale po to, by treść tę w oczach lokalnej ludożerki podnieść do rangi dogmatu, a produkt ją zawierający do rangi relikwii. Proces ten będzie postępował, a jego celem jest stworzenie nowej grupy nieskompromitowanych jeszcze osób, które z głupoty, albo złe woli napędzanej wiarą w system i ambicją, będą dystrybuować zbrodnicze idee. To się odbędzie na naszych oczach. Jestem tego pewien. Nie wiem czy mamy możliwość zastopować ten proces, ale wierzę, że tak.

Czy Polska i kraje jej podobne mogą coś dystrybuować za granicą? Mam na myśli produkty akademickie. Oczywiście, przede wszystkim ludzi, co się odbywa od wielu już dekad, a w zasadzie od ponad stu lat. Od czasów Marii Skłodowskiej, metropolia przerzuca koszt wykształcenia kadr rozwijających przemysł zbrojeniowy na peryferia. Inaczej nie można tego interpretować. Trzeba się zastanowić, czy nie jest to jedyny sens istnienia niezależnych peryferiów, których elity muszą ogrzewać się w blasku ambicji i wiary w lepsze jutro, a także ekscytować się tym, że „nasi” robią karierę za granicą. Jestem w tej kwestii pesymistą i sądzę, że drenaż ludzi zdolnych i pracowitych to jedyne uzasadnienie naszej niezależności. Gdybyśmy znaleźli się pod okupacją, po dekadzie, dwóch, zaczęlibyśmy dostarczać kadr okupantowi. Nie niemieckiemu bynajmniej, bo ten liczy na własne kadry, a przez to stwarza sytuację upiorną, która ułatwia owo wyławianie talentów i czyni same Niemcy przedmiotem drenażu.

Prócz ludzi, na zachód sprzedaje się także elementy technologii lub jakieś spójne nowinki techniczne. I to w zasadzie tyle. Oczywiście ludzi to cieszy, bo choć zabierają nam te cuda, to jednak „nasi” to wymyślili. Nie ma końca temu obłąkaniu. Podobnie jak nie ma końca opowieściom o tym ile to bogactw kryje polska ziemia. Nikt nie chce zrozumieć, że dopóki nie zmieni się system dystrybucji, te bogactwa oznaczają wyłącznie cholerne kłopoty. Żeby ta zmiana nastąpiła, przede wszystkim należy pomyśleć o tym, by sprzedawać poza Polską idee i interpretacje, konkurencyjne dla tych wciskanych nam przez uczniów Baumana. No, ale to jest prawdziwe ryzyko i prawdziwa trudność. I na taki zryw nikogo, póki co w Polsce nie stać. Pomijam już kwestię najważniejszą, czyli niezrozumienie tego, o czym tu napisałem. Bo tego akurat nikt nie rozumie. Sami możecie się o tym przekonać, próbując to wyjaśnić komuś naprawdę bystremu i, jak to się mówi, oblatanemu.

  32 komentarze do “Kariery akademickie jako element dystrybucji zbrodniczych idei”

  1. Dzień dobry. Napisał Pan gdzieś kiedyś, że Rzeczpospolita była dostawcą ludzi już w czasach najazdów tureckich w XVII wieku. A także, że w istocie nic się nie zmienia. Zestawiając  jedno z drugim (- to dowód inteligencji 😉 Możemy stwierdzić, że jest to jednak jakiś dobry znak. Wątły, ale zawsze. Oni nas naprawdę dobrze znają. Nie tylko dlatego, że dwa, trzy pokolenia wstecz mieszkali u nas. I myślą praktycznie. Wiedzą, że na swoja modłę nas nie przerobią, projekt Adolfa z likwidacją i przejęciem zasobów też nie wypalił, więc trzeba nas utylizować w inny sposób. Farma ludzi wydała im się optymalna. I chyba dziękować Bogu za to trzeba, bo w końcu – żyjemy. A to warunek podstawowy, by wziąć udział w następnym rozdaniu. Może jakieś będzie, kto wie?

  2. Chciałbym zobaczyć jak to jest żyć w Polsce, którą rządzą Polacy, dbając o Polskę tak jak trzeba, a nie jakieś marionetki na usługach innych państw.

  3. Niech Pan czyta książki, co je Pan Gabriel wydaje. W „realu” – szansa jest mała…

  4. Właśnie na podstawie tych książek rodzi mi się w głowie wizja jak to powinno wyglądać. I na podstawie tych wizji mam wielki niedosyt do tego co jest w rzeczywistości.

  5. No skądś się wzięło powiedzenie – siła złego na jednego-, jeśli spokojnie żyjemy, to w oczach zagranicy wyglądamy na łatwy łup, no i każdy próbuje, załatwiając sobie najpierw wsparcie najsilniejszego w danej chwili w Europie, albo ktoś przyjmuje rolę harcownika na rzecz najsilniejszego w Europie .

    z biegiem lat to chyba było weneckie wsparcie dla nalotu  tatarskiego

    kozaczyzna to chyba miała co najmniej wyspiarskie wsparcie

    potop Szwedzi mieli silne wsparcie zachodnie /szczególnie francuskie/

    itd

    A co do dzisiejszych czasów – paradoks posiadania kopalin – proszę zobaczyć co się dzieje  z zezwoleniami na emisję dwutlenku węgla, w zeszłym roku za tonę 20 euro w tym roku 50 euro,  w sytuacji kiedy mamy kopaliny i zabroniono nam z nich korzystać …. zapłacimy i po 200 euro jak taka będzie cena na rynku za tonę co2, z naszych osobistych, polskich portfeli – no to co to jest jak nie wojna a dla nas co pomysłodawcy kar za emisję przewidzieli … czołganie

  6. Pax. Po to właśnie Kościół. Daje szanse peryferiom. Posyłajcie własne dzieci na księży! Bo inaczej będą tam tylko dzieci p. Hołowni (jeśli je ma).

  7. Na skrzydłach ambicji czyli

    Przez wiedzę do prawdy

  8. Wikipedia: Pol-Pot byl z zawodu PEDAGOGIEM. W Paryzu prenumerowal „L’Humanité”.

    Od 1975 roku stal na czele Demokratycznej Kampuczy.

    Po utracie wladzy byl wspomagany przez USA. W 1980 r. otrzymal duza pomoc finansowa i zywnosciowa od CIA podobnie, jak „Solidarnosc” w tamtym czasie. Po 1981 roku Pol-Pot stal sie gospodarczym LIBERALEM popierajacym demokracje parlamentarna.

     

    A jak tam w demokracji nad Wisla? Gruchnela wiesc, ze od 15 maja bedzie mozna chodzic po parkach i oddychac bez maski? Czy kobiety nadal musza rodzic w maskach?

    https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcQGJ-vN8NsHdlWpdTzT4efEIGFwqzWkVT93hFtDuvJf2WWxUJ7HKnWjrQg8hDJ_0ckfhMQ&usqp=CAU

  9. Pół pot nigdy nie studiował na Sorbonie, zresztą nigdy nie skończył żadnych studiów. A z komunizmem zetknął się pierwszy raz w…Jugosławii.

  10. No dobrze, nie studiował na Sorbonie, ale gdzieś w Paryżu studiował, plotki latały takie, że była to Sorbona…

  11. No i skąd pan czerpie swoją pewność? Z wikipedii  sądzę…

  12. Jest też oprócz Wikipedii kilka pozycji o Czerwonych Khmerach. Powiedzmy temat mnie kiedyś zainteresował. Z takiej „Uśmiech Pół Pota” swoją drogą nieźle się uśmiałem. Książka o wizycie kilku lewicowych szwedzkich studentów w Kambodzy w tym okresie, którzy nic oczywiście nie dostrzegli. Zresztą nie oni jedni z zachodu wizytowali ten kraj.

    Generalnie PP „studiował” w szkole inżynieryjnej, przez 3 lata bo tyle był we Francji, ponoć nawet nie skończył II roku. Kto go ukształtował? Francuska partia komunistyczna, pobyt 2 razy w Jugosławii i członkostwo w komunistycznej partii Wietnamu.

  13. A w l. 1980-tych Reagan i Brzeziński.

     

    https://m.youtube.com/watch?v=TafJ_gbYUJc

     

    Robert Mugabe chociaż ukończył prawo w Londynie.

     

    https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Robert_Mugabe#/media/Plik%3ARobert_Mugabe_May_2015_(cropped).jpg

  14. Pol Pot może i nie studiował na Sorbonie, tylko na Ecole superieure d’electricite (a raczej przechodził pranie mózgu wśród francuskich lewaków), ale jego małżonka Khieu „Matka Rewolucji” Ponnary, jest 100% absolwentką Sorbony. Na pewno byli zgraną parą – zakompleksiony Pol Pot pod kierownictwem pierwszej Kambodżanki posiadającej wykształcenie uniwersyteckie.

  15. A Canaan Banana był magistrem teologii.

    Gwałcił młodych wartowników.

  16. Rywalizacja między ZSRR i USA przeniosła się do Azji i Afryki zgodnie z panującą wówczas doktryną, ale obydwie strony używały jako ideologicznego narzędzia walki marksizmu. Różnica była taka, że ZSRR i Chiny miały w tym celu do dyspozycji poręczne broszury, książeczki, „krótkie kursy”, a konserwatywny Zachód uważał, że liderzy nowych państw powinni ukończyć pełne studia. Pol-Pot nie radził sobie z nauką, ale zamiar był taki, żeby zrobić z niego studenta, a potem absolwenta.

     

    Rewolucja w Polsce w latach 1980-81 też z punktu widzenia Zachodu miała być rewolucją marksistowską i socjalną, ale „wpieprzył się” Kościół i trzeba było nieco zmodyfikować przekaz.

    W 1989 roku można było już przeprowadzić normalną, marksistowską rewolucję uwzględniając pewne elementy nauki społecznej Kościoła.

  17. PiS jest kontynuatorem tych przemian, więc można łatwo porównać i sprawdzić te metody.

    PiS uważa również, że nie ma sensu wysyłać swoich ludzi za granicę na jakieś bardziej pogłębione studia. Kaczyńscy studiowali w Polsce i to wystarczyło do osiągnięcia sukcesu.

  18. Oczywiście zgniły Zachód znowu inaczej widzi kwestię kształcenia kadr, dlatego organizuje program wymiany studenckiej,  chociaż, jak napisałem wcześniej, Kaczyński nie uważa tego za konieczne i prezydent też jest tego zdania

     

    https://m.youtube.com/watch?v=PMXeZMV3iz4

  19. Tam było kilka osób oprócz szacownej małżonki i niekoniecznie tylko po Sorbonie, coś z grande ecole też. Natomiast PP nie był wbrew popularnym gazetowym artykułom żadnym wybitnym intelektualistą po S. Pedagogiem też był miernym, ot znał francuski więc go uczył przez jakuś czas. Przez Francję zresztą przewinęły się setki jeśli nie tysiące takich stypendystow, większość nie skończyła tak marnie w szeregach CK. I o ile inicjacje odbyli we Francji, to udoskonalenie praktyki i ideologii dokonało się u Mao i Ho Hi Mincha, którzy nawiasem  mówiąc nie kończyli szkół na zachodzie.

  20. A „Ziuk” cos skonczyl? Zaczal, ale nie skonczyl, bo po co?…

  21. „Ziuk” miał ówczesną maturę i zaliczył ponoć pierwszy rok medycyny. Porównując to do dzisiejszej edukacji, to więcej niż magister we współczesnej Polsce.

  22. Emancypacja odbywa się poprzez uświadomienie, a nie edukację i dlatego celem edukacji jest socjalizacja, a nie rozwój intelektualny.

  23. Socjalizacja? Raczej demoralizacja.

  24. Premier Morawiecki rzucił w Porto hasło socjalizacji z jednoczesną ochroną tradycyjnego modelu rodziny. Stawiamy tamę demoralizacji.

  25. Pani powinna być zadowolona z wystąpienia premiera

     

    https://m.youtube.com/watch?v=rOiaHc_uXj8

  26. Z premierem to ja mam kłopot. Trudno mi się zachwycać jego pomysłami.  Nie potrafię też zaakceptować języka, którym się posługuje … te naleciałości korpotacyjne brry…

  27. „Emancypacja odbywa się poprzez uświadomienie” – szczera prawda. Chodzi oczywiście o uświadomienie konieczności dziejowych 🙂

  28. Czyli wszystkie te Sorbony i Gomory można de facto oskarżyć o słynne już „sprawstwo moralne” takich makabrycznych cyrków, jakie odchodziły z rządów Pol Pota jego szanownej małżonki w Kambodży, a także w marionetkowych afrykańskich państewkach.

  29. W kraju Demokratycznej Kampuczy stosowano w ramach tortur m. in. elektrowstrzasy (ps. prof. dr hab. Lukasz Swiecicki zaleca je w terapii), dlatego sadze, ze wiedza zdobyta na Ecole superieure d’electricite przez mlodego Pol Pota nie poszla na marne.

    Nie laczylbym bezposrednio wyksztalcenia ze zbrodniami. Ludzie maja po prostu podly charakter i doszloby do ludobojstwa w takiej czy innej formie, natomiast zetkniecie europejskiej nauki i cywilizacji z najbardziej zacofanymi panstwami globu bylo nieuniknione.

    Oczywiscie wizja szlachetnego dzikusa wg Rousseau byla falszywa.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.